Wolna i niezawisła Ukraina jest jedynym prawdziwym gwarantem niepodległości Polski. Jeśli upadnie Ukraina, kwestią czasu będzie upadek Polski.

piątek, 16 sierpnia 2013

O ikonie demokracji



W miesiącach, jakie nastąpiły po publicznym ujawnieniu zdjęć [z Abu Ghraib] stawało się coraz bardziej oczywiste, że tego typu okrucieństwa nie były wynikiem działań poszczególnych żołnierzy, którzy łamali przepisy. Były one spowodowane decyzjami podjętymi przez administrację Busha, żeby przepisy naginać, ignorować lub odrzucać. Polityka administracji stworzyła klimat dla Abu Ghraib i dla znęcania się na różne sposoby nad zatrzymanymi na całym świecie.”

Stany Zjednoczone: Unikanie odpowiedzialności za tortury? (United States: Getting Away with Torture?) raport Human Rights Watch


 przytoczył Philip Zimbardo w książce Efekt Lucyfera

czwartek, 15 sierpnia 2013

O grzechu bezczynności



To dobrzy biskupi i kardynałowie (oraz papieże, a być może nawet i święci - przyp. A.V.) kryli grzechy swych krzywdzących dzieci proboszczów, motywowani przeważającą nad wszystkimi innymi względami troską o wizerunek Kościoła katolickiego. Wiedzieli oni, co było nie w porządku, i nie robili nic, żeby naprawdę przeciwstawić się temu złu, w ten sposób pozwalając zboczeńcom, aby nadal grzeszyli przez całe lata (przy czym ostatecznym kosztem dla Kościoła były miliardowe odszkodowania i wielu rozczarowanych wyznawców).

Philip Zimbardo Efekt Lucyfera

środa, 14 sierpnia 2013

wtorek, 13 sierpnia 2013

"Dar" Vladimir Nabokov - Literacka mimikra

Okładka książki Dar 

Dar

Vladimir Nabokov


Tytuł oryginału: Дар
Tłumaczenie: Eugenia Siemaszkiewicz
Wydawnictwo: MUZA S.A.
Liczba stron: 479
 
 
 
 
 
Są pisarze, których zna absolutnie każdy szanujący się czytelnik. To nazwiska powszechnie kojarzone na całym świecie, otoczone nimbem wielkości. Do grona tego typu twórców z pewnością zaliczyć można Władimira Władimirowicza Nabokowa (Vladimira Nabokova), amerykańskiego artystę rosyjskiego pochodzenia. Urodzony w 1899 roku pisarz sporo podróżował po całym świecie, stając się niejako jego obywatelem. Do 1920 roku żył w rodzimej Rosji, później przyszła pora na Europę Zachodnią – Berlin, Cambridge, Paryż przyjmowały kolejno w gościnę tego wybitnego twórcę. W latach 1940 – 1960 Nabokow mieszkał w USA, by przenieść się stamtąd do Szwajcarii, w której przebywał aż do śmierci w 1977 roku. Obecnie, w szerokim gronie czytelników, twórczość Nabokowa została zredukowana niemal wyłącznie do Lolity – postacie Humberta Humberta oraz jego młodocianej kochanki na stałe wpisały się do kultury masowej skutecznie wypierając bohaterów innych powieści. Pozostałym dziełom rzadko kiedy poświęca się tyle słów oraz opinii, tymczasem są one również dobre, a często lepsze niż sławetna historia opętanego przez nimfetkę pedofila. Lolita należy do amerykańskojęzycznej twórczości autora, spośród której na największą uwagę zasługuje chyba Blady ogień. Z kolei za najdoskonalszą, rosyjskojęzyczną powieść Nabokowa uważa się Dar. Niektórzy literaturoznawcy posuwają się do jeszcze odważniejszych twierdzeń, że Dar to najlepsza XX-wieczna powieść rosyjska w ogóle. Zamiast jednak wdawać się w próżne dywagacje i nierozstrzygalne spory, lepiej przyjrzeć się historii powstania książki, która jest równie ciekawa, co sama lektura.

