piątek, 15 lutego 2019

Siri Hustvedt "Świat w płomieniach" - Obierając cebulę masek

Świat w płomieniach

Siri Hustvedt

Tytuł oryginału: The Blazing World
Tłumaczenie: Jerzy Kozłowski
Wydawnictwo: W.A.B.
Liczba stron: 398
 
 
 
 
Łacińskie słowo fictio oznacza tworzenie, kształtowanie ale też zmyślenie. W tym kontekście, fikcja literacka jest powoływaniem do istnienia tworów, które rodzą się w wyobraźni autora bądź autorki. Materią do ich powstania mogą być rzeczy, ludzie czy zdarzenia związane z bezpośrednią rzeczywistością demiurga, ale ciągle mamy do czynienia z niezależnym bytem, który nie stanowi wiernego odwzorowania użytych elementów składowych, natomiast funkcjonuje według własnych zasad, niekoniecznie widocznych na pierwszy rzut oka. O tym jak pomysłowy i niebanalny może być obraz świata przedstawionego przekonują nas kolei pisarze i pisarki, a całkiem dobrym przykładem jest napisana w 2014 roku powieść Świat w płomieniach, pióra amerykańskiej poetki, krytyk sztuki i prozatorki, Siri Hustvedt (ur. w 1955).

Utwór już od pierwszych stron przywodzi na myśl literaturę uprawianą przez Vladimira Nabokova (w szczególności takie tytułu jak Blady ogień oraz Dar), czyli mistrza słownych gierek specjalizującego się w wodzeniu czytelnika za nos. Książka Hustvedt to wielopoziomowa fikcja, której poszczególne warstwy zachodzą na siebie składając się na wspaniałe dzieło, będące świadectwem kreatywności i niezwykłego warsztatu pisarskiego. Powieść utrzymana jest w formie obszernego opracowania naukowego poświęconego osobie i dorobkowi Harriet Harry Burden, kontrowersyjnej artystce, której twórczość – za życia lekceważona, wręcz wzgardzona i odrzucona – doceniona zostaje dopiero pośmiertnie. Będąc przeświadczona, że (…) podświadome wyobrażenia o płci, rasie i sławie wpływają na rozumienie danego dzieła sztuki przez odbiorców [1] oraz, że to właśnie z racji bycia kobietą jej płody nie spotkały się z należną atencją, Burden przeprowadza eksperyment, mający potwierdzić stawiane przez nią tezy. Kobieta (…) zaangażowała kolejno trzech mężczyzn, podstawiając ich jako autorów swoich prac. Trzy wystawy indywidualne w trzech nowojorskich galeriach, przypisywane Antonowi Tishowi (1998), Phineasowi Q. Eldridge’owi (2002) i artyście posługującemu się pseudonimem Rune (2003), w rzeczywistości stworzyła Burden [2]. Na ślad zagadkowej rzeźbiarki i autorki instalacji trafia I.V. Hess, profesor estetyki, którego projekt Burden (…) z miejsca zafascynował swoją ambicją, lecz także filozoficzną złożonością i wyrafinowaniem [3]. Uczony uznaje za wskazane, (…) by z różnorodnego materiału pozostawionego przez Burden skonstruować swoistą historię [4], oddając tym samym hołd niekonwencjonalnej personie. W takich właśnie okolicznościach napisany zostaje Świat w płomieniach, książka I.V. Hessa będąca intrygującą biografią Harriet Burden.

