Wolna i niezawisła Ukraina jest jedynym prawdziwym gwarantem niepodległości Polski. Jeśli upadnie Ukraina, kwestią czasu będzie upadek Polski.

wtorek, 12 czerwca 2007

ZAGADKI RZĄDOWEJ MATEMATYKI


Dziś w radio, czy też w telewizji, nie pamiętam już nawet, bo nie ma to znaczenia, nadawano kolejną audycję na temat zapaści w naszej służbie zdrowia. Omawiano nowe projekty naprawy, które są jedną wielką bzdurą. Dlaczego tak uważam? Bo nie można stworzyć zdrowej służby zdrowia bez zdrowego systemu ubezpieczeń społecznych, gdyż są one ze sobą nierozerwalnie powiązane. To z kolei nie możne powstać bez stworzenia wydolnego systemu emerytalnego, a ten nie może istnieć bez udanego budżetu. Jak wygląda zaś nasz budżet, to każdy wie. Nie ma na nic. Brak kasy na drogi, wojsko, policję, naukę i szkolnictwo, czyli na wszystko to, czego utrzymanie jest obowiązkiem państwa. Nie słyszałem tylko, by brak było pieniążków na utrzymanie polityków i administracji, że o armii urzędników ZUS-u i służb specjalnych nie wspomnę.
    Wspomniana audycja nie wzbudziła mojej uwagi, ale końcówka sprawiła, że coś zaiskrzyło w mej mózgownicy. Padło stwierdzenie, że w Niemczech czy Czechach przeznacza się na ochronę zdrowia dużo większy procent budżetu niż u nas.
    No właśnie! Bogatsze kraje wydają większą część budżetu na armię, szkolnictwo, służbę zdrowia, budowę dróg i tak dalej. Problem w tym, że każde państwo, biedne czy bogate, ma do rozdysponowania tyle samo, czyli 100% budżetu. Skoro na te biedne działy wydajemy mniej, to gdzie wydajemy więcej niż takie Niemcy? Jakoś nie przypominam sobie, bym kiedykolwiek to usłyszał. Mamy mniejszy tort niż Niemcy, ale dzielimy go inaczej. Służba zdrowia dostaje mniejszy kawałek naszego tortu niż niemiecka ze swojego. To samo z edukacją i tak dalej. Z tego widać, że któryś kawałek będzie większy, niż jego odpowiednik u Niemców. Kto ma ten kawałek?
    Próby naprawy sytuacji służby zdrowia w ten sposób, by jeszcze mniej pieniędzy zabierała z budżetu, w sytuacji, gdy nakłady na nią są i tak procentowo mniejsze niż w innych krajach, wydaje się lekko mówiąc oszustwem. Logicznie rzecz biorąc należałoby zreformować tą dziedzinę, na którą procentowo więcej przeznaczamy niż inne kraje, aby uzyskane oszczędności przeznaczyć na wsparcie nie dofinansowanych działów, jak choćby edukacji czy służby zdrowia. Tylko jak się do tego zabrać, skoro nikt nie chce powiedzieć, który to dział naszego państwa ma się lepiej niż jego odpowiednik w sąsiednich krajach

czwartek, 24 maja 2007

KOMÓRKOWY ZAWRÓT GŁOWY


Co rusz w prasie i innych środkach masowego przekazu pojawiają się wieści o badaniach nad wpływem telefonów komórkowych na nasze zdrowie. Wyniki jednych przekonują nas, że nic nam ze strony tych cudów techniki za zeta nie grozi, a inne nieśmiało i niezdecydowanie ostrzegają, że wcale tak fajnie nie jest. Jak jest naprawdę? Dotąd myślałem, że zdrowy to ten wynalazek nie jest, ale nie ma co demonizować. Dotąd...

Wiedza i Życie publikuje serię artykułów prof. Hanny Męczyńskiej o ciekawych doświadczeniach z fizyki, które można wykonać w domu. Numer kwietniowy, a jakże, był poświęcony jajkom.

