„Napędzany chciwością kapitalizm jest samowystarczalny, traktuje więc wszystkich i wszystko poza sobą, włączając w to środowisko, jako coś, bez czego można się obyć. Staje się rodzajem administracyjnego zła, w którym prognozy najniższego poziomu zysków są ustaleniami, uzasadniającymi stosowanie nieetycznych środków w drodze do osiągnięcia tych zysków. »Wszystko jest dozwolone«, jeśli tylko korporacyjni doradcy prawni potrafią to uzasadnić.”
Wolna i niezawisła Ukraina jest jedynym prawdziwym gwarantem niepodległości Polski. Jeśli upadnie Ukraina, kwestią czasu będzie upadek Polski.
piątek, 6 czerwca 2014
czwartek, 5 czerwca 2014
O władzy
„Władza ma to do siebie, że ci, którzy ją mają, zawsze chcą mieć więcej. Władza absolutna korumpuje absolutnie.”
Żądza Krwi Val McDermid
środa, 4 czerwca 2014
O drodze do szczęścia
„Nie potrzebujemy pieniędzy, nie potrzebujemy większego
sukcesu ani sławy, nie potrzebujemy doskonałego ciała ani nawet doskonałego
partnera – w tej chwili, w tym momencie, mamy umysł, który jest całym
podstawowym wyposażeniem, jakie jest nam potrzebne do osiągnięcia pełnego
szczęścia.”
Dalajlama
wtorek, 3 czerwca 2014
O szczęściu
„Większość ludzi jest mniej więcej tak szczęśliwa, na ile pozwoli na to swoim umysłom...”
Abraham Lincoln
poniedziałek, 2 czerwca 2014
Planowa zamiana miejsc
Perfect General 2
W roku 1994 dzięki firmie Quantum Quality Productions ujrzała światło dzienne druga odsłona gry Perfect General z roku 1991. Tytuł ten jest mało znany, a szkoda, gdyż to gra nie tylko kultowa dla koneserów strategii rozgrywanych w systemie turowym, ale warta poznania przez nowych graczy i dzisiaj, gdy większość produkcji w pierwszej chwili olśniewa grafiką, ale szybko się nudzi.
Największym problemem przy tworzeniu gry strategicznej, która ma być ponadczasowa, jest stworzenie takiej sytuacji, by rozgrywka była odpowiednio trudna, ale żeby jeszcze dało się w nią wygrać. Gra zbyt łatwa szybko się nudzi, zbyt trudna szybko zniechęca. Zwykle rozwiązuje się to za pomocą możliwości wyboru spośród kilku stopni trudności. Gorzej jest, gdy człowiek ma grać z człowiekiem. Wówczas nie można manipulować poziomem trudności przeciwnika i jeśli obaj gracze nie dostaną do ręki idealnie zbalansowanych sił, gra szybko zbierze złe recenzje – nikt nie będzie chciał grać „gorszymi”. Jeśli z kolei siły, którymi dysponują gracze, są dobrze zrównoważone, łatwo wpaść w drugą pułapkę – pata defensywy. Może dojść do sytuacji, gdy obaj gracze nie będą się czuli na siłach, by atakować, i gra straci dynamikę.
Perfect General 2 jest unikalny. Rozwiązuje powyższe problemy w sposób unikatowy i aż dziw, że pomysłów w nim użytych nie kontynuowano. Choć sztuczna inteligencja zaimplementowana w programie nawet na najwyższym poziomie trudności nie satysfakcjonuje, przynajmniej mnie, to w trakcie rozgrywki w ogóle nie przeszkadza to graczowi. Jak to możliwe? Za pomocą tricku, który sprawia, iż grając z komputerem do końca nie wiemy, czy wygraliśmy, co przy okazji załatwia również wszystkie problemy przy grze dwóch ludzi. Oto jak genialne w swej prostocie rozwiązanie zastosowano.
