Wolna i niezawisła Ukraina jest jedynym prawdziwym gwarantem niepodległości Polski. Jeśli upadnie Ukraina, kwestią czasu będzie upadek Polski.

wtorek, 13 marca 2007

Polska - Japonia, Japonia - Polska


CZYLI DEMORALIZUJĄCE PRAWO I TV, KTÓRA MOŻE ZGUBIĆ





W czasie prac budowlanych w japońskim mieście Owariasahi jeden z robotników znalazł plastikowy pojemnik. Okazało się, że w środku znajdowały się pieniądze- niebagatelna suma 50 milionów jenów, co stanowi odpowiednik około 420 tys.dolarów. Pieniądze zostały zakopane w ziemi na pustej działce pod miastem. Robotnik, pracując sam przy pomocy małej koparki, wydobył pojemnik kopiąc wąski rów. Po obejrzeniu zawartości, odniósł znalezisko na policję, która szuka obecnie właściciela fortuny.

Zdaniem ekspertów policyjnych, pieniądze leżały w ziemi przez pewien czas. Jeśli wciągu sześciu miesięcy nie znajdzie się właściciel, cała suma - minus30-procentowy podatek - przypadnie szczęśliwemu znalazcy.

Nie jest to największy podobny skarb znaleziony w Japonii. W 1980 roku na jednej zulic w centrum Tokio kierowca ciężarówki znalazł zgubiony bądź wyrzucony z innego pojazdu worek, w którym znajdowało się sto milionów jenów (ok. 850 tys.dol.). Właściciela nie znaleziono i kierowca zainkasował należne mu 70 mln jenów.

Źródło:Wiadomości Onetu za PAP, PU /01:01

Sytuacja jasna i czysta. Znalazł, płaci podatek, reszta jego. Choć w komentarzach internautów podniósł się krzyk, że w Japonii fiskus zdziera, to uważam, że nie mają racji.

Porównajmy tą sytuację z naszym pięknym krajem. Gdyby coś takiego zdarzyło się w Polsce,znalazcy przysługiwałaby 1/10 wartości wykopanego skarbu (tzw. znaleźne art.186 K.C.). Pozostała część może trafić tylko do pierwotnego właściciela lub jego spadkobierców, a w razie ich braku przechodzi na skarb państwa. Od kwoty znaleźnego oczywiście trzeba by jeszcze zapłacić podatek. Jakie jest pierwsze wrażenie po porównaniu sytuacji szczęśliwca z Polski i z Japonii? Nie napiszę,że nasze państwo, to największy złodziej, bo jeszcze by mi wytoczono sprawę oszkalowanie dobrego wizerunku naszej Ojczyzny. Każdy się jednak zgodzi z tym,że w Polsce państwo, poprzez takie właśnie regulacje prawne, uczy ludzi jak oszukiwać fiskusa, którego pazerność przerasta wszelkie możliwe granice. Już starożytni wiedzieli, że najtrudniejszy jest pierwszy raz. Gdy tylko raz się ludzie dowiedzą, jak nienasycona jest nasza władza, gdy tylko raz państwo ich zmusi, by je okradli lub oszukali, zaraz wiedzą jak należy postępować. Nic dziwnego,że co chwila, przy okazji znalezienia jakiegoś skarbu nad Wisłą, mamy przy od razu aferę związaną z jego rozkradaniem. Mało tego. Ostatnio coraz więcej jest sygnałów, że wiele skarbów w ogóle nie ujrzało oficjalnego światła dziennego iod razu trafiło „do ludzi”. Gdyby chodziło tylko o pieniądze, to niech tam, ale gdy przedmiotem takich praktyk są skarby historii, to jest to już bardzo poważna sprawa. Mamy nawet informacje, że w procederze „prywatnych wykopalisk”biorą udział również pracownicy naukowi, byli i nie tylko. Wiadomo - pecunia non olet.

Jest źle? Nie. Jest jeszcze gorzej. Jakby mało było art. 186 K.C. mamy jeszcze art.189 K.C., który gwarantuje znalazcy skarbu zamiast znaleźnego „odpowiednie wynagrodzenie”. W praktyce daje to państwu furtkę, by jeszcze bardziej oszwabić szczęśliwego obywatela. Gdy wspomniane 10% znaleźnego wydaje się być zbyt wysoką kwotą (a tak jest z reguły przy znaleziskach o wielkiej wartościhistorycznej, jak choćby kolekcje starych monet) można zawsze ustalić „odpowiednie”wynagrodzenie. Odpowiednie dla państwa oczywiście.

W świetle powyższego nie jest dziwne, że nasi rodacy nagminnie przywłaszczają sobie znalezione mienie, choć kara grozi teoretycznie nawet za podniesienie i zabranie banknotu znalezionego na ulicy (art. 284§3KK, czyli przywłaszczenie mienia znalezionego).

Czy w takim razie tylko państwo jest winne lepkim rękom naszych obywateli? Śmiem wątpić. Niemcy w naszych realiach zachowują się wyraźnie inaczej. Pamiętam taką sprawę, gdy niemieckie małżeństwo bawiące na wywczasach w jednym z naszych kurortów, znalazło portfel z dokumentami Polaka i sporą kwotą pieniędzy.Wieczorną porą zanieśli portfel, dokumenty i pieniążki do najbliższej jednostki policji. Tam przekazali wszystko zmęczonemu życiem i służbą, choć młodemu wiekiem funkcjonariuszowi, i poszli do domku, a właściwie do hotelu. Policjant popukał się w czoło, ponaśmiewał z głupoty Niemców, po czym znalezione przez nich pieniążki schował troskliwie do swej szafki. Portfel z dokumentami wrzucił do szuflady na dyżurce, gdzie leżał stosik innych znalezionych przez obywateli dokumentów, czekających cierpliwie na odesłanie do właścicieli, po czym o sprawie zapomniał. Na dodatek szuja nie podzielił się z kolegami, co ostatecznie go zgubiło, gdyż nie wiedząc co jest grane, nie mogli „prawidłowo”zareagować i go potem ostrzec.

