Wolna i niezawisła Ukraina jest jedynym prawdziwym gwarantem niepodległości Polski. Jeśli upadnie Ukraina, kwestią czasu będzie upadek Polski.

poniedziałek, 20 stycznia 2014

Trucizna wraca do łask




Val McDermid

Trujący ogród

tytuł oryginału: Beneath the Bleeding
tłumaczenie: Katarzyna Kasterka
wydawnictwo: Prószyński i S-ka Warszawa 2013
seria/cykl wydawniczy: Tony Hill / Carol Jordan*


Trujący ogród” jest piątą powieścią z cyklu, którego wiodącymi postaciami są Tony Hill, wirtuoz profilowania** oraz  policjantka Carol Jordan, współpracujący przy ściganiu seryjnych sprawców najpoważniejszych przestępstw i związani ze sobą specyficznym uczuciowym układem, przedziwną odmianą dotąd nieskonsumowanej miłości, w której, niczym cząstki elementarne w atomie, krążą wokół siebie przyciągając się i odpychając jednocześnie. Czy w tej odsłonie związek ten zostanie w końcu uwieńczony pełnym zbliżeniem, czy też nastąpi zerwanie, tego oczywiście nie zdradzę.

Val McDermid, szkocka pisarka specjalizująca się w dość mrocznych kryminałach, jest klasą samą w sobie, co potwierdzają liczne nagrody. Choć nie zawsze moje gusta podążają tymi samymi drogami, co oceny większości, za każdym poprzednim razem w stosunku do powieści tego cyklu okazały się zbieżne i proza tej chluby Wysp przypadła mi bardzo do gustu. Więcej niż zadowolony z poprzednich książek serii, z zapałem zabrałem się do lektury „Trującego ogrodu” licząc na to, iż reklamowy nadruk na okładce „Gwarancja dobrej książki albo zwrot pieniędzy” i tym razem nie okaże się hasłem na wyrost.

Kiedy Robbie Bishop, gwiazda drużyny futbolowej Bradfield Victoria, nagle zapada na tajemniczą chorobę, trafia oczywiście do najlepszego szpitala w okolicy, w ręce miejscowego odpowiednika doktora House'a. Nie na wiele mu się to zdaje, gdyż wspomniana sława medycy okazuje się bezradna. Na szczęście, dla sprawiedliwości, ale nie dla piłkarza, bystra rezydentka z jego szpitala stawia karkołomną, ale trafną diagnozę, która brzmi - trucizna.

Trucizny; temat od dawna wykorzystywany w bajkach, baśniach i innych gatunkach literackich. Trucizny; świat fascynujący i mroczny. Trucizny; niegdyś powszechny element kryminału, obecnie jakby démodé, zarówno w praktyce świata realnej zbrodni, jak i w literaturze; zastąpiony przez pistolety, noże i inne mniej lub bardziej trywialne narzędzia. Jak sugeruje sam tytuł, i co potwierdza się już na pierwszych stronicach, w tej powieści Val MdDermid powraca do tego niegdyś tak modnego motywu, przy okazji niezwykle celnie wypunktowując powody, dla których trucizny w kryminalistyce, i realnej, i fikcyjnej, tak straciły na popularności. Całkiem bezzasadnie zresztą, gdyż w truciznach, co szkocka mistrzyni bezbłędnie pokazała, nadal tkwi wielki potencjał. I w sensie literackim, i dosłownym. Choć oczywiście nie jest to rozwiązanie dla każdego – wymaga nieporównanie większej wiedzy, i w realu, i w powieści, niż pistolet, nóż czy inne równie powszechnie wybierane rozwiązanie. Powrót do tego świata pokrewnego czarownicom, ale w wydaniu jak najbardziej nowoczesnym, sprawia, iż niniejszy odcinek przygód Hilla i Jordan, bo to oni oczywiście zajmą się sprawą, od początku nabiera odmiennego niż dotąd, niezwykle oryginalnego charakteru. Zgodnie z tradycyjną manierą pisarki i tym razem obok wątku pierwszoplanowego, czyli trucicielstwa, mamy drugi motyw wiodący; drugie śledztwo. A tutaj również niespodzianka. Zamach bombowy. Dotąd zawsze mieliśmy do czynienia ze zbrodnią, nawet z przestępczością zorganizowaną, ale jednak z dziedziną stricte kryminalną. Teraz jako drugą oś fabuły mamy terroryzm, a więc domenę innego, choć pokrewnego gatunku, czyli sensacji. To dodaje kolejnej odsłonie serii nowego wymiaru; prawdziwy powiew świeżości. Inna sprawa, że jak to u Val McDermid bywa, temat terroryzmu zostanie potraktowany nieco przewrotnie.

