poniedziałek, 25 lutego 2019

Ian McDonald "Luna: Nów" - Lunarny Dziki Zachód

Luna: Nów

Ian McDonald

Tytuł oryginału: Luna: New Moon
Tłumaczenie: Wojciech Próchniewicz
Wydawnictwo: MAG
Liczba stron: 362
 
 
 
Księżyc, samotny naturalny ziemski satelita to pierwsze i jak na razie jedyne ciało niebieskie, na którym udało się wylądować przedstawicielom rodzaju ludzkiego. Odległość pomiędzy Srebrnym Globem a naszą planetą to średnio ponad 384 400 km i z racji tej – uwzględniając odległości panujące w Kosmosie – bliskości wydaje się, że to właśnie Luna może stanowić cel wypraw, których finalnym rezultatem byłoby utworzenie pierwszej, pozaziemskiej kolonii (za opcją księżycową przemawiają choćby prawdopodobne złoża helu-3 czy możliwość założenia bazy, z której prowadzono by dalszą eksplorację Układu Słonecznego). Jednak ze względu na ogromne koszty takiego przedsięwzięcia i całego szeregu przeszkód z nim związanych (brak atmosfery chroniącej przed zabójczym promieniowaniem; niska grawitacja, w szerszym wymiarze czasowym, nie pozostająca bez wpływu na organizm człowieka; ekstremalne temperatury panujące na powierzchni czy wszechobecny pył księżycowy) trudno mówić o konkretnych terminach, w jakich miałaby powstać ewentualna osada na Srebrnym Globie. W chwili obecnej – zarówno dla niecierpliwych jak i dla ciekawskich – pozostaje literatura science fiction, która od dawna eksploatuje temat księżycowy. Jedną z nowszych pozycji jest trylogia Luna, autorstwa angielskiego pisarza Iana McDonalda (ur. 1960).

Akcja pierwszej powieści ze wspomnianego cyklu, Luna: Nów, osadzona została na przełomie XXI i XXII wieku. Księżyc to ziemska kolonia zamieszkała przez 1,7 miliona obywateli, która formalnie zarządzana jest przez Lunar Development Corporation. Tyle, że Srebrny Glob coraz silniej dąży do niepodległości, tym bardziej, że realną władzę sprawują przedstawiciele Pięciu Smoków, czyli potężnych rodów będących jednocześnie korporacjami wyspecjalizowanymi w danym typie działalności bądź usług (transport, wydobycie helu-3, eksploatacja metali ziem rzadkich, nanotechnologia i systemy komputerowe oraz przemysł rolniczy powiązany z szeroko rozumianą biotechnologią). W momencie rozpoczęcia fabuły sytuacja na Lunie jest nerwowa i dynamiczna – napięte relacje pomiędzy klanami będące (…) chaotycznym labiryntem dozgonnych lojalności, syczących przez zęby uraz i odwiecznych konfliktów [1] skutkują obfitością podjazdowych starć, brudnych zagrań czy chwilowych sojuszy zawieranych poprzez aranżowane czasowe małżeństwa. Ponadto uwidaczniają się tarcia pomiędzy poszczególnymi pokoleniami – założyciele, pamiętający jeszcze ziemski matecznik, wcale nie kwapią się do tego, by oddać ster swoim urodzonym już na Księżycu następcom, których mentalność czy sposób myślenia jawi się jako obcy, a niekiedy wręcz niezrozumiały. W takich okolicznościach wystarczy iskra, by doprowadzić do potężnej eksplozji trudnych do przewidzenia wypadków.

