Wolna i niezawisła Ukraina jest jedynym prawdziwym gwarantem niepodległości Polski. Jeśli upadnie Ukraina, kwestią czasu będzie upadek Polski.

środa, 26 grudnia 2012

"Matka" Maksym Gorki - Matka całego proletariatu

Okładka książki Matka 

Matka

Maksym Gorki

Tytuł oryginału: Мать
Tłumaczenie: Halina Górska
Wydawnictwo: Państwowy Instytut Wydawniczy
Seria: Biblioteka Klasyki Polskiej i Obcej
Liczba stron: 386
 
 
 
 
Maksym Gorki to jeden z najbardziej znanych pisarzy radzieckich. Na jego koncie znajdują się zarówno dramaty, opowiadania jak i poezje, uchodzi za czołowego przedstawiciela rosyjskiego modernizmu. Najobfitszy okres jego twórczości, z którego pochodzą najsłynniejsze dzieła, przypada na początek XX wieku, a więc zmierzch caratu w Rosji. To wtedy powstały takie utwory jak dramaty Letnicy (1904), Barbarzyńcy (1905), powieści Foma Gordiejew (1899) czy recenzowana Matka (1906). Gorki praktycznie od początku swojej twórczości krytykował drobnomieszczaństwo, burżuazję, wieszczył rewolucję, w której powodzenie głęboko wierzył. Część tego gorącego pragnienia zmian, które powinny zajść w rosyjskim społeczeństwie, Gorki zawarł w utworze Matka.

poniedziałek, 24 grudnia 2012

Wesołych Świąt



Miłośnikom książek, moim czytelnikom i wszystkim innym razem oraz każdemu z osobna życzę tradycyjnie Wesołych Świąt. Żeby dla każdego były takie, o jakich marzy

Wasz Andrew

niedziela, 23 grudnia 2012

Topor, Nie-Francuz, Nie-Polak, Nie-Żyd, Artysta

Okładka książki Roland Topor. Zduszony śmiech 

Roland Topor. Zduszony śmiech

Frantz Vaillant


Tytuł oryginału: Roland Topor, ou le rire étranglé
Tłumaczenie: Magdalena Kowalska
Wydawnictwo: PWN
Liczba stron: 446





Postać Rolanda Topora poznałem za sprawą blogerki Miqi. W trakcie lektury recenzji Chimerycznego lokatora po raz pierwszy usłyszałem nazwisko tego francuskiego, jak wówczas sądziłem, pisarza. O tym, że słowo pisarz jest stanowczo zbyt niewystarczające i skromne, że jest to wyraz treściowo zbyt mało pojemny w przypadku Topora, artysty pełną gębą, uświadomiłem sobie dopiero jakiś czas potem. Goszcząc w grodzie Kraka, wracając syty i spełniony intelektualnie i kulturowo po jednym z Dramatoriów Teatru BARAKAH, przechodząc obok kiosku Ruchu położonego na ulicy Szpitalnej, w okolicy Teatru im. Juliusza Słowackiego, natknąłem się na biografię R. Topora z serii Wielkich Biografii Wydawnictwa PWN. Chwila zawahania, rzut okiem na stan portfela, jeszcze jeden moment poświęcony na rozmyślania, czy warto zapłacić 24,99 zł i finalna refleksja, że przecież nie ma lepszego sposobu na wydanie gotówki niż kupno dobrej lektury. W ten właśnie sposób przekonałem się, że Roland Topor był wielkim, wszechstronnym niczym szafa grająca, francuskim artystą, a nie jak mylnie sądziłem, tylko pisarzem.

