czwartek, 20 września 2018

klub-aa.blogspot.com/2018/09/powrot-do-maya-czyli-czarny-dom-petera

Problem z rewanżem wywołanym zazdrością polega na tym, że choć można sprawić ból stronie przeciwnej, nie umniejsza to bólu, który się samemu odczuwa.


Peter May Czarny dom

środa, 19 września 2018

Powrót do Maya, czyli Czarny dom Petera Maya

The Blackhouse romance by Peter May


Peter May


Czarny dom

tytuł oryginału: The Blackhouse
tłumaczenie: Jan Kabat
cykl: Wyspa Lewis (tom 1)
wydawnictwo: Albatros 2014
liczba stron: 464



W dzieciństwie zaczytywałem się, na szczęście krótko, gdyż mocno wypaczają umysł, powieściami Karola Maya. Teraz postanowiłem wrócić do tego nazwiska, ale tym razem nie do Karola, lecz do Petera, szkockiego pisarza i scenarzysty, i na kieł wziąć jego powieść Czarny dom, pierwszą część trylogii rozgrywającej się na Wyspie Lewis.

Wyspa Lewis jest północną częścią podwójnej Wyspy Lewis and Harris, która z kolei jest trzecią co do wielkości z Wysp Brytyjskich, po Wielkiej Brytanii i Irlandii. Jest zarazem największą wyspą Szkocji. Sama Lewis jest też największą wyspą Hebrydów Zewnętrznych zwanych także Wyspami Zachodnimi. Wyspa Lewis zamieszkana jest przez około osiemnaście i pół tysiąca osób. Piszę o tym tytułem wstępu, gdyż niestety w książce Czarny dom Petera Maya wydanej przez wydawnictwo Albatros nie ma mapki ani wyjaśnienia tych geograficznych niuansów.



piątek, 14 września 2018

Adriana Lisboa "Symfonia w bieli" - Traumy i sekrety

Symfonia w bieli

Adriana Lisboa

Tytuł oryginału: Sinfonia em Branco
Tłumaczenie: Wojciech Charchalis
Wydawnictwo: Dom Wydawniczy REBIS
Liczba stron: 208
 
 
 
Cechami, które niewątpliwie wyróżniają gatunek ludzki jest buta oraz przeświadczenie o własnej dominacji nad pozostałymi stworzeniami. Tyle, że nawet dumny człowiek zmuszony jest niekiedy ukorzyć się przed wyrokami kapryśnej fortuny, która brutalnie uświadamia mu jego małość i niewielkie wpływ na zachodzącego tuż obok wypadki. Ta nieporadność i towarzysząca jej bezsilność to efekt faktu, że nasz żywot to w ogromnej mierze gra losowa, a jej wynik zależy od wielu czynników, których nie sposób w pełni przewidzieć. Świat jest tworem zbyt skomplikowanym, byśmy byli w stanie poprawnie oszacować rezultaty wszystkich zachodzących w nim interakcji. Co ciekawe, nierzadko układem nadto zawiłym na to, by w pełni go kontrolować jest także nasz byt. Z jednej strony występują w nim elementy przypadku (określane mianem ślepego trafu), mogące pokierować naszą egzystencję na tory zupełnie inne, niż te, którymi dotychczas biegła, z drugiej zaś, nawet długofalowe skutki naszych działań i akcji okazują się trudne do oszacowania. O tym jak zaskakujące potrafi być życie, jak niespodziewane owoce mogą przynosić podejmowane przez nas wybory oraz jak drogo kosztują zaniechania i nie podjęte szanse, przekonują się bohaterowie powieści Symfonia w bieli, pióra Adriany Lisboa (ur. 1970) współczesnej brazylijskiej autorki, laureatki Literackiej Nagrody im. José Saramago.

sobota, 8 września 2018

o odzyskanych wspomnieniach

okładka książki The Time Paradox: The New Psychology of Time That Can Change Your Life Philip Zimbardo, John Boyd


Niektóre z rzeczy, które będą najdłużej tkwiły w mojej pamięci – tak naprawdę nigdy się nie zdarzyły.

Ashleigh Brilliant a propos prawdziwości odzyskiwanych wspomnień bycia wykorzystywanym jako dziecko.

piątek, 7 września 2018

Constantin Cubleşan "Trawa" - Urywki o bólu istnienia

Trawa

Constantin Cubleşan

Tytuł oryginału: Iarba cerului
Tłumaczenie: Janina i Mihai Cotelnic
Wydawnictwo: Iskry
Liczba stron: 136
 
 
 
Fantastyka • Przygoda to literacka seria książek z gatunku science fiction warszawskiego wydawnictwa Iskry, którą polscy czytelnicy mogli cieszyć się od połowy lat 60. do początku lat 90. XX wieku. W jej ramach wydano ponad 120 tytułów autorstwa zarówno polskich jak i zagranicznych pisarzy. Nie brakowało w niej nazwisk głośnych, wielkich i kultowych, takich jak choćby bracia Strugaccy, Stanisław Lem, Ray Bradbury, Isaac Asimov, Arthur C. Clarke, John Wydham, Bohdan Petecki, Robert Silverberg, Ursula K. Le Guin, Frank Herbert, Brian W. Aldiss, Janusz Zajdel, Roger Zelazny, Kirył Bułyczow, itd., itp. Ale polscy redaktorzy nie bali się też stawiana na twórców ówcześnie słabo znanych, czego najlepszym przykładem jest powieść Trawa, pióra Constantina Cubleșana (ur. 1939), rumuńskiego prozaika, dramaturga, poety i krytyka literackiego.

czwartek, 6 września 2018

Wierzę w Boga Ojca Wszechmogącego... a końcówka?









Dziwna rzecz, kiedy jestem w kościele i słyszę, jak ludzie odmawiają Credo, zawsze się zastanawiam, czy naprawdę wierzą, czy choć raz zastanowili się nad tym, co tak wyraźnie, głosem mającym sugerować pełne przekonanie, powtarzają. Szczególnie, że treść naszego, polskiego Wyznania Wiary, w obecnie odmawianej w świątyniach formie, różni się nieco od innych wersji. A diabeł, jak wiadomo, tkwi w szczegółach.

Obecnie nasze Credo kończy się w ten sposób:

(wierzę w) ...ciała zmartwychwstanie, żywot wieczny. Amen

a nie jak w składzie nicejsko-konstantynopolitańskim:

...I oczekuję wskrzeszenia umarłych. I życia wiecznego w przyszłym świecie. Amen

Niby szczegół, ale iście diabelski. Niby wszyscy, których pytałem, twierdzili, że wierzą w to ciała zmartwychwstanie, ale strasznie się obrażali, gdy pytałem dalej.

- Jakiego ciała zmartwychwstanie?

- Tego z ostatnich chwil życia? A kto chciałby na przykład spędzić wieczność w ciele schorowanego, robiącego pod siebie starca?

- Tego z czasów świetności? A jeśli ktoś w ogóle czegoś takiego nie miał, bo na przykład narodził się z fizycznymi mankamentami?

Dlatego też dziwię się tym, którzy bezrefleksyjnie powtarzają tą naszą modlitwę, bo chyba nie można wierzyć w coś, o czym nie potrafi się niczego powiedzieć. Dziwię się, ale to nic w porównaniu z fascynacją, jaką budzi we mnie pytanie:

Jakie umysły wpadły na to, by bezpieczne sformułowanie "I oczekuję wskrzeszenia umarłych" zastąpić frazą "ciała zmartwychwstanie".

Jaki cel przyświecał takiej zmianie?

Mam dwie teorie, ale gdybym je tutaj wyłożył, zaraz jakiś wierny napisałby paszkwil do prokuratury, że czuje się obrażony w swych uczuciach religijnych. Choć przecież ja nie komentuję religii, tylko konkretną redakcję modlitwy. Dociekliwym jednak zdradzę, że jedno wytłumaczenie wywodzi się z dorobku Mistrza Młynarskiego, a drugie z... Wiktora Suworowa.


Wasz Andrew

środa, 5 września 2018

jak fajnie być symulantem



Wczoraj w mediach ukazała się informacja, iż Śląski Uniwersytet Medyczny prowadzi nabór na symulantów, którzy będą w trakcie zajęć ze studentami udawać chorych, by ci mogli się uczyć diagnozowania i kontaktu z pacjentami. Przewidywana płaca - 37 zł brutto za godzinę(!).

Chyba nie jest z tą służbą zdrowia i szkolnictwem wyższym tak źle, skoro symulant ma taką stawkę godzinową, o jakiej większość społeczeństwa może tylko pomarzyć.

Inna sprawa, to jak takie cudactwa wpłyną na tych przyszłych nowych lekarzy. Młode pokolenie już i tak jest spaczone, nie do końca wierzy, iż są rzeczy, które trzeba brać na poważnie i których się nie da odsejwować. Stwierdzenie, że lekarze i tak coraz częściej traktują pacjentów przedmiotowo, to eufemizm. Mam wrażenie, że zajęcia z prawdziwymi chorymi bardziej by nauczyły studentów medycyny kontaktu z pacjentem niż zabawa w doktora z przebierańcem. Jestem przekonany, że bardziej by im się przydał kontakt z prawdziwymi przypadkami, które poza samą zagadką diagnostyczną mogą brzydko pachnieć, robić pod siebie, gadać od rzeczy lub być niegrzecznymi, albo i agresywnymi, choćby z powodu bólu. A mimo tego powinni być obsłużeni tak samo jak przyjemni, pachnący symulanci.

A Wy co o tym sądzicie?

Wasz Andrew

Ps. Zapomniałem dodać, że tak się zbiegło w czasie, iż w Przemyślu pielęgniarki głodują i żądają pensji 6 tys. złotych brutto. Ilu znacie szeregowych pracowników innych zawodów, którzy tyle zarabiają? W mojej okolicy urzędnik starostwa, mianowany, dyplomowany, kilka lat pracy na stanowisku, mgr itd. zarabia najniższą krajową. Chyba mają rację ci, którzy twierdzą, że służba zdrowia jest chora. 


poniedziałek, 3 września 2018

Tank007 TK-737

Latarka TK-737 Tank007 zoom
latarka Tank TK-737
Nadchodzi jesień i wielu z Was, zwłaszcza lubiących szwędać się wieczorem, będzie pewnie miało dylemat, jakie światełko kupić w związku z coraz krótszym dniem. Opisywana ostatnio latarka MacTronic Camp Pro Mini nie za bardzo spełniała moje oczekiwania w kwestii spacerów z psem. Owszem drogę oświetlała, ale nie sięgała zbyt daleko. Ponieważ nie miałem ochoty dowiedzieć się, iż wpadłem na watahę dzików dopiero wtedy, gdy poczuję ich zapach, postanowiłem poszukać czegoś, czym można poszperać po okolicy, a zarazem szeroko oświetlić sobie drogę. Miała ta nowa zabawka być też uzupełnieniem MacTronica, gdyby w jakimś bunkrze lub innej dziurze trzeba było zajrzeć dalej.

Wpadłem na pomysł nabycia latarki z zoomem. Chciałem, by była mała i aby zasilanie opierało się na ogniwkach AAA (LR03), tym bardziej, iż miałem już dla celów fotograficznych „najlepszą” ładowarkę dla AA i AAA właśnie. Po dłuższych rozpatrywaniach na rynku padło na

Tank007 TK-737


Sercem latarki jest dioda Cree XP-G R5 LED z soczewką o zmiennym skupieniu. Daje niezły strumień świetlny, ale przy 300 lumenach żre baterie jak głupia. Na szczęście używałem akumulatorków, a do dyspozycji były i mniej energozachłanne tryby:

  1. moc 300 Lumenów (3 godz.)
  2. moc 70 Lumenów (9 godz.)
  3. moc 12 Lumenów (97 godz.)
  4. stroboskop
  5. SOS

Światełko można napędzać również jednym ogniwem 18650 (Li-ion), ale nie skusiłem się na inwestycję w takowe, bo i ładowarkę musiałbym zakupić. Wymiary latarki są bardzo kompaktowe: długość 11,3 cm, średnica 3,25 cm a waga 103,7 g bez baterii. Producent podaje, że żywotność diody to 80 000 godzin, a wstrząso- i wodoodporna obudowa z aluminium lotniczego z twardą zewnętrzną czarną powłoka tlenkową typu HAIII sprawia, że produkt użytkuje się bardzo przyjemnie i ma się poczucie, iż można na nim polegać. Powłoka na korpusie faktycznie nie odpryskuje i nie ściera się jak farba. Włączanie i przełączanie dokonuje się za pomocą przycisku z tyłu obudowy (reverse-clicky), a regulacji skupienia dokonuje się poprzez obracanie głowicy, co skutecznie ogranicza możliwość samoistnej zmiany np. z powodu wstrząsów. Uzyskuje się w ten sposób płynne przejście od świecenia szeroką jednolicie nasyconą wiązką (światło typu „moon” - okrąg 2m z odległości 2m) do bardzo skupionego, pozbawionego wiązki wtórnej promienia światła o niezłej mocy. Elektronika latarki posiada pamięć ostatniego wybranego trybu świecenia.

Światełka używałem przez kilka lat, od jesieni do wiosny dwa razy dziennie (spacery z piesikiem) i wydawało się, że wszystko jest OK. TK-737 spełniła wszystkie moje oczekiwania i poleciłbym ją bez zastrzeżeń, gdyby nie to, że coś mnie podkusiło i ostatniej jesieni zainwestowałem w inny patent, przy którym o Tanku zapomniałem. To coś, co nadało słowu latarka nowe znaczenie. Ale o tym następnym razem.


Wasz Andrew

porównanie rozmiarów - od prawej: latarka MacTronic Camp Pro Mini, latarka Tank007 TK-737, latarka Nitecore EA41 Pioneer
porównanie rozmiarów - od prawej: latarka MacTronic Camp Pro Mini, latarka Tank007 TK-737, latarka Nitecore EA41 Pioneer

niedziela, 2 września 2018

1 września w tym roku mnie wkurzył!




Być może niektórzy z Was spodziewali się, że coś spłodzę w związku z wczorajszą rocznicą wybuchu II Wojny Światowej. Nie opublikowałem, gdyż wkurza mnie to wszystko, co się z tym wiąże - ci politycy, którzy nigdy nie chodzą na wojnę ani sami swych dzieci na nią nie wysyłają, wykorzystujący owe dawne wydarzenia do budowania słupków własnej popularności bez oglądania się na skutki uboczne, zakłamanie w komentarzach dotyczących tego kto zaczął, jaki był stosunek sił, dlaczego w ogóle walczyliśmy i dlaczego przegraliśmy, wybielanie naszych i demonizowanie innych, pomijanie naszego udziału w ułatwieniu Hitlerowi drogi do wojny, i tak dalej, i tak dalej.

Dla tych, którym niektóre z powyższych haseł wydają się nowe, krótko przybliżę każde z nich - resztę możecie sobie doczytać sami.

Kto - zaczął? My uważamy, że Niemcy atakiem na Polskę, ale dla większości Europejczyków 1 września był zaskoczeniem większym niż dla nas. Dlaczego? Oni uważali, że Polska ma tajny sojusz z Hitlerem - wszak Polska razem z Niemcami zajęła przed chwilą Czechosłowację.

Niemcy mieli nad Polską druzgocącą przewagę. Bzdura! Mieli przewagę, ale na przykład według doktryny Armii Czerwonej za małą, by w ogóle atakować! Biorąc pod uwagę fory jakie ma broniący się, w dodatku jeśli ma czas na przygotowanie, przewaga Wehrmachtu nad Armią Polską wydaje się mocno iluzoryczna.

Dlaczego w ogóle walczyliśmy, dlaczego przegraliśmy? Najkrócej mówiąc, nasi decydenci byli pewni, że w połowie września będziemy mieli defiladę zwycięstwa w Berlinie. Dlaczego przegraliśmy? Bo Francja i Anglia nas zawiodły? Bzdura! Mieliśmy realne szanse dać Niemcom takiego łupnia, że sprawy mogły przyjąć całkiem inny obrót. Tylko że do ostatniej chwili, zaślepieni własną propagandą, podobną do dzisiejszej, kreującej Polskę na drugą po USA potęgę świata, nie pokusiliśmy się o użycie rzeczy najtańszej, która jest zmorą każdego atakującego i każdemu dowódcy spędza sen z powiek - min. A czasu było aż nadto, podobnie jak na wprowadzenie karabinów Ur (kb wz.35), które przewagę Niemców w broni pancernej mogły znieść niemal całkowicie. Ale kto kładzie miny, kiedy tak naprawdę myśli o łatwym zwycięstwie?

Demonizowanie hitlerowców, pisanie o nich, że nic gorszego w dziejach nie było, to bzdury. Belgia pod światłym władztwem Leopolda II, którego pomnik stoi przed Europarlamentem, wymordowała w Afryce od kilku do kilkunastu milionów ludzi, i to bez komór gazowych, czołgów i stukasów. Ale nie nas, więc pomnik Leopolda nikomu z naszych polityków nie przeszkadza. O głodowym ludobójstwie Stalina na Ukrainie, które działo się przy milczeniu Polski, też nie lubimy wspominać nawet dzisiaj*, choć niby Moskwy nie kochamy. Zamiast tego wyciąga się upiory z szaf, wraca do reparacji wojennych, itd. Zamiast przyjaciół, znów zaczynamy się otaczać wrogami, a wsparcia i wspólnych interesów szukamy już nawet nie we Francji i Anglii, jak w 39, a w Stanach.

Jak piszą Elliot Aronson i Carol Tavris w fascynującej książce Błądzą wszyscy (ale nie ja). Dlaczego usprawiedliwiamy głupie poglądy, złe decyzje i szkodliwe działania?:

Kiedy jednak tworzymy opowieści, które „mają sens”, robimy to w taki sposób, aby zachować pozytywny obraz własnej osoby. Sprawcy dążą do umniejszenia swojej winy, a ofiary mają silną motywację do maksymalizowania swojej niewinności. W zależności od tego, po której stronie muru się znajdujemy, systematycznie zniekształcamy swoje wspomnienia i opisy danego zdarzenia, żeby osiągnąć jak największą zgodność między tym, co się wydarzyło, a tym, jak spostrzegamy siebie. Poprzez rozpoznanie tych systematycznych zniekształceń badacze wykazali, że obie strony – ofiara i sprawca – błędnie spostrzegają oraz interpretują zachowania przeciwnika.

A wszystko to dotyczy zarówno pojedynczych osób, jak grup społecznych oraz narodów. To dlatego demonizujemy innych i wybielamy siebie. Nic nowego pod słońcem. Ale dla mnie najważniejsze jest ostatnie zdanie cytatu, które dotyczy nie tylko przeszłości, ale również teraźniejszości i przyszłości. To nieustające zakłamywanie rzeczywistości powoduje, że tracimy możliwość prawidłowego interpretowania zachowania drugiej strony (nie użyłbym tutaj, po fakcie, słowa przeciwnik). A skoro zachowania, to tym bardziej zamiarów. A przecież kluczowe dla Polski powinno być, aby znać zamiary Niemiec i Rosji.


Wasz Andrew

* polecam film The Soviet Story 2008


piątek, 31 sierpnia 2018

Aya Goda "Tao" - Przez Chiny, wzdłuż i wszerz

Tao. Tułaczka wyjętych spod prawa uciekinierów po Chinach

Aya Goda

Tytuł oryginału: TAO
Tłumaczenie (z j. ang.): Tomasz Bieroń
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Liczba stron: 304
 
 
Istnieje cały szereg haseł afirmujących wolność, które jednak w warunkach, kiedy przez dłuższy czas nie jest ona zagrożona, stopniowo zatracają swoje pierwotne znaczenie, z wolna przedzierzgając się w wyświechtane slogany, nie znajdujące pokrycia w otaczającej nas rzeczywistości. Ale, kiedy owa szara i nudna, lecz jednocześnie spokojna i bezpieczna codzienność ulega diametralnym przeobrażeniom, a w rezultacie nasze najbardziej podstawowe prawa zostają bezpardonowo ograniczone, dopiero wówczas dociera do nas sedno słowa wolność. O tym, że zmieniające się okoliczności w znaczącym stopniu wpływają na nasze postrzeganie tego typu fundamentalnych pojęć przekonuje się Aya Goda, japońska pisarka i artystka, autorka książki Tao. Tułaczka wyjętych spod prawa uciekinierów po Chinach.

czwartek, 30 sierpnia 2018

dysonans poznawczy a niesłusznie skazani




Policjant decyduje, że podejrzany jest sprawcą, i w ten sposób zamyka się na inne możliwości. Prokurator okręgowy pod wpływem impulsu postanawia wnieść oskarżenie przeciwko domniemanemu sprawcy – zwłaszcza jeśli jego sprawa jest sensacyjna – mimo że nie dysponuje pełnym materiałem dowodowym. Ogłasza swoją decyzję w mediach, a później trudno mu się z niej wycofać, kiedy dowody okazują się słabe. Po drugie, kiedy dana sprawa trafia do sądu, a oskarżony zostaje uznany za winnego, przedstawiciele organów ścigania mają motywację do odrzucania wszelkich ujawnionych później dowodów jego niewinności.


Z perspektywy teorii dysonansu można zrozumieć, dlaczego ofiary niesłusznych wyroków skazujących są traktowane tak surowo. Owa surowość jest wprost proporcjonalna do sztywności systemu. Jeśli wiesz, że błędy są nieuniknione, to nie będziesz zaskoczony, kiedy się zdarzą, i będziesz dysponował gotowymi środkami, żeby im zaradzić. Jeżeli jednak nie chcesz przyznać przed samym sobą bądź przed światem, że błędy się zdarzają, to każda niesłusznie uwięziona osoba jest jaskrawym, upokarzającym dowodem na to, jak bardzo się myliłeś. Przeprosić tych ludzi? Dać im pieniądze? To niedorzeczność. Przecież wyszli z więzienia ze względów formalnych. Ach, te względy formalne to wyniki testów DNA? No cóż, na pewno byli winni jakiegoś innego przestępstwa.

środa, 29 sierpnia 2018

Zdrowy rozsądek, czyli gdzieś między preppersami a idiotami

rozkład normalny (Gaussa)
M. W. Toews - Praca własna, based (in concept) on figure by Jeremy Kemp


Preppersi, dla niezorientowanych, to jednostki lub grupy aktywnie przygotowujące się do przetrwania hipotetycznych sytuacji kryzysowych, w tym ewentualnych zakłóceń porządku społecznego lub politycznego, spowodowanych zarówno przez czynnik ludzki jak i katastrofy naturalne, zarówno w skali lokalnej, jak międzynarodowej, a nawet globalnej. Do celu prowadzą różne środki, od szkoleń i zdobywania wiedzy oraz specjalnych umiejętności, przez gromadzenie zapasów, tworzenie grup samopomocowych, aż po budowę specjalnych struktur, na przykład schronów. W języku angielskim istnieje też termin survivaliści, ale w moim przekonaniu ma on nieco inne znaczenie. W Polsce na preppersów patrzy się trochę jak na nieszkodliwych wariatów, ale nikt nie zastanawia się, jak ma się ich przeciwieństwo, ani jak powinna wyglądać normalność, norma jak kto woli.


W naturze szczególne znaczenie ma krzywa dzwonowa będąca graficznym przedstawieniem rozkładu normalnego (Gaussa). Można uznać, że jest ona najważniejszym wykresem w statystyce, gdyż odzwierciedla wiele rozkładów dotyczących prawdopodobieństwa przy bardzo dużej liczbie elementów, na przykład rozkładu IQ w społeczeństwie. Jest bardzo intuicyjna – każdy czuje, że ludzi o przeciętnej inteligencji jest najwięcej (wierzchołek krzywej) a szczególnie głupich lub wybitnie inteligentnych tym mniej (ramiona krzywej), im bardziej odstają od średniej (im dalej na prawo lub na lewo od wierzchołka znajduje się ich poziom inteligencji oznaczony na osi poziomej.

Łatwo się domyślić, że zaangażowani preppersi, poświęcający na przygotowania do sytuacji kryzysowych czas i pieniądze, znajdują się na jednym z ramion wykresu. Jak jednak wygląda średnia i drugie ramię?

Do sformułowania tego pytania i odpowiedzi na nie popchnęły mnie... ostatnie wiadomości. Chodzi o newsy o tym, że nasi turyści (jak co roku zresztą) nie mogą wrócić z wywczasów w dalekich ciepłych i prestiżowych lokacjach, bo kolejne coś-tam nawaliło (biuro podróży, linie lotnicze, zawsze się coś znajdzie). Szczególnie uderzyła mnie dramatyczna sytuacja tych ludzi, gdyż... Nie mieli już pieniędzy? – Nie. Nie mieli gdzie mieszkać? – Nie.

Zabrakło im lekarstw, które stale przyjmują, gdyż na wyjazd na drugi kraniec świata zabrali tylko ich ilości wyliczone co do dnia!

Jaki szczególny rodzaj umysłu trzeba mieć, by nie zabrać nie mówię już podwójnego, ale choćby z 50% większego zapasu niezbędnych leków? Dlaczego ich nie wzięli ze sobą - przecież to praktycznie nie zwiększyłoby ciężaru ani objętości ich bagażu?

No – to już wiemy, jak wygląda przeciwieństwo preppersa. Nie jest na nic przygotowany. Lekarstwa ma wyliczone co do dnia, zakupy robi tak, by w domu broń boże nie było żadnych zapasów, itd. A jak w takim razie wygląda norma – gotowość do przygotowań na czarną godzinę u największej liczby ludzi?

Mam wrażenie, że niestety ta akurat cecha, czyli skłonność do zabezpieczenia się przed niespodziewanym obrotem spraw, w przeciwieństwie do inteligencji, wzrostu, wagi czy innych parametrów, nie podlega rozkładowi normalnemu. Dlaczego? Dlatego, że wpływ mediów, reklamy, kultury codziennych zakupów i wszystkiego o wyciągnięcie ręki, życie dniem dzisiejszym bez myślenia o jutrze w rozumieniu zmian otoczenia, a nie własnych planów, spowodowały, iż normą są właśnie tacy ludzie, którzy wyjeżdżają z lekarstwami wyliczonymi co do dnia.

Pamiętam niedawne w sumie czasy, gdy niemal w każdym gospodarstwie domowym były jakieś zapasy, konserwy, itd. Ilu znacie ludzi, którzy mają w domu cokolwiek, poza zawartością lodówki? A przecież wystarczyłby brak światła choćby przez dwie doby na odpowiednio dużym obszarze, by skończyło się to katastrofą. Wystarczyłaby jakaś prawdziwa zima stulecia czy jakiś większy niż zwykle koronalny wyrzut masy, które przecież też się już kiedyś zdarzały w czasach, gdy ludzie jednak robili zapasy, gdy były magazyny i inne takie. I po co wojny, trzęsienia ziemi, czy inne „prawdziwe” katastrofy...

Wydaje mi się, że teraz nie ma stanów pośrednich, normalności, średniej. Normalnością jest skrajność. Albo w ogóle nie myśli się o „czarnej godzinie” i jest się normalnym, albo od razu, nawet jeśli podejmuje się bardzo ograniczone działania, wpada się w worek z „prawdziwymi” preppersami i innymi „dziwakami”. Może, gdy to sobie uzmysłowimy, znów zaczniemy, choć czasami, zastanawiać się, że może by jednak coś na czarną godzinę przygotować. I nie chodzi o przygotowania na zagrożenia, które przewidujemy, jak na przykład wykupienie ubezpieczenia samochodu czy mieszkania, bo sąsiad na nim „zarobił”, gdy rozbił auto albo obrobili mu dom, więc my też się przygotujemy. Chodzi o przygotowanie na czarną godzinę, czyli coś, czego natury tak naprawdę nie znamy i możemy tylko przypuszczać, jaki będzie miała charakter i co nam wówczas może pomóc. Ale każde działanie, choćby zapas niezbędnych lekarstw na więcej niż „na styk” do następnej wizyty lekarskiej, może okazać się granicą między przetrwaniem lub porażką. O tym ostatnim, to akurat już niejeden chory się w Polsce przekonał i to bez żadnej katastrofy.


Wasz Andrew

wtorek, 28 sierpnia 2018

o lekach na otyłość




...jeżeli «lek» na otyłość definiujemy jako spadek wagi do poziomu idealnego 
i utrzymanie go przez pięć lat, znacznie łatwiej jest wyleczyć się z większości 
form nowotworów niż z otyłości...



K.D. Brownell, „Obesity: Understanding and Treating a Serious, Prevalent, and Refractory Disorder”, Journal of Consulting and Clinical Psychology 50, nr 6 (grudzień 1982): 820–840.

wykorzystane przez Traci Mann w przeciekawej książce Bzdiety. Czego nie powie ci dietetyk

poniedziałek, 27 sierpnia 2018

Prawdziwa magia, czyli Chleb Jeffreya Hamelmana



Jeffrey Hamelman

Chleb. Techniki wypieku, przepisy, wskazówki, wydanie nowe, uzupełnione


tytuł oryginału: Bread: A Baker's Book of Techniques and Recipes, 2nd Edition
tłumaczenie: Jakub Kowalczyk
wydawnictwo: Grupa Wydawnicza Foksal 2018
liczba stron: 678


Po książkę Chleb Jeffreya Hamelmana, a konkretnie po jej nowe, uzupełnione wydanie sięgnąłem z polecenia, które padło w toku rozmów i wymiany doświadczeń na temat pieczenia chleba, do którego wróciłem w związku z jakością pieczywa, które możemy nabyć w sklepach.



niedziela, 26 sierpnia 2018

Zdrowe napoje izotoniczne, czyli nie wierzmy aptekom



W reklamach telewizyjnych, a pewnie i w innych mediach, często pojawia się stwierdzenie promowane przez lobby aptekarskie, by leki kupować w aptekach, a nie w sklepach, gdyż w aptece to...