Nie mam pojęcia, jak pisarka tworzy swe tak udane powieści. Czy najpierw pojawia się problem, który chce przemycić w tle, by zmusić czytelnika do rozmyślań na jego temat, czy też odwrotnie, najpierw pojawia się warstwa kryminalna, a potem zostaje ona osadzona w problematyce społecznej. W sumie nie ma to dla mnie najmniejszego znaczenia, gdyż efekt wygląda idealnie, jak w najlepszych przykładach skandynawskiej szkoły kryminału społecznego. Dysfunkcje społeczeństwa są nieodłączne od zbrodni, gdyż ta właśnie z nich wynika. Inne z kolei patologie ujawniają się w następstwie przestępstwa, choćby przy okazji samego procesu wykrywczego.

Oczywiście dwa rodzaje czynów i toczące się w związku z nimi śledztwa oraz wątek damsko-męski między głównymi bohaterami to tylko szkielet powieści. W rzeczywistości jest ona prawdziwie wielowątkowa. Mimo tego, mimo przenikania się różnych motywów i dość znacznej komplikacji, powieść cały czas trzyma w napięciu i jednocześnie wciąga od samego początku, a potem nie puszcza aż do samego końca. To ostatnie, uwzględniając jej znaczną objętość, trzeba brać pod uwagę przed rozpoczęciem lektury. Może się skończyć zawaleniem terminów, egzaminów, czy innych rzeczy, o których zapomnimy pod wpływem tej prozy made in Scotland.

Jak zawsze u McDermid, tak i tym razem, uważny czytelnik znajdzie w powieści wiele smaczków. Zauważy również, iż zmusza ona do myślenia nad problemami, których z reguły większość z nas na co dzień nie spostrzega, najczęściej dlatego, że tak wygodniej. Tym razem najbardziej mi się spodobała łatka, którą autorka przypięła obecnym koncepcjom rozwiązania problemu terroryzmu ze szczególnym uwzględnieniem tajnych służb działających ponad prawem. Ukazała wręcz chełpienie się tym ostatnim członków owych formacji, wprost proporcjonalne do stopnia ich tajności. Bardzo mocno skrytykowany został również problem sankcjonowania zła, w czym spory udział mają media i film, co prowadzi do tego, że demokracja może się stać karykaturą swych własnych ideałów, o ile już się nią nie stała. Czym bowiem będzie się różnić demokracja od faszyzmu czy komunizmu, jeśli zgodzimy się na tortury, pozbawianie wolności bez wyroku sądowego i obozy koncentracyjne? A przecież są ludzie gotowi na to bez mrugnięcia okiem w imię „wyższego dobra”, jak choćby jeden z naszych byłych premierów. Powstaje jednak pytanie, kto i jakim prawem ma decydować, które i czyje dobro jest wyższe. I jak zagwarantować, że ten decydent będzie dobry, a nie zły.

Oczywiście wąteczków i perełek jest w tej powieści mnóstwo, od najpoważniejszych, po najbardziej błahe. Wspomnę jeszcze choćby przecudownie oddane spotkanie dwóch wybitnych lekarzy, z których jednemu przyszło zagrać, wbrew swojej woli zresztą, rolę pacjenta. Te przycinki, ironia, cały klimat - oddany wręcz mistrzowsko. Więcej nie będę wymieniał, przeczytacie sami, ale jest jedna rzecz, o której od razu muszę wyraźnie powiedzieć, gdyż w „Trującym ogrodzie” warto zwrócić na to uwagę. Już kilka razy w powieściach serii pojawiali się Polacy. W tej jest to wyraźnie widoczne. Warto zwrócić uwagę jak jesteśmy postrzegani przez autorkę i w jakich rolach społecznych obsadza ona ludzi znad Wisły. I wziąć pod uwagę, że to przecież osoba wykształcona, naprawdę obyta i tolerancyjna, zdolna do wybitnie bystrych samodzielnych obserwacji, interpretacji i niestereotypowego myślenia. Skoro ona nas tak widzi, to co naprawdę, wbrew naszej rządowej propagandzie, sądzą o nas przeciętni Brytyjczycy?

Jak łatwo się domyślić, polecam „Trujący ogród” gorąco i bezapelacyjnie go zachwalam, nie tylko miłośnikom kryminałów z zacięciem psychologicznym i elementami sensacji. Oczywiście, zdaję sobie sprawę, że nie jest to lektura dla każdego. Niektórzy nawet mogą stwierdzić, że jest nudna, ale to chyba tylko ci, którzy nie zauważyli jeszcze różnicy między żarciem i jedzeniem, piciem i chlaniem albo też miłośnicy załatwiania wszystkiego za pomocą SMS-ów. Swoją drogą, zastanawiam się, kiedy powstanie pierwsze „dzieło” literackie w formie SMS-ów i kiedy znajdzie swoich wielbicieli. To jednak tylko taka dygresja. Jeszcze raz zapraszam do lektury


Wasz Andrew



* cykl Tony Hill & Carol Jordan:

  1. 1995 - The Mermaids Singing (wyd. pol. pt. Syreni śpiew, przekł. Magdalena Jędrzejak, Otwock 2005, II wyd. Warszawa 2011)
  2. 1997 - The Wire in the Blood (wyd. pol. pt. Krwawiąca blizna, przekł. Magdalena Jędrzejak, Otwock 2005, II wyd. Warszawa 2011)
  3. 2002 - The Last Temptation (wyd. pol. pt. Ostatnie kuszenie, przekł. Maciejka Mazan, Warszawa 2012)
  4. 2004 - The Torment of Others (wyd. pol. pt. Żądza krwi, przekł. Tomasz Wilusz, Warszawa 2012)
  5. 2007 - Beneath the Bleeding (wyd. pol. pt. Trujący ogród, przekł. Katarzyna Kasterka, Warszawa 2013)
  6. 2009 - The Fever of the Bone (wyd. pol. pt. Gorączka kości, przekł. Kamil Lesiew, Warszawa 2010)
  7. 2011 - The Retribution (wyd. pol. pt. Odpłata, przekł. Jan Hensel, Warszawa 2013)
  8. 2013 - Cross and Burn
** tutaj profiler - psycholog specjalizujący się w tworzeniu profili psychologicznych przestępców


Trujący ogród [Val McDermid]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

sobota, 18 stycznia 2014

Chutliwe przeciąganie liny

Okładka książki Smak młodych dziewcząt 

Smak młodych dziewcząt

Dany Laferrière


Tytuł oryginału: Le goût des jeunes filles
Tłumaczenie: Jacek Giszczak
Wydawnictwo: Świąt książki
Liczba stron: 304
 
 
 
 
 
 
Dorosłość to trudny do zdefiniowania stan, po osiągnięciu którego człowiek zaczyna uchodzić za istotę samodzielną, w pełni świadomą własnych czynów i ich konsekwencji, potrafiącą korzystać ze swojego bagażu życiowego. Niemożliwe jest jednak precyzyjne wyznaczenie granicy przekroczenia progu dorosłości i bezpowrotnego porzucenia swojego dzieciństwa, chociaż w praktyce podobne idee próbuje się realizować, np. poprzez ustanowienie sztywnej wartości wiekowej, oznaczającej pełnoletność. Zaskakujące są również bardzo usilne starania wielu nastolatków, by bramy dorosłego świata sforsować możliwie jak najwcześniej. Ale w takich przypadkach nierzadko dochodzi do swoistej groteski, czy wręcz makabry – młodzi ludzie naśladując dorosłych, bardziej lub mniej świadomie powielają głównie negatywne wzorce. Ważne są: seksualna inicjacja, przy czym seks to najczęściej mroczne terra incognita, na której dominuje przesąd, ciemnota i niewiedza, spożywanie używek bez realnej wiedzy na temat ich wpływu na zdrowie, język, ubogi w polszczyznę, a skrzący się od wulgaryzmów, czy pogardliwe traktowanie innych, szczególnie tych niżej sytuowanych na drabinie społecznej. Dojrzałości biologicznej towarzyszy zatem zupełna niedojrzałość emocjonalna, która często okazuje się labiryntem z wieloma odnogami, z którego ciężko jest wybrnąć. O takim właśnie błąkaniu się po własnej, kształtującej się psychice w pewnym sensie opowiada książka Smak młodych dziewcząt, autorstwa Dany’ego Laferrière.

Dany Laferrière, urodzony w 1953 roku w Port-au-Prince, to pochodzący z Haiti pisarz, reżyser oraz dziennikarz. Okres jego dojrzewania przypadł na lata siedemdziesiąte, kiedy to krajem rządzili dyktatorzy, najpierw François Duvalier, znany jako Papa Doc, a następnie jego syn, Jean-Claude Duvalier, określany mianem Baby Doc. Laferrière podjął się pracy żurnalisty, jednak ze względu na prześladowania polityczne zdecydował się na emigrację do Kanady. Ojczyzna Laferrière’a, Haiti, niewielkie państwo w Ameryce Środkowej leżące na wyspie Haiti, którą dzieli wspólnie z Dominikaną to była kolonia francuska, która niepodległością cieszy się od 1804 roku. Jednak za wywalczoną wolność należało zapłacić straszliwą cenę – Francuzi, którzy stracili swoje plantacje cukru oraz kawy zażądali od Haiti astronomicznej rekompensaty, której pełna spłata nastąpiła dopiero w 1947 roku, czyniąc przy okazji to niewielkie państwo jednym z najbiedniejszych krajów na świecie. Ponadto Haiti w latach 1915 – 1934 było okupowane przez Stany Zjednoczone, które stały również za wyniesieniem na piedestał władzy Françoisa Duvaliera – sprawował on rządy od 1959 roku do swojej śmierci w 1971 roku. Ten ekscentryczny przywódca, który m.in. upodabniał się do jednego z bóstw voodoo oraz uważał się za fizyczne ucieleśnienie narodu, zawdzięczał poparcie USA temu, że otwarcie deklarował niechęć wobec komunizmu – dla dyplomacji Stanów Zjednoczonych posiadanie sojusznika w rejonie Ameryki Środkowej, stanowiącego przeciwwagę dla komunistycznej Kuby było niezmiernie ważne. Dzięki tej swoistej czerwonej histerii François Duvalier, którego polityka zagraniczna przypominała balansowanie na cyrkowej linie, zdołał wywinąć się od sankcji nałożonych na jego kraj przez USA. Władzę w państwie sprawował dzięki terrorze, za który odpowiedzialne były oddziały jego prywatnej milicji, zwanej Tonton Macoute. Prowadząc politykę wewnętrzną nie przebierał w środkach – groźby, morderstwa, zastraszenia, etc. Szacuje się, że za czasów jego panowania zginęło ponad 30 000 ludzi. Co ciekawe, Duvalier który wyraźnie ożywił kult voodoo w kraju, zdołał przekonać Watykan do podpisania konkordatu w 1966 roku, na mocy którego dane mu było przyzwanie nominacji katolickich hierarchów na Haiti.

