Wolna i niezawisła Ukraina jest jedynym prawdziwym gwarantem niepodległości Polski. Jeśli upadnie Ukraina, kwestią czasu będzie upadek Polski.

środa, 9 stycznia 2013

Miron Białoszewski "Pamiętnik z powstania warszawskiego" - Szaranagajama

Okładka książki Pamiętnik z powstania warszawskiego 

Pamiętnik z powstania warszawskiego

Miron Białoszewski

Wydawnictwo: Państwowy Instytut Wydawniczy
Liczba stron: 244










Powstanie Warszawskie to trudny temat we współczesnej historii Polski. Praktycznie co roku, dnia 1 sierpnia, niemal równocześnie z wyciem syren, które zaczynają swój śpiew o godzinie W, rozgrzewa dyskusja na temat jego celowości oraz sensu krwawej ofiary, w której Warszawa musiała złożyć niemal całą swoją zabudowę. Powstanie ciągle budzi żywe emocje, a na przestrzeni lat zmieniał się również stosunek do jednego z największych zrywów w naszej burzliwej, obficie podlanej posoką historii. Tuż po wojnie, kiedy Polska Rzeczpospolita Ludowa znalazła się za Żelazną Kurtyną, powstańcy, jak zresztą cała akcja Burza czy w ogóle Armia Krajowa, nie cieszyli się zbyt wielką estymą władzy państwowej. Powstanie Warszawskie, szczególnie w obliczu relacji ze Związkiem Radzieckim, traktowane było raczej jako drażliwy temat tabu, o którym najlepiej milczeć. Chłodny klimat nie sprzyjał zatem jakimkolwiek publikacjom dotyczących przeżyć z powstania. Jest to jeden z powodów, dla których Pamiętnik z powstania warszawskiego autorstwa Mirona Białoszewskiego ukazał się dopiero w 1970 roku. Inną kwestią jest fakt, że powstanie było przeżyciem na tyle traumatycznym, trudnym, a przy tym emocjonalnym, że zamknięcie wspomnień o nim w karby słów sprawiało nie lada kłopot. Właśnie ten problem porusza na samym początku książki Białoszewski.

Zawstydza, wścieka i boli



"- Społeczeństwo w większości składa się z osób, które nie mają własnych poglądów (..). Te dziewięćdziesiąt procent wybiera sobie autorytety lub instynktownie daje sobą manipulować pozostałym dziesięciu procentom. Kampanie reklamowe produktów spożywczych czy prezerwatyw powinny być skierowane do tych dziewięćdziesięciu procent. Ale kampanie poważnych wytworów i spraw mają skłaniać do refleksji całą resztę. Wie pan, co pana myślących obywateli najbardziej boli?
- No?
- Że nieraz muszą się wstydzić za własną ojczyznę. Część ich nie przyznaje się do niej za granicą, ale część po prostu wścieka się na rodaków. Pogarda ze strony innych nacji bardzo boli."

Mariusz Zielke Wyrok 

wtorek, 8 stycznia 2013

Zabili mistrza



Ogniem i mieczem

Henryk Sienkiewicz

Warszawa * Państwowy Instytut Wydawniczy 1955
seria/ cykl wydawniczy WYBÓR PISM
film Ogniem i mieczem (1999)

Jakiś czas temu pokusiłem się o recenzję drugiej części trylogii powieściowej Henryka Sienkiewicza, czyli Potopu, do którego wracałem już kilkadziesiąt razy, gdyż jest to jedna z moich najbardziej ulubionych książek. Równie często jak do dziejów Kmicica powracałem może tylko do Diuny lub powieści Jana Guillou, Takich książek, do których wracam po kilkakroć, jest więcej, ale takich, które urzekały mnie po kilkadziesiąt razy, jest niewiele. Czemu do nich wciąż od nowa zasiadam? Są na tyle dobre, by móc się wciąż od nowa nimi delektować, a zarazem oferują mi pewność nastroju, jaki wywołują; są jak ulubiona muzyka czy film lub alkohol.

W ostatnich dniach poznałem rewelacyjny debiut Mariusza Zielke Wyrok, który mnie zachwycił, ale jak się okazało, niestety również zdołował. Nie dlatego, że coś przede mną odkrył, nawet uważam, że rzeczywistość jest jeszcze gorsza niż ta przedstawiona w powieści. Po prostu co innego o czymś wiedzieć, a co innego o tym przeczytać w formie powieści napisanej przez byłego dziennikarza. To znaczy, że nie tylko ma się rację niestety, ale że nawet pisać w formie dokumentu o tej prawdzie już w naszym kraju nie można. To mnie jakoś wypaliło i nie miałem już ochoty na żadną lekturę, której nie byłbym pewien, więc znów musiałem sięgnąć do najulubieńszych, a padło na Sienkiewicza, tym razem na Ogniem i mieczem.

Nie każdy Polak czytał trylogię mistrza Henryka napisaną ku pokrzepieniu serc, ale na pewno prawie każdy oglądał filmy. Pisząc o książkach nie sposób również o nich nie wspomnieć. Najlepszym wstępem do oceny trylogii filmowej niech będą słowa samego reżysera, czyli Jerzego Hoffmana, który podobno powiedział, iż realizował je od tyłu, czyli w odwrotnej do powieściowej kolejności i: „Pana Wołodyjowskiego stępa, Potop kłusem, a Ogniem i mieczem w galopie”. I to niestety widać. Pierwszy jest jak na swe czasy dobry, drugi słaby, a ostatni… takie inteligentne niedomówienie. Vox populi nigdy nie jest dla mnie miernikiem prawdy, racji czy gustu, ale podeprę się tutaj faktem, iż kinomani w swej ogromnej masie podzielają moją ocenę, mimo iż zwykle filmy starsze mają niższe notowania niż nowe*. Hoffman, w moim odczuciu, po prostu zabił dzieła mistrza, zwłaszcza te dwa ostatnie.

Powieści Ogniem i mieczem nie pomaga fakt, iż wrzucono ją do spisu lektur szkolnych. Przymus rodzi opór, zwłaszcza w Polsce, która ze swymi tradycjami ściągania od kolegów i z bryków jest wciąż Zieloną Wyspą i to nawet nie Europy, a świata być może. Młodzież, i w ogóle społeczeństwo, czytać u nas przeważnie nie lubi, więc powieść w dwóch pokaźnych tomach też nie jest zachęcającym tematem dla tych, którzy chcieliby zacząć przygodę z książkami, więc wmuszanie jej początkującym tym bardziej wywiera efekt odwrotny. A szkoda, gdyż powieść jest świetna, podobnie jak i Potop.

O zaletach tego ostatniego rozpisałem się swego czasu dość szeroko, podobnie jak o jego wadach, więc by się nie powtarzać, zacznę od tego, co już może od jakieś czasu niektórych z Was zastanowiło – dlaczego Potop przeczytałem co najmniej kilka razy więcej niż Ogniem i mieczem?

Wielu czytelników tej ostatniej powieści stwierdza, iż bardziej fascynuje ich główny czarny charakter, czyli dziki kozak Bohun, niż najważniejsza postać pierwszoplanowa reprezentująca siły dobra, czyli Polak Jan Skrzetuski. Niektóre czytelniczki wręcz stwierdzają, iż się zakochały w nieszczęsnym Bohunie, natomiast podobnych zachwytów pod adresem husarza Skrzetuskiego nie słyszałem. Już prędzej podobają się postacie warchoła Zagłoby czy zabójczego jak osa Wołodyjowskiego. Takiej sytuacji nie ma w Potopie, którego wszystkie prawie czytelniczki marzą o spotkaniu swojego Kmicica, choć jest on przecież po prostu głupi. I tu jest główna różnica pomiędzy powieściami. W Potopie główny bohater, choć zdecydowanie mniej pozytywny niż jego odpowiednik z Ogniem i mieczem, jest postacią absolutnie spójną charakterologicznie, zgodną z prawidłami rozwoju osobowości przewidzianymi przez Mariana Mazura, co większość czytelników instynktownie wyczuwa. Jest autentyczny. Takich ludzi można spotkać w życiu wielokrotnie. Niestety, w pierwszej części trylogii Sienkiewicz przedobrzył ewidentnie i Skrzetuski jest jej najmniej udaną postacią. Nie chodzi nawet o to, iż posągowy – on jest po prostu drętwy, a jego reakcje i zachowania nie do końca grają z charakterem, który mu autor przypisał. O niebo lepiej udały się wspomniane postacie Zagłoby i Wołodyjowskiego, które równie dobrze służą i w drugiej części cyklu, gdzie Skrzetuski jest już prawie niezauważalny, choć pojawia się może nawet równie często jak oni. Nawet Rzędzian, który w założeniu był postacią drugoplanową, jawi nam się jako persona zdecydowanie bardziej wyrazista i barwna. Nawet on przyćmiewa biednego głównego bohatera i tak się autorowi udał, że i w Potopie bardziej się rzuca w oczy niż Skrzetuski. Ten nieudany heros jest główną przyczyną, dla której Ogniem i mieczem sprawia mi dużo mniej czytelniczej frajdy niż Potop, choć język obu powieści jest równie piękny, zarówno pod względem formy jak i przekazu. Wielkie bitwy i małe potyczki są tak plastycznie opisane, iż czytając wprost przenoszę się w czasy Chmielnickiego. Podobnie urokliwe są opisy przyrody czy fizyczności osób, a w dodatku jest to kawał pięknej polszczyzny, prawdziwe kwiaty języka.

O fabule nie ma się co rozwodzić. Chyba każdy Polak mniej więcej wie, o czym Ogniem i mieczem opowiada, nawet jeśli się taki uchował, co filmu nie oglądał ani książki nie czytał. Głównym zarzutem, który stawiano Ogniem i mieczem, są nieścisłości historyczne, czyli to samo, co w przypadku Potopu. Do tego bym jednak wagi nie przykładał. W końcu nie jest to materiał do nauki historii. Poza tym mam wrażenie, iż atmosferę i mentalność ludzi tamtych czasów udało się Sienkiewiczowi oddać dość wiernie, a tego z kolei z reguły próżno szukać w opracowaniach naukowych mielących w nieskończoność te same daty i fakty. Niestety, ta celność okazała się szkodliwa. Ukazanie pogardy Lachów wobec innych narodów, nie tylko wrogów, do wyznawców każdej innej poza katolicyzmem i prawosławiem wiary i połączenie ich z faktycznie negatywnym obrazem zdecydowanej większości „obcych” nie sprzyja budowaniu w czytelniku, zwłaszcza niewyrobionym, tolerancji, otwartości i szacunku dla innych niż własna kultur. W Potopie nie ma to takiego aż znaczenia, gdyż w czasach Sienkiewicza i późniejszych nie mieliśmy już interakcji ze Szwecją, a obecnie nawet największy chyba oszołom nie może powiedzieć, iż Szwedzi są gorsi od nas. Ogniem i mieczem wygrywa jednak polski nacjonalizm przeciwko Kozakom, co jak uważa wielu, znacząco i trwale wpłynęło na pogorszenie stosunków między Polakami i Ukraińcami. Inna sprawa, że równie pogardliwie traktowani są przedstawiciele wszelkich innych nacji i klas niższych niż szlachta, przede wszystkim Żydów i chłopstwa. Jak bardzo skrzywiony jest obraz dawnej rzeczywistości w polskiej literaturze, historii i świadomości, a u Sienkiewicza w szczególności, można zobaczyć choćby na podstawie Litwy. Do dziś dawna Rzeczpospolita jest u nas nazywana Polską, podczas gdy cały świat nazywa ją, zgodnie z prawdą, Unią Polski i Litwy. My do dziś traktujemy Litwę, choć jest niepodległym państwem, jak coś pośredniego między naszym województwem, a częścią Rosji. O tym jak większość Polaków mówi o Litwinach, Żydach i innych obcych nie będę nawet wspominał. A Sienkiewicz w Ogniem i mieczem tylko to umocnił, i tak to trwa do dziś. Zrobił to niby ku pokrzepieniu serc, tylko co to za pokrzepienie. Każdy uważny czytelnik uzna, że wręcz przeciwnie. Wady naszego narodu takie jak korupcja, pogarda dla dobra ogólnego, prywata i warcholstwo, pieniactwo i zawiść, które z wielką siłą ukazane są we wszystkich częściach trylogii, doprowadziły do upadku Polski już tyle razy. W czasach braku państwowości mogło pokrzepiać to, że w razie zagrożenia potrafimy na chwilę stać się normalnym narodem, ale teraz mamy pokój i niepodległość. A ten obraz Polaka, jaki widzimy w Ogniem i mieczem nie rokuje dobrze, jeśli nikt nie zechce nas napaść. I tak źle, i tak niedobrze. Wojna jest tragedią, a w czasie pokoju sami siebie niszczymy. Gdzie tu pokrzepienie serc?

Zabili mistrza filmowcy, pedagodzy, patrioci i historycy. Pomimo tych wszystkich negatywów, w książce, nie w filmie, wspomniane wcześniej pozytywy przeważają. Jest Ogniem i mieczem wspaniałą powieścią przygodową, przykładem literatury naprawdę pięknej. W dodatku, jakbyśmy to dzisiaj powiedzieli, ma wszelkie cechy bestsellera: splotły się w niej i wielka miłość, okrutna wojna, przyjaźń i nienawiść, walka dobra ze złem, jest wiara i wiarołomstwo, nawet duchów trochę i czarów. Wartka akcja i niezbyt skomplikowana fabuła ułatwiają lekturę. Nie bójcie się i sięgnijcie po nią z takim nastawieniem; bez patriotycznego zadęcia, bez wiedzy o historii i o obowiązku szkolnym. Obiecuję Wam wspaniałą lekturę. No może prawie wspaniałą, gdyż ten nieszczęsny Skrzetuski…


Wasz Andrew



* Średnie oceny według użytkowników portalu Filmweb stan na dzień 05-01-2013 odpowiednio: 7,4 7,3 6,8. 



Ogniem i mieczem [Henryk Sienkiewicz]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

Ogniem i mieczem [Henryk Sienkiewicz]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

Ogniem i mieczem [Henryk Sienkiewicz]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

Ogniem I Mieczem [Henryk Sienkiewicz]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

OGNIEM I MIECZEM [Henryk Sienkiewicz]  - KLIKAJ I SłUCHAJ ONLINE

poniedziałek, 7 stycznia 2013

Pomóż i Ty



Miało być co innego, ale wydarzyła się tragedia w nowym schronisku dla zwierząt Fundacji Centaurus. Kto może w jakikolwiek sposób pomóc - na stronie są wszystkie dane - przyda się każde wsparcie


niedziela, 6 stycznia 2013

Wierz sądom



"Sądy nie rozumieją takich spraw albo starają się nie rozumieć. Jak ktoś kogoś zamorduje, da w mordę, to jest jasne. A przy odrobinie komplikacji, do tego powiązanej ze sprawami gospodarczymi, wszyscy się gubią."

Mariusz Zielke Wyrok 

Może Pan Mariusz za rzadko przypatrywał się trywialnym sprawom. Tam wcale nie jest lepiej, gdyż poziom większości sędziów, a zwłaszcza sędzin jest... Kto bywał w sądach, ten wie ;)

sobota, 5 stycznia 2013

Yann Queffélec "Barbarzyńskie zaślubiny" - Zdeformowana miłość

Okładka książki Barbarzyńskie zaślubiny 

Barbarzyńskie zaślubiny

Yann Queffélec

Tytuł oryginału: Les noces barbares
Tłumaczenie: Małgorzata Cebo
Wydawnictwo: Państwowy Instytut Wydawniczy
Seria: Klub Interesującej Książki
Liczba stron: 226
 


Yann Queffélec to francuski pisarz średniego pokolenia, urodzony w 1949 roku, w Paryżu. Na swoim literackim koncie posiada on kilkanaście powieści, jednak jak do tej pory, w naszym kraju doczekał się tylko jednego przekładu. Dzięki pracy pani Małgorzaty Cebo, w ojczystym języku możemy przeczytać Barbarzyńskie zaślubiny, książkę, która w roku 1985 została uhonorowana najważniejszym wyróżnieniem w dziedzinie literatury francuskiej, Nagrodą Goncourtów. Wydaje się, że właśnie owo prestiżowa nobilitacja zadecydowała o przedstawieniu tego dzieła polskiej publiczności.

Pozdrowił władze



"W tym pieprzonym kraju nic nie jest normalne. Jak na najważniejszym dworcu kolejowym można tolerować taki smród?"

Mariusz Zielke Wyrok 

z moją dedykacją dla wszystkich kolejnych prezydentów Warszawy i szefów PKP

piątek, 4 stycznia 2013

Moralność w biznesie



"... w biznesie nie ma wrogów i przyjaciół. Są tylko interesy. Raz robi się je z jednymi, innym razem z drugimi."

Mariusz Zielke Wyrok cytat jak z Gomorry Roberto Saviano