Wolna i niezawisła Ukraina jest jedynym prawdziwym gwarantem niepodległości Polski. Jeśli upadnie Ukraina, kwestią czasu będzie upadek Polski.

niedziela, 2 czerwca 2013

Tygle zła

Zdjęcie-trofeum z Abu Ghraib (kliknij aby powiększyć).

"Chociaż zło może występować w każdym otoczeniu, najdokładniej przypatrzyliśmy się jego wylęgarniom w więzieniach i na wojnach. Zwykle stają się one tyglami, w których władza, siła i dominacja stapiają się ze sobą, a osłonięte tajemnicą, odbierają nam nasze człowieczeństwo, pozbawiając nas tego, co my ludzie cenimy najbardziej: opiekuńczości, życzliwości, współdziałania i miłości"

Philip Zimbardo Efekt Lucyfera

sobota, 1 czerwca 2013

"Gazprom. Rosyjska broń" Walerij Paniuszkin, Michaił Zygar - Przygotowania do energetycznego szantażu

Okładka książki Gazprom. Rosyjska broń 

Gazprom. Rosyjska broń

Walerij Paniuszkin, Michaił Zygar

Tytuł oryginału: Gazprom: russkoje orużie
Tłumaczenie: Karolina Romanowska 
Wydawnictwo: W.A.B.
Seria: Terra Incognita
Liczba stron: 328
 
 
Metan to organiczny związek chemiczny, będący najprostszym przedstawicielem węglowodorów nasyconych, czyli alkanów. Cząsteczka metanu składa się z centralnie położonego atomu węgla oraz czterech, otaczających go atomów wodoru. Pojedyncza cząsteczka z uwagi na hybrydyzację atomu węgla typu sp3 przyjmuje kształt tetraedru, kąt pomiędzy wiązaniami to niecałe 110°. Metan jest podstawowym składnikiem gazu ziemnego – w przypadku gazu wysokometanowego, jego zawartość może dochodzić nawet do 98 %. Gaz ziemny jest surowcem mineralnym znajdującym się w skorupie ziemskiej w postaci złóż, z których jest wydobywany poprzez odwierty. Jego ciepło spalania wynosi około 34,0 MJ/m3. Gaz ziemny, z uwagi na jego uniwersalne właściwości jest jednym z najbardziej pożądanych surowców na świecie. Wykorzystuje się go w przemyśle chemicznym m.in. do otrzymywania wodoru (który służy np. do uszlachetniania ropy naftowej), jako półprodukt w produkcji metanolu, kwasu octowego, jako półprodukt w produkcji amoniaku, z którego otrzymuje się nawozy azotowe. Gaz ziemny pełni ważną rolę również w przemyśle spożywczym (w kotłach, płytach grzewczych), rolnictwie (ogrzewanie szklarni), hutnictwie (nośnik energii), a nawet w klimatyzacji (pompy ciepła napędzane gazem ziemnym). Ponadto gaz ziemny możemy znaleźć w naszych kuchenkach, coraz więcej domów opalanych jest właśnie gazem. Popularne są również pojazdy komunikacji miejskiej napędzane gazem ziemnym CNG (CNG – Compressed Natural Gas, czyli sprężony gaz ziemny, nie mylić z LPG – Liquefied Petroleum Gas, który jest mieszaniną propanu i butanu). Gaz ziemny to również główny bohater książki dwóch rosyjskich dziennikarzy, Walerija Paniuszkina oraz Michaiła Zygara.

Zabij wroga



Ofiary masakry w My Lai dokonanej przez amerykańskich obrońców demokracji (kliknij fotki by je powiększyć). Czym się różnią od ofiar działalności bolszewickich bojowników o wolność czy faszystowskich zbrodniarzy? Może tym, że ich kaci nie ponieśli żadnej kary, nawet moralnej?

"Zabij żółtka dla Boga"
- Wypisane na hełmie amerykańskiego żołnierza w Wietnamie

Philip Zimbardo Efekt Lucyfera; motto podrozdziału Dehumanizacja: inny człowiek jako ktoś pozbawiony wartości

piątek, 31 maja 2013

Fascynacja złem

(fotka-trofeum "zabawy" w Abu Ghraib)

"Boimy się zła, ale fascynuje nas. Tworzymy mity spisku zła i zaczynamy w nie wierzyć wystarczająco mocno, aby zmobilizować siły przeciwko nim. Odrzucamy „Inność”, jako odmienną i niebezpieczną, ponieważ jest nam nieznana. Jednocześnie ekscytujemy się kontemplowaniem ekscesów seksualnych i gwałceniem kodów moralnych przez tych, którzy nie należą do naszego rodzaju. "

Philip Zimbardo Efekt Lucyfera

czwartek, 30 maja 2013

Odpowiedzialność władzy




"...wszechobecna, z zarazem subtelna władza, jaką posiada osoba kontrolująca zmienne sytuacyjne , może całkowicie zdominować wolę oporu jednostki."

Philip Zimbardo Efekt Lucyfera

środa, 29 maja 2013

Moc umysłu






"Umysł jest swoim własnym panem i sam potrafi niebem uczynić piekło i piekłem niebo"
John Milton Raj utracony

motto  pierwszego rozdziału genialnej książki Philipa Zimbardo Efekt Lucyfera 

wtorek, 28 maja 2013

Efekt Lucyfera – część druga

czyli Zimbardo a sprawa Polska






Motto graficzne mojego wydania Efektu Lucyfera - widzisz więcej białych aniołów, czy czarnych diabłów? (kliknij grafikę, aby ją powiększyć) „Granica kręgu IV” M.C. Escher

Czytając książkę taką jak Efekt Lucyfera, nie sposób uniknąć refleksji nad tym, czy świat zmierza w dobrym, czy też w złym kierunku. Nie sposób też uniknąć ocen kraju, w którym się żyje. Ja również takich rozważań dokonywałem i powiem Wam szczerze, iż w pierwszym przypadku nie były one najweselsze, a w drugim wręcz dołujące, choć Zimbardo w swojej pracy do naszych realiów się nie odnosi.