Na początku gracz, lub gracze, wybierają spośród kilkudziesięciu plansz tę, która będzie stanowić pole walki. Do wyboru są zróżnicowane tereny, od pagórków, przez dżunglę i równiny, aż po pustynie i wybrzeże morskie. Potem pierwszy gracz decyduje, czy chce być atakującym, czy broniącym się. Sęk w tym, że broniący dostanie tak mało punktów na zakup jednostek, że o ataku może zapomnieć. Z kolei atakujący otrzyma dużo więcej punktów na starcie, ale będzie zmuszony do zdecydowanego szturmu. W jaki sposób? Broniący na starcie rozmieszcza swe jednostki na terenie, na którym znajduje się dużo więcej miejsc generujących punkty zwycięstwa. Po każdej turze zliczane są punkty za posiadane przez graczy strategiczne miejsca. Atakujący musi więc za wszelką cenę przeć do przodu niczym Ruskie na Berlin, by przejąć jak najszybciej ważne lokalizacje, inaczej przegra. W grze mamy do wyboru piechotę, pojazdy pancerne, artylerię stacjonarną i samobieżną, a nawet saperów i lotnictwo. Po zakończeniu przewidzianej dla danego scenariusza liczby tur zliczane są sumy punktów dla każdego z graczy i następuje najważniejsze – zamiana miejsc. Teraz poprzednio atakujący musi się bronić, a broniący atakować. Oczywiście każdy dostaje do dyspozycji teren posiadany przez przeciwnika w poprzedniej potyczce i jego punkty na zakup jednostek, ale może dokonać całkiem odmiennych wyborów i przyjąć inną strategię. Potem znów przystępujemy do walki. Po jej zakończeniu komputer porównuje punkty z obu partii i ogłasza całościowe rezultaty.
Takie rozwiązanie sprawia, iż gra jest fascynująca. Dynamika jest wymuszona i nie ma możliwości, by się jej nie poddać, a jednocześnie trzeba cały czas przewidywać i uważać. Jedna salwa artylerii trafiająca w kluczowe miejsce, na przykład w wybrany na drogę ataku most, jeden dobrze ustawiony w zasadzce ciężki czołg, który zmasakruje nieostrożne jednostki rozpoznawcze przeciwnika, jedna zła decyzja – wszystko może zaważyć na końcowym wyniku. Nie ma możliwości, by dwa razy rozegrać taką samą partię, tym bardziej, że wchodzi w grę również czynnik losowy – trafienia obliczane są z uwzględnieniem prawdopodobieństwa zależnego od różnych czynników, a rozrzut artylerii jest proporcjonalny do odległości. Mgła wojny, którą zastosowano w grze jako ówczesną nowość, również swoje robi. Dodatkowym smaczkiem są cytaty z najsławniejszych strategów w historii wojen pojawiające się w grze.
Oczywiście, grafika nie wygląda imponująco, ale czołgi kręcą wieżami przy strzelaniu, artyleria obraca się w kierunku wroga, widać wybuchy pocisków i leje po nich oraz wraki pojazdów. To w zupełności wystarcza, zwłaszcza miłośnikom turówek. Grywalność zaś jest niesamowita. Aż dziw, że gra poszła w zapomnienie. Prawdziwą zagadką jest zaś to, dlaczego ten pomysł z zamianą stron nie znalazł naśladowców.
Polecam szczerze i gorąco wszystkim miłośnikom strategii i taktyki
Wasz Andrew
sobota, 31 maja 2014
Niezwykłe podróże dookoła kresomózgowia
Oko umysłu
Oliver Sacks
Tytuł oryginału: The Mind's Eye
Tłumaczenie: Jacek Lang
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Liczba stron:289
Mózg to najważniejsza, centralna część układu nerwowego wszystkich kręgowców. Stanowi on swoiste centrum dowodzenia, które odpowiada zarówno za wyższe funkcje nerwowe jak i sterowanie, nadzorowanie działania oraz homeostazę organizmu. Mózg to także najbardziej złożony narząd człowieka, a jego wysoki stopień rozwoju decyduje o wyjątkowości naszego gatunku. Organ ten pełni rolę przetwornika bodźców, które docierają do nas z otoczenia, jest także magazynem pamięci, podstawą naszej tożsamości. Z biologicznego punktu widzenia jest on skupiskiem połączonych ze sobą za pomocą synaps komórek nerwowych, zwanych neuronami, których ilość waha się w granicach od 90 do 200 mld. Mózg człowieczy stanowi średnio 2 % masy ciała, ale zużywa on aż 20 % dostarczanego do organizmu tlenu. O ile jednak na temat samej budowy mózgu, jako ludzkość wiemy już całkiem sporo, o tyle jego funkcjonowanie cały czas skrywa przed nami wiele sekretów i niejasności. Można chyba śmiało pokusić się o stwierdzenie, że ten organ to największe wyzwanie dla cywilizacji człowieka – gdyby udało się poznać zasady jego działania, wydrzeć wszelkie tajemnice, które jeszcze przed nami chowa, z pewnością byłoby o wiele łatwiej skonstruować jego sztuczny odpowiednik, będący marzeniem niejednego naukowca, czy pisarza zajmującego się literaturą science fiction. O tym jednak jak daleka czeka nas droga, zanim w pełni zrozumiemy istotę własnego rozumu można łatwo przekonać się na podstawie lektury Oko umysłu, autorstwa Olivera Sacksa.