Niestety,wspomniany policjant za dużo oglądał telewizji i to go zgubiło. Uwierzył, że jesteśmy już w Europie i że nie jesteśmy gorsi od Niemców czy Anglików, czyli że i u nich jak ktoś uczciwy to głupi. Po zakończeniu służby poszedł spokojnie do domku i jeszcze odsypiał nockę, gdy komendanta jego jednostki nawiedzili praworządni goście znad Łaby. Poprosili oni o wypłatę znaleźnego, bo sądzili,że już odszukano właściciela feralnego portfela. Kiedy policjanci poinformowali, że za dokumenty nie przewiduje się znaleźnego,  Niemcy wyciągnęli karteczkę i odczytali, jaka suma znajdowała się w przekazanym policji portfelu. Wobec ich zdecydowanej postawy i nadciągającej międzynarodowej scysji wezwano prokuratora a potem otworzono szafkę gamoniowatego policjanta, w której oczywiście leżały na widoku„zagubione” banknoty.

Tak więc złe prawo złym prawem, ale póki nasze postawy nie będą bliższe mentalności tych Niemców, póki nasze zachowania będą podobne do tych z drugiej strony barykady, nie wołajmy, że Europa jest zgniła i niemoralna, że mamy prawo innych nauczać moralności, bo jesteśmy pod nieodpartym wpływem Jana Pawła II, bo opiekunką Polski jest Maryja i właśnie budujemy IV Rzeczpospolitą pod światłym przewodem Ojca Rydzyka. Kiedy w naszym kraju będzie mniejsze złodziejstwo niż gdzie indziej, wtedy może te hasła nie będą wierutnym kłamstwem. Kiedy? Chyba nieprędko...



Wasz Andrew

poniedziałek, 12 marca 2007

ŚWIATŁO WYKRYWA ZAKAŻENIA RAN



Brytyjscy naukowcy znaleźli sposób, by błyskawicznie wykryć obecność bakterii.


„W końcu będziemy mogli powiedzieć, czy rana jest zakażona i będziemy w stanie określić, z jakim rodzajem bakterii mamy do czynienia.”

Dr Steve Rimmer, Sheffield University

Technologi a ta może mieć szerokie zastosowanie w leczeniu ran, anty-terroryzmie i monitorowaniu pacjentów pod kątem zainfekowania MRSA (gronkowcem złocistym).

Zespół z Sheffield University pracuje nad przenośnym zestawem, w którym specjalnie zaprojektowane molekuły emitują sygnał świetlny kiedy napotkają bakterię.Obecnie laboratoryjne wykrywanie bakterii zabiera całe godziny a nierzadko nawet dni.

Zespół poświęcił pięć lat na projektowanie specjalnych dużych molekuł, polimerów,które potrafią reagować z bakterią. Kiedy polimer oddziałuje z bakterią zmienia kształt i emituje sygnał świetlny. Sygnał może być w zakresie światła widzialnego ale może być też niewidoczny niezbrojonym okiem i wykrywalny tylko przy pomocy lampy fluorescencyjnej.

Obecnie, po uzyskaniu środków z Ministerstwa Obrony, naukowcy pracują również nad uzyskaniem polimerów, które będą mogły się łączyć z komórką bakterii.

Umieszczając polimer w ranie lekarze będą mogli momentalnie sprawdzić, czy rana jest zakażona, obserwując sygnał świetlny emitowany przez polimer. Technologia będzie szczególnie przydatna w warunkach polowych, gdzie nie ma możliwości korzystania z tradycyjnych urządzeń laboratoryjnych.

Zestaw, który ma być gotowy za trzy lata, będzie również mógł być używany do wykrycia rozmyślnych emisji bakterii, przykładowo w ataku wąglikiem.

Szerokie zastosowanie

Sheila MacNeil, professor inżynierii komórkowej i tkankowej, jeden z liderów projektu,mówi, że dzisiejsze metody pobierania wymazów i wysyłania ich do laboratoriów zajmują kilka dni a za pomocą sygnału świetlnego będziemy mieli odczyt w ciągu minuty.

Peter Hawkey, profesor bakteriologii zdrowia publicznego w Birmingham University mówi, że szybkie testy wykrywania bakterii znajdą szerokie zastosowanie.Dodaje, że będą szczególnie przydatne do wykrywania określonego patogenu, np.wąglika czy gronkowca złocistego.


Źródło:BBC News, 11 March 2007

OŚWIĘCIM ZAMIAST LUNAPARKU




W Pustkowie koło Dębicy (Podkarpacie) ma powstać replika hitlerowskiego obozupracy. Będzie on przypominał działający tam podczas wojny obóz koncentracyjny,w którym Niemcy zabili około 15 tysięcy jeńców.
Inwestycję chcą zrealizować władze gminy Dębica. Obiektmiałby stanąć u podnóża Góry Śmierci - gdzie znajduje się pomnik ku czciwymordowanych więźniów - powiedział wójt Stanisław Rokosz. Zapowiedział także,że atrapa bramy będzie zbudowana w miejscu, gdzie znajdowała się StrefaŚmierci, której nie wolno było jeńcom przekroczyć, bo inaczej strażnicyzaczynali strzelać. Według Rokosza najistotniejsze jest oddanie historycznegocharakteru miejsca.

Gminaliczy, że replika obozu koncentracyjnego przyciągnie turystów odwiedzających ZiemięDębicką. Pieniądze na inwestycję mają pochodzić z Unii Europejskiej. Samorządszacuje, że gdy zdobędzie niezbędne fundusze, prace przy budowie potrwają około2-3 lat.
 Źródło: Onet Wiadomości za IAR, MFi/10.03.2007

Jakto jest, że w kraju, w którym nie ma pieniędzy na konserwację zabytków,pięknych zamków, urokliwych kamienic, na utrzymanie dróg i na wszystko inne,znajdują się pieniądze na takie głupoty? Skąd się biorą ludzie, którzy majątakie pomysły?

Gdybyna wszystko starczało, nie byłoby problemu. Niech zamiast lunaparków budująmakiety Oświęcimia a zamiast piaskownic repliki masowych grobów. Jednak póki coPolska nie jest jeszcze krajem mlekiem i miodem płynącym. Pieniądze, nawetunijne, nie pochodzą znikąd, nie pochodzą z worka bez dna. Jeśli wydamy je natakie bzdury, to zabraknie ich na co innego.

