Wolna i niezawisła Ukraina jest jedynym prawdziwym gwarantem niepodległości Polski. Jeśli upadnie Ukraina, kwestią czasu będzie upadek Polski.

piątek, 20 września 2013

O śmierci



Śmierć jest końcem życia. Zaprzeczenie śmierci to odmowa uznania, że czas dobiegnie końca. Jeśli zaprzeczasz końcowi czasu, to jest wysoce prawdopodobne, że będziesz traktował czas zupełnie inaczej, niż gdybyś uważał, że jest deficytowy, a jego trwanie ograniczone. Jeśli wyobrażasz sobie swoje życie jako nieskończone, to nie będziesz gotowy do tego, by cenić czas jako bardziej wartościowy niż złoto, za to chętniej będziesz traktował go jak zwyczajne ziarnka piasku na plaży. Paradoksalnie, choć zaprzeczanie śmierci może - uwalniać od niepokoju i stresu psychologicznego, jednocześnie może cię doprowadzić do dewaluowania życia, co sprawi, że będziesz żył mniej pełnie.

Philip Zimbardo, John Boyd Paradoks czasu

środa, 18 września 2013

Richard Wright "Długi sen" - Senny koszmar


Okładka książki Długi sen 

Długi sen

Richard Wright


Tytuł oryginału: The Long Dream
Tłumaczenie: Zofia Klinger, Krzysztof Klinger
Wydawnictwo: Czytelnik
Seria: Nike
Liczba stron: 666




Pisarska dola rzadko kiedy usłana jest samymi tylko różami. Kariera związana z piórem w niektórych przypadkach rozwija się płynnie i statecznie, w innych zaś gwałtownie eksploduje, by na krótko zabłysnąć i zapaść się z powrotem w kłęby nicości. Świat idzie do przodu, rodzą się kolejni ludzie, spośród których część postanawia zostać literatami, ale jedynie garstka z nich będzie pamiętana po własnej śmierci. Ale nawet Ci, którym udało się na stałe zapisać w annałach literatury, nie zawsze zostają w pełni docenieni. Ogromną bolączką, która trapi wielu pisarzy jest tendencja, by ich twórczość postrzegać wyłącznie przez pryzmat największego dzieła. Jedna jedyna książka, uchodząca za ich szczytowe osiągnięcie decyduje o sukcesie, ale równocześnie zasnuwa swoim blaskiem pozostałe prace, skazując je na widmo niepamięci. Przez wielu Umberto Eco kojarzony jest tylko za sprawą Imienia róży, a przecież choćby Wahadło Foucaulta to również powieść niczego sobie. Rzadko który czytelnik potrafi wymienić inną pozycję Bułhakowa niż sławetną lekturę Mistrza i Małgorzaty, a warto zapoznać się np. z Białą gwardią, znakomicie oddającą nastrój rewolucji w Kijowie, o którego walki prowadzili bolszewicy z armią Pelury. Wreszcie Joyce to przede wszystkim Ulisses, chociaż wg mnie znajomość z prozą Irlandczyka lepiej rozpocząć od zdecydowanie lżejszych gatunkowo Dublińczyków. Podobna przypadłość spotkała Richarda Wrighta, amerykańskiego literata, nieco słabiej kojarzonego w naszym kraju, którego twórczość zawężana jest najczęściej do wybitnego Syna swego kraju. Po lekturze tej powieści obiecałem sobie, że sięgnę jeszcze po inne dzieło Wrighta, by naocznie przekonać się, czy deprecjonowanie pozostałych książek pisarza na rzecz Syna swego kraju jest uzasadnione. Trudno było mi uwierzyć, że tak bystry i inteligentny pisarz potrafił spłodzić tylko jedno dzieło godne uwagi. Goszcząc w miejskiej bibliotece natknąłem się na Długi sen, książkę z 1958 roku, spłodzoną zatem już we Francji, 18 lat po napisaniu Syna swego kraju.

Kontrola czasu



„Kto kontroluje przeszłość, kontroluje przyszłość
Kto kontroluje teraźniejszość, kontroluje przeszłość.

