piątek, 21 lutego 2020

Simone de Beauvoir "Starość" - O zmierzchu człowieczego żywota

Starość

Simone de Beauvoir

Tytuł oryginału: La Vieillesse
Tłumaczenie: Zofia Styszyńska
Wydawnictwo: Czarna Owca
Liczba stron: 656
 
 
 
 
Starość to ten etap życia, do którego mało komu jest śpieszno. Tyle, że niechęć czy lęk nie są żadnymi sposobami opóźnienia tego, co nieuchronne – nikt, kto przedwcześnie nie umrze, nie jest w stanie uniknąć sędziwego wieku i związanych z nim niedogodności. Człowiek współczesny niezbyt chętnie myśli o tym, co czeka go w przyszłości, oddając się chwili bieżącej, sycąc zmysły pięknem i przyjemnościami. Apoteoza ciała sprawia, że młodość jawi się jako rzecz wysoce pożądana – wymyślane są kolejne sposoby jej zachowania. Z kolei starość kojarzona jest raczej z brzydotą, zniedołężnieniem i słabością, z racji czego w kulturze popularnej jest na ogół traktowana niczym temat tabu. Jak jednak zmieniał się stosunek człowieka do tego schyłkowego okresu ziemskiej wędrówki? Czy ludzka cywilizacja zawsze postrzegała go z trwogą przemieszaną z niechęcią? Próby podjęcia odpowiedzi na to niełatwe pytanie podjęła się Simone de Beauvoir (1908 – 1986), francuska pisarka, filozofka i feministka, autorka eseju Starość.

Książka w przekładzie Zofii Styszyńskiej, z którą polski czytelnik może zapoznać się dzięki Wydawnictwu Czarna Owca to dzieło opasłe, bo liczące sobie ponad 600 stron i już ten rozmiar sygnalizuje nam, że Francuzka postanawia skonfrontować się zagadnieniem bardzo rozległym, skomplikowanym, niejednoznacznym i trudnym do uchwycenia w karby słów. Motywację, która popchnęła de Beauvoir do napisania publikacji stanowi dociekanie dotyczące rzeczy następującej: (…) co jest nieuniknione w losie starców i w jakim stopniu społeczeństwo jest za ten los odpowiedzialne? [1]. Wyjaśnienie tej kwestii obwarowane zostaje szeregiem wymagań, które podkreślają, z jaką starannością i pieczołowitością autorka podeszła do swojej pracy. Sprawą kluczową jest kompleksowe spojrzenie na starość, tj. (…) z uwzględnieniem wszystkich jej aspektów [2]. Trzymając się tych słów de Beauvoir bierze (…) pod uwagę kontekst biologiczny, egzystencjalny, społeczny (…) [3] i dopiero po przeanalizowaniu tych różnych ujęć i płaszczyzn, wspierając się własnymi obserwacjami oraz refleksjami, formułuje wnioski.

Opracowanie – bo w takich kategoriach można rozpatrywać utwór – składa się z dwóch zasadniczych części. Pierwsza z nich, zatytułowana Spojrzenie z zewnątrz, jest przeglądem tego jak zmieniał się los starców na przestrzeni lat oraz jak kształtowała się ich sytuacja bytowa w zależności od tego, w której społeczności przyszło im egzystować. Autorka przeprowadza szeroko zakrojone studia, począwszy od ludów pierwotnych, poprzez starożytne cywilizacje i wszystkie epoki historyczne, na współczesności skończywszy, zapewniając tym samym syntetyczne ujęcie z zakresu antropologii oraz etnografii. Simone de Beauvoir uzmysławia nam, że starość to stan, ale i pojęcie mocno umowne; z jednej strony jest to przeżycie wysoce indywidualne, z drugiej zaś w ogromnej mierze definiowane przez grupę, w obrębie której trwa dany człowiek: To sens, jaki ludzie przypisują swojemu istnieniu, i ich system wartości określają sens i wartość starości. I na odwrót: sposób, w jaki społeczeństwo obchodzi się ze starcami, obnaża całą prawdę – czasami starannie skrywaną – o jego priorytetach i jego dążeniach [4].