Drugasprawa to wierność historii. Kiedy jestem w zamku, nawet odrestaurowanym, czy wbunkrze przekształconym na muzeum, jestem w stanie bez większego wysiłkuprzenieść się w dawne czasy, usłyszeć szczęk mieczy czy stacatto karabinówmaszynowych. W tych miejscach architektura dominuje nad zwiedzającym w takimstopniu, że nie gra roli, czy w kącie za bramą stoi pochodnia czy teżnowoczesny reflektor. Sama budowla mówi jednoznacznie co to za miejsce, jakimiało charakter i do czego mogło służyć. Inaczej jest jednak z miejscami takimijak obozy zagłady. Nawet te autentyczne wyglądają sztucznie i nieprawdziwie.Pamiętam moją wizytę w Oświęcimiu. Budynki czyste, schludne i cieplutkie, zcentralnym ogrzewaniem, regulatorami temperatury i higroskopami. Ogrodzenia zdrutu kolczastego też nienadzwyczajne. Takie same można zobaczyć w wieluzwykłych miejscach wymagających szczególnej ochrony. Krematoria – no cóż, dużepiece i tyle. Wszystko jakieś sztuczne i nieprawdziwe. Są jeszcze te włosy izabawki, ale i to nie robi większego wrażenia niż zwykły film dokumentalny otym miejscu i tamtych czasach. Skoro takie odczucia ma się w prawdziwym oboziezagłady, gdzie wiele rzeczy jest autentycznych, to co będzie czuł człowiek,który przyjechał z kraju, który nie zna obozów ze swej historii, co będzieczuł, gdy zajedzie do Pustkowa i zobaczy coś, co będzie od początku do końcasztuczne? Jeśli ma jakieś wątpliwości co do istnienia hitlerowskich obozów, tonie tylko się ich nie pozbędzie, ale jeszcze je w sobie pogłębi. O wydźwiękumoralnym budowania takiej „atrakcji turystycznej” z oczywistym zamiaremzrobienia na tym biznesu nie będę nawet się wypowiadał, bo słowa jakie sięcisną na usta są powszechnie uznawane za wulgarne i obelżywe.

Trzeciasprawa, i to chyba najgorsza, to brak mechanizmów utrzymania normalności wnaszym pięknym kraju. Wszędzie zdarzają się poronione pomysły i nawiedzeniludzie. U nas problemem jest bierność normalnie myślących ludzi, przez cowszelkiego rodzaju niewydarzone pomysły i idee mają szanse rozwinąć się ponadmiarę. We Francji nie buduje się atrakcji turystycznych w formie szafotów, wRosji nie stawia się atrap Gułagów a w USA nikt nie chwali się tym, co działosię w dawnych indiańskich rezerwatach. W Czechach i Słowacji zabytki sąnieporównanie lepiej opisane niż u nas, że o promocji Francji czy Anglii niewspomnę. Marzę o tym, byśmy i my byli normalni, by takie pomysły jak ten zPustkowa nie znajdowały poklasku i nie wyczerpywały twórczej siły naszegonarodu. By były siły na rzeczy naprawdę fajne i warte podziwu. 

niedziela, 11 marca 2007

ŚWIAT DZIWISZA



foto: Bartosz Staszewski, PRS Team.net    

Kościół katolicki, gdy go o to zapytamy, głosi hasła ekumenizmu, tolerancji, wyższości wartości duchowych i dziesiątki innych szczytnych idei. Czy jednak nie jest tak, że gdy weźmiemy pod lupę wypowiedzi kościelnych dostojników dotyczące innych tematów,to znajdziemy w nich całkiem odmienne widzenie świata? Czy wypowiadając się nainne tematy niechcący, na marginesach głównych wypowiedzi, nie mówią nam jaknaprawdę widzą rolę Kościoła w świecie? Jak widzą wartości moralne i jak samioceniają ludzi?


Kardynał Stanisław Dziwisz powiedział dziennikowi "Corriere della Sera", żesprawa księży-agentów w Polsce "została rozmyślnie wywołana". Wedługniego oskarżenia wobec osób z otoczenia Jana Pawła II mają na celupowstrzymanie jego kanonizacji.

W wywiadzie,który ukazał się w sobotę, kardynał zaprzeczył oskarżeniom o współpracę z SB niektórych duchownych z otoczenia polskiego papieża.

- To fałsz, żeosoby, które były blisko papieża, były agentami; to jest tylko argument, jaki chcą wykorzystać przeciwko jego świętości, ponieważ pada pytanie: czemu (papież) ichnie przegnał? Rzuca się cień na jego zdolności rządzenia - oświadczył. -Niegodziwości będą zawsze. To batalia, by powstrzymać kanonizację; pierwszewiadomości pojawiły się dwa dni po jego śmierci - zauważył kardynał Dziwisz.

...Jednocześniezwrócił uwagę, że beatyfikacja jest jedynie potwierdzeniem lokalnego kultu kandydata na ołtarze. W przypadku Jana Pawła II - jak zauważył - jest zupełnieinaczej, gdyż jego kult dotyczy całego świata...

Źródło: Onet Wiadomości za PAP, Mfi

Zwróćmy uwagę, że według kardynała Dziwisza, podważając umiejętność rządzenia Jana Pawła II można powstrzymać proces beatyfikacyjny Jana Pawła II. Dziwne, bo chyba nikt z nas nie słyszał, by umiejętności polityczne były jednym z elementów świętości.Skoro Jezus nie przegnał Judasza ze swego otoczenia, to jest logiczne, że naszprzyszły święty również nie oddalił ze swego towarzystwa agentów komuny (o iletacy tam byli). Kardynał Dziwisz w seminarium i w trakcie swej długiej karieryelementy logiki opanował na pewno w stopniu co najmniej ponadprzeciętnym. Skądwięc w jego rozumowaniu takie elementarne sprzeczności? O co więc tak naprawdę kardynałowi chodzi?

Nasuwa siępytanie, czy przypadkiem wymagania na świętych nieco się nie zmieniły? Może,choć oficjalnie Kościół nadal propaguje dawne wartości, w rzeczywistościposzukuje ludzi, którzy mogliby pociągnąć za sobą ciemny, prosty lud? Może poprostu potrzebuje na swych sztandarowych orędowników charyzmatycznychprzywódców, którzy potrafią manipulować ludźmi i kierować otumanionymi masaminiczym stadem owiec? Wtedy logicznym by było, że osoba, której umiejętnościrządzenia ludźmi byłyby wątpliwe, nie byłaby mile widzianym sztandarowym świętym.No bo jak inaczej tłumaczyć sobie słowa kardynała Dziwisza?

