Wolna i niezawisła Ukraina jest jedynym prawdziwym gwarantem niepodległości Polski. Jeśli upadnie Ukraina, kwestią czasu będzie upadek Polski.

niedziela, 5 stycznia 2014

"Zniknięcie słonia" Haruki Murakami - Subtelny gwałt na codzienności

Okładka książki Zniknięcie słonia 

Zniknięcie słonia

Haruki Murakami


Tytuł oryginału: Zō no shōmetsu
Tłumaczenie: Anna Zielińska-Elliott
Wydawnictwo: MUZA S.A.
Liczba stron: 375
 
 
Opowiadanie to krótki utwór prozatorski, który w mojej prywatnej opinii jest swoistym papierkiem lakmusowym, służącym do określenia talentu narratorskiego danego pisarza. Ta literacka forma, mimo niewielkich rozmiarów, skromnie rozwiniętej, bądź ledwie cząstkowo zarysowanej akcji, czy niezbyt licznego grona bohaterów, wymaga od twórcy sporych umiejętności (nie użyję wyrażenia wprawy, bowiem zawiera ono pejoratywne konotacje poprzez nadanie dziełom statusu wyrobów zręcznego rzemieślnika, którymi przecież nie są płody prawdziwych mistrzów pióra). Oto bowiem w karbach kilku tysięcy słów ująć trzeba istotę rzeczy, która okazałaby się na tyle interesująca dla czytelnika, by ten, w przypadku, gdy ma on do czynienia z całym tomem opowiadań jednego autora, nie porzucił lektury już po pierwszym dziele. Jak zaprezentować fabułę, by z jednej strony czytelnik nie poczuł się zbyt zagubiony, z drugiej zaś, by całość nie przerodziła się mimowolnie w powieść? Odpowiedź na to pytanie zna z pewnością Haruki Murakami.

piątek, 3 stycznia 2014

Bajania Zagłoby

czyli W rajskiej dolinie wśród zielska


Jacek Hugo-Bader

Wydawnictwo Czarne 2010
Wydanie II


Grudniową lekturą oddziału DKK, do którego należę, był reportaż Jacka Hugo-Badera „W rajskiej dolinie wśród zielska”. Ponieważ ostatnim klubowym reportażem był „Cesarz” mistrza Kapuścińskiego, więc do lektury przystąpiłem z zapałem, licząc na coś podobnego. Autor został wielokrotnie doceniony, między innymi dwukrotnie nagrodą Grand Press (w latach 1999 i 2003) i Bursztynowego Motyla (w 2010) oraz nominacjami do Nagrody Literackiej Gdynia i do Nagrody Nike, stąd moja nadzieja na wartościową, mądrą i bogatą poznawczo książkę wydawała się uzasadniona.

W rajskiej dolinie” jest zbiorem reportaży z terenów dawnego ZSRR publikowanych pierwotnie na łamach Gazety Wyborczej. Doskonałego warsztatu stricte literackiego pisarzowi odmówić nie można. Język barwny, plastyczny, obrazowy, a jednocześnie prosty, konkretny i szybki w odbiorze. Kolorytem nieodparcie, przynajmniej w moim odczuciu, przypominający gawędy imć pana Zagłoby. Idealne opowieści rodem z mocno podkolorowanych wspomnień przy kielichu. Sęk w tym, że to podobno reportaż.

reportaż «tekst publicystyczny, audycja lub film będące opisem zdarzeń lub faktów opartym na autentycznym materiale» (za słownikiem internetowym co prawda, ale jednak PWN)”

Reportaż, a więc literatura faktu. Co więc powiedzieć na ewidentne bzdury, których nie można zrzucić ani na tłumacza, ani na chochlika (wszak to drugie wydanie książkowe, a wcześniej była jeszcze i publikacja w gazecie)?

Issyk-kul to najgłębsze i zarazem po andyjskim Titicaca najwyżej położone jezioro na świecie.” Mistrzostwo świata. Ile ewidentnych przekłamań można zmieścić w jednym zdaniu? Ani pierwsze, ani drugie jezioro, nie jest ani najgłębsze, ani najwyżej położone na świecie. Jako nauczyciel z wykształcenia(!) i wykonywanego niegdyś zawodu, autor pewnie wie, że za taką wpadkę uczeń dostaje wieelką jedynkę. I to właśnie zaczyna zastanawiać i budzić refleksje. Po pierwsze, jeśli tak wygląda profesjonalizm i wiarygodność najlepszych polskich reportażystów, to co są warte teksty tych słabszych. Po drugie, jaki poziom reprezentują ci wszyscy recenzenci, krytycy i jurorzy, którzy tak ewidentnych gaf nie zauważają. Wszak, gdyby ktokolwiek je wytknął, na pewno zostałyby poprawione. Jest to niestety potwierdzenie, iż w naszym kraju wszelkie zaszczyty i nagrody rozdaje się między swoich nie zważając nawet na ewidentną niekompetencję. Wyśmiać to można ucznia w szkole, ale nie uznanego reportażystę. A rzeczy podobnych jest w książce więcej.

Wyjątkowo silny huragan” o prędkości (…) 15 m/s(sic!). Naprawdę ta Nike się należała – przecież to aż 54 km/h, czyli 6-7 w skali Beauforta (prawidłowe nazewnictwo silny/bardzo silny wiatr). Huragan to 12 w tej skali, czyli wiatr o prędkości powyżej 117 km/h (powyżej 32.5 m/s). Bardziej obrazowe od liczb są skutki. 7 B praktycznie nie powoduje strat materialnych, a 12 B to klimat, który uwielbiają twórcy filmów katastroficznych, tym bardziej że do 12 B wchodzi wszystko powyżej okolic 120 km/h, łącznie z Katriną.

Początek rozdziału „«Komsomolec »” z głębin” jest opatrzony zdjęciem okrętu podwodnego z podpisem „To jedyne zdjęcie «Komsomolca»”. Proponuję krótką wizytę w internecie, jeśli brak czasu na poważniejsze źródła. Tak, żeby się dłużej nie ośmieszać.

Te, nieuzasadnione niczym, żenujące błędy sprawiają, iż wiarygodność całości zaczyna być wątpliwa.

Osobiście w Rosji nigdy nie byłem, ale zbliżywszy się do jej granic już miałem okazję zauważyć, zwłaszcza porą zimową, iż szczególnie do tłustego, chętnie spożywany jest czysty spirytus. Tymczasem u Hugo-Badera ten zacny trunek nie przewija się w żadnej opowieści. Tego typu dysonansów jest w tomiku więcej. Pod koniec lektury miałem już więc poważne wątpliwości, czy rzeczywiście autor widział to, o czym pisał, że widział. Mam bardzo wyraźne odczucie, iż poważnie rozminął się również z oddaniem specyfiki „rosyjskiej duszy” i w ogóle Rosji oraz dawnego ZSRR, choć trzeba przyznać, iż pewne aspekty ukazał znakomicie. Dla mnie jednak za mało ma to wspólnego z reportażem, a więc literaturą faktu. Oczywiście koloryzowanie w stylu Zagłoby ma swój urok, ale nie wtedy, gdy jest sprzedawane jako fakty, i gdy więcej jest koloryzowania, niż konturów. Tym bardziej, że oczywiste błędy, które byłyby piętnowane nawet w szkole, nie uchodzą i dorosłym, mimo iż nikt nie krzyczy, że król jest nagi.

Gdyby chodziło tylko o ciekawostki i koloryty, wówczas wady tej książki byłyby co najwyżej przyczynkiem do rozważań o patologiach naszej polskiej rzeczywistości, ze szczególnym wskazaniem na media i poziom szkolnictwa oraz kult świętych krów. Sprawa jest jednak bardziej skomplikowana i poważniejsza. Różne, bezkrytycznie przyjmowane od „autorytetów” fałszywe informacje upozorowane na wiedzę, mogą prowadzić do problemów, a nawet niebezpieczeństw. Gdy czytamy, iż autor w krótkich gatkach paradował po wzgórzu, na którym nawet trawa nie rośnie z powodu promieniowana radioaktywnego, to aż się nóż w kieszeni otwiera. Przecież to może przeczytać ktoś, kto akurat wybiera się do Czarnobyla albo innej Fukishimy i pod wpływem lektury zacznie tam chojrakować.

Jak z powyższego widać, sztuka pisarska Jacka Hugo-Badera tym razem nie doczekała się w moich oczach uznania. Owszem, czyta się toto szybko i z przyjemnością, ale trzeba cały czas pamiętać że, przynajmniej w tym wydaniu, bliżej autorowi do Zagłoby niż Kapuścińskiego


Wasz Andrew

W rajskiej dolinie wśród zielska [Jacek Hugo-Bader]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

W rajskiej dolinie wśród zielska [Jacek Hugo-Bader]  - KLIKAJ I SłUCHAJ ONLINE

czwartek, 2 stycznia 2014

"Abaddón - Anioł Zagłady" Ernesto Sábato - Obsesje

Okładka książki Abaddon - Anioł Zagłady 

Abaddón - Anioł Zagłady

Ernesto Sábato


Tytuł oryginału: Abaddón el exterminador
Tłumaczenie: Helena Czajka
Wydawnictwo: Znak
Seria: 50 na 50
Liczba stron: 487
 
 
Każdy człowiek posiada sprawy, które go dręczą. Wieloma kwestiami zamartwiamy się tylko chwilowo szybko o nich zapominając. Ale są rzeczy, które nie chcą nas opuścić, powracając do nas niczym bumerang. Spychane na sam margines świadomości zdają się układać do niespokojnego snu. Niekiedy milkną, nie dając o sobie znać, ale już sama głęboka, niczym nie zmącona pewność ich bytu jest dręcząca. Zresztą zawsze przychodzi moment, w którym opuszczają one piwnice umysłu i wyłaniają się na jego powierzchnię. Powoli, ale sukcesywnie wychodzą z otchłani niebytu, przywdziewając coraz realniejsze szaty, doprowadzając ludzi do szaleństwa. W końcu człowiek dociera na skraj, nie wytrzymuje, pęka i zaczyna mówić o tym, co go trapi. W takich sytuacjach albo słyszymy krzyk szaleńca, któremu nie potrafimy (lub boimy się) pomóc albo widzimy symfonię treści, którą, pragnąc nadać ramy racjonalności, ogłaszamy arcydziełem, tak jak miało to miejsce w przypadku Ernesto Sábato i jego Abaddóna  – Anioła Zagłady.

wtorek, 31 grudnia 2013

Nowy 2014 Rok

Wszystkim, którzy tu zawitali, życzę by nadchodzący Nowy Rok 2014 nie był gorszy niż jego poprzednik. No i szampańskiej zabawy oczywiście :)



wtorek, 24 grudnia 2013

Święta, Święta

Wszystkim, którzy w tym roku byli dobrzy, życzę Wesołych, Zdrowych, Rodzinnych Świąt



i miejmy nadzieję, że do tych, którzy źle czynili, Mikołaj też trafi


poniedziałek, 23 grudnia 2013

Ostrzeżenie

świąteczno-imprezowe




Śniadanie na kacu jest jak przeszczep, 
może się nie przyjąć. 

"Dwie opowieści o miłości okrutnej" Jun’ichirō Tanizaki - Miłość niejedno ma imię

Okładka książki Dwie opowieści o miłości okrutnej 

Dwie opowieści o miłości okrutnej

Jun’ichirō Tanizaki


Tytuł oryginału: Ashikari. Shunkinsho
Tłumaczenie: Mikołaj Melanowicz
Wydawnictwo: Państwowy Instytut Wydawniczy
Liczba stron: 194







Ludzka natura skrywa w sobie niejedną sprzeczność i właśnie przez to, że wcale nierzadko jest ona nosicielką rzeczy stojących w stosunku do siebie w wyraźnej opozycji jest tak fascynująca. Weźmy na przykład nasze podejście do tego co obce, w jakiś sposób inne, odbiegające od naszej codzienności. Z jednej strony naturalnym odruchem wobec nieznajomych jest nieufność, która niekiedy przybiera wręcz postać otwartej wrogości. Nie wiemy czego spodziewać się po osobie, o której nie posiadamy żadnych informacji, więc podświadomie przypisujemy jej najgorsze intencje. Z drugiej zaś strony, narzekając na niedolę i trudy prowadzonej egzystencji, często dochodzimy do wniosku, że gdzieś w odległych krajach, których nazwy kojarzymy zaledwie ze słyszenia, ludziom musi żyć się lepiej i lżej. Odczuwamy zatem trudną do wysłowienia i nazwania tęsknotę za nieznanym, gardząc przy tym własną jakże nudną i wtórną codziennością. Nasza własna tradycja, kultura, czy folklor zdają się mało atrakcyjne, szczególnie w porównaniu z zachodnimi, czy orientalnymi wzorcami. I dopiero gdy zasmakujemy obcego życia, zanurzymy się w społeczeństwie kojarzonym dotychczas wyłącznie za sprawą mieszaniny stereotypów i mglistych faktów, dowiadując się co nie co o jego zwyczajach, historii, etc., potrafimy z należytym szacunkiem spojrzeć na rodzinne strony, w których przyszło nam dorastać oraz żyć.

Oczywiście proces odnajdywania w sobie zaintrygowania własnym narodem i jego spuścizną nie u każdego ma miejsce, nie zawsze przebiega też w sposób taki, jak wyżej opisany. Ale takie wypadki na pewno zachodzą, a najlepszym tego potwierdzeniem jest żywot Jun'ichirō Tanizakiego, japońskiego artysty, uważanego za jednego z trzech (obok Kawabaty i Natsume) największych pisarzy współczesnych Kraju Kwitnącej Wiśni. Tak jak starałem się to ukazać przy okazji lektury zbioru zawierającego powieści Dziennik szalonego starca oraz Niektórzy wolą pokrzywy, Jun'ichirō Tanizaki przebył odległą drogę od autentycznej i nieskrywanej pogardy do szczerej i głębokiej fascynacji własną kulturą. To co początkowo wydawało się przaśne, miałkie, skazane na zagładę w pomrokach dziejów wybuchło oszałamiającym pięknem, które raziło i oślepiało, nie pozwalając wątpić w swoją siłę i moc.

Piękno, czyli subiektywne poczucie doskonałości, wynikające czy to z harmonicznego połączenia tonów, idealnego zachowania proporcji, czy też matematycznej prostoty jest również tematem, o który zahacza krótki zbiór dwóch dzieł Jun'ichirō Tanizakiego, zatytułowany Dwie opowieści o miłości okrutnej wydany na polskim rynku przez niezastąpiony Państwowy Instytut Wydawniczy w 1971 roku. Ale przyznać trzeba, że japoński mistrz pióra, podobnie zresztą jak miało to miejsce w przypadku utworów Dziennik szalonego starca oraz Niektórzy wolą pokrzywy, przedstawia tematy wyświechtane i doskonale znane w sposób nie dość że oryginalny to często jeśli nie kontrowersyjny to przynajmniej niecodzienny i przewrotny. Nie inaczej jest w tym przypadku, kiedy na warsztat zostaje wzięte piękno, a więc wartość, która już w domyśle posiada pozytywne konotacje. Bohaterowie naszych bajek, które tak silnie pragnęlibyśmy uczynić rzeczywistością, oprócz mądrości, inteligencji, czy altruizmu często odznaczają się urodą. Pięknu wewnętrznemu, szlachetnej duszy, towarzyszy zatem piękno zewnętrzne – perfekcyjna oprawa dla bogatej zawartości. Ale co dzieje się w przypadkach, gdy istota niepośledniej urody skrywa w sobie mrok, który może być dla innych źródłem cierpienia? A cóż dopiero, kiedy we wszystko wmieszać jeszcze miłość, uczucie nierzadko ślepe i nieprzewidywalne?

Pierwsza z zaprezentowanych historii, Ashikari, czyli Źle mi bez Ciebie, to krótki utwór o kompozycji powieści szkatułkowej. Narrator, wrażliwy osobnik o romantycznym usposobieniu, wybiera się na wieczorną kontemplację księżyca w okolicę świątyni Minase, na miejscu której znajdowała się niegdyś cesarska rezydencja. Pośród sitowa, na piaszczystej ławicy rozcinającej nurt rzeki Yodo na dwie części, narrator oddaje się podziwianiu urody księżyca w pełni. W umyśle poczynają wyłaniać się obrazy przeszłości, sączą się również strofy wierszy. Ekstatyczny stan przerywa pojawienie się niespodziewanego gościa – nieznajomy, który materializuje się nagle, niczym zjawa także okazuje się wieczornym amantem księżyca. Przy kilku czarkach sake, w bladym świetle serwuje niezwykłą historię miłosną, która stała się udziałem jego ojca.

Utwór drugi, zatytułowany Shunkinshō, czyli Rozmyślania nad życiem Wiosennej Harfy, również zostaje opowiedziany przez pierwszoosobowego narratora, który na podstawie biografii, źródeł historycznych oraz relacji bezpośrednich świadków stara się odtworzyć więź łączącą niewidomą mistrzynię oraz nauczycielkę gry na samisenie i koto, Shunkin oraz jej ucznia, służącego i kochanka, Sasuke. A wspomnieć należy, że uczucie, które wykiełkowało pomiędzy tą dwójką z pewnością nie jest łatwe to zaprezentowania. Oto bowiem piękna, ale i kapryśna Shunkin, niewidoma od dziewiątego roku życia, odznacza się wyjątkową złośliwością, traktując otoczenie z bezbrzeżną pogardą, przejawiając wszystkie te cechy już jako dziecko. Sasuke, starszy o cztery lata od Shunkin pomocnik, terminujący u jej ojca, od pierwszego wejrzenia zakochuje się w młodej dziewczynce, którą darzy bezbrzeżnym uwielbieniem. Z czasem para staje się nierozłączna, chociaż Sasuke cały czas egzystować będzie na prawach uniżonego sługi, czy mało pojętnego ucznia, wiecznie łajanego i bitego przez swoją panią profesor. Skomplikowane uczucie, które połączyło Shunkin i Sasuke zostaje odmalowane przez narratora z nabożnym pietyzmem, w sposób szczegółowy i pieczołowity, odsłaniając przed czytelnikiem całą niezwykłość tej relacji, której punktem zwrotnym jest utracenie wzroku przez Sasuke.

Obie krótkie opowieści koncentrują się na portrecie kobiety rozpieszczonej przez wychowanie, która staje się osobą wyniosłą i pyszną, ani przez moment niewątpiącą o własnej wielkości i wyjątkowości. Zaprezentowane przedstawicielki płci pięknej traktują innych, zarówno najbliższych jak i nieznajomych, z wysokości swego majestatu niczym służących, których jedynym celem zdaje się ułatwianie i umilanie egzystencji swojej pani. Przedstawiane kobiety, które z równą gracją, swobodą i wprawą potrafią okazywać zarówno czar i wdzięk jak i okrucieństwo i małostkowość, posiadają zdumiewającą łatwość do manipulowania otoczeniem, czy roztaczania niemal absolutnej władzy nad wielbiącym je mężczyzną. Fizycznemu pięknu towarzyszy rodzaj duchowej skazy, którą może być próżność, kapryśność, a nawet sadyzm. Piękno może okazać się zatem wartością niszczycielską, destrukcyjną, która w pewien sposób zakłóca ład i harmonię świata, wprowadzając do niego zazdrość, czy nienawiść.

Ponadto Ashikari, czyli Źle mi bez Ciebie to dzieło znakomicie uzmysławiające kruchość i nietrwałość ludzkich poczynań, które w dłuższej perspektywie czasu, przemijają bez śladu. Co interesujące, pesymistycznym rozmyślaniom o marności ludzkiego żywota zdają się jawnie zaprzeczać przywoływane wiersze, teksty, obrazy, ogólnie dzieła z epok dawno minionych. W końcu nawet takie efemeryczne reminiscencje świadczą o nieśmiertelności ludzkiego, twórczego ducha. Z kolei Shunkinshō, czyli Rozmyślania nad życiem Wiosennej Harfy można postrzegać jako wartościową historię XIX-wiecznej japońskiej feministki, która przez swoje podejście do życia, samowystarczalność, nieugiętość wobec opinii publicznej o dobrych kilkadziesiąt lat wyprzedziła własną epokę, w której kobieta postrzegana była głównie jako dodatek mężczyzny.

Reasumując, Jun'ichirō Tanizaki ponownie dał się poznać jako twórca ogromnego kalibru, udowadniając, podobnie jak Yukio Mishima, że miłość, czy piękno, a więc zagadnienia na pozór doszczętnie wyeksploatowane, posiadają jeszcze spore pokłady literackiego ładunku. Całość zaserwowana jest pięknym, poetyckim wręcz językiem, który lubi piętrzyć się w długie i misterne słowne konstrukcje. Obcowanie z prozą Tanizakiego, która łączy ze sobą pozorne sprzeczności i wyjaśnia je, można przyrównać do estetycznego przeżycia. Zachwyt jest zresztą podwójny, bowiem wprawnemu posługiwaniu się słowem towarzyszy ogromna wartość merytoryczna poruszanych kwestii.

niedziela, 22 grudnia 2013

Powiększone frytki



Przychodzi koleś do fast foodu i zamawia zestaw.
- Czy chce Pan powiększone frytki? - pyta sprzedawczyni.
- Powiększone frytki?! To można tak?
- Oczywiście - odpowiada z politowaniem babeczka.
- Rewelacja, to ja poproszę te powiększone frytki.
Po chwili koleś dostaje zestaw z frytkami. Podnosi jedną z nich, ogląda pod światło badawczym wzrokiem i oznajmia z kamienną twarzą:
- Przepraszam ja zamawiałem powiększone frytki...
- No tak, to są powiększone...
- Nie, ta frytka jest normalna...
- No tak, bo powiększone, to chodzi o to, że one nie są większe, tylko ma Pan ich więcej...
- Proszę Pani, czy jakby chciała sobie Pani cycki powiększyć, to by sobie Pani dorobiła trzeciego?

Foto by Bryan Allison from Las Vegas, NV. This file is licensed under the Creative Commons Attribution-Share Alike 2.0 Generic license.