Wolna i niezawisła Ukraina jest jedynym prawdziwym gwarantem niepodległości Polski. Jeśli upadnie Ukraina, kwestią czasu będzie upadek Polski.

wtorek, 24 września 2013

O nas



Ze względu na szybkie zmiany, jakie zachodzą w otaczającym nas świecie od chwili naszego narodzenia, my ludzie jesteśmy żyjącymi przeżytkami. Przez ostatnie 150 lat nasz świat drastycznie się zmienił. W przeciwieństwie do niego, ludzka fizjologia powstawała przez miliony lat i w ciągu 150 tysięcy lat nie zaszły w niej większe zmiany. Twoje ciało – nawet jeśli jest w świetnej kondycji – zostało stworzone w sposób umożliwiający odniesienie sukcesu w przeszłości. Ta antyczna, biologiczna maszyneria wyewoluowała w odniesieniu na wymogi świata, który już nie istnieje.

Philip Zimbardo, John Boyd Paradoks czasu

poniedziałek, 23 września 2013

Cesarz o cesarzu




Cesarz

Ryszard Kapuściński

Czytelnik Warszawa 1982

Wrześniową lekturą w moim zaprzyjaźnionym oddziale DKK* był Cesarz pióra Ryszarda Kapuścińskiego, zwanego nomen omen cesarzem reportażu. Dobrze się stało, gdyż gdyby nie DKK, sam raczej bym po tę książkę nie sięgnął. Nie z powodu nieznajomości autora, ale raczej z powodu zbyt dużej podaży książek wartych poznania w stosunku do ilości czasu, którym dysponuję.

Ryszard Kapuściński (1932-2007) polski reportażysta, publicysta, poeta i fotograf, całkowicie zasłużył swym dorobkiem na zaszczytny, wspomniany wyżej przydomek. O wielkości jego pióra świadczy chociażby to, że obok Stanisława Lema jest chyba najczęściej tłumaczonym na języki obce z naszych pisarzy. Niektórzy zarzucają mu, iż współpracował z tajnymi służbami PRL, ale nie miejsce tutaj na takie bzdury. Temat realiów świata demoludów jest skomplikowany, i można o nim długo, a nawet trzeba długo, jeśli nie ma być tylko propagandowym odmóżdżaniem, ale dotyczy co najwyżej oceny człowieka. Mieszanie tej problematyki z oceną twórczości jest, delikatnie mówiąc, infantylne. To tak, jakby oceniać doskonałość konstrukcji samochodu czy piękno rzeźby przez pryzmat poglądów politycznych ich twórcy. Jest to co najmniej nielogiczne. Albo konstrukcja jest udana, albo nie. Albo rzeźba zachwyca, albo nie. Podobnie z literaturą.

Do Cesarza podszedłem niczym tabula rasa. Nie pamiętając już nawet co i kiedy było moim ostatnim czytelniczym spotkaniem z Kapuścińskim, bez dowiadywania się, o kogo chodzi w tej książce; kim jest tytułowy Cesarz i jakie zebrała ona po pierwszej publikacji (1978) recenzje. Potem, po skończonej lekturze, doczytałem, iż właśnie ten reportaż, bo to jednak reportaż, choć unikalny w formie, pozwolił Ryszardowi Kapuścińskiemu zabłysnąć w literaturze faktu na skalę międzynarodową; był to jego pierwszy naprawdę wielki sukces doceniony już przez współczesnych. To jednak tylko taka dygresja. Wróćmy do początku.