Są powieści, które autor musi dosłownie wyrzygać – potok myśli zalewa mózg, spływa natychmiast na papier, tak, że świat zewnętrzny odchodzi niejako w niepamięć, chowając się za horyzontem natchnienia, które bezlitośnie każe tworzyć i tworzyć. Dar z pewnością do tego typu twórczości nie należy. Powstanie książki można by prędzej porównać do długiego, mozolnego, niejednokrotnie odkładanego porodu. Pomysł na powieść narodził się po zakończeniu Rozpaczy, w 1932 roku. Dar ze względu na szerokie spektrum poruszanych tematów oraz wplecienie w utwór biografii autentycznych postaci, wymagał wnikliwych studiów i przygotowań. Długie miesiące poświęcone zostały zatem zbieraniu materiałów na temat krytyka i publicysty, lidera rewolucyjnego ruchu lat 60. XIX wieku, Mikołaja Czernyszewskiego oraz podróżnika, przyrodnika i botanika, Konstantina Kiriłłowicza Godunowa-Czerdyncewa, ojca głównego bohatera, Fiodora. W 1934 roku Nabokow przerwał pracę nad Darem by zająć się fascynującą oraz dość tajemniczą książką Zaproszenie na egzekucję, którą swego czasu można było nabyć w ramach kolekcji Polityki – Współczesna literatura rosyjska. Zaproszenie na egzekucję powstało w ciągu dwu tygodni wspaniałej ekscytacji i nieprzerwanego natchnienia i jest to świetny przykład utworu, który autor musi dosłownie wyrzucić z siebie za jednym zamachem. W 1936 pojawił się kolejny przestój, związany z tłumaczeniem na język angielski Rozpaczy. Wreszcie w roku 1938 Nabokow ukończył Dar, ale pojawił się nieoczekiwany problem – wydawnictwo nie chciało opublikować czwartego rozdziału powieści, tj. prześmiewczej biografii Czernyszewskiego autorstwa bohatera Daru Fiodora, jako dzieła zbyt kontrowersyjnego, naruszający dobry ton, w imię którego nie należało w złym świetle przedstawiać cenionego podówczas twórcy. Dar doczekał się kompletnej publikacji dopiero w 1952 roku. Jeszcze później dotarł on do czytelnika polskiego, który mógł się zapoznać z polskim przekładem w 1995 roku za sprawą niezawodnego Państwowego Instytutu Wydawniczego. O czym stanowi zatem książka, której losy są tak pokrętne?

Dar to powieść, która wychodzi poza ramy literatury. To ciąg znaków tak niesłychanie przemyślnie skonstruowany, że sprawiający wrażenie czegoś odrobinę nadludzkiego, igrającego na nosie klasycznej powieści. To znania mi z Bladego ognia, prześmiewcza plątanina fikcji oraz rzeczywistości, w obliczu której wyrażenie fakt autentyczny traci znamiona pleonazmu, bowiem prawda staje się jedynie sformułowaniem umownym, rzeczą, o której postanowiono wspomnieć w oficjalnych kronikach i na mocy tego działania, uznać dane wydarzenia za odbyte, a więc realne (niepewny i rozchwiany umysł chciwy jest zatem pewności a-b-s-o-l-u-t-n-e-j, nawet kosztem językowych bubli). Owa osmoza rzeczywistości i fikcji zachodzi w Darze w sposób trudny do wychwycenia. Z tego powodu, czytelnikowi w trakcie lektury słusznie może towarzyszyć poczucie zwodzenia, czy też naigrywania się. Nabokow robi nas w balona, czyni to jednak tak subtelnie oraz umiejętnie, że aż trudno nie przyklasnąć. Powieść jest swoistą układanką, utworem, w którego skład wchodzi kilka gatunków literackich.