Zacznijmy od świata. Świat to dla nas oczywiście państwa „demokratyczne”, czyli Europa i Stany. Nie oszukujmy się – reszta niewiele nas obchodzi (choć powinna). Bliższa koszula ciału, to najzupełniej zrozumiałe. Zrozumiałe i logiczne. Czy w odległych egzotycznych krajach będzie zamordyzm, czy nie, nie wpłynie to na nasze życie, oczywiście do czasu, aż konsekwencje takiego czy innego stanu rzeczy nie sprawią, iż te kraje, które nas nie obchodzą, nagle zaczną wpływać na naszą rzeczywistość. Póki jednak tak nie jest, ważniejsze dla nas jest, jak wygląda ta nasza demokracja. I tutaj napotykamy problem.

W czasach, gdy byliśmy pod „okupacją” Moskwy, gdy rządziła komuna, Stany i Europa Zachodnia jawiły się większości z nas jako raj na ziemi, kraina swobód i prawdziwej demokracji będącej przeciwieństwem władzy ludu pracującego miast i wsi. Teraz płatni prześmiewcy PRL-u, którzy wyśmiewają minioną epokę, podobnie jak kiedyś wyszydzali czasy przedwojenne i zgniły kapitalizm, próbują podtrzymać ten wizerunek. Podtrzymać poprzez jednostronne, graniczące z fałszem przedstawianie socjalizmu, ponieważ wiedzą, iż tematu tego wyczekiwanego i upragnionego kapitalizmu lepiej nie ruszać, gdyż zamiast pochwały mogłaby wyjść krytyka. W swej książce Zimbardo wielokrotnie, mimochodem, tylko na zasadzie odwołań do powiązanych z tematem zdarzeń, przywołuje obraz demokracji zachodnich z lat przeszłych. I co czytamy? Ano przypominamy sobie, iż w czasie, gdy u nas komunistyczna władza strzelała do górników i stoczniowców, gdy pałowała studentów, w tej naszej kochanej demokracji strzelała ostrą amunicją do Murzynów, Irlandczyków, pacyfistów, studentów i do kogo jej tylko pasowało. Jest jednak kilka różnic. U nas, pod tą przeklętą okupacją, strzelano do ludzi, którzy jawnie nawoływali do obalenia panującego ustroju przy pomocy siły. To w każdym państwie i w każdym ustroju spotka się z podobną ripostą. W tym samym czasie demokracje zachodnie strzelały do ludzi, którzy wcale nie chcieli obalać ustroju, a żądali jedynie zniesienia segregacji rasowej, zaprzestania wojny w Wietnamie czy zmian w funkcjonowaniu szkolnictwa wyższego. Dla mnie to drugie jest znacznie gorsze, tym bardziej, iż u nas pokrzywdzeni są teraz kombatantami, bojownikami, co przekłada się na określone korzyści, a sprawcy są piętnowani i ciągani po sądach, gdy tymczasem na zachodzie ofiary nigdy nie doczekały się nawet przeprosin, a sprawcy masakr do dziś z dumą noszą medale i odznaczenia otrzymane za te wyczyny. Dochodzi do tego sprawa dynamiki wolności obywatelskich w czasie. W PRL-u prawa obywatela systematycznie rosły, od ich namiastki w czasach Cyrankiewicza do znaczącej poprawy stanu rzeczy za Gierka. Na zachodzie zaś odwrotnie. Duża poprawa praw większości obywateli (nie mówię o bogaczach, politykach i innych wyjątkach) nastąpiła po wojnie, gdyż kapitalizm musiał pokazać swą atrakcyjność przed masami ludu pracującego na wschodzie Europy, by mocniej zatęskniły do prawdziwej wolności. Teraz jednak, po upadku komuny, kapitalizm i jego wersja demokracji pokazują prawdziwe oblicze. Konwencja Genewska? A co to takiego? To nie dotyczy terrorystów, a każdy, kto przeciw nam, to terrorysta. Tortury? W imię wolności – proszę bardzo. Prawa człowieka ? A co to takiego? Sądy kapturowe, pozbawianie wolności bez prawa do obrony, bez prawa do procesu – to model wolności, który oferują nam Stany Zjednoczone i nikt w Polsce w publicznych mediach nie ma nawet odwagi wypowiedzieć słów krytyki. A przecież już teraz niektóre aspekty amerykańskiej demokracji są bardziej odrażające niż ich hitlerowskie odpowiedniki. Niemcy torturowali „polskich bandytów”, Żydów i wrogów oraz innych podejrzanych. Podejrzanych! Tymczasem kilka dni temu w Stanach upoważniono służby walczące z terroryzmem do torturowania świadków! W końcu nic nowego, zatwierdzili tylko stan faktyczny - przecież zdjęcia ze znęcania się nad więźniami w Abu Ghraib pokazują w roli ofiar nie podejrzanych, a świadków. To nowa jakość, w dziejach dotąd niespotykana. Zawsze w czasie wojen, i nie tylko, mordowano niewinnych. Ewidentne zło, ale stare jak świat. Podejrzanych się torturuje, odkąd wymyślono to słowo. Stany są jednak pierwszym krajem, który torturuje świadków, również własnych obywateli i w dodatku się do tego przyznaje, a jakby było tego mało. takie działania uprawomocnił! Taką właśnie demokrację stawia się nam za przykład. Czym się to różni od komunistycznego zakłamania?