Właśnie w tym krwawym, ale i mocno zwariowanym rozdziale historii Haiti toczy się akcja utworu Dany’ego Laferrière, zatytułowanego Smak młodych dziewcząt. Główny bohater o imieniu Dany jest, podobnie jak autor, emigrantem, który opuścił ojczyznę i swój żywot wiedzie na obczyźnie. Świeżo wydana książka oraz informacje o dawno nie widzianych przyjaciółkach stają się pretekstem do projekcji przeszłości, wysnucia wizji, przypominającej scenariusz filmowy, w której zatapiamy się z głównym bohaterem, towarzysząc mu w wędrówkach po jego wspomnieniach. Wydarzenia, które na trwałe zapisały się w psychice Dany’ego, a których obraz natychmiast wyłania się, gdy tylko myśli wędrują w stronę Haiti, rozegrały się w pewien kwietniowy weekend 1971 roku.

15-letni Dany jest jedynym mężczyzną w domu, w którym mieszka razem z matką oraz licznym gronem ciotek. Na co dzień to przykładny uczeń, rzetelnie wywiązujący się ze swoich szkolnych obowiązków, który wolne chwile spędza z przyjacielem Gégé. Chłopak stanowi idealne przeciwieństwo Dany’ego, co jednak nie przeszkadza im zawiązać szczerych relacji koleżeńskich. Zabawy z Gégé są dosyć niebezpieczne, ale za to piekielnie interesujące oraz jeszcze bardziej ekscytujące. Jeden z kolejnych wygłupów kończy się jednak dość tragicznie – chłopcy zadarli z morświnem, jak popularnie określani są członkowie Tonton Macoute. Dany jest przekonany, że grozi mu śmiertelne niebezpieczeństwo – tortury, więzienia, etc. – jedynym bezpiecznym schronieniem wydaje się być dom położony naprzeciw jego własnego. Mieszka w nim młoda, dwudziestoletnia dziewczyna Miki, utrzymanka wpływowego i bogatego człowieka, który tylko sporadycznie korzysta z towarzystwa swojej atrakcyjnej partnerki.

Dany regularnie obserwował z okna swojego pokoju dom Miki. Dzięki temu doskonale wiedział, czego może spodziewać się zarówno po lokatorce, u której przyszło mu się schronić oraz jej przyjaciółkach. Ale rzeczywistość i tak przerosła oczekiwania. W ciągu kilku dni, Dany przekonuje się, że cała paczka dojrzewających dziewcząt to kipiący wulkan seksu. Bezpruderyjność, swoboda obyczajów, brak jakiejkolwiek wstydliwości, seksualne rozpasanie – oto obraz jaki wyłania się po zaledwie kilku godzinach. Życie nastolatek to na pozór hedonizm rozciągnięty do granic możliwości – ciągłe, kończące się dopiero nad ranem imprezy, współżycie z zamożnymi, często znacznie starszymi mężczyznami, wypady na plażę, by zażyć słonecznych kąpieli – oto jak prezentuje się codzienna egzystencja dziewcząt, ogarniętych szaleńczą pasją życia, z którego zdają się wyciskać ostatnie soki.

