Wolna i niezawisła Ukraina jest jedynym prawdziwym gwarantem niepodległości Polski. Jeśli upadnie Ukraina, kwestią czasu będzie upadek Polski.

czwartek, 7 sierpnia 2014

środa, 6 sierpnia 2014

Pytania o Boga



„...mówią tam, że główne przymioty Boga to miłosierdzie, dobroć, skłonność przebaczania, że jest Bogiem miłości, że jest wszechmogący. Ale przy tym za pierwszy akt nieposłuszeństwa człowiek został wygnany z Raju i stał się śmiertelny. Potem niezliczona liczba ludzi umiera, ale co tam, i pod koniec Bóg posyła swojego syna, żeby zbawił ludzkość. I ten syn sam ginie straszną śmiercią, a przedtem wzywa Boga i pyta, czemu go opuścił. I po co to wszystko? Żeby swoją krwią odkupić grzech pierwszego człowieka, którego Bóg sam sprowokował i ukarał, i żeby ludzie powrócili do Raju i znów byli nieśmiertelni. To jakiś bezsensowna kołomyja, przecież można było po prostu nie karać ich wszystkich tak surowo za to, czego nawet nie zrobili. Albo darować karę ze względu na przedawnienie. Ale po co poświęcać ukochanego syna, i jeszcze go zdradzać? Gdzie tu miłość, gdzie skłonność do przebaczania, gdzie tu wszechmoc?

Metro 2033 Dmitry Glukhovsky

wtorek, 5 sierpnia 2014

O pieśniach patriotycznych








Ta pieśń ma już sto lat, jeśli nie sto pięćdziesiąt - pokręcił głową (...) - Napisano ją najpierw na jedną wojnę, potem zaadaptowano do drugiej. Właśnie dlatego jest dobra: pasuje do każdej wojny. Jak długo człowiek będzie żył, zawsze będzie uważał siebie za kochającego światło, a wrogów za kochających ciemność.

I będą tak myśleć po obu stronach frontu...”


Metro 2033 Dmitry Glukhovsky

poniedziałek, 4 sierpnia 2014

Wywiad rzeka





Jacek Krakowski



Za ciosem


seria wydawnicza: Super kryminał

wydawnictwo: Pi 2012

Kiedy kilka dni temu przystępowałem do lektury powieści Jacka Krakowskiego Za ciosem, nie pamiętałem już nawet, kiedy i jakich okolicznościach do mnie trafiła. Sprawił to prawdopodobnie jej wygląd – skromna, komiksowa szata graficzna okładki jednoznacznie sugerująca, że mamy do czynienia z kryminałem, lub nawet tylko kryminałkiem. Format, jakość papieru, miękka okładka – prawie klasyczny paperback. Miałem wrażenie, że to typowa książka do pociągu, więc leżała biedna pod stosem innych czekających na zmiłowanie, gdyż żadna wycieczka umożliwiająca czytanie się nie zapowiadała. I tak mijały miesiące, aż w końcu się nad nią zlitowałem, choć podróż nadal mi się nie trafiła.

Wydanie, które posiadam, notki o autorze nie zawiera, a internet informuje, iż Jacek Krakowski jest polskim poetą, prozaikiem, autorem utworów dla dzieci i młodzieży, krytykiem muzycznym oraz autorem scenariuszy filmów animowanych dla Se-Ma-Fora. Ja jednak z jego twórczością pisarską dotąd kontaktu nie miałem, a przynajmniej niczego takiego nie kojarzę, więc do lektury Za ciosem zabrałem się niczym pies do jeża. Ostrożności nauczyły mnie liczne doświadczenia z objawieniami dzisiejszej polskiej literatury, które aż nazbyt często okazywały się pasmem zawodów i rozczarowań.