Weźmy surowe jajo kurze i połóżmy między dwiema komórkami. Potem nawiążmy między nimi połączenie – wskazana jakaś promocja typu 1 grosz za minutę ;-) Po godzinie możemy chwycić musztardę i zabrać się do konsumpcji – jajko ugotuje się już na twardo.

Jeśli po zjedzeniu jaja nie minie Wam zamiłowanie do komórek to dobrze. Mnie minęło po samej lekturze. Od tego czasu dzwonię tylko kiedy muszę, staram się trzymać komórkę jak najdalej od ciała i całkiem wyłączam ją na noc. Niby mózg nie jajo, ale licho wie :-)

wtorek, 22 maja 2007

HISTORIA I HISTORYCY


Ile jest historii? Na to z pozoru tylko banalne pytanie piękną odpowiedź daje Liz, bohaterka filmu „Ze slumsów na Harvard”: - Tyle, ilu jest ludzi.
         Inna jest historia moja, a inna jest Twoja drogi czytelniku. Inna jest historia Rosjan, a inna Polski, inna Francuzów, a inna Anglików.
         Każdy ma swoją historię, odmienną i niepowtarzalną. Rozbieżności między nimi narastają z różnych powodów. Wiedzą o tym śledczy, którzy przesłuchują świadków. Każdy świadek pamięta dane zdarzenie trochę inaczej. Gdy dwoje ludzi ogląda ten sam film, nigdy nie zapamiętają z niego dokładnie tego samego. Skoro rozbieżności powstają nawet wtedy, gdy nie trzeba niczego interpretować, a tylko sobie przypomnieć, skoro dwoje ludzi nie może dokładnie tak samo zapamiętać filmu, książki czy zdarzenia, to co dopiero, gdy chodzi o pamięć narodów?
         Politycy Pis i rządzącej koalicji wspieranej aktywnie przez Kościół Katolicki, podobnie jak wcześniej „komuna” wspierana przez braci zza Buga, usiłują wmówić nam, że istnieje jedna, prawdziwa wersja historii, i że oczywiście jedynie prawdziwa jest ta, którą oni głoszą. Do rozpaczy doprowadzają mnie aroganccy, przemądrzali historycy, domorośli, jak rządzący nami bliźniacy, czy też ci z tytułami, jak pracownicy IPN-u, którzy bez najmniejszego wahania, bez cienia wątpliwości, objawiają nam prawdę o świecie. Czy są tak głupi, czy tak zakłamani? Czy są zaślepieni czy wyrachowani?
         Druga wojna światowa, choć skończyła się już dawno, pełna jest jeszcze tajemnic i zagadek. Inne spojrzenie na nią mają historycy Rosyjscy, a inne Polscy, inne Anglicy, a inne Amerykanie. W dodatku ich poglądy ciągle się zmieniają w miarę jak ujawniane są nowe dowody, jak odtajniane są nowe dokumenty. Tymczasem, i jest to dla mnie wręcz niesamowite, historycy rządowej koalicji potrafią z całą pewnością orzekać o historii dużo nowszej niż ostatnia wielka wojna. Wyrokują kto był agentem, a kto nie, bez cienia najmniejszej wątpliwości, z nieomylnością godną Chrystusa. Nie mają mózgu czy sumienia? Czy nie słyszeli o fałszywych świadkach, fałszywych dokumentach i prowokacjach?
         W każdym sądzie, nawet najlepszym, w każdym kraju i w każdym ustroju, pomimo wieloinstancyjności i prawa do obrony, zdarzają się pomyłki sądowe. Skazuje się niewinnych ludzi pomimo najszczerszych chęci dotarcia do prawdy. Tymczasem panowie z PiSu i partii satelickich bez najmniejszych wątpliwości oceniają ludzi i historię. Od czasu, gdy dorwali się do władzy (bo trudno to inaczej określić) ani razu się nie pomylili! Bo oni się nigdy nie mylą!