Od pierwszych stron dowiadujemy się wszystkiego; Cesarz to Haile Selassie I, władca Etiopii w latach 1930 – 1974 (zm. w 1975). Historia, o jakiej książka opowiada, to specyfika jego panowania ze szczególnym naciskiem na okres ostatni i czas upadku (w wyniku prokomunistycznego puczu wojskowego kierowanego przez Mengystu Hajle Marjama). Temat teoretycznie ciężki, jednak od samego początku poznać pióro Mistrza. Rzecz, która w innym wydaniu byłaby przygnębiająca, czyta się lekko, niczym komedię, groteskę lub bajkę. Gdyby zmienić nazwiska, nazwy i daty, równie dobrze mogłaby to być powieść science fiction, baśń lub klasyczna tragedia, antyutopia czy cokolwiek innego. Kapuściński ubrał całość w formę zbioru luźnych opowieści; wspomnień osób z personelu nieistniejącego już Pałacu, połączonych ze sobą tylko osobami dwóch cesarzy. Cesarza bohatera tych przypowieści, czasami nieledwie anegdot, oraz cesarza reportażu, który ich wysłuchał i zapisał słowa o świecie, który przeminął. Zapisał pięknie, miejscami wierszowaną prozą, pięknym zaiste stylem. Niektórym ten język wydaje się sztuczny, ale w moim odczuciu ten zabieg, celowy i przemyślany, dodaje autentyzmu. Wspominają o tym zresztą ci, którzy wypełnili książkę treścią, czyli niedobitki minionego ustroju, którzy cudem uniknęli więzienia i śmierci podczas politycznej zmiany warty. W swych opowieściach niejednokrotnie wspominają, iż Pałac wywoływał natychmiastową zmianę w zachowaniu, wyglądzie, a pewnie i wysławianiu się osoby, która doń wstępowała. Uważny obserwator widzi to i w naszych czasach, i w naszych realiach. Księdza czy polityka z niektórych kręgów można bez pudła poznać po sposobie mówienia, po rytmie i intonacji, po melodii jego języka i specyficznych formach, których używa. To właśnie, oddanie klimatu i, jakbyśmy to dzisiaj powiedzieli, piętna kultury korporacyjnej, , udało Kapuścińskiemu udało się po mistrzowsku.

Cesarstwo Haile Selassie upadło. Przeminęły i rządy tych, którzy mu władzę odebrali. Ustrój, w którym żył i tworzył Kapuściński też już nie istnieje. Wszystko przemija, a książka ta budzi w czytelniku nie mniej żywy odzew niż w roku 1978. Dlaczego?

Cesarz to opowieść o władzy. Wydawać się nam może groteskowy, jego świat okrutny, a rozstrzygnięcia decydentów idiotyczne. Do czasu jednak, aż spojrzymy dookoła i skonstatujemy, iż biorąc pod uwagę nasze realia, położenie geograficzne, uwarunkowania historyczne i ekonomiczne, być może jesteśmy świadkami i uczestnikami jeszcze większej degrengolady niż ta, która poprzedziła upadek Cesarstwa Etiopii. Łatwo zobaczyć, że mechanizmy sprawowania władzy pokazane w Cesarzu, niczym w krzywym zwierciadle, są ponadczasowe, podobnie jak obojętność tych na górze wobec problemów tych na dole. To samo było w Cesarstwie Rzymskim, to samo w IVRP. Oczywiście entourage się zmienia, ale szkielet i maszyneria, która wprawia go w ruch, pozostają wciąż, od tysiącleci, te same. Nie zmienił tego ani Jezus, ani Stalin. Nie dała temu rady żadna rewolucja. Jedyna szansa być może w ewolucji, w czymś na wzór szwedzki, ale jak mawiał Lenin, warunkiem tej drogi jest bogactwo, więc dla większości jest zamknięta. I choć Kapuściński tak daleko nie sięga, a może właśnie dlatego, że powstrzymuje się od wszelkich ocen i komentarzy pozwalając opowiadać swym rozmówcom tak, jak oni wszystko widzą lub chcą widzieć, książka absolutnie się nie zestarzała. Wręcz przeciwnie. Każda mijająca epoka, która tak naprawdę niczego nie zmieniła z wyjątkiem zmiany lukru na wielkim torcie zwanym władzą, dodaje Cesarzowi nowej aktualności i większej autentyczności. Jest to też opowieść o istocie natury ludzkiej, którą dużo trudniej zmienić na lepsze niż ustrój, o tym co przemija, i o tym, co zmienić jest prawie niemożliwym. Książka, która każdemu daje do myślenia i która nikogo nie pozostawi bez reakcji. I choć refleksje na pewno są różne, a może właśnie dlatego

absolutnie i zdecydowanie polecam


Wasz Andrew




* Dyskusyjny Klub Książki

niedziela, 22 września 2013

O czasie i życiu




Czas to moneta twojego życia. To jedyna moneta, jaką masz, i tylko ty możesz zdecydować, w jaki sposób ma być wydana. Nie pozwól, by wydali ją za ciebie inni ludzie.

