Wolna i niezawisła Ukraina jest jedynym prawdziwym gwarantem niepodległości Polski. Jeśli upadnie Ukraina, kwestią czasu będzie upadek Polski.

sobota, 8 czerwca 2019

o wzorcach


Myślę, że bardzo wielu ludzi tylko dlatego umiera w chwale nieposzlakowanej opinii, że ominęła ich odpowiednio zła propozycja.


Mózg i błazen. Rozmowa z Jerzym VetulanimJerzy Vetulani, Marcin Rotkiewicz

piątek, 7 czerwca 2019

Lucia Etxebarría "Miłość, ciekawość, prozac i wątpliwości" - Rzecz o kobietach skrzywodzonych i nieszczęśliwych

Miłość, ciekawość, prozac i wątpliwości

Lucia Etxebarría

Tytuł oryginału: Amor, curiosidad, prozac y dudas
Tłumaczenie: Wojciech Charchalis
Wydawnictwo: Dom Wydawniczy REBIS
Seria: Salamandra
Liczba stron: 296







Próby zdiagnozowania problemów trapiących współczesną cywilizację mogą jawić się jako całkiem atrakcyjny materiał do utkania fabuły interesującej książki. Niestety temat jest także zdradliwy i wymagający, bowiem łatwo o wtórność i powtarzalność – sporządzenie listy bolączek i podanie ich w sprawdzonej formie może nasunąć posmak banału, skutecznie psując przyjemność płynącą z lektury. Takiego właśnie literackiego zakalca nie udało się uniknąć Lucii Etxebarríi, hiszpańskiej pisarce, autorce powieści Miłość, ciekawość, prozac i wątpliwości.

czwartek, 6 czerwca 2019

proszony obiadek


Jeffrey Dahmer zaprasza matkę na lunch. Kobieta mówi: „Jeffrey, nie lubię twoich przyjaciół.” A on na to: „W takim razie zjedz warzywa”


Nelson DeMille Nadejście nocy

środa, 5 czerwca 2019

Audiobook nie chodzi?




Czy zdarzyła się już Wam ta frustrująca sytuacja, że wypożyczyliście z biblioteki płytkę kompaktową z audiobookiem, na który mieliście wielką ochotę, włożyliście ją do napędu i... Error! Klops! Kaszana!?


To bardzo stresujący problem. Już się nastawiliśmy na rozrywkę, a tu wręcz przeciwnie. Co robić?



wtorek, 4 czerwca 2019

Kreowanie świata, czyli Temat na pierwszą stronę Umberto Eco

Numero Zero Umberto Eco



Umberto Eco

Temat na pierwszą stronę

tytuł oryginału: Numero zero
tłumaczenie: Krzysztof Żaboklicki
wydawnictwo: Noir sur Blanc 2015
liczba stron: 160

wersja audio:
lektor: Mariusz Bonaszewski
czas trwania: 5h 45’



Lekturą maja 2019 w Rawskim Dyskusyjnym Klubie Książki była powieść Temat na pierwszą stronę pióra Umberto Eco, zmarłego w 2016 włoskiego semiologa, filozofa, bibliofila i mediewisty, powieściopisarza, autora felietonów i esejów, któremu największą popularność przyniosła ekranizacja innej jego powieści zatytułowanej Imię róży. Wstyd przyznać, ale tej ostatniej książki jak dotąd nie przeczytałem, może właśnie dlatego, że ekranizacja okazała się nadzwyczaj udana. Czytałem zaś Cmentarz w Pradze, który oceniam jako niezwykle wartościowy, stąd sięgając po Temat na pierwszą stronę miałem wielkie nadzieje, iż trafię po raz kolejny na ucztę czytelniczą w moim guście. Z drugiej strony rzecz biorąc pamiętałem, iż w 2015 Ambrose opublikował na naszym blogu prześwietną recenzję tego dzieła i to rodziło moje obawy, gdyż zwraca on większą niż ja uwagę na wąsko pojęte artystyczne walory literatury; nie byłem pewny, czy Temat nie okaże się jak dla mnie przeintelektualizowany, czy nie będzie zbyt wiele formy w porównaniu do treści. Jakby tego było mało, ta akurat publikacja nie ma zbyt wysokich ocen w największym polskim portalu czytelniczym. Tradycyjnie jednak postanowiłem dać jej szansę, by przemówiła sama do nieuprzedzonego, więc nie przypomniałem sobie ani opisu Ambrose, ani nie czytałem żadnej innej recenzji.