         Najtragiczniejsze w naszej historii jest to, że wciąż nie możemy zmądrzeć i znormalnieć. Przed wojną Piłsudczycy szykanowali tych, którzy ośmielili się krytykować wodza. Po wojnie komuniści odsądzali od czci i wiary wszystkich, którzy nie byli z nimi. Przez chwilę powiało normalnością po Okrągłym Stole. Kradli? Dobrze. Korumpowali? Dobrze. Od tego jest policja, prokuratura, sąd i więzienie. Pokażcie mi kraj bez kradzieży, korupcji i tego wszystkiego, co Kaczyńscy zarzucają III RP. Ale za III RP było w miarę normalnie, w miarę spokojnie. Widocznie za długo. Teraz IV RP robi dokładnie to samo, co komuniści po wojnie. Innymi środkami, ale to samo. Każdy, kto myśli inaczej jest wrogiem. Nie wystarcza już epitetów by poniżać każdego, kto nie jest z nimi. Nie musi być przeciw. Wystarczy, że myśli samodzielnie. Jak można Hołdysowi (21.05.2007, 22:35, Warto rozmawiać - talk show) powiedzieć, że jest głupi (dosłownie, że niczego nie rozumie – słowa Jacka Kurskiego). Można, gdy się ma świadomość, że ma się monopol na prawdę. Głupie są sądy, głupie trybunały, głupi byli prezydenci i profesorowie. Rację mają zawsze tylko PiS i jego kumple.
         PiS twierdzi, że mając za sobą większość może robić co chce. Tylko, że demokracja to nie tylko rządy większości, a poszanowanie dla mniejszości, ich poglądów i zachowań, dla ich widzenia historii. Tego PiS nie rozumie, bo nie chce albo nie może. W kraju, w którym znacząca część społeczeństwa jest obrażana przez władzę, odsądzana od czci i rozumu, nie może być dobrze. Politycy używają języka, który jeszcze kilka lat temu był „na salonach” nie do pomyślenia, a kojarzył się raczej z towarzystwem spod budki z piwem. Ciekawe po co sięgną nasi wodzowie, gdy wyzwiska i afronty tak spowszednieją, że już nie będzie to na nikim robić wrażenia? Ja mam na historię Polski nieco odmienne spojrzenie i tak coś mi się wydaje, że bracia Kaczyńscy i ich rządy za lat wiele raczej nie będą postrzegani jako najpiękniejsze karty naszej historii. Nikt jeszcze nie zbudował sławy na opluwaniu wszystkiego dookoła. Jak na razie jedynym ich sukcesem jest to, że władzę zdobyli i że ją mają. Innych osiągnięć trudno się dopatrzeć. Gdzie te obiecywane reformy, gdzie tanie państwo? O tym się nawet nie mówi. Jest tylko dekomunizacja, deubekizacja i aborcja. Kiedyś mówiono, że Bóg to oceni. Tak długo czekać nie trzeba. Historia to oceni. Ale nie ta pisana przez opłacanych z PiSowskiej kasy historyków. Pisać ją będą ci, którzy przyjdą później i kto inny będzie im płacić. Pisać ją też będą historycy z innych krajów, a tym buzi nie da się łatwo zamknąć. Szkoda tylko, że póki co my tą historię musimy znosić.

Wasz Andrew

niedziela, 20 maja 2007

KUTZ I WIERZEJEWSKI


czyli co artysta miał na myśli

  

    - Pan zachował kindersztubę Hitlerjugend - powiedział w studio TVN24 znany reżyser i senator RP Kazimierz Kutz do posła Ligi Polskich Rodzin Wojciecha Wierzejskiego.
    - Gdybym był młodszy i kręcił film o III Rzeszy to wsadziłbym Pana w mundur Klossa - kontynuował Kutz.
Źródło: onet.pl Wiadomości 19.05.2007

