Wolna i niezawisła Ukraina jest jedynym prawdziwym gwarantem niepodległości Polski. Jeśli upadnie Ukraina, kwestią czasu będzie upadek Polski.

piątek, 21 września 2012

Człowieczeństwo


Mówiąc wprost, ludzie, którzy nie potrafili odzywać się do siebie po ludzku, negowali tym samym swoją równość.

William Styron (z książki Wybór Zofii)

czwartek, 20 września 2012

Trzy boginie Kazimierza

Mojry 

Mojry

Marek Soból


Wydawnictwo: W.A.B.
Seria: Archipelagi
Liczba stron: 228
 
 
 
 
 
W środowisku czytelniczym żyje dość żywe przekonanie, że współczesna polska proza praktycznie nie istnieje. Wielu zżyma się i zrzędzi, że obecnie pisarze z Kraju znad Wisły nie mogą zaproponować niczego, co chociaż przez chwilę mogłoby przykuć uwagę, a na kolejnego Lema, Gombrowicza, czy choćby Bachdaja przyjdzie nam jeszcze długo poczekać. Osobiście uważam takie oraz podobne opinie za wielce krzywdzące, bowiem moim zdaniem młoda polska twórczość ma się całkiem dobrze. Wydaje mi się, że najlepszym sposobem, aby się o tym przekonać, jest sięgnięcie po jedną z lektur, które proponuje nam Wydawnictwo A.B. w swojej serii Archipelagi. Ja skusiłem się niedawno na Mojry autorstwa Marka Sobola i dziś chciałbym nieco przybliżyć tę pozycję oraz sylwetkę pisarza.

Matematyka i jednooki



Idzie sobie ślepy na jedno oko, a na chodniku leży kupa.
Pytanie: ile kup na chodniku widzi ślepy na jedno oko?
Odpowiedz: widzi dwie kupy.
Uzasadnienie: przez jedno oko widzi g.... , a przez drugie oko g.... widzi.

środa, 19 września 2012

"Stowarzyszenie Umarłych Poetów" Nancy H. Kleinbaum


Nancy H. Kleinbaum 

Stowarzyszenie umarłych poetów

(oryg. Dead Poets Society)

Tłumaczenie: Paweł LaskowiczDom Wydawniczy Rebis 2012

Seria: Salamandra



Wiele jest filmów zrobionych na podstawie książek i prawie zawsze lektura okazuje się większym przeżyciem niż seans. Książki napisane na podstawie filmów są wyjątkami od reguły i do tej właśnie kategorii należy Stowarzyszenie Umarłych Poetów. Film w reżyserii Petera Weria z roku 1989 okazał się wielkim wydarzeniem, a genialna główna rola nauczyciela języka angielskiego, której odtwórcą był Robin Williams, przeszła do najlepszych w historii kina. Na podstawie scenariusza tego kultowego obrazu, którego twórcą jest Tom Schulman, Nancy Horowitz Kleinbaum napisała powieść pod tym samym tytułem.





Jeśli to możliwe, by ktoś jeszcze nie oglądał filmu, wspomnę, iż osią fabuły jest historia o inspirującym młodzież pedagogu. Całość jest osadzona w realiach amerykańskiej prywatnej szkoły tylko dla chłopców z końca lat pięćdziesiątych. Szkoły o bardzo surowej regule i skostniałych schematach nauczania, będącej symbolem ograniczeń wynikających ze stetryczałej tradycji. Co wyniknie ze zderzenia prądów wniesionych przez pełnego pasji nauczyciela wirtuoza z mieliznami konwenansów, oportunizmu i ludzkiej małości nie będę zdradzał. Na wypadek, gdyby naprawdę ktoś jeszcze nie wiedział co dalej.