Oliver Sacks
to urodzony w 1933 roku w Wielkiej Brytanii, lekarz, profesor neurologii oraz
autor książek popularnonaukowych poświęconych sekretom pracy ludzkiego mózgu
oraz związanych z nimi schorzeniom układu nerwowego. Sacks przyszedł na świat w
bardzo medycznej rodzinie – jego
matka była chirurgiem, z kolei ojciec oraz starsi bracia lekarzami ogólnymi.
Oliver podtrzymał domową tradycję – w 1954 roku uzyskał licencjat z zakresu
biologii oraz fizjologii na Uniwersytecie Oksfordzkim (Queen College), a 4 lata później
Sacks był już lekarzem medycyny. Swoją karierę rozpoczął w
Kanadzie, ale bardzo szybko przeniósł się do USA. Jako rezydent oraz
stypendysta pracował w Mt. Zion Hospital w San Francisco oraz na Uniwersytecie
Kalifornijskim. Od 1965 roku, po przeprowadzce do Nowego Jorku, Oliver Sacks zajął
się praktyką jako neurolog. Wkrótce potem młody lekarz trafił do
szpitala Beth Abraham w Bronksie, który stanowił wówczas placówkę dla
chronicznie chorych pacjentów, bez żadnych realnych szans na wyleczenie. Sacks
zajął się najtrudniejszymi przypadkami, osobami, które przeżyły śpiączkowe
zapalenie mózgu. Swoje niezwykłe doświadczenia zawarł w książce pt. Przebudzenia, która z miejsca uzyskała
status bestsellera. Oliver Sacks nie osiadł na laurach i nie poprzestał na
jednej publikacji. Pracując cały czas jako neurolog, styka się z dalszymi,
rzadkimi schorzeniami, które sukcesywnie opisuje na łamach swoich utworów. W
2010 roku ukazało się kolejne dzieło Olivera Sacksa, zatytułowane Oko umysłu.
Kanwę
książki stanowią historie siedmiu pacjentów oraz schorzeń, którymi zostali oni
dotknięci. Większość poszkodowanych łączą dysfunkcje związane ze zdolnością
postrzegania zmysłowego. Sacks prezentuje sylwetki kolejnych osobników, którzy
mimo dobrego wzroku, na skutek uszkodzenia pewnych obszarów mózgu, nie potrafią
ujrzeć niektórych rzeczy. Autor
opisuje przypadki aleksji, a więc częściowej lub całkowitej niemożności
rozumienia słowa pisanego (tekstu drukowanego, zapisu muzycznego, cyfr, etc.),
której wcale nie musi towarzyszyć agrafia, czyli pełna bądź częściowa
nieumiejętność pisania. Intrygujące są również przytaczane agnozje, czyli stany
zaburzonej zdolności rozpoznania znanych elementów otoczenia (np. postrzeganie
portretów, czy fotografii wyłącznie przez pryzmat ich faktury, bez możności
uchwycenia podmiotu obrazu, które od razu przywiodło mi na myśl Alaina
Robbe-Grilleta i jego Żaluzję – można
chyba rzec, że francuski twórca, protoplasta noveu roman uprawiał swego rodzaju agnozję literacką). Wśród nich
najciekawsza jest chyba prozopagnozja, zaburzenie polegające na nie
rozpoznawaniu twarzy widzianych już osób oraz ich wyrazu emocjonalnego, której
lekką formą dotknięty jest sam autor – zwykłemu śmiertelnikowi z pewnością
trudno jest uwierzyć, że można przechadzać się ulicą i obojętnie mijać
stojącego nieopodal małżonka, zupełnie nie identyfikując go z ukochaną osobą,
ale z tego typu kłopotami musi radzić sobie wcale nie mały odsetek naszej
populacji. Lekturę uzupełniają doświadczenia związane ze ślepotą, odzyskaniem
widzenia stereoskopowego (rodzaju postrzegania, charakteryzującego się
percepcją głębi i odległości, umożliwiającego ocenę dystansu względem
widzianych przedmiotów, występującego m.in. u ludzi, które jednak może nie
rozwinąć się, np. u osób z zezem) oraz afazją, będącą zaburzeniem funkcji
językowych.