    Nie bardzo rozumiem co pan Kutz chciał tą wypowiedzią wyrazić. Kindersztubę wynosi się z domu, więc nijak się to ma do Hitlerjugend. Czyżby wielki artysta i polityk nie znał znaczenia słów, których używa? Pomijając nawet tą niejasność, to i tak nie rozumiem, o co w tej wypowiedzi miało chodzić. O obrazę, czy też miał to być komplement? Od czasu, kiedy Watykanem rządzi człowiek z HJ, chyba można to potraktować i tak, i tak.
    Kloss dla mnie osobiście, a przypuszczam, że i dla wielu innych, jest postacią zdecydowanie pozytywną, choć wysługiwał się Stalinowi. Jeśli Kutz chciał dowalić Wierzejewskiemu, to mógł coś dosadniejszego wymyślić.
    Od senatora RP i znanego reżysera można chyba oczekiwać jasności wypowiedzi i wspomnianej kindersztuby? Pana Wierzejewskiego nie cierpię, ale tym razem jego oponent chyba tak się zagalopował, że aż sam się pogubił...
    Resumując, wypowiedź Kutza godna jest kuca i nie wiem po co o niej media się rozpisują. Tym bardziej nie rozumiem, o co wrzawa wśród sympatyków LPR. Na mój gust Kutz nie bardzo go obraził, raczej siebie 

sobota, 19 maja 2007

ROMANSE STATYSTYKI Z IDEOLOGIĄ


Połowa Polaków identyfikuje się z Kościołem

       Ponad połowa (55 proc.) Polaków identyfikuje się z Kościołem w wymiarze religijnym, o czym świadczy wybór samookreślenia: "Jestem wierzący i stosuję się do wskazań Kościoła" - wynika z sondażu Centrum Badania Opinii Społecznej (CBOS).
       (..) Jedynie nieliczni respondenci (6 proc.) zaliczają się do niezdecydowanych, obojętnych lub niewierzących.
       Według CBOS, po wyraźnym wzroście przywiązania do Kościoła i jego nauki, jaki zanotowaliśmy w czasie żałoby tuż po śmierci Jana Pawła II oraz rok po tym wydarzeniu, obecnie obserwujemy ponowne umacnianie religijności subiektywnej (wzrost deklaracji "wiary na swój własny sposób" z 32 proc. do 39 proc.).
       W ocenie CBOS, specyficzna dla polskiej religijności zawsze była również więź łącząca Polaków z papieżem Janem Pawłem II, wyrażana zarówno za jego życia, jak i po śmierci.
       W 2006 roku - podobnie jak w latach poprzednich - prawie trzy czwarte badanych (72 proc.) zaliczało się do grupy tych, którzy znają treść nauczania Jana Pawła II, a nieco więcej osób (78 proc.) deklarowało, że w życiu codziennym starają się kierować jego wskazówkami i naukami. (...)
       Źródło: Wiadomości.onet.pl za PAP, PL 15.05.2007