Tematyka aktualna jak zawsze. Pomimo mijających dziesięcioleci wciąż musimy wybierać między ekspresją własnej indywidualności i możliwością poniesienia konsekwencji wyłamania się z tłuszczy, a zgodą na stłamszenie naszej osobowości za cenę świętego spokoju i doraźnych korzyści. Dlatego, między innymi, jest to pozycja kultowa i odkrywają ją dla siebie wciąż nowe pokolenia. Tyle o filmie. A książka? Kto oglądał film, przeczyta powieść z przyjemnością, ale bez ekscytacji. Niczego nowego nie znajdzie, choć i zarzucić wersji do czytania niczego nie można. W drugą stronę będzie lepiej, gdyż Stowarzyszenie Umarłych Poetów to jeden z nieprzemijających kamieni milowych w historii kina*. Obraz, którego nigdy się nie zapomina, o czym z pełnym przekonaniem Was zapewniam


Wasz Andrew


* Oscar 1990 za najlepszy scenariusz oryginalny dla Toma Schulmana, liczne nominacje i inne nagrody

Stowarzyszenie Umarłych Poetów [Nancy H. Kleinbaum]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

wtorek, 18 września 2012

Nomenklatura


- Dlaczego huragany nazywane są imionami kobiet?
- Bo najpierw są ciepłe i wilgotne, a potem zabierają dom i samochód!

Ryba uwięziona na Cejlonie

Ryba-Skorpion 

Ryba-Skorpion

Nicolas Bouvier

Tytuł oryginału: Le poisson-scorpion
Tłumaczenie: Andrzej Frybes
Wydawnictwo: Oficyna Literacka Noir sur Blanc
Liczba stron: 144
 
 



Nicolas Bouvier, urodzony w 1929 roku, to szwajcarski pisarz i podróżnik. W drodze był już od najmłodszych lat, zwiedzając początkowo różne zakątki Europy. W czerwcu 1953, Bouvier wraz ze swoim przyjacielem Thierrym Vernetem wyruszył do Jugosławii. W dalszej kolejności przyszła pora na Turcję, Iran oraz Pakistan. Na Przełęczy Chajberskiej Vernet opuścił swojego przyjaciela i od tego momentu Bouvier podróżuje sam. W roku 1955, poprzez Afganistan, Pakistan oraz Indie, Szwajcar trafił na Cejlon, gdzie spędza niemal 2 lata, zanim uda mu się wyrwać z przeklętej, jak się później okaże, wyspy.

Cejlon, często określany mianem szmaragdu na szyi subkontynentu oraz Arkadią wiktoriańskich podróży poślubnych to druga największa wyspa Oceanu Indyjskiego. Panuje tu klimat zwrotnikowy monsunowy. Ze względu na bezpośrednio sąsiedztwo równika, dominuje tu nieznośny upał – Cejlon to królestwo słońca, które około szóstej rano wzbija się nad horyzont jak ognisty pocisk i rozlewa po wyblakłym, zamglonym niebie. Wszędzie widać podstępne oko tego cyklopa odbijające się w oparach i wyziewach, które wysysa z miasta. Podczas nie kończącego się dnia przygniata swoim ciężarem rośliny, ludzi, myśli, każąc im dojrzewać i gnić w szalonym tempie, i zatruwa nas jak podły absynt, zanim dymiąc zanurzy się w morzu pośród rozpasanych, winnych czerwieni, które zresztą gasi w pośpiechu i zabiera ze sobą.

Pobyt na Cejlonie oraz wszelkie związane z tym udręki, Bouvier opisał w książce Ryba-Skorpion, z której to właśnie pochodzi powyższy cytat na temat słońca. Młody podówczas podróżnik postanowił nieco wypocząć po trudach dotychczasowej podróży. Bouvier przejął pokój (sto siedemnasty odkąd wyruszył ze Szwajcarii, jak sam wyliczył) w jednym z hoteli na południu wyspy, w którym do tej pory mieszkali jego znajomi. Regeneracja nie w pełni się jednak udała – Bouvier nabawił się tyfusu, a dodatkowo problemy finansowe przesądziły o konieczności dłuższego pobytu na wyspie.

Ryba-Skorpion to bardzo swoisty i nietypowy dziennik podróżny, bo napisany z perspektywy 20 lat, które upłynęły, nim pisarz zdecydował się przelać na papier towarzyszące mu na Cejlonie uczucia. Narrator książki, zamiast, jak moglibyśmy tego oczekiwać, snucia wspomnień na temat uroków czy zabytków Cejlonu, prowadzi bardziej rejestr dnia codziennego: wspomnienia rzeczywiste przeplatają się tutaj z ułudą i magią, a wszystko podane jest w zalewie filozoficzno-dygresyjnej, ponadto wszędobylski oraz bezlitosny upał sprawiają, że atmosfera klei się wręcz od lenistwa, które wynika bardziej z niemocy, letargu.