Historię snutą przez Iana McDonalda cechuje wielowątkowość oraz rozmach – autor wprowadza na literacką scenę szereg postaci, które wchodzą ze sobą w różnorakie interakcje. Ta wielość zdarzeń oraz protagonistów pozwala przybliżyć realia panujące na Srebrnym Globie. W tym miejscu warto podkreślić, że utwór jest o tyle ciekawy i wartościowy, że odmalowana przed czytelnikiem wizja przyszłości nie jest skalana naiwnym optymizmem czy myleniem postępu z rozwojem duchowym człowieka. Księżycowa rzeczywistość ukazana zostaje z różnorakiej perspektywy, w tym z punktu widzenia mieszkańców zaludniających mniej zamożne osiedla – egzystencja tych osadników jawi się jako twarda, niekiedy wręcz bezwzględna i brutalna walka o przetrwanie. Chwila słabości, nieprzemyślany gest litości czy zbytni altruizm bardzo szybko mogą skończyć się śmiercią, stąd humanitaryzm nie jest wartością, z którą ma się do czynienia na co dzień (Jedno małe potknięcie porusza kamień, ten wykrusza kolejny i nagle wszystko leci, usuwa się spod nóg. Jedna zerwana umowa. Jeden dzień, kiedy agencja nie dzwoni. A maleńkie cyferki na skraju pola widzenia cały czasu cykają [2]). Trudne warunki bytowe to efekt obowiązującego systemu opartego na Czterech Żywiołach: wodzie, przestrzeni, danych oraz powietrzu. Każdy z nich jest elementem niezbędnym do życia i każdy posiada swój pasek stanu konta – od momentu postawienia pierwszego kroku na Księżycu, nowoprzybyły musi spoglądać na rosnące zużycie wspomnianych parametrów, będące de facto wskaźnikiem zwiększającego się zadłużenia. Tym samym McDonald prezentuje swoje wyobrażenie przyszłości – jej cechą znamienną jest galopujący progres technologiczny, z którego najdojrzalszych owoców korzystać może jedynie wąska grupa uprzywilejowanych (Kaszel. Krzemica. Pył księżycowy zamienia płuca w kamień. Oprócz paraliżu – gruźlica. Fagi spokojnie sobie z nią radzą. Ale ludzie, którzy mieszkają w Bairro Alto, wydają całe pieniądze na wodę, powietrze i nocleg. Nawet najtańsze fagi to marzenie ściętej głowy [3]). Reszta – mimo pewnego rodzaju udogodnień, które stają się szeroko rozpowszechnione – prowadzi wegetację od zawsze będącą udziałem mas, tj. kombinuje, usiłuje wspiąć się po społecznej drabinie oraz wzdycha do tego, co nieosiągalne. Tyle, że żywot lunarnych elit też nie należy do najłatwiejszych – dostanie się na szczyt jest sporym osiągnięciem, ale prawdziwym wyzwaniem jest utrzymanie uprzywilejowanej pozycji. Nieustanna rywalizacja o wpływy wymusza opowiedzenie się po jednej z pięciu stron konfliktu, a podjęty wybór nie zawsze okazuje się słuszny. Dodatkowym utrudnieniem jest legislacja, która kojarzy się bardziej z Dzikim Zachodem niż z dającym choćby złudzenie sprawiedliwości kodeksem – (…) prawo księżycowe opiera się na trzech filarach. Pierwszy: nie ma prawa karnego, jedynie cywilne – wszystko jest negocjowalne. Drugie: im mniej prawa, tym lepiej. Trzecie: sprytny ruch, zręczny podstęp, niebotyczne ryzyko są równie pełnoprawnym narzędziem, jak logiczna argumentacja i umiejętność zadawania krzyżowych pytań [4].

Ogromną zaletą Luny: Nów jest także dbałość o detale. Panorama przyszłości odmalowana przez Iana McDonalda fascynuje oraz wzbudza zachwyt przemieszany z podziwem z racji drobiazgów, dzięki którym udało się zbudować wrażenie autentyczności. Zanurzając się w kartach powieści bardzo łatwo jest zapomnieć, że obcujemy jedynie z wytworem wyobraźni. Utwór to ogrom pojedynczych elementów, które idealnie się zazębiają, implikując przy tym rzesze pomysłów i innowacji: forwardy Rao, czyli instrumenty finansowe wykorzystywane na rynkach księżycowych, oparte na wynikającym z odległości opóźnieniu rzędu 1,26 s w komunikacji między Ziemią i Księżycem; hodowla utraconych kończyn oparta na drukowaniu tkanki kostnej i stosowaniu komórek macierzystych; komputery kwantowe faszerowane algorytmami modelowania rynków w celu prób przewidzenia zachowania się prawdziwych rynków (i poruszona przy okazji odwrotność problemu samospełniającej się przepowiedni); proces pozyskiwania helu-3; zmagania się z księżycowym pyłem; poruszające się i podążające za słońcem ogromne miasto będące jednocześnie zasilanym energią słoneczną piecem do wytopu metali czy kwestia nieodwracalnej deformacji mięśni i kości, będąca skutkiem niższego niż ziemskie ciążenia to tylko garść przykładów, świadczących o sporej kreatywności autora.