Cechą
charakterystyczną książki Olivera Sacksa jest z pewnością wielowymiarowe
podejście do danego schorzenia. Przede wszystkim jest ono traktowana jako część
pacjenta (a nie odwrotnie, jak to często ma miejsce w placówkach szpitalnych na
całym świecie). W centrum zainteresowania autora stoją żywi ludzie, osobnicy z
krwi i kości, których mózgi zostały w mniejszym bądź większym stopniu
uszkodzone, wyraźnie utrudniając codzienną egzystencję. Z tego względu Sacks
bardzo wiele miejsca poświęca na przybliżenie sylwetek badanych pacjentów –
czytelnik poznaje zarówno pobieżną biografię, zawód chorego, życie prywatne
oraz historię jego choroby. Autor niczym rasowy detektyw, telefonicznie,
listownie, czy poprzez rozmowę przyjmuje zlecenia na zbadanie niezwykłych
przypadków, wokół których rzesze lekarzy przechodzą dość obojętnie, nie mając
ochoty marnowania czasu na neurologiczne defekty (wręcz anomalie),
przytrafiające się bardzo rzadko, albo niemal w ogóle. Ale Sacksa, oprócz
głębokiej dociekliwości, chęci wyjaśnienia natury zaburzenia, odznacza
podejmowanie próby bardzo szczegółowego opisu, jak dana dysfunkcja wpływa na codzienne
życie poszkodowanego. Poprzez zaprezentowanie charakteru wcześniej wykonywanej
pracy, uprawianego hobby, czy stałych zwyczajów, autor znakomicie uzmysławia, w
jaki sposób cały świat dosłownie wywraca się do góry nogami, kiedy osobnik
nabawia się neurologicznego urazu. Za sprawą zestawienia przedtem z teraz Sacks
uwypukla wszystkie niedogodności, trudności oraz problemy, wynikające z nabytej
dysfunkcji, pozwalając lepiej zrozumieć osobisty dramat chorego.
Warto przy
tym podkreślić, że na podstawie lektury, autor, utytułowany oraz doświadczony
neurolog, w żadnym razie nie zaczyna uchodzić za cudotwórcę. Zaskakuje wręcz
fakt, że większa część książki to bardziej obserwacje znakomitego badacza niż
efektowne próby przywrócenia utraconych zdolności, umiejętności, etc. Sacks
jedynie w niewielkim stopniu inicjuje a następnie bacznie śledzi uczenie się
mózgu, by skompensować utracone funkcje. W większości przypadków czytelnik jest
zatem świadkiem odbudowy normalnego życia
poprzez opracowanie innych metod wykonywania różnych czynności, edukację
chorego z zakresu wykorzystania posiadanych zasobów umysłowych do zrównoważenia
braków, wywołanych uszkodzeniem określonych ośrodków. Problemy nie znikają, ale
Sacks pomaga sobie lepiej z nimi radzić. Ponadto, poprzez konkretne przykłady autor
uzmysławia i udowadnia jak ogromne zdolności regeneracyjne i naprawcze posiada
ludzki mózg, którego jeszcze kilkanaście lat temu nie posądzano o taką
elastyczność – nie spodziewano się, że aż w tak dużym stopniu możliwe jest
przejęcie funkcji zdefektowanego ośrodka poprzez te, które z nim sąsiadują.
Z pewnością
godny podkreślenia jest również styl literacki Olivera Sacksa. Należy
zaznaczyć, że autor jest wspaniałym erudytą, który w sposób jasny i klarowny
potrafi opowiadać o rzeczach tak skomplikowanych, jak działanie czy zaburzenia
w funkcjonowaniu ludzkiego mózgu. Książka pozbawiona jest medycznego żargonu, a
wszystkie niezbędne terminy (jak wspomniana agnozja,
afazja, aleksja, itd.) są bardzo dobrze wyjaśnione, a dodatkowo zobrazowane
konkretnym przykładem. Ponadto Sacks bardzo często sięga do historii leczenia
ludzkich schorzeń, przytaczając postacie znakomitych naukowców, których
odkrycia wywarły znaczący wpływ na opisanie, czy odkrycie danej dysfunkcji
neurologicznej. Autor równie chętnie odwołuje się do prac swoich kolegów po
fachu, których wielu traktuje jako uznany autorytet. Łatwo dostrzegalna jest
skromność tego intrygującego człowieka, który sam uchodzi za wybitnego
uczonego. Bez cienia zażenowania wspomina on o udzielonej mu pomocy, bez
wahania zwraca się z prośbą o wsparcie, by dany przypadek medyczny zbadać na wszystkich,
możliwych płaszczyznach. Przyznaję szczerze, że taka bezpośredniość w uznawaniu
cudzych kompetencji, mimo, że jest czymś absolutnie normalnym, wywarła na mnie
ogromne wrażenie. Sacks momentami przypomina mi krystalicznie szczere w swej
ciekawości dziecko, które z bezgraniczną ufnością prosi swojego nauczyciela o
wyjaśnienie trapiącej go kwestii. To naprawdę zachwycające, że człowiek o takim
stanie wiedzy, cały czas pragnie dowiadywać się czegoś nowego, będąc przy tym
tak pokornym.
Tak jak
wspominałem, autor często przywołuje prace wybitnych naukowców o bardzo
rozległych zainteresowaniach, przywodzących na myśl sławetnego człowieka
Renesansu. W mojej opinii Olivera Sacksa również można uznać za tego typu
polimata. Wszechstronnie wykształcony, uzbrojony w ogromne zasoby wiedzy,
eksploruje wciąż jeszcze nie poznane i niezbadane meandry ludzkiej psychiki,
czyniąc przy tym znakomite relacje ze swoich arcyciekawych wypraw. Fachowość
oraz naukowe podejście zostały wybornie splecione z literacką lekkością pióra.
W efekcie czytelnik otrzymuje książkę, którą można traktować również jako zbiór
opowiadań, poświęconych ludziom z niecodziennymi schorzeniami neurologicznymi.
Utwór nie ma nic wspólnego z suchymi danymi na temat schorzenia,
wyszczególnionymi w punktach objawami, czy zawężeniem pacjenta wyłącznie do
noszonej przez niego choroby. Książka to pełnokrwista proza, którą, mimo braku zaskakujących
zwrotów akcji, czy nafaszerowanej adrenaliną fabuły, śledzi się z ogromnym
zainteresowaniem. Szczególnie wartościowy wydaje się rozdział, na który
składają się zapiski z prywatnego dziennika Olivera Sacksa, pisanego w czasie
walki z czerniakiem, który zaatakował jedną z gałek ocznych autora. Badacz i
lekarz, który nagle zaczyna występować w roli pacjenta prowadzi dokładną
autoanalizę własnego przypadku, tworząc ciekawe studium emocjonalne człowieka
pogrążonego w poważnej chorobie. Sacks podobnie jak większość ludzi odczuwa
bezsilność, niemoc oraz strach, a ponadto ujawnia dyskomfort oraz wahania,
związane z faktem, że całą swoją nadzieję musi pokładać w zajmującym się nim
fachowcu. Można powiedzieć, że jest to utwór napisany na dwa głosy, które
wzajemnie się przeplatają – z jednej strony odzywa się zdesperowany człowiek,
walczący z zagrażającym mu schorzeniem, z drugiej wtóruje mu naukowiec, który
do wszystkiego próbuje podchodzić racjonalnie i rzeczowo. Ten dwuton stanowi
bardzo ciekawą mieszaninę. Wisienką na torcie, które wieńczy całą książkę jest
ostatni rozdział, tytułowe Oko umysłu,
ukazujący na przykładzie kilku pacjentów, w jak różny sposób zachowują się
mózgi osób, które utraciły zdolność widzenia.
Reasumując krótko, moje pierwsze spotkanie z Oliverem Sacksem okazało
się bardzo przyjemnym doświadczeniem. Autor dał się poznać zarówno jako
znakomity uczony, posiadający erudycyjne inklinacje, dobry pisarz, przed którym
pióro pokornie się korzy, wyginając się tak, że potrafi oddać wszelkie
intrygujące przemyślenia i refleksje autora oraz lekarz z krwi i kości, traktujący
swoich pacjentów po ludzku, jako przyjaciół, którym należy pomóc na wszelkie
możliwe sposoby. Spodobało mi się również podejście Sacksa względem własnej
osoby, który choćby poprzez podkreślanie własnej niezdarności czy omawianie
chorób, jakimi jest dotknięty w dość przewrotny sposób przekonuje o tym, że
każda jednostka ludzka jest na swój sposób wyjątkowa oraz wartościowa.
P.S. Pozycję udało mi się nabyć w sieci taniej książek Dedalus w cenie 18 zł (cena okładkowa: 44,90 zł).
Wasz Ambrose
piątek, 30 maja 2014
O relatywizmie dobra
„Gdy człowiek bogaty powstrzyma się od kradzieży kromki chleba, nie jest to tak chwalebne, jak gdy czyni to głodny.”
John B. Weber
przytoczone w książce Wyspa Klucz Małgorzaty Szejnert
czwartek, 29 maja 2014
O zasłonach dymnych
„Nic nie powstrzymuje niepożądanych pytań skuteczniej niż strumień nabożnych frazesów.”
Subskrybuj:
Posty (Atom)









.gif)