W normalnych krajach demokratycznych opinia publiczna, między innymi z pomocą prasy, radia i telewizji, może się przeciwstawiać złemu kierunkowi preferowanemu przez władzę, może walczyć ze złem. Przecież nie musimy iść drogą polityczną USA i schematem kapitalizmu rodem z XIX wieku. Możemy wybrać choćby model skandynawski. Sęk w tym, że tylko teoretycznie. Tak agresywnego kapitalizmu jak w Polsce, nie ma chyba nigdzie, a mechanizmy, które w wielu krajach są gwarantem podążania w powszechnie pożądanym kierunku, u nas w ogóle nie działają. Jest tak choćby z naszymi mediami. Autocenzura ekonomiczna okazała się dużo bardziej agresywna niż cenzura polityczna z minionej epoki*, a dziennikarze zamiast być czwartą władzą zaprzedali się klasie politycznej i tym nielicznym, którzy mogą zaliczać się do naszych rodzimych bogaczy. Nie tylko się zaprzedali, ale utracili kontakt z rzeczywistością większości narodu, bez reszty identyfikując się ze światem celebrytów i polityków; zapominając, że to świat wyjątków. Niedawno pisałem o Monice Olejnik, która uważa, że w Polsce na zmywaku można zarobić na utrzymanie i na studia, a dziś się dowiedziałem, jakie stawki oferuje się młodemu człowiekowi w Łodzi – od 2,5 zł (sic!) za godzinę w charakterze parkingowego do 5zł w ochronie, ale tam już są wymaganie zdrowotne i inne. Bez komentarza. Ktoś spyta co ma do tego Zimbardo i Efekt Lucyfera? Otóż jeden ze studentów biorących udział w SEW przez cały rok(!) akademicki spał na tylnym siedzeniu samochodu osobowego zaparkowanego na parkingu przed uczelnią, gdyż miał do wyboru – mieszkanie albo jedzenie. Na jedno i drugie nie miał pieniędzy. Zimbardo pisze o tym mimochodem, jako o zwykłym elemencie amerykańskiej rzeczywistości. Ja nie uważam, by zmierzanie w takim kierunku było dobre i nie uznaję za uczciwych, porządnych ludzi tych, którzy jak pani Olejnik stwierdzają, że niczego komunie nie zawdzięczają, bo studia to nic takiego. O słabości i spolegliwości naszej prasy, o potędze naszej autocenzury może świadczyć choćby to, iż w moim rejonie ostatnio w trzech kościołach policja znalazła narkotyki ukryte w... tabernakulum. A w mediach o tym ani słowa. Nie mówi to oczywiście niczego o Kościele, gdyż pojedynczy przypadek, który może się zdarzyć w każdym środowisku, nie jest i nie może być obrazem całości, pokazuje natomiast słabość i zaprzedanie naszych mediów, które nie opublikują nigdy niczego, czego by od nich nie oczekiwano.

Jest taki moment, gdy Zimbardo opisuje wrażenia jednego z niewielu ocalałych ze „Świątyni Ludu” w Gujanie. Ów nie tylko ocalał, ale uratował kilka innych osób, choć był człowiekiem niewykształconym i niespecjalnie światowym. Ten chłopek roztropek stwierdza, iż pierwszym sygnałem ostrzegawczym, ale za to bardzo wyraźnym, było, iż w tej wspólnocie wybranych nikt się nie uśmiechał. Bardzo celny i bardzo łatwy sposób ocenienia prawdziwego stopnia zadowolenia społeczności z jej własnych realiów. Od razu skojarzyły mi się moje wrażenia ze szlaków. Zawsze wiem, nawet idąc leśną przecinką czy górską ścieżką, iż jestem w Polsce. Nie tylko po śmieciach zalegających w najbardziej nawet nieprawdopodobnych miejscach i napisach typu „Legia Pany”, ale przede wszystkim po tym, że ludzie przestają się do ciebie uśmiechać, a gdy ich pozdrowisz, odpowiadają niechętnie lub wręcz patrzą na ciebie jak na wariata.

Inny mechanizm, który w ogóle u nas nie działa, to różnica między wielkomiejską anonimowością i jej skutkami, a społecznościami lokalnymi, których członkowie, we własnym zresztą interesie, nastawieni są na wzajemną pomoc. Pięknie pokazuje to Zimbardo w swym eksperymencie, w którym porzuconymi samochodami wodził na pokuszenie amerykańskich miastowych i wieśniaków. Ci ostatni oczywiście nie kradli. U nas to nie działa. Na wsi kradną nie mniej niż w mieście. Inaczej, inne są mechanizmy tych przestępstw w polskim mieście, a inne na polskiej wsi**, ale efekt jest jaki jest. Nie ma, w przeciwieństwie do Stanów, Niemiec czy innej Szwecji, różnicy między wsią i miastem w podejściu do cudzego mienia, jest tylko różnica w motywacji do kradzieży wynikająca z różnego podłoża przekonania o bezkarności.

Ta tematyka od razu dotyka następnej rzeczy, która u nas nie działa, czyli donosów. W takich Niemczech czy Czechach, żeby znów nie sięgać za ocean, wyjąwszy elementy kultury więziennej, porządny obywatel to taki, który nadaje odpowiednim organom o każdym wykroczeniu, że o przestępstwach nie wspomnę. U nas to dalej konfident, kapuś, donosiciel. Jakby Polska była więzieniem, a wszyscy starymi garownikami. Oczywiście, można tę degenerację zwalać na komunę, ale mieli ją i Czesi, i Słowacy, i Niemcy, a jakoś się tak nie zeszmacili.

Jednym z największych zagrożeń dla dobra, jednym z największych sojuszników zła, jest bierność dobrych. Powodują ją różne czynniki – tchórzostwo, konformizm, sprzedajność. U nas posunięta jest ona jednak do granic. Nie tak dawno na jednym z blogów poświęconych recenzjom z książek, a więc w miejscu, gdzie można spotkać intelektualną elitę, wdałem się w polemikę z prowadzącą, gdyż wnerwiły mnie jest stwierdzenia, iż „każdy Niemiec jest zły” i „wszyscy Niemcy są źli”. Najpierw myślałem, iż to tylko taki „skrót myślowy”, czyli bezmyślne chlapanie jęzorem zaczerpnięte z wzorców lansowanych przez telewizornię, więc odezwałem się w sposób, który dawał jej szansę wyjścia z twarzą. Jakież było moje zdziwienie, gdy po wymianie kilku komentarzy pod jej recenzją jednej z „patriotycznych” lektur stwierdziłem, iż ona naprawdę wierzy w to, co pisze. Nie miałem więc innego wyjścia, jak stosując się do jej logiki i argumentów tak poprowadzić dyskusję, by się sama w kozi róg ze swymi przekonaniami zapędziła. Trwało to kilka dni, a gdy już się stało… skasowała całą dyskusję, zarówno moje jak i swoje wpisy (czyżby się ich wstydziła?). Nie była się w stanie sama przed sobą przyznać do tego, do czego ją doprowadziły jej własne wypowiedzi. Nie to jednak było dla mnie najciekawsze. Naprawdę zasmucił mnie całkowity brak reakcji ze strony wszystkich innych bywalców bloga. Jestem jeszcze w stanie pojąć, że nie chcieli z nią zadzierać, choć nie mogę zrozumieć powodów tego przyzwolenia na szerzenie podobnych poglądów. Ale dlaczego dalej z nią utrzymują kontakty pełne wzajemnych komplementów? Jakie korzyści daje im bywanie na blogu osoby o takich przekonaniach? A czego w takim razie można oczekiwać od ludzi mniej oczytanych i niewykształconych? Mam wrażenie, że gdyby u nas się Hitler pojawił, „zadziwilibyśmy” świat dużo mocniej niż Niemcy. Inna sprawa, że przed Hitlerem, o czym niechętnie się pisze, poziom antysemityzmu w Niemczech był dużo niższy niż w Polsce czy Francji, a to, co się stało potem, jest jeszcze jednym z tysięcy dowodów na to, że zło czynią z reguły ludzie dobrzy, którzy w innej Sytuacji i w innym Systemie nigdy by się takimi uczynkami nie skalali.