Sprawa wygląda nieco inaczej, jeśli spojrzymy na nią z perspektywy Marie-Michèle, jednej z nastolatek należącej do tej niezwykłej grupy. Autor książki zdecydował się na oryginalne rozwiązanie poprzez wprowadzenie dodatkowej narracji za sprawą dziennika, prowadzonego właśnie przez Marie-Michèle, dziewczynę wywodzącą się z haitańskich wyższych sfer. To typowa panna z porządnego domu, której pozornie nigdy niczego nie brakowało, a jej życie opływało w luksusy. Co ciekawe, Marie-Michèle mogła liczyć jedynie na przedmioty, które posiadają materialną wartość. Nie dane jej jednak było poznać miłości rodzicielskiej, za co szczególnie obwinia swoją matkę, bogatą snobkę, zapatrzoną wyłącznie w samą siebie. Dziennik Marie-Michèle koncentruje się na dwóch rzeczach. Z jednej strony analizuje ona postępowanie swoich koleżanek, bada więc środowisko do którego dobrowolnie się przyłączyła, ale nie stanowi jego integralnej części. Zawsze trzyma się nieco na uboczu, koncentrując się głównie na obserwacji, dzięki której płyną interesujące wnioski na temat zachowania przyjaciółek oraz motywacji, jakie nimi kierują. Drugą kluczową sprawę, której poświęcone są refleksje Marie-Michèle stanowi środowisko, z jakiego się wywodzi. Warto w tym miejscu nadmienić, że za czasów rządów Papy Doca haitańskie społeczeństwo uległo ogromnemu rozwarstwieniu. Czarna większość, na którą składali się głównie potomkowie afrykańskich niewolników żyła na skraju ubóstwa. Natomiast mulaci, wywodzący się od białej rasy panów, która krzyżowała się z czarnymi służącymi tworzyli swoistą arystokrację, będącą zamkniętą enklawą – ludność Haiti przypominała wysepki bogaczy powiązanych z reżimem, rozsiane po oceanie nędzy. Marie-Michèle bezwzględnie obnaża hipokryzję, obłudę oraz egoizm własnej klasy, która żyje i obraca się we własnym świecie, nieczuła na krzywdę, jaka wyrządzana jest pozostałej części ludności.

Marie-Michèle, buntując się przeciw matce oraz środowisku, jakie reprezentuje, ucieka od salonowych gierek, wyrafinowanych rozmów o niczym, pajęczyny kłamstw. Szukając wytchnienia trafia do paczki Miki – okazuje się przy tym, że dziewczęta również prowadzą wszelakiej maści intrygi. Ale ich gra wynika z chęci prowadzenia życia na poziomie, życia, które nie jest wyłącznie wegetacją. Ponadto seks nie jest tylko zabawą, czy sposobem na zapewnienie sobie gotówki. To także narzędzie, które służy do manipulowania, rządzenia, czy wręcz władania mężczyznami – za jego sprawą dziewczęta, które czczone są niczym boginie, przynajmniej chwilowo, mogą poczuć własną wartość.

Powieść to także interesująca panorama Haiti pod panowaniem Papy Doca. Po ulicach, przy których pochylają się rozlatujące się, prowizoryczne domostwa jeżdżą zdezelowane, podstarzałe samochody. W powietrzu panuje nieznośny upał, który przytłacza. A mimo to od rana do wieczora na chodnikach panuje istny tłum, który tryska energią. Ludzie starają się nie przejmować warunkami, w jakich przyszło im egzystować, które zmuszają do bezwzględnej walki o przetrwanie, próbując łapać każdą chwilę szczęścia. Władzę sprawuje co prawda bezwzględny dyktator, na mieście co rusz można natknąć się na jego siepaczy, ale mimo to ludzie bawią się, a także na swój sposób buntują. Następuje wysyp awangardowych zespołów – pojawiają się nawet reporterzy ze Stanów Zjednoczonych, by robić wywiady z ich członkami. W klubach trwa nieustanne szaleństwo, alkohol leje się strumieniami, a na parkiecie panuje istna orgia. Świat staje na głowie, ale najważniejsza jest dobra zabawa. I tylko czasem cała równowaga zostaje brutalnie zachwiana – kiedy ktoś z bliskich trafi do więzienia, gdy przyplącze się jakaś poważna choroba, kiedy nadepnie się na odcisk jakiemuś morświnowi.

Powieść Dany’ego Laferrière to swoisty koktajl, w skład którego wchodzą głównie hormony. Nie jest to jednak wulgarna powieść, koncentrująca się wyłącznie na kolejnych seksualnych przygodach głównych bohaterek. Laferrière serwuje o wiele dogłębniejsze, bardziej wyrafinowane spojrzenie na seksualność – za sprawą autora kobieta urasta do rangi tajemniczej, zmysłowej bogini, która umiejętnie potrafi zawładnąć mężczyzną, wykorzystując do tego jego żądze oraz fantazje. Okazuje się przy tym, że większość bohaterek traktuje seks jako swoiste narzędzie, złudne zresztą i mylące, dzięki któremu przynajmniej pozornie można osiągnąć cele nawet niemożliwe.

