Wolna i niezawisła Ukraina jest jedynym prawdziwym gwarantem niepodległości Polski. Jeśli upadnie Ukraina, kwestią czasu będzie upadek Polski.

wtorek, 2 września 2014

poniedziałek, 1 września 2014

Spirala zbrodni





Tami Hoag


Spirala zbrodni


tytuł oryginału: Prior Bad Acts

wydawnictwo: Mira ® (Harlequin Polska Sp. z o.o. ®) 2014

tłumaczenie: Stanisław Tekieli

liczba stron: 432

Spirala zbrodni” nie jest moim pierwszym spotkaniem z twórczością amerykańskiej pisarki Tami Hoag, której książki zwykle długo okupują czołowe miejsca list bestsellerów nie tylko w USA. Poprzednio spodobały mi się cajuńskie klimaty Akadii, które były tłem dla wydarzeń w powieści „Fałszywy alarm” („Wolf Cry”) i obrazki snobów z Palm Beach odmalowane w „Alibi” („The Alibi Man”). Tym razem rzecz cała będzie się rozgrywać w Minneapolis, największym mieście stanu Minnesota, dość dużym jak na polskie realia, ale na amerykańskie zdecydowanie zaściankowym. Zanim jednak przejdziemy do samej powieści, kilka słów o wydaniu.

Jak na obecne standardy, na pierwszy rzut oka, nie można mu niczego zarzucić. Dobrze dobrana szata graficzna okładki, wyjątkowo mało efektów działań chochlika drukarskiego. Jak na budżetową edycję dobra jakość grzbietu. Wszystko byłoby pięknie, gdyby nie popis autora notki reklamowej na tylnej okładce powieści. Zawsze odradzam innym czytanie tych tekstów przed lekturą samej książki i sam zwykle tak postępuję. Tym razem się skusiłem i zostałem ukarany, gdyż zepsuła mi ona część frajdy. Jeśli ktoś w recenzji, czy innym tekście, zdradza przyszłym czytelnikom wydarzenia, które nastąpią dopiero pod koniec książki, to potrzeby marketingowe nie są tu usprawiedliwieniem i na określenie takiego postępowania nie ma w słowniku ludzi kulturalnych słów wystarczająco dosadnych. Na szczęście frajdy i tak zostało jeszcze na tyle dużo, że Tami nadal jest jedną z moich ulubionych autorek.

Spirala zbrodni” zaczyna się ujawnieniem makabrycznego zabójstwa dwójki dzieci i ich matki, a więc akcentem w stylu charakterystycznym dla wielu amerykańskich i im podobnych „bestsellerów” z krainy kryminału doprawionego thrillerem, które poza epatowaniem wydumanymi, wynaturzonymi zbrodniami niczego czytelnikowi nie dają. Na szczęście w przypadku Tami Hoag szybko przekonujemy się, iż wzorem poprzednich powieści tej pisarki jest to tylko pozór, za którym skrywa się coś więcej.

Taka budząca oburzenie społeczne i powszechne żądanie zemsty zbrodnia podobna jest do kamienia rzuconego na gładką wodę kałuży. Jak kręgi rozchodzą się po wodzie burząc nie tylko jej powierzchnię, ale i muł zalegający dno, tak i podobne zdarzenia mogą powodować szereg następstw trudnych do przewidzenia. To chyba motto tej powieści. Wyjaśnieniem sprawy w hrabstwie Hennepin zajmie się sympatyczna policyjna para Sam Kovac i Nikki Liska. Nie będzie to dla nich łatwy orzech do zgryzienia, wbrew obiecującemu początkowi śledztwa, a sprawa okaże się przyjemnie skomplikowana i zaskakująca. Nie dla wszystkich postaci oczywiście, a dla czytelnika. Szczegółów fabuły zdradzać jak zwykle nie będę, gdyż jej konstrukcja jest jednym z głównych atutów książki. Na szczęście nie jedynym. Tempo akcji narasta dość szybko i sprawia, że po pewnym czasie od lektury trudno się już oderwać. W tle mamy ciekawie odmalowany obraz tego regionu USA, w którzym rzecz się dzieje, a już niejako wyznacznikiem pióra autorki jest celność i łatwość w odawaniu odmienności poszczególnych miejsc Stanów, kraju całkiem bezpodstawnie i fałszywie przez wielu odbieranego jako monolit. Szczególny talent ma Tami Hoag w ukazywaniu specyfiki wpływu środowiska społecznego na ludzi, którzy do niego należą, a zwłaszcza celnie tworzy charakterystykę kręgów policyjnych i z nimi związanych oraz bieguna przeciwnego, czyli światka przestępczego i korespondujących z nim ciemnych interesów.

Jak zwykle u tej autorki, wplata ona w tworzywo powieści refleksje na temat działania wymiaru sprawiedliwości, resocjalizacji i pomocy społecznej. Szczególny akcent tym razem kładzie na pracę sędziego, która niezorientowanym wydaje się prosta i łatwa, a w rzeczywistości, jeśli ma być dobrze wykonywana, jest wielkim wyzwaniem. Zwraca także uwagę na wielkie znaczenie, jakie ma dla działania Temidy nie tylko oskarżyciel, ale i obrońca. Piętnuje też tak powszechne wśród społeczeństwa i hierarchów policyjnych, prokuratorskich oraz politycznych, zwłaszcza w bulwersujących sprawach o podtekście seksualnym, parcie na szybki wymiar kary, która z racji pośpiechu nierzadko dotyka niewinnych, a przez to dodatkowo osłania rzeczywistych sprawców. Po raz pierwszy również tak wyraźnie pojawia się spostrzeżenie i refleksja, iż choć mało zaangażowany policjant jest nieskuteczny, to zbytnio zaangażowany zaczyna popełniać błędy i często prowadzi to do sytuacji, gdy trudno już odróżnić zapał, aktywność i oddanie sprawie od pychy i przeświadczenia o własnej nieomylności.

Te mroczne policyjne klimaty krążące wokół zbrodni, perfekcyjnie prowadzony wzrost napięcia i poczucia zagrożenia, tak charakterystyczne dla powieści Hoag, są okraszone początkiem delikatnego, nieśmiałego uczucia, które nagle budzi się w starym policyjnym wydze i rozwodniku Kovacu, przechodząc w zapowiedź pełnego ostrożności i niepewności romansu przypominającego chodzenie po polu minowym. To bardzo tonuje wydźwięk całości i dodaje lekturze dodatkowych zalet, zwłaszcza w oczach czytelniczek jak mniemam, choć i co wrażliwsi na te nuty czytelnicy też pewnikiem to docenią.

Jednym słowem Tami Hoag znów, po raz kolejny, mnie nie zawiodła, podając w „Spirali zbrodni” kawał solidnej, dobrej rozrywki i jak na gatunek typowo rozrywkowy, sporo innych smakowitych dodatków. Zachęcam więc do spróbowania, a sam już nie mogę się doczekać na następne takie danie


Wasz Andrew


Cykl Detektywi Kovac i Liska
Ashes to Ashes (1999)I w proch się obrócisz (Libros, 2001)
Dust to Dust (2000)Z prochu powstałeś (Świat Książki, 2003), również pod nazwą W proch i pył (Harlequin Polska, 2014)
Prior Bad Acts (2006), również pod nazwą Dead SkyZa dawne winy (Wydawnictwo Dolnośląskie, 2007), również pod nazwą Spirala zbrodni (Harlequin Polska, 2014)
The 9th Girl (2013)Dziewczyna #9 (Harlequin Polska, 2014)

sobota, 30 sierpnia 2014

"Requiem dla zakonnicy" William Faulkner - Grzeszna córka z hrabstwa Yoknapatawpha

Requiem dla zakonnicy 

William Faulkner

Tytuł oryginału: Requiem for a Nun
Tłumaczenie: Wacław Niepokólczycki
Wydawnictwo: Państwowy Instytut Wydawniczy
Seria: Współczesna Proza Światowa
Liczba stron: 176




 
 
Fikcyjny autor Silas Flannery, jeden z bohaterów Jeśli zimową nocą podróżny, powołany do życia przez genialnego włoskiego artystę Italo Calvino, zanotował w swoim dzienniku, że „Przed pisarzem, który chce unicestwić samego siebie, aby wyrazić to, co znajduje się poza nim, otwierają się dwie drogi: albo napisze on książkę, a będzie to księga jedyna i wyczerpująca wszystko, albo napisze wszystkie książki, tak by poprzez cząstkowe obrazy dążyć do uchwycenia obrazu całości”. W przypadku twórców wybitnych, których ambicje nie pozwalają poprzestać na płodzeniu kolejnych poczytnych pisadeł, egzystujących w literackim świecie przez kilka chwil, można zauważyć tendencję do brania na warsztat kilku kluczowych, najbardziej intrygujących ich tematów, które eksploatowane są z maniakalnym uporem. Lem bardzo wiele miejsca w swojej twórczości poświęcał zagadnieniu obcości, możliwości wzajemnego porozumienia, Tanizaki po krótkim okresie fascynacji światem Zachodu zagłębił się w badaniu rodzimej kultury, u Nabokowa z kolei można zauważyć stale powracający motyw zaświatowości. Dana kwestia, która stanowi centrum literackich zainteresowań może być prezentowana z różnych perspektyw, z wielu punktów widzenia, które przedstawiane są w kolejnych utworach. Owe tendencje do silnej koncentracji na wąskiej grupie tematów zdecydowanie łatwiej dostrzec, kiedy następne dzieła osadzone są w tym samym świecie przedstawionym, fabuła rozgrywa się w niezmiennym środowisku, tak jak ma to miejsce w przypadku Williama Faulknera, który niestrudzenie eksplorował ludzką naturę, przeprowadzając wiwisekcję psychiki obywateli fikcyjnego hrabstwa Yoknapatawpha.

piątek, 29 sierpnia 2014

czwartek, 28 sierpnia 2014

O reklamach społecznych



Programy kładące nacisk na uzmysławianie negatywnych konsekwencji w przyszłości, wynikających z teraźniejszych działań, mają znikomy wpływ na zachowanie Teraźniejszych, ponieważ samo myślenie o przyszłości jest im obce. W przeciwieństwie do nich, Przyszłościowcy nauczyli się rozpoznawać pewne zależności, co pozwala im między innymi na uniknięcie problemów uzależnienia, W odniesieniu do Przyszłościowców wykorzystanie tych programów jest jednak jak kazanie dla osób już zbawionych.

środa, 27 sierpnia 2014

wtorek, 26 sierpnia 2014

Sieć spisków



Uczta dla wron, część 2: Sieć spisków


tytuł oryginału: A Feast for Crows: Web of Intrigues



George R. R. Martin


tłumaczenie: Michał Jakuszewski



seria/cykl wydawniczy: Pieśń Lodu i Ognia* (ang. A Song of Ice and Fire) powieść 4 część 2

wydawnictwo: Zysk i S-ka 2006

liczba stron: 528



Sieć spisków jest drugą z dwóch powieści składających się na Ucztę dla wron - czwartą część cyklu powieściowego Pieśń Lodu i Ognia pióra amerykańskiego pisarza Georga R. R. Martina. Jak pisać o powieści będącej częścią długiego cyklu, którego zaletą jest nieprzewidywalność? Cokolwiek napisze się o fabule, może okazać się za dużo, gdyż komuś, kto czyta dopiero wcześniejsze części, zdradzi za wiele i odbierze przyjemność z niepewności o losy bohaterów, która w Pieśni, jak w życiu, towarzyszy nam bez przerwy. Powiem więc tylko, iż w świecie wykreowanym przez Martina, którego centralną częścią, niczym jakiś starożytny Rzym na naszej dawnej Ziemi, jest kontynent Westeros, nadal trwa walka o tron, która rozgorzała po śmierci króla Roberta Baratheona. Walka o tron, który był symbolem władzy nad siedmioma królestwami stanowiącymi cywilizowaną część kontynentu oddzieloną od tajemniczej, zimnej i groźnej północy Wielkim Murem. Tak jak przy lekturze poprzednich powieści serii, znów będziemy drżeć o życie jednych postaci, tych, które polubiliśmy, i mieć nadzieję, iż ci uznani przez nas za złych zginą. Jedne nadzieje się spełnią, w innych wypadkach znów doznamy zawodu. Ta życiowa prawda, iż śmierć nie przebiera i kosi po równo dobrych oraz złych, jest chyba nierozerwalnie związana ze stylem Martina.

Po każdej kolejnej części cyklu obserwuję wśród czytelników te same reakcje. Oceny poszczególnych powieści są bardzo różne i sprzeczne ze sobą. Zachwyceni poprzednią narzekają na następną i odwrotnie. Czy naprawdę wartość powieści zależy od tego, czy nasze ulubione postacie przeżyją? Czy to źle, że Pieśn Lodu i Ognia, jak na prawdziwą sagę przystało, jest niczym sama historia? Ta prawdziwa – historia naszego świata? Przecież w niej też są okresy pozornego spokoju, gdy nie słychać szczęku mieczy, a tylko szmer tajnych knowań i przemykających się szpiegów. Czy te okresy nie są intrygujące i nie mniej bogate w konsekwencje niż jawne wojny? Mam wrażenie, iż Martin napisał cykl przeznaczony dla miłośników historii wiedzących, że rozpatrywanie wojen w oderwaniu od pokoju jest infantylne i nigdy nie prowadzi do prawdziwego poznania przyczyn i skutków. Polacy od dawna sprawiają wrażenie nawiedzonych przez epidemię historycznego daltonizmu, jeśli nie wręcz ślepoty i może dlatego te momenty, gdy nad mieczem zaczyna przeważać intryga i polityka, mają w naszym kraju zdecydowanie mniej zwolenników niż w innych państwach. A szkoda, bo w Pieśni Lodu i Ognia można zobaczyć te wszystkie mechanizmy, które są kołem zamachowym i historii całych narodów, i dziejów pojedynczych osób. Pożądanie władzy, pieniędzy, seksu i wszystkiego, czego można pożądać. Czynienie rzeczy najgorszych w imię dobra. Droga występku i droga cnoty oraz wszelki pośrednie ścieżki między nimi. Wpływ zmiany pozycji społecznej na przeobrażenie osoby, której ona dotyczy. Zło i kara, która za złe uczynki nadchodzi nieporówanie ospalej, niż nagroda za dobre, a często wręcz kara, która zmienia się w nagrodę i odwrotnie. Opowieść o losie dezerterów godna prawdziwie historycznej książki Dezerterzy, o której niedawno pisałem. Wszystko, czego brak w tradycyjnej fantasy, czego niedosyt w większości rycerskich opowieści, jest u Martina, ale…

No właśnie. Autor nie tylko po raz kolejny i konsekwentnie zrywa z tabu tradycyjnej powieści gatunku i ukazuje podłych rycerzy, rozwiązłe dziewice królowe, grzesznych świętych, powszechną ciemnotę i głupotę, krzywoprzysięstwa oraz wiele podobnych aspektów, ale co chyba jeszcze bardziej dla wielu niestrawne – pisze powieść jak życie. Nie wiąże początku, przebiegu, kulminacji i końca opowieści z jakąkolwiek dającą się wyodrębnić postacią lub grupą postaci, a przynajmniej na obecnym etapie nie da się takiej więzi wskazać. Podobnie ze zdarzeniami – nie wiemy, który wątek w końcowej ocenie okaże się najważniejszy i czy w ogóle któryś na to miano zasłuży. Czy zagrożenie z północy? Czy sprawa smoków? A może jeszcze co innego? Jak w rzeczywistości – kto wie, co było najważniejsze w dziejach ludzkości…

Jakby tego było mało, mając do wyboru powiedzieć trochę o dziejach każdej z głównych postaci znanych z poprzednich odsłon cyklu, albo powiedzieć wiele o niektórych i nic o pozostałych, Martin wybrał tę drugą opcję. Nie zobaczymy więc wielu bohaterów z pewnością zasługujących na miano wiodących w całej opowieści ani nawet terenów, na których rozgrywają się rzeczy, o których wiemy, iż mogą być decydujące. Co najwyżej wspomną o nich ci, których pisarz wybrał, by się objawili w Sieci spisków, a którzy w ten czy inni sposób o czymś się dowiedzieli. To ciekawy zabieg, który jeszcze wzmacnia poczucie przeniesienia się w świat sagi. Tradycyjnie każdy rozdział to opowieść o zdarzeniach widzianych z pozycji jednej osoby. A ponieważ tych osób jest w tej książce wyjątkowo niewiele, więc wrażenie bycia tam jest jeszcze wyraźniejsze - nie wiemy wszystkiego, nie wszędzie możemy spojrzeć. Wiemy i czujemy, że horyzont, i ten geograficzny, i ten zdarzeniowy, jak w dobrej grze strategicznej, przesłonięty jest mgłą wojny. To nieczęsto w literaturze spotykane odczucie i lektura wiele na tym zyskuje. Oczywiście miłośnicy literackich nawalanek, jak w świecie gier, raczej tego nie docenią. Jest to za to wielki plus dla polityków i strategów.

W mojej ocenie Sieć spisków jest godną kontynuatorką poprzednich powieści. Jest nieco odmienna od poprzednich części serii, podobnie jak i każda z nich nieco się różni od pozostałych, i jak jedna prawdziwa epoka historyczna różni się od poprzednich oraz następnych. Fascynujące jest jednak obserwować, iż mimo tych różnic, siły napędowe historii pozostają niezmienne. Niestety – chciałoby się dodać.

To naprawdę świetna rzecz, tak oblec prawdziwy szkielet mechanizmów społecznych w fikcyjne ciało powieści fantasy, iż nikt nie może powiedzieć, że jego uczucia religijne, narodowe czy inne, zostały obrażone. A wszystko to dla niepoznaki i jeszcze lepszego kamuflażu przykryte prześwietną warstwą przygodową, która sama w sobie by wystarczyła, aby zdobyć sobie spore grono czytelników. Już nie mogę się doczekać następnej części i gorąco polecam tym wszystkim, którzy jeszcze Martina nie próbowali. Oczywiście zacząć należy od Gry o tron – inaczej nie da się zapanować nad mnóstwem wątków i postaci Pieśni Lodu i Ognia


Wasz Andrew


poniedziałek, 25 sierpnia 2014

O wartościach literackich



„…zawsze mi się wydawało, że drugo- lub trzeciorzędna literatura więcej mówi o rzeczywistości niż te dzieła z górnej półki, często wydumane, nadęte i silące się na oryginalność.

Za ciosem Jacek Krakowski