Wolna i niezawisła Ukraina jest jedynym prawdziwym gwarantem niepodległości Polski. Jeśli upadnie Ukraina, kwestią czasu będzie upadek Polski.

piątek, 19 kwietnia 2019

João Guimarães Rosa "Wielkie pustkowie" - O paktowaniu z diabłem

Wielkie pustkowie

João Guimarães Rosa

Tytuł oryginału: Grande Sertão: Veredas
Tłumaczenie: Helena Czajka
Wydawnictwo: PIW
Seria: Proza Współczesna
Liczba stron: 481





Podróż, która wiąże się z poznaniem i ujrzeniem zupełnie nieznanych dotąd miejsc czy ludzi, jawi się jako przygoda dostarczająca z wszech miar radości oraz satysfakcji. Kiedy jednak wędrówka trwa i trwa, krajobraz razi swoją monotonią, a cel wyprawy z wolna rozmywa się, może nawiedzić nas znużenie. Lekarstwem na nudę i wiążącym się z nią psychicznym zmęczeniem jest gawęda – nic tak nie umila czasu jak interesująca opowieść, która bez reszty zajmuje naszą wyobraźnię. Z pewnością wiedział o tym doskonale João Guimarães Rosa (1908 – 1967), brazylijski prozaik, z wykształcenia lekarz, pracujący też jako dyplomata, autor powieści Wielkie pustkowie.

czwartek, 18 kwietnia 2019

Karty, czyli spadek po komunie




W 1949 Przewodnia Siła Narodu (PZPR) pod kierownictwem Bolesława Bieruta doszła do wniosku, że trzeba zdopingować rozwój przemysłu ciężkiego i eksportu. A że głównym towarem eksportowym i zarazem surowcem dla przemysłu był węgiel, więc w dniu 30 listopada 1949 roku Rada Ministrów PRL pod światłym przewodnictwem Józefa Cyrankiewicza uchwaliła


KARTĘ GÓRNIKA

Ciekawe czym się kierował się ostatni władca PRL, wówczas I Sekretarz KC PZPR i zarazem premier oraz Przewodniczący Wojskowej Rady Ocalenia Narodowego gen. Wojciech Jaruzelski, kiedy darował nauczycielom

KARTĘ NAUCZYCIELA

I to w formie ustawy (data wydania 26 stycznia 1982, data wejścia w życie 1 lutego 1982).

Ciekawe dlaczego nauczyciele już nie pamiętają, kto był ich dobroczyńcą i jaka jest geneza ich Karty, tego bękarta Stanu Wojennego. Chyba najgłośniej plują na "komunę", ale spadku po niej bronią zacieklej niż Kmicic Częstochowy.


Wasz Andrew

środa, 17 kwietnia 2019

Przybywa jeździec, czyli magiczne Słońce Scortów




Laurent Gaudé

Słońce Scortów


tytuł oryginału: Soleil des Scorta 
tłumaczenie: Jacek Giszczak
seria: Don Kichot i Sancho Pansa
wydawnictwo: W.A.B. 2005
liczba stron: 272



Lekturą marca 2019 w Dyskusyjnym Klubie Książki w Rawie Mazowieckiej była powieść Słońce Scortów pióra Laurenta Gaudé. Tomik niewielki objętościowo, nazwisko autora też mi nic nie mówiło, a jednak, gdy wziąłem go do ręki, miałem przeczucie, że to może być coś dobrego. Może spodobała mi się, będąca przeciwieństwem wydań nachalnie promowanych „gwiazd” najnowszej polskiej literatury, stonowana okładka, w której wykorzystano nastrojową fotografię Dominoque Houyet, a może w jakiś tajemny sposób książka sama do mnie przemówiła? Bo racjonalnych przesłanek do tego uczucia nie było – w końcu co dobrego o dawnych Włoszech może napisać współczesny Francuz*?




wtorek, 16 kwietnia 2019

Wymarł żółwiak szanghajski, czyli prawdziwa siła internetu




Jak podają agencje informacyjne w sobotę w zoo w Suzhou w Chinach wyzionęła ducha* najprawdopodobniej ostatnia samica Żółwiaka szanghajskiego (Rafetus swinhoei) na świecie. Tym samym pewnie gatunek ten można już uznać za wymarły. Śledząc komentarze internautów na świecie można dojść do jakże fałszywego wniosku, iż internet powoduje szerzenie wiedzy, w tym ekologicznej, empatii i w ogóle mądrości. Sęk w tym, że w większości języków świata nie ma różnicy między zdechł i umarł. Komentatorom internetowym nie pozostawała więc, jeśli nie chcieli trollować, inna możliwość jak lansować się na zatroskanych ekologów, tak jakby rozpaczanie nad jednym gatunkiem, w dodatku prawie nieznanym, miało sens, gdy co godzinę z powierzchni Ziemi, dzięki radosnemu "rozwojowi" homo sapiens znikają 3 gatunki. Na szczęście my rozróżniamy zdechł od umarł i pokazaliśmy prawdziwą twarz internetowej inteligencji.


W polskich serwisach, w których wykorzystano chyba tłumacza internetowego, w tytułach stało, iż samica umarła. I to sprawiło, że najbardziej zaciekła dyskusja rozgorzała nie na tematy ekologiczne, a językowe i religijne. Językowe, no bo przecież nie umarła tylko zdechła, jak chcą jedni, a może umarła jak drudzy, bo przecież zwierzęta nie są gorsze od nas, lub może nawet lepsze. Religijne, bo oczywiście zdechł/umarł zawadza o nie/posiadanie duszy, czynienie sobie Ziemi poddaną, itd., itp. No i pokazaliśmy prawdziwą twarz internetowej inteligencji, która kojarzy się z kolejnym interesującym zjawiskiem.

Inteligencja zbiorowa (ang. Collective intelligence, Collective IQ) to socjologiczne zjawisko, które do dziś zadziwia i fascynuje. Psychologia społeczna serwuje wiele porażających eksperymentów z tej dziedziny. Dla mnie najbardziej obrazowy to zgadywanie wagi byka na targach w USA. Wielkie skupisko ludzkie, obu płci i z reprezentacją wszystkich grup wiekowych, daje najlepsze wyniki. Zabawa polega na losowym pytaniu wszystkich jak leci o wagę byka rekordzisty, którego jeszcze nie zważono. Odpowiednio duża i losowa grupa dyletantów, po sprowadzeniu wszystkich jej typowań do zwykłej średniej arytmetycznej, da najczęściej wynik nie mniej zbliżony do rzeczywistej wagi byka, niż typowanie przez najlepszego eksperta.

Okrycie zbiorowej inteligencji pod koniec XX wieku wydawało się fascynującym dopingiem dla idei Internetu. Niestety - nie trzeba było wiele czasu, by badacze zajmujący się Collective IQ doszli do wniosku, że działa ona idealnie pod jednym warunkiem, jeszcze ważniejszym niż wspomniana ilość i losowość.

Chodzi o to, że przed sformułowaniem swej opinii elementy Collective intelligence nie mogą się komunikować ze sobą. Dlaczego? Upraszczając, ale nie gubiąc sedna, dlatego, że najgłupszy z reguły krzyczy najgłośniej.


Wasz Andrew

*uprzedzając komentarze nawiedzonych katolików wyjaśniam, że nie tylko większość ludności świata, spośród tych, którzy w ogóle wierzą w dusze, uznaje, że również zwierzęta mają duszę, ale nawet i wiele przekładów Biblii każe tak domniemywać (na przykład przekłady protestanckie - Biblia Warszawska czy Biblia Gdańska)

poniedziałek, 15 kwietnia 2019

NITECORE EA41 PIONEER, czyli moje ulubione światełko

super światełko NITECORE EA41 PIONEER
NITECORE EA41 PIONEER









Jak wspomniałem w poście o Tanku 007 TK-737, w październiku 2017, po lekturze wielu wątków na niezwykle ciekawym forum swiatełka.pl, postanowiłem zaszaleć i zakupić latarkę NITECORE EA41 PIONEER. Początkowo miałem zamiar po upływie gwarancji (5 lat!) dokonać pewnych modyfikacji, ale gdy zacząłem ją testować...

Żanna Słoniowska "Dom z witrażem" - Tajemnice Lwowa, tajemnice rodziny

Dom z witrażem

Żanna Słoniowska

Wydawnictwo: Znak Literanova
Seria:Proza PL
Liczba stron: 304









Miasto – mniejsze bądź większe skupisko ludności o zagęszczonej zabudowie – przy odrobinie wysiłku i wyobraźni można uznać za żywy organizm. Personifikacja jest o tyle uzasadniona, że miasta, podobnie jak ludzie, posiadają swoje oblicza, rozrastają się bądź kurczą, podlegają ciągłym przemianom i przeobrażeniom oraz – co chyba najistotniejsze – mają swoją własną (nierzadko bardzo skomplikowaną) historię. Dobrym przykładem metropolii, która przetrwała niejedną dziejową zawieruchę jest Lwów – osada, która leżała w granicach takich państw jak choćby Ruś Halicko-Włodzimierska, Rzeczpospolita Obojga Narodów, Cesarstwo Austrii czy II Rzeczpospolita, znajduje się obecnie na terenie Ukrainy. Już sama ilość flag, które przewinęły się przez maszty lwowskich placów jest obietnicą intrygujących incydentów i epizodów – ta gwarancja niezwykłych zdarzeń jest kusząca choćby dla literatury, która nierzadko lubuje się w tematach trudnych, niejednoznacznych, zawiłych. Dobrym przykładem książki, w której umiejętnie wykorzystano Lwów jako tło zachodzących wydarzeń jest Dom z witrażem, powieściowy debiut Żanny Słoniowskiej (ur. 1978), ukraińskiej pisarki o polskich korzeniach.

niedziela, 14 kwietnia 2019

Łzy Lucyfera, czyli Jezioro krwi i łez Jamesa Thompsona



James Thompson

Jezioro krwi i łez

tytuł oryginału: Lucifer’s Tears
tłumaczenie: Maciej Nowak-Kreyer
cykl: Inspektor Vaara (tom 2)
wydawnictwo: Amber 2012
liczba stron: 352



Przy okazji marcowej lektury DKK, czyli Słońca Scortów Laurenta Gaudé, francuskiego pisarza, który magicznie wręcz oddał atmosferę spalonego słońcem południa Włoch, zauważyliśmy, że czasem osoba nie pochodząca z danego kraju lepiej potrafi oddać jego specyfikę niż rodowici obywatele. Przypomnieliśmy sobie inny podobny przypadek - Jamesa Thompsona, nieżyjącego już niestety od 2014 Amerykanina, który osiedlił się w Finlandii i w swym prześwietnym kryminale Anioły śniegu zawarł więcej kolorytu tego mroźnego kraju niż by się można spodziewać. I dzięki Bogu właśnie w ten sposób przypomniałem sobie o Thompsonie, który jakoś mi umknął mimo zachwytu, jakie wzbudziły we mnie Anioły. Nadszedł więc czas na drugą część opowieści o inspektorze Karim Vaara, tylko żadną siłą nie mogę dociec, co artysta marketingowiec miał na celu zmieniając oryginalny tytuł Łzy Lucyfera na polski Jezioro krwi i łez.



sobota, 13 kwietnia 2019

Infantylnie ale miło, czyli Turniej w Gorlanie Johna Flanagana




John Flanagan

Turniej w Gorlanie

tytuł oryginału: The Tournament at Gorlan
tłumaczenie: Zuzanna Byczek
cykl: Zwiadowcy - wczesne lata (tom 1)
wydawnictwo: Jaguar 2015
liczba stron: 360

wersja audio:
lektor: Tomasz Sobczak
długość nagrania: 9 godzin 11’



Po niezapomnianej uczcie czytelniczej, jaką była dla mnie Gra o tron George’a R. R. Martina, wciąż szukam czegoś podobnej klasy, co przyniosłoby mi zbliżone emocje a zarazem prezentowało taki poziom pod względem warsztatowym i każdym innym. Pod wpływem wysokich ocen użytkowników portalu LC postanowiłem posmakować twórczości Johna Flanagana, australijskiego pisarza, który kojarzony jest w świecie przede wszystkim jako autor cyklu fantasy zatytułowanego Zwiadowcy.