George Orwell, Slogan partyjny z Ministerstwa Prawdy, Rok 1984

Philip Zimbardo, John Boyd Paradoks czasu

poniedziałek, 16 września 2013

O pedofilii w dawnej Szwecji




… Ylva zaś rada była temu, że się zatrzymał dłużej, lubiła go bowiem i chętnie widziała gościem w swoim domu. Ponadto zaś spostrzegła, że oczy jego coraz to zatrzymują się na Ludmile, która skończyła lat piętnaście i była już zupełnie dorosłą dziewczyną

Frans Gunnar Bengtsson Rudy Orm



Ylva - matka Ludmiły. Nienazwany absztyfikant - podstarzały kumpel ojca. I to tyle na temat arbitralnego, urzędniczego, określenia co jest, a co nie jest pedofilią, przez powiązanie tego z datami w dowodzie.

niedziela, 15 września 2013

Saga o Rudzielcu


Frans Gunnar Bengtsson

Rudy Orm

(tytuł oryginału: Röde Orm)
tłumaczenie: Zygmunt Łanowski
Nasza Księgarnia Warszawa 1961



W ramach oddechu po nieco pesymistycznych przemyśleniach na temat naszej polskiej rzeczywistości wynikających z lektury Efektu Lucyfera i Paradoksu czasu postanowiłem powrócić do kolejnej z lektur jeśli nie dzieciństwa, to jednak na pewno odległych czasów. Właśnie udało mi się po okazyjnej cenie zakupić dobre, stare wydanie Rudego Orma i wybór padł właśnie na niego. Ta powieść szwedzkiego pisarza, poety i biografa Fransa Gunnara Bengtssona (1894-1954) jest zdecydowanie najbardziej znaną częścią jego dorobku, żeby nie powiedzieć jedyną znaną, przynajmniej w Polsce. Swego czasu była chyba najbardziej popularną powieścią nie tylko w Szwecji, ale i w całej Skandynawii. Opowieść o Rudym Ormie, napisana w kanonie nordyckiej sagi, skutecznie konkurowała nawet z wydaną pokolenie wcześniej Krystyną córką Lavransa pióra noblistki Sigrid Undset, ale u nas nigdy jakoś specjalnie się nie przebiła.

Rozpoczynając lekturę książki, którą już drzewiej czytałem, i z której nie pamiętałem kompletnie niczego poza tym, że kiedyś mi się spodobała, zastanawiałem się, jak odbiorę ją dzisiaj. Na szczęście się obroniła, choć inaczej niż myślałem, ale o tym potem.

Powieść jest dość sporą porcją literek; 525 stron wypełnionych głównie tekstem i nielicznymi stylizowanymi na epokę rysunkami. Jak łatwo się domyślić, głównym bohaterem powieści w manierze na skandynawską sagę jest Orm Tostesson zwany Rudym Ormem, a w późniejszych latach swego życia Ormem Bywałym, wiking ze Skanii (dzisiejsza Szwecja). Opowieść rozpoczyna się od przyjścia na świat postaci tytułowej i toczy się na przełomie wieków X i XI. Zgodnie z regułami gatunku, Orm szybko okazuje się osobą nietuzinkową. Niedługo trzeba czekać, by porwał go wir niezwykłych przygód, które rzucały nim aż na krańce ówczesnego świata i szybko przyniosły mu sławę prawdziwego hövdinga, czyli wodza, wojownika, żeglarza i mędrca. Oczywiście będzie też wielka miłość, przeciwności losu, poszukiwanie skarbu i inne atrakcje. Jak się skończy droga życiowa naszego herosa nie będę zdradzał.

Akcja powieści przypada na czasy burzliwe, na starcie wkraczającego do północnej Europy chrześcijaństwa ze starymi wierzeniami i obyczajami, na łupieżcze wyprawy stanowiące stały element życia wielu Skandynawów, taki sam jak żniwa czy siew. Fabuła jest wielowątkowa z wyraźnie dominującym tematem Rudego Orma. Intryga nie jest specjalnie skomplikowana, jednak wyraźne zwroty akcji i dobre tempo są dużymi walorami, podobnie jak zaskakujące interakcje wątków pobocznych, związanych z postaci drugoplanowymi, z dziejami Orma stanowiącymi oś całości. Rzecz czyta się przyjemnie. Choć nie porywa heroizmem jak Krzyżowcy Jana Guillou, ani nie dotyka głębi tkliwych kobiecych serc, jak wspomniana Córka Lavransa, to mając w sobie coś z bajki dla dzieci i z baśni dla dorosłych sprawia, iż nawet takie ówczesne uciechy jak ucinanie głów, rozpruwanie brzuchów czy brutalne gwałty nie budzą ani niesmaku, ani strachu, ani wielkich emocji. Jest to po prostu bajka napisana z takim wyczuciem, iż może ją czytać każdy, od nieco tylko podrośniętych dzieci, do dziecinniejących staruszków.