Reasumując Smak młodych dziewcząt to książka, która znakomicie oddaje upalny klimat Ameryki Środkowej oraz gorący temperament jej mieszkańców. Laferrière w interesujący sposób przedstawia pułapkę, jaką dla młodych ludzi stanowi seks. Postrzegany on jest w wielu barwach – jako przyjemna rozrywka, jako przedmiot podporządkowywania sobie drugiego człowieka, magnetycznego oddziaływania na niego, wreszcie jako forma zarobku. Dramat bohaterów polega na tym, że współżycie staje się wartością samą w sobie i rozpatrywane jest wyłącznie jako akt fizycznego zespolenia, któremu nie towarzyszy głębsza więź duchowa. Oczywiście, jak przystało na książkę z dość dużym ładunkiem erotycznym, nie mogło w niej zabraknąć nawiązań do klasyków gatunku – stąd obecność książek autorstwa m.in. de Sade’a, czy Choderlosa de Laclosa. Sam bohater ze swoimi dosyć zabawnymi perypetiami jawi się jako swoisty Odys, który znalazł się pomiędzy Scyllą świętoszkowatych ciotek a Charybdą zepsutych do cna młodych dziewcząt.

piątek, 17 stycznia 2014

O głosach




- Kiedy ktoś wspomina swoje poprzednie wcielenia, nigdy nie jest stajennym czy prostym robotnikiem. Zawsze jest Kleopatrą, Henrykiem VIII lub Emmą Hamilton. Tak samo jest z tymi, co słyszą głosy. Nie słyszą mleczarza czy kobiety, która co rano siedzi za nimi w autobusie. Słyszą Maryję Dziewicę, Johna Lennona albo Kubę Rozpruwacza.

- Cóż, trudno sobie wyobrazić przeciętnego mleczarza udzielającego szczegółowych instrukcji, jak popełnić zabójstwa na tle seksualnym – sucho zauważyła Carol.
- Czyli sądzisz, że od takich rzeczy jest raczej Maryja Dziewica?


Żądza krwi Val McDermid

czwartek, 16 stycznia 2014

O politykach



Ci, co zgłaszają się na ochotnika do tej roboty, są ostatnimi ludźmi, którzy powinni ją wykonywać.

Żądza krwi Val McDermid

środa, 15 stycznia 2014

wtorek, 14 stycznia 2014

Żądza krwi




Val McDermid


Żądza krwi

tytuł oryginału: The Torment of Others
tłumaczenie: Tomasz Wilusz
wydawnictwo: Prószyński i S-ka 2012
seria/cykl wydawniczy: Tony Hill / Carol Jordan*

Żądza krwi” jest czwartą powieścią z cyklu o perypetiach profilera ** Tonny’ego Hilla i policjantki Carol Jordan, której autorką jest Val McDermid; znana i uznana szkocka pisarka specjalizująca się w tematyce kryminalnej z mocnym zacięciem psychologicznym. W tej książce Carol, dochodząca do siebie po traumie będącej wynikiem przeżyć opisanych w poprzedniej powieści, jest już nadinspektorem brytyjskiej policji i przełożeni powierzają jej dowodzenie elitarną, samodzielną jednostką do zwalczania najcięższych przestępstw. Z kolei Tonny Hill, którego umiejętności zostały docenione przez policje kilku państw europejskich, co sprawiło, że stał się pewnego rodzaju sławą, postanawia na powrót zająć się tym, do czego ma prawdziwy talent, czyli praktyką kliniczną i profilowaniem. Po porzuceniu kariery wykładowcy uniwersyteckiego podejmuje pracę w szpitalu psychiatrycznym Bradfield Moor i postanawia znów zaoferować swe usługi konsultanta profilera służbom zwalczającym seryjnych przestępców. Jak można się spodziewać, los wkrótce znów splecie losy dwóch wiodących postaci – Tonny’ego oraz Carol i będziemy mogli obserwować ich współpracę na polu zawodowym, jak również kolejne figury ich uczuciowego tańca, w którym krążą wokół siebie, coraz sobie bliżsi, ale wciąż fizycznie odlegli, niczym Ziemia i Księżyc.