Druga część książki, Bycie w świecie, to przegląd tego jak widziana jest starość przez ludzi, którzy są w trakcie jej przeżywania. Obraz późnych lat człowieczej egzystencji budowany jest dzięki odwołaniu się do bardzo różnorodnych źródeł. Francuzka przytacza własne spostrzeżenia poczynione w trakcie wizyt w domach spokojnej starości, cytuje ustalenia badaczy i lekarzy zajmujących się geriatrią, wreszcie sięga po świadectwa wybranych artystów, uczonych oraz polityków, którzy przemyśleniami dotyczącymi swojego podeszłego wieku dzielą się w swoich dziennikach bądź korespondencji.

Połączenie obu części sprawia, że Starość jawi się jako dzieło szczególne, bowiem zawierające w sobie mnogość portretów poświęconych schyłkowemu stadium egzystencji pozostających ze sobą w głębokiej sprzeczności. Pisarka przywołuje liczne stereotypy, sukcesywnie się z nimi rozprawiając, wskazując ich słabe punkty, przekłamania oraz niesłuszne uogólnienia, które posłużyły do ich stworzenia. Lubieżnik, którego działaniem steruje niemal wyłącznie chuć; mędrzec kierujący się w swoim postępowaniu rozsądkiem i umiarem, obojętny na cielesne podniety; paranoik, nie ufający nikomu, nawet najbliższym, wszędzie dopatrujący się spisku na swoje życie; skąpiec, który do ostatniego tchu usiłuje pomnażać swoją fortunę, niewrażliwy na cierpienie osób bliźnich – to kilka spośród wyobrażeń dotyczących starości, z którymi konfrontuje się de Beauvoir, starając się wyjaśnić, jakie jest ich pochodzenie.

Simone de Beauvoir nie boi się też sięgać po materię mocno kontrowersyjną, wywołującą głosy oburzenia, jaką jest seksualność ludzi starszych. Francuzka nadmienia, że pomimo faktu, iż dla wielu osobników wraz z przybywającymi latami (…) ciało z narzędzia staje się przeszkodą [5], to trafiają się jednostki, którym zaawansowany wiek nie przeszkadza w praktykowaniu sztuki miłości. O wiele trudniejszą do pokonania barierą okazuje się społeczny ostracyzm. Jego ofiarą padają osoby nie potrafiące dostosować się do panujących wzorców i oczekiwań, zgodnie z którymi ludzie u ukresy swojego żywota są wyzwoleni z władzy pożądania – obawa przed tym, że miłość fizyczna uprawiana przez starców uważana jest za oburzającą czy wręcz budzącą obrzydzenie, jest skutecznym inhibitorem cielesnego zbliżenia.

Bardzo ciekawe są również rozważania dotyczące emerytury we współczesnych społeczeństwach (oczywiście należy uwzględnić fakt, że oryginał La Vieillesse ukazał się w 1970 roku). Simone de Beauvoir uświadamia, że emerytura daje sposobność, by wyrwać się z kieratu obowiązków i wyrzeczeń narzucanych przez ogół, tyle, że jest to przedsięwzięcie niezwykle trudne do zrealizowania z uwagi na fakt, iż: Osoba, która traci zawód i status społeczny, czuje się boleśnie zredukowana do zera [6]. Francuzka, nie ukrywająca swoich socjalistycznych zapatrywań, mocno akcentuje fakt, iż przeciętny emeryt to człowiek średnio zamożny, dla którego dotychczasowa praca wyznaczała rytm życia oraz stanowiła czynnik łączący go ze społeczeństwem. W rezultacie (…) dzień przejścia na emeryturę oznacza głęboką wyrwę między przeszłością a teraźniejszością [7]. Z tego też względu niezaplanowana bądź źle zaplanowana (czy to z racji środków czy chęci) emerytura może stać się nieustanną przyczyną metafizycznego znużenia, poczucia jałowości i bardzo niskiej samooceny.