Może to wpływ dominującego u nas katolicyzmu, iż większość, podobnie jak wspomniana blogerka i jej przyjaciele, jak ognia boi się nawet próby myślenia o tym, że wszystko jest względne. Atrakcyjność dychotomii dobra i zła od wieków forsowanej przez Kościół, podziału ludzi na dobrych i złych, polega między innymi na tym, że zwalnia od myślenia. Od myślenia również o tym, iż jest to idealne narzędzie do manipulowania ludźmi i społeczeństwem. Zapewne wynika to z tak często z ambon cytowanej przypowieści o tym, iż „Nie może dobre drzewo rodzić złych owoców, ani złe drzewo rodzić dobrych owoców” (Mt 7:18), która może sprawdza się w ogrodnictwie, ale na pewno nie w naukach społecznych. Z samej istoty katolicyzmu wynika, iż w dominującej u nas formie nie przystaje on w ogóle do naszych dzisiejszych realiów, a kler choć prze do udziału we władzy świeckiej, co jest ewidentnie sprzeczne z konstytucją, zdaje się nie robić nic, by ten stan rzeczy zmienić. Weźmy dziesięć przykazań. Nie rób tego i nie rób tamtego. Tylko zakazy. Jaka jest więc najłatwiejsza droga do nieba? Nie robić nic! Może z tego wynika również ta charakterystyczna dysfunkcja wielu kluczowych mechanizmów społecznych w polskiej rzeczywistości, nawet ekonomicznych? Nie zabijaj, bo to grzech. Ale nie jest grzechem nie reagować, gdy ktoś inny zabija. Nie kradnij, ale udawaj, że nie widzisz złodzieja, przecież nie jesteś kapusiem. To do przyjęcia dla Kościoła, ale nie dla zdrowego społeczeństwa. A bierność nadaje rozpędu złu. Wychodzi taki profesor kryminalistyki i mówi, że w Polsce ani w Europie i całym cywilizowanym świecie nikt nie bije w trakcie przesłuchań. Obraża tym i dołuje wszystkich, którzy zostali pobici i daje poczucie bezkarności tym, którzy biją. W dodatku nikt nie śmie mu powiedzieć, iż to wypowiedź godna kretyna! Jak my kochamy te autorytety! Zwłaszcza te, które mówią, jak u nas dobrze. Wychodzi baba, również z tytułem profesora, której nawiasem mówiąc nie tknąłbym nawet za pieniądze, i mówi, że niektóre kobiety prowokują do gwałtu! Rozumiem, że jej to nie grozi, choćby nie wiem jak prowokowała, i może w tych kompleksach pies pogrzebany, ale bycie osobą publiczną powinno (powinno!) zobowiązywać do mądrzejszych wypowiedzi niż te, które słyszymy pod nocnym sklepem monopolowym. To tak, jakby ofierze powiedzieć, że sama sobie winna, iż odcięto jej rękę, bo po co w Polsce zakładała złoty zegarek? Paranoja! Jeśli tak się wypowiadają „autorytety”, to co mówić o przeciętnym Kowalskim? I dziwić się, że w Polsce kary za zgwałcenie są żenująco niskie, choć gwałt jest w pewnym sensie gorszy niż zabójstwo. Śmierć czeka każdego i nie znamy dnia ani godziny, więc zabójstwo to tylko przyspieszenie, bezprawne niewątpliwie, pewnej oczekiwanej i nieuniknionej rzeczywistości, natomiast gwałt jest czymś krańcowo odmiennym. Dotyka nie tylko ofiarę i jej bliskich, ale wszystkich, którzy się z tym zdarzeniem, nawet pośrednio, zetkną. Jest to też jedna z przyczyn, dlaczego jest tak powszechny w czasie wojen i ludobójstwa. Dziwić się, że tak wszystko wygląda jak wygląda, skoro dekalog, podstawowy (przynajmniej oficjalnie) zestaw zasad moralnych naszego społeczeństwa promuje bierność?

Ta bierność prowadzi do sytuacji, które mogłyby być śmieszne, gdyby nie były prawdziwe. Ofiara zostaje uznana za pokrzywdzoną, a kat za bohatera, pierwsze zostaje wynagrodzone odszkodowaniem, a drugie, w tym samym państwie, w tym samym czasie, dostaje nagrodę właśnie za ten czyn, za który druga strona, od tego samego aparatu władzy, otrzymuje odszkodowanie (choćby przypadek Agenta Tomka i pań Sawickiej oraz Marczuk). I nikt nie ma odwagi powiedzieć głośno, że to państwo jest chore!

Parlament podejmuje uchwały w sprawie zabójstwa pojedynczego człowieka (Grzegorz Przemyk), które miało miejsce w ubiegłym wieku i wszystkie media to chwalą. Nikt nie ma odwagi powiedzieć, że to chore, gdyż to samo państwo musi płacić potężne kary Unii z tego powodu, iż jego organy nie mają czasu wydawać wymaganych aktów prawnych. Nikt nie powie, że karygodne jest zajmowanie się takimi drobiazgami, gdy brak czasu na zajęcie się choćby tak palącymi problemami, jak nierozwiązana sprawa wychodzących z więzień wielokrotnych morderców i pedofilów, nad którymi nie ma żadnej praktycznie kontroli, żadnych zasad postępowania z nimi czy służbą zdrowia przypominającą coraz bardziej umieralnię. Na to nie mamy czasu.