Wróżka
Zduszony śmiech, autorstwa Frantza Vaillanta, francuskiego dziennikarza, wykładowcy oraz twórcy filmów dokumentalnych, to pierwsza próba podsumowania jakże obfitej i różnorodnej działalności artystycznej Rolanda Topora. Zmarły w 1997 roku Topor dopiero 10 lat po śmierci doczekał się swojej biografii. Co najciekawsze, Vaillant nie zdążył poznać Rolanda osobiście. Na początku swojego dzieła wspomina, że spotkał kiedyś artystę przypadkiem, ale nie miał odwagi by do niego podejść i rozpocząć rozmowę. Kto zresztą nie stchórzył kiedykolwiek w takiej sytuacji? Nagle, zupełnie niespodziewanie trafiamy na osobę, którą świetnie znamy przez pryzmat jej prac, dzieł, twórczości. Marzymy o spotkaniu z nią tête-à-tête, by dyskretnie pochwalić jej wysiłek, zademonstrować, jaką estymą się u nas cieszy, powymieniać kilka uwag na temat kondycji kultury, a gdy los sprawi, że nasze drogi rzeczywiście się skrzyżują, okazuje się, że zapominamy języka w gębie, nie mamy właściwie nic sensownego do powiedzenia, a wszystkie słowa, które w danej chwili przychodzą do głowy (o ile jakiekolwiek się w niej pojawiają) wydają się miałkie i bez sensu. Podobna rzecz przytrafiła się Vaillantowi, który nigdy więcej nie miał okazji zamienić z Toporem choćby kilku słów. Parę lat po przypadkowym spotkaniu, Roland zmarł. Być może właśnie ta niezrealizowana sposobność, by bliżej poznać cenionego artystę, stała się dla Vaillanta bodźcem do kilku lat ciężkiej i żmudnej pracy, poświęconej na przeglądanie osobistych notatek Topora, rozmowach z jego bliskimi i znajomymi, wyławianiu jego dzieł, rozsianych niczym ziarenka piasku na pustyni, w efekcie której powstała naprawdę ciekawa oraz wyczerpująca biografia jednego z najbardziej niebanalnych francuskich artystów XX wieku.

Vaillant zabiera czytelnika w interesującą podróż po dziwnym, karykaturalnym i nieco przerażającym świecie Rolanda Topora. Lektura, zgodnie z chronologicznym początkiem rzeczy zaczyna się od przedstawienia rodziców Rolanda, Abrama Jechiela oraz Zlaty Topor. Oboje byli polskimi Żydami, którzy wykorzystali roczne stypendium Abrama, rzeźbiarza i absolwenta Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie, by wyrwać się z Polski i spróbować lepszego życia na zachodzie Europy. Osiedlili się w mieście zakochanych, miejscu, stworzonym dla artystów i sztuki, stolicy Francji, w Paryżu. Jednak konieczność utrzymania rodziny, niedocenianie rzeźbiarskich zdolności Abrama (a przynajmniej brak aprobaty w takim stopniu, by dało się z tego wyżyć), skłoniły ojca Rolanda do odłożenia na bok sztuki i zajęcia się kaletnictwem (po wcześniejszej nieudanej przygodzie w zakładzie przemysłowym w Lotaryngii), które może nie syciło artystycznej duszy Abrama, ale pozwalało zdobyć środki niezbędne do nasycenia wygłodniałych żołądków. Vaillant, zarysowując dość dokładne dzieje rodzica Rolanda, ukazuje nam głowę rodziny Toporów, jako niespełnionego artystę, który musiał się poświęcić dla dobra swoich najbliższych. Dzięki temu zabiegowi łatwiej jest nam zrozumieć, dlaczego Roland, praktycznie od momentu narodzin traktowany był jako osoba szczególna, mogąca liczyć na przychylność oraz pomoc, również materialną ze strony rodziców. Oboje gorąco wierzyli, że ukochany syn wyrośnie na prawdziwego artystę ze zdolnościami na miarę talentu swojego ojca. Oczywiście rodzice zamierzali poruszyć niebo i ziemię, by Roland mógł ten talent godnie spożytkować. W ten oto sposób Vaillant złożył piękny hołd państwu Topor, wyraźnie podkreślając, że sukces Rolanda, to w ogromnej mierze również ich zasługa.

A rzec trzeba, że Topor odniósł sukces, mniejszy lub większy, praktycznie w każdej dziedzinie, w której postanowił spróbować swoich sił. Rysownik, malarz, grafik, reżyser zarówno teatralny jak i filmowy, przygodny aktor, scenarzysta, scenograf, pisarz, twórca opowiadań, sztuk teatralnych, wiecznie eksperymentujący i łączący ze sobą nieprzystające formy sztuki, mający daleko w dupie wszelkie tematy tabu – oto obraz Topora, która wyłania się z biografii pióra Vaillanta. Przekonujemy się, że Roland, zainspirowany surrealizmem stworzył swój własny niepowtarzalny styl, oparty na głębokich wodach czarnego humoru z wirami groteski i absurdu. Vaillant uświadamia nam, kim w rzeczywistości był Topor – artystą, bacznie obserwującym podlegający ciągłym zmianom obraz świata, żywo na te zmiany reagującym. Zmysł obserwacji z pewnością wyostrzyły mu wojenne przeżycia, które uczyniły go neurotykiem i nadwrażliwcem. Roland bez cienia zażenowania podglądał zatem społeczeństwo, odnotowywał sobie jego ułomności i przywary, by za chwilę wypluć z odmętów swojej wyobraźni kolejne dzieło karykaturyzujące owe wady do granic absurdu, zaskakując i szokując publiczność, niekiedy nawet wywołując skrajne obrzydzenie. Być może z tego powodu pierwsze prace Topora rysownika, nie cieszyły się zbyt wielkim uznaniem. Owszem, uważano jest za specyficzne i oryginalne, ale jakoś nikt nie miał ochoty płacić za nie godziwych pieniędzy. Z czasem sytuacja zaczęła się zmieniać, tworzący bez chwili przerwy Topor zaczął otrzymywać coraz więcej zleceń, stawał się coraz bardziej popularny w kolejnych kręgach artystycznych, by wreszcie, całkiem niedostrzegalnie i płynnie dorobić się statusu twórcy kultowego.

Palec
Historię tych bardzo licznych drobnych kroków, które doprowadziły Rolanda na sam szczyt odnajdziemy na kolejnych kartach biografii autorstwa Vaillanta. Muszę jednak przestrzec potencjalnych czytelników, że dalsza podróż w świat Rolanda Topora to już tylko zagłębianie się w coraz gęstszym i mroczniejszym lesie. Kolejne rozdziały, serwowane w porządku chronologicznym są dość krótkie, ale bardzo treściwe, często okraszane cytatami, wspomnieniami bliskich, fragmentami wywiadów. Nie brakuje również zabawnych anegdot, historyjek, ciekawostek – dowiadujemy się np., że Topor rysował dla polskich czasopism oraz odwiedził Warszawę, która nie wywarła na nim najlepszego wrażenia. I kiedy łapczywie połykamy następne strony, nagle, z niemym zdziwieniem konstatujemy, że zaczynamy być zasypywani przez lawinę absurdu, choć początkowo brodziliśmy tylko po kostki w tej groteskowej historii, która wciąga nas coraz bardziej, zarówno śmiesząc jak i porażając.

Książka napisana jest bardzo ciekawie, tak, że jej lektura nie jest nużąca, jak to niekiedy bywa z biografiami. Są jednak kwestie, które budzą pewne zastrzeżenia. Po sposobie, w jaki Vaillant prezentuje sylwetkę Topora, łatwo się zorientować, że dziennikarz należał do jego zagorzałych fanów. Vaillant rzadko wspomina o wadach Rolanda, a gdy musi już wymienić jakąś jego negatywną cechą, zawsze stara się ją racjonalnie wytłumaczyć, tak, by niejako obciążyć odpowiedzialnością za jej posiadanie kogoś innego. Nakreślony przez Vaillanta obraz jest zatem zbyt jaskrawy, na pierwszy rzut oka Roland Topor to naprawdę klawy gość, facet do rany przyłóż, dobry na każde schorzenie. Dopiero po pewnym czasie zaczynamy zachodzić w głowę, dlaczego aż tak nie układało mu się w życiu towarzyskim, a wreszcie przez portret autorstwa Vaillanta zaczyna sączyć się prawdziwy Topor, który momentami wydaje się niezwykle infantylny. Dowiadujemy się zatem, że Roland wymagał nieustannej opieki ze strony innych, często zachowywał się jak dziecko. Jego partnerki musiały odznaczać się niebywałą wręcz cierpliwością, by sprostać wszystkim kaprysom Topora, by tolerować jego nocne wypady do paryskich knajpek, w trakcie których ochoczo stawiał następne kolejki, nie licząc się z wydatkami. Do zadań wybranki serca Topora należały również walki z urzędem podatkowym, dłużnikami, komornikami, z którymi Rolandowi nigdy nie było po drodze.

Ponadto przebija się wizja człowieka, który panicznie bał się śmierci. Wydaje się, że ten strach, którego źródła prawdopodobnie należy doszukiwać się traumatycznych przeżyciach wojennych, przejawiał się w niemal każdym działaniu Rolanda. Na uwagę zasługuje m.in. fakt, że zawsze wiązał się on z młodymi lub bardzo młodymi kobietami. W swojej twórczości próbował on chyba ten lęk nieco oswoić, złagodzić, nadając śmierci cechy absurdu, ironizując ją, przedstawiając jako coś śmiesznego i nielogicznego, a więc jako rzecz niegroźną.

Hand Zonder titel
Co najważniejsze jednak, Roland Topor, tak jak zresztą sobie założył, w pewien sposób przechytrzył swojego najgroźniejszego przeciwnika, wygrał z nim poprzez wdarcie się do panteonu największych sław wśród dwudziestowiecznych twórców. Oczywiście określanie Topora mianem wielkiego artysty do dziś budzi kontrowersje. W mniemaniu niektórych bardziej pasuje do niego łatka ogromnego skandalisty. A o tym, dlaczego Topor do dziś wywołuje tak skrajne opinie niech poświadczy poniższy cytat na temat koncepcji zwierzęcości w człowieku:

Wydaje mi się, że cywilizacja, która neguje naturalne potrzeby człowieka, która neguje jego zwierzęcość, jest cywilizacją opresywną. Chciałem doprowadzić do zderzenia. Z jednej strony Gioconda, Mao i Kultura, cały kult osobowości, elegancji, wielkości, ideologie, wszystko, co jest odcieleśnione, czyste. A z drugiej gówno. Co dziwne, gówno każdemu wydaje się o wiele bardziej przerażające niż Mao i Hitler. Gdyby zrobić sztukę o Hitlerze i gównie, z pewnością to właśnie z powodu gówna nie przeszłaby w telewizji, a nie z powodu Hitlera, Tymczasem, o ile mi wiadomo, gówno zabiło znacznie mniej ludzi niż Hitler...

Krótko reasumując, dziś nie mam absolutnie żadnych wątpliwości, że 24,99 zł, które kosztowała mnie książka Zduszony śmiech, to dobrze wydane pieniądze. Biografia zaserwowana przez francuskiego dziennikarza, Frantza Vaillanta jest bardzo wyczerpująca, zdradzająca niemal wszystkie sekrety Rolanda Topora, począwszy od jego dzieciństwa, a na ostatnim okresie żywota skończywszy, a ponadto napisana została bardzo dobrym stylem. Obraz Topora w wykonaniu Vaillanta jest może zbyt idealistyczny, ale przecież Topor zawsze wzbraniał się przed złapaniem w sztywne ramy formy, a przez to nie jest łatwo w wyczerpujący, treściwy i obiektywny (?) sposób opowiedzieć o tym niezwykłym człowieku.

O filmie



"Filmy kosztują majątek z tego powodu, że przez większość czasu nikt nic nie robi, tylko wszyscy czekają i czekają : kamera, światła, dopóki fryzjer się nie wyszcza, a konsultant nie skonsultuje. Wszyscy umyślnie opierdalają się w ten sposób, biorąc forsę za co tylko się da."

Hollywood Charles Bukowski (chyba najbardziej znany cytat z dorobku tego autora)

sobota, 22 grudnia 2012

Kasa i seks



„-Pieniądze są jak seks – powiedziałem. – Kiedy ich w ogóle nie masz, wydają się bardzo ważne…"

Charles Bukowski Hollywood



piątek, 21 grudnia 2012

Morderstwo w stylu retro



Morderstwo w Orient Expressie 

(oryg. Murder on the Orient Express)

Agatha Christie

tłumaczenie: Anna Wiśniewska-Walczyk
Wydawnictwo Dolnośląskie 2010
seria/cykl wydawniczy: Klasyka Kryminału

Nie ma chyba nikogo, nawet wśród niezbyt oczytanych, komu by się nigdy o uszy nie obiło nazwisko Agata Christie* i tytuł jej najbardziej chyba znanej powieści – Morderstwo w Orient Expressie. Ja osobiście przez długie lata, a właściwie nawet dziesięciolecia, konsekwentnie unikałem spotkania z książkami tej autorki, choć nie stronię od kryminałów, a przecież Lady Agata była** niekwestionowaną gwiazdą, wręcz królową, tego właśnie gatunku. Sprzeczność?

Pozornie. Dobrze się orientowałem, iż choć w czasach sobie współczesnych ta wielka pisarka uznawana była za nowoczesną, a niektóre zastosowane przez nią elementy fabuły były prekursorskie, obecnie należy jej twórczość zaliczyć do klasycznego nurtu, którego ikoną jest niewątpliwie jej rodak, Sir Arthur Ignatius Conan Doyle. Jego twórczością fascynowałem się w latach dziecięctwa i obecnie widzę ją już tylko jako perełki stylu retro – cudowne i bezcenne, ale praktycznie bezużyteczne, niczym bibeloty z dawnych epok, które niewiele mówią o swych czasach, a jedynie cieszą niezaprzeczalną urodą będącą świadectwem mistrzostwa ich twórców. Po prostu bałem się, iż podobnie jak powieści Conan Doyle’a również twórczość Agaty Christie wyda mi się zbyt dziecinna, zbyt tchnąca myszką, zbyt nawet infantylna w porównaniu do złożoności dzisiejszego świata. W końcu nadszedł dzień odwagi i wyruszyłem wraz z chyba najbardziej znanym z bohaterów stworzonych przez pisarkę, czyli ekscentrycznym belgijskim detektywem Herkulesem Poirot, w podróż Orient Expressem.

Motyw zbrodni rozgrywającej się w zamkniętych pomieszczeniach, których sprawcami mogły być tylko osoby ze ściśle określonego i od początku znanego kręgu, jest charakterystycznym motywem twórczości sławnej autorki. W naszym wypadku owym pomieszczeniem jest część uwięzionego w zaspach i odciętego od świata zewnętrznego pociągu, a zbrodnią, której sprawców będzie miał wykryć monsieur Poirot, jest zabójstwo jednego z pasażerów luksusowego wagonu sypialnego.

Styl literacki, jak można się spodziewać, jest bez zarzutu, ale od razu muszę zaznaczyć, iż moje polskie wydanie mnie nie zachwyciło. Zwłaszcza denerwujące są obcojęzyczne wstawki bardzo często pozostawione bez tłumaczenia, a niestety francuski nie jest łaciną naszych czasów i niewielu, nawet wykształconych, może się w tym wypadku obejść bez słownika. Taką manierę uważam za godną potępienia jako zwykłe lekceważenie czytelnika. Nie rozwódźmy się jednak nad tym drobiazgiem, gdyż poza tym kontakt z książką jest czystą przyjemnością; format ergonomiczny, miła dla oka czcionka, twarda okładka. Przejdźmy więc do treści.

O wartości powieści kryminalnej, w moim odczuciu, nie mniej niż forma, stanowi treść; zagadka kryminalna, sposób prowadzenia śledztwa i tło. W tym wypadku o fabule jako takiej nie będę się rozwodził, gdyż zepsułoby to lekturę tym, którzy po powieść dopiero sięgną. Tutaj dochodzimy do sedna; to co większość uważa za zaletę, ja uważam za wadę - w powieści praktycznie nie ma tła. Miejsce zbrodni i osoby z nim związane są izolowane od otoczenia nie tylko fizycznie, z powodu śnieżycy, ale również z powodu braku łączności ze światem – telegraf bez drutu nie działa, albo pociąg go na wyposażeniu nie posiadał, a o komórkach nie śnili wtedy nawet prorocy. Niestety izolacja rozciąga się również na aspekty społeczne i historyczne. Autorka nie maluje na potrzeby wyobraźni czytelnika ani tamtych czasów, ani ludzi, ani stosunków między nimi, poza tym co absolutnie niezbędne. Odbiorca, który dotąd nie interesował się historią, choćby nie wiem jak bujną miał wyobraźnię, nie przeniesie się do Orient Expressu tamtej epoki, gdyż z powieści niewiele się o niej dowie. Nie pozna niczego poza tym, co było absolutnym minimum wynikającym z potrzeb samej zagadki kryminalnej. Jest ona bowiem jedyną treścią, bez żadnych powodów do wzruszeń czy refleksji. Tylko zagadka – wada to, czy zaleta? Każdy oceni według swego gustu, ale dla mnie to minus. Lubię lektury, które ucząc bawią, bawiąc uczą. I nie chodzi tu tylko o naukę wiedzy, ale chyba przede wszystkim naukę życia, wartości, inności. Żadnej z tych rzeczy w Morderstwie nie znalazłem.

