Wolna i niezawisła Ukraina jest jedynym prawdziwym gwarantem niepodległości Polski. Jeśli upadnie Ukraina, kwestią czasu będzie upadek Polski.

czwartek, 15 marca 2012

Otwarte rany




STUART MACBRIDE
OTWARTE RANY
(Broken Skin)

Całkiem przypadkiem sięgnąłem po kolejną, po przeszywającej serce i umysł książce Pole krwi (The Field of Blood), której autorką jest Denise Mina, powieść kryminalną rodem ze Szkocji. Autor, Stuart MacBride, nie był mi dotąd znany, więc rozpocząłem lekturę ciekaw, czy rzecz będzie podobna do twórczości Miny, czy Szkoci wytworzyli własną szkołę kryminału, podobnie jak Szwedzi. Szkołę odmienną i bardzo pozytywnie odstającą od amerykańskiej sztampy zalewającej cały świat i , niestety, powielanej przez rodzimych pisarzy w większości krajów Europy.

Okazuje się, iż Otwarte rany są bodajże trzecią* pozycją w cyklu Logan McRae. Chyba często mi się to zdarza, by nie zaczynać cyklu powieściowego od początku. To chyba jednak nic złego, gdyż dobre i tak się obroni, a złego nie warto żałować. Przejdźmy jednak do meritum.

Akcja rusza z kopyta już od pierwszego akapitu. Fajna laska, lub jak wolą inni wstrętna suka, idzie w środku nocy ciemną ulicą. Ubrana w mini, chociaż luty w Aberdeen jest cholernie zimny. Zgrabne, długie i seksowne nogi w wysokich szpilkach dla fetyszystów. Krok chwiejny i niepewny; najwyraźniej zdrowo narąbana. Za nią skrada się uzbrojony w nóż seryjny gwałciciel... Co dalej nie będę zdradzał. Fabuła jest dość skomplikowana i przyjemnie wielowątkowa więc nie zamierzam psuć nikomu zabawy w detektywa i samodzielnego odkrywania rozwiązań zagadek, jakie staną przed Loganem McRae, detektywem z Wydziału Kryminalnego** w Aberdeen.

Ta wielość przenikających się tropów jest rewelacyjną odmianą od najlepszych nawet bestsellerów w stylu made in USA, gdzie, poza nielicznymi wyjątkami, detektyw zajmuje się jednocześnie tylko jedną sprawą aż do jej szczęśliwego (obowiązkowo) zakończenia. Urzekła mnie ta deprymująca i przytłaczająca prowadzącego sprawę mnogość fałszywych poszlak, lipnych informacji i dętych alibi. Jak z tego galimatiasu wyłuskać okruchy prawdy? W dodatku to ciągłe odrywanie do innych zajęć. Ciągłe rozgrywki z przełożonymi i podwładnymi. Niezliczone nadgodziny. Ciągłe chlanie z kolektywem. Kiedy się wyspać? Jak być bystrym i dociekliwym, kiedy oczy się kleją z niewyspania, a jak nie, to łeb napierdala od kaca?

Otwarte rany to nie jest pozycja dla ludzi pragnących cukierkowego słownictwa. Choć napisana pięknym, obrazowym i niewiarygodnie plastycznym językiem, nie stroni również momentami, ale tylko w uzasadnionych momentach, od wulgaryzmów i drastycznych opisów. Przenosi nas w realia zarobionych*** policjantów i w świat BDSM****, który dla niektórych może być ciężki do strawienia. Jednocześnie jednak pokazuje, iż niezależnie od preferencji seksualnych, każdy powinien mieć takie same prawa. I takie same obowiązki. Nie powinno się nikogo gorzej traktować za to kim jest. Fetyszystą, masochistą czy innym oryginałem. Dopóki ktoś nie popełni przestępstwa, powinien być szanowany i ochraniany przez prawo niezależnie od statusu społecznego, a gdy złamie prawo, powinien ponieść karę, również niezależnie od swej pozycji i majątku.

McRae jest uczciwym człowiekiem. Choć lata pracy w policji mocno go zmieniły i z pozoru jest zgorzkniały, wypalony, cyniczny i bezwzględny, to w głębi serca (lub jak kto woli duszy) jest człowiekiem prawym. Wbrew niektórym recenzentom i notce na okładce książki, Logan nie jest człowiekiem bez sentymentów, bez skrupułów. Chce kochać i być kochanym. Jest wierny tym, których kocha i swoim zasadom. Zdarza mu się łamać regulaminy, a nawet prawo, ale stara się być wierny prawu moralnemu, które tkwi w nim. Nie może ścierpieć, gdy niewinny zostaje obciążony winą. Uważa, że każdemu należy się sprawiedliwość. I ofierze, i sprawcy. Robi wszystko, by dotrzeć do prawdy, a jeśli regulamin czy prawo stoi w kolizji z jego sumieniem, to ma poważny problem.