Podobnie jak w poprzednich odsłonach serii, tak i tym razem, wielowątkowa, misternie skonstruowana fabuła osnuta jest wokół dwóch równoległych śledztw. Jednego w sprawie zaginięć nieletnich chłopców i drugiego dotyczącego makabrycznych zabójstw prostytutek. Będę się powtarzał, ale nie mam innego wyjścia. Val McDermid znów pokazała klasę i zaprosiła na prawdziwą czytelniczą ucztę miłośników kryminałów, mrocznych klimatów i tajemnic spaczonych umysłów. Jak zwykle w przypadku tej autorki, lektura jest naprawdę wciągająca, czyta się książkę szybko i, co warto podkreślić, całość jest jak zwykle bardzo dobrze podbudowana merytorycznie. Warstwa pierwszoplanowa, czyli charakterystyka i dynamiczna ewolucja postaci, zarówno pod wpływem zdarzeń, jak i ich wzajemnych relacji oraz oddziaływań, jest absolutnie przekonująca. Również społeczne tło, bliższe i dalsze, jest niezwykle wyrazistym rysem twórczości Val McDermid, która okazuje się po raz kolejny bystrym obserwatorem brytyjskiej rzeczywistości, potrafiącym zawrzeć w swej prozie perełki szczegółów sprawiające, iż czytelnik czuje się wręcz uczestnikiem wydarzeń z kart powieści. Niezwykle celnie oddane środowisko policji ze wszelkimi smaczkami i niuansami tak daleko odbiega od większości naszej sztampy pisarskiej, że dusza czytelnika aż się raduje. Zagmatwanie relacji międzyludzkich odpowiednie do komplikacji osobowości , trudne tematy odmienności seksualnych i psychicznych - wszystko ukazane przekonująco i naturalnie. W dodatku połączone z plastycznymi opisami miejsc; od dzielnic sprzedajnej miłości po romantyczne pustkowia, a wszystko to okraszone specyficznym klimatem noir tak charakterystycznym dla najlepszych szkockich piór. Nieskonsumowany, nawet niedopowiedziany romans pary głównych bohaterów, o którym już wspominałem, to już prawdziwy brylancik tematów damsko-męskich w literaturze.

Już tylko z powyższego wynika, iż „Żądza krwi” jest pozycją prześwietną w swym kanonie. Ja jednak wielokrotnie podkreślam, że poza kryminałem lubię znajdować w powieściach tego typu perełki rzeczywistości umieszczone w fikcyjnym tworzywie opowieści o zbrodni. I na tym polu autorka również nie zawodzi. Lektura cały czas daje do myślenia i sprawia, że dzieli ją przepaść od popularnych w tym gatunku zgadywanek typu „Kto zabił?”. Tym razem na pierwszy plan wysuwają się sprawy prostytucji, motywacji działań policji i wewnętrznych w niej układów. Nie brak jednak i głębszych, rzadziej rozpatrywanych problemów, jak na przykład rola nowoczesnego stylu życia w ułatwianiu polowania społecznym drapieżnikom. Mądra Szkotka wprost zwraca naszą uwagę na fakt, iż w tradycyjnym społeczeństwie, opartym na bezpośrednich kontaktach, ludzkie owce chroniły się przed ludzkimi wilkami samą swoją obecnością; jedni rozmawiali z drugimi, razem spędzali czas wolny i razem byli w pracy. Samą swoją obecnością chronili się nawzajem, a ich czujne oczy śledziły każdą odmienność i każdego obcego. Teraz rozmawiamy przez sieć czy SMS-y. Jedna owca drugiej nie widzi i nie daje jej ochrony. A to jest marzenie każdego drapieżnika - samotne owce. W dodatku przy pomocy protez nowoczesnej technologii tak łatwo wilkowi udawać owieczkę…

Innym kardynalnym tematem do przemyśleń jest wpływ tzw. trudnego dzieciństwa. Autorka ma u mnie wielkiego plusa za to że, podobnie jak Zimbardo, przeciwstawia się infantylnemu usprawiedliwianiu zła okolicznościami z przeszłości. Ponieważ w naszym kraju ten punkt widzenia jakoś nie może się przebić, tym bardziej wartościowe jest podkreślenie, że trudne dzieciństwo na pewno wpływa na przyszłość osób, które go doświadczyły, ale w żadnej mierze nie definiuje, czy pod jego wpływem dana jednostka stanie się lepsza, czy gorsza, niż w byłaby w innych warunkach. Nie może być więc żadnym usprawiedliwieniem, podobnie jak w przypadku człowieka sukcesu, nie wywodzimy jego osiągnięć z tego, że był w młodości molestowany czy też że wyszedł z dzielnicy biedoty.

Takich tematów do przemyśleń jest sporo, jak również miejsc do romantycznych drgnień serca czy nawet drobinek humoru. Dużo też niuansów, które uważnemu, ale tylko uważnemu, czytelnikowi pokazują, czym tak naprawdę różnimy się od cywilizowanej reszty Europy. I nie chodzi bynajmniej o poziom życia, wysokość PKB czy długu publicznego.

I jeszcze moja osobista uwaga. Być może dlatego tak polubiłem tę serię, gdyż wiodąca dwójka bohaterów jest sztandarowym wręcz przykładem myślenia lateralnego i pracy systematycznej. Były one u nas zawsze w małym poważaniu, gdyż stawiamy tradycyjnie na jedność, sporadyczną akcyjność i permanentne pijaństwo, a ostatnio mam wrażenie, iż skutki tego są coraz bardziej opłakane dla naszej polskiej rzeczywistości. Tym bardziej więc warta upowszechnienia jest seria Hill & Gordon. Może jakoś oswoi nas z tą obcą nam kulturą myślenia i pracy.