Wielbiciele Agaty Christie podkreślają, iż nie sięgała nigdy po deus ex machina i jedną z wartości jej fabuł jest kompletność danych wystarczających do rozwiązania zagadki oraz wykrycia sprawcy przez czytelnika. Chyba nie czytali zbyt uważnie. Wystarczy wspomnieć sprawę sklepu Debenham i Freebody w Londynie, o którego istnieniu wiedział genialny Poirot. Ta informacja nie jest czytelnikowi dostępna niemal do końca, dopóki sławny detektyw nie wydobędzie jej ze swego umysłu niczym magik królika z kapelusza, a stanowi niezbędny element jego rozumowania zmierzającego do znalezienia odpowiedzi na siedem złotych pytań kryminalistyki***. W świetle powyższego z tym równouprawnieniem czytelnika i powieściowych bohaterów nie jest więc wcale tak różowo. Inni miłośnicy naszej pisarki zachwycają się metodologią Poirota, który do wszystkiego dochodzi metodą dedukcji, nie zniżając się do technicznych sztuczek rodem z CSI. Chyba oni też nie czytali ze zrozumieniem, gdyż czym innym jest scena podgrzewania spalonego listu, by przeczytać żarzący się fragment napisu na jego resztkach, jak nie techniką kryminalistyczną na miarę ówczesnych czasów (jeszcze inna sprawa, czy faktycznie możliwą do przeprowadzenia z tak dobrym skutkiem).

Reasumując, w mojej ocenie, czego się zresztą obawiałem, książka jest dość przeciętna. Na dzisiejsze czasy to kawał dobrego rzemiosła, ale bez wirtuozerii. Brak mi zwłaszcza oddania prawdziwego klimatu tamtych dni, ukazania mechanizmów społecznych. Zbrodnia wynika albo z afektu, i takiej nie można przewidzieć ani zapobiec, albo z rozmysłu. Ta zakotwiczona jest w dysfunkcjach relacji w społeczeństwie. Nawet wilki i hieny nie mordują osobników ze swego stada. Co sprawia, że ludzie są od nich gorsi? Do odpowiedzi na to Agata tym razem nie przybliża czytelnika ani o krok. Inna sprawa, że dla tych, którzy chcą prostego czytadła, nie męczącego ich problemami do przemyślenia, może to być akurat atutem, podobnie jak dla tych, którzy chcą się poczuć przez chwilę genialnymi detektywami. Jest więc to powieść, która jednym może się podobać, a innym nie, i każdy sam musi się z nią zmierzyć, nim ją oceni, co zresztą można powiedzieć o każdej książce


Wasz Andrew

* Agatha Christie, Lady Mallowan, DBE, a właściwie Agatha Mary Clarissa Miller Christie (znana także jako Dame Agatha Christie)
** ur. 15 września 1890 w Torquay, zm. 12 stycznia 1976 w Wallingford, Wielka Brytania
*** Co (się wydarzyło)? Gdzie? Kiedy? Jak? Czym? Dlaczego? Kto?

Morderstwo w Orient Expressie [Agata Christie]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

czwartek, 20 grudnia 2012

"Nikołaj i Bibigul" Dmitrij Strelnikoff - W poszukiwaniu zagubionego sensu

Okładka książki Nikołaj i Bibigul 

Nikołaj i Bibigul

Dmitrij Strelnikoff


Wydawnictwo: W.A.B.
Liczba stron: 328








Dmitrij Aleksandrowicz Strelnikoff to rosyjski pisarz oraz poeta, tworzący również w języku polskim. Urodził się w 1969 roku w Ałma-Acie, a więc jeszcze w Kazachskiej Socjalistycznej Republice Radzieckiej. Jest absolwentem Zaocznej Szkoły Matematycznej na Uniwersytecie Moskiewskim im. Łomonosowa, ponadto ukończył edukację w zakresie biologii środowiskowej na Uniwersytecie Warszawskim. W stolicy Polski mieszka na co dzień. Na koncie ma już kilka powieści, w tym książkę Nikołaj i Bibigul.

Lepiej refleksyjny*




Lepiej brzydkim być, parszywym
Niźli w Polsce być uczciwym.

Andrew Vysotsky



* lepiej -  krótki, jednozdaniowy wierszyk, standardowo składający się z dwóch wersów. Wynalezienie tej formy przypisuje się Wisławie Szymborskiej, natomiast nazwę temu gatunkowi nadał jej sekretarz Michał Rusinek (za Wiki)