Kryminał Stuarta MacBride jest czarny jak dżdżysta noc październikowa, a jednak czyta się go z przyjemnością. Nie jest to klasyczny, zupełny tartan noir , tak pełny beznadziei jak choćby wspomniane już Pole krwi. Choć atmosfera zarobienia przytłacza, to jednak, jak widać po Loganie, w każdej sytuacji można pozostać człowiekiem. Wielu czytelników, nie tylko ze służb, odnajdzie w tej powieści mnóstwo ze znajomych dylematów moralnych. Czy można wrobić kogoś, kto według nas na pewno jest winny, lecz brak nam na to dowodów? A może lepiej by winny uniknął kary? A co jeśli jednak, pomimo całej pewności, dokonując samosądu się pomylimy? Czy w ogóle samosąd jest dopuszczalny? Gdzie są granice lojalności w miłości czy pracy?

Te i wiele innych problemów, jakie odnajdziemy w umyśle głównego bohatera, stawiają Otwarte rany na równi ze szwedzką szkołą kryminału społecznego*****. Jeśli do tego dodamy świetną, porywającą akcję, mało znane środowisko spod znaku pejczy i kajdan, w którym się rozgrywa znaczna jej część, a z drugiej strony niezwykle przekonujący obraz środowiska policjantów od zabójstw, to otrzymamy lekturę wciągającą i zarazem wartościową. Do tego bardzo celne, wręcz błyskotliwe i spójne psychologicznie sylwetki postaci idealnie korespondujące z podejmowanymi przez nie działaniami i wyborami. Niezwykle klimatyczne opisy policyjnej nocnej rzeczywistości tworzą unikalną jakość w połączeniu z dynamiczną psychiką głównej postaci. W dodatku Stuart MacBride pokazuje się w Broken Skin jako prawdziwy mistrz suspensu. Akcja zwija się niczym wąż i raz po raz przeskakuje z wątku na wątek niczym iskra w pęku pozbawionych izolacji kabli. Napięcie nie opada do samego końca, a komplet informacji zdobywamy dopiero na ostatniej stronie. Prawdziwa maestria, o czym gorąco Was zapewniam i zachęcam do lektury


Andrew Vysotsky


* Cykl Logan McRae składa się w kolejności z powieści: Chłód granitu (Cold Granite), Zamierające światło (Dying Light), Otwarte rany (Broken Skin), Dom krwi (Flesh House), Zimny pokój (Dark Blood).
** W Polsce, odmiennie niż w krajach anglosaskich, Wydział Kryminalny zajmuje się tylko pracą operacyjną. Za przesłuchania świadków i podejrzanych, oględziny i całą pracę procesową odpowiada Wydział Dochodzeniowy. WK pisze legendy, a WD wersję oficjalną. To szkoła zza Buga. W Szkocji detektyw prowadzący śledztwo prowadzi zarówno działania operacyjne jak i procesowe. W razie potrzeby korzysta ze wsparcia wyspecjalizowanych komórek; techniki operacyjnej, techników kryminalistyki, grup szturmowych. Jest to logiczne i oczywiste.
*** tutaj: totalnie przepracowanych
**** BDSM angielski skrót pochodzący od słów "związanie" i "dyscyplina" (bondage & discipline, B&D), "dominacja" i "uległość" (domination & submission, D&s, D/s) sadyzm i masochizm (sadism & masochism, S&M)

środa, 14 marca 2012

Skarby przeszłości



Nora Roberts

Skarby przeszłości

Po Skarby przeszłości (oryg. REMEMBER WHEN), ze względu na mało chwytliwy i nic nie mówiący polski tytuł, pewnie bym sam nie sięgnął, tym bardziej, iż to pierwszy mój kontakt z prozą Nory Roberts. Jednak moja ukochana małżonka wypożyczyła toto z biblioteki. Widząc wyraźne ukontentowanie jakie miała z tej lektury i ja się skusiłem.

Nora Roberts (właściwie Eleanor Marie Robertson) jest bardzo znaną, i uznaną, amerykańską pisarką; autorką ponad stu powieści, w tym kilkunastu napisanych pod pseudonimem J.D.Robb. Dowiedziałem się tego z notki na okładce oraz internetu i zacząłem czytać powieść z pewną dozą obaw spowodowanych wieloma przykrymi zawodami, jakich doznałem podczas lektury amerykańskich „bestsellerów”.

Fabuła Skarbów jest prosta jak większość kryminałów i sensacji made in USA. Próżno tu szukać wielowątkowości, wielopłaszczyznowości, nurtów równoległych. Nie grożą nam też żadne problemy społeczne i tematy do moralnych rozważań będące wyznacznikiem świetnej klasyki gatunku rodem ze Skandynawii. To jakby scenariusz pisany pod jednoodcinkowy film, no najwyżej mini serial. Mimo to rzecz jest ciekawa i wciąga od samego początku.

Nora zastosowała ciekawy manewr i całość podzieliła na dwie części. Pierwsza rozgrywa się w czasach mniej więcej nam współczesnych, a druga w przyszłości, jakieś pięćdziesiąt lat później. Główną postacią części pierwszej jest Laine, właścicielka sklepu z antykami na amerykańskim zadupiu, bardzo urokliwym zresztą. Jest kobietą w najlepszym momencie życia, czyli już dojrzałą, a jeszcze piękną, w dodatku w miarę majętną i do wzięcia. Na dokładkę wie czego pragną prawdziwi faceci (chyba podobnie jak autorka, która przez całe życie była otoczona mężczyznami). Niestety. W pogodnej duszy Laine kryje mroczną tajemnicę; to jej dzieciństwo. Dzieciństwo, któremu kształt nadał ojciec – notoryczny złodziej i nałogowy oszust. Kryminalista, ale kryminalista którego kochała i uwielbiała. I jak się łatwo domyślić, ta przeszłość da znać o sobie w sposób równie gwałtowny, co niespodziewany. Laine będzie musiała walczyć nie tylko o spokojny świat, który sobie stworzyła, ale i o życie.

Nie będę zdradzał więcej, gdyż uważam, iż nawet notka wydawcy zdradza za dużo. Nie chcę innym psuć przyjemności z przeżywania tej świeżości, którą czytelnik znajdzie w Skarbach przeszłości. Pomimo bowiem prostoty i hollywoodzkiego schematyzmu J.D. Robb zaskoczy nas wielokrotnie, i to w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Miłą niespodzianką było dla mnie również to, że Eleanor Robertson wykazała się dobrą znajomością ludzkich charakterów oraz różnic w sposobie myślenia i postrzegania pomiędzy mężczyznami a kobietami, miastowymi i prowincjuszami, normalnymi i psychopatami. Postacie wyczarowane jej piórem są żywe, wyraziste, tchną autentyzmem. Zaskakuje znajomość męskiego sposobu myślenia - w niektórych momentach ma się nawet wrażenie, iż autorem jest mężczyzna, nie kobieta.

Styl Nory Roberts jest lekki i prosty, konkretny i bezpośredni, bez żadnych kwiecistości i romantycznych opisów rodem z babskich powieści. Zarazem nie jest surowy ani prostacki. Akcja szybka, wciągająca od samego początku. To wszystko okraszone wielką miłością i odrobinką świetnego seksu. Całość sprawia, iż powieść czyta się błyskawicznie i aż żal, iż tak szybko się skończyła.

Podsumowując muszę stwierdzić, iż jest to lektura bezwzględnie warta polecenia nie tylko miłośnikom sensacji, kryminałów i pokrewnych gatunków. To dobra rozrywka dla każdego, kto pragnie odpoczynku przy lekturze nie wymagającej natężania umysłu i zarazem mającej siłę oderwać czytelnika od rzeczywistości, od której chce się odpocząć, od pracy, zmęczenia i problemów. Można nawet, co rzadko stwierdzam, oceniając większość powieści jako twory jednorazowego użytku, których nie warto kupować, Skarby przeszłości kupić i postawić na półce, by kiedyś do nich wrócić, zamiast oglądać kolejny odcinek jakiegoś beznadziejnego sitcomu. Innymi słowy – w starej skali ocen piąteczka!


Wasz Andrew

seria Oblicza śmierci:
1. Dotyk śmierci (Naked in Death)
2. Sława i śmierć (Glory in Death)
3. Kwiat nieśmiertelności (Immortal in Death)
4. Śmiertelna ekstaza (Rapture in Death)
5. Czarna ceremonia (Ceremony in Death)
6. Anioł zemsty (Vengeance in Death) (wznowienie jako Anioł śmierci)
7. Randka ze śmiercią (Holiday in Death) (wznowienie jako Święta ze śmiercią)
Śmierć o północy ze zbioru opowiadań Śmierć o północy (Midnight in Death;Silent Night Anthology)
8. Zabójczy spisek (Conspiracy in Death)
9. Aż po grób (Loyalty in Death)
10. Świadek śmierci (Witness in Death)
11. Zapłacisz krwią (Judgement in Death)
12. Srebrny błysk śmierci (Betrayal in Death)
Interludium w kosmosie ze zbioru opowiadań Śmierć o północy (Interlude in DeathOut of this World Anthology)
13. Wróg w płatkach róż (Seduction in Death)
14. W pogoni za śmiercią (Reunion in Death)
15. Wirus śmierci (Purity in Death)
16. Portret śmierci (Portrait in Death)
17. Powtórka ze śmierci (Imitation in Death)
18. Skarby przeszłości (Remember When)
19. Rozłączy ich śmierć (Divided in Death)
20. Wizje śmierci (Visions in Death)
21. O włos od śmierci (Survivor in Death)
22. Naznaczone śmiercią (Origin in Death)
23. Śmierć o tobie pamięta (Memory in Death)
Prześladowana przez śmierć ze zbioru opowiadań Śmierć o północy (Haunted in DeathBump in the Night Anthology)
24. Zrodzone ze śmierci (Born in Death)
25. Słodka śmierć (Innocent in Death)
Śmierć w mroku ze zbioru opowiadań Śmierć w mroku (Eternity in Death;Dead of Night Anthology)
26. Pieśń śmierci (Creation in Death)
27. Śmierć z obcej ręki (Strangers in Death)
28. Śmierć cię zbawi (Salvation in Death)
Ritual in DeathSuite 606 Anthology
29. Obietnica śmierci (Promises in Death)
30. Śmierć Cię pokocha (Kindred in Death)
Fałszywa śmierć ze zbioru opowiadań Fałszywa śmierć (Missing in Death;The Lost Anthology)
31. Śmiertelna fantazja (Fantasy in Death)
32. Pociąg do śmierci (Indulgence in Death)
Possession in DeathThe Other Side Anthology
33. Zdrada i śmierć (Treachery in Death)
34. Śmierć w Dallas (New York to Dallas)Chaos in DeathThe Unquiet Anthology
35. Celebryci i śmierć (Celebrity in Death)
36. Psychoza i śmierć (Delusion in Death)
37. Wyrachowanie i śmierć (Calculated in Death)
38. Niewdzięczność i śmierć (Thankless in Death)Taken in DeathMirror, Mirror Anthology39. Ukryta śmierć (Concealed in Death)40. Święta i śmierć(Festive in Death)41. Obsesja i śmierć (Obsession in Death)42. Pożądanie i śmierć (Devoted in Death)43. Bractwo śmierci (Brotherhood in Death)
44. Uczeń i śmierć

wtorek, 13 marca 2012

KROKI W NIEZNANE



Kroki w nieznane to cykl antologii opowiadań science fiction, które zaczęto wydawać w roku 1970. Co roku Iskry wydawały jeden tomik i przez sześć lat ta niezwykła seria książek przedstawiała polskim czytelnikom opowiadania s-f znanych autorów, głownie zagranicznych, w tym duży procent amerykańskich i brytyjskich. Był to ewenement na ówczesnym rynku wydawniczym zdominowanym przez twórczość demoludów i w roku 1976, po wydaniu szóstego tomu, seria została zamknięta z przyczyn politycznych.


W roku 2005 wydawnictwo Solaris zaczęło ponownie wydawać Kroki w nieznane w formule podobnej do tej z lat 70. Główną część każdego tomu stanowią opowiadania autorów ze Stanów Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii, uzupełniają je opowiadania pisarzy z innych krajów.

Dziś pragnę przybliżyć tomik 4 z 1973 roku, który przypadkiem wpadł w moje ręce.

Kroki w nieznane – tom 4, Iskry, Warszawa 1973

OPOWIADANIA

  • Brian W. Aldiss – ŚWIAT SCARFE’AScarfe’s World” (Przełożył Marek Wagner)
  • Isaac Asimov – MARTWA PRZESZŁOŚĆThe Dead Past” (Przełożyła Elżbieta Zychowicz)
  • Ray Bradbury – AUTOSTRADAThe Highway” (Przełożył Antoni Wolski)
  • Langdon Jones – KRÓTKA WIZYTATransient” (Przełożył Lech Jęczmyk)
  • Damon Knight – MASKIMasks” (Przełożył Lech Jęczmyk)
  • Tuli Kupferberg – TĘSKNOTAA Personal Touch” (Przełożył Lech Jęczmyk)
  • Keith Laumer – W KOLEJCEIn the Queue” (Przełożyła Janina Rowińska-Bloch)
  • David I. Masson – URLOPTraveller’s Rest” (Przełożył Marek Wagner)
  • Frederik Pohl – MONSTRUMThe Fiend” (Przełożyła Janina Rowińska-Bloch)
  • Frederik Pohl – TUNEL POD ŚWIATEMThe Tunnel under the World” (Przełożył Krzysztof Malinowski)
  • Bob Shaw – ŚWIATŁO MINIONYCH DNIThe Light of Other Days” (Przełożyła Elżbieta Zychowicz)
  • Robert Sheckley – SPY STORY, CZYLI HISTORIA SZPIEGOWSKASpy Story” (Przełożyła Izabella Wagner)
  • Henry Slesar – EGZAMINExamination Day” (Przełożył Lech Jęczmyk)
  • John Wyndham – DZIEWCZYNA Z INNEGO WYMIARURandom Quest” (Przełożyła Zofia Uhrynowska)
  • Władlen Bachnow – CZŁOWIEK, KTÓRY BYŁ GENIUSZEMCzełowiek, kotoryj był gienijem” (Przełożył Bolesław Baranowski)
  • Władlen Bachnow – TEN SAM BAŁABASZKINTot samyj Bałabaszkin” (Przełożył Bolesław Baranowski)
  • Dymitr Bilenkin – CIŚNIENIE ŻYCIADawlenije żyzni” (Przełożył Krzysztof Malinowski)
  • Dymitr Bilenkin – ZAKAZZapriet” (Przełożył Krzysztof Malinowskl)
  • Dymitr Bilenkin – CYROGRAFAdskij modern” (Przełożył Krzysztof Malinowski)
  • Dymitr Bilenkin – TŁOK W ETERZEKak na pożarie” (Przełożył Eligiusz Madejski)
  • Dymitr Bilenkin – CZŁOWIEK KATALIZATORCzełowiek, katoryj prisutstwował” (Przełożył Eligiusz Madejski)
  • Kirył Bułyczow – SKARBNICA MĄDROŚCIKładiez mudrosti” (Przełożył Eligiusz Madejski)
  • Kirył Bułyczow – AWARIA NA LINIIPołomka na linii” (Przełożył Bolesław Baranowski)
  • Aleksander Szalimow – WIREFAP "Brefanid" (Przełożył Krzysztof Malinowski
  • Andrzej Czechowski – NAJDALSZA PODRÓŻ PREZYDENTA
  • Tadeusz Gosk – UCIECZKA
  • Krzysztof Malinowski – TRANSFORMACJA
  • Janusz A. Zajdel – TOWARZYSZ PODRÓŻY
  • Wiktor Żwikiewicz – INSTAR OMNIUM

FAKTY, HIPOTEZY, ZAGADKI

  • ZAGADKI KSIĘŻYCA
  • Andrzej Trepka – GNIAZDA ŻYCIA POZA ZIEMIĄ

Od razu widać, iż jest co czytać, a wybór jest zróżnicowany zarówno pod względem przynależności państwowej autorów, jak i poruszanej tematyki. W zbiorku, poza opowiadaniami, znajdują się, umieszczone na końcu, dodatki; artykuł Zagadki księżyca i Gniazda życia poza Ziemią. Pierwszy, oparty na rewelacjach radzieckich uczonych, jawi nam się dzisiaj jako totalna bzdura. Felieton Andrzeja Trepki wypada w porównaniu z poprzednikiem bardzo korzystnie; pomimo ponad dwudziestu lat, jakie upłynęły od jego powstania czyta się go z przyjemnością, choć oczywiście myszką nieco trąci.

Wracając do sedna antologii, czyli do opowiadań, z dzisiejszej perspektywy są one nieco miernej klasy, choć oczywiście obok ewidentnych knotów są i perełki, a nawet diamenciki. Nie będę jednak sugerował, które są według mnie warte przeczytania. Myślę, że dla kogoś rozmiłowanego w fantastyce, wszystkie są godne poznania. Uważam zresztą, że tylko czytanie wszystkiego po kolei ma sens, jeśli mamy zamiar się zmierzyć z jakimkolwiek zbiorkiem opowiadań. Te krótkie formy, w przeciwieństwie do powieści, można ocenić dopiero po dotarciu do ich końca. Trzeba więc każdą przeczytać i samemu ocenić. Jednocześnie mniemam, iż dla czytelnika nieobeznanego z fantasyką, a zwłaszcza z jej stylem sprzed 40 z okładem lat, są Kroki w nieznane lekturą zbyt trudną jak na pierwszy kontakt z gatunkiem. Mogą zniechęcić i rozczarować. Tym bardziej że, jak już wspomniałem we wstępie, poziom tego akurat zbiorku nie zachwyca. Polecam go koneserom, starym wyjadaczom science-fiction, ale pozostałym czytelnikom poleciłbym poszukanie czegoś innego, choć oczywiście niekoniecznie nowszego. Wiele ponadczasowych dzieł sf powstało nawet dużo wcześniej, jak choćby niezrównana Diuna, więc nie bójmy się kopać wśród staroci


Wasz Andrew

poniedziałek, 12 marca 2012

Synowie fortuny



Jeffrey Archer


SYNOWIE FORTUNY

Synowie fortuny (Sons of Fortune) Jeffreya Archera to dokończona w więzieniu powieść ukazująca współczesną* Amerykę poprzez losy dwóch braci bliźniaków, rozdzielonych zaraz po urodzeniu, pod koniec lat czterdziestych XX wieku w Hartford, w stanie Connecticut. Fletcherowi Davenportowi przypada los syna milionera; jego brat, Nat Cartwright, dorasta jako syn nauczycielki i agenta ubezpieczeniowego. Nat odznacza się w Wietnamie, kończy przerwane studia i zostaje wybitnym finansistą. Fletcher robi błyskotliwą karierę prawniczą...

Dalszy ciąg notki z okładki pozwolę sobie pominąć, gdyż moim zdaniem zdradza ona zbyt dużo. Ujawniając główne kierunki rozwoju akcji odbiera część radości, którą ma czytelnik z pierwszego obcowania z tą książką. Na szczęście część niewielką, gdyż fabuła jest rozbudowana, z kilkoma pośrednimi punktami kulminacyjnymi poprzedzającymi wielkie zakończenie.

Jak w wielu innych powieściach Archera, mamy tutaj do czynienia z dwoma wątkami głównymi odpowiadającymi dziejom dwóch głównych bohaterów. Równie charakterystyczny dla tego autora jest także rozdźwięk między pozycjami startowymi tych najważniejszych postaci, z których rozpoczynają one swój wyścig we wspinaczce po drabinie społecznej. Nie jest to prawdziwa przepaść między nędzą a bogactwem, jak choćby w prześwietnej sadze Kane i Abel, ale wyścig między Fletcherem i Natem nie traci przez to niczego ze swego dynamizmu.

W Synach fortuny znajdziemy to, co nieodmiennie jest wyznacznikiem prozy Archera. W pierwszym rzędzie prześwietny styl sprawiający, iż jego powieści, niejednokrotnie bardzo znacznej objętości, czyta się jednym tchem. Choć poczynania Cartwrighta i Davenporta w trakcie walki o władzę zawierają, jak prawie zawsze w powieściach Mistrza, wątek sensacyjny, ja zaliczyłbym tę powieść do obyczajowych z wiodącym wątkiem ekonomicznym. To kolejny rys charakterystyczny dla Jeffreya Archera, który potrafi sprawić, iż o robieniu pieniędzy i walce politycznej czyta się z równym zaciekawieniem i napięciem, jak o seryjnych morderstwach czy bohaterskich czynach wojennych. Ten aspekt zawsze podkreślam jako bezcenny dla polskiego czytelnika, gdyż nasza rodzima literatura jawi się w tematach ekonomicznych jako ugór jeśli nie zgoła pustynia. Archer i w tym przypadku daje się poznać jako znawca realiów, niezwykle bystry obserwator i czarodziejskie pióro. Ukazuje prawdy, których nie znajdziesz w prozie znad Wisły, która mami tym, co pieniądze mogą dać, ale nie mówi o tym, jak je zdobyć i jaką cenę trzeba zapłacić. A płacić trzeba słono, i to zawsze, niezależnie od drogi, którą się wybierze. Obojętnie, czy wstąpi się na ciemną czy jasną stronę mocy; im większe pieniądze chce się zrobić, tym więcej trzeba zapłacić. W wytężonej pracy, braku życia rodzinnego, wolnego czasu i hobby, w upodleniu i zagrożeniu zemstą... Tak czy inaczej zapłacić trzeba. W dodatku zapłacić musi każdy a nie każdy sukces odniesie. O tym niestety wielu dowiaduje się za późno. Może gdyby wiedzieli wcześniej, daliby sobie spokój już na poziomie klasy średniej i smakowali życie zamiast bez końca walczyć o następnego dolara lub złotówkę. Książki Archera dają nam pretekst, by przemyśleć co w życiu chcemy osiągnąć i zastanowić się, czy jesteśmy gotowi za to zapłacić.

Zaryzykowałbym stwierdzenie, iż większość powieści tego autora jest na jedno kopyto i Synowie fortuny właśnie do tej grupy należą. Nie jest to jednak w żadnej mierze stwierdzenie pejoratywne. To po prostu znak firmowy Jeffreya Archera. Sięgając po książkę z jego nazwiskiem wiemy czego możemy się spodziewać i wiemy, że się nie zawiedziemy. Wszystkich, którzy jeszcze nie czytali Synów fortuny gorąco namawiam na tę lekturę; bo warto. Nawet niechlujstwo edytorskie charakterystyczne dla wydawcy (Prószyński i S-ka)** nie jest w stanie w najmniejszym stopniu zepsuć przyjemności płynącej z lektury i wpłynąć na ocenę tej powieści jako naprawdę rewelacyjnej, o czym ze szczerą satysfakcją Was zapewniam


Wasz Andrew



* Powieść opublikowana w 2002 roku.
** W książce roi się od brakujących liter i końcówek, a szkoda. Gdyby była staranniej wydana, może bym ją kupił. Ponieważ jest jak jest, więc pozostanę przy korzystaniu z oferty biblioteki.

sobota, 10 marca 2012

Nad Genezaret



Organizowane są przejażdżki łodzią po jeziorze Genezaret. Bilet kosztuje 500 dolarów.
- To strasznie dużo - dziwi się zbulwersowany turysta.
- Owszem, ale to przecież po tym jeziorze Jezus piechotą chodził!
- Nie dziwię się, przy takich cenach!

piątek, 9 marca 2012

Martwy cel



Martwy cel (oryg. Necrochip) jest trzecią* powieścią z serii opowiadającej o życiu i pracy inspektora brytyjskiej policji Billa Slidera, której autorką jest Cynthia Harrod-Eagles. Tym razem zagadka, z którą przyjdzie się zmierzyć naszemu bohaterowi, rozpoczyna się w jednym z londyńskich barów rybnych, w którym młoda klientka okrywa ludzki palec pośród zakupionych właśnie frytek. Co dalej nie będę zdradzał, gdyż fabuła jest jedną z niezaprzeczalnych zalet tej książki.


Mamy do czynienia z klasycznym kryminałem. Jak zwykle u tej autorki - bardzo dobrym. Oryginalny pomysł leżący u podstaw fabuły jest wielką zaletą tej odsłony przygód dzielnego inspektora. Tradycyjny w cyklu jest również realizm w oddaniu kolorytu pracy policji, który ukazuje uwarunkowania nie tylko brytyjskie. Wspaniale odmalowano instytucję, w której cały czas trwa próba sił pomiędzy policjantami uważającymi się za gliniarzy i tymi, którzy raczej widzą samych siebie jako urzędników, dla których wyznacznikiem sukcesu i własnej wartości są statystyki oraz awanse, a nie zadośćuczynienie poczuciu sprawiedliwości.

Nie znajdziemy w Martwym celu szaleńczych pościgów, strzelanin i niezapomnianych nocy w wesołych lokalach. Mamy za to przekonująco odmalowane szare życie i żmudną pracę w wydziale zabójstw, bardziej przypominającą pod wieloma względami pracę śmieciarza, niż wyczyny herosa.

Ciekawym aspektem powieści są bardzo celnie ukazane dylematy moralne Slidera; starzejącego się faceta, który będąc uczciwym do szpiku, nie potrafi się odnaleźć, gdy stwierdza, iż nie może już dłużej żyć z kobietą, z którą ma dzieci, i która jest jego żoną, a w dodatku zakochuje się w kimś, bez kogo nie potrafi żyć. Autorka musi być naprawdę bystrą obserwatorką, by stworzyć tak sugestywne charaktery postaci i osadziwszy je w sytuacji konfliktów moralnych przekonująco nimi pokierować w labiryncie zdarzeń.

Małą łyżeczką dziegciu może być chochlik drukarski, który tym razem** największy sukces osiągnął chyba w zdaniu: „Srał zaparkowany na zewnątrz”.

To była tylko taka mała dygresja dla śmiechu. W powieści bowiem niczego do śmiechu nie ma. Samo życie. Polecam więc ją z pełnym przekonaniem, ale raczej miłośnikom gatunku


Wasz Andrew

* po powieściach Symfonia Śmierci (Orchestrated Death) i Ognisty Anioł (Death Watch)
** Przedsiębiorstwo Wydawnicze Rzeczpospolita S.A. Wydanie pierwsze Warszawa 2008

* cykl Bill Slider:

  1. Orchestrated Death (1991) Symfonia śmierci
  2. Death Watch (1992) Ognisty anioł
  3. Necrochip (1993) aka Death to Go Martwy cel
  4. Dead End (1994) aka Grave Music Ślepy zaułek
  5. Blood Lines (1996)
  6. Killing Time (1996)
  7. Shallow Grave (1998)
  8. Blood Sinister (1999)
  9. Gone Tomorrow (2001)
  10. Dear Departed (2004)
  11. Game Over (2008)
  12. Fell Purpose (2009)
  13. Body Line (2011)
  14. Kill My Darling (2011)
  15. Blood Never Dies (2012)
  16. Hard Going (2013)
  17. Star Fall (2014)
  18. One Under (2015)
  19. Old Bones (2016)

czwartek, 8 marca 2012

Kandydat



KANDYDAT 
(The Manchurian Candidate), 2004


Jakiś czas temu miałem okazję obejrzeć film Kandydat (oryg. The Manchurian Candidate) w reżyserii Jonathana Demme. Jest to amerykański thriller z 2004 roku oparty z kolei na powieści Richarda Condona – The Manchurian Candidate i uznanym filmie Przeżyliśmy wojnę (oryg. również The Manchurian Candidate – thrillerze z 1962 rok w reżyserii Johna Frankenheimera.

W czasie wojny w Zatoce oddział Bena Marco (Denzel Washington) wpada w zasadzkę. Marco doznaje kontuzji i zostaje wyłączony z walki. Dwóch innych żołnierzy ginie i wszystkim pozostałym grozi zagłada. Na szczęście sierżant Raymond Shaw (Liev Schreiber) okazuje się bohaterem i ratuje całą paczkę. Za ten czyn Shaw zostaje wyróżniony Medalem Honoru. To oraz pomoc mamusi (Meryl Streep jako Eleanor Shaw) pozwala mu kandydować na urząd wiceprezydenta USA. Marco tymczasem spotka jednego ze swych żołnierzy i słucha jego opowieści o dziwnych snach, o lukach we wspomnieniach. Z czasem sam zaczyna mieć problemy. Męczą go koszmary i dochodzi do wniosku, iż ktoś grzebał w jego mózgu oraz w głowach jego towarzyszy broni, a wspomnienia ich wszystkich zostały spreparowane. Rozpoczyna się rozgrywka między Benem Marco a nieznanym wrogiem.

Wbrew wielu opiniom w internecie technologie użyte przez tych, którzy wykorzystali biednych amerykańskich żołnierzy, nie są tak znowu s-f. Znane są eksperymenty polegające na wywoływaniu określonych stanów umysłu poprzez stymulowanie różnych części mózgu, a poddani takim procedurom pacjenci–ochotnicy byli przekonani, że ich wywołane sztucznie wizje były rzeczywistymi zdarzeniami (do erotycznych ekscesów i spotkań świętych włącznie). Nawet pokazywanie filmów, na których nagrano ich samych w trakcie eksperymentów, nie dawało zadowalających rezultatów. Wiadomo również o konstruowaniu implantów wykonanych w nanotechnologiach, oficjalnie celem identyfikowania i namierzania osób, którym miałyby być wszepiane. Są również doniesienia o użyciu próbnych serii takich implantów, m.in. w armii amerykańskiej. Choć najbardziej agresywne próby ingerencji w ludzkie ciało i mózg pewnie są okryte głębokim cieniem ścisłej tajemnicy, to jednak sprawowanie ścisłej, permanentnej kontroli nad człowiekiem na styl zdalnego sterowania samochodzikiem na baterię z jednoczesnym zachowaniem naturalności jest, przynajmniej w chwili obecnej, czymś co raczej śmieszy niż budzi grozę. O wiele straszniejsza, bo prawdziwa i wciąż się odnawiająca jest wizja żołnierzy zaprogramowanych przez pranie mózgu i fanatyczną ideologię. Nie ma takiego świństwa i takiej zbrodni, której nie popełniliby ludzie innym ludziom w imię Hitlera, Mahometa czy Jezusa, w imię czystości rasowej, tępienia niewiernych, walki o sprawiedliwość, prawo do Raju czy o cokolwiek innego . Małe, indywidualne zbrodnie nie mogą być bezkarne, o ile wyjdą na światło dzienne sprawcy i ich czyny, natomiast ideologie i wiara umożliwiają popełnianie zbrodni na masową skalę nie tylko w poczuciu bezkarności, ale wręcz w glorii chwały.

Wbrew zdaniu krytyków zachwyconych Kandydatem, te dwa powody, brak realizmu naukowo-technicznego i historyczno-socjologicznego, powoduj,ą iż widz nawet nie potrafiący wyartykułować swych zastrzeżeń, trzyma cały czas dystans do filmu i nie „wczuwa się”. Całość mogliby uratować aktorzy, gdyby nie jedna wpadka najlepszego z nich.

Kiedy, mniej więcej w połowie filmu, Ben Marco zamyka się w łazience, by nożem wydłubać sobie implant, który wszyto mu pod skórę, zdarza się katastrofa. Świeżo wyłuskany z ciała kawałeczek metalu (czemu metalu skoro lepszy byłby z tworzywa?) wysuwa mu się ze śliskiej od własnej krwi dłoni i wpada do umywalki. Ponieważ wojak zapomniał umyć ręce i nie odkręcił wody, gadżet wpada do umywalki; czystej i suchej. Przez chwilę z brzękiem odbija się od jej gładkiej powierzchni po czym wpada do odpływu. I co robi nasz dzielny wojak w obliczu utraty koronnego dowodu? Zachowuje się gorzej niż blondynka. Próbuje przez otwór odpływowy w umywalce sięgnąć implantu palcami, a potem nożem. Kiedy to się nie udaje, rezygnuje i film może trwać dalej. Każdy debil odkręciłby syfon i wyjął z niego utracony skarb albo po prostu w kilka sekund, w stylu Rambo, rozwalił hydraulikę, a może i umywalkę na dokładkę, ale swojego Graala by od razu odzyskał. Tak się jednak nie stało i od tego film był dla mnie męką. Cały czas, aż do napisów końcowych, zamiast śledzić akcję i wczuwać się w nieistniejące napięcie, zastanawiałem się; jak aktor taki jak Dezel Washington mógł zagrać aż tak kretyńską scenę? Wątpię, by ktoś jego kalibru mógł ulec reżyserowi w takiej sprawie. Może po prostu nie zauważył tej gafy? Może jest tak świetnym aktorem, że wygląda zawsze inteligentnie, choć inteligentnym nie jest? A może do tego ostatniego wcale nie trzeba być wielkim aktorem?

Przypomniało mi się, jak kiedyś brałem udział w teleturnieju, którego nazwy z wiadomych względów nie wymienię, i prowadzący, nawiasem rzecz biorąc występujący często w reklamach jako synonim inteligencji, którego nazwisko też z litości pominę, wszystko musiał powtarzać po kilka razy pomimo słuchawki z głosem suflera w uchu. Nawet przez drzwi na scenę wchodził kilka razy, zanim udało mu się zrobić to porządnie.

Nie wiem czy wszyscy w show-biznesie są tacy inteligentni, ale przecież tą kretyńską scenę z umywalką zawdzięczamy nie tylko Denzelowi i Jonathanowi, ale całej grupie osób od scenarzysty i kamerzystów począwszy, przez wszystkich innych z listy płac, aż po montażystów i niewymienionych. Każdy mógł zwrócić uwagę na to faux pax. Ale nikt nie zwrócił uwagi. Albo zwrócił. Scena jednak jest i albo pozostawiono ją, gdyż ani jeden sprawiedliwy i odważny się nie znalazł, albo postanowiono, że widz i tak wszystko zniesie. A przecież wystarczyło mocno odkręcić krany i wtedy faktycznie nawet demolka kanalizacji mogłaby nic nie dać. Implant spłynąłby aż do oceanu...

Tak czy siak niesmak jest potworny, tym bardziej iż krytycy nie tylko pisali o filmie dość dobrze, ale nawet dostało mu się trochę nagród. Jeśli nie chcecie znielubić D. Washingtona i tak dalej, to odpuście sobie. Nawet bez zlewu film byłby poniżej przeciętnej, a z nim to po prostu porażka. Tyle jest innych rzeczy do obejrzenia. Szkoda czasu na Kandydata...


Wasz Andrew