Nie bez kozery przywołałem tu i Krzyżowców, i Krystynę. Pierwsza jest dla mnie symbolem idealnej wersji męskiej sagi, z dużą wagą przyłożoną do tła politycznego, społecznego, moralnego i innych „męskich” spraw, o militariach nie wspominając, druga zaś jest odwrotną stroną medalu, czyli opowieścią koncentrującą się na wewnętrznych przeżyciach, westchnieniach, dylematach moralnych i innych „babskich sprawach”. Choć obie są pełne wojen i wielkiej miłości, to w pierwszej nie znajdziemy skomplikowanych sytuacji damsko-męskich, a w drugiej z kolei scen batalistycznych będących ważkim elementem pierwszej. Istotny jest też czas powstania. W pierwszej, która powstała współcześnie, znajdziemy charakterystyczny rys dzisiejszej literatury skandynawskiej – moralizm społeczny, którego przemycanie we wszelkich gatunkach, z kryminałem włącznie, stało się chyba wyznacznikiem literatury regionu, natomiast w drugiej, która powstała jeszcze przed Rudym Ormem, absolutnie tego brak.

Powieść Bengtssona plasuje się pomiędzy wspomnianymi wyżej, lustrzano podobnymi dziełami. Podobnie jak saga Undset całkowicie jest pozbawiona morału, przesłania, czy podkreślania problemów społecznych, choć uważny czytelnik może zauważy, że niewiele warty jest świat i czasy, w których szczęśliwy i bogaty może być tylko ten, kto jest od innych silniejszy, okrutniejszy i bardziej bezwzględny, gdzie silni przyjaźnią się tylko z silnymi, a biedny i słaby nigdzie nie znajdzie pomocy ani ochrony. To jednak na pewno nie wynika z samej powieści, a raczej z odniesienia wrażeń z tej lektury do innych dzieł i do realiów innej rzeczywistości. Z kolei do Krzyżowców zbliża się Orm dynamicznym i plastycznym oddaniem bitew, wypraw, czyli tego, co tygrysy lubią najbardziej oraz płytkim potraktowaniem spraw uczuciowych i wewnętrznego życia postaci. Jak więc w oczach dzisiejszego czytelnika, w porównaniu do dwóch prawdziwych dzieł w tym samym gatunku, wypada Rudy Orm?

No cóż - wyraźnie słabiej, gdyż nie porwie mężczyzn, ani nie wzruszy kobiet. To jednak konkurencja z dziełami niezwykle udanymi, choć każde z nich jest wspaniałe na inny sposób. Zaletą powieści Fransa Gunnara Bengtssona jest jednak to, że broni się doskonale mimo upływu czasu i dzisiejszy odbiorca ma z niej chyba dokładnie taką samą radość, jak ten, który czytał pierwsze wydanie w 1941* roku. Swobodna rozrywka, bez głębszych refleksji, bez łez, bez patriotycznych czy religijnych frazesów. Wszystko doprawione specyficznym humorem dopasowanym do gatunku, epoki i bohaterów. Rzecz absolutnie do poczytania, i to do miłego poczytania. Zwłaszcza jako przerywnik między mądrymi lekturami , ambitnymi dziełami i odpoczynek od naszych, nieporównanie bardziej skomplikowanych, choć raczej nie gorszych, czasów. Aż dziw, że poza jakąś skandynawską produkcją, która w Polsce chyba nigdy nie zagościła, Rudy Orm nie doczekał się ekranizacji. Jako łatwiejszy scenograficznie, z racji innych realiów historycznych, niż Krzyżowcy, mógłby stać się wielkim hitem, gdyby zrealizowano go na Holywoodzką modłę, i to zarówno w wersji soft, jak i hard, zależnie od tego, czy okrucieństwa epoki ukazano by mniej, czy bardziej dosadnie.

Zdecydowanie polecam i zachęcam do poznania dziejów sympatycznego rudzielca i jego bliskich

Wasz Andrew

* Pierwsze wydanie było dwutomowe. Drugi tom miał premierę w 1945 roku.

sobota, 14 września 2013

O znaczeniu dnia dzisiejszego



To, jak spędzasz dzień dzisiejszy, ostatecznie określa zarówno twoją przeszłość, jak i przyszłość .

Philip Zimbardo, John Boyd Paradoks czasu

piątek, 13 września 2013

O altruizmie i paradoksach czasu



…ludzie zorientowani na przyszłość mają największe szanse na odniesienie sukcesu, natomiast prawdopodobieństwo, że pomogą osobie w potrzebie, jest w ich przypadku najmniejsze. Paradoksalnie, ludzie, którzy mają największe możliwości pomagania, są jednocześnie najmniej gotowi, by je wykorzystać. Przeciwieństwem są osoby nastawione na teraźniejszość, które mają mniejsze szanse na sukces, ale są bardziej gotowe pomagać innym.

Philip Zimbardo, John Boyd Paradoks czasu