piątek, 31 maja 2019

Takeshi Kaikō "Darkness in Summer" - W sidłach bezwładu

Darkness in Summer

Takeshi Kaikō

Tytuł oryginału: Natsu no Yami
Tłumaczenie: Cecilia Segawa Seigle
Wydawnictwo: Peter Owen Publishers
Liczba stron: 210
 
 
 
 
Rozlewająca się ciemność to doskonałe miejsce, by się w nim zagubić – w ten sposób można się schować, ukryć, uciec od wrogiego świata, którego łapczywe macki atakują naszą wrażliwą osobowość. Pogrążeni w mroku stopniowo tracimy własną tożsamość, nasze kontury rozpływają się, znikamy my, a wraz z nami wszelkie problemy, kłopoty, troski i żale. Jednak czerń nie jest na tyle łaskawa, by gościć nas nieustannie – od czasu do czasu musimy opuszczać bezpieczne schronienie, by wspólnie z innymi podjąć egzystencję w świetle dnia. Narażeni na promienie słoneczne, które z bezwzględną precyzją odsłaniają nasze wrażliwe punkty, kulimy się w obawie nieuchronnego ciosu. Ale skąd w nas tyle strachu, jakie jest źródło lęku przed tym, co nas otacza? Jak przekonuje się bohater powieści Darkness in Summer autorstwa japońskiego literata Kaikō Takeshiego, odpowiedzi na to pytanie musimy odnaleźć w nas samych – w naszej przeszłości, w doświadczeniach, jakie stały się naszym udziałem oraz w głębinach podświadomości, w których zatajamy najbardziej traumatyczne przeżycia.

piątek, 24 maja 2019

Tylko dla siebie, czyli walka o 500+ dla niepełnosprawnych




Z zasady nie mieszam się do polityki, bo z nią jak z za przeproszeniem gównem, nie da się w niej babrać, żeby samemu też się nie ubabrać. Uważam, że w tej branży w zasadzie wszyscy są siebie warci, poza nielicznymi wyjątkami, które jednak też są uzależnione od układów, poza którymi nie da się działać. Do białej gorączki doprowadzają mnie natomiast „obrońcy niepełnosprawnych” tacy jak Iwona Hartwich.


Ktoś, kto nie siedzi w temacie, albo niezbyt kojarzy fakty, ma tę panią za bojowniczkę o prawa niepełnosprawnych, gdy tymczasem walczy ona, owszem, że pod tymi właśnie hasłami, ale przede wszystkim o dobrobyt swojego syna Jakuba Hartwicha, radnego obecnej kadencji, co jest znaczącym miernikiem stopnia jego niepełnosprawności.

Iwona Hartwich iście faryzeuszowskimi argumentami dąży do tego, by 500+ dla niepełnosprawnych było wypłacane tylko w powiązaniu z rentą socjalną, czyli pozostałym niepełnosprawnym nic. Dlaczego? Bo jej syn taką właśnie posiada, co nie przeszkadza mu być na tyle sprawnym, by być radnym. Nieoblatanym w temacie wyjaśniam, że rentę socjalną dostają albo ci, którzy są chorzy od urodzenia, albo utracili zdolność do pracy przed uzyskaniem prawa do renty (bo nie zdążyli lub też całe życie nie chciało im się pracować). Człowiek pracy, który uległ wypadkowi i dostał rentę w zwykłym trybie, lub pochorował się na emeryturze, nie dostanie nic, jeśli będzie to zależało od pani Hartwich.

Już teraz mamy nierówność i niesprawiedliwość. Ci z rentą socjalną mają z automatu świadczenia dla swoich opiekunów, gdy tymczasem ci, którzy uczciwie pracowali i mają rentę pracowniczą lub emeryturę, muszą się jeszcze wykazać odpowiednio niskimi dochodami rodziny, czyli w praktyce nic nie dostają, bo każdy wie, jak w Polsce są wszelkie progi ustawiane – wystarczy jednej osobie w rodzinie praca na kasie w Biedronce, by nic się tej rodzinie nie należało. Jednym bada się dochody rodziny, innym nie.

Trzeba być osobą kompletnie bez sumienia, by agitować za rozwiązaniem, które odbierze 500+ szerokiej rzeszy naprawdę niepełnosprawnych, byle tylko zapewnić swojej rodzinie lepszą sytuację i w dodatku świadomie wprowadzać społeczeństwo w błąd. Znam osoby, i jest ich całe mnóstwo, które w ogóle nie podnoszą się z łóżka, wymagają całodobowej opieki, ale mają emeryturę albo zwykłą rentę chorobową, więc zdaniem w/w pani takie osoby nie powinny dostać 500+, żeby podobnie jak dotychczas nie miały żadnego wsparcia. Jeśli przejdzie projekt forsowany przez rodzinę Hartwichów, to te osoby, które na pewno nie mogą być radnymi, bo są dużo bardziej niepełnosprawnymi (często nie wstającymi z łóżek), nie dostaną również 500+. Ci zaś, którzy są niepełnosprawnymi socjalnymi, dostaną 500+ niezależnie od faktycznego stopnia niepełnosprawności. Taki jest postulat części niepełnosprawnych, których papugą jest wspomniana pani.

Chcę tutaj zaznaczyć, że z zasady nie chodzę na wybory, za wyjątkiem tych, w których głosuje się bezpośrednio na osobę, a nie na partię, i nigdy PiS-u nie lubiłem, ale jak słucham pani Hartwich, to naprawdę mam dość tego PO. I, trawestując czyjeś zasłyszane słowa, PiS-u nadal nie cierpię, ale gdy pomyślę, że PO może wrócić do władzy, to mnie rozpacz ogarnia. Ale pewnie kiedyś wróci, tak jak Kwaśniewski po Wałęsie. Bo ludzie zawsze mają nadzieję, że tym razem zrobią lepiej, choć jeszcze nigdy im się to nie udało.

Jest też jeszcze jedna sprawa, chyba najbardziej kluczowa. Wyrok Trybunału Konstytucyjnego już kilka lat temu (2014) nakazał zrównanie praw wszystkich niepełnosprawnych, czyli, że skoro niepełnosprawnym, którzy nabyli niepełnosprawność do 18 roku życia, nie bada się kryterium dochodowego przy udzielaniu wszelkiej pomocy m.in. dla opiekunów takich osób, to pozostałym też nie wolno. Zdaniem TK nie ważne jest kiedy się nabyło niepełnosprawność: czy przed 18 rokiem życia, czy później; wszyscy powinni być równo traktowani. TK uznał, że takie zapisy jak obecne są niezgodnie z Konstytucją. I co? Rząd ma to gdzieś, co jest ewidentnym łamaniem Konstytucji. Takie to Prawo i Sprawiedliwość. Wychodzi więc na to, że wbrew pozorom znów opozycja, Harwtichy i rząd obecny oraz poprzedni (czyli PO i PSL, który takie regulacje niezgodne z Konstytucją wprowadził oraz zaraz po wyroku TK nie poprawił) razem grają do jednej bramki.


Wasz Andrew





Haruki Murakami "Śmierć Komandora. Metafora się zmienia" - Rzecz o zmaterializowanych ideach

Śmierć Komandora. Metafora się zmienia

Haruki Murakami

Tytuł oryginału: Kishidanchōgoroshi.  Dainibu. Utsurou metafā hen
Tłumaczenie: Anna Zielińska-Elliott
Wydawnictwo: MUZA S.A.
Liczba stron: 480
 
 
 
Platońska idea (z gr. ιδέα) to niematerialny byt, który jest niezłożony, niezmienny i doskonały. Idee są składowymi ze wszech miar perfekcyjnego świata, którego odbiciem jest rzeczywistość, w jakiej przyszło nam bytować, czyli miejsce nietrwałe, niedoskonałe i podlegające ciągłym zmianom. Zgodnie z założeniami Platona, idee zajmują sferę niedostępną dla człowieka. Cóż jednak by się stało, gdyby oba światy zaczęły się przenikać? Wydaje się, że próby odpowiedzi właśnie na to pytanie podjął się Haruki Murakami (ur. 1949), japoński pisarz i żelazny kandydat do literackiej Nagrody Nobla, autor dylogii Śmierć Komandora.