Przede wszystkim jest to historia Fiodora Godunowa-Czerdyncewa, młodego, rosyjskiego, początkującego poety, przebywającego na emigracji w Berlinie. Czytelnik bardzo dokładnie poznaje postać artysty, dowiadując się o jego rytuałach, przyzwyczajeniach, kontaktach towarzyskich. Kolejną warstwę książki stanowi twórczość Fiodora, na którą składają się jego młodzieńcze wiersze oraz biografia Mikołaja Czernyszewskiego i nieukończona biografia ojca, Konstantina Kiriłłowicza Godunowa-Czerdyncewa. Co ciekawe, większość utworów przytaczana jest w całości, tak, że Fiodor za sprawą swoich dzieł, których autorem jest Władimir Nabokow, wkracza niejako do naszej rzeczywistości, zyskując realne kształty. (Podobny zabieg rosyjski artysta zastosował również w Bladym ogniu, będącym analizą literacką poematu, stworzonego przez Nabokowa, na potrzeby powieści.) Ostatni poziom stanowią poglądy literackie Fiodora, które zgodne są z wartościami, wyznawanymi przez Nabokowa. Najniezwyklejszą formę owych literackich dywagacji tworzą fikcyjne rozmowy Fiodora z poetą Konczejewem (nie istniejącym w naszej rzeczywistości, ale egzystującym w fabule powieści) – Fiodor, uważający Konczejewa za głównego rywala w walce o literackie laury, traktuje go równocześnie jako równorzędnego twórcę, któremu z ogromną przyjemnością przedstawiłby swój punkt widzenia na literaturę rosyjską. Ponieważ do spotkań w cztery oczy z Konczejewem nie dochodzi, Fiodor wymyśla fikcyjne dialogi, które prowadziłby ze swoim druhem, gdyby do konfrontacji jednak doszło (dialogi rzecz jasna znajdują się w powieści Dar).

Jakby tego wszystkiego było mało, Nabokow stosuje również inne środki, zaciemniające literacki obraz. Wszechwiedzący narrator trzecioosobowy, który zaczyna całą powieść wykazuje równe często, co zaskakujące tendencje do ewoluowania w narratora pierwszoosobowego, którym jest oczywiście Fiodor Godunow-Czerdyncew (przez wielu uważany za postać wzorowaną na samym Nabokowie). I nadal nie jest to wszystko, co przygotował dla nas pomysłowy pisarz. Umysł Fiodora jest bowiem równie chłonny na otaczające go bodźce, co skory do fantazji. Wobec tego w powieści nie zabraknie dzieł wyobraźni głównego bohatera, które dopiero po pewnym czasie okażą się fikcją, snem na jawie, złudzeniem, czy też projekcją wyobraźni. Przychylna recenzja, rojenia znajomego na temat zmarłego syna, czy wspomniane konwersacje z Konczejewem – czegoż to umysł Fiodora nie weźmie na swój warsztat. Wszystkie te sztuczki Nabokowa sprawiają, że dzieło jest dosyć skomplikowane w odbiorze, a równocześnie piekielnie interesujące i oryginalne. Autor zdaje się skwapliwie ukrywać sens swojego utworu, plącząc go i maskując w gąszczu literackich sztuczek.

Wydaje się, że Dar można traktować jako swoisty manifest Nabokowa – pisarz przedstawia w nim swoje poglądy na literaturę rosyjską. Czyni to jednak zgodnie z konwencją, w której utrzymany jest cały utwór, czyli nie wprost, nieco pokrętnie. Program artystyczny jest prezentowany między wierszami. Idee pisarza wyłożone zostały jako negacja i krytyka działalności literackiej Czernyszewskiego, rosyjskiego filozofa, socjalisty, rewolucjonisty, będącego również redaktorem, publicystą oraz krytykiem literackim. Czernyszewski cieszył się sporą estymą, m.in. u Włodzimierza Lenina. Wydaje się zatem zrozumiałe, że w momencie ukończenia powieści w roku 1938, Nabokow nie miał co liczyć na umieszczenie w niej krytycznej biografii tego wielkiego, z sowieckiego punktu widzenia, działacza. Sprawa przybiera jednak zupełnie inny obrót, kiedy uświadomimy sobie fakt, że w roku 1938 Nabokow od dawna przebywał na emigracji, a czasopismo Sowriemiennyje zapiski, na łamach którego miał ukazać się Dar, było rosyjskim czasopismem emigracyjnym, mieszczącym się w Paryżu. Cała historia przybrała zatem arcyzabawny obrót, bowiem Władimira Nabokowa spotkało dokładnie to, co dotknęło bohatera książki, Fiodora Godunowa-Czerdyncewa – okazało się, że nawet wśród niechętnych komunistom emigrantom panuje przekonanie, że istnieją tradycje rosyjskiej myśli społecznej, z których uczciwy pisarz nie śmie się naigrywać, w obliczu których niemożliwa jest publikacja przepełnionej kpiną biografii Czernyszewskiego. W owym feralnym tekście, Nabokow podkreśla, że wg Czernyszewskiego sztuka winna być podporządkowana celom społecznym i politycznym. Sztuka zredukowana zostaje zatem do roli służebnicy, której poziom określa się na podstawie wartości, jakie stara się ona zaszczepić u odbiorcy. Na obok zostaje odstawiona forma, na polu bitwy pozostaje jedynie treść, która koncentruje się na opisie i ocenie rzeczywistości. Hołdując takiemu podejściu, Czernyszewski traktował krytykę literacką jako swoiste egzaminowanie artysty z idei, które ten stara się przekazać. Nieważna jest forma artystycznego wyrazu – liczy się wyłącznie wartość merytoryczna dzieła. Jednak, jeśli temat nie jest odpowiedni, jeśli nie jest on rzetelnie potraktowany, jeśli wreszcie stosunek artysty do owego tematu jest w mniemaniu Czernyszewskiego, wierzącego w wartości obiektywne, właściwy, to dzieło w żadnym razie nie może liczyć na pochlebną recenzję i z góry zasługuje na dyskredytację.

Zgoła inaczej do sztuki podchodził Nabokow. Szczegółowo wyłuszczone koncepcje Czernyszewskiego stanowią zatem negatyw idei Nabokowa. Pisarz zaprezentował swoje spojrzenie na literaturę poprzez przedstawienie zupełnie odwrotnego stanowiska i jest to przejaw kolejnej gry, która prowadzona jest nieustannie z czytelnikiem. Zresztą już sam tekst, tj. powieść Dar jako całość, stanowi idealne zaprzeczenie koncepcji Czernyszewskiego – Nabokow niejako dwukrotnie zaszydził z rosyjskiego krytyka, literatura i publicysty. Pełną złośliwości i przytyków biografię użył jako budulca do dzieła, pozornie pozbawionego głębszej treści, będącego na pierwszy rzut oka sztuką samą w sobie.

O miałkości Daru nie może być jednak mowy. Przyglądając się powieści, posiłkując się przy tym wyczerpującym posłowiem autorstwa Leszka Engelkinga, geniusz Nabokowa objawia się w pełnej krasie. Szczególne wrażenie robi metafizyczna głębia, która rozciąga się w Darze. Książka przepełniona jest aluzjami oraz literackimi motywami, świadczącymi, że podmiot liryczny, który można chyba utożsamiać z samym Nabokowem, jest przekonany, że istnieje coś po drugiej stronie lustra. Fiodor Godunow-Czerdyncew, podobnie jak i Nabokow to człowiek o wyostrzonym zmyśle spostrzegania, który przejawia się zarówno w dobrej znajomości natury ludzkiej jak i umiejętności transponowania codziennych przeżyć, zabarwionych magią i niezwykłością do swojego literackiego monumentu. Artysta przypomina zatem Julio Cortázara, oko, które widzi, potrafiące dostrzec rzeczy drobne, pozornie nieuchwytne, małe i pozornie ważkie, ochoczo znikające z orbity zainteresowań poważnych osobników. Nabokow nie obraca się jednak wyłącznie pośród naszej rzeczywistości – wydaje się, że amerykański twórca sięga gdzieś po za nią, bezwstydnie podglądając Absolut (i to TEN znany z Mrożkowego opowiadania Ad acta), patrząc spokojnie na brzeg dla zwykłych śmiertelników niedostępny, niewidoczny oraz nieznany. I choćby z tego powodu warto sięgnąć po to niezwykłe dzieło, jakie niewątpliwie stanowi Dar.

O nieprzystosowanych


Lepiej jest dla całego świata, jeśli zamiast czekać na egzekucję zdegenerowanego potomstwa za popełnione zbrodnie lub pozwolić im przymierać głodem z powodu imbecylizmu, społeczeństwo może nie pozwolić tym, którzy są wyraźnie nieprzystosowani, na przedłużenie ich gatunku. Trzy pokolenia imbecylów to wystarczy.

to nie słowa Hitlera, jak by się mogło wydawać, a jednego z najwybitniejszych prawników w historii USA, liberała (!) Olivera Wendella Holmesa

przytoczone w książce Philipa Zimbardo Efekt Lucyfera



poniedziałek, 12 sierpnia 2013

Z Podróży Guliwera


Historia ludzkości jest nagromadzeniem spisków, buntów, morderstw, rzezi, rewolucji, banicji, samych najgorszych skutków, jakie mogą przynieść ze sobą chciwość, stronniczość, hipokryzja, wiarołomstwo, okrucieństwo, wściekłość, szaleństwo, nienawiść, zazdrość, żądza, zła wola i ambicja... Nie mogę wysnuć żadnego innego wniosku niż ten, że większość twoich rodaków jest najzłośliwszą rasą drobnego, wstrętnego robactwa, jakiemu natura kiedykolwiek pozwoliła pełzać po powierzchni ziemi.