Kościół katolickioficjalnie przedstawia się jako tolerancyjny, jako ceniący skromność, ostatnio modny jest ekumenizm, a nawet twierdzenie Jana Pawła II, że wszyscy wierzący wszelkich wyznań są dziećmi jednego Boga. To ostatnie jakoś stoi w sprzecznościz pierwszym przykazaniem, ale to temat na osobne, dużo poważniejsze rozważania.Oto bowiem kardynał Dziwisz podkreśla, że kult Jana Pawła II dotyczy całegoświata. Nie bardzo to rozumiem. Nie. Właściwie to ja całkiem tego nie rozumiem.Katolicy nie stanowią całego świata, nawet świata chrześcijańskiego. Wieleodłamów chrześcijaństwa w ogóle nie uznaje katolickich świętych, więc jak możnamówić, że dotyczy ich kult Jana Pawła II? Poza tym zdaje mi się, że chrześcijanie nie są większością na świecie. Chyba wyznawców Allacha jest więcej niż nas. Są jeszcze i inne wyznania. Skoro katolicy nie znają nawetimion ich przywódców, to chyba kardynał Dziwisz nie zakłada, że oni interesująsię naszymi? A co z ateistami, których daleko nie trzeba szukać, bo pełno ichchoćby w Rosji czy w Czechach i na Słowacji? Co więc miał na myśli naszkardynał mówiąc, że kult JPII dotyczy całego świata? Czyżby świat to byli tylko katolicy, a reszta się nie liczy?

Może z okazjirozpoczęcia budowy IV Rzeczpospolitej nie powinniśmy zarzucać dawnych przyzwyczajeń? Może powinniśmy po staremu, jak dawniej analizować wypowiedzi naszych przywódców, by zobaczyć co tak naprawdę myślą?

Dlaczego o tym piszę? Dlaczego „czepiam się” Kościoła i jego hierarchów? Nie dlatego, że uważam, iż komuna była lepsza. Wręcz przeciwnie, uważam, że wizje Lenina i jegokompanii to był jeden z najgorszych pomysłów na budowę ładu społecznego, jakikiedykolwiek wymyślono. Nie mam nic przeciwko katolikom, muzułmanom, żydom czybuddystom. Fakt, do jednych czuję większą sympatię, a do innych mniejszą, alenie mam nic przeciwko nim, nawet przeciwko ateistom. Nie mam nawet nicprzeciwko temu, by ktoś sobie wierzył, że nie było ewolucji, że Ziemia jest płaskai stoi osią wszechświata. Ale jestem przeciwny temu, by jedni ludzie innymludziom w imię swojej wiary nakazywali, jak się mają oni zachowywać, by im wmawiali, że cały świat wierzy w to, w co oni wierzą, by zmieniali prawastosownie do swoich wierzeń, które powinny pozostać ich prywatnymi sprawami.Takie rzeczy na dłuższą metę nigdy dobrze się nie kończyły. Nawet dla tych,którym się wydawało, że to ich ideologia zawładnie światem.

sobota, 10 marca 2007

ZADŻUMIONY NARÓD



W Dniu Kobiet miałem wątpliwą przyjemność oglądać gości pana Tomasza Lisa w jego świetnym skądinąd programie „Co z tą Polską?”. Z tego spektaklu, podobnie jak z dzienników i wypowiedzi wodzów naszego wybranego narodu, wyłania się ostatnioczytelny obraz. W Polsce największymi problemami, od których zależy przyszłośćpaństwa, są aborcja i homoseksualizm.


Homoseksualizm,w rozumieniu liderów naszej kato-prawicy, jest uznawany za „chorobę, którą można leczyć”. To oczywiście jedno z bardziej eleganckich określeń, jakich taczęść naszych przywódców używa. Ogólnie można stwierdzić, że uważająhomoseksualizm za co najmniej coś nagannego, bo przecież choroby nie możnauznać za coś pozytywnego, pożądanego ani szczególnie godnego szacunku. Chcą namwmówić, że to naganne, brudne i złe. Wmawiają nam, że większość „zdrowych ludziteż tak uważa”.


Ja jestem wybitnym hetero i wcale się z tym nie kryję. Gdyby mi się przyśniła nocz mężczyzną, byłby to chyba najgorszy koszmar w mym życiu. Jeszcze gorszym koszmarem,bo na jawie, jest jednak to, czego muszę słuchać w dzienniku z ust trybunówPiS, LPR i innych programowo zbliżonych ugrupowań. Jakoś zapominają oni, żenikt nie robił wiarygodnych badań, czy większość chrześcijan uważahomoseksualizm za zboczenie albo też chorobę. Mniejszość to nie zboczenie, bo wtakim razie uczciwy to zboczeniec, a mądry to wybryk natury. Nawet jeśliprzyjmiemy, że wszyscy chrześcijanie, nawet homoseksualiści, oceniają orientację homoseksualną właśnie w ten sposób, czyli jednoznacznie negatywnie,to musimy pamiętać, że wyznawców Allacha jest więcej, a u nich spojrzenie naten temat jest nieco odmienne. Jeśli więc większość ma decydować co jestzboczeniem a co nie, to sprawa się wykłada. W skali świata może się okazać, żewiększość nie uważa homoseksualizmu za „chorobę”. Może po prostu przyznajmy, żekto nie jest z nami, ten nie ma racji i koniec?


Sprawa aborcji to już koronny pokaz katolicko-polskiego zadżumienia. Skąd mądrzy wpiśmie wymyślili, że płód od chwili poczęcia jest człowiekiem? Święty Tomasz zAkwinu, jeden z filarów teologii katolickiej, wyraźnie nas poucza, że zarodekpłci męskiej staje się człowiekiem po 40 dniach, zarodek żeński po 80. Czyżbyrodzina Giertychów i inni ich znajomi z koalicji mieli lepszy kontakt z Bogiemniżanielski doktor, jeden znajwiększych świętych i teologów katolickich? Jak to się dzieje, że w kraju,gdzie prawie wszyscy są katolikami, nikt nie oponuje przeciwko zarzucaniuŚwiętemu Tomaszowi, który miał podobne poglądy, nomen omne doktorowi Kościoła, niewiedzy i podjudzania do aborcji? Wszak 40dni to ponad miesiąc a 80 to prawie trzy! Czasu do aborcji aż nadto i tozgodnie ze wskazówkami Świętego. Świętego, na którego niejednokrotnie powoływałsię Jan Paweł II. Inna sprawa, że jak każdy Polak, brał on z jego nauk tylkoto, co mu pasowało. W podobny sposób z nauk mądrych czerpią nasze polityczne elity z prawej strony stołu. Biorą tylko to, co im pasuje, by uzasadnić swe działania.