Pisanie tych recenzji, jeśli tak dalej pójdzie, będzię męką, a one same staną się nudne, o ile już się takie nie stały. Cóż bowiem można napisać ciekawego o kolejnej i kolejnej świetnej lekturze, w dodatku podobnej do poprzedniej? Nie może być zresztą inaczej, skoro to dalsza część opowieści o życiu tej samej pary, której życie biegnie w tym samym środowisku i koncentruje się na walce z tymi samymi problemami. I jeśli Val McDermid niczego nie zepsuje następnym razem, to będę w prawdziwym kłopocie. Co napisać, by już całkiem Was nie zanudzić. No, ale zobaczymy. Was gorąco zachęcam do poznania cyklu od początku, choć i od „Żądzy krwi” też można rozpocząć znajomość ze szkocką mistrzynią, a sam już z niecierpliwością otwieram „Trujący ogród


Wasz Andrew


* cykl Tony Hill & Carol Jordan:

  1. 1995 - The Mermaids Singing (wyd. pol. pt. Syreni śpiew, przekł. Magdalena Jędrzejak, Otwock 2005, II wyd. Warszawa 2011)
  2. 1997 - The Wire in the Blood (wyd. pol. pt. Krwawiąca blizna, przekł. Magdalena Jędrzejak, Otwock 2005, II wyd. Warszawa 2011)
  3. 2002 - The Last Temptation (wyd. pol. pt. Ostatnie kuszenie, przekł. Maciejka Mazan, Warszawa 2012)
  4. 2004 - The Torment of Others (wyd. pol. pt. Żądza krwi, przekł. Tomasz Wilusz, Warszawa 2012)
  5. 2007 - Beneath the Bleeding (wyd. pol. pt. Trujący ogród, przekł. Katarzyna Kasterka, Warszawa 2013)
  6. 2009 - The Fever of the Bone (wyd. pol. pt. Gorączka kości, przekł. Kamil Lesiew, Warszawa 2010)
  7. 2011 - The Retribution (wyd. pol. pt. Odpłata, przekł. Jan Hensel, Warszawa 2013)
  8. 2013 - Cross and Burn
** tutaj psycholog specjalizujący się w tworzeniu profili psychologicznych przestępców

poniedziałek, 13 stycznia 2014

Alain Robbe-Grillet "Dom schadzek" - Nowe idzie

Okładka książki Dom schadzek 

Dom schadzek

Alain Robbe-Grillet


Tytuł oryginału: La Maison de rendez-vous
Tłumaczenie: Wiera Bieńkowska
Wydawnictwo: Czytelnik
Seria: Nike
Liczba stron: 198
 
 
Nowa powieść, czyli gatunek literacki, który narodził się w latach 50’ XX wieku we Francji miał być swoistą łaźnią. Obmywszy się z niej z tradycyjnego psychologizmu, czy egzystencjalizmu, które przywarły do literatury niczym brud, powieść miała przerodzić się w powieść obiektywną, zwaną też powieścią fenomenologiczną, kontynuując w ten sposób swój rozwój po latach zastoju. Twórcy nouveau roman podnosili szumne hasła o odnowie gatunku, o zerwaniu z dotychczasową wtórnością, etc. Narzędzia, które miały posłużyć renesansowi wybrano dość oryginalne – głęboki subiektywizm podmiotu lirycznego, towarzyszące mu zaburzenia chronologiczne fabuły, wreszcie rezygnacja z ciągów przyczynowo-skutkowych, zgodnie z którymi jedno wydarzenie jest następstwem uprzedniego. Jeśli połączyć to z mało przejrzystą narracją oraz specyficznymi bohaterami, którzy byli pozbawieni głębszych cech osobowościowych to nietrudno o skojarzenie ze swoistym kolażem, do którego coraz bardziej zaczynała upodabniać się nowa powieść – kompozycja literacka formowana była dość przypadkowo, przy zastosowaniu równie przypadkowych materiałów i tworzywa. Mimo ambitnych zapowiedzi i całkiem pokaźnej ilości interesujących dzieł idea nouveau roman samoczynnie wygasła jeszcze w latach 70’ ubiegłego stulecia. Oczywiście do dziś widnieją po niej ślady – o antypowieści wspomina się na studiach humanistycznych na przedmiotach związanych z historią literatury, istnieje też dość pokaźne grono książek, które pozostawili po sobie w spadku twórcy nouveau roman, do których zalicza się także Alain Robbe-Gillet.

piątek, 10 stycznia 2014

Motto manipulatorów



Ludzie z reguły słyszą to, co chcą usłyszeć, zwłaszcza kiedy łudzą się, że zaraz spełnią się ich marzenia.

Krwawa blizna Val McDermid