Haori
Yasushi Inoue
Tytuł oryginału: Ryōju
Tłumaczenie (z j. francuskiego): Anna Gostyńska
Wydawnictwo: Czytelnik
Liczba stron: 65
Przypuszczam,
że niemal każdy czytelnik, który regularnie oddaje się wyszukanej przyjemności
wędrowania po literackich światach, nie raz, nie dwa doświadczył tego, co
roboczo nazywam literacką magią. W moim prywatnym słowniku pojęć oraz idei, pod
tym hasłem skrywają się wszelkie wydarzenia, które noszą znamiona
niecodzienności, niezwykłości, niespotykalności, rzadkości, a wskutek tego –
wyjątkowości, są przy tym unikatowe, fantastyczne oraz co ważne, trudne do
wytłumaczenia wyłącznie za sprawą chłodnych i bezdusznych narzędzi
statystycznych, pozostające jednocześnie w bardziej lub mniej ścisłych
koneksjach z literaturą. Ujmując rzecz odrobinę precyzyjniej, chodzi o
przeżycia oraz doświadczenia, będące wynikiem swoistej dyfuzji, tj. przenikania
świata literackiej fikcji do otaczającej nas rzeczywistości, które na wskroś
analityczny umysł byłby pewnie w stanie wyjaśnić, obficie posiłkując się rolą
przypadku w człowieczej egzystencji. Obiektywnie rzecz ujmując są to sploty
(szczęśliwe bądź nie) wypadków, ale ponieważ przytrafiają się nam, a ponadto
cechują się pewną (może nieco kulawą, ale jednak) regularnością, nabierają dla
nas wartości szczególnej oraz niepowtarzalnej. Logiczne wyjaśnienie, że ojcem
całego niespotykanego zajścia był kpiarski los, ułomny, bo ślepy traf są
niezadowalające, szczególnie dla chłonnego niczym gąbka umysłu, łasego na
wszelkie rewelacje. Znakomitym obserwatorem, który z wprawą i maestrią godną
podziwu wychwytywał takie starcia fikcji z rzeczywistością był choćby Julio Cortázar.
Zdolnych artystów nie mogło zabraknąć także na wyspach, na których rozpościera
się Kraj Kwitnącej Wiśni, gdzie ostatnio całkiem często goszczę. Nieco z
przypadku (a jakże!), kiedy błąkałem się niedawno pośród bibliotecznych półek,
w moje ręce wpadła cieniutka książeczka, skrywająca w sobie krótką nowelkę Haori, autorstwa Yasushiego Inoue, w
której główny bohater przekonuje się, że literatura nie jest wyłącznie
narzędziem, służącym do tworzenia literackiej fikcji.
Yasushi
Inoue to japoński poeta oraz prozaik, autor esejów, powieści oraz noweli.
Żyjący w latach 1907 – 1991, pochodzący z Hokkaido artysta uważany jest za
jednego z ważniejszych współczesnych twórców. O jego znakomitym warsztacie mogą
świadczyć liczne nagrody, których jest laureatem oraz fakt, że kilka razy
kandydował do Nobla w dziedzinie literatury. Mimo to, głównie z racji bardzo
skromnej ilości dzieł przetłumaczonych na język polski, Yasushi Inoue pozostaje
słabo znanym autorem w naszym kraju. Po lekturze Haori wiem już, że warto by zmienić ten fatalny stan rzeczy.
Pierwszoosobowy
narrator, poeta hobbysta, snuje fascynującą historię, która ma związek z
napisanym przez niego wierszem, umieszczonym (nieco z przypadku!) w skromnym czasopiśmie
Poradnik Myśliwego, wydawanym przez Japoński Związek Łowiecki. Krótki, ale
bardzo interesujący utwór zatytułowany Broń
myśliwska, który zostaje przytoczony w całości, powstał na skutek impresji,
wywołanej spotkaniem samotnego myśliwego, snującego się u podnóża góry Amagi.
Przelotne spojrzenie, krótkotrwałe wrażenie dojmującej samotności stają się
potężnym bodźcem, katalizującym narodziny skromnego, ale wymownego dzieła. Po
pewnym czasie narrator otrzymuje wiadomość od swojej muzy, czy raczej osobnika,
twierdzącego, że to właśnie on stanowił natchnienie do napisania Broni myśliwskiej. Enigmatyczny łowczy,
który nie zdradza swoich prawdziwych personaliów, będąc pod wrażeniem ogromnej
przenikliwości narratora, zachwycony faktem, jak trafnie udało mu się odgadnąć
jego własny nastrój oraz stan ducha, postanawia zwierzyć się i wyjaśnić
przyczyny tej potężnej, że aż emanującej smutnym blaskiem samotności. Człek ów
jest jednak na tyle przewrotny, że nie decyduje się opowiedzieć o swojej
sytuacji własnymi słowami. Zamiast zawiłych tłumaczeń, potoku słów,
pamięciowego ekshibicjonizmu, myśliwy przekazuje trzy listy, mające stanowić
wytłumaczenie dla jego obecnej izolacji.
Yasushi
Inoue serwuje czytelnikowi intrygującą powieść szkatułkową, której trzon
stanowi tragiczna, miłosna historia, zrelacjonowana z trzech różnych
perspektyw, za sprawą trójki bohaterów. Japoński artysta, podobnie jak jego
rodak i kolega po piórze, Yukio Mishima, zdecydował się wziąć na literacki
warsztat temat dość mocno popularny, wręcz wyświechtany, czyli miłość. Krok
dosyć ryzykowny, szczególnie zważywszy na fakt, jak łatwo jest popaść w banał,
płodząc dzieło, w którym dominuje kicz i łzawy ton. Na szczęście Inoue z wprawą
godną literackiego marynarza zgrabnie ominął wszelkie mielizny, na których
mogłaby osiąść jego nowela. Uwagę zwraca już sam język, jakim raczy nas autor.
Ewoluuje on wraz z autorami kolejnych, prezentowanych listów, pozostając
równocześnie niezmiennie starannym i precyzyjnym, dokładnie wyłuszczając istotę
całego nieszczęśliwego romansu, a to dopiero przedsmak kunsztu, jakim może
pochwalić się pisarz.
Miłość
przedstawiana przez Inoue różni się od powszechnych wyobrażeń na temat tego
uczucia. W Haori czytelnik ma do
czynienia z jej zwyrodniałą formą – okazuje się ona zła, grzeszna, zbrukana,
splugawiona, niegodna. Jest także destrukcyjna, działając wyniszczająco na
wszystkich, którzy znaleźli się w jej przeklętym kręgu. To emocja, która
dzieli, skłóca, izoluje, raniąc przy tym kolejne ofiary. Momentami sprawia ona
wrażenie ogromnego, nienasyconego i bezwzględnego zwierza, który łapczywie
pochłania umysły nieszczęśliwych kochanków. Inoue odziera z wielkości uczucie,
często określane mianem szlachetnego, czy wzniosłego. Można odnieść wrażenie,
że japoński artysta pragnie odmalować również to drugie, znacznie mroczniejsze
oblicze miłosnego uniesienia, walcząc tym samym z jednowymiarowym stereotypem.
Co interesujące, w żadnym wypadku nie możemy mówić o degradacji miłości do
fizycznego pożądania, nienasycenia ciał – to w dalszym ciągu uczucie bardziej
platoniczne, które potrafi obejść się bez materialnej otoczki. Tym bardziej
przeraża jego siła oraz potęga, która zmusza do bezustannego życia w kłamstwie,
fałszu, obłudzie, hipokryzji. Ale czy potężny płomień namiętności okaże się na
tyle silny, by znieść wszelkie przeciwności i sztormy, na wzburzonym morzu
życia?
Króciutki
utwór aż skrzy się od bogatej symboliki, którą został przyozdobiony. Okładkę
polskiego wydania zdobi wąż, mogący uchodzić za tę część naszej osobowości,
która rzadko ogląda światło dzienne, z istnienia której tylko my sami zdajemy
sobie sprawę. To nasza ukryta, prawdziwa natura, ale to także nasz egoizm,
małość, czy zazdrość, które pielęgnujemy w skrytości własnego serca. Tytułowe
haori, czyli rodzaj płaszcza z długimi rękawami, można odczytywać jako znak
piekących, nierozwiązanych problemów z przeszłości, które pozostawione samopas
przyjmują coraz wyraźniejsze kontury nieuchronnego nieszczęścia. Bardzo
oryginalne jest również spojrzenie na instytucję małżeństwa, które przecież
wcale nie tak rzadko zamiast ogniska domowego, bardziej przypomina arenę starć
dwóch osobowości, które okopują się niczym twierdze, raniąc się po cichu w
nadziei, że to ta druga strona wykrwawi się jako pierwsza i zrezygnuje z całego
cyrku, odgrywanego w imię społecznych konwenansów. Nie bez znaczenia pozostaje
także myśliwska broń (tytuł angielskiego wydania książki to The Hunting
Gun, podobnie można tłumaczyć również oryginalny tytuł), która stanowi
symbol chłodu, jaki skrywa w sobie ludzka dusza, cichej bezwzględności, która
prowadzi w ramiona absolutnej samotności.
Krótka,
bo licząca nieco ponad 60 stron nowela wywarła na mnie bardzo dobre wrażenie.
Utwór okazał się całkiem pojemny w treść, którą upleciono głównie z listów.
Lektura w intrygujący sposób pokazuje niemożność porozumienia ludzkich
jednostek, sprawiających wrażenie planet, których orbity rzadko się krzyżują.
Oprócz interesująco podanego tematu miłosnego, Inoue uświadamia czytelnikowi,
że świat ludzi dorosłych to często świat przepełniony smutkiem, grozą oraz przygnębiającą,
ślepą samotnością. To także kolejny literat, który ukazuje, że przeszłość może
okazać się prawdziwym rumowiskiem, na którym nie sposób zbudować szczęścia w
życiu teraźniejszym. Wreszcie na króciutka lektura to dosyć gorzka lekcja na
temat miłości – Inoue udowadnia, że na to dziwne uczucie nie składa się
wyłącznie tęsknota, by być kochanym. My również musimy przyjąć aktywną postawę,
tj. starać się pokochać, nie pozostając jedynie obiektem uniesień i adoracji.