Pochodzący z Manchesteru pisarz nie zaniedbał też zagadnień socjologicznych. W powołanym do istnienia przez McDonalda świecie orientacja seksualna po prostu jest – homo-, hetero-, bi- czy aseksualiści egzystują na równych prawach, swobodnie zawierając związki małżeńskie bądź partnerskie. Co ciekawe, nie brak jest osobników, dla których płeć jest rodzajem balastu – zbędną naleciałością, od której warto się wyzwolić. Sporo uwagi poświęcono także ewoluującym bądź rodzącym się religiom, które dostosowują się do ekstremalnych, księżycowych warunków – interesujące jest spostrzeżenie, że wspólnota religijna to twór, który dzięki odrzuceniu perspektywy jednostkowej znacznie ułatwia snucie wielopokoleniowych projektów.

Reasumując, Luna: Nów to bardzo dobra książka, która w pełni zasługuje na to, by znaleźć się w renomowanej serii Uczta wyobraźni. Dzieło to udane połączenie prozy pełnej gwałtownych zwrotów akcji z literaturą science fiction, gdzie niemały nacisk położono na akcenty naukowe. Plątaninę intryg oraz krwawe porachunki podporządkowane zasadzie divide et impera (łac. dziel i rządź) niezwykle umiejętnie umieszczono w surowej księżycowej scenerii. I co najistotniejsze, McDonald rozstawił pionki na szachownicy w sposób na tyle ciekawy, że trudno jest oprzeć się chęci natychmiastowego sięgnięcia po drugim tom całej trylogii.


[1] Ian McDonald, Luna: Nów, przeł. Wojciech M. Próchniewicz, Wydawnictwo MAG, Warszawa 2016, s. 25
[2] Tamże, s. 16
[3] Tamże, s. 17
[4] Tamże, s. 21

4 komentarze:

  1. Czyli taka "Gra o tron" na Srebrnym Globie...;) A poważnie - zainteresowałeś mnie tą powieścią:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie, skojarzenia z "Grą o tron" jak najbardziej zasadne - walka zwaśnionych rodów o supremację, śmierć, która może dotknąć właściwie każdego, nawet postać uważaną za pierwszoplanową, itd. Szczerze polecam, tym bardziej, że wizja kolonizacji Księżyca jest tak realistyczne, że aż trudno uwierzyć, że to tylko fikcja.

      Usuń
  2. Ja sobie niedawno w antykwariacie zakupiłem niesławną "Trojkę". Ale tak w zasadzie każda książka z UW jest od razu w kręgu moich zainteresowań.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hehe, mam podobnie. Wiele książek z UW zakupiłem dawno temu, niejedna długo czeka na swoją kolej, ale w zasadzie każdą pozycję (prędzej bądź później) planuję przeczytać.

      Usuń

Czytamy wnikliwie każdy komentarz i za wszystkie jesteśmy wdzięczni. Zwłaszcza za te krytyczne. Jeśli chcesz o czymś porozmawiać, zapytać, zwrócić uwagę na błąd, pisz śmiało. Każda wypowiedź, zwłaszcza na temat, jest przez nas mile widziana. Nie odrzucamy komentarzy anonimowych, jeśli tylko nie naruszają prawa. Można zamieszczać linki do swoich blogów i inne, jeśli nie są ewidentnym spamem. KOMENTARZE UKAZUJĄ SIĘ DOPIERO PO ZATWIERDZENIU przez nas :)