François Rabelais (1494-1553)”

Philip Zimbardo, John Boyd Paradoks czasu

sobota, 21 września 2013

O tabu w psychologii




Odkryłem, że znaczna część psychologii umyślnie zamyka oczy na skutki, jakie płyną z przekonań dotyczących dalekiej przyszłości z uwagi na fakt, że takie przekonania bywają ściśle powiązane z religijnością, urastającą do rangi tematu tabu w głównym nurcie psychologii.


Philip Zimbardo, John Boyd Paradoks czasu

piątek, 20 września 2013

O śmierci



Śmierć jest końcem życia. Zaprzeczenie śmierci to odmowa uznania, że czas dobiegnie końca. Jeśli zaprzeczasz końcowi czasu, to jest wysoce prawdopodobne, że będziesz traktował czas zupełnie inaczej, niż gdybyś uważał, że jest deficytowy, a jego trwanie ograniczone. Jeśli wyobrażasz sobie swoje życie jako nieskończone, to nie będziesz gotowy do tego, by cenić czas jako bardziej wartościowy niż złoto, za to chętniej będziesz traktował go jak zwyczajne ziarnka piasku na plaży. Paradoksalnie, choć zaprzeczanie śmierci może - uwalniać od niepokoju i stresu psychologicznego, jednocześnie może cię doprowadzić do dewaluowania życia, co sprawi, że będziesz żył mniej pełnie.

Philip Zimbardo, John Boyd Paradoks czasu

środa, 18 września 2013

Richard Wright "Długi sen" - Senny koszmar


Okładka książki Długi sen 

Długi sen

Richard Wright


Tytuł oryginału: The Long Dream
Tłumaczenie: Zofia Klinger, Krzysztof Klinger
Wydawnictwo: Czytelnik
Seria: Nike
Liczba stron: 666




Pisarska dola rzadko kiedy usłana jest samymi tylko różami. Kariera związana z piórem w niektórych przypadkach rozwija się płynnie i statecznie, w innych zaś gwałtownie eksploduje, by na krótko zabłysnąć i zapaść się z powrotem w kłęby nicości. Świat idzie do przodu, rodzą się kolejni ludzie, spośród których część postanawia zostać literatami, ale jedynie garstka z nich będzie pamiętana po własnej śmierci. Ale nawet Ci, którym udało się na stałe zapisać w annałach literatury, nie zawsze zostają w pełni docenieni. Ogromną bolączką, która trapi wielu pisarzy jest tendencja, by ich twórczość postrzegać wyłącznie przez pryzmat największego dzieła. Jedna jedyna książka, uchodząca za ich szczytowe osiągnięcie decyduje o sukcesie, ale równocześnie zasnuwa swoim blaskiem pozostałe prace, skazując je na widmo niepamięci. Przez wielu Umberto Eco kojarzony jest tylko za sprawą Imienia róży, a przecież choćby Wahadło Foucaulta to również powieść niczego sobie. Rzadko który czytelnik potrafi wymienić inną pozycję Bułhakowa niż sławetną lekturę Mistrza i Małgorzaty, a warto zapoznać się np. z Białą gwardią, znakomicie oddającą nastrój rewolucji w Kijowie, o którego walki prowadzili bolszewicy z armią Pelury. Wreszcie Joyce to przede wszystkim Ulisses, chociaż wg mnie znajomość z prozą Irlandczyka lepiej rozpocząć od zdecydowanie lżejszych gatunkowo Dublińczyków. Podobna przypadłość spotkała Richarda Wrighta, amerykańskiego literata, nieco słabiej kojarzonego w naszym kraju, którego twórczość zawężana jest najczęściej do wybitnego Syna swego kraju. Po lekturze tej powieści obiecałem sobie, że sięgnę jeszcze po inne dzieło Wrighta, by naocznie przekonać się, czy deprecjonowanie pozostałych książek pisarza na rzecz Syna swego kraju jest uzasadnione. Trudno było mi uwierzyć, że tak bystry i inteligentny pisarz potrafił spłodzić tylko jedno dzieło godne uwagi. Goszcząc w miejskiej bibliotece natknąłem się na Długi sen, książkę z 1958 roku, spłodzoną zatem już we Francji, 18 lat po napisaniu Syna swego kraju.

Kontrola czasu



„Kto kontroluje przeszłość, kontroluje przyszłość
Kto kontroluje teraźniejszość, kontroluje przeszłość.

George Orwell, Slogan partyjny z Ministerstwa Prawdy, Rok 1984

Philip Zimbardo, John Boyd Paradoks czasu