   
    Tutaj właśnie mamy przykład tego, jak służalczą nauką wobec polityki może być statystyka i jak łatwo można wypaczyć jej wyniki przez odpowiedni dobór pytań oraz komentarz do uzyskanych opracowań.
    Po pierwsze osób deklarujących stosowanie nauk JPII w życiu (78%) jest wg CBOSu więcej niż osób, które potwierdzają znajomość tych nauk (72%). Albo badania są nic nie warte, bo wynik trochę głupkowaty, albo polscy katolicy potrafią stosować w życiu nauki, o których nic nie wiedzą. Obie możliwości o tyle ciekawe co przerażające. Pierwsza świadczyłaby  o takich błędach w metodyce CBOSu, że wyniki są śmieszne. Druga świadczyłaby o kompletnej głupocie naszego narodu. Zakładając bowiem drugą możliwość nie mamy de facto tylko 6%, które stosują się do czegoś, czego nie znają, ale znacznie większy odsetek takich geniuszy. By wyliczyć ich ilość należałoby od liczby stosujących w życiu myśli JPII odjąć liczbę tych, którzy znają nauki JPII  ale ich nie stosują i dodać to do wspomnianych 6%. Przerażająca liczba bezmyślnych i  zadufanych w sobie wiernych.
    Po drugie dziwi mnie, że te statystyki nijak się mają do innych danych statystycznych, choćby ilości popełnianych przestępstw, narkomanii, alkoholizmu czy innych patologii. Jakoś nie widać by wpływ JPII, czy też katolicyzmu w ogóle, przekładał się na spadek któregokolwiek z tych negatywnych zjawisk. Co to za wyznawcy, którzy nawet dekalogu nie przestrzegają?
    Wspomnianego wyżej wpływu nie widać ani w liczbach ogólnych, ani w podziałach według wyznania. Skoro wpływ JPII i katolicyzmu ma sprawiać, że ludzie będą lepsi, to wśród ateistów i wszelkiego innego autoramentu innych komunistów demoralizacja powinna być większa. Tak jednak nie jest. Żadne statystyki tego nie potwierdzają. Zresztą kto był w Czechach ten wie, że choć to kraj w porównaniu do naszego prawie ateistyczny, to daleko mu do takiego zdemoralizowania, jakie panuje w naszym.
    JPII nawoływał do miłosierdzia, do przebaczenia win, do odpuszczenia i miłości. Do traktowania w ten sposób nie tylko swoich ale przede wszystkim tych innych, nawet niedoszłych naszych zabójców. Jakoś nie widzę wpływu tych myśli naszego papieża w wypowiedziach naszych wielkich bliźniaków, Giertychów czy Ojców Rydzyków. Wypowiedziach, których jedynym wspólnym mianownikiem jest zemsta, nienawiść i pogarda. Czy wyobrażacie sobie Jana Pawła II odzywającego się do żebraka „- Spieprzaj dziadu!”?
    Te rozważania nie dotyczą tylko JPII i katolicyzmu. Żadna upaństwowiona ideologia nie jest w stanie odmienić trwale serc ludzkich. Nie zdołał tego dokonać ani katolicyzm, ani żadna inna wiara, ani ideologie typu komunistycznego. Każdą ideologię (wiarę) można wykorzystać do sterowania plebsem, a jeśli się do tego nie nadaje (choćby Świadkowie Jehowy), nigdy nie stanie się ideologią popieraną przez władzę. Każda ideologia obiecuje, że poprawi człowieka i jego świat, ale żadnej się to nie udało. Trawestując słowa Karola Marksa – ideologia to opium dla mas.

SZKODLIWA ODMIANA WEGETARIANIZMU


"Świeże psie mięso w cenie - 2 zł za kilogram"

     Nie można dzielić zwierząt na te do kochania i te do jedzenia - apelowali członkowie stowarzyszenia Empatia i organizacji Viva, którzy zainaugurowali Tydzień Wegetarianizmu. Podczas happeningu młodzi ekolodzy w centrum Warszawy oferowali "świeże psie mięso w promocyjnej cenie - 2 zł za kilogram".
      - Dzisiejsza akcja jest po to, żeby ludzie zastanowili się nad tym, dlaczego jedne zwierzęta kochają, a inne zjadają. Jedyne co może to tłumaczyć, to przyzwyczajenie, ale to za mało, by usprawiedliwić rzeź zwierząt - powiedział Cezary Szymanek z Vivy. Dodał, że happening zorganizowano także, by walczyć z mitami na temat wegetarianizmu.
      Happening spotkał się z dużym zainteresowaniem przechodniów. Ludzie zatrzymywali się, by lepiej przyjrzeć się zawartości stoiska, a hasła typu: "mięso z boksera, świeżo zarżnięty jamnik" przyciągały ich uwagę i zachęcały do zapoznania się ze szczegółami "oferty".
     Tydzień Wegetarianizmu potrwa w Warszawie do niedzieli, 20 maja. W ramach akcji zaplanowano m.in. koncerty, wykłady, piknik oraz pokazy gotowania wegetariańskich potraw. W sobotę, 19 maja zainaugurowana zostanie działalność Klubu Wegetariańskich Krwiodawców - oddając krew, wegetarianie będą mieli okazję pokazać, że wbrew stereotypowi ich dieta nie powoduje problemów zdrowotnych.
     - Chcemy wykorzystać naszą popularność, by promować wegetarianizm - uzasadniały swój udział w akcji Natalia i Paulina Przybysz z zespołu Sistars. Przekonywały, ze warto nie jeść mięsa, żeby dłużej żyć, być zdrowszym i spokojniejszym.
     Źródło: wiadomości.onet.pl za PAP, PU 14 maja 2007-05-14