Mocnym punktem książki jest jej podsumowanie, w którym autorka stwierdza, że w chwili obecnej niemożliwe jest wypracowanie spójnej i racjonalnej polityki zapewniającej godziwy byt ludziom starym. Funkcjonowanie naszych społeczności opartych na zasadzie utylitaryzmu każde rozpatrywać ludzką jednostkę w kategoriach jej przydatności. Człowiek stary, jako bezużyteczny, jawi się jako słaby element, o którego należy się zatroszczyć, ale możliwie najniższym kosztem. Stąd Simone de Beauvoir dochodzi do konstatacji, że aby diametralnie poprawić sytuację starców, kompletnej reorganizacji musiałaby ulec nasza cywilizacja. Póki co, podobnie zresztą jak w roku 1970, są to próżne rojenia, do realizacji których niezbyt się przybliżyliśmy.

Reasumując, Starość to książka, która praktycznie się nie zestarzała od momentu pierwszej publikacji. Dzieło Simone de Beauvoir jest bardzo przekrojowe – Francuzka z ogromną pasją podeszła do zagadnienia podeszłego wieku, przekopując się przez ogromne ilości materiału źródłowego (w tym miejscu można by przyczepić się do edycji polskiego wydania, które nie zawiera żadnego indeksu czy wykazu cytowanych pozycji). Autorka, wówczas 62-latka, z przekonaniem unaocznia nam, że bycie starym nie neguje naszego człowieczeństwa, zaś stworzenie godnych warunków dla ludzi starych powinno być traktowane jako miara cywilizacyjnego postępu. Rzecz godna polecenie nawet dla tych, którzy zaklinają się, że nigdy starzy nie będą.



[1] Simone de Beauvoir, Starość, przeł. Zofia Styszyńska, Wydawnictwo Czarna Owca, Warszawa 2011, s. 44
[2] Tamże, s. 17
[3] Tamże, s. 39
[4] Tamże, s. 96
[5] Tamże, s. 357
[6] Tamże, s. 549
[7] Tamże, s. 298

4 komentarze:

  1. Taaak... Ciekawy temat i podobnie jak śmierć spychany poza świadomość „nowoczesnych” społeczeństw Zachodu, więc książka tym bardziej cenna, że staje w poprzek mainstreamowym tendencjom.

    Szkoda, że ludzie nie interesują się historią, bo wiedząc o problemach społeczeństw, które nie miały swoich „starych” (ze względu na ekstremalnie krótką średnią długość życia), bardziej by doceniali to, co mają.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wydaje mi się, że lektura może być szczególnie interesująca dla Francuzów bądź ludzi dobrze znających realia tamtejszego społeczeństwa - czytając fragmenty poświęcone ojczyźnie, odniosłem wrażenie, że właśnie we Francji zmiana "in plus" na przełomie ostatnich lat zaszła niezwykle dynamicznie.

      Usuń
  2. Książka o starości, a się nie zestarzała ;) Ale tak bez żartów, to przeczytałbym chętnie, mam słabość do pogłębionych rozważań.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Objętość pokaźna, ale zdecydowanie warto poświęcić jej czas - szczególnie z naszego punktu widzenia, tj. starzejącego się społeczeństwa europejskiego.

      Usuń

Czytamy wnikliwie każdy komentarz i za wszystkie jesteśmy wdzięczni. Zwłaszcza za te krytyczne. Jeśli chcesz o czymś porozmawiać, zapytać, zwrócić uwagę na błąd, pisz śmiało. Każda wypowiedź, zwłaszcza na temat, jest przez nas mile widziana. Nie odrzucamy komentarzy anonimowych, jeśli tylko nie naruszają prawa. Można zamieszczać linki do swoich blogów i inne, jeśli nie są ewidentnym spamem. KOMENTARZE UKAZUJĄ SIĘ DOPIERO PO ZATWIERDZENIU przez nas :)