niedziela, 23 lutego 2020

Buszujący w zbożu Salingera, czyli skąd te zachwyty?



Jerome David Salinger

Buszujący w zbożu

tytuł oryginału: Catcher in the rye
tłumacz: Maria Skibniewska
Wydawnictwo Iskry 1998
liczba stron: 256
ISBN: 83-207-1536-9


Lekturą lutego 2020 Dyskusyjnego Klubu Książki w Rawie Mazowieckiej była kultowa książka pióra amerykańskiego „autora jednej powieści” Jerome Davida Salingera pod tytułem, który kojarzy każdy interesujący się literaturą – Buszujący w zbożu.




Dla części klubowiczek i klubowiczów było to przypomnienie lektury (uzupełniającej) poznanej w latach szkolnych, dla innych pierwsze zetknięcie z klasykiem. Powieść debiutowała w 1951 roku, a więc przed rewolucją seksualną w Stanach. Zawierająca obrazoburcze słownictwo i elementy obyczajowe (prostytycja, alkohol) książka od razu wzbudziła ostre kontrowersje, gdyż trafiła w pozujące na świętoszkowatość społeczeństwo amerykańskie, ale z drugiej strony, pomimo cenzury, błyskawicznie osiągnęła sukces sprzedażowy, który ciągnie się do dziś, i szturmem zdobyła szerokie rzesze czytelników.


Treścią dzieła jest retrospektywna opowieść nastolatka Holdena Caulfielda dotycząca trzech dni i dwóch nocy w połowie grudnia 1949 roku w czasie, gdy włóczył się po okolicy po wydaleniu ze szkoły z internatem. Z powodu słabych wyników w nauce już wcześniej kilkakrotnie zmieniał szkoły. Protagonista wyalienowany, samotny, nienawidzący snobizmu i fałszu, bardzo krytycznie odnoszący się do świata, w którym żyje, niestabilny emocjonalnie i z silną skłonnością do fantazjowania, dla podkreślenia wspomnianych cech charakteru został zestawiony z dziewięcioletnią siostrą Phoebe, która jest dzieckiem lubianym przez wszystkich, dzieckiem, które jakie każdy chciałby mieć.

Szczerze mówiąc, po zakończeniu lektury nie wiem za bardzo skąd te zachwyty, które przyniosły książce sławę i popularność. Podejrzewam że, paradoksalnie, cenzura jej pomogła, gdyż nadała jej etykietkę zakazanego owocu, a ten wiadomo... Podobnie z łatką buntownika, którą przyczepiono głównemu bohaterowi. Dla mnie jednak buntownik to ten, który sprzeciwia się czemuś i chce to coś zmienić, Holden zaś to nie buntownik, tylko malkontent – żadnej z rzeczy, które budzą jego niechęć, nie próbuje ani nawet nie chce zmienić. Nic go nie interesuje, a w szkole ma dobre wyniki tylko tam, gdzie wrodzone uzdolnienia pozwalają osiągnąć sukces bez pracy, wysiłku i zaangażowania. To leń po prostu i malkontent. Oczywiście, można wywodzić, że taki stan psychiczny to wina rodziny i szkoły, które nie potrafiły dziecka nauczyć bycia ciekawym świata, bycia aktywnym, ale w książce ten wątek nie istnieje, pozostaje niejako w gestii czytelnika.

Warsztatowo Buszujący jest dziełem wspaniałym. Czyta się to prześwietnie, głównie ze względu na język i umiejętne użycie perspektywy nastolatka w opisie zderzenia świata dzieci, młodzieży i dorosłych. To jednak jak dla mnie za mało, by uznać książkę za aż tak wartościową, za jaką się ją uważa. Być może dzieło najbardziej podoba się tym, którzy odnajdują w niej momenty z własnego życia, głównie z okresu dojrzewania, ale tych jest chyba niewielu. Mam wrażenie, że dużo mają tu też do powiedzenia zawodowi krytycy, którzy żyją z tego, iż mówią innym co im się powinno podobać, choć naprawdę nie podoba się większości. Może w literaturze nie jest tak źle jak w sztuce nowoczesnej, całkowitych gniotów z reguły do kanonu się nie zalicza, ale Buszujący jest w mojej ocenie mocno przereklamowany i przeceniony. Potwierdzają to oceny i w naszym DKK, i w największym polskim, i światowym serwisie o książkach.




Polskie tłumaczenie, które miałem w ręce, o ile oddało świetny styl i atmosferę końca lat czterdziestych, to kompletnie zagubiło wulgarne wstawki, które były jednym z kluczowych elementów kontrowersji, a być może i sukcesu oryginału. To trochę nie w porządku...


Jeśli szukacie książek porywających, to nie jest to propozycja dla Was. Jeśli jednak pragniecie poznać jedno z najwyżej ocenianych i najlepiej sprzedawanych dzieł w historii literatury, to warto po jedyną powieść Salingera sięgnąć – przynajmniej nie trzeba się będzie męczyć, a nawet przeciwnie – będzie naprawdę przyjemnie.


Wasz Andrew

W nawiasach podane wyniki głosowania na spotkaniu DKK, a pogrubiona niebieska ocena to moje wrażenia z lektury.

  • nie podobała mi się (1/9)
  • była w porządku (DKK 5/9)
  • podobała mi się (1/9)
  • naprawdę mi się podobała (1/9)
  • była niesamowita (1/9)

2 komentarze:

  1. Też przychylam się do oceny "była w porządku" :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Czytałem dwa raz - w liceum i po studiach. Nie zachwyciła mnie przy żadnej z tych okazji.

    OdpowiedzUsuń

Czytamy wnikliwie każdy komentarz i za wszystkie jesteśmy wdzięczni. Zwłaszcza za te krytyczne. Jeśli chcesz o czymś porozmawiać, zapytać, zwrócić uwagę na błąd, pisz śmiało. Każda wypowiedź, zwłaszcza na temat, jest przez nas mile widziana. Nie odrzucamy komentarzy anonimowych, jeśli tylko nie naruszają prawa. Można zamieszczać linki do swoich blogów i inne, jeśli nie są ewidentnym spamem. KOMENTARZE UKAZUJĄ SIĘ DOPIERO PO ZATWIERDZENIU przez nas :)