Wolna i niezawisła Ukraina jest jedynym prawdziwym gwarantem niepodległości Polski. Jeśli upadnie Ukraina, kwestią czasu będzie upadek Polski.

środa, 19 grudnia 2012

Życie na rauszu



Charles Bukowski*

Hollywood

wydawnictwo: Noir sur Blanc 2002

W ostatnim czasie w naszym kraju obserwujemy wzmożone zainteresowanie czytelników twórczością nieżyjącego już Amerykanina zmarłego w 1994 - Charlesa Bukowskiego; znanego skandalisty i uznanego twórcy. Domyślając się, iż u podłoża tego zjawiska leży między innymi profesjonalnie przeprowadzone przedsięwzięcie marketingowe z ciekawością jednak sięgnąłem po Hollywood; przedostatnią z sześciu napisanych przez Bukowskiego powieści, którą opublikował w 1989, a więc prawie u kresu swego życia.

Hollywood jest autobiograficzną opowieścią o pisaniu scenariusza i pełnej przeciwieństw drodze do nakręcenia opartego na nim filmu**, w której pisarz swe własne doświadczenia i swą własną tożsamość dla formalności przelał w postać Henry’ego Chinaski. Więcej o fabule, o ile ten termin może się odnosić do wspomnień, nie ma co pisać, żeby nie odbierać czytelnikom tej odrobiny zaciekawienia, którą lektura Hollywood może wzbudzić, a i to tylko za pierwszym razem.

Styl prozy Bukowskiego jest prosty, na granicy płytkości. Mam wrażenie, iż jego pozycję w literaturze bardziej zbudował marketing, którego głównym elementami były wyeksponowany alkoholizm i seksualność, niż zalety jego pióra. Nawet reklamowane wulgaryzmy są tak dalekie od słownictwa, które można usłyszeć wszędzie, nie wybierając się nawet na mecze piłki nożnej, jak skaleczenie nożyczkami do paznokci od rany po pile łańcuchowej. Mnie osobiście taka konwencja nie za bardzo odpowiada, a sama lektura nie była czymś zachwycającym, ale trzeba też przyznać uczciwie, że nie była też męcząca. Zwykła opowieść alkoholika, prawdopodobnie wielce utalentowanego, który pomimo długiego żywota spłodził raptem sześć powieści***. Podejrzewam, iż podkreślając pozytywny wpływ alkoholu, który był jego weną, zapobiegał myśli o tym, ile mógłby stworzyć, gdyby sam siebie przy jego pomocy nie niszczył.

Mam wielki niedosyt co do głębszych treści, a właściwie prawie ich braku w Hollywood. Znałem wielu pijaczków, zwykłych prostaków bez wykształcenia, którzy w dłuższej rozmowie okazywali się lepszymi obserwatorami życia i świata oraz większymi filozofami niż Bukowski. Wielka szkoda, gdyż liczyłem, iż człowiek, który większość życia spędził na rauszu, bardziej oderwany od codziennego kieratu niż zdecydowana większość mu współczesnych, zaprezentuje tutaj coś interesującego. Z drugiej strony rzecz biorąc, trzeba przyznać, że Bukowski prawdopodobnie z dużą dozą autentyzmu, choć może nieco koloryzując, przedstawił nam świat amerykańskiego przemysłu filmowego. To może być ciekawy aspekt lektury pod warunkiem, iż cały czas będziemy mieli świadomość, że jest to tylko subiektywne spojrzenie na część Hollywood, z którą Bykowski się zetknął, a zwłaszcza na Hollywood w pewnym ściśle określonym momencie jego historii. Momencie, który już dawno przeminął, wraz ze swymi realiami i klimatem. Jeśli ktoś chce poznać ducha współczesnego kina, zwłaszcza tego ambitniejszego, nie może się posiłkować Bukowskim. Lepiej niech sięgnie po coś współczesnego, jak choćby Kino to szkoła przetrwania Agnieszki Wiśniewskiej i Małgorzaty Szumowskiej.