Dlaczego o tym wszystkim piszę w związku z Efektem Lucyfera? Gdyż działanie tego efektu można w Polsce obserwować co dzień, nie wychodząc nawet z domu. Wystarczy włączyć radio, internet albo telewizor. Takie rzeczy dzieją się wszędzie, na całym świecie, ale u nas brak tego, co jest nadzieją w normalnie funkcjonujących społeczeństwach – reagowania na zło. Piętnowania, dawania wyrazu temu, że zło jest złe, odcinania się od ludzi zło czyniących do czasu, aż się poprawią. Dzielenia ludzi nie na dobrych swoich i złych tamtych, ale na tych, którzy robią dobrze i tych, którzy robią źle. Wbrew temu, co wmawia nam się codziennie, nie wystarczy nie grzeszyć. Trzeba jeszcze reagować na zło, które się dzieje. Jak już pisałem, gdy kogoś biją, nic mu z tego, że my nie bijemy, nic mu z tego, że nie grzeszymy. Pomóc mu może choćby to, że wykonamy anonimowy telefon na policję. Wbrew temu, co wynika z dekalogu, nie można być dobrym człowiekiem, będąc biernym wobec zła. Może można być dobrym katolikiem – nie wiem, nie jestem teologiem, może wystarczy kochać wszystkich, nawet zbrodniarzy, modlić się i nie czynić zła, ale na pewno nie można być dobrym obywatelem i mieć nadzieję, że Polska kiedyś będzie dobra dla większości, a nie tylko dla nielicznych, którzy żyją za ogrodzeniami strzeżonych osiedli i podróżują w towarzystwie ochroniarzy. Wielu powie pewnie zaraz, że jestem antykatolikiem. Nieprawda. Jestem przeciwko konkretnym złym zjawiskom w Kościele i przeciwko temu, że tak naprawdę kler, w zdecydowanej większości, w ogóle nie wypełnia zadań społecznych, które uzasadniają jego istnienie. Przynajmniej taka sytuacja jest teraz w Polsce i póki głównym tematem nauk Kościoła będzie aborcja, póki będzie się ludziom wmawiać, że tylko wierzący może być porządnym człowiekiem, co w chętnych temu umysłach od razu budzi skojarzenie, że wystarczy być wierzącym, by być dobrym, póki Kościół nadal będzie szerzyć stereotypy, półprawdy i masowo produkować świętych… Szkoda gadać.

Oczywiście jest wiele czynników, które sprawiają, że jest u nas jak jest. Nawet sama demokracja jest już parodią samej siebie. W konstytucji zapisano między innymi, że nie wolno tworzyć partii faszystowskich. A ja ciekaw jestem dlaczego? Kto choć trochę zna historię, ten wie, iż faszyzm włoski, do czasu wejścia Włoch na orbitę hitlerowskich Niemiec, był ustrojem zdecydowanie popieranym przez absolutną większość społeczeństwa i gdyby nie Hitler, być może Włochy nadal byłyby faszystowskie, a byłby to ustrój zasadniczo odmienny od tego, co się kojarzy ze znaczeniem, jakie mu nadali Niemcy. Czemu w konstytucji zapisano zakaz propagowania tego włoskiego ustroju? Pytanie retoryczne, gdyż ten zapis tak sformułowano, iż realnie zakazano popierania każdego ustroju innego niż demokracja. Tymczasem nawet nasz polski papież przestrzegał przed niedoskonałościami demokracji, gdyż już widział realną groźbę jej przekształcenia w ochlokrację oraz inne jej wady. Demokracja jest bardzo ułomna, twierdziło to wielu mądrzejszych ode mnie, ale nam się wmawia, że jest cudowna. Kiedy porówna się faszyzm włoski z pierwszego etapu (przed mezaliansem z Hitlerem) z dzisiejszą polską demokracją, albo z amerykańską pogardą dla prawa międzynarodowego i ich własnej konstytucji… Zamiast o tym mówić, zamiast piętnować niedostatki, by poszukać dróg ich eliminacji, krzyczy się, że wszystko jest pięknie, a ci, którzy widzą, iż tak nie jest, pozostają bierni, co skutkuje tym, iż słychać tylko jedną opcję.

W naszym kraju ludzi wskazujących, że coś jest złe, wadliwe, nazywa się krytykantami. Króluje zasada „nie sraj we własne gniazdo”. Dzięki temu wszystko zamiast się poprawiać, idzie ku gorszemu. Popatrzmy na elity. Na tych, których styl życia i etyka powinny być przykładem dla pospólstwa. Na lekarzy, którzy mając za nic złożoną przysięgę odmawiają chorym pomocy powołując się na procedury i przepisy (rozkazy). Czy nie tak tłumaczyli się SS-mani? Popatrzmy na pracowników ZUS i NFZ wydających pieniądze na siedziby swych urzędów i utrzymujących, że nie ma ich na leki. Popatrzmy na urzędników, którzy uważają, że jeśli nie złamali prawa, wszystko jest w porządku. Popatrzmy na tych, którzy obdarowują się nawzajem premiami, gdy większość narodu klepie biedę. Na lekarzy, którzy pracują na dwudziestu etatach i nikt nie śmie powiedzieć im dość. Na sądy orzekające o błędach medycznych i samorząd lekarski, które zabierają uprawnienia w mniejszej liczbie przypadków, wliczając w to ewidentne sprawy kończące się zgonem czy kalectwem, niż w samym Londynie za nieuprzejme zachowanie wobec pacjenta! Z roku na rok granica przesuwa się coraz bardziej na korzyść zła. Dziś to, za co wczoraj ponosiło się karę, nie jest już nawet naganne. Wymieniać można w nieskończoność, a wszystko to dlatego, iż jesteśmy bierni, iż kontentujemy się tym, że sami bezpośrednio zła nie czynimy. A przecież na ogół nie trzeba wiele, by zacząć coś zmieniać. Wystarczy, gdy ktoś powie, iż zgwałcona sama się prosiła, głośno dać wyraz temu, co się o tym myśli. Wystarczy, gdy ktoś nadaje na Żydów, Rumunów lub innych Innych, powiedzieć mu kilka słów prawdy, choćby w żarcie, ale takim, by drugi raz się zastanowił. Tego jednak u nas nie ma. Moja chata skraja. To jest nasze prawdziwe motto narodowe. Póki tego myślenia nie zmienimy, na poprawę nie ma co liczyć. Dlatego właśnie trzeba Efekt Lucyfera polecać, kiedy tylko mamy okazję. Czy to coś zmieni? Czy w tym kraju można jeszcze w ogóle coś zmienić bez obcej interwencji? Wątpię. Ale lepiej coś robić, niż nie robić nic. Lepiej utonąć płynąc do brzegu, niż utonąć nie próbując. Przynajmniej ma człowiek jakieś zajęcie. To oczywiście taki żart. Jednym z fundamentalnych przekazów psychologii społecznej zawartej w Efekcie Lucyfera jest to, że ludzie w większości nie są z natury ani bardzo źli, ani bardzo dobrzy. Codziennie, w każdej sekundzie, każdą decyzją, każdym wyborem, robią krok w kierunku dobra, lub zła i trzeba tylko poznać mechanizmy sprawiające, iż częściej będą wybierać dobro, a potem je promować jednocześnie piętnując te przeciwne. Praca syzyfowa, ale przecież sprzątając też wiemy, że ta pracy nigdy się nie kończy, a jednak sprzątamy, jeśli nie chcemy utonąć w brudzie. Więc sprzątajmy i zwracajmy uwagę tym którzy śmiecą. I dosłownie, i w przenośni. A przede wszystkim zacznijmy zmieniać świat od ludzi, a ludzi od siebie.

