niedziela, 5 maja 2019

Nie tylko rodzinna zagadka, czyli Wyspa Węży Małgorzaty Szejnert





Wyspa Węży

Małgorzata Szejnert

Wydawnictwo: Znak 2018
liczba stron: 384



Będąc już po lekturze Czarnego ogrodu i Wyspy Klucz udałem się na spotkanie autorskie z Małgorzatą Szejnert, które miało miejsce w Rawie Mazowieckiej 22 listopada 2018 i okazało się bardzo interesującym doświadczeniem. Przy tej okazji nabyłem Wyspę Węży, ale trochę się jej odleżało i dopiero teraz ją przeczytałem.

Porządkując stare listy, Małgorzata Szejnert trafia na rodzinną zagadkę. W maju 1943 roku wuj Ignacy Raczkowski został pochowany na cmentarzu w Rothesay na wyspie Bute. Dlaczego w domu o tym nie mówiono? Czy jego obecność na wyspie mogła być czymś wstydliwym?


Szukając odpowiedzi, reporterka rusza w podróż śladami wuja – do londyńskich archiwów i do Szkocji. Stopniowo odkrywa kłopotliwy epizod II wojny światowej: obóz odosobnienia dla polskich oficerów prowadzony przez polskie władze wojskowe.

Oficerowie mogli grać w brydża, chodzić na potańcówki i uczyć się angielskiego. Bomby nie spadały na Bute. Czasami widmowe wraki storpedowanych okrętów wpływające do zatoki przypominały, że nie tak daleko świat płonie. Ale przymusowy pobyt na wyspie Polacy przeżywali jako okrutną karę.

Wyspa Węży to przełamująca schematy opowieść o wojnie, która częściej niż walką bywa wyczekiwaniem. Skrupulatnie odtwarzając wydarzenia sprzed ponad siedemdziesięciu lat, Małgorzata Szejnert opowiada o naszej sile i bezsilności, o honorze i skazach na nim. A także o pamięci i niepamięci: osobistej, rodzinnej, zbiorowej. Przede wszystkim jednak kreśli nasz poruszająco aktualny, niepokojący portret własny.


Przytoczona notka z okładki w zasadzie wystarczająco przybliża główną tematykę dzieła. Nie ogranicza się ono jednak tylko do czasu wojny. Równie ciekawe są obserwacje, których dziennikarka dokonuje obecnie, w trakcie zbierania informacji o czasach II wojny światowej, że wspomnę choćby sprawę odwiecznej nieuzasadnionej wzajemnej zawiści między Polakami w kraju i za granicą czy wątek Syryjczyków.

Przy okazji charakteryzowania pojawiających się postaci związanych z polskimi miejscami odosobnienia na Zachodzie autorka dotyka i innych tematów, niejednokrotnie całkiem niespodziewanych, jak choćby masakry cywilnych Żydów w Pińsku w 1919, za które polscy oficerowie nigdy nie wzięli odpowiedzialności, nie ponieśli kary, a nawet potem awansowali. Robi to jednak mimochodem, bez komentarza, tylko o tyle, o ile ma to znaczenie dla bieżącego wątku. Czytelnik jednak myśli, a przynajmniej powinien, składa ziarnko do ziarnka...

Kto się już zapoznał z warsztatem dziennikarskim Małgorzaty Szejnert, może przypuszczać, że w książce siłą rzeczy pojawi się wiele ciekawych informacji i obserwacji dotyczących Szkocji, zarówno historycznych, jak i pochodzących od autorki. Detale szkockiej produkcji, rzemiosła, kolorytu i ich wersji języka angielskiego. I się nie pomyli. Dla mnie wisienką na tym szkockim torcie był fragment o ostatnim mistrzu układania kamiennych murków na miedzach między szkockimi polami. Murków, które każdy zna z filmów, ale o których mało kto wie, że są układane bez żadnego spoiwa i wytrzymują kilkaset lat.

Jak w każdej książce Pani Małgorzaty, tak i w tej uważny czytelnik znajdzie kopalnię innych tematów i ciekawostek. Jako przykład wspomnę wątek o zastosowaniu mchu torfowca w medycynie wojskowej, który szczególnie mnie zainteresował.

Małgorzata Szejnert jest w mojej ocenie w tej chwili nie tylko polską cesarzową literatury faktu, ale i być może najlepszym współczesnym polskim piórem. Z jej książek wynika nie tylko wiedza, nie tylko materiał do przemyśleń i przymus samodzielnego interpretowania, ale i filozofia. Nie taka, która się rodzi w czyimś mniej lub bardziej udanym mózgu, ale taka, która powstaje z faktów. Z faktów, nie z komentarzy.

Wyspa Węży jest najsłabszą z trzech książek Mistrzyni, którą czytałem. Prawdopodobnie dlatego, że powstała z pobudek osobistych i emocjonalne zaangażowanie, którego nie sposób w takich wypadkach uniknąć, nie pozwoliło na osiągnięcie aż takiej doskonałości, jak we wspomnianej już wcześniej Wyspie Klucz czy Czarnym ogrodzie. Szejnert jest jednak klasą samą dla siebie i tej klasy wystarcza, by nawet to słabsze dzieło było niemal arcydziełem.

Absolutnie i zdecydowanie polecam



Wasz Andrew

Słowna skala ocen:
  1. beznadziejna
  2. bardzo słaba
  3. słaba
  4. może być
  5. przeciętna
  6. dobra
  7. bardzo dobra
  8. rewelacyjna
  9. wybitna
  10. arcydzieło

5 komentarzy:

  1. Najsłabsza, a jednak wybitna?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie tak :) Tamte dwie to prawdziwe arcydzieła literatury faktu.

      Usuń
    2. OK, miałam ją w planach tak czy owak, więc kiedyś pewnie ją przeczytam. Lubię styl Szejnert.

      Usuń
  2. Ha, kiedy tylko ujrzałem tę książkę w księgarni, od razu zacząłem się zastanawiać, kiedy będę mógł poczytać o Twoich wrażeniach. Przyznaję, że czuję się w pełni przekonany, by wreszcie poznać pióro Małgorzaty Szejnert.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to jednak proponuję zacząć albo od Wyspy Klucz, a potem Czarny Ogród :)

      Usuń

Czytamy wnikliwie każdy komentarz i za wszystkie jesteśmy wdzięczni. Zwłaszcza za te krytyczne. Jeśli chcesz o czymś porozmawiać, zapytać, zwrócić uwagę na błąd, pisz śmiało. Każda wypowiedź, zwłaszcza na temat, jest przez nas mile widziana. Nie odrzucamy komentarzy anonimowych, jeśli tylko nie naruszają prawa. Można zamieszczać linki do swoich blogów i inne, jeśli nie są ewidentnym spamem. KOMENTARZE UKAZUJĄ SIĘ DOPIERO PO ZATWIERDZENIU przez nas :)