Na utwór Hustvedt (czy może I.V. Hessa), będący prawdziwym konglomerat i popisem eklektyzmu, składają się fragmenty dzienników prowadzonych przez Burden (ich treścią są zarówno wspomnienia, refleksje i dywagacje jak i (…) notatki o przeczytanych lekturach, bardzo licznych i zahaczających o wiele różnych dziedzin: literaturę, lingwistykę, historię, psychologię i neuronaukę [5]), artykuły naukowe traktujące o fenomenie prac Harry bądź fałszywych autorów (Tisha, Eldridge’a i Rune’a), wycinki recenzji oraz rozmowy ze znajomymi i krewnymi artystki. Tym samym odbiorca poznaje główną bohaterkę na kilku płaszczyznach, począwszy od życia prywatnego, poprzez postrzeganie na forum publicznym, a na autoanalizie skończywszy. Fascynujący jest fakt, że w zasadzie trudno jest mówić o spójnym portrecie – Burden okazuje się postacią na tyle nieszablonową, że w zależności od tego, z jakiej perspektywy ją oglądamy, wizerunek faluje i przybiera najróżniejsze kształty, zresztą zgodnie ze słowami samej protagonistki, która zauważa: Wszyscy jesteśmy zwierciadlanym odbiciem i echem siebie nawzajem [6].

I tak Harry jawi się jako osoba (…) ekscentryczna, paranoiczna, zapalczywa, histeryczna, a nawet agresywna [7], z zacięciem do artystycznego auto-sabotażu. Nie brak też porównań do napastliwej i zaczepnej feministki, która stara się uzmysłowić wszystkim, że świat sztuki to uniwersum zdominowane przez zadufanych w sobie, kiepsko wykształconych i próżnych samców (W tej branży liczą się głównie mężczyźni. A gdy zauważa się kobiety, często jest to jedynie próba naprawienia tego, co przeoczono w przeszłości. Co interesujące, wiele kobiet – nie wszystkie – doczekały się sławy, gdy przestały już odgrywać rolę obiektu pożądania seksualnego [8]). Ale ze wspomnień bliskich wyłania się także oblicze piekielnie inteligentnej kobiety, pełnej empatii, a jednocześnie trawionej przez poczucie krzywdy i niesprawiedliwości, która przez lata musiała godzić się na wegetację w cieniu męża, uznanego marszanda, poświęcając się obowiązkom domowym i wychowaniu dzieci. Tłamszenie artystycznych aspiracji przerywa dopiero śmierć małżonka, która jest zarówno aktem wyzwolenia jak i przyczyną ogromnego żalu, wrażenia pustki i osamotnienia.

Sylwetka Harriet Burden oraz jej dorobek zostają również wdzięcznie wykorzystane do zbadania skomplikowanej dynamiki samej percepcji. Siri Hustvedt, momentami w sposób bardziej, a niekiedy mniej bezpośredni pyta o mechanizmy, które kierują odbiorem płynących z otoczenia bodźców i zamianą ich na emocje, odczucia. Amerykanka sygnalizuje, że sam proces postrzegania i rejestrowania impulsów ze świata zewnętrznego może być zakłócany przez nasze nastawienie i związane z tym wyobrażenia i przypuszczenia (Dlaczego ludzie widzą to, co widzą? Muszą istnieć jakieś konwencje. Oczekiwania. W przeciwnym razie nie widzielibyśmy niczego; wszystko ginęłoby w chaosie. Typy, kategorie, kategorie, koncepty [9]). Ponadto podkreślona zostaje niejednoznaczność i tendencje do zmian obserwowanego obiektu (mogącego ulegać transformacjom już z racji samego aktu obserwacji) – stąd właśnie wynika (…) sens naprawdę uważnego przyglądania się wszystkiemu, bo po pewnym czasie to, co się widzi, wcale nie jest tym, co chwilę przedtem wydawało nam się, że widzimy [10]. To oddziaływanie obiekt-obserwator rozważane jest w odniesieniu do szeroko rozumianej sztuki (Czym jest gust? Czy powstało kiedykolwiek dzieło sztuki nieobciążone oczekiwaniami i uprzedzeniami oglądającego, czytającego lub słuchającego, choćby najbardziej wykształconego i wyrafinowanego? [11]), reguł według których pracuje człowiecza pamięć (Sceny z przeszłości, oglądane z perspektywy dnia dzisiejszego, ulegają bezustannym przeobrażeniom i modyfikacjom, i tyle, i zmiany te zachodzą bez naszej świadomości [12]) jak i międzyludzkich interakcji. Hustvedt ogromną wagę przywiązuje do motywu masek i luster, które stanowią prawdziwą obsesję Harriet Burden. Zgon męża pozwala uzmysłowić sobie w jak dużym stopniu dotychczasowa egzystencja sprowadzała się do tkwienia w pętach schematów i ról, wynikających z płci, seksualności, pozycji społecznej, pochodzenia, etc., a jednocześnie stanowi impuls do tego, by spróbować wykorzystać do własnych celów owe etykiety i konwenanse. Co ciekawe, działalność Harriet Burden pokazuje, że nie można bezkarnie grać, kłamać, udawać, że każde podszywanie się pod kogoś, kim się nie jest, zawiązuje nić interakcji pomiędzy naszą osobowością a ową wykreowaną tożsamością.