To oczywiście tylko takie moje refleksje, miejscami dość luźno powiązane z Efektem Lucyfera Zimbardo, z którymi wcale nie trzeba się zgadzać. Książkę jednak warto poznać, by samemu ją przemyśleć i móc z pełnym przekonaniem polecać innym


Wasz Andrew


* Sformułowanie Mariusza Zielke zawarte w powieści Wyrok 
** W Polsce kradzież w miastach ułatwiona jest przez anonimowość rodzącą poczucie bezkarności, a na wsi ciężar leży po stronie świadków – boją się, iż sprawca się zemści na „donosicielu”, bo przecież ‘wiedzą sąsiedzi na czym kto siedzi”, zaś sprawcy są tego świadomi

poniedziałek, 27 maja 2013

Efekt Lucyfera – część pierwsza

czyli o książce jako takiej




Efekt Lucyfera

Dlaczego dobrzy ludzie czynią zło?

(The Lucifer Effect

How Good People Turn Evil)

Philip Zimbardo

tłumaczenie: Anna Cybulko, Joanna Kowalczewska, Józef Radzicki, Marcin Zieliński
redakcja naukowa: Maria Materska
seria/cykl wydawniczy: Biblioteka Psychologii Współczesnej
Wydawnictwo Naukowe PWN Warszawa 2012



Kiedy sięgałem po Efekt Lucyfera, wiedziałem, iż będzie to nietuzinkowa lektura, gdyż o tej książce co nieco już się naczytałem przy okazji poszukiwania informacji o Stanfordzkim Eksperymencie Więziennym. Nie przewidziałem tylko, iż to tomisko jest aż tak opasłe, ani że lektura zajmie mi tyle czasu. Ale po kolei.

Philip George Zimbardo (ur. 23 marca 1933) jest emerytowanym amerykańskim uczonym, którego nazwisko nie jest obce nikomu, kto interesuje się psychologią. Życiorysu ani dokonań nie będę przytaczał, gdyż bez problemu można te informacje uzyskać. Gdy postanowiłem przeczytać jego książkę o tym, dlaczego dobrzy ludzie czynią zło, domyślałem się, iż będzie to niezwykle wartościowa lektura. Nie przypuszczałem jednak, jak wiele razy mnie zaskoczy.

Pierwsza niespodzianka to objętość – prawie pięćset stron dość sporego w dodatku formatu, zapełnionych prawie tylko i wyłącznie tekstem. Nie przeraziło mnie to, w końcu niejedno opasłe tomisko połknąłem w ekspresowym tempie. I tu druga niespodzianka. Choć rzecz napisana jest niezwykle przystępnym językiem, choć styl jest lekkostrawny i z takim piórem można spokojnie pisać powieści, lektura szła mi powoli. Ilość informacji zawartych w książce jest niesamowita, bowiem autor pokazał się nie tylko jako fachowiec, prawdziwy uczony (a nie tylko naukowiec), mądry człowiek i ciekawa osobowość, ale również jako niezwykle bystry obserwator doświadczony przez życie. Powodowało to, iż co chwilę musiałem zwalniać, by wyłapywać perełki szczególików z realiów USA i innych miejsc, o których mowa, a potem co chwilę zatrzymywać się, by poukładać kolejne cegiełki wiedzy składające się na treść zasadniczą opracowania; przyswoić nowe fakty, zweryfikować dane, przemyśleć zależności, konsekwencje i wnioski. Postawić nowe pytania, na które w związku z właśnie uzyskaną wiedzą należy poszukać odpowiedzi i jeszcze raz od nowa wszystko poukładać. I tak co kilka stron, co podrozdział. Tutaj od razu uwaga dla przyszłych czytelników – przypisy są po każdym rozdziale, nie na końcu książki, a jest ich mnóstwo. Co warte podkreślenia, nie są to odniesienia takie jak zwykle, czyli martwe dla zwykłego czytelnika (jak choćby u Suworowa – no bo ilu z nas ma dostęp do tajnych dokumentów lub specjalistycznych zagranicznych bibliotek). Jest bardzo wiele odwołań do materiałów online, zarówno filmów jak i słowa pisanego, oraz do innych źródeł, do których z niewielkim trudem można dotrzeć. To znacząco podnosi wartość tej niezwykle cennej dla ludzkości pracy.

