Wolna i niezawisła Ukraina jest jedynym prawdziwym gwarantem niepodległości Polski. Jeśli upadnie Ukraina, kwestią czasu będzie upadek Polski.

piątek, 18 lipca 2014

O religiach



Ludzie nieustannie zwracają się do niebios, aby im wyjaśniły, co ich czeka w przyszłości. Religie karmią się lękiem przed kresem, ową subtelniejszą formą egoizmu. (…) wszystkie religie gwarantują pomyślną przyszłość swoim wyznawcom, a przynajmniej tym z nich, którzy spełniają kryterium dobra.

… nadziei trzeba szukać w sobie, a nie na zewnątrz, (…). Człowiek istnieje tutaj, tu nosi w sobie tchnienie życia oraz poczucie dobra i zła – albowiem dobro i zło jemu się przydarzają. Na tym powinien budować (…), nie zaś padać na twarz przed wizerunkiem wyimaginowanej boskości ukształtowanej na jego ubogi obraz i żałosne podobieństwo, tyle że mającej większą moc sprawiania zła i bardziej dalekosiężną rękę.

czwartek, 17 lipca 2014

Druga młodość klasyka



Henry Rider Haggard



Ona. Dzieje niezwykłej przygody


tytuł oryginału: She: A History of Adventure*

tłumaczenie: Władysław Jerzyński

Wydawnictwo Zysk i S-ka 2014

liczba stron: 364


Henry Rider Haggard to angielski pisarz specjalizujący się w powieściach przygodowych, który znany jest obecnie szerszemu ogółowi głównie z Kopalni króla Salomona, pierwszej z liczącego osiemnaście części cyklu opowieści o afrykańskich przygodach Allana Quatermaina, awanturnika, poszukiwacza przygód i skarbów. Może nie tyle z samej powieści, co z filmów, gdyż była ona przenoszona na ekran wielokrotnie, a najnowsza ekranizacja powstała w 2004 roku.

Wbrew pozorom nie zawsze jest tak, iż najbardziej znane dzieło jest jednocześnie tym, które wywiera największy wpływ na przyszłość. Na przyszłość nie tylko literatury, ale i wielu innych dziedzin, nawet nauki. W przypadku Haggarda książką, która okazała się najbardziej inspirującą dla odbiorców, jest Ona. W swoim czasie była prawdziwym bestsellerem, dotąd przetłumaczono ją na 44 języki, a do wpływu, jaki na nich wywarła, przyznają się liczni pisarze, że wspomnieć choćby takie sławy jak Rudyard Kipling, Henry Miller, Graham Greene, Margaret Atwood czy J. R. R. Tolkien, choć zwłaszcza w przypadku tego ostatniego wydaje mi się dyskusyjne, czy wziął z Haggarda to, co najlepsze, czy to, co najgorsze. Wielkie zainteresowanie tą powieścią okazywali również Zygmunt Freud oraz Carl Jung i nasuwa się pytanie, na ile była ona przyczynkiem do ich rozważań, a na ile tylko zastrzykiem odwagi; potwierdzeniem, że myślących inaczej i wątpiących podobnie jak oni jest więcej. Inna sprawa, że Freud dzisiaj też nie pachnie już zbyt świeżo.

Fabuła powieści nie jest specjalnie skomplikowana, jak na nasze obecne kryteria. Narratorem i główną postacią, choć ani nie tytułową, ani kluczową dla intrygi, jest L. H. Holly, wykładowca w Cambridge, który przez umierającego przyjaciela Vinceya zostaje obarczony prośbą o opiekę nad jego synem Leo. Poza owym obowiązkiem testament Vinceya seniora przekazuje Holly’emu spory majątek oraz tajemniczą skrzynię, której otwarcie ma nastąpić dopiero w dniu dwudziestych piątych urodzin Leo Vinceya. Jej zawartość pchnie naszych bohaterów do niezwykłej wyprawy w głąb niezbadanych przez białego człowieka obszarów Czarnego Lądu, na których włada biała królowa Ayesha o władzy przekraczającej pojmowanie.

Zanim przejdziemy do oceny książki, musimy umiejscowić w czasie i miejscu zarówno ją, jak i jej autora. Haggard żył w latach 1856 – 1925. Urodził się i zmarł w Wielkiej Brytanii, choć przebywał przez pewien czas w Natalu i Transwalu (obecnie w RPA), skąd powrócił do ojczyzny w roku 1882. Przed nazwiskiem pisarza powinno się pisać Sir, więc nie był ani on, ani jego sposób postrzegania świata, typowym przedstawicielem ówczesnego społeczeństwa, bowiem Ich Lordowskie Moście zawsze stanowiły grupę żyjącą w nieco innej rzeczywistości, niż reszta Brytyjczyków. Ona ujrzała światło dzienne w roku 1887. Z reguły do osoby autora nie przykładam wagi, by wiedza o nim nie wpływała na odbiór dzieła, które powinno mówić samo za siebie. Lubię jednak już po lekturze dowiedzieć się co i jak, gdyż czasami rzuca to nowe światło na treść i sposób jej interpretacji. W tym przypadku osadzenie dzieła i twórcy w określonym punkcie historycznym, politycznym, geograficznym i społecznym jest nieodzowne dla całościowej oceny powieści. Narzuca się to odniesienie już od pierwszej strony lektury, niezależnie od tego, czy wiemy już coś o pisarzu, czy też niczego zgoła o nim nie słyszeliśmy. Uważny czytelnik na podstawie samego dzieła określi zarówno czasy, kiedy powstało, jak i pochodzenie, również społeczne, twórcy. To piękny dowód na to, jak nasza osobista historia, jeśli brak nam samokrytycyzmu, wpływa na nasz sposób widzenia wszelkich aspektów rzeczywistości, ale również to powód, by oceny Onej dokonywać uwzględniając wszelkie te czynniki.

W momencie wydania powieść zachwyciła oryginalnością świata wykreowanego przez Haggarda w bliżej nieznanym zakątku tajemniczej dla ówczesnych Afryki. Afryki, o której wiedza miejscami dość swobodnie mieszała się z fantazją. Ten właśnie aspekt stanowił impuls dla wielu późniejszych twórców różnych odmian fantastyki, a wpływów tych można doszukiwać się i w innych gatunkach, choćby horrorze. Bardziej wyrafinowanych czytelników zafascynowało bogactwo znaczeniowe; liczne pytania filozoficzne o kardynalnym znaczeniu, które wprost krzyczą z kart książki. Pytania, dodajmy, do dziś aktualne. Dobro i zło oraz ich odwieczna walka. Pytania o prawdę, o Boga, śmierć i czas, zbrodnię i karę. Wszystko, co zainteresowało Freuda i Junga, pozostaje aktualnym tematem i dzisiaj. Jest jednak jeszcze inna rzecz, która sprawia, że czas obszedł się z Oną wyjątkowo łagodnie.

Wiele książek, od opracowań popularnonaukowych po dzieła literatury pięknej, czas zamordował. Treści w nich zawarte się zdezaktualizowały, umarły niczym starożytne języki i religie, których ostatni kapłan skonał. W powieści Haggarda też widzimy wyraźnie wpływ mijających lat, lecz staje się on atutem. Pojawiają się przemyślenia i pytania, które na pewno nawet nie postały w głowie autorowi Onej.

Infantylnie wręcz, żeby nie użyć mocniejszego słowa, wypadają w świetle dzisiejszej wiedzy niezwykle seksistowskie tezy Haggarda dotyczące różnic między płciami. Szczególnie daje to do myślenia, gdy skonstatujemy, iż choćby Juliusz Verne, nawet nieco wcześniejszy niż Haggard twórca, nie ma aż tak zalatujących ciemnotą poglądów jak Sir Haggrad. Czy była to indywidualna różnica między umysłami tych dwóch sławnych prekursorów fantastyki, czy też może Francuzi w ogóle bardziej kochali i cenili kobiety, co wpływało na ich widzenie świata? I jak się poglądy Haggarda miały do tego, że to właśnie Królowe, które Boże chroń, były i są prawdziwymi władcami Albionu?

Samo założenie wyraźnego dualizmu damsko-męskiego rozciągniętego na wszelkie aspekty istnienia, podobnie jak koncepcja uniwersalnego kanonu damskiej czy męskiej urody w świetle dzisiejszej wiedzy wydaje się zdecydowanie żałosne, a takie są właśnie przekonania Haggarda. Podobnie archaiczne wydają się tezy o rozdzielności ducha i ciała, czy dziecinne w oczach dzisiejszego czytelnika rozważania o istocie władzy.

Najciekawsze, że to wszystko wcale nie działa na niekorzyść powieści! Ona, jak mało która lektura, ukazuje nam, jak wielki wpływ mogą mieć stereotypy, a szerzej mówiąc System, w którym żyjemy, na nasz sposób widzenia rzeczywistości, myślenia i oceniania. Na każdej stronie książki widać charakterystyczną nie tylko dla Anglików pychę i pogardę wobec innych. Wobec innych narodów, religii, wobec wszystkiego, co nie nasze. Ta przestroga, choć nie była na pewno zamierzeniem autora, jest jak najbardziej aktualna i dziś, i w Polsce. Choć nie nazywamy innych dzikusami, to nie brak nam brudasów i innych żydów. Pamiętajmy, by nasz sposób mówienia i myślenia o innych nie wypadł kiedyś w oczach uczciwych potomnych tak, jak wypowiedzi Haggarda brzmią dzisiaj w naszych. To samo dotyczy poglądów. Zresetujmy co pewien czas nasz umysł, oczyśćmy z papki stereotypów, które pompuje w nas społeczeństwo, byśmy postrzegali i myśleli raczej jak Verne, niż Haggard.

Bardzo cenną rzeczą dla interpretacji Onej jest maniera Ridera Haggarda by to, co uznaje za swoje własne, za pewne, wkładać w usta powieściowych postaci w formie pospolitych twierdzących wypowiedzi, a to, co uznaje za pytanie lub problem filozoficzny, moralny lub inny, ubierać w formę dyskusji międzypostaciowych lub monologów wyróżnionych wyraźnie spośród pospolitych rozmów.

Niestety, choć postrzegam Haggarda jako zdecydowanie twórczego, gdyż nie sposób nie oddać mu hołdu za wprowadzenie nowych prądów do literatury, to nie widzę go jako szczególnie mądrego. Są rzeczy, które dziś żenują, ale były nieodzownym atrybutem jego czasów i te można nawet cenić jako świadectwo wpływu epoki na umysłowość, ale są i inne, które przy pewnej dozie racjonalizmu powinien odrzucić, jak choćby muzułmanów pijących brandy, tezy o rozwijających aspektach podróży i ograniczających życia na uniwersytecie, uniwersalność gestów takich jak ściskanie ręki czy pogarda dla innych wyznań i ludzi. Na pewno nie był bystrym obserwatorem, gdyż przebywając w Afryce pewne rzeczy powinien zauważyć. Są nawet gorsze wpadki, jak choćby fragmenty marynistyczne tej powieści, które byłyby hańbą dla każdego pisarza uprawiającego ten gatunek, czy jego tezy o symbolicznym przedstawianiu kształtu kobiecej sylwetki w dawnych cywilizacjach będące dokładną odwrotnością stanu faktycznego.

To wszystko, a przecież wiele wątków pominąłem, sprawia, iż jest to powieść bardzo interesująca i ciekawa, ale nie w tym znaczeniu, jakie by się podobało autorowi, gdyby nadal był wśród nas. Cudowne jest to poznawanie, jak problemy dobra i zła, wiary i jej braku, pozostają wciąż aktualnymi tematami, ale jednocześnie jak wielki wpływ na nie ma stopień zależności człowieka od innych ludzi, od czasu, w którym żyje i wszystkich następstw z tym związanych.

Zalety typowo rozrywkowe, czyli klimat przygody, tajemnicy i zagrożenia podkreśla świetne tłumaczenie Władysława Jerzyńskiego, któremu udało się również oddać manierę językową autora, jego czasów i sfer, co jest dodatkowym, bezcennym smaczkiem.

Ze względu na wielość znaczeniową, na rozmach problemów i wagę stawianych pytań, jest to powieść wielce wymagająca dla czytelnika. Pomieszanie mądrości z infantylnością też nie pomaga. Absolutnie nie polecałbym jej rozpoczynającym podróż po świecie książek. Powiedziałbym nawet, iż niejeden oczytany na niej polegnie. Jak choćby z tym stwierdzeniem, które aż nazbyt często się pojawia w recenzjach, iż „poszukiwanie prawdy, której nie da się odnaleźć, gdyż każda odpowiedź rodzi nowe pytania, przedstawione jest jako dramat”. Okazuje się, iż „prości” ludzie, bez aspiracji do wielkiej mądrości, już dawno ten dylemat rozstrzygnęli w urzekającym stwierdzeniu, iż „nie jest ważne, by złapać króliczka, ale by gonić go”.

Jest więc Ona Haggarda książką wyjątkową, choć dziś w zupełnie innym znaczeniu niż w dniach swej pierwszej chwały. Polecam zdecydowanie i z pełnym przekonaniem, właśnie dla tych refleksji i przemyśleń, które może wzbudzić w dzisiejszym czytelniku, choć nie zaprzeczam, że i warstwa przygodowo-fantastyczna jest urokliwa. W tych ostatnich aspektach dzisiejsza literatura oferuje jednak dużo więcej, więc miłośnikom takiej rozrywki polecałbym raczej choćby George R. R. Martina, a Oną ludziom z zacięciem do łamania głowy nad istotą rzeczy


Wasz Andrew


* do pobrania w oryginale >>tutaj<<



Ona [H. Rider Haggard]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

wtorek, 15 lipca 2014

O mózgu




To miękka, galaretowata masa, ugina się pod palcem. I pod odpowiednim słowem lub kadrem filmowym, trzeba tylko wiedzieć, którą strefę nacisnąć. Żaden fragment ludzkiego ciała nie jest łatwiejszy do obróbki, wszystkie inne bowiem wymagają kontaktu fizycznego ze strony operatora i często twardych narzędzi, tymczasem mózgiem można manipulować na odległość, bez fizycznego dotyku. To bardzo ułatwia sprawę…

Satynowy magik Waldemar Łysiak

poniedziałek, 14 lipca 2014

sobota, 12 lipca 2014

Philip Roth "Wzburzenie" - W klatce pamięci

 

Wzburzenie

Philip Roth

Tytuł oryginału: Indignation
Tłumaczenie: Jolanta Kozak
Wydawnictwo: Czytelnik
Seria: Nike
Liczba stron: 200









Młodość to wyjątkowy etap w życiu każdego człowieka. Ciekawość otaczającego świata oraz chęć poznania go powoli zaczynają ustępować miejsca pragnieniu, by go zmieniać, ulepszać, poprawiać. W oczy rzuca się najmniejsza niesprawiedliwość, uwierająca jest świadomość, że nie wszyscy otrzymują to, na co w pełni zasługują, nie do pojęcia jest fakt, że zbrodnia nie może doczekać się należnej jej kary. Młody człowiek, który nie zderzył się jeszcze z brutalną obojętnością świata, który nie został przeciśnięty przez jego śmierdzące trzewia, chlupoczące od oszustw, niegodziwości oraz niespełnionych obietnic, w pełni ufa własnym siłom, żyjąc w przekonaniu, że są one wystarczające, by skorygować wszelkie niedociągnięcia ułomnej rzeczywistości. Egzystencja sprowadza się do wiernej służby swoim najświętszym ideałom. Kiedy jednak ludzki materiał, stanowiący główny budulec tego świata, okazuje się wyjątkowo mało elastyczny oraz równie mało podatny na zmiany, w sercu młodego człowieka, tak jak w przypadku bohatera powieści Philipa Rotha zatytułowanej Wzburzenie, powoli wzbiera się gniew – zaczyna on odczuwać wszechogarniające wzburzenie.

czwartek, 10 lipca 2014

O sztandarach




Zapomnij o sztandarach, pagonach i defiladach (…) Tak właśnie kuszą ludzi, żeby zwiększyć pobór do wojska. Wojna to zabijanie, straszliwe cierpienie i złamana dusza.


Williams Weiss bohater pierwszej Wojny Światowej do syna wybierającego się na drugą

środa, 9 lipca 2014

O pionkach




W grze o tron nawet najskromniejsze pionki są obdarzone własną wolą i czasami nie chcą wykonywać posunięć, które dla nich zaplanowaliśmy.

Petyr Baelish alias Littlefinger

Uczta dla wron. Cienie śmierci (A Feast for Crows. Shadows of Death) - George R. R.Martin