Człowiek jednak jest głupi! Ja myślałem, że jest jasne, iż każde lekarstwo ma skutki uboczne, na jedno pomaga, a na drugie szkodzi, ale przynajmniej nie powinno więcej szkodzić niż pomagać. Tym bardziej coś, co nie jest lekiem, a sprzedawane jest w aptece, nie powinno zawierać substancji szkodliwych.

Produkty kupowane w sklepach skanuję aplikacją Zdrowe zakupy, o której już kiedyś pisałem. Pastylek do sporządzania napoju izotonicznego znanej i reklamowanej marki, które kupowałem w aptece, nie skanowałem. Aż do niedawna. I już więcej go nie kupię. Nie rozumiem też jak w aptece można sprzedawać rzeczy, które nie są lekami, niczego nie leczą, a ewidentnie mogą szkodzić. Tym bardziej, że ich zamiennik, który nie zawiera szkodliwych składników, można bez problemu sporządzić nawet w domu.

Dla zainteresowanych podaję przykładowy przepis na sporządzenie napoju izotonicznego, który w razie wysokich temperatur (czy odwodnienia z innego powodu) może być naprawdę pomocny, nie mniej niż te sklepowe i apteczne. Równie skutecznie wyrówna poziom wody i elektrolitów w organizmie a nie zawiera szkodliwych substancji:


do około 1 litra wody dodać 5 do 10 gram soli kuchennej
dodać sok wyciśnięty z jednej cytryny
dodać miodu do smaku, a jeśli napój ma mieć cechy napoju energetycznego dodać około 4-5 łyżek miodu


Woda użyta do sporządzenia napoju powinna mieć temperaturę pokojową, więc lepiej używać miodu o płynnej konsystencji; zestalony będzie się trudno rozpuszczał. Po wymieszaniu wszystkich składników napój w razie potrzeby schłodzić w lodówce.

Smacznego


Wasz Andrew

sobota, 25 sierpnia 2018

piątek, 24 sierpnia 2018

Amitav Ghosh "Koło rozumu" - Gawęda znad Gangesu

Koło rozumu

Amitav Ghosh

Tytuł oryginału: Circle of reason
Tłumaczenie: Jolanta Kozak
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Liczba stron: 468
 
 
 
 
 
Mózg, a więc organ, który stanowi fundament naszej inteligencji, to z naukowego punktu widzenia wciąż terra incognita. W kwestii funkcjonowania tego narządu nadal pełno jest białych plam, rzeczy nie do końca wyjaśnionych i spraw wątpliwych. Odkrycie zasad, według których działa mózg czy dokładnie zrozumienie wpływu budowy na jego aktywność to marzenie niejednego uczonego, a próby zmierzające w tym celu czynione są już od wielu stuleci. Przykładem jest choćby frenologia, teoria z XVIII i XIX wieku opracowana przez Franza Josefa Galla (1758 - 1828) i Johanna Spurzheima (1776 - 1832), głosząca, że poszczególne części mózgu odpowiadają za konkretne cechy psychiczne człowieka, a na podstawie budowy czaszki można te przymioty w miarę precyzyjnie określić. Obecnie frenologia postrzegana jest w kategoriach pseudonauki (do jej kompromitacji przyczynił się fakt, że była ona narzędziem stosowanym przez zwolenników eugeniki czy nazistów), ale jej echa ciągle jeszcze pobrzmiewają, choćby w literaturze, o czym można przekonać się dzięki lekturze powieści Koło rozumu, pióra hinduskiego pisarza Amitava Ghosha (ur. 1956).

czwartek, 23 sierpnia 2018

chyba nie tylko o Stanach


Ten kraj, podobnie jak ja sam, miał dotąd szczęście i udawało mu się zawsze jakoś uchylić przed fatalną kulą. Jednakże szczęście – jak nauczyłem się na ulicy, przy stołach do gry i w miłości – w końcu się wyczerpuje. I jeśli jeszcze nie jest za późno, warto przyjąć do wiadomości fakty, a potem skonstruować taki plan przetrwania, który nie przewiduje szczęśliwych zbiegów okoliczności.


środa, 22 sierpnia 2018

Ciężki żywot uczciwego gliny, czyli Zamierające światło Stuarta MacBride



Stuart MacBride

Zamierające światło

tytuł oryginału: Dying Light
tłumaczenie: Wojciech Szypuła
cykl: Logan McRae* (tom 2)
wydawnictwo: Amber 2007liczba stron: 328




W ramach uzupełniania luk czytelniczych w seriach wydawniczych, które zdobyły moją sympatię, sięgnąłem po Zamierające światło - pominiętą, drugą powieść z cyklu Logan McRae* pióra Stuarta MacBride.




wtorek, 21 sierpnia 2018

MacTronic Camp Pro Mini, czyli uniwersalne światełko

MacTronic LT-185AA
latarka MacTronic Camp Pro Mini


Kilka lat temu kupiłem latarkę MacTronic Camp Pro Mini (inna nazwa MacTronic LT-185AA). Miała służyć do codziennych zastosowań, do wyjazdów i eskapad w takie urocze miejsca jak bunkry, jaskinie czy inne ciemności, oraz jako oświetlenie awaryjne na wypadek braku prądu. Wybrałem ją ze względu na kompaktowe wymiary (70 na 155mm, waga niecałe 300g) i wodoodporność (sprawdziłem tylko w zakresie bryzgoszczelności, topić jej nie miałem odwagi). Zasilana jest czterema akumulatorkami lub bateriami R06/AA, a serce konstrukcji – dioda Q4 CREE XP-E - generuje strumień świetlny 185 lumenów i powinna świecić na jednym komplecie baterii 25 godzin (lub 50 godzin na drugim biegu). Czasu świecenia nie sprawdzałem, zależy na pewno od rodzaju użytych ogniw, ale faktycznie jest długi. W komplecie był też pasek na rękę i karabińczyk do wieszania „do góry nogami”. Ma też zieloną mrugającą diodę na obudowie, która ułatwia zlokalizowanie latarki w ciemnościach.




poniedziałek, 20 sierpnia 2018

Śmichy–chichy z PRL, czyli o dzisiejszych apartamentach

plakat herkulesplaza
Plakat reklamujący apartamenty herkulesplaza w Świnoujściu


Płatni prześmiewcy PRL-u uwielbiają nabijać się z ówczesnego budownictwa mieszkaniowego. Mam wrażenie, że dzisiejsze dostarczy jeszcze więcej zabawnych tematów przyszłym pokoleniom. I nie mam tu na myśli apartamentowców „z widokiem na ...”, które po sprzedaniu są odgradzane od owego widoku następnym rzędem podobnych pudełek, które też są sprzedawane jako „z widokiem na...”. I nie chodzi mi o nowe osiedla, w których kolejne równoległe bloki są budowane tak blisko siebie, jak nawet „za komuny” nie było. Ani o ilość fuszerek, która bije „komunę” na głowę. Dziś chodzi mi o praktyki, które ośmieszają język polski, Polskę i całą dzisiejszą rzeczywistość. O reklamę.

Na głównych ulicach Świnoujścia, na przykład, straszy przedstawiona wyżej reklama apartamentowca. Szczególnie spodobały mi się te werandy w ścianie szczytowej o powierzchni zbliżonej raczej do sedesu niż prawdziwej werandy. Jakoś nie bardzo mi to pasowało do widniejącego pod zdjęciem napisu herkulesplaza Apartamenty na sprzedaż. Sprawdziłem na stronie reklamodawcy i okazało się, że Herkules Plaza dumnie oferuje „do wyboru lokale o powierzchni od 18 do 35m²”. Porównajmy to z definicją apartamentu (za wiki):

Apartament – wielopokojowe mieszkanie w wysokim standardzie lub zespół pomieszczeń przeznaczonych dla potrzeb jednego użytkownika np. w hotelu. Nazwa pochodzi od francuskiego appartement oznaczającego większe mieszkanie, które z kolei wywodzi się z włoskiego appartare (oddzielić).

Apartament 18m²(!); PRL wysiada!


Wasz Andrew

niedziela, 19 sierpnia 2018

Od nagłej i niespodziewanej śmierci, czyli o co się modlimy








Odkąd pierwszy raz pomyślałem o własnej śmierci, a było to dawno temu, bo jak mówią dostrzeżenie własnej śmiertelności jest jednym z pierwszych objawów dorosłości, moim największym marzeniem jest umrzeć nagle, bez bólu, najlepiej we śnie.

Od tego czasu mierzi mnie ten fragment hymnu Święty Boże 


Od nagłej i niespodziewanej śmierci

Zachowaj nas Panie!

Zachowaj nas Panie!



Wiem, katoliccy propagandyści, zarówno świeccy, jak duchowni, mają przygotowane godne faryzeuszy tłumaczenia, jak na przykład, że śmierć nagła jest zła, bo nie pozwala się pożegnać z rodziną. Mnie to nie przekonuje. Od wieków znana jest zasada budowlańców rzetelnych i rozsądnych:

Buduj tak, jakbyś miał żyć wiecznie,
Żyj tak, jakbyś miał umrzeć jutro

Nagła śmierć nie jest problemem, gdy żyjemy jak Bóg przykazał, gdy nie mamy niezałatwionych spraw i trupów pochowanych po szafach. A co nam da powolna śmierć? Kto się z nią spotkał, albo ma choć trochę wyobraźni i empatii ten wie, że aż nazbyt często jest ona tylko okrutna, ale wcale nie daje szans na uporządkowanie zaległych spraw. Najczęściej wiąże się z defektami umysłu lub koniecznością przyjmowania środków przeciwbólowych, co nie tylko uniemożliwia dokonywanie czynności prawnych, jak na przykład napisanie testamentu, nie tylko uniemożliwia jakiekolwiek rozsądne działania i zachowanie godności, ale niejednokrotnie sprawia, że chory staje się dosłownie innym człowiekiem. Nie wspomnę już o takich rodzajach nienagłej i spodziewanej śmierci jak śpiączka czy kompletny paraliż.

W dodatku, wbrew podświadomemu skojarzeniu, nagła i niespodziewana śmierć wcale nie znaczy przedwczesna. Można umrzeć nagle w wieku stu lat, albo przeżywać prawdziwie męczeńską, długą śmierć i w wieku lat dwudziestu.

W świetle tego wszystkiego, słysząc chór wiernych ochoczo powtarzających:

Od nagłej i niespodziewanej śmierci

zastanawiam się, ilu z nich czyni to z przekonaniem, bo naprawdę tak myślą, a ilu bezmyślnie klepie, bo inni też tak czynią.


Wasz Andrew

sobota, 18 sierpnia 2018

Margaret Atwood "Pani Wyrocznia" - Ucieczka przed samą sobą

Pani wyrocznia

Margaret Atwood

Tytuł oryginału: Lady Oracle
Tłumaczenie: Zofia Uhrynowska-Hanasz
Wydawnictwo: Literackie
Liczba stron: 496
 
 
 
 

Przeszłość, przynajmniej na pierwszy rzut oka, to zastygła skorupa, której kształt – formowany przez lata naszych przeżyć i doświadczeń – musimy zaakceptować, niezależnie od tego, czy się nam on podoba, czy też nie. Ale niekiedy pokusa, by zmienić to, co już minęło jest tak wielka, że człowiek gotów jest posunąć się do najbardziej śmiałych, absurdalnych czy wręcz szaleńczych czynów. Próba ponownego napisania swojego życiorysu to z pewnością przykład tego typu karkołomnego przedsięwzięcia, o czym przekonuje się Joan Foster, bohaterka powieści Pani Wyrocznia, autorstwa kanadyjskiej pisarki, Margaret Atwood.

piątek, 17 sierpnia 2018

Zakaz wyprzedzania dla tirów, czyli jak udawać, że się coś robi przed wyborami



Władze z wielkim wytężeniem pracują nad koncepcją zakazu wyprzedzania dal tirów na autostradach. Czy nikt na górze nie zdobył legalnie prawa jazdy? Jak inaczej wyjaśnić, że nie wiedzą, iż istnieje już art. 90 Kodeksu wykroczeń:

Art. 90. Kto tamuje lub utrudnia ruch na drodze publicznej lub w strefie zamieszkania, podlega karze grzywny albo karze nagany.

Nawet taryfikator wykroczeń przewiduje za jazdę z prędkością utrudniającą ruch innym kierującym mandat karny w wysokości od 50 do 200 zł oraz dwa punkty karne.

Dodam tylko, że powielanie przepisów prawa, zwłaszcza karnego, jest kardynalnym błędem tworzenia systemów prawnych, podobnie jak ich niekompletność lub sprzeczność albo też zbytnia szczegółowość.

Skoro już jest podstawa prawna, by karać kierowców, nie tylko "tirów", którzy wykonują, nie tylko na autostradach, zbyt długi manewr wyprzedzania, to o co chodzi?

No cóż, jak się nie wie, jak zapewnić przestrzeganie i egzekwowanie prawa, które już jest, to się dłubie i "poprawia" to, co jest, zgodnie z prześwietnym tekstem mistrza Młynarskiego Co by tu jeszcze?


Wasz Andrew

czwartek, 16 sierpnia 2018

otwieramy nowy dział, czyli outdoor i survival


Od zawsze zdarzają mi się refleksje typu „co by było gdyby”. Część z nich oczywiście dotyczy różnego rodzaju katastrof, a nawet bliżej nieokreślonej apokalipsy. Takie rzeczy zdarzały się w historii, ba zakończyły nawet historię wielu cywilizacji, więc zakładanie, że naszej to nigdy nie spotka, jest niezbyt racjonalne. W dodatku, o czym już kiedyś pisałem, w przeszłości cywilizacje były zawsze lokalne, więc w razie upadku jednej zawsze były na podorędziu inne cywilizacje, w innych miejscach Ziemi, które mogły ponieść dalej światło postępu, a ponieważ nasza jest globalna, więc z samej nazwy można wnosić, że jak już coś poważnie nawali, to problem też będzie globalny. Nie przeczę, że jednym z impulsów do poważniejszego zainteresowania się tematem była lektura powieści Blackout Marca Elsberga, po której z kolei przyszły informacje, że nie tylko niemieckie urzędy wydają dla obywateli instrukcje, jak należy się zawczasu przygotować na takie rzeczy, które oby się nigdy nie zdarzyły. W Szwecji rząd rozesłał nawet, bezpośrednio do gospodarstw domowych, broszury z instrukcją, jak się przygotować na wojnę z Rosją, gdyż oni akurat to zagrożenie uważają za najbardziej realne. U nas rząd i społeczeństwo, choć tak doświadczone przez historię, uważa, iż nic złego się nie zdarzy i poza wyjątkami, nie zawraca sobie głowy tym, że trzeba się jakoś zabezpieczyć. To tak, jakby pływać po oceanie bez tratwy ratunkowej, ani nawet kamizelki, bo przecież nasz jacht jeszcze się nigdy nie rozbił.




środa, 15 sierpnia 2018

Defilada jak w 39




Oglądaliście dziś defiladę w Warszawie? Dla mnie miała ona w sobie coś z ostatniej polskiej defilady z 1939 (z 3 maja). Tylko wtedy czołgi pokazywane w Warszawie były jednymi z najlepszych w świecie i w dodatku były naszej produkcji. Teraz jest jeszcze gorzej, co rozumie każdy, kto się choć trochę orientuje w technice wojskowej i kondycji naszych sił zbrojnych, i tym nie muszę mojego niesmaku tłumaczyć. Pozostałych zapraszam do lektury świetnie napisanego okolicznościowego artykułu z Newsweeka

Wielka defilada bezbronnej armii


Wasz Andrew

wtorek, 14 sierpnia 2018

Polska nie USA, czyli popsikaj się Roundupem




Jak się dowiedzieliśmy trzy dni temu: 


Producent popularnego środka na chwasty zapłaci rekordowe odszkodowanie ogrodnikowi choremu na raka.

Kalifornijski sąd skazał koncern Monsanto, producenta Roundupu, na zapłacenia 289 mln dolarów odszkodowania ogrodnikowi śmiertelnie choremu na raka wskutek - jak wykazały badania - długotrwałej ekspozycji na działanie tego herbicydu zawierającego glifosat.

46-letni Dewayne Johnson, ojciec dwojga dzieci, twierdzi, że pracując jako ogrodnik dla instytucji szkolnych okręgu San Francisco często stosował środki chwastobójcze Roundup Pro i Ranger Pro produkcji Monsanto.

Sąd uznał w piątek, że producent herbicydu nie umieścił na opakowaniu ostrzeżenia przed ewentualnymi skutkami tego środka, co stało się "istotną przyczyną" choroby Johnsona, który cierpi na chłoniaka nieziarniczego. 

Lekarze powoda zaświadczyli, że ich klientowi pozostaje dwa lata życia.

Kalifornijskie media podkreślają, że jest to tylko pierwszy z tego rodzaju przypadków, w związku z którymi koncern Monsanto czekają "setki podobnych procesów". (...)

Niektóre z krajów UE, np. Francja, Włochy, Holandia, Belgia, wprowadziły u siebie ograniczenia stosowania glifosatu.

Jacy ci Amerykanie chorowici. U nas tymi i podobnymi środkami pryska się wszystko, od sadów po rowy przydrożne, a nawet tereny szkolne i place zabaw dla dzieci. I jakoś nikomu nic się nie stało. Nawet tym pryskaczom, którzy nie używają żadnych środków ochrony skóry czy dróg oddechowych!

Popsikaj się i Ty!



Wasz Andrew



źródło:
http://wiadomosci.dziennik.pl/swiat/artykuly/579228,monsanto-roundup-historyczny-wyrok-rekordowe-odszkodowanie-miliony-ogrodnik-choroba-rak.html