Jonathan Swift, Gullivers Travels, 1727 (Podróże Guliwera przyp. A.V.)

przytoczone w książce Efekt Lucyfera Philipa Zimbardo

niedziela, 11 sierpnia 2013

Zimbardo i wkręty Nosela


Większość z Was słyszała pewnie któryś z wyczynów Kamila Nosela, który najpierw w Radiu Złote Przeboje, a teraz w Radiu Zet wkręca ludzi. Dla tych, którzy nigdy w akcji go nie słyszeli, krótko przedstawię na czym polega jego typowy wkręt. Nosel, udając zwykle kobietę, najczęściej z centrali lub innej instytucji dającej mu przewagę autorytetu, dzwoni do ofiary, często urzędnika lub znanej osoby, i nakazuje jej podjęcie jakiegoś absurdalnego działania. Część radiosłuchaczy lubi jego manipulacje, a cześć nie. Niektórzy uważają, że są one ustawione, ale niesłusznie. Po prostu spalone podejścia, czyli te, gdy cel spławił natręta i wysłał go, by skakał na przysłowiowy bambus, nie idą na antenę. A co to ma wspólnego z Zimbardo?

Od czasu, gdy pierwszy raz usłyszałem Nosela wykonującego swoją robotę, zastanawiałem się, czy wszyscy ci ludzie naprawdę są aż takimi kretynami? Pan Kamil przecież wielokrotnie daje aż nadto czytelne sygnały, że to podpucha i że dzwoniący chce zakpić z rozmówcy, poczynając od brzmienia głosu, jakiego używa Nosel, aż po teksty typu „podporucznik z V Brygady Lotnictwa Podziemnego i Nadziemnego” i inne podobne absurdy, a mimo to, co dzień ma nowy temat, nowy udany wkręt. A Wy jakie macie odczucia?

Jedni z wkrętów Nosela się zaśmiewają, wierząc, iż oni nie daliby się nabrać. Inni uważają, że to nie są prawdziwe wkręty, tylko ustawki, co jak już wspomniałem jest nieprawdą. Po lekturze Efektu Lycyfera Zimbardo mam niestety świadomość, iż ani jedni, ani drudzy nie mają racji. Teraz tyle razy, ilekroć przypadkiem usłyszę tę audycję, czuję się przytłoczony świadomością, że to, co wydaje się większości śmieszne lub zmyślone, jest w rzeczywistości tragiczne i prawdziwe, jest czubkiem góry lodowej poważnego problemu.

W Stanach Zjednoczonych FBI walczyło z serią przestępstw zwanych „numerem z rewizją osobistą”. Manipulacja polegała na tym, iż ktoś dzwonił do kierowniczki fast foodu przedstawiając się jako powiedzmy funkcjonariusz policji Scott i informował, że pilnie potrzebna jest jej pomoc w związku z kradzieżą dokonaną przez pracownicę jej restauracji. Jako sprawczynię kradzieży, czyli swoją główną ofiarę, wybierał młodą i atrakcyjną dziewczynę z personelu. Nakazywał kierowniczce lub kierownikowi zamknąć tę osobę w pomieszczeniu na zapleczu do czasu przyjazdu policji, który oczywiście nigdy nie następował. Pomieszczenie wybierał z tych, które są objęte monitoringiem i do którego zapewnił sobie wcześniej dostęp. Polecał przybrać do czynności mężczyznę i następnie nakłaniał do obnażenia zatrzymanej i jej przeszukania wraz ze sprawdzeniem zawartości pochwy i odbytu. Każda „czynność” była przez personel telefonicznie na bieżąco relacjonowana „policjantowi”, a kamery robiły swoje. Potem, gdy sytuacja się rozkręcała, dochodziło i do innych czynności o jednoznacznie seksualnym charakterze, a nawet gwałtów. Spraw takich było w USA kilkadziesiąt w kilkudziesięciu stanach (tylko do roku najdalej 2007). Sprawcami okazywali się wytrawni oszuści podglądacze, przygotowani do planowanych manipulacji; uzbrojeni w wiedzę psychologiczną, znajomość kultury korporacyjnej i wewnętrznych przepisów atakowanych przedsiębiorstw oraz poufnych informacji o nich. Firmy wrobione przez oszustów musiały płacić ofiarom ogromne odszkodowania, pracownicy wrobieni w „pomocników” byli wyrzucani z pracy, ponosząc poza tym karne konsekwencje swych zachowań, a ofiary bezpośrednie miały traumę do końca życia. Ilość udanych wkrętów tego typu, podobnie jak sukcesy Nosela, każą się zastanowić, czy zmanipulowani są głupi, czy też jednak każdy z nas może paść ofiarą takiego ataku, zwłaszcza jeśli zostanie on fachowo przygotowany i przeprowadzony?

Tą ostatnią możliwość potwierdza Donna Summers, kierowniczka McDonald’sa w Mount Washington w stanie Kentucky, zwolniona z pracy za to, że dała się podstępem nakłonić do wykonywania poleceń autorytetu przez telefon. Jej słowa:

Myślisz o tym i mówisz; ja nie zrobiłbym tego. Ale jeśli nie znajdziesz się w tej sytuacji, w tym czasie, to skąd wiesz, co byś zrobił. Nie wiesz tego.*

brzmią prawie identycznie z wypowiedzią naszej noblistki, którą niedawno przytaczałem w recenzji Efektu Lucyfera:

Tyle wiemy o sobie ile nas sprawdzono

Dan Jablonski, agent specjalny FBI, który się zajmował niektórymi z tych przestępstw, mówi tak:

Ty i ja możemy tu siedzieć i osądzać tych ludzi i mówić, że byli oni cholernymi durniami (jak ja kocham te amerykańskie gadki – przyp. A.V.) Ale oni nie są szkoleni w posługiwaniu się zdrowym rozsądkiem. Są szkoleni, by mówić i myśleć: Czym mogę panu służyć?

Badania i eksperymenty amerykański psychologów społecznych poszły jeszcze dalej – pokazały, że takie numery można dość łatwo wycinać we wszelkich zhierarchizowanych środowiskach, jak choćby w służbie zdrowia. Uzdolniony lub uzbrojony w odpowiednią wiedzę manipulator może bez problemu dokonać morderstwa pacjenta wydając przez telefon personelowi polecenie podania zabójczej dawki leku. Przykłady można mnożyć.

Wróćmy jednak do Nosela. Jego numery dotykają przedstawicieli całego polskiego społeczeństwa. Od szaraków po celebrytów, od prostaków po ludzi obytych i wykształconych, od urzędników po biznesmenów. W dodatku, w przeciwieństwie do amerykańskich zboczonych oszustów, Nosel nie staje do walki uzbrojony w dogłębną znajomość procedur i realiów środowiska, w którym obracają się jego cele. Nie ma też za sobą wiedzy teoretycznej i praktycznej, którą mają jego przestępcze odpowiedniki zza Wielkiej Wody. Atakuje niejako z doskoku, improwizuje. Oni jednak ograniczali się do ataków na fast foody, jako instytucje najbardziej odmóżdżające swoich pracowników, a on nie musi. Czyżby więc cała Polska w tym aspekcie była jednym wielkim fast foodem?

Chciałbym zobaczyć wyniki podobnych badań lub eksperymentów, gdyby ktoś je przeprowadził w Polsce. Mogłyby nas chyba zszokować. Na razie wystarczy posłuchać audycji Nosela i w myślach przyrównać je do realiów amerykańskich. Można się załamać. Wychodzi na to, że całe nasze społeczeństwo co do możliwości krytycznej oceny sytuacji i zdolności do obrony przed manipulacją przypomina najbardziej zrobotyzowany personel amerykańskich firm postrzeganych jako najbardziej odmóżdżające. Uważajcie, by i Was ktoś nie wkręcił


Wasz Andrew





* Wszystkie wytłuszczone cytaty kursywą - Philip Zimbardo Efekt Lucyfera

sobota, 10 sierpnia 2013

O postrzeganiu czasu


Liczba czynników, które wywierają na nas subtelny, choć wszechobecny wpływ, od dzieciństwa, przez okres dojrzewania, aż po dorosłość, jest tak duża, że często nie zdajemy sobie sprawy, w jaki sposób zaczynamy przedkładać w naszym myśleniu jedną kategorię czasową nad inne.

Philip Zimbardo, John Boyd Paradoks czasu