O czym opowiada Efekt Lucyfera? Dokładnie o tym, co mówi podtytuł. Dlaczego dobrzy ludzie czynią zło? Rozpoczynamy krótkim wprowadzeniem i ogólnym przedstawieniem całości. Potem zajmujemy się Stanfordzkim Eksperymentem Więziennym zorganizowanym przez Zimbardo. Dowiadujemy się, dlaczego jego przeprowadzenie było konieczne, jak przebiegał oraz w jak niespodziewany sposób się zakończył. Autor omawia różne aspekty całości SEW, jak i jego newralgicznych elementów, oraz nauki i przesłania z niego wypływające. Po szczegółowym przeanalizowaniu SEW, wraz z odniesieniami do sytuacji rzeczywistych oraz zdarzeń z innych eksperymentów, przechodzimy do omówienia elementów dynamiki społecznej; władzy, konformizmu, posłuszeństwa, deindywidualizacji, dehumanizacji, zła bezczynności. Szczegółowo przedstawiona zostanie nam głośna sprawa znęcania się amerykańskiego personelu nad więźniami w irackim więzieniu Abu Ghraib oraz wiele innych kart historii bardziej przypominających epizody niemieckiego faszyzmu, niż z wyjątki z najnowszych dziejów ludzkości. Poznamy ludobójstwo i gwałty godne hitlerowców w wykonaniu chrześcijańskiej Afryki (masakry w Rwandzie) i amerykańskich żołnierzy (masakra w My Lai i inne). Zajmiemy się omówieniem takich zjawisk jak masowe samobójstwa i morderstwa członków „Świątyni Ludu” w Gujanie, tortury zadawane przez policję i wojsko na całym świecie, wykorzystywanie seksualne parafian przez księży katolickich, skandaliczne defraudacje dokonane przez kadrę zarządzającą korporacji Enron i World-Com oraz wiele innych. O nazistowskich obozach też będzie. Poznając rzeczywiste wydarzenia i konfrontując je z wynikami sytuacji eksperymentalnych, Zimbardo prowadzi nas drogą jasnych, logicznych teorii i przekonujących danych do wniosku, iż tradycyjną, lansowaną przez władze (państwowe i duchowne) tezę, iż każdy ma wolną wolę, odpowiada sam za siebie i jest samego siebie panem, można między bajki włożyć. Ukazuje nam, iż błędna i zakłamana jest standardowa koncepcja indywidualizmu, podzielana przez większość ludzi w naszym kręgu kulturowym, zgodnie z którą „wina” wynika w całości „z dyspozycji” jako konsekwencja przemyślanego wolnego wyboru. Psychologia społeczna zgromadziła tymczasem wiele dowodów na to, iż w pewnych okolicznościach wpływy sytuacyjne tryumfują nad dyspozycjami osobowymi. Niestety jest to, właśnie przez przekonującą, pokrewną naukom ścisłym klarowność, wiedza mocno obciążająca duszę. Co innego mgliście coś przeczuwać, co innego niby wiedzieć, ale gdzieś w podświadomości wierzyć, że wcale nie jest tak, jak jest, a co innego rozwiać resztki naiwnej wiary, infantylnej nadziei, by zastąpić ją wiedzą i nadzieją innego rodzaju, ale wymagającą nieporównanie większego wysiłku od samego siebie.

Kopernikańska koncepcja świata (i późniejsza ewolucyjna koncepcja gatunków) była zwalczana przez ówczesnych rządzących światem nie dlatego, że była nowa i sprzeczna z oficjalnie przyjętą doktryną naukową, ale dlatego, że godziła w podstawy światopoglądowe, również religijne. Ziemia w centrum wszechświata i człowiek jako Pan Ziemi były zgodne z poglądem, iż człowieka stworzono na obraz i podobieństwo, a świat, by człowiek mógł czynić go sobie poddanym. Kopernik (razem z późniejszą teorią ewolucji) wyrzucał człowieka i Ziemię z miejsc szczególnych. Obraz akwarium, w którym dla najpiękniejszej ryby przewiduje się jakiś ciemny, zapomniany kąt nie jest zbyt przekonujący, stąd walka z obrazem ludzkości przemierzającej zadupie wszechświata na kawałku malutkiej, rozedrganej skały i w dodatku jako gatunek też podlegającej zmianom. Dlatego właśnie mówiąc o Koperniku, mówi się o przewrocie. Była to rewolucja nie w astronomii, ale w filozofii, w mentalności powszechnej. I podobny wydźwięk mają wyniki psychologii społecznej. Wszelkie dowody wskazują, iż z trójcy oddziałującej na każdego człowieka, czyli Dyspozycji (wewnętrznej), Sytuacji i Systemu ta jest decydująca, która ma w danej chwili największą siłę wpływu. W normalnych warunkach i sytuacjach, w których wiemy jak się zachować, z którymi mieliśmy do czynienia lub które przewidywaliśmy, czyli gdy wpływ S&S jest niewielki, możemy liczyć, iż nasza osobowość, wolna wola i co tam jeszcze w sobie uważamy za ważne, pozwolą nam być dobrym człowiekiem. Jednak gdy Sytuacja lub System, albo co gorsza obie razem, zadziałają wystarczająco silnie, i/lub co grosza, a co równie częste, podstępnie, wówczas… No właśnie. Nikt tego nie wie. Jak napisała nasza noblistka* Tyle wiemy o sobie ile nas sprawdzono. Nikt nie wie, jak się zachowa w danej sytuacji, dopóki się w niej nie znajdzie. Odpowiednia sytuacja i/lub system, w których zasięgu się znajdziemy, mogą nas zmienić w jednej chwili. W ciągu godzin można zrobić z normalnych, dobrych ludzi sadystycznych strażników i bezwolnych więźniów, z nastoletnich uczniów w ciągu kilku dni można wyhodować SS-manów. Z zimną krwią Trumana Capote wypada blado w starciu z opisami z Rwandy, gdzie chrześcijanie mordowali chrześcijan, gdzie do zbiorowych gwałtów zakończonych zabójstwami zachęcały kobiety, a do wymordowania miliona wystarczyły maczety. A przecież jeszcze kilka lat wcześniej mordercy i ofiary żyli w zgodzie. Przykłady z rzeczywistości i dowody eksperymentalne jednoznacznie potwierdzają, iż taka transformacja jest możliwa i co chwilę gdzieś ma miejsce. I co ciekawsze, niezliczone przykłady, z których część znajdziemy w Efekcie Lucyfera, wskazują na to, iż im bardziej ktoś jest przekonany o własnej niezłomności, o własnej wyjątkowej prawości, tym mniej jest świadomy działania Systemu i Sytuacji, przez co łatwiej pada ich ofiarą, gdy zadziałają one podstępnie, a tak właśnie zwykle one oddziałują. Nikt przecież nie powie spokojnemu człowiekowi – wstań od stołu i zabij sąsiada, z którym właśnie ucztujesz. Zawsze wcześniej robi się z przyszłej ofiary wroga, ropuchę, gada faszystowskiego albo komunistyczną kanalię, terrorystę, dziwkę, antychrysta albo jakiegoś innego, obcego, złego, anonimowego, zdehumanizowanego. A wtedy nie tylko przychodzi to łatwo, wtedy to wręcz obowiązek, praca, powołanie.