Wieś Lisice pod Łodzią to miejsce, gdzie swego czasu wypadało mieć posiadłość, gdy się było kimś. Mieszka tam i była śpiewaczka, i znane niegdyś osoby ze świata filmu, malarka i postać najbardziej znana – Matylda Delmonte. Ta ostatnia jest chyba jedyną nieprzebrzmiałą sławą – wychodzące spod jej pióra romanse, czyli powieści dla kobiet (gdzie to równouprawnienie?), są kolejnymi bestsellerami polskiego rynku wydawniczego. W tajemniczy okolicznościach znika mąż pisarki, a wraz z nim spora suma pieniędzy. Tę intrygującą i sensacyjną sprawę postanawia wykorzystać sprytna pisarka i zaprasza do swej rezydencji reportera Jana Marona, by ten przeprowadził z nią wywiad rzekę. Maron z kolei bardziej jest chyba zainteresowany wyjaśnieniem tajemnicy zaginięcia męża Matyldy i owych pieniędzy. Co będzie dalej, oczywiście zdradzać nie będę.

Lektura rozpoczyna się fantastycznie. Styl niezbyt wyszukany, ale bez zarzutu, łatwy w odbiorze. Bardzo udanym chwytem jest ujęcie całości w formie serii wywiadów (każdy rozdział to wywiad z jedną postacią) prowadzonych przez Marona z różnymi osobami, mieszkańcami Lisic, na temat Matyldy Delmonte i tajemniczego zniknięcia jej męża, a także następnych wydarzeń, które miały miejsce w miarę rozwoju fabuły. Z tej formuły wynika ograniczenie się tylko i wyłącznie do dialogów, co nadaje opowieści bardzo specyficzny klimat i dynamikę. Pięknie przy okazji podkreśla to, co często umyka autorom kryminałów piszących w tradycyjnej manierze – niewiarygodność świadków. Każdy mówi co innego, często zmienia zeznania, i detektyw lub dziennikarz pragnący rozwiązać zakładkę niejednokrotnie dość długo nie ma zielonego pojęcia, co jest prawdą, a co fałszem. Taka forma daje autorowi dodatkowy bonus, gdyż nie musi angażować się w opisy, gdzie łatwo strzelić gafę kryminalistyczną, co przytrafia się nawet znanym i uznanym.

Oczywiście w miarę, jak przewracamy kartki, mają miejsce kolejne wydarzenia, trup ściele się dość gęsto jak na liczbę występujących w powieści osób, wypływają nowe wątki. Całość mile się komplikuje, dynamika rośnie i… Wszystko zaczyna przypominać twórczość samej pani Delmonte. Całość zaczyna się rozjeżdżać, kulminacja na pół gwizdka, a rozwiązanie jakby pisane na siłę i przez kogo innego. Dodatkowy niesmak budziły we mnie również dywagacje na temat Stanu Wojennego i służb komunistycznych, jakby na siłę wciśnięte w celu zaspokojenia potrzeb pewnej grupy czytelników, niby elementy pornograficzne umieszczane przez innych autorów w ich książkach z tych samych motywów. W dodatku tak płytkie i infantylne, że brak słów.

Zapowiadało się pięknie, a wyszło jak wyszło. Przez finisz, który bardzo znacząco obniża wartość całości, który poziomem stanowi wręcz zaprzeczenie początku, trudno zakwalifikować tę powieść nawet do przeciętnego, solidnego „kryminału pociągowego”. A przecież ten podgatunek ma wciąż swe znaczące miejsce w literaturze popularnej, mimo iż pociągów u nas coraz mniej. I niestety wcale nie tak łatwo o dobrą książkę w tym kanonie, a chętnie bym coś takiego przeczytał


Wasz Andrew

Za ciosem [Jacek Krakowski]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

Za ciosem [Jacek Krakowski]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

sobota, 2 sierpnia 2014

Stefan Zweig "Dziewczyna z poczty" - Wołanie z otchłani nędzy

Dziewczyna z poczty

Stefan Zweig

Tytuł oryginału: Rausch der Verwandlung
Tłumaczenie: Karolina Niedenthal
Wydawnictwo: W.A.B.
Seria: Nowy Kanon
Liczba stron: 336
 
 
 
 
 
 
W nauce od lat trwają poszukiwania jednej uniwersalnej teorii, która za jednym zamachem odpowiedziałaby na wielkie pytanie o życie, wszechświat i całą resztę. Póki co naukowcy są daleko od jej znalezienia, ale nie można zaprzeczyć, że np. teorie dotyczące fizyki kwantowej można przyłożyć także do naszego makroświata. Przy okazji lektury książki Paryski ekspres wspominałem o zasadzie nieoznaczoności Heisenberga, dzisiaj natomiast pragnąłbym rzec kilka słów o pasmowej teorii przewodnictwa. W podstawowym składniku materii, czyli w atomie, poszczególne elektrony mogą znajdować się w ściśle określonych, dyskretnych stanach energetycznych (wynika to z równania Schrödingera). W ciele stałym poszczególne atomy są ze sobą powiązane, co wiąże się z kolejnymi ograniczeniami dotyczącymi możliwej energii elektronów. Dopuszczalne poziomy energetyczne elektronów zlewają się w tzw. pasma energetyczne. W kryształach wyróżnia się dwa pasma energetyczne – jedno z nich, położone niżej, jest całkowicie wypełnione elektronami, z kolei drugie, położone wyżej, nie zawiera żadnych elektronów. Pasmo całkowicie zajęte określane jest mianem pasma podstawowego, natomiast pasmo puste – pasmem przewodnictwa. Możliwe jest przesunięcie elektronu z pasma podstawowego do pasma przewodnictwa, ale wiąże się to z dostarczeniem odpowiednio dużej porcji energii (elektrycznej bądź cieplnej), tak by elektron od razu wskoczył do pasma przewodnictwa, bowiem niedopuszczalne są pośrednie wartości energii (te niemożliwe do osiągnięcia stany pośrednie określa się mianem pasma wzbronionego). Elektrony znajdujące się w paśmie przewodnictwa nie są związane z konkretnym atomem, ale mogą przemieszczać się w całej objętości materiału, przewodząc w ten sposób prąd elektryczny, który nie jest niczym innym jak uporządkowanym ruchem atomów. W izolatorach, czyli materiał bardzo słabo przewodzących prąd elektryczny (w języku potocznym często pada określenie, że izolator w ogóle nie przewodzi prądu) przeskok elektronu do pasma przewodnictwa wymaga bardzo dużych nakładów energetycznych. Podobnie wygląda sytuacja plebsu, którego przedstawiciele nie mogą korzystać z wszystkich uciech towarzyszących ludziom ze szczytów społecznej drabiny, ba, którym nie wypada wręcz pojawiać się w obecności osób majętnych czy szlachetnie urodzonych. Na straży świata bogaczy stoją całe zastępy portierów, ochroniarzy, ale faktyczne pasmo wzbronione, to najbardziej skuteczne stanowi gotówka, czy raczej jej brak. Od czasu do czasu dochodzi jednak do sytuacji, kiedy to człowiek jeszcze do niedawna ubogi i biedny zaczyna cieszyć się powszechnym mirem oraz poważaniem społecznych elit i niemal zawsze wiąże się to z niebotycznymi nakładami pieniężnymi. Portfel spuchnięty od nadmiaru banknotów pozwalaj przysłonić wstydliwą przeszłość nowobogackiego, która tonie w pomrokach nędzy i ubóstwa – parweniusz za sprawą posiadanych potężnych zasobów finansowych niczym elektron, któremu nadano odpowiednią energię zostaje wybity z pasma podstawowego, czyli swojej dotychczasowej nędznej egzystencji, osiągając upragnione pasmo przewodnictwa, czyli towarzyskie salony, których wrota nagle stanęły otworem. Co jednak kiedy strumień pieniędzy nagle uschnie? Interesująca historia, która stara się odpowiedzieć na to pytanie została przedstawiona w książce Dziewczyna z poczty, autorstwa Stefana Zweiga.

piątek, 1 sierpnia 2014

O karze śmierci




…ten, kto wydaje wyrok, sam powinien go wykonać. Jeśli chcesz odebrać komuś życie, powinieneś spojrzeć mu w oczy i wysłuchać jego ostatnich słów. Jesteś mu to winien. Kiedy nie masz odwagi tego uczynić, skąd możesz wiedzieć, że ten człowiek zasługuje na śmierć? (…) Gdy nadejdzie ta chwila, musisz pamiętać, żeby nie stała się ona dla ciebie przyjemną, lecz też nie wolno ci odwracać wzroku. Władca, który chowa się za płatnym katem, szybko zapomina, czym jest śmierć.


Eddard Stark


Gra o tron George R.R. Martin

czwartek, 31 lipca 2014

Po zagładzie




Dmitry Glukhovsky


(Дмитрий Алексеевич Глуховский)


Metro 2033


tytuł oryginału: Метро́ 2033

tłumaczenie: Paweł Podmiotko

wydawnictwo: Insignis Media 2010

Do debiutanckiej powieści Dmitrija Głuchowskiego podszedłem jak zwykle, czyli nie zapoznając się bliżej ani z autorem, ani z historią powstania książki. Oczywiście w tym wypadku mniej więcej wiedziałem, w jakich realiach, czasach i kanonie rzecz będzie się rozgrywać, gdyż trudno chyba, czy to wśród maniaków gier komputerowych, czy to wśród miłośników literatury, spotkać kogoś, kto o Metrze 2033 w ogóle nie słyszał, tym bardziej, iż dało ono impuls do powstania dwóch dość głośnych gier i stanowiło początek całej serii powieści piór różnych autorów, którzy fabułę swych dzieł oparli na uniwersum wykreowanym przez Głuchowskiego, który też zresztą napisał i swój własny ciąg dalszy.

Metro 2033; jak sam tytuł wskazuje, to przyszłość. Choć niezbyt już daleka – pułapka umieszczania dat w sf. Świat po wymianie ciosów, również atomowych, między wielkimi mocarstwami. Co się stało z cywilizacją, z całą ludzkością, dokładnie nie wiadomo, ale pewnie szlag ją trafił. W Moskwie niedobitki, które już ludzkością trudno nazwać, schroniły się w tunelach metra. Tam próbują przetrwać. Na powierzchni nie wszystko wymarło. To co wybiło ludzi i sprawiło, iż Ziemia nie jest już miejscem dla nich, jednocześnie uruchomiło przyspieszoną ewolucję gatunków, które przetrwały pierwsze uderzenie i promieniowanie, jakie pozostało po kataklizmie. I te właśnie formy życia są największym zagrożeniem dla ukrywających się w tunelach, którzy nie mogą się do końca odciąć się od świata na górze, gdyż szaber resztek dawnej cywilizacji jest podstawą ich istnienia na jakim takim poziomie. Jakby tego było mało, pod ziemią też pojawiają się nowe elementy łańcucha pokarmowego, w którym człowiek niekoniecznie stanowi ostatnie ogniwo.

Herosem naszej opowieści jest Artem, młody chłopak ze społeczności zamieszkującej stację WOGN, jak i inne przypominającą teraz plemienną, podziemną wersję państwa-miasta. Jak każda zewnętrzna stacja systemu metra, WOGN od dawna zmaga się z większymi przeciwnościami niż stacje wewnętrzne, ale ostatnio napór niespotykanych wcześniej potwornych przeciwników sprawia, iż nad WOGN-em zawisła realna groźba zagłady. W poszukiwaniu pomocy Artem wyrusza w pełną przygód podróż do stacji, które zachowały więcej z dorobku dawnej ludzkości; wiedzy i technologii.

Jak widać z powyższego, fabuła nie jest specjalnie skomplikowana, choć od razu trzeba bardzo podkreślić, iż cały czas trzyma czytelnika w niepewności nie tylko co do zakończenia, ale i sposobów, w jaki rozwiną się poszczególne sytuacje. Epilog powieści jest zaś prawdziwie zaskakujący i potężnym akcentem wpisuje się w warstwę filozoficzno-moralizatorską, do której jeszcze powrócę.

O postapokaliptycznych światach napisano już powieści wiele, podobnie jak i powieści drogi pojawiło się sporo. Muszę jednak przyznać, że tak dobrze oddanego klimatu jednego i drugiego, jak dotąd, nie zdarzyło mi się spotkać, no może poza Strugackimi i jeszcze kilku innymi dawnymi tytanami s-f. Kiedy czytałem Metro, wprost dźwięczała mi w uszach kultowa ścieżka dźwiękowa Fallout*, do czego nawet Drodze Cormaca McCarthy’ego, przez wielu uznawanej za arcydzieło, bardzo było daleko.

Klimat, realia uzbrojenia i wyposażenia, gdzie autor uniknął wpadek, co cieszy prawdziwe tygrysy, to nie jedyne zalety, które i tak same by wystarczyły, by jako postapokaliptyczna przygodówka powieść weszła na trwałe do kanonu literatury fantastycznonaukowej. Po pewnym czasie czytelnik zaczyna zdawać sobie sprawę, iż opowieść ma bardzo odważną i racjonalną warstwę filozoficzno-moralną. Pytania o wiarę, o jej istotę i wartość, o człowieczeństwo i jego ocenę, o naturę Boga i człowieka, a nawet o naturę rzeczywistości w zderzeniu z literaturą, są nie tylko wyartykułowane wprost, ale również bez reszty powiązane z motorem napędzającym akcję i z zaskakującym zakończeniem, które zarazem stanowi tych rozważań tych podsumowanie. Jakie ono jest, tego oczywiście zdradzać nie będę.

Tyle wynika z samej powieści. Tym razem warto jednak dodać małe co nieco o okolicznościach jej powstania. Głuchowski zaczął pisać Metro (taki był pierwszy tytuł - bez cyferek - co było chyba jednak bardziej perspektywicznym pomysłem) jako nastolatek. Jako uczeń dojeżdżał moskiewskim metrem do szkoły i jego znajomość była pewnie impulsem do wykreowania takiego właśnie świata, a zarazem dodała powieści wiarygodności w tle. Na pewno wpływ na autora wywarł szereg klasyków s-f, jacy tworzyli przed nim oraz kultowa, wspomniana już seria gier Fallout, która pozostawia niezatarty ślad na każdym, kto się z nią zetknął. Pierwsza wersja powieści została w 2002 roku bezpłatnie opublikowana w internecie wraz z linkami do muzyki proponowanej do słuchania w trakcie lektury. W świetle powyższego twierdzenia niektórych recenzentów, iż powieść „wyraźnie została napisana pod kasę”, najlepiej świadczą o ich autorach.

W tej pierwotnej wersji opowieść miała inne zakończenie niż obecnie, lecz pod naciskiem fanów i wydawnictw zmieniono je przed pierwszą publikacją papierową, która miała miejsce w roku 2005 (jedna z prezentacji Metra 2033 miała miejsce w przeciwatomowym bunkrze Ministerstwa Łączności na Tagance.). Warto też wspomnieć, że dzisiejszy ostateczny kształt powieść uzyskała w trakcie interaktywnych internetowych konsultacji autora z czytelnikami, również fachowcami od metra, uzbrojenia i służb specjalnych. Tutaj należałoby spoliczkować następnych recenzentów; tych, którzy piszą, iż powieść miała napędzać sprzedaż gry pod tym samym tytułem (i odwrotnie). Sęk w tym, że pierwsza część gry miała premierę dopiero w roku 2010(!), a powieść do dziś jest dostępna za darmo na stronie autora. To jednak przerasta jak widać możliwości umysłowe wielu moich rodaków i kolegów po piórze, dla których nienawiść jest ważniejsza niż fakty. To ostatnie uczucie jest chyba jednym z nieodłącznych, o ile nie głównych, atrybutów bycia człowiekiem, o czym z wielkim żalem opowiada również Metro 2033. Może właśnie tego niektórzy nie mogą w nim znieść. Nie muszę już chyba dodawać, że do lektury gorąco i z pełnym przekonaniem zachęcam, choć jako bezproblemowa, bezrefleksyjna rozrywka, na którą liczyłem, powieść wcale się sprawdziła


Wasz Andrew


* seria gier RPG osadzona w świecie po wojnie atomowej (jest też odnoga strategiczna - Brotherhood of Steel)

Cykl Metro:
1/ Metro 2033
2/ Metro 2034
3/ Metro 2035

Uniwersum Metro 2033: Metro 2033 [Dmitry Glukhovsky]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

Metro 2033 - nowe wydanie [Dmitry Glukhovsky]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

wtorek, 29 lipca 2014

O tajnych informacjach



Access to secret intelligence [is] one of the more potent aphrodisiacs of power

(„Dostęp do tajnych informacji wywiadu jest jednym z silniejszych afrodyzjaków władzy”)

David Stafford Churchill and Secret Service (1998 r.)

motto z okładki książki Mariana Zacharskiego Krwawiąca granica