Sprawa jest prosta. Za komuny ludzie bacznie badali słowa władzy. Wyszukiwali sprzeczności w doktrynie i wypaczenia w jej realizacji. Wyszydzali to wkabaretach, pod budkami z piwem i w bibułach wydawanych za pieniądze obcychagencji wywiadowczych. Teraz politycy z gębami pełnymi frazesów chowają się zaautorytetem wiary katolickiej i zza jej zasłony plują głupotą, nienawiścią izwykłymi kłamstwami. Dzielą naród, podsycają nietolerancję, a wszystko to by ukryć, że nic nie budują, że tylko niszczą stare.


Poco zmieniać konstytucję pod kątem aborcji? Przecież obecny przepis nie nakazujenikomu jej popełnić. Jak ktoś zechce to i tak to zrobi. Bogatsza wyjedzie izrobi to w Holandii, gdzie można sobie bachora wyskrobać szybciej niż wyciąćmigdałki, ale gdzie ilość aborcji na 1000 kobiet jest mniejsza niż u nas (!), abiedna wyskrobie się u wiejskiej babki i już nigdy nie urodzi dzieci.


Czy jak przerobią konstytucję to dużo się zmieni? Przecież i tak pozostanie prawodo obrony koniecznej i stan wyższej konieczności. Kobieta, która się poddazabiegowi usunięcia ciąży broniąc swego zagrożonego przez płód życia, będziesię mogła wybronić podobnie jak napadnięty zabijający napastnika. Chyba, żekonstytucja, jako akt wyższy rangą, uchyli za jednym zamachem i prawo doaborcji, i prawo do obrony, i instytucję stanu wyższej konieczności. Ludzie!Opamiętajcie się!


Na zakończenie koronny dowód oszołomstwa do jakiego doszedł nasz naród. Co toznaczy „dziecko nienarodzone”? Zajrzyjcie do słownika. Dziecko to człowiek odurodzenia do pełnoletniości. Wcześniej ani później nie jest dzieckiem!Ideolodzy antyaborcyjni nie znają nawet języka polskiego! Po to są w naszympięknym języku takie słowa jak płód i zarodek, by nie używać słów dziecko iczłowiek tam, gdzie to nie pasuje. Może zamiast jajecznica z 10 jaj zacznijmy mówić „jajecznica z 10 kur (nienarodzonych)”. No bo skoro człowiek jest człowiekiem od poczęcia, to i kura jest nią od tego samego momentu. W Świętanie będzie już malowania jaj tylko kraszenie kur nienarodzonych!


Nie jestem zwolennikiem aborcji. Nie sądzę by ktokolwiek nim był. To tak jakbymówić, że ktoś, kto popiera prawo do obrony koniecznej, jest zwolennikiem linczu, licencji na zabijanie i eksterminacji mętów społecznych. Prawo doobrony, to prawo do wyboru, czy dokonać czegoś takiego czy nie, czy zabićczłowieka w imię obrony swego życia, życia innej osoby, itd. To nie popieranie zabijania. Tak samo prawo do aborcji to prawo do wyboru. To nie popieranie skrobania się bez powodu! Aborcja i homoseksualizm stały się sposobem, by odwrócić uwagę społeczeństwa od nieróbstwa rządu, który jak dotychczas tylkoniszczy i dzieli, zamiast godzić i budować. Dotychczasowy czas obecnej kadencjito tylko walka z coraz to nowymi wrogami, niszczenie coraz to nowych „przejawówdawnego systemu”. Może od razu wysadźmy ten kraj i wyjedźmy gdzie indziej? Bo itak nic innego z tego nie wyjdzie. Nie chcę być złym prorokiem, ale po sprawiemundurków, aborcji i homoseksualizmu, znajdą się następne. Do końca tejkadencji będziemy mieli festiwal walki z coraz to nowymi przejawami„barbarzyństwa” toczącego „zgniłą moralnie Europę”, z coraz to nowymi pomysłami„uzdrowienia” tego i owego, z coraz to nowymi pomysłami jak zmusić ludzi, bybyli szczęśliwi.


Członkom jaśnie nam panującej koalicji i tym zadżumionym umysłom, których tak wiele w naszym kraju, przydałoby się pamiętać o lekcji Masakady. Ale jak oni moglisłyszeć o czymś takim, skoro pan Kaczyński, wielki patriota i doktor naukprawniczych, nie umie odśpiewać hymnu, bo słów nie pamięta? Jak ktoś nie umiehymnu spamiętać, to i nie dziwne, że inne fakty również przekręca i wybiórczozapomina. A pan Giertych to może by najpierw kolegów z koalicji hymnu wyuczył,zanim się za cudze dzieci zabierze?


Najgorsze jest to, że nasze narodowe oszołomstwo nie jest nowym wynalazkiem. Już dawno mistrz Młynarski ułożył na ten temat piękny tekst, a ponieważ sprawy mają sięcoraz gorzej, więc pozwolę go sobie zacytować w całości ku otrzeźwieniuzadżumionych umysłów:


"Słów kilka w sprawie grupy facetów chcę tu wygłosić,
lecz zacząć muszę nie od konkretów, a od przeprosin:
skruszon szalenie, o przebaczenie pokornie proszę,
że trochę pieprzny jest felietonik, który wygłoszę.
Lecz mam nadzieję, że choć się w słowie tutaj nie pieszczę,
to wybaczycie mi to, panowie, raz jeden jeszcze...


Otóż faceci wokół się snują, co są już tacy,
że czego dotkną, zaraz popsują, w domu czy w pracy.
Gapią się w sufit, wodzą po gzymsie wzrokiem niemiłym,
na niskich czołach maluje im się straszny wysiłek!


Bo jedna myśl im chodzi po głowie, którą tak streszczę:
Co by tu jeszcze spieprzyć panowie?
Co by tu jeszcze ?


Czasem facetów, żeby mieć spokój, ktoś tam przerzuci,
do jakieś sprawy, co jest na oko nie do popsucia.
I już się prężą mózgów szeregi i wzrok się pali,
i już widzimy, żeśmy kolegi nie doceniali.
A oni myślą w ciszy domowej lub w mózgów truście -
Coby tu jeszcze spieprzyć panowie?
Coby tu jeszcze?


Lecz choć im wszystko jak z płatka idzie, sprawnie i krótko,
czasem faceci, gdy nikt nie widzi, westchną cichutko,
bo mając tyle twórczych pomysłów, tyle zdolności,
bo jąsię, by im wkrótce nie przyszło trwać w bezczynności.
A brak wciąż wróżki, która nam powie w widzeniu wieszczym:
jak długo można pieprzyć, panowie
Jak długo jeszcze ?


Pozwólcie, proszę, że do konkretów przejdę na koniec:
okażmy serce dla tych facetów, zewrzyjmy dłonie,
weźmy się w kupę, bo w tym tkwi sedno, drodzy rodacy,
by się faceci czuli potrzebni w domu i w pracy.
Niechaj ta myśl im wzrok rozpłomienia, niech zatrą ręce,
żetyle jeszcze jest do spieprzenia! A będzie więcej !"

sobota, 3 marca 2007

ODWIECZNA POLSKA (NIE)TOLERANCJA




Wostatnim dniu lutego po raz pierwszy miałem okazję zajechać do czeskiegoNachodu, lub jak kto woli Náchoda. Wypad był w założeniu typowo rozpoznawczy,czytaj sklepowo-zakupowy. Dzięki bystrości mojej córki, która swym sokolimokiem od razu wypatrzyła tuż za hipermarketem Hypernova solidny kawał betonu,wycieczka momentalnie przekształciła się w to, co lubię najbardziej, czylizwiedzanie miejsc historycznych. Okazało się, że tuż za wspomnianym marketem,znajduje się ciężki schron bojowy piechoty NS-84 VODA, jeden z licznychobiektów osłaniających czeską twierdzę DOBROŠOV. Tutaj od razu nasunęło mi sięsmutne skojarzenie, że w Polsce nie uświadczysz przy tego typu zabytkach takprofesjonalnie wykonanych tablic informacyjnych, z opisem, zdjęciami, widokiemz powietrza i schematem budowli, jakie napotkamy u naszych południowychsąsiadów. W dodatku tablic bez kleksów farby, graffiti i innych bohomazów. Toskojarzenie było jednak tylko muśnięciem nie będącym w stanie zepsuć radości znapotkania takiego „solidnego” kawałka historii.

Najgorszeprzyszło, gdy po drugiej stronie ulicy, naprzeciw wejścia do wspomnianejświątyni Hermesa, na zwykłym, niepozornym budynku, zobaczyłem tablicę kupamięci żołnierzy Armii Czerwonej poległych w tych okolicach. Do kompletu przedwejściem umieszczono nieco skarłowaciałą, ale wyraźną i opatrzoną stosownymnapisem rzeźbę krasnoarmiejca. Wszystko w eleganckim stanie, czyściutkie, bezśladów dewastacji.

Kiedyś,gdy mieszkałem w Świnoujściu, szlag mnie trafiał ilekroć wracałem z Ahlbecku iw „środkach masowego” słyszałem o odwiecznej polskiej tolerancji. Miałemporównanie. W Świnoujściu pierwotnie, czyli po wojnie, był cmentarz polski,radziecki i niemiecki, że o pomnikach nie wspomnę. Cmentarz niemiecki zaorano izadeptano (dosłownie, to teraz park), cmentarz radziecki praktyczniezlikwidowano, a o pomnikach o proweniencji radzieckiej nawet nie ma co mówić. WAhlbecku (dawne DDR) w najlepszej formie jest pomnik-mauzoleum ArmiiRadzieckiej przy głównej ulicy miasta, cmentarz Wehrmachtu leżący nieco dalej,a także cmentarz żydowski(!). Żeby nie osłabiać swojego patriotyzmu i nieprzestać wierzyć w „nasze odwieczne wartości” mógłbym sobie tłumaczyć, że towina komunistów, że Niemcy tak nie zdziczeli pod wpływem komunizmu, bo mielibraci w RFN. Mógłbym, gdyby to była prawda.

Niestety.Nasz kler i wierni pod nieodpartym wpływem Jana Pawła II nie są wcale odmienniod komunistycznej części narodu. Ostatnią perełkę zauważyłem o rzut kamieniemod Polanicy, w miejscowości Szczytna. Obok zabytkowego kościoła wybudowano tamdrugi ołtarz, pod gołym niebem. Nie byłoby w tym niczego niestosownego, gdybynie to, że wybudowano go z potrzaskanych płyt nagrobnych wyrwanych zzabytkowych nagrobków niemieckich. Buta i arogancja naszych braci w wierze jesttaka, że do dziś na ułamkach płyt tworzących ołtarz można odczytać niemieckienapisy nagrobne! Do dziś nikt ich nawet nie usunął, bo i po co. Czego tu sięwstydzić? Pocieszałem się, że w innych krajach nie jest lepiej ale ta wizyta wNachodzie dobiła mnie całkiem.

Czechyi Słowacja w porównaniu do Polski to kraje prawie ateistyczne. Dlaczego więcprzy każdej okazji nie niszczą wszystkiego co sprzeczne z poglądem aktualnierządzącej partii? Dlaczego zachowują pamięć i szacunek wobec Krasnoj Armii,która jakby nie było, kosztem wielu ofiar, zdławiła faszystowskiego gada? Nocóż. Można się pocieszać, że Polska miała trudniejszą historię, więc i ładuneknienawiści w niej większy. Czy to jednak prawda?

Krajenadbałtyckie zostały bardziej chyba nawet doświadczone przez drugą wojnę niżPolska, a już na pewno bardziej oberwały od światowej rewolucji. Jakiś czastemu widziałem w filmie dokumentalnym o Waffen SS wypowiedź premiera czy teżprezydenta, Łotwy czy też Estonii, teraz już nie pomnę, którego zapytano,dlaczego u nich świadczenia kombatanckie przysługują zarówno byłymCzerwonoarmistom, jak i byłym żołnierzom Wehrmachtu a nawet SS. W odpowiedziwspomniany polityk wyjaśnił, że sprawa dotyczy tylko szeregowych żołnierzy,którzy nie brali udziału w zbrodniach wojennych. Jedni walczyli w szeregachNiemieckich, bo chcieli wyzwolić ojczyznę od znienawidzonych komunistów, a niez uwielbienia dla Hitlera. Drudzy walczyli po drugiej stronie, bo po ofensywieniemieckiej okupantem był Hitler i okazał się nie lepszy od Stalina. W uznaniupatriotyzmu, ofiary z życia i zdrowia, zasadne jest, by i jednych i drugichotaczać szacunkiem.

Skoronawet takie egzotyczne dla nas kraje, gdy przychodzi do konkretów, okazują siębardziej tolerancyjne od Polski, to skąd te mity o naszej „odwiecznejtolerancji”? Popatrzmy na dzisiejszą Polskę. Na ten kraj rozdarty przez ciągłei ciągle niedokończone rozliczenia, przez ciągłe polowania na czarownice. U nasnie uchowa się ani cmentarz radziecki, ani żydowski, ani żaden inny pozanaszym. Na żydowskich malujemy swastyki, niemieckie burzymy, radzieckiedewastujemy. Od kogo jesteśmy bardziej tolerancyjni? Od fanatycznych,muzułmańskich terrorystów na pewno. Tylko czy o to chodzi, gdy mówimy o naszej„wyjątkowej, odwiecznej tolerancji”?

piątek, 2 marca 2007

WIELE OBYWATELI



„...wiele obywateli...” - Wbrew pozorom to nie cytat zrozmówek pod budką z piwem, a z dzisiejszej wypowiedzi Ministra EdukacjiNarodowej, absolwenta Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, RomanaGiertycha. To nie pierwszy taki lapsus językowy w wykonaniu wspomnianego i jegoprogramowych towarzyszy, tj. braci Kaczyńskich. Ilekroć któryś z nich ma okazjęwygłosić dłuższą, swobodną wypowiedź, tylekroć mamy dużą szansę zanotowaćjakieś potknięcie, czasami wręcz ewidentny błąd językowy. Mikołaj Rejpowiedział, że Polacy nie gęsi i swój język mają. Skoro nie zna go prezydent ipremier, skoro nie zna go i Minister Edukacji, to czy Polacy żyją w tym kraju,czy też może znów gęsi albo inne ptactwo? I tacy to ludzie, ludzie, którzy mająproblem z odśpiewaniem hymnu polskiego, którzy nie potrafią się poprawniewysłowić, chcą innych uczyć patriotyzmu?

Fakt, że ci poważni mężowie ukończyli prestiżowe polskieuczelnie, a pod względem retoryki ustępują nawet self-made manowi AndrzejowiLepperowi, świadczy niezbyt pochlebnie również o tych uczelniach. Nie wspomnęjuż o tytułach naukowych, które ww posiadają, a które dziwnie nie pasują dopoziomu ich słownictwa i lotności ich wypowiedzi. To aż razi. Doktor naukprawnych, który na okrągło kaleczy język ojczysty! O Tempora, o Mores!!!

wtorek, 27 lutego 2007

LOGIKA ROSPUDY




Wczoraj oglądałem „Warto rozmawiać” (w TVP1) na tematRospudy. Uderzyło mnie, że obie strony wciąż mielą te same argumenty, moimzdaniem wcale nie tak jednoznaczne i nie tak ostateczne, jakby się z pozoruwydawało. Kolejna dyskusja, która niczego nowego do tematu nie wnosi. Cociekawe, obie strony unikają jak ognia pewnych wątków, choć wydają się one niemniej ważne niż wszystkie te aspekty, które omówiono już po wielokroć.

W pewnym momencie padło stwierdzenie, nie pamiętam już przezkogo wypowiedziane, że kwestia zamknięcia tranzytu i rezygnacji z Via Balticanie wchodzi w grę. Nikt temu nie zaprzeczył. Nikt nie podjął tematu. A ja siępytam: Dlaczego?

Pierwszy element odpowiedzi - obie strony sporu o Rospudę zgadzają się, że życie ludzkie (oznaczmy jako „b”) jest bezcenne. Obie zgadzająsię, że Via Baltica i obwodnica musi być. Sporne jest tylko miejsce. Otóż bzdura. Jak to jest, że droga istnieje od lat, od lat TIR-y zabijają ludzi, skoro przecież życie ludzkie jest bezcenne? Dlaczego nie została już dawno zamknięta? Proste. To kasa. Kasa (oznaczmy „a”), która jest ważniejsza niż życie ludzkie.

Teraz mamy drugi element - życie ludzkie („b”) jestważniejsze niż kwiatki i zwierzątka (oznaczmy jako „c”). Ja bym z tymdyskutował, bo co warte będzie życie ludzkie, gdy Ziemia zostanie wyjałowiona,a przyroda zniszczona, ale pomińmy to w tych rozważaniach. Chwilowo zgódźmy się, że życie ludzkie jest ważniejsze niż przyroda.

Odpowiedź - Jak połączyć te elementy? Pamiętamy podstawylogiki? Jeśli „a jest ważniejsze od b” i „b jest ważniejsze od c”, to „a jestważniejsze od c”. Praw logiki nie da się zmienić. Widzimy więc wyraźnie, że tunie chodzi o żadne ludzkie życie, tylko o Kasę. To Kasa jest ważniejsza niżRospuda i o to idzie spór, czy nadal tak ma być. Wyznawcy Mamony zasłaniają sięzagrożeniem życia ludzkiego, ale jak wykazaliśmy, to tylko ogniwo pośrednie wsporze o Rospudę, taka zasłona dymna.

Wracając do wspomnianego programu. Patrząc na pełnearogancji i poczucia wyższości miny odzianych w garnitury przedstawicielistrony rządowej (tak ją w skrócie będę nazywał, każdy i tak wie o co chodzi)miałem wrażenie, że to po prostu banda nadętych cymbałów. Z taką pewnościąsiebie powoływali się na swe plany i projekty, że aż mnie krew zalewała. A ekolodzysiedzieli jak te mumie! Ludzie!!! Ile projektów w tym kraju udało sięzrealizować bez fuszerki??? Ile planów udało się urzeczywistnić??? Żadnego!!!Co z tego, że mamy plan budowy Via Baltica? Mamy plany budowy autostrad i co ztego? Widział ktoś w Polsce autostradę? Te drogi, które rząd nazywaautostradami, w dniu kiedy się je otwiera są nadal w budowie. Dzień później,jeszcze przed zakończeniem budowy, zaczyna się remonty i przebudowy, a jauważam, że należałoby to nazwać odbudową! Co z tego, że mamy plany budowy drogiprzez Rospudę? W polskich realiach nie ma co nawet marzyć o tym, by drogazostała wybudowana zgodnie z planem. Będzie do końca świata w budowie, tak jakwszystkie nasze autostrady. Jak to wpłynie na środowisko nie trzeba chyba tłumaczyć.Kto miał okazję pomieszkać w pobliżu jakiejkolwiek budowy, ten wie co to zaprzyjemność. Zanim stanie wiadukt nad Rospudą wszystkie zwierzęta zwieją nakoniec świata albo od razu zdechną. W jaki sposób zmieni się poziom wódgruntowych po takiej ingerencji jak stawianie filarów pod wiadukt, tego też taknaprawdę nikt nie wie. To się dopiero okaże. Trzeba pamiętać, że gatunki, któresą na wyginięciu, a zamieszkują sporny teren, właśnie dlatego są zagrożone, żeprzywiązały się do specyficznego środowiska. Zmiany w nim na pewno je zabiją.By to wiedzieć nie trzeba być geniuszem.

Każdy, kto widział budowę w drogi w Niemczech wie, czym sięróżni od naszych realiów. Każde drzewo i drzewko, na poboczu czy na trawniku,owinięte i opancerzone drewnianymi listwami. Nie wiem, czy to sprawa kary,która grozi za skaleczenie kory, czy po prostu innej kultury i świadomości. Namsię wydaje to wariactwem, ale u nich naprawdę tak jest. Każde drzewko sięchroni, czy stare czy młode. A u nas? Aż zmroził mnie argument jednego z tychgentlemanów od drogi, który retorycznie w swoim mniemaniu zapytał, czy nowoposadzone drzewo w innym miejscu jest gorsze od tego, które rośnie w dolinieRospudy. Oczekiwałem gwałtownej reakcji ekologów a tu co? Nic!!! Nieśmiałyprotest, że przecież w Dolinie żyją gatunki roślin, których przenieść się nieda. Szok! Czyżby ekolodzy występujący w programie nie wiedzieli, że tympytaniem faceci w garniturkach pokazali, że o przyrodzie i jej ochronie niewiedzą kompletnie nic? Czemu nie powiedzieli, że drzewo przez pierwsze 10 lat(w przybliżeniu, zależnie od gatunku) ma ujemny bilans tlenowy, co oznacza, żeprzez ten czas zużywa więcej tlenu niż produkuje? Czemu nie powiedzieli, żesadzonka drzewa zasadzona w innym rejonie niż roślina macierzysta jest słabsza,podatniejsza na szkodniki i inne negatywne czynniki, niż sadzonka uzyskana znasion rośliny miejscowej? Czemu nie powiedzieli, że nasadzanie nowych lasów tosprawa bardziej skomplikowana, niż dotąd sądzono, gdyż złe dobranie gatunków,nie mówiąc już o monokulturze, może spowodować poważne kłopoty, które nierazujawniają się dopiero po wielu latach (przykładem są lasy w Beskidach, którymgrozi wycięcie, gdyż pokolenia temu Niemcy zmienili ich strukturę gatunkową iteraz są podatniejsze na szkodniki, niż pierwotne lasy z tych terenów)? Czemunie powiedzieli w końcu, że przyrodniczo wartościowy las to nie tylko drzewa,ale żyjące z nimi w symbiozie grzyby, owady, ptaki i cała reszta, którejzasadzić w nowym miejscu się nie da? Czemu nie powiedzieli, że las nasadzonysztucznie w nowym miejscu, przynajmniej przez pierwsze ludzkie pokolenia, masię tak do starego lasu, jak ferma kur do bogactwa świata zwierzęcego lasówAmazonii?

Załóżmy jednak, co byłoby prawdziwym cudem, że piękne plany,których całe ciężarówki mają pewni siebie faceci w garniturkach, zostanązrealizowane co do joty. Co dalej? Wystarczy jedna cysterna z paliwem alboinnym świństwem, która spadnie z tego pięknego wiaduktu i roztrzaska się wdolinie, by całe środowisko szlag trafił. A co z naszą kulturą techniczną?Jesteśmy jedynym krajem na świecie, który utracił swą najwyższą budowlę (masztw Gąbinie) na skutek braku kultury technicznej (błąd w pracachkonserwatorskich). Przykłady naszego zacofania w tej sprawie można mnożyć. Zostatnich najgłośniejsza była chyba katastrofa Hali w Katowicach (Chorzowie). Oile regułą jest, że na świecie najgłośniejsze katastrofy budowlane są związanez wprowadzaniem nowych rozwiązań, czyli są ceną postępu, to w naszym pięknymkraju największym problemem jest niedocenianie warunków eksploatacji iprawidłowej konserwacji. Dotyczy to wszystkiego, każdej dziedziny. Czy w takichrealiach możemy liczyć na to, że nawet po cudownym wybudowaniu trasy wszystkobędzie w porządku? Osobiście wątpię.

Jeszcze jedna sprawa, która spędza mi sen z powiek, tomilczenie ekologów. Dlaczego dopiero teraz trąbią o sprawie? Dlaczego dopieroza pięć dwunasta? Dlaczego nikt nie podniósł sprawy innych możliwych rozwiązańproblemu? Dlaczego nikt nie zauważył, że przykładowo w Niemczech, ucieka się od powierzchniowych obwodnic podziemię? Nie mówię, że tunel jest rozwiązaniem dla Augustowa. Pewnie nie. Alejak ktoś mi mówi, że jedyną alternatywą dla obwodnicy jest śmierć, to włącza misię lampka alarmowa. Zawsze jest jakieś inne wyjście. Rozumiem, że ludzie,którzy chcą zgarnąć pieniążki z tej inwestycji, nie będą szukać innegorozwiązania niż to, które przygotowali. Czemu jednak nie wezmą się za to inni?Choćby rząd?

Rząd tyle trąbi o patriotyzmie. Chce nawet na siłę uczyć gow szkołach jak kiedyś rosyjskiego. Czy patriota może popierać niszczenieskarbów swej ojczyzny? Podkreślmy, że skarbów nieodnawialnych, których gdy razutracone, odzyskać się nie da. Sprawa Rospudy będzie testem, który sprawdzi,czy ludzie pozujący na patriotów są nimi naprawdę, czy też tylko wykorzystujątę sprawę do swoich własnych celów, do tego, by utrzymać się przy korycie.Będzie też sprawdzianem Polaków, czy dorośli do demokracji.

Wasz Andrew