Czynienie zła to nie tylko działanie, ale znacznie częściej zaniechanie. Zimbardo wielokrotnie to podkreśla. Cóż z tego, że stoisz i nie mordujesz, torturujesz lub nie gwałcisz razem z innymi? Czy to pomaga ofierze? To samo dotyczy mniejszego zła – szerzenia nienawiści, opowiadania rasistowskich dowcipów, szerzenia stereotypów. Od tego zawsze się zaczyna, a jeśli jesteś bierny, w niczym nie poprawiasz sytuacji, jak możesz myśleć dobrze o sobie? Prawie zawsze możesz zrobić coś dobrego, nawet jeśli nie chcesz się narażać, ale jeśli tego nie robisz, jesteś tak samo winny. Przynajmniej z punktu widzenia ofiary.

Wmawianie sobie i innym, że winny jest człowiek, że Nie może dobre drzewo rodzić złych owoców, ani złe drzewo rodzić dobrych owoców (Mt 7:18) jest jednym z najbardziej szkodliwych przekonań. Człowiek musi ponosić odpowiedzialność za swe czyny, ale czy jest winny w pełnym tego słowa znaczeniu? Czy jest zły? Weźmy choćby specjalistów od tortur. Łatwo wierzyć, że to zboczeńcy, psychopaci i sadyści. Tymczasem od zawsze profesjonaliści w tym fachu są tak normalni, jak tylko można. Sadysta zabiłby ofiarę przed wydobyciem informacji, stąd poważne służby zawsze odsiewają w drodze szczegółowych badań wszystkich odbiegających od normy. Podobnie zresztą czyniono przed eksperymentami z tego zakresu i przed samym SEW. Klasycznym przykładem są też zbrodniarze wojenni, również hitlerowscy, z których najwięksi (choćby Eichmann) byli badani wielokrotnie przez psychiatrów i okazywali się „normalni”. Bywali badani „przed” i „po”. Ponadto takie biblijne postrzeganie zła i „złych” może sprowadzić pokusę czynienia dobra przez fizyczną eliminację zła w postaci tych „złych”. Czym to grozi, można sobie łatwo unaocznić zauważając, że od Inkwizycji aż po holocaust i ludobójstwa dnia dzisiejszego zawsze motywem przewodnim jest chęć robienia „dobra” i niszczenia „zła”. Takie widzenie świata jest niezwykle atrakcyjne dla władzy, gdyż dostarcza narzędzia sterowania i manipulacji, oraz dla tych, którzy boją się myślenia, gdyż mogą się powoływać na rozkazy, prawo, wytyczne i procedury, wyprzedając swe dusze i człowieczeństwo w zamian za poczucie przynależności do grupy, dowartościowanie, poczucie wyższości czy drobne korzyści materialne. Widzimy to co dzień, również w naszym kraju.

Na szczęście Zimbardo nie ograniczył się tylko do Efektu Lucyfera, choć tak sugeruje tytuł, lecz mimo tego, iż wykracza to poza tematykę w nim określoną, pokazał również drugą stronę medalu. Choć poświęcił jej tylko jedną część książki, ukazał jak normalny człowiek może się zmienić w herosa, w bohatera, który przeciwstawia się złu i czyni dobro. Podobnie jak każdy może stać się diabłem, tak może się stać i aniołem. Problem w tym, że to drugie wymaga to nieco więcej wysiłku.

Tą optymistyczną, choć nie do końca, myślą zakończę pierwszą, główną część opowieści o moich wrażeniach z lektury Efektu Lycyfera. Jest to książka wyjątkowa, nie tylko warta polecenia, ale absolutnie warta tego, by każdego namawiać do jej poznania i przemyślenia. Ostatnio przytaczałem cytat mówiący o tym, że trzeba obawiać się ludzi, którzy przeczytali tylko jedną książkę. Jeśli byłby to Efekt Lucyfera, nie obawiałbym się. Zimbardo nie tylko daje wiedzę i koncepcje, ale przede wszystkim stawia pytania, na które nie daje wszystkich odpowiedzi. Zmusza do myślenia, do poszukiwania. Zawsze miałem problem z tym, którą książkę uznać za najbardziej wartą polecenia ze wszystkich, które przeczytałem. Teraz już wiem. Efekt Lucyfera. Żal tylko, że większość w naszym kraju nie przeczyta w tym roku żadnej książki, więc i ta przeczytania się nie doczeka. A wielka to szkoda, gdyż tylko znając podstępne sposoby, jakimi mogą nas do zła popychać Sytuacje i Systemy, mamy szansę pozostać naprawdę dobrymi ludźmi. Tak jak niewiele jest „prawdziwych diabłów”, również niewielu jest „urodzonych herosów”, którzy w coraz bardziej skomplikowanej rzeczywistości dadzą sobie radę bez tej wiedzy. A ludzi czyniących dobro w naszym kraju wyjątkowo brakuje.

Zwykle nie namawiam do kupowania książek; raczej polecam korzystanie z bibliotek. To bardziej ekologiczne i społeczne. Tym razem czynię wyjątek – tę książkę naprawdę warto kupić. Mieć ją, by samemu do niej wracać, gdy zajdzie potrzeba, by pożyczyć znajomemu, jeśli uda nam się go namówić na lekturę, jednym słowem, by ją polecać i móc nią w każdej chwili służyć ewentualnym potrzebującym


Wasz Andrew


* Wisława Szymborska, pozostałe cytaty z Efektu Lucyfera, poza cytatem z Ewangelii św. Mateusza oczywiście

Efekt Lucyfera [Philip G. Zimbardo]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE
Efekt Lucyfera [Philip Zimbardo]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE