Ostatnie historie
Olga Tokarczuk
Wydawnictwo: Literackie
Liczba stron: 292
Bardzo zajmuje mnie jedna sprawa: kiedy człowiek zaczyna umierać. Musi
być taka chwila w życiu, pewnie jest krótka i niezauważalna, ale być musi.
Pięcie się, rozwój, droga w górę osiąga punkt kulminacyjny i zaczyna się
ześlizgiwanie. Byłoby to południe życia – słońce osiąga zenit i opada ku
zachodowi. Byłoby to przesilenie burzy – największy wiatr, najgłośniejszy grom,
od którego zaczyna się cisza. Najgorętszy ogień, który jest początkiem
wygasania. Albo upicie się, najmocniejsze, ale już w tym samym momencie zaczyna
się trzeźwienie [1].
No właśnie: czy śmierć – zagadnienie starsze niż ludzkość, a mimo to ciągle nie
w pełni zgłębione i skrywające przed nami cały ogrom tajemnic – to pojedynczy
akt czy długotrwały proces? Czy do odchodzenia można się przygotować, przyjąć
jakąś optymalną postawę? Czy nasz zgon można choćby w niewielkim stopniu
przewidzieć? Czy otaczająca nas rzeczywistość stara się jakoś zasygnalizować
nasz rychły koniec? Umieranie to niełatwa i skomplikowana materia, stąd wiele
towarzyszących jej pytań, na których część odpowiedzi usiłuje szukać także
literatura, o czym możemy przekonać się za sprawą książki Ostatnie historie, pióra Olgi Tokarczuk.