Książka Ryba-Skorpion zapozna nas ze stanami ducha młodego podróżnika, któremu nie raz, nie dwa przychodziła do głowy natrętna myśl, pytająca, po co właściwie to wszystko. Autor wprowadzi nas w nieco depresyjne stany, przez które dane mu było przejść. Cejlon jawi się tutaj nie jako rajska wyspa, a bardziej jako więzienie codzienności i rutyny, od których nie ma ucieczki. Bouvier serwuje znakomite studium zarówno ludzkiej społeczności zamieszkującej wyspę, wśród której znajdziemy przedstawicieli Tamilów, Maurów oraz ludu Wedda jak również niezwykłe obserwacje dotyczące świata owadów. Dla pogrążonego w samotności Szwajcara, który nie był w stanie złapać bliższego kontaktu z żadnym z autochtonów, towarzyszami niedoli stały się mrówki, żuki, termity oraz inne robaczki. Autor z szacunkiem opisuje świat zwierząt, studiuje dokładnie ich zachowania oraz zwyczaje. Na szczególny szacunek zasługuje malowniczy opis bitwy, jaka rozegrała się pomiędzy mrówkami a termitami, które odbywały swoje loty godowe. Wydaje się, że jedynie człowiek skrajnie samotny mógł tak żywo i precyzyjnie przedstawić świat owadów, w którym egzystencja na co dzień toczy się w sposób niezauważalny dla zwykłego zjadacza chleba.

Narracja, przypomina momentami błądzenie w oparach obłędu. Wspomnienia mają ten charakter, być może ze względu na chorobę, która męczyła wówczas Bouviera. Smaku dodają także snute opowieści na temat czarów i magii, które są niemal powszechne na Cejlonie (doświadczył jej także sam Bouvier – w końcu pomoc ducha zmarłego zakonnika w redagowaniu artykułu z pewnością nie należy do rzeczy pospolitych). Dowiadujemy się, że praktycznie każdy mieszkaniec styka się regularnie z białą lub czarną magią, okazuje się, że porachunki, akty zemsty, itp., zdecydowanie częściej załatwia się za pomocą magicznych sił, dżinów, czy demonów niż przy użyciu słów czy przemocy fizycznej. Grozą wieje szczególnie, gdy autor raczy nas nastrojowym opisem wioski M..., która uchodzi za źródło wszelkich nieszczęśliwych wypadków.

W swojej prozie Brouvier nie skąpi również filozoficznych dygresji. Podróż na Daleki Wschód pozwala krytycznych okiem spojrzeć na dotychczasowy dorobek Cywilizacji Zachodu, z której to zresztą Szwajcar pragnął zerwać, czego definitywnym symbolem zdaje się być list od byłej ukochanej (spod znaku Skorpiona; jeśli dodamy, że Bouvier to zodiakalna Ryba to mamy przynajmniej jedno odniesienie do tytułu książki, reszty poszukajcie sami), zawiadamiający o zawartym związku małżeńskim. Zachodniej kulturze dostaje się m.in. za uzurpowanie sobie prawa do uważania się za centrum planety oraz postrzegania pozostałych regionów świata w kategoriach uboższych intelektualnie przedmieść, które wypada darzyć jedynie pogardą, ewentualnie od czasu do czasu nazwać jakoś krainy, gdzie owe zaścianki się znajdują. Bouvier redefiniuje także tradycyjnie rozumiane pojęcie postępu, które na Zachodzie mierzone jest miarą udogodnień, jakie dany wynalazek przynosi strudzonej ludzkości. Wg Bouviera przedmiotem oraz podmiotem postępu jest człowiek, a istota rozwoju winna bardziej skupiać się na dążeniu do duchowej doskonałości – mechanistyczne oraz utylitarne podejście zaślepia i zubaża Zachód począwszy od Archimedesa i Leonarda. Kontynuując jeszcze krytykę europejskich wymysłów, dodać należy, że szwajcarski podróżnik zręcznie wypunktował ideał tzw. życia w harmonii z naturą. Brouvier udowadnia, że to fanaberia filozofów, by nie rzec obraźliwiej, bajkopisarzy z Północy, gdzie przyroda jest o wiele bardziej spokojna, poddańcza, spętana. Cejlon, a ogólniej, strefa podzwrotnikowa, to zupełnie inna rzeczywistość – niezwykła bujność, obfitość, wola życia wszelkich organizmów aż przytłacza. Gdybyśmy się chociaż na chwilę zapomnieli w całej tej zielonej klatce i zbyt intensywnie poddali się kontemplacji cudów przyrody, mogłoby dojść do tego, że zostalibyśmy przez nią żywcem pożarci.

Patrząc na grubość Ryby-Skorpiona dziwić może nieco skromna objętość całej książki. Zastanawiające jest, że tyle czasu spędzonego na Cejlonie obrodziło raptem w te kilkadziesiąt stron. Śmiesznym wydaje się fakt, że napisanie tak małej liczby arkuszy kosztowało tyle wysiłku, a przy dziele tym wylało się tyle hektolitrów potu. Zaskakuje równocześnie bogactwo treści, które zawarto na tym niewielkim polu. Wydaje się, że umysł Brouviera wciąż był przygwożdżony upałem, a każde słowo było dokładnie ważone w myślach, zanim podjęto tytaniczny wysiłek by przelać je na papier.

Podsumowując, Ryba-Skorpion to kawał dobrej prozy, która pod płaszczykiem podróżnego dziennika, skrywa zdecydowanie głębsze treści. Reminiscencje dotyczące pobytu na Cejlonie stają się dla Bouviera pretekstem do wędrówki w zakamarki własnej psychiki. Szwajcar, udowadnia swoim piórem, że studiując obce kultury, badając nieznane nam obyczaje, wcielając się w rolę widza, obserwatora cudzej codzienności, jak na patelni zaczynamy dostrzegać siebie oraz swoje życie. Słowem, okazuje się, że prawdziwa podróż odbywa się w głąb nas samych.

P.S.
Na zakończenie piękna i mądra sentencja Bouviera na temat istoty włóczenia się po świecie: A journey does not need reasons. Before long, it proves to be reason enough in itself. One thinks that one is going to make a journey, yet soon it is the journey that makes or unmakes you.

P.S.2
Pozycja do nabycia w Matrasie za piątaka.

poniedziałek, 17 września 2012

"Nowy wspaniały świat" Aldous Huxley



Aldous Huxley
Nowy wspaniały świat
(oryg. Brave new world)

Przekład i posłowie Bogdan Baran

Wydawnictwo Literackie Kraków 1988

Seria: Fantastyka i Groza

Po Nowy wspaniały świat, autorstwa nieżyjącego już Aldousa Huxleya, sięgnąłem dzięki konkursowi Skody i serwisu LubimyCzytać.pl Czytam, bo wiem co dobre!. Wiele było wartościowych lektur do wyboru, lecz wybrałem tę, o której wiedziałem najmniej. I był to strzał w dziesiątkę!


Rzecz dzieje się w XXVI wieku. Ludzkość, której kolejne pokolenia są produkowane i warunkowane w wielkich fabrykach, osiągnęła stan permanentnej szczęśliwości; bez wojen i głodu, bez starości, bez strachu przed śmiercią i troski o jutro. Bez zawiedzionych miłości nawet. Każdy ma wszystko, czego pożąda i nikt nie pożąda niczego, czego mieć nie może. Jedynie w najodleglejszych, niewartych ucywilizowania zakątkach świata, rezerwatach odgrodzonych drutami pod wysokim napięciem, żyją relikty dawnego świata trapione chorobami, religią i głodem.

Elementem łączącym obie rzeczywistości i umożliwiającym ich dynamiczne zderzenie jest zakończona nieszczęśliwym wypadkiem podróż jednej z obywatelek Nowego Świata do Rezerwatu. Tam, uwięziona przez długie lata, rodzi syna, a gdy ten dorasta, oboje wracają do cywilizacji. Fabuła, wzbogacona również o kilka innych wątków, ma jednak tylko wprowadzić nas w cudowny świat przyszłości.

