niedziela, 1 marca 2020

Narcos - klasa sama dla siebie








Narcos



W 2015 roku ujrzał światło dzienne pierwszy sezon serialu Narcos zrealizowany przez Gaumont International Television dla platformy Netflix. W chwili obecnej możemy już obejrzeć pięć sezonów:


Sezon 1 – kariera Pablo Escobara, szefa kartelu z Medelin
Sezon 2 – polowanie na Escobara
Sezon 3 – kartel z Cali
Sezon 4 – kartel z Guadalajary (Narcos Meksyk 1)
Sezon 5 – imperium Félixa Gallardo (Narcos Meksyk 2)




Zwykle książka jest dużo lepsza niż film czy serial. Na temat mafii i karteli narkotykowych wydano wiele dobrych i bardzo dobrych powieści oraz opracowań dokumentalnych, podobnie jak nakręcono mnóstwo seriali i filmów, fikcji i dokumentów. Nie mogę jednak z pełnym przekonaniem powiedzieć, iż trafiłem wcześniej, nawet wśród książek, na cokolwiek znacząco lepszego niż Narcos. Może on śmiało być porównywany nawet do tak kultowych pozycji jak Gomorra Roberto Saviano.

Narcos nie jest dokumentem, ale fabularyzowaną opowieścią; został oparty o wydarzenia historyczne a wstawki z filmów dokumentalnych i zdjęcia archiwalne zdecydowanie zwiększają jego atrakcyjność. Czołówka jest bardzo ważnym elementem w przypadku dłuższych seriali telewizyjnych i na pewno Netflix ma tego świadomość. Gdy oglądamy po raz pierwszy czołówkę pierwszego odcinka pierwszego sezonu jesteśmy gotowi się założyć, że jest to rzecz warta obejrzenia i uczucie to nie opuszcza nas ani na chwilę aż do końca emisji całego odcinka. I tak za każdym razem, przy każdym kolejnym odcinku. Choć czołówka zmienia się wraz z kolejnymi sezonami, to wspólna pozostaje jej atmosfera; sposób montażu, prowadzenie kamery, muzyka. Elementy te są wspólne również dla całego serialu, którego niepowtarzalny klimat jest równie ważnym atutem jak treść. Ścieżka dźwiękowa oparta o charakterystyczne południowoamerykańskie motywy jest wprost urzekająca i świetnie skorelowana z tym, co się dzieje na ekranie oraz z doskonale wyważonym, perfekcyjnie poprowadzonym połączeniem akcji i narracji.


Nie brakuje, zwłaszcza w sieci, krytyków, którzy wytykają serialowi „potknięcia”, ale ja takich nie dojrzałem. Nieścisłości historyczne nie mogą być zarzutem wobec produkcji, której każdy odcinek zaczyna się planszą informującą, iż pewne fakty zostały zmienione. Wiem, że niektórym nie podobają się takie rzeczy, jak ukazywanie narkobossa jako człowieka rodzinnego i czułego dla swoich czy kochanka zdolnego do wielkiej miłości. Taka niestety jest rzeczywistość, nie jest to nic dziwnego, podobnie jak absolutna normalność większości zbrodniarzy hitlerowskich, komunistycznych i wszelkich innych. Taka jest natura zła i kto nie może tego zrozumieć albo jest kompletnie głupi, albo zakłamany. Cezar, Aleksander Wielki, Leopold II i wielu innych „wielkich” tylko dlatego nie jest nazywanych zbrodniarzami, że mordowali nie nas i że zwyciężyli. Absolutnie i w najmniejszym stopniu nie usprawiedliwiam baronów narkotykowych ani innych bandytów, działających wbrew prawu ani zgodnie z nim, bo zło, to zawsze zło, ale Narcos świetnie pokazuje, iż najtrudniejsze jest pozostać dobrym człowiekiem, nawet gdy się jest po dobrej stronie, jeśli po stronie zła stoją tacy sami w gruncie rzeczy ludzie jak my, a na dodatek granica między złem i dobrem staje się coraz mniej widoczna.

Prawdziwy romantyzm w podłym świecie - tragiczna miłość Pabla Acosty i Mimi
Jak na produkcję mocno osadzoną w rzeczywistych wydarzeniach, Narcos jest ewenementem – wciąga bardziej niż jakikolwiek chyba serial fabularny o tej tematyce, a i bohaterowie budzą w widzu uczucia i emocje zarezerwowane zwykle jedynie dla fikcji, z którą paradoksalnie nawiązujemy w kinie bardziej osobisty stosunek niż z historiami z życia wziętymi.

Nawet dla kogoś interesującego się poruszaną problematyką serial ma duże wartości poznawcze, ale dla tych, którzy się z nią jeszcze na poważnie nie zetknęli może być tym, co otworzy im oczy na rzeczywistość; wojny z narkotykami nie można wygrać, gdyż walczą z nim największe ćpuny (państwo będące główną sprężyną walki z narkobiznesem jest największym importerem tego towaru), a im bardziej penalizowany jest handel narkotykami, tym ceny, a więc i zyski, są większe. Aż dziw, że USA, które jak nikt przekonały się o tym na przykładzie prohibicji, niczego się ze swej historii nie nauczyły.

Cieszę się, że obejrzałem Narcos dopiero teraz, gdy mamy do dyspozycji pięć sezonów. Puenta ostatniego odcinka sezonu Meksyk 2 spina oraz podsumowuje wszystkie wcześniejsze i spaja je w całość.

Niezależnie więc od tego, czy poszukujecie zwykłej rozrywki, historii o policjantach i bandytach, o związkach przestępczości z władzą, czy też wciągającego wprowadzenia do tematyki karteli narkotykowych, to jest to serial dla Was. Narcos jest klasą sam dla siebie. Jest w nim zresztą, jak w życiu, wszystko – pieniądze i miłość, nienawiść, zdrada i wierność, władza, seks i polityka, ubóstwo i niewyobrażalne pieniądze oraz bardzo wiele materiału do przemyśleń. Zdecydowanie i gorąco polecam


Wasz Andrew

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Czytamy wnikliwie każdy komentarz i za wszystkie jesteśmy wdzięczni. Zwłaszcza za te krytyczne. Jeśli chcesz o czymś porozmawiać, zapytać, zwrócić uwagę na błąd, pisz śmiało. Każda wypowiedź, zwłaszcza na temat, jest przez nas mile widziana. Nie odrzucamy komentarzy anonimowych, jeśli tylko nie naruszają prawa. Można zamieszczać linki do swoich blogów i inne, jeśli nie są ewidentnym spamem. KOMENTARZE UKAZUJĄ SIĘ DOPIERO PO ZATWIERDZENIU przez nas :)