    To dobrze, że autor nie podpisał tego artykułu, bo chluby mu on nie przynosi. Nazwanie ekologami wegetariańskich oszołomów jest trochę niekompetentne. Ekolog, jak sama nazwa mówi, to uczony (a co najmniej naukowiec), który zajmuje się ekologią, czyli nauką badającą wzajemne oddziaływanie organizmów żywych i otaczającego je środowiska. Twórcy opisanego happeningu, przynajmniej sądząc z ich działań, nie mają wiele wspólnego z nauką, ani z troską o poprawę relacji człowiek-przyroda. W dzisiejszych czasach, w przytłaczającej większości przypadków, masowe wymieranie gatunków nie jest spowodowane tym, że ludzie je zjadają, tylko degradacją środowiska.
    Każdy ma prawo zajmować się pierdołami, ale nieładnie przywłaszczać sobie miano, na które się nie zasłużyło. Ci „ekolodzy” od garnków i kuchni sprawiają, że potem ludzie patrzą na prawdziwych ekologów jak na osobliwości z pogranicza wariatkowa i ekscentryzmu, czym wyrządzają poważnej sprawie, jaką jest ochrona środowiska, niepowetowaną szkodę.
    Inna sprawa, to infantylny delikatnie mówiąc poziom umysłowy organizatorów Tygodnia Wegetariańskiego. „Nie można dzielić zwierząt na te do kochania i te do jedzenia...”. Stosując tą logikę nasuwa się pytanie - A rośliny to można? Gdyby tylko o takie śmiesznostki chodziło, to pół biedy. Gorzej, że w swoim zaślepieniu działacze wegetariańscy pokazują swoje zadufanie, nietolerancję i brak wiedzy o świecie. Pokazują jako coś nagannego możliwość zjedzenia psa. W kulturze chińskiej, a jest to najliczniejsza narodowość na świecie, zjedzenie psa nie jest niczym nagannym. W Indiach, a za kilkanaście lat będzie to najludniejszy kraj na świecie, jedzenie różnych „niejadalnych” dla nas zwierząt też jest dobrze widziane. Jak można uważać się za pępek świata i wmawiać innym, że ich zwyczaje kulinarne są naganne? Gdyby ci wegetarianie mieli trochę kultury, to by zauważyli, że co innego promować swoją ulubioną kuchnię, swoje zwyczaje kulinarne, czy w ogóle swój światopogląd, poprzez ich popularyzację i podkreślanie ich zalet, a co innego atakować i piętnować publicznie jako naganne czyjeś zwyczaje czy przekonania i w ten sposób wywyższać swoje.
    Badania naukowe jak na razie nie dały jednoznacznej odpowiedzi, jaka dieta jest optymalna dla homo sapiens. Myślę, że w ogóle takiej nie ma. Na pewno inne wymagania dietetyczne ma człowiek w tropikach, a inne na Syberii, na pewno inaczej musi się odżywiać pracownik umysłowy, a inaczej drwal w puszczy. Tak czy inaczej, twierdzenia promowane w trakcie opisanej imprezy nie mają niczego wspólnego z tolerancją, nauką, uczciwością ani nawet ze zwykłym dobrym smakiem. Są za to przykładem coraz bardziej znanej w świecie „polskiej tolerancji”.
    