Wszystkie zastosowane przez Hustvedt puzzle – zabawa formą, plątanie się w następnych poziomach fikcji (świetna jest choćby analogia: Anton, Phineas i Rune jako twórcy prac Harry Burden oraz profesor I.V. Hess jako autor książki napisanej przecież przez Siri Hustvedt), zahaczanie o szereg zagadnień z pogranicza sztuki, techniki, nauki społecznych, filozofii czy literatury (bardzo przyjemne jest choćby nawiązanie do utworów i samej osoby Philipa K. Dicka) – umożliwiają zbudowanie powieści, którą czyta się z prawdziwą przyjemnością, ale i odrobiną intelektualnego wysiłku. Zagłębiając się w odmęty wykreowanego przez Amerykankę świata przyświecają nam słowa: Obierasz cebulę masek, warstwa po warstwie, posuwając się coraz dalej w głąb książki [13]. A gdzieś pod całym tym ciężarem (ang. burden to właśnie ciężar, brzemię) otrzymujemy portret kobiety, usiłującej dokonać aktu zemsty na pogardzanej części męskiego świata sztuki, stosując jednak te same narzędzia, które wzbudzają w niej złość, tj. przedmiotowe traktowanie płci przeciwnej. Zdecydowanie polecam – Świat w płomieniach to jedna z lepszych książek przeczytanych przeze mnie w 2018 roku.


[1] Siri Hustvedt, Świat w płomieniach, przeł. Jerzy Kozłowski, Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2017, s. 6
[2] Tamże, s. 5
[3] Tamże, s. 6
[4] Tamże, s. 12
[5] Tamże, s. 9
[6] Tamże, s. 121
[7] Tamże, s. 14
[8] Tamże, s. 81
[9] Tamże, s. 70
[10] Tamże, s. 102
[11] Tamże, s. 120
[12] Tamże, s. 265
[13] Tamże, s. 227

8 komentarzy:

  1. Cieszy mnie Twoja pozytywna recenzja Hustvedt. Może zdążę ją przeczytać jeszcze w tym życiu.;) Z zamieszczonych przez Ciebie cytatów wnioskuję, że styl autorki zagęścił się, znam ją z bardzo prostych zdań (ale świetnie budujących atmosferę.)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To moje pierwsze spotkanie z prozą Hustvedt i przyznaję, że nie wiedziałem czego się spodziewać, chociaż podświadomie oczekiwania miałem całkiem spore. Książka jest wg mnie fantastyczna - śmiało można stawiać ją w tej samej lidze, co wspomniany "Dar" czy "Blady ogień". Ogromnie spodobały mi się tez opisy prac Harriet Burden (jedna z instalacji odrobinę skojarzyła mi się ze sławetnymi abakanami) - nie zdziwiłbym się, gdyby któryś artysta próbował nawet wcielić w życie opisane pomysły :)

      A po inne książki Hustvedt na pewno sięgnę i wtedy porównam różnice w stylu ;)

