Wolna i niezawisła Ukraina jest jedynym prawdziwym gwarantem niepodległości Polski. Jeśli upadnie Ukraina, kwestią czasu będzie upadek Polski.

czwartek, 14 lutego 2013

Te oczy... ;)


Miałem nie wrzucać na blog takich rzeczy, ale tym razem nie mogłem odpuścić. Te oczy... ;)

wtorek, 12 lutego 2013

Kochajmy biblioteki



"Biblioteka jest instytucją, która samym swym istnieniem świadczy o rozwoju kultury. Jest ona bowiem skarbnicą piśmiennictwa, przez które człowiek wyraża swój zamysł twórczy, inteligencję, znajomość świata i ludzi, a także umiejętność panowania nad sobą, osobistego poświęcenia, solidarności i pracy dla rozwoju dobra wspólnego".
 
Jan Paweł II

poniedziałek, 11 lutego 2013

"Pozytonowy detektyw" Isaac Asimov - Nietypowy duet

Okładka książki Pozytonowy detektyw

Pozytonowy detektyw

Isaac Asimov

Tytuł oryginału: The Caves of Steel
Tłumaczenie: Julian Stawiński
Wydawnictwo: Dom Wydawniczy REBIS
Liczba stron: 216






Isaac Asimov to amerykański pisarz rosyjskiego pochodzenia, który zasłynął stworzeniem tzw. praw robotyki. Zasady te miały na celu regulację w kwestii stosunków pomiędzy ludźmi a humanoidalnymi maszynami, które wyposażone w mózg pozytonowy potrafiły myśleć. Po raz pierwszy zostały one przedstawione w opowiadaniu Zabawa w berka z 1942 roku, które weszło w skład zbioru opowiadań o robotach Ja, robot. Trzy pierwotne prawa robotyki brzmią następująco:
  1. Robot nie może skrzywdzić człowieka, ani przez zaniechanie działania dopuścić, aby człowiek doznał krzywdy.
  2. Robot musi być posłuszny rozkazom człowieka, chyba że stoją one w sprzeczności z Pierwszym Prawem.
  3. Robot musi chronić sam siebie, jeśli tylko nie stoi to w sprzeczności z Pierwszym lub Drugim Prawem.
Znaczenie później, bo dopiero w 1985 roku Asimov dołożył tzw. prawo zerowe, będące nadrzędne w stosunku do pierwotnych trzech:
  1. Robot nie może skrzywdzić ludzkości, lub poprzez zaniechanie działania doprowadzić do uszczerbku dla ludzkości.
Pierwszym robotem, który stosował prawo zerowe był R. Daneel Olivaw, główny bohater książki Pozytonowy detektyw. Akcja powieści rozgrywa się w XXX wieku. Kolonizacja przestrzeni kosmicznej trwa w najlepsze. Oprócz Ziemi, zamieszkałych jest pięćdziesiąt planet rozsianych po bezbrzeżnej pustce Galaktyki. Jednak potomkowie kolonistów, Przestrzeńcy nie pałają zbytnią sympatią do swoich ziemskich protoplastów. Prowadzą oni dostatnie oraz luksusowe życie. Wszelakie problemy natury ekonomicznej zostały rozwiązany dzięki pracy robotów. Dzięki rygorystycznej kontroli przyrostu naturalnego, obce są również kłopoty związane z przeludnieniem. W zgoła innych warunkach egzystują Ziemianie, 8 miliardów ludzi stłoczonych w gigantycznych Miastach, wykonanych z żelbetonu i stali klatkach (The Caves of Steel to oryginalny tytuł powieści, który zdaje się właśnie do tego nawiązywać), liczących po kilkanaście milionów mieszkańców. Obywatele planety będącej kolebką ludzkości traktowani są dość chłodno przez Przestrzeńców. Podróże na Światy Zaziemskie są dla nich możliwe jedynie dzięki specjalnym pozwoleniom, które jest jednak bardzo trudno uzyskać. Samo życie na Ziemi nie należy do łatwych i przyjemnych. Miasta są co prawda zaprojektowane bardzo racjonalnie: w centrum dzielnice mieszkalne oraz administracyjne, na obrzeżach fabryki, zakłady hydroponiczne (hydroponika – bezglebowa hodowla roślin na pożywkach wodnych), hodowle drożdży oraz elektrownie. Mimo to, niezbyt ściśle kontrolowany wzrost ludności zdaje się prowadzić nieuchronnie do sytuacji, w której liczba kalorii przypadająca na jedną osobę spadnie poniżej niezbędnego poziomu.