Od powieści Huxleya po prostu nie sposób się oderwać. Wciąga jak żadna inna, a myśli, które prowokuje, nie dają zasnąć. Czyta się ją jakby napisana została wczoraj i aż się wierzyć nie chce, że powstała w 1931 roku. Wydaje się nawet, iż z każdym mijającym dziesięcioleciem nabiera większej aktualności.

Nowy wspaniały świat, klasyfikowany jako antyutopia, w sferze przekazywanych treści i pytań przypomina cebulę. Można obierać warstwa po warstwie, by pod spodem znajdować kolejne, jeszcze świeższe. I podobnie jak cebula, może wywołać płać, lecz nie z oczu, a duszy.

Powieść absolutnie genialna i aktualna. Warta polecenia każdemu, kto nie boi się samodzielnie myśleć; podważać prawdy i wartości uznawane za niepodważalne, zastanowić się nad odwiecznymi sprzecznościami tkwiącymi w człowieku; w jego działaniach i marzeniach. W człowieku jako jednostce będącej niepowtarzalną, ale zarazem społeczną. Pragnącą wolności, a zarazem stabilności, różnorodności, a zarazem jedności. W kategorii książki zmuszającej do myślenia Nowy wspaniały świat to absolutny numer jeden ze względu na wagę, wielość i ponadczasowość poruszanych problemów, a także na styl, który sprawia, iż lektura wciąga i nie puszcza.

Miałem szczęście, iż trafiło mi się wydanie z roku 1988 opatrzone ówczesnym posłowiem, które przez swą ewidentnie widoczną dziś nieaktualność, ukazuje rzeczywistą ponadczasowość samej powieści. Kiedy uświadomimy sobie realia okresu, w którym posłowie powstało, czyli ostatnie tchnienie realnego socjalizmu, zobaczymy to, co zawsze podkreślam: większość społeczeństwa ma (oczywiście w indywidualnie zróżnicowanym stopniu) mózgi zorane indoktrynacją wszelkiego rodzaju: związków wyznaniowych, polityczną, marketingową. Widać to jako jedną z tez w Nowym świecie, a dowodem właśnie owo posłowie. Jego autor nie potrafił wyrwać się z mentalnych okowów swoich czasów i dlatego widać dziś jego nieadekwatność do naszych dzisiejszych realiów. Jednocześnie, jeśli ponownie wspomnimy szokującą datę powstania dzieła – 1931 - widzimy tchnienie geniuszu. Zauważyć należy też wielkość krytyków lat międzywojennych, którzy już wtedy powieść Huxleya zauważyli. My, bogatsi o doświadczenia faszyzmu i komunizmu, a przede wszystkim obserwujący nieustanne zmierzanie społeczeństw Zachodu w kierunku Społeczeństwa Dostatku i Szczęśliwości, tym bardziej powinniśmy docenić tą powieść i po raz kolejny odkryć wielkość Aldousa Huxleya. Choć drogi, którymi podąża nasz dzień dzisiejszy wydają się na pozór odległe od tych, które doprowadziły do powstania Nowego wspaniałego świata, to gdy patrzę na coraz większą liczbę wytworów ery totalnego marketingu, czyli ludzi, którzy mają czas tylko na pracę i reklamowane rozrywki, bez chwili na refleksję, zastanowienie, czy nawet własny sposób na wolny czas, ba - nawet bez chwili dla własnych dzieci, to myślę, że z każdym dziesięcioleciem Nowy wspaniały świat będzie książką jeszcze bardziej wartościową i niestety coraz bardziej aktualną. Chyba, że kiedyś znajdzie się na indeksie. 


Wasz Andrew

Nowy wspaniały świat [Aldous Huxley]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

niedziela, 16 września 2012

Nekrofilia


Dzisiaj kolega mnie zapytał: Czy wiesz co to jest nekrofilia? No ja na to trzasnąłem regułkę... A on na to: To pociąg do zakopanego!!!