      Usuń
  2. Ciekawe, jak do książki odniósł się mąż pisarki, Paul Auster. Czytałam kilka jego książek i są znakomite. Mam nadzieję, że powieść Siri nie spowodowała małżeńskiego kryzysu... W końcu (prawie) każda powieść jest po części autobiograficzna i być może Siri oddaje w niej również swoje uczucia jako pisarki, żony wybitnego pisarza, (być może) pomijanej w rankingach najlepszych twórców.
    Ciekawy będzie dla mnie wątek (gdy już sięgnę po tę książkę) podszywania się pod cudzą tożsamość, a także to co określasz "skomplikowaną dynamiką percepcji" i jak nasze nastawienie, uprzedzenia, wcześniejsze doświadczenia, czy informacje mogą na nią wpływać. Jak - widząc współczesny obraz po raz pierwszy - sięgnąć do naszego wewnętrznego, niezakłóconego niczym gustu, poczucia piękna itd. Jest to bardzo trudne, pewnie niemożliwe. Dlatego czasem krytycy sztuki "objaśniają" nam istotę jakiegoś dzieła, a my potulnie się z nimi zgadzamy...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ha, ja z kolei nie znam jeszcze dorobku Paula Austera. Analogii Auster-uznany pisarz kontra Hustvedt-pisarka pewnie można by się doszukać, ale w przypadku bohaterki "Świata w płomieniach" podkreślony zostaje fakt, że Harriet tworzy przed związkiem z mężem i w okresie, kiedy jest już wdową, czyli element męski jest tutaj czynnikiem hamującym twórczą działalność. Hustvedt nie pisze do szuflady, bo przecież inne jej dzieła także cieszą się szacunkiem czytelników, stąd nie uważałbym protagonistki za alter-ego pisarki :)

      O tak, zagadnienie odbioru dzieła poprzez wcześniejsze doświadczenia to jeden z głównych tematów książki i wg mnie został on znakomicie zaprezentowany. A co do krytyków, to niestety i u nich można zauważyć pewne stereotypy, uprzedzenia czy uproszczenia - na przykładzie swojej bohaterki Hustvedt pokazuje, że geniusz na ogół nie daje się schwytać w karby prostych formułek, co może prowadzić do ostracyzmu.

      Usuń
  3. W eksperymentalno-metafikcyjnym duchu odczuwam tu bliskość do "Trylogii nowojorskiej", której zresztą autorka też się pojawiła. Ciekawy bardzo ten przypadek małżeństwa literackiego i przenikania jego do fikcji. Bardzo chcę przeczytać tę powieść.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak jak wspominałem przy okazji "4 3 2 1" zamierzam sięgnąć po twórczość Paula Austera i ciekaw jestem ogromnie, jak na kartach jego książek została odmalowana Hustvedt. A "Świat w płomieniach" gorąco polecam - wg mnie to rewelacyjna powieść, która zasługuje na czytelniczą uwagę. Obcowanie z nią to czysta przyjemność.

      Usuń
  4. Również uważam, że to jedna z lepszych książek jakie czytałam - powieść zmusza do myślenia. Podobała mi się zarówno forma, jak i problemy jakie poruszone zostały w tej historii.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ha, forma jest rzeczywiście bardzo pomysłowa, chociaż jak słusznie zauważyłaś, wymusza na czytelniku podjęcie pewnego intelektualnego wysiłku. I faktycznie, jak to ujęłaś w swojej recenzji, mamy do czynienia z pewnego rodzaju śledztwem, bowiem spośród dostarczanych informacji (nierzadko wykluczających się) musimy skonstruować postać Harriet, którą poznajemy nie tylko jako artystkę, ale także jako żonę, matkę czy ukochaną.

      Usuń

Czytamy wnikliwie każdy komentarz i za wszystkie jesteśmy wdzięczni. Zwłaszcza za te krytyczne. Jeśli chcesz o czymś porozmawiać, zapytać, zwrócić uwagę na błąd, pisz śmiało. Każda wypowiedź, zwłaszcza na temat, jest przez nas mile widziana. Nie odrzucamy komentarzy anonimowych, jeśli tylko nie naruszają prawa. Można zamieszczać linki do swoich blogów i inne, jeśli nie są ewidentnym spamem. KOMENTARZE UKAZUJĄ SIĘ DOPIERO PO ZATWIERDZENIU przez nas :)