Społeczeństwo w miastach oparte jest na systemie kastowym. Istnieją poszczególne klasy, a im wyższa klasa, tym większa liczba przywilejów przysługująca jej członkom: lepsze lokum, większy przydział mięsa, krótsze czekanie w kolejce, czy prywatna toaleta. Zrozumiała jest zatem bezustanna rywalizacja oraz walka o społeczny awans. Jednocześnie ciągłe jest poczucie strachu, by na skutek błędu, czy przestępstwa nie zostać zdeklasyfikowanym, czyli wyrzuconym poza nawias społeczeństwa i pozbawionym środków do życia. Jednak nawet zdeklasyfikowani nie budzili takiej pogardy i odrazy jak roboty. Na Ziemi owe humanoidalne istoty były przeznaczone jedynie do uprawy roli, do pracy na polach ciągnących się na połaciach otwartej przestrzeni pomiędzy Miastami, czy ciężkich i niebezpiecznych robót w kopalniach. Zrozumiała jest zatem niechęć oraz obawa wobec nacisków Przestrzeńców, by roboty wprowadzać do Miast i kierować je do wykonywania zajęć, które do tej pory były jedynie udziałem ludzi. Co prawda humanoidalne maszyny, pozbawione własnej woli, posłuszne płynącym dla nich rozkazom, nie były winne zaistniałej sytuacji, w której widmo zdeklasyfikowania i zastąpienia przez robota stawało się coraz bardziej realne, ale jako nie mogące się bronić jednostki były one najłatwiejszym celem do wyładowania ludzkich frustracji i niepokojów. Stąd sytuacja w Miastach pozostawała bardzo napięta, a żaden robot w towarzystwie zdesperowanych ludzi nie mógł czuć się bezpieczny.

W takim właśnie burzliwym okresie, w eksterytorialnym Kosmopolu, zamieszkiwanym przez Przestrzeńców, zostaje zamordowany doktor Roj Nemennuhem Sarton, który zajmował się robotyzacją ludzkiego społeczeństwa. Działka, w której pracował się naukowiec przysparzała mu na Ziemi całą rzeszę wrogów, więc, przynajmniej teoretycznie, chętnych do jego zabójstwa nie brakowało. Pojawia się jednak pewna nieścisłość – morderca, aby dostać się do Kosmopolu niezauważony, musiałby pokonać otwartą przestrzeń, na co nie odważyłby się żaden Ziemian. Nikt z ludzi od kilkuset lat żyjących w zamkniętych kopułach, w których regulowane są ściśle temperatura, wilgotność powietrza, stopień natężenia światła słonecznego, za nic w świecie nie odważyłby się wyjść na otwartą przestrzeń, która budziła bezgraniczny lęk.

Cała sprawa jest bardzo poważna i może mieć kluczowy wpływ na relację pomiędzy Ziemią a Światami Zaziemskimi. Przestrzeńcy posiadają flotę zdolną do obrócenia Ziemi w pył, stąd uzasadnione obawy części populacji. Atmosferę podsycają organizacje głoszące konieczność powrotu do przeszłości, zadeklarowani przeciwnicy robotów – pragną oni przedstawić Przestrzeńców jako krwawych i egoistycznych tyranów, którzy uczucia zastąpili zimną i wyrachowaną (mechaniczną można by rzec) inteligencją.

Tymczasem sprawa morderstwa doktora Sartona została powierzona dwójce detektywów. Duet śledczych jest jednak bardzo nietypowy – jednym z nich jest Ziemianin, Elijah Baley, drugim robot Przestrzeńców, R. Daneel Olivaw. Oczywiście Elijah Baley, jak niemal każdy Ziemianin, nie jest pozbawiony nieufności oraz niechęci wobec mechanicznych kopii rodzaju ludzkiego. Początkowo ziemski detektyw nie jest w stanie patrzeć inaczej na robota jak tylko na rywala. W mniemaniu Baley’a, jeśli śledztwo zakończy się sukcesem, a R. Daneel Olivaw będzie mieć w tym niewspółmierny udział, nieuchronnie dojdzie do sytuacji, w której niemal wszystkie prace wykonywane do tej pory przez ludzi zostaną powierzone mechanicznym humanoidom. Rodzajowi ludzkiemu pozostanie tylko deklasyfikacja oraz stopniowe, sukcesywne odejście w cień historii.

W trakcie śledztwa wychodzi na jaw, że rezultaty dochodzenia wybiegają daleko poza ramy poważnego skandalu politycznego i mogą oznaczać o wiele więcej niż naprawienie, czy też popsucie relacji na linii Przestrzeńcy – Ziemianie. Baley zostaje wtajemniczony w ideę budowy społeczeństwa opartego na zasadzie C/Fe, czyli racjonalnym stosunku ludzi oraz robotów. Być może jedynym ratunkiem dla przeludnionej Ziemi jest ponowna wyprawa w Kosmos oraz kolonizacja kolejnych światów. Jak jednak zmusić ludzi, zrośniętych niemal ze swoimi metalowymi klatkami, którzy panicznie boją się widoku błękitu nieba, czy podmuchu wiatru, by wyruszyli w ogromną kosmiczną pustkę?

Pozytonowy detektyw to jedna z najpopularniejszych książek Asimova. Trudno mi się nie zgodzić z taką opinią, bowiem i ja uległem jej urokowi. Jest to bardzo udane połączenie klasycznego kryminału, w którym mamy morderstwo, niebanalny motyw oraz najeżone niebezpieczeństwami śledztwo oraz typowej literatury science fiction z fantastyczną wizją przyszłości, nasyconą technicznymi nowinkami oraz dość szczegółowymi opisami kształtu przyszłej cywilizacji. Akcja powieści toczy się dość szybko, a wątki kryminalne przeplatane są z obszernymi informacjami na temat zmian, jakie zaszły w społeczeństwie oraz ludzkiej psychice na przestrzeni kilkuset lat. Pojawia się i nutka filozofii, etyki, rozważania na temat roli robotów w egzystencji ludzkiej, zalet, wad oraz zagrożeń płynących z rozwiązania, wedle którego humanoidy służą człowiekowi. Jednym słowem Pozytonowy detektyw to bardzo dobra lektura, zarówno dla fanów science fiction jak i miłośników klasycznego kryminału.

Wasz Ambrose



Panienki Madame Cleo



Panienki Madame Cleo

(Madame Cleo Girls)

Lucianne Goldberg

tłumaczenie: Paweł Lipszyc
wydawnictwo: Da Capo 1995

Lucianne Goldberg nie jest w Polsce osobą szczególnie znaną. Jeśli już, nazwisko jej bardziej kojarzą osoby interesujące się polityką i Stanami Zjednoczonymi, niż literaturą, gdyż PR i polityka to dziedziny, w których jej nazwisko odegrało znaczącą rolę. Gdy kilkanaście lat temu w Polsce wydano powieść pani Goldberg pod tytułem Panienki Madame Cleo, trafiła ona w me ręce. Jakim zrządzeniem losu, nie potrafię sobie już dzisiaj przypomnieć, ale jednak trafiła. Wtedy nie pisałem recenzji, lecz dziś postanowiłem do tej dawnej lektury powrócić, by przypomnieć ją i ocalić od zapomnienia; wyróżnić spośród zalewu nowości wydawniczych, spośród których wiele niekoniecznie jest wartych choćby słowa.

Madame Cleo to najbardziej ekskluzywna madame w Paryżu, czyli po naszemu burdelmama oferująca rozrywki tylko najbogatszym. Popada ona w kłopoty finansowe, ktoś jej grozi… By zdobyć pieniądze postawia wydać pamiętnik i do jego napisania wybiera zawodowca, któremu opowiada historie kilku swoich pracownic. Jak się całe to przedsięwzięcie skończy, oczywiście nie zdradzę.

Powieść napisana jest z wielkim wyczuciem i trzeba przyznać, że proza Lucianne Goldberg jest tej klasy, iż wielki żal, że zamiast polityką nie zajęła się głównie pisaniem powieści. Potrafi umiejętnie zaciekawić czytelnika od pierwszych stron i utrzymać ten stan aż do samego końca. Mam wrażenie, iż to nie perypetie Madame Cleo są głównym tematem książki, a losy jej podopiecznych, luksusowych prostytutek, ukazane na tle szerokiego obrazu stosunków społecznych elit USA i nie tylko. Powieść obala stereotypy i uczy oceniania każdego człowieka indywidualnie. Ukazuje jak różne zbiegi przyczyn mogą nas doprowadzić w te same miejsca i jednocześnie jak różnie mogą się zakończyć z pozoru identyczne drogi na pierwszy rzut oka podobnych ludzi. Niezwykle interesująco jest ukazane zdumiewające zróżnicowanie ludzkich potrzeb w najbardziej intymnych, najbardziej osobistych sferach i co z tego może wyniknąć. Na pewno na to, iż książka jest przekonująca, wpłynęły obserwacje, jakich Goldberg dokonała obracając się wśród amerykańskiego establishmentu oraz biorąc czynny udział w wielu głośnych skandalach i aferach.

Jeśli czasami słysząc, iż ten a ten polityk zdradził czy nawet porzucił piękną, bogatą i mądrą żonę dla kobiety, która wydaje się niewarta tego, by na nią spojrzeć, nie możecie zrozumieć, co go podkusiło, ta książka otworzy Wam oczy na różnorodność motywów, którymi w tych sprawach mogą kierować się ludzie. Zwłaszcza osoby, dla których celem nie jest przeżyć do pierwszego, kupić nowy samochód, postawić dom, zasadzić drzewo. Najbogatsi i najpotężniejsi ludzie świata to często również wielkie indywidualności, także w sprawach najbardziej intymnych pragnień. O tym również jest ta książka. A także o samotności i niespełnieniu wielkich...

Może Panienki Madame Cleo nie są tak porywające, jak najświetniejsza sensacja, może nie ma w nich aż takiego napięcia, jak w najlepszych kryminałach, ale są naprawdę wciągające oraz interesujące od początku do końca. I na pewno jest to powieść, którą pamięta się nawet po latach. Wiem o tym dobrze, gdyż wciąż o niej nie zapomniałem, choć o tylu innych już zdążyłem. Jest to też jedna z tych książek, których lektura zmienia czytelnika. Ta akurat nie dokonuje w nas żadnej rewolucji, żadnego przewartościowania gruntownego ani też żadnego objawienia przy niej chyba nie doznamy. Po pewnym jednak czasie, słysząc wieści ze świata polityki, jakieś doniesienia ze świata milionerów, albo po prostu ot tak – nagle sobie o niej przypominamy. Wtedy stwierdzamy, iż jednak gdzieś tam coś w nas zmieniła. Zostawiła w nas jakiś ślad na zawsze

Absolutnie i gorąco polecam


Wasz Andrew

niedziela, 10 lutego 2013

Kawał?



Patrol drogówki zatrzymał do kontroli samochód, który śmigał "wężykiem" przez ulice miasta. Natychmiast przystępuje do kontroli trzeźwości kierowcy. Ku kompletnemu zaskoczeniu policjantów wynik testu jest negatywny, o czym nie dowierzając informują kierowcę: 
- Panie kierowco, jest pan trzeźwy, więc czemu pan jechał wężykiem? 
- Panie władzo, pijani jadą prosto, a trzeźwi omijają dziury w jezdni.

sobota, 9 lutego 2013

Zatrudnij emeryta



Kowalski jak zwykle przyszedł spóźniony do pracy i zbiera standardowy ochrzan od szefa:


- Był pan w wojsku, Kowalski?

- Byłem.
- I co tam panu mówił sierżant, gdy się pan spóźniał?!
- Nic szczególnego... "Dzień dobry, panie majorze"...

piątek, 8 lutego 2013

Jaka jest różnica?




- Jaka jest różnica między automatem telefonicznym a wyborami?
- W automacie najpierw płacisz, a potem wybierasz, a przy wyborach najpierw wybierasz, a płacisz później!

I ten optymistyczny akcent niech będzie dzisiejszym komentarzem do najnowszych wieści z polskiej sceny politycznej ;-)