Wolna i niezawisła Ukraina jest jedynym prawdziwym gwarantem niepodległości Polski. Jeśli upadnie Ukraina, kwestią czasu będzie upadek Polski.
czwartek, 12 stycznia 2012
Nowy początek
Witajcie w nowym miejscu. Mam nadzieję, że mi się tu spodoba. Od jutra piszę już tutaj.
Do zobaczenia!
Wasz Andrew
środa, 11 stycznia 2012
Rżewska maszynka do ludzkiego mięsa
Ile napisano książek o Drugiej Wojnie Światowej, tego nie potrafią już chyba policzyć nawet komputery. Jedne wydawane są w ogromnych nakładach, a inne w setkach egzemplarzy, których potem namiętnie poszukują zainteresowani. Każdy krytyczny czytelnik po pewnym czasie zauważa, iż większość publikacji zawierających cokolwiek więcej niż suche dane taktyczno-techniczne, daty i dokumenty, jest pisanych jeśli nie wprost na zamówienie, to ewidentnie pod publiczkę; pod gusta władzy i plebsu, politycznej poprawności lub własnych przekonań o tym, jak historia powinna wyglądać. Dotyczy to każdego gatunku literatury o tej tematyce, a szczególnie łatwo takie tendencje zauważyć studiując dzieła wielu uznanych zawodowych historyków i porównując tezy jakie stawiali przed i po zmianie ustroju w Polsce. Nie wspomnę już o konfrontacji między historią II Wojny wg Rosjan, Polaków czy Niemców, a osobnym tematem są książki pisane przez historyków w ten sposób, że mało oczytany czytelnik fikcję bierze za fakty historyczne*.
Wśród tego morza mniej lub bardziej zakłamanych, czy jak kto woli patriotycznych, publikacji zdarzają się ryby na które warto polować. To perełki tchnące autentyzmem i prawdą.
Ostatnio otrzymałem w prezencie wspomnienia zatytułowane Przez wojenną zawieruchę czyli Wojna żołnierza Armii Czerwonej na froncie wschodnim: 1942-1945, których autorem jest Boris Gorbaczewski (Борис Горбачевский). Jak dotąd nie miałem zbyt wielu dobrych wspomnień z autobiograficznych dzieł tworzonych przez pisarzy, których matką była Рабоче-Крестьянская Красная Армия, jednak już przed rozpoczęciem lektury zauważyłem, iż o ile tytuł wersji angielskiej, na której głównie bazuje polski przekład, czyli Through the Maelstrom, nie jest zbyt wiele mówiący, to tytuł pierwotnej, rosyjskiej wersji brzmi Ржевская мясорубка. Время отваги. Задача - выжить!** Termin Ржевская мясорубка nie został wymyślony na potrzeby tej książki, więc mocno już zaciekawiony rozpocząłem lekturę.
Nie będę streszczał książki; choć to pozycja wspomnieniowa, czyta się ją jak świetną powieść i nie chcę nikomu psuć tego aspektu przeżywania tej wspaniałej lektury. Razem z autorem śledzimy jego dzieje w komunistycznej armii od wstąpienia do szkoły wojskowej, której nie zdążył ukończyć z powodu wysłania wszystkich kursantów na front, aż po koniec szlaku bojowego. Książka, jak już wspomniałem, napisana jest niczym najwyższej klasy beletrystyka; świetny, obrazowy styl, szybka akcja, pełna zwrotów i zaskakujących epizodów. Wszystko to wyrażone ładnym, lekkim piórem, okraszone perełkami liryzmu i wojennych miłości. Nic więc dziwnego, że książkę, choć grubą, wprost się połyka. Pochłania się ją zachłannie, choć miejscami, a właściwie w zdecydowanej większości, jest przejmująco smutna; pełna niewyobrażalnego i bezsensownego okrucieństwa.
No właśnie. Jak nadmieniłem na samym początku, jest to jednak jedna z najlepszych, najbardziej wiarygodnych książek o II Wojnie Światowej. Moim zdaniem, i nie tylko moim, może ona stanąć na podium razem z tak znanymi dziełami jak choćby Zapomniany żołnierz Guya Sajera. Jej wartością nie jest obiektywność. To całkowicie subiektywne, ale za to do bólu autentyczne świadectwo autora o tym co widział i co przeżył. Świadectwo, które tak sobie cenię; bliskie temu znaczeniu z Biblii – ja widziałem, słyszałem, czułem; ja tam byłem. To nie jakieś beletrystyczne bzdury, które często są lekturami w naszych szkołach. Czytając tę książkę każdy w miarę inteligentny człowiek musi zrozumieć, iż nie ma dobrych wojen, iż nie ma niczego gorszego niż wojna.
My, Polacy, epatujemy wszystkich swoimi cierpieniami w czasie II Wojny. Nikt nie kwestionuje daniny naszych cierpień. Od zawsze jednak ton naszych wypowiedzi na ten temat wskazuje, iż uważamy, że inni mieli lepiej. Jakie to kłamliwe, krzywdzące i oburzające! Jakie to głupie! Sugeruje, iż wojna nie jest taka zła, tylko my mieliśmy pod górkę. Wielokrotnie już zdarzyło mi się słyszeć on naszych rodakow, iż w Polsce przydałby się jakiś Hitler, by w końcu zrobić tu porządek. Takim ludziom przydałaby się niniejsza lektura. O ile byliby w stanie ją zrozumieć... Ржевская мясорубка! Gdy czytamy, jak w ciągu minuty z kompani pozostaje dwóch żywych, jak w ciągu kwadransa z batalionu pozostaje trzech, jak ta maszynka w czasie godziny zmienia dziesiątki tysięcy ludzi w siekane mięso zmieszane z ziemią, resztkami mundurów i sprzętu, to rozumiemy, iż wcale nie mieliśmy tak źle. Nie wiem, czy Powstaniec Warszawski miał gorzej i czy chciałby się zamienić na przeżycia z Ruskim spod Rżewa. Choćby z autorem, który przeżył wiele razy tylko dzięki uśmiechowi losu. Na chwilę odwołano go z batalionu, który za chwilę został zmieciony z powierzchni ziemi, to znowu został ranny i stracił przytomność w odpowiednim momencie...
Gorbaczewski bezlitośnie unaocznia nam bezsensowne okrucieństwo radzieckiej taktyki ataku ludzkimi falami na głęboko urzutowaną obronę niemiecką. Pokazuje hekatombę ofiar niemieckiej agresji, nieudolności radzieckiego dowództwa, mrozu, głodu i chorób. Nie kryje też istnienia uprzywilejowanych, stojących wysoko w hierarchii, którzy na froncie opływają we wszystko. Ukazuje nam prawdę, rzecz, której wielu z nas nie chce oglądać, gdyż burzy zaufanie do takich haseł jak Bóg, Honor i Ojczyzna. To samo bowiem zobaczymy, tylko okiem hilterowca, u Sajera, a jeśli dobrze poszukamy, to zawsze i wszędzie.
Autor przedstawia wszystko tak jak widział wówczas, w czasie tych tragicznych przeżyć. Nie wiemy, czy dziś dopuszcza do siebie świadomość, iż to jego ojczyzna chciała rozpętać wojnę, w której trakcie miała wyzwolić z okowów kapitalizmu całą Europę, może i świat, a Hitler jedynie wykonał samobójcze przeciwuderzenie, dzięki czemu wszyscy dziś nie mówimy po rosyjsku. Nie wspomina o tym. Pisze tak, jak wszystko rozumiał wtedy i jest to niezwykle cenne. Faszyści są dla niego agresorami i bestiami. Jego wojna to wojna sprawiedliwa, w obronie ojczyzny. Mimo tego nie wybiela swoich. Choć tłumaczy zbrodnie Armii Czerwonej i ukazuje mechanizmy, które do nich doprowadziły, to ich nie ukrywa. Z bezlitosną otwartością pokazuje obrazy z walk sowietów w Polsce i w Prusach, gdzie zezwierzęcenie żołnierzy Stalina osiągnęło apogeum. Z drobiazgową dokładnością maluje przed nami nawet powojenny, planowy rabunek ziem polskich i niemieckich zakończony wywózką mienia do Rosji. Ponieważ relacjonuje to jednak rzetelnie i prawdziwie, rozumiemy dlaczego tak się wszystko odbyło, dlaczego wszystko tak wyglądało. Jego opowieść, choć tworzy jednostronne ujęcie, jest prawdziwa w każdym szczególe i tworzy spójny obraz choćby ze wspomnianą powieścią Zapomniany żołnierz. Gdybym miał wybrać tylko dwie książki, by prawdziwie oddać charakter walk na froncie wschodnim, być może wybrałbym te dwie. Uzupełniają się jak awers i rewers tej samej monety.
Gorbaczewski nie tylko uzmysławia nam rzeczy, które znamy, ale których skali lub wagi nie doceniamy, czyli przede wszystkim rozmiar cierpień narodów ZSRR w trakcie tej wojny. Uważny czytelnik zauważy prawdę także w wielu innych aspektach i szczegółach tej opowieści. Pokazuje nam między innymi, niestety bardzo prosto i wyraźnie, dlaczego AK było traktowane przez nich jak bandyci. My zawsze myśląc AK – Sowieci mamy na myśli Powstanie Warszawskie, a przecież konflikt między AK i Armią Czerwoną zaczął się od dnia, kiedy Ruscy zaczęli wyzwalać nasze ziemie i spotkali pierwszych naszych. Jak wygłodniali, wymęczeni Rosjanie, którzy przepełnieni byli słusznym gniewem i żądzą zemsty na Niemcach mieli traktować tych Polaków, którzy zamiast cieszyć się z wyzwolenia ich ziem od faszystowskiego buta, którzy zamiast im pomagać, od pierwszych chwil występowali przeciw nim? Czy nie mieli prawa uważać ich za bandytów? My mieliśmy swój punkt widzenia i oni swój. My mamy swoją historię i oni swoją. I chwała tym, którzy każdą z tych historii potrafią opowiedzieć prawdziwie.
Cóż mi pozostaje do powiedzenia? Chyba tylko podkreślić, iż wśród ogromu literatury wojennej, nie tylko tej o II Wojnie traktującej, opowieść Borisa Gorbaczewskiego jest rzeczą wyjątkową. Powinniśmy ją polecać każdemu bez wyjątku, zwłaszcza w komplecie z tyle razy już wspominanym Zapomnianym żołnierzem, by każdy wiedział, jak naprawdę wygląda oblicze wojny, by nigdy nie wyrosło pokolenie, które pomyśli, iż wojna może być czymś dobrym. Polecam więc i ja; absolutnie i z pełnym przekonaniem
* Szokującym przykładem takiej działalności może być choćby twórczość Leo Kesslera
** Rżewska maszynka do mielenia mięsa. Czas odwagi. Cel - przeżyć!
czwartek, 5 stycznia 2012
Comedia infantil
Comedia infantil
Henning Mankell
Sięgając po tą książkę kierowałem się tylko nazwiskiem autora* znanym mi już z innych powieści**. Będąc pewnym jego klasy nie rzuciłem nawet okiem na notkę wydawcy umieszczoną na okładce. Nie wiem czemu oczekiwałem na kolejną opowieść o Wallanderze. Omyliłem się.
Comedia infantil to powieść społeczna, obyczajowa. To rachunek życia chłopca umierającego na dachu jednego z budynków w Maputo w Mozambiku. Podobnie jak w innych powieściach Mankella, mamy tutaj zagadkę. Nie wiemy kto go postrzelił umierającego właśnie chłopca, którego wyznania są osią całej opowieści przekazywanej nam ustami jego jedynego słuchacza. To piekarz Jose Maria Waz został wybrany przez śmiertelnie rannego Nelio na towarzysza agonii i dziewięciodniowej spowiedzi. Rachunku z całego, kończącego się życia, które trwało tylko, i aż, dziesięć lat. Tylko, gdyż nie zdążyło, poza wczesnym dzieciństwem, przynieść niczego dobrego. I aż, gdyż przyniosło więcej cierpień i okrucieństwa aniżeli życie wielu innych osób razem wziętych.
Opowieść nie jest jednak skargą przegranego. Choć Nelio mówi: „Nigdy nie mamy szansy przyszykować sobie radości, polerować wspomnień tak, żeby zabłysły, uniknąć strachu przed jutrem.”, jednocześnie bardziej kocha życie, niż wielu uprzywilejowanych przez los. Chłopiec opowiada po prostu jak było, jak walczył o każdy dzień. Choć to opowieść budząca grozę, to wcale nie jest czymś dla nas abstrakcyjnym i bez znaczenia. Może afrykańskie realia wydają się na pierwszy rzut oka odległe od Europy jak gwiazdy od ziemi, wystarczy sobie jednak przypomnieć byłą Jugosławię, Gruzję czy Czeczenię, by zrozumieć, iż wojna może się zdarzyć już jutro i Tobie. Wystarczy spojrzeć na bezdomnych i żebraków, bezrobotnych i załamanych poniewierających się na społecznych śmietnikach każdego „cywilizowanego” państwa, również obok nas, by wiedzieć, że totalnie przegrani są również w naszym świecie, że nie jest to bajeczka o Afryce. Fakt, że tam dzisiaj wszystko wygląda drastyczniej, ale bestie w ludziach łatwo zbudzić pod każdym równoleżnikiem, o czym Europejczycy powinni pamiętać w sposób szczególny. Powinni też pamiętać, że zło tryumfuje, gdy poprzedza je bieda i beznadzieja.
Nie jest to jednak tylko książka o wojnie, biedzie i śmierci. Są w niej głębie, których analiza wymagałaby tekstu dużo dłuższego niż niniejsza recenzja. Znajdziemy tam rozważania nawet na tematy aktualne i w naszej, postkomunistycznej Polsce. Choćby na temat wolności***. Choćby na temat buntu jaki rodzi się, gdy przegrani nie mają żadnej szansy by wejść wyżej w drabinie społecznej. Mamy też sporą dawkę zdrowej filozofii, która przydałaby się naszej młodzieży cierpiącej z coraz głupszych przyczyn i gotowej popełniać samobójstwa z coraz bardziej błahych powodów. Lektura Comedii to pretekst, by pomyśleć o cenie życia, jego celu i innych równie doniosłych problemach, a także zastanowić się nad wagą drobiazgów, które się na to życie składają. Wszystko to okraszone zdrową dozą relatywizmu, gdyż jak celnie stwierdza Nelio: „Człowiek może tęsknić do śmietnika albo do życia wiecznego. Wszystko zależy.” W dodatku całość czyta się z zainteresowaniem, gdyż akcja, choć poznawana niejako z drugiej ręki, jest wciągająca i dynamiczna. Opisy barwne a postacie bohaterów, nawet jak na Mankella, wyjątkowo realistyczne i prawdziwe aż do bólu.
Polecam lekturę każdemu, zdecydowanie i bez żadnych zastrzeżeń. Szczególnie zaś tym, którzy mają problemy ze sobą i uważają, że ich życie jest nie takie, jakie być powinno.
Wasz Andrew
* Henning Mankell ur. W 1948 jest jednym z najpopularniejszych pisarzy szwedzkich, a także wybitnym dziennikarzem i człowiekiem teatru.
** Chińczyk, Biała lwica z serii o Wallanderze
** Chińczyk, Biała lwica z serii o Wallanderze
*** Choćby cytat „...wolność oznacza, iż muszą pracować nie tylko równie ciężko jak do tej pory, ale na dodatek także zacząć myśleć samodzielnie, planować, co jest do zrobienia – wielu zupełnie się pogubiło.” brzmi jak wyjęty choćby z rozważań o polskiej wsi popegeerowskiej, a nie z realiów rodem z Mozambiku.
środa, 4 stycznia 2012
Świat jest pełen chętnych suk
Już dość dawno, za wyjątkiem Rasy drapieżców Lema, nie czytałem książki polskiego autora. Teraz widzę, że to był chyba błąd. Właśnie skończyłem lekturę zbioru opowiadań Jacka Piekary Świat jest pełen chętnych suk i muszę przyznać, że doznałem miłego zaskoczenia.
Na książkę składa się 13 opowiadań bardzo odmiennych tematycznie i poziomem niestety też odstających od siebie nawzajem. Nie będę ich streszczał nawet w jednym zdaniu, bo zepsułoby to czytelnikowi przyjemność jaką daje zaskoczenie, zdziwienie, niespodziewany uśmiech i refleksja, czyli to, co w dobrym opowiadaniu najcenniejsze. Najbardziej całość zbiorku psuje Piękna i Bestia z działu Miłość, seks, nienawiść, w którym to opowiadanku brak jakiegokolwiek suspensu, napięcia czy puenty. Na szczęście tak słabe opowiadanie jest tylko jedno. Poza tym mamy kilka utworów, które spokojnie można zaliczyć do średnich i dobrych. Wśród ludzi to religious-fiction na raczej średnim poziomie, ale w lepszym tego słowa znaczeniu, podobnie jak Zawsze pan Dawn i Taniec na falach, które jednak zaliczyłbym do klasycznego nurtu s-f w stylu wczesnego Lema.
Dalej jest już tylko lepiej. Wszystkie opowiadania są napisane ładnym, bardzo żywym językiem, dynamicznym i szybkim, gdzie trzeba filozoficznym i mistycznym, a gdzie trzeba trochę wulgarnym i prostym. Zielone pola Avalonu i tytułowy Świat jest pełen chętnych suk to całkiem fajne opowiadanka z działu Miłość, seks, nienawiść, łatwe i przyjemne w odbiorze, okraszone iskierkami humoru i mocnym zakończeniem. Arachnofobia to już prawdziwa perełka. Wizja (na szczęście dość lekko potraktowana) dzisiejszego świata ale takiego, który jest następstwem nie wojny polsko-niemieckiej z 1939, lecz sojuszu tych dwóch „bratnich narodów”. Już choćby dla Arachnofobii warto sięgnąć po Piekarę i bez zwłoki rozpocząć lekturę. Na tym jednak nie koniec.
Mamy jeszcze diamencik w postaci Domu na Krawędzi Ciemności z działu Bóg i historia oraz z tej samej mańki Życie to śmierć, śmierć to życie. Za tym dziwacznym nieco tytułem czai się jedno z najbardziej zaskakujących i najciekawszych opowiadań, jakie ostatnio czytałem. Podobnie rewelacyjna jest Mądrość głupców z działu Obce światy.
Na koniec zostało to co najlepsze. Dział Planeta masek będący w istocie cyklem opowiadań o dziejach agenta O’reilly’ego – mistrza miecza i intelektu, który zadomowił się na bardzo dziwnej planecie. Planecie, która niejednemu z nas wydaje się dziwnie bliska... Szkoda tylko, że w zbiorze są tylko trzy opowiadania: Ponury Milczek, Pięć Płonących Wzgórz i Czas Tańczącego Smoka. Na szczęście tworzą taką jakby mini powieść, co jest dodatkowym atutem.
Jak się zapewne zorientowaliście, ostatni cykl podobał mi się najbardziej. Jednak wszystkie opowiadania ze zbioru warte są przeczytania, o czym Was gorąco zapewniam. To wreszcie coś nowego i świeżego, odmiennego od sztampy zachodnich „bestsellerów” tchnących na kilometr sztampą i kiczem....
Wasz Andrew
wtorek, 3 stycznia 2012
Erotyka i seks w sztuce
We współczesnej sztuce wszelkie tabu zanika. Sceny erotyczne, które niegdyś szokowały i których nie puszczała cenzura, w porównaniu z obecnymi "momentami" w literaturze czy filmie, wydają się obecnie bardzo grzeczne i coraz trudniej rozumiemy ich ówczesną śmiałość.
Co sądzicie o erotyce i seksie w literaturze? Czy "śmiałe momenty" robią na Was wrażenie? Czy zdarza Wam się być zniesmaczonymi opisami aktów seksualnych? Czy uważacie, że śmiałość seksualna w literaturze jest dużym krokiem naprzód w jej rozwoju, czy też może kontrowersyjnym dodatkiem, który często pozwala nagłośnić powieść?
Seks i erotyka są obecne w sztuce od zawsze, że wspomnieć choćby dzieła czasów antycznych, a nawet prehistoryczne naskalne bohomazy. W różnych okresach forma ujęcia i jawność tej tematyki miewały się odmiennie. Obecnie wydaje się, iż w kręgu naszej amerykańsko-europejskiej kultury śmiałość seksualna sięga bardzo daleko, co powoduje oczywiste pytania o granice między sztuką i pornografią. Pytania, moim zdaniem, nieco infantylne. Jak można rozmawiać o granicach między rzeczami, których się nie potrafi zdefiniować? Konia z rzędem temu, kto powie, czym jest to zwierzę zwane pornografią. Z tego też powodu śmieszą mnie akcje typu STOP PORNOGRAFII i ludzie, którzy się w nie angażują. Nikt przecież nie zmusza nikogo do oglądania czegoś, co już wydaje mu się niesmaczne. Inną rzeczą są naganne praktyki związane głównie z produkcjami filmowymi o tematyce porno, jednak podobnie wątpliwe aspekty ma choćby świat mody oraz modelek i jest to osobny i bardzo osobliwy temat rzeka.
Trzy gracje - Peter Paul Rubens
W świecie literatury, analogicznie jak w filmie i fotografii, mamy podobne tendencje wolnościowe w sferze ukazywania ludzkiej seksualności i związanych z nią zachowań społecznych. Niech wymienię choćby związane mocno z tematem, prześwietne Panienki Madame Cleo, a z rodzimej produkcji niektóre opowiadanka ze zbiorku Świat jest pełen chętnych suk. Mnie bardziej od dylematu „sztuka czy porno” interesuje promowanie chorych zachowań o kontekście seksualnym; współżycia z dziećmi, gwałtu, przemocy, zabójstw. O tym mówi się dużo mniej, a tymczasem nawet twórczość uznana za sztukę, jeśli upowszechnia takie modele zaspokajania popędu płciowego, powinna być piętnowana. Czytanie tekstów, nawet uznanych za pornograficzne, nie przynosi nikomu większej szkody, jeśli ukazuje kontakty dorosłych ludzi mające miejsce za ich obopólną zgodą. Nie ma znaczenia czy robią to w skórach i kajdankach, grupowo czy po bożemu. Jak się komuś nie podoba, nie musi czytać, co najwyżej się trochę zniesmaczy. To samo dotyczy filmów. Każdy ma prawo samemu wyznaczyć granice. Kwestia gustu, wrażliwości i, o czym nikt nie śmie głośno powiedzieć, indywidualnych, niejednokrotnie skrywanych, preferencji seksualnych i temperamentu. Wiadomo, że inaczej będzie reagował na te same obrazy, również literackie, stuprocentowy heteroseksualny samiec, odmiennie ukryty impotent, a inaczej biseksualista ze skłonnością do oryginalnego fetyszyzmu. Niech każdy sam ocenia, wszystko jest kwestią gustu, a o tym podobno się nie dyskutuje. Nie wspominam już o takiej oczywistości, że nawet porno może mieć klasę, albo jej nie mieć.
O ile jednak dużo się mówi o zagrożeniu pornografią w filmie i literaturze, to o zagrożeniu przemocą seksualną dużo mniej. W normalnej telewizji w zwykłym czasie antenowym nie uświadczysz pięknych nagich ciał, tym bardziej w trakcie stosunku. Pokazywanie gwałtów, nawet tych zakończonych zabójstwem ze szczególnym okrucieństwem, jest na porządku dziennym, zarówno w filmie, jak i w literaturze. Tego typu dewiacji ile kto zapragnie, że przypomnę choćby osławioną powieść American Psycho, chwaloną przez krytyków, ale dla mnie po prostu złą. Ludziom, którym przeszkadzają roznegliżowane panienki i scenki nawet tak delikatne, jak te z Playboya, nie przeszkadzają wcale chore zachowania seksualne. Ba, nawet promują je jako wielką sztukę! Do akcji STOP PRZEMOCY SEKSUALNEJ chętnie bym się przyłączył, ale na razie o takiej nie słyszałem. I póki nie zauważę, iż walczący z pornografią walczą z przemocą o podłożu seksualnym, póty w ich szczere intencje lub inteligencję nie uwierzę.
Śmiałość seksualna, zarówno w doborze tematu jak i ukazywanego obrazu, może, nie tylko w literaturze, być świetnym narzędziem pozwalającym osiągnąć wspaniałe cele, ale może być też środkiem do bezwstydnego zarabiania pieniędzy, a wręcz nawet do promowania i czynienia zła. Tak samo jak religia czy nawet młotek. Wszystko zależy od tego, do czego posłuży.
A Wy co o tym sądzicie?Wasz Andrew
poniedziałek, 2 stycznia 2012
Przyjaciółka diabła
Powieść Przyjaciółka diabła (oryg. Friend of the Devil), której autorem jest Peter Robinson, była moim pierwszym kontaktem z jego twórczością. Zachęcony entuzjastycznymi recenzjami niezwłocznie przystąpiłem do lektury.
Rzecz cała dzieje się we współczesnej Wielkiej Brytanii. Zaczyna się od dwóch niepowiązanych ze sobą zabójstw. Jedną ofiarą jest kobieta na wózku inwalidzkim, której podcięto gardło na nadmorskim klifie. Drugą młoda, ładna dziewczyna zgwałcona i uduszona w labiryncie wąskich uliczek starówki Eastvale. Pierwszą sprawę prowadzi inspektor Anna Cabot, a drugą Alan Banks. Nawiasem mówiąc, to już siedemnasta odsłona przygód detektywa Banksa. Jak Alanowi i jego koleżance pójdzie tym razem, tradycyjnie nie będę zdradzał.
Powieść napisana jest bardzo dobrze. Robinsonowi udało się oddać klimat pracy w policji borykającej się z wieloma, również finansowymi, problemami. Fabuła jest dość rozbudowana, akcja wartka i miejscami zaskakująca. Postacie przekonujące. Solidny, klasyczny kryminał. Bez dodatkowych wartości i nie zasługujący na miano wybitnego, jednak na tyle dobry, by nie sprawić zawodu miłośnikom gatunku. Im właśnie mogę śmiało polecić tę lekturę. Tym, którzy jeszcze nie polubili kryminałów i thrillerów, radziłbym jednak na początek sięgnąć po coś innego, bardziej oryginalnego, choćby po moją poprzednią lekturę, czyli Sąsiada
sobota, 31 grudnia 2011
Do Siego Roku!
Wszystkim Wam życzę, byśmy w tym Nowym Roku 2012, który nastanie za kilkanaście godzin, potrafili być szczęśliwi i uśmiechnięci. A poza tym, tradycyjnie; Zdrówka życzę!
piątek, 30 grudnia 2011
Sąsiad
Ostatnio wiele książek, głównie powieści, trafia w me ręce w ogóle bez udziału mojej woli. Sąsiad (oryg. The Neighbor) przywędrował w środku sporego stosika innych książek. Tytuł mnie nie przyciągnął, podobnie jak nieznane mi dotąd nazwisko autorki – Lisa Gardner. W dodatku na okładce znów ujrzałem te entuzjastyczne oceny krytyków z anglosaskiego kręgu kulturowego, na których tyle razy już się zawiodłem... W konsekwencji ów dość gruby tomik powędrował na przedostatnie miejsce w kolejce. Tam cierpliwie czekał na swój czas, niby bomba z opóźnionym zapłonem...
W Bostonie, mieście będącym często miejscem akcji zarówno w literaturze, jak i licznych filmach oraz serialach telewizyjnych, w dzielnicy ani zbyt dobrej, ani złej, mieszka z czteroletnią córeczką Ree i kotem Panem Smithem małżeństwo, któremu nie można niczego zarzucić. Jason Jones, mąż, pracuje jako dziennikarz w lokalnej gazecie. Sandra Jones, żona, młodsza od niego, jest nauczycielką i, co nigdy nie jest bez znaczenia, piękną kobietą. Sami troszczą się o wychowanie swego dziecka, nie zatrudniają niani ani innej służby, więc praktycznie mijają się w drzwiach swego niewielkiego domu, by zawsze któreś z nich było z córką. Ona pracuje w dzień, on na drugą zmianę. Żyją skromnie, nie udzielają się towarzysko, ale nie dają też nikomu powodu do skarg. Dzień mija za dniem, aż do momentu, gdy w pewien szary, zimny marcowy poranek pan Jones informuje policję, iż około drugiej nad ranem, po powrocie do domu, nie zastał w nim żony. Dom był pozamykany. W jej pokoju leżała potłuczona lampka nocna i brak było niebieskiego koca, ale córeczka spała spokojnie w swym pokoiku.
Śledztwo obejmuje sympatyczna sierż. D.D. Warren wspierana przez detektywa Millera z bostońskiej policji. Pierwszym, automatycznym podejrzewanym* jest oczywiście Jason. Jak się sprawy dalej potoczą nie będę zdradzał, gdyż byłoby to prawdziwe świństwo wobec czytelników. Ujawnienie zakończenia to zawsze niegodziwość, ale w przypadku Sąsiada byłaby to prawdziwa nikczemność, gdyż zniszczenie czegoś unikalnego jest sto razy gorsze niż zepsucie rzeczy zwyczajnej.
Sąsiad został uznany przez National Thriller Writers za książkę roku. Całkowicie zasłużenie. Już dawno nie czytałem niczego tak udanego. I mam na myśli nie tylko thrillery, kryminały i pokrewne gatunki, ale powieść w ogóle.
Od pierwszych stron książka Lisy Gardner wciąga niczym bagno; najpierw delikatnie, a potem z każdą chwilą z większą siłą. Fabuła mistrzowsko spleciona w misterny wzór, który poraża nie trywialną wielością wątków, ale prawdziwie wielowymiarową siecią powiązań, które pod głównymi żyłami skrywają następne, na pierwszy rzut oka niewidoczne i całkowicie zaskakujące. Akcja niby mało dynamiczna, a jednak czujemy, że czas, który pozostał głównym bohaterom na podjęcie kolejnych decyzji pędzi na złamanie karku. Możemy wręcz namacalnie odczuć relatywizm czasu, ale nie ten, który fascynował Einsteina, lecz ten, którego doświadczają ludzie w krytycznych sytuacjach; przyparci do muru, osaczeni, w ostatecznym zagrożeniu. To udziela się czytelnikowi, który może autentycznie poznać uczucia towarzyszące domniemanemu zabójcy, wokół którego zaciska się pętla policyjnych podejrzeń. Główne postacie, choć ekstremalnie nietuzinkowe, są w niespotykanym stopniu przekonujące. Sąsiad to mistrzowskie studium umysłu w zagrożeniu. Umysłu człowieka, który przeszedł piekło i odbudował swój świat, który kiedyś się zawalił, a potem znów musi stanąć do walki z bezlitosnym zagrożeniem. To zarazem powieść o tajemnicach i prawdzie, o zaufaniu, o bliznach przeszłości i ranach, które nigdy się nie zabliźnią. A przede wszystkim o miłości. W bardzo prawdziwy i wyważony sposób Lisa Gardner ugryzła trudny temat przestępstw seksualnych i problem możliwości przywrócenia ich sprawców, a jeszcze bardziej ofiar, normalnemu życiu społecznemu. Jest też zarazem wołaniem, nie tylko do młodzieży, by zadbać o swoją prywatność w cyfrowym świecie. Jest przestrogą, by pamiętać, iż ślady z komputera i z sieci trudniej usunąć niż z tradycyjnie rozumianej rzeczywistości i łatwiej niż w realu odszukać rzeczy tam ukryte, jeśli tylko ktoś wie jak.
W miarę lektury poznajemy coraz to nowe fakty z przeszłości nie tylko rodziny Jonesów, ale i innych postaci, które okazują się powiązane ze sprawą. Autorka okazuje się mistrzynią suspensu w pełnym znaczeniu tego słowa. Pod koniec wszystko tak się komplikuje i nabiera takiego szaleńczego tempa, iż miałem obawy co do zakończenia. Ku memu całkowitemu zaskoczeniu okazało się najwyższej klasy. Absolutnie nieprzewidywalne i całkowicie umocowane we wszystkim, co było wcześniej. Żadnego deus ex machina rodem z tandetnej sztampy reklamowanej jako amerykańskie bestsellery; po prostu mocne.
Okazało się, iż Sąsiad to rewelacyjna powieść, nie tylko dla miłośników gatunku, ale dla każdego lubiącego dobrą beletrystykę. Z wyjątkiem dzieci i wrażliwych nastolatków absolutnie polecam ją każdemu. Może zarwiecie noc albo dwie, może się gdzieś spóźnicie, ale na pewno ją przeżyjecie do głębi i jeśli dotąd nie siedzieliście w temacie, nieco inaczej spojrzycie na sieć, komputery, komórki i inne gadżety. Tego bądźcie pewni
Wasz Andrew
[1] W literaturze polskiej, zarówno tłumacze, jak i pisarze, nagminnie używają określenia podejrzany. Moim zdaniem niesłusznie, gdyż według polskiej terminologii podejrzany to osoba, której ogłoszono postanowienie o przedstawieniu zarzutów. Do tego momentu jest się osobą podejrzewaną, podejrzewanym. Po to istnieją dwa odmienne słowa, by ich zgodnie z przeznaczeniem używać
![Sąsiad [Lisa Gardner] - KLIKAJ I SłUCHAJ ONLINE](https://lh3.googleusercontent.com/blogger_img_proxy/AEn0k_tk69G7XgIB1O5XnD6r-fKOXlB7yxZJHJXhR_vSGqd7esx_0AzwZkB4u0ayn4ewBQFVLA7OsuLPdnrebLarRhGOJr12VlM=s0-d)
Cykl: Detektyw D.D. Warren:
- Samotna (Alone,2005)
- W ukryciu (Hide, 2007)
- Sąsiad (The Neighbor, 2009)
- Dziecięce koszmary (Live to Tell, 2010)
- Kochać mocniej (Love You More, 2011)
- Złap mnie (Catch Me, 2012)
- Nie bój się (Fear Nothing, 2014)
- Find Her (2016)
Subskrybuj:
Posty (Atom)