Moment podsumowania jest zawsze najtrudniejszy, ale w tym wypadku szczególnie sprawia mi problem, gdyż Hollywood trzeba odmiennie oceniać zależnie od kryteriów, którymi się będziemy kierować. Wartości moralnych, wzorców do naśladowania czy jakiegokolwiek przesłania próżno w tej książce szukać, podobnie jak mistrzostwa słowa czy stylu, więc absolutnie nie jest to lektura dla początkującego czytelnika, a zwłaszcza młodego, który mógłby uznać, że alkoholizm pomoże mu osiągnąć sukces i długie barwne życie. Prędzej właściwie odbierze ją koneser, zwłaszcza mający już doświadczenie życiowe pozwalające mu spojrzeć z dystansem na tą pijacką opowieść i najlepiej zmęczony innymi, wymagającymi i wypełnionymi wartościami dziełami, który szuka po prostu czegoś do poczytania. Czegoś, co nie wzburzy jego umysłu, serca ani duszy, a po prostu da się poczytać i odpocząć od wymagających lektur. Ja akurat nie byłem w takim momencie, więc mnie niestety Bukowski tym razem nie zachwycił

Wasz Andrew


* Henry Charles Bukowski
 ** Ćma barowa (Barfly, 1987) w reżyserii Barbeta Schroedera, z Faye Dunaway i Mickeyem Rourke w rolach głównych
*** Oczywiście powieści nie są jedynym dorobkiem literackim Bukowskiego, niemniej trudno go zaliczył do rewolwerowych piór.

Hollywood [Charles Bukowski]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE


poniedziałek, 17 grudnia 2012

Naprawdę trafny wybór

Okładka książki Trafny wybór 

Trafny wybór

J.K. Rowling


Tytuł oryginału: The Casual Vacancy
Tłumaczenie: Anna Gralak
Wydawnictwo: Znak
Liczba stron: 504




Po oszałamiającym sukcesie Harry’ego Pottera, brytyjska pisarka J.K. Rowling ponownie chwyciło za pióro i wydała na świat książkę, która ani z Hogwartem, ani nawet z magią nie ma absolutnie nic wspólnego. Do Trafnego wyboru, bo taki nosi tytuł najnowsze dzieło Rowling, początkowo podchodziłem bardzo sceptycznie. O mojej niechęci decydowała przede wszystkim medialna otoczka, wytworzona wokół powieści, bezustanne bombardowanie reklamami, zapewnieniami, że mamy do czynienia z arcydziełem, bestsellerem wszech czasów. Nie wiem czy w ogóle zdecydowałbym się na lekturę tej książki, ponieważ kieruję się zasadą, że im coś bardziej medialne, tym słabsze, gdyby po raz kolejny z odsieczą nie przyszedł portal lubimyczytac.pl. Otrzymałem propozycję moderowania dyskusji na temat Trafnego wyboru, na co przystałem, za co otrzymałem egzemplarz powieści. Dziś już wiem, że mój wybór był słuszny  (powinienem chyba rzec trafny) i bardzo się cieszę, że zapoznałem się z historią opowiedzianą przez panią Rowling.

środa, 12 grudnia 2012

Wyspa splamiona krwią

Okładka książki Święto kozła 

Święto Kozła

Mario V. Llosa


Tytuł oryginału: La Fiesta del Chivo
Tłumaczenie: Danuta Rycerz
Wydawnictwo: Znak
Liczba stron: 524




Śledząc nieco baczniej historię poszczególnych krajów Ameryki Łacińskiej, można dojść do przekonania, że nie ma praktycznie państwa na tym kontynencie, którego ludność nie doświadczyłaby wątpliwej przyjemności znalezienia się w obszarze władzy dyktatorskiej. Sympatyzujący z nazistowskimi Niemcami, udzielający schronienia samemu doktorowi Josefowi Mengelemu, Alfredo Stroessner Matiauda sprawował przez 35 lat władzę w Paragwaju; Jorge Rafael Videla Redondo, za którego rządów w Argentynie zniknęło jakieś 30 tysięcy osób w latach 1976 – 1981 piastował urząd prezydenta; Augusto José Ramón Pinochet Ugarte mogący pochwalić się nie lada kreatywnością, za przykład której może posłużyć przemianowanie głównych stadionów w Chile, w tym słynnego Estadio Nacional de Chile na obozy koncentracyjne, przez 16 lat był prezydentem kraju. I tak dalej, i tak dalej. Można by jeszcze długo wymieniać kolejne nazwiska oraz dopisywać do nich zasługi. Każdy z tych przypadków jest na swój sposób wyjątkowy, niepowtarzalny, ale jeśli na działania poszczególnych dyktatorów spojrzy się z perspektywy czasu, oceni się ich dokonania, to widać, że mechanizmy sprawowania władzy, stosunek do politycznych oponentów, podejście do kwestii takich jak wolność słowa, czy humanitaryzm, są w gruncie rzeczy bardzo podobne. W swojej książce Święto kozła, peruwiański pisarz, laureat Nagrody Nobla w dziedzinie literatury z roku 2010, Mario Vargas Llosa zaserwował nam rzetelne studium życia codziennego obywateli najróżniejszych klas oraz politycznych opcji w takim dyktatorskim okresie. Napisana w 2000 roku powieść traktuje o krwawych i brutalnych rządach dyktatora Republiki Dominikańskiej, Rafaela Leónidasa Trujillo Moliny.

niedziela, 9 grudnia 2012

sobota, 8 grudnia 2012

Tezy Marszałka



Miał rację Marszałek. Zawsze powtarzał, że naród u nas wspaniały, tylko ludzie kurwy.


Czas honoru Jarosław Sokół

piątek, 7 grudnia 2012

Spektakl spod znaku jednej ręki

Plakat spektaklu Jednoręki ze Spokane 

Jednoręki ze Spokane

Martin McDonagh


Tytuł oryginału: A behanding in Spokane
Reżyseria: Ana Nowicka
Teatr: BARAKAH
Czas trwania: 1 h 15 min.






Teatr Barakah na krakowskim Kazimierzu to jedna z najciekawszych propozycji na teatralnej mapie Grodu Kraka. Piękna i nieco nietypowa lokalizacja w piwnicach restauracji Klezmer Hois, skromna i malutka sala, która służy równocześnie za scenę jak i miejsce dla publiczności, dające poczucie niesamowitej zażyłości, jaka wywiązuje się pomiędzy widzem a artystą oraz znakomita obsada aktorska pod przewodnictwem reżyserki Any Nowickiej sprawiają, że do tego przybytku sztuki wraca się przy każdej nadarzającej się okazji.

Spektakl Jednoręki ze Spokane autorstwa irlandzkiego reżysera oraz dramatopisarza Martina McDonagha, znanego m.in. za sprawą Królowej piękności z Leenane, czy Kaleki z Inishmann, to kolejna propozycja krakowskiego teatru. Sztuka zaliczana jest do nurtu nowego brutalizmu zwanego też nowym realizmem, który namiętnie eksponuje okrucieństwo współczesnego świata. Ekspresję podkreśla teatralny język, nacechowany agresją i wulgaryzmami.

Główny bohater, tytułowy jednoręki, to pan Carmichael (w tej roli Paweł Sanakiewicz), który od 27 lat bezskutecznie poszukuje swojej dłoni, odciętej przez pędzący pociąg. W czasie swojej życiowej pielgrzymki po całych Stanach, której celem jest utęskniona ręka, trafia do przyautostradowego hoteliku w niewielkim miasteczku, gdzieś w USA. Dwójka miejscowych rzezimieszków, drobni dealerzy narkotykowi, biała dziewczyna Marylin (Monika Kufel) oraz jej czarnoskóry chłopak Toby (Ana Nowicka) na wieść o przybyciu jednorękiego desperata, wietrzą szansę na ubicie niezłego interesu. Z miejscowego muzeum etnograficznego wykradają zakonserwowaną, czarną i malutką dłoń Aborygena z Aborygenii, którą próbują opchnąć panu Carmichaelowi za okrągłe 500 $.

Obsada spektaklu - foto by Dorota Czarnecka [http://www.teatrbarakah.com]
Nietrudno sobie wyobrazić, że przez 27 lat poszukiwań, pan Carmichael nie raz, ani nawet nie dwa spotkał się już z podłymi wyłudzaczami, instrumentalnie traktującymi jego problem, spoglądając na niego jedynie przez pryzmat możliwości zainkasowania pokaźnej gotówki. Doświadczenie w tej materii nie zmniejsza jednak jego gniewu, którym wybucha niczym wulkan. Rozgrzana lawa jego złości daje się poważnie we znaki naiwnej, młodej parze. W końcu pan Carmichael nie wygląda na typa, z którego można sobie stroić żarty. Obsesja malująca się w jego płonących obłędem oczach, nienaturalna bladość skóry podkreślona sinymi ustami i workami pod oczami dodają jaskrawości obrazowi szaleńca, jaki się przed nami maluje. Swoje robią też opowieści i wspomnienia jednorękiego poszukiwacza, który podkreśla, że zemsty na ludziach odpowiedzialnych za pozbawienie go kończyny dokonał dawno temu, więc teraz jedynym jego celem jest odzyskanie utraconej dłoni.

Oprócz wspomnianej trójki, na scenie pojawi się jeszcze Mervin (Lidia Bogaczówna), hotelowy recepcjonista, pałający szlachetną miłością do małp, człowiek pragnący za wszelką cenę dokonać czynu bohaterskiego, szczególnie na oczach zmysłowej i ociekającej seksapilem Marylin. Mervin nudzi się niezmiernie swoim obecnym zawodem, nie może jednak narzekać, bo osoba, która wyszła niedawno zza kratek nie powinna oczekiwać niczego lepszego. W pewnym momencie okazuje się, że Mervin jest ostatnią deską ratunku dla tonących w ognistej zemście pana Carmichaela Marylin oraz Toby’ego. Trudno jednak jest liczyć na pomoc kogoś, kogo wykiwało się z towarem i wskazało glinom jako handlarza narkotykami ...
Cały spektakl podszyty jest pokaźną podszewką absurdu oraz czarnego humoru. Wykreowane postacie są nieco przerysowane, ale właśnie to przejaskrawienie czyni je komicznymi. W trakcie seansu przyjdzie nam być świadkami wielu niesamowitych oraz zabawnych sytuacji. Opowieści o machaniu odciętą dłonią (ten łzawy ton przy powiadaniu sentencji: Wiesz, jakie to uczucie, gdy ktoś macha Ci na do widzenia Twoją własną ręką?), walka na zakrwawione ludzkie kikuty, czy wreszcie arcykomiczna dyskusja telefoniczna pana Carmichaela ze swoją rodzicielką, która mimo połamanych kostek doczołgała się do jego pokoju i odkryła w nim stosy świerszczyków (Oglądasz gołe baby? No to teraz to już na pewno możesz powiedzieć swoim koleżankom, że jesteś lesbijką) kipią wręcz czarnym humorem.

Bohaterowie wygłaszając swoje kwestie wyrażają się dość kwieciście, często posługując się wulgaryzmami. Co rusz pada również seria, która zwala z nóg i wywołuje salwy śmiechu wśród publiczności (przedmiesiączkowe pragnienie samozagłady; rzucasz jak zezowata kurwa; nadwyżki rąk na zamrażarce; nie może podejść do telefonu, bo nadal nie żyje). Gra jest bardzo ekspresyjna, istotna jest mowa ciała, bogata gestykulacja połączona z częstym podnoszeniem głosu. Nieco w tle całej fabuły pojawiają się od czasu do czasu zdania, mające na celu podkreślenie amerykańskiego zakłamania i hipokryzji, choćby na temat źle pojmowanej poprawności politycznej, czy ciągle żywego rasizmu. Wydaje się jednak, że mocno absurdalna forma osłabiła nieco wydźwięk tych spostrzeżeń, które zdecydowanie ustąpiły miejsca komediowemu stylowi (Lubię niektóre czarnuszki, ale to wcale nie oznacza, że nie jestem rasistą!; Gówno z Ciebie, a nie Czarna Pantera!).

Przerażony Toby w konwersacji z panem Carmichaelelm - foto by Bartosz Tryboń [http://www.teatrbarakah.com]
Wracając jeszcze do aktorskiej gry, wspomnieć należy, że na szczególną uwagę zasługuje Lidia Bogaczówna, która w swojej męskiej roli Mervina spisała się po prostu rewelacyjnie. W mojej opinii zagrała na tyle wiarygodnie, że gdy Mervin, proszony o zgaszenie świeczki wetkniętej w kanister benzyny, zaczął rozpinać rozporek, złapałem się na tym, że spodziewam się, iż za chwilę ujrzę autentyczny atrybut męskości!

Ze względu na bardzo skromne rozmiary lokum, w którym grany jest cały spektakl, tradycyjnie już, widz zostaje zaproszony do współtworzenia całej sztuki. Tuż po jej rozpoczęciu, wejście, które zamienia się nagle w okno hotelowego pokoju, zostaje symbolicznie zamknięte, odcinając publice drogę ucieczki. Sprawia to, że sytuacja uwięzionych Marylin oraz Toby’ego staje się nam jeszcze bliższa. Aktorzy nie omieszkają również zwrócić się do nas z pytaniem, czasem będą szukać u nas aprobaty i potwierdzenia dla swoich słów, w pewnym momencie będziemy musieli naprawdę się nagimnastykować, aby nie oberwać jedną z latających dłoni, którymi z furią, wśród przekleństw i złorzeczeń, zaczną obrzucać się Tobi i Mervin.

Klimatu całej sztuce dodaje także muzyka grana na żywo przez Łukasza Łukasika. Mocne, niekiedy szarpiące nerwy, agresywne gitarowe riffy świetnie współgrają z wydarzeniami, pomagając zbudować nastrój adekwatny do danej sceny, podkreślają również klaustrofobiczny klimat. Swoje robi również bardzo udana scenografia, dobrze odgrywająca hotelowy pokój. Ściany poobklejane monotematyczną tapetą w szarej konwencji, w której przewijają się motywy Jamesa Deana, Rity Haywort oraz Hollywood i Sunset Boulevard sprawiają wrażenie, że uczestniczymy w projekcji czarno-białego filmu.

Reasumując, kolejne spotkanie z ekipą Teatru Barakah uważam za bardzo udane. Sztuka utrzymana w groteskowym klimacie, potrafiła zahaczyć również o tematy okrucieństwa, obsesji, czy manipulacji i graniem na ludzkiej uczuciach. Do tego świetne kreacje bohaterów, stworzone przez aktorów, wśród których na szczególną uwagę zasługują Lidia Bogaczówna oraz Paweł Sanakiewicz. Wszystko to razem sprawia, że Jednoręki ze Spokane to jeden najlepszych spektaklów, spośród tych, które przyszło mi obejrzeć w krakowskim teatrze.


Zdjęcia autorstwa Bartosza Trybonia pochodzą ze strony www.teatrbarakah.com

O rządzie




Być rządzonym to tyle co być obserwowanym, nadzorowanym, szpiegowanym, kierowanym, poddawanym prawu, oznakowanym, okiełznanym, zapisanym, indoktrynowanym, pouczanym, kontrolowanym, spętanym, szacowanym, ocenianym, cenzurowanym, sterowanym przez istoty nie mające po temu ani prawa, ani mądrości, ani cnoty.

Być rządzonym to tyle co być ewidencjonowanym, zliczonym, otaksowanym, ostemplowanym, zmierzonym, napiętnowanym, wycenionym, licencjonowanym, autoryzowanym, pouczanym, powściąganym, spętanym, poprawianym, reformowanym, karanym we wszystkim, co się robi, w każdej transakcji.

To tyle co, pod pretekstem użyteczności publicznej i w imię interesu powszechnego, być obciążanym kontrybucjami, musztrowanym, łupionym, wyzyskiwanym, monopolizowanym, szantażowanym, uciskanym, oszukiwanym, grabionym; a przy najmniejszym sprzeciwie, przy pierwszym słowie protestu, to tyle co być represjonowanym, obkładanym grzywami, upodlonym, prześladowanym, zaszczutym, sprofanowanym, zakutym w łańcuchy, rozbrojonym, związanym, spętanym, uwięzionym, sądzonym, skazanym, rozstrzelanym, deportowanym, poświęconym, sprzedanym, zdradzonym; i dla ukoronowania wszystkiego to tyle co być wyśmianym, wyszydzonym, zohydzonym, odartym z honoru.

To jest władza; to jest jej sprawiedliwość; to jest jej moralność.


P.J. Proudhon

    czwartek, 6 grudnia 2012

    Punkty widzenia




    Prześwietna scenka z powieści Czas honoru, której autorem jest Jarosław Sokół:

    Żydzi w warszawskim getcie negocjują w sprawie sprzedaży Kossaka. Kupiec Bromberg stara się zaniżyć wartość obrazu, a sprzedający argumentują za walorami dzieła:

    „              - (…) Wjazd Jana Sobieskiego do Wiednia – wielki triumf oręża polskiego.
    - Właśnie mówię – wojna, cierpienie. Mało mamy tego za oknem? Po co jeszcze wieszać na ścianie.
    Mama nie byłaby sobą, gdyby nie wtrąciła się do negocjacji handlowych.
    - Jakie cierpienie, o czym pan mówi, panie Bromberg? Niech pan sam zobaczy, jacy tu wszyscy są zadowoleni. O, ten rycerz na przykład. Albo ten.
    - Sabinko – upomniał ją delikatnie tata
    - Proszę pani – odpowiedział Bromberg – jak ja się patrzę na esesmanów, to widzę, że oni też są zadowoleni.
    - No wie pan, porównywać esesmanów do naszej husarii! – oburzył się tata.
    - Dla mnie to oni nie bardzo są nasi.
    - Panie Bromberg, to jest nasze wspólne dziedzictwo. Gdyby nie Sobieski, to Turcy podbiliby całą Europę!
    - Niemców też?
    - Oczywiście, że tak.
    - A widzi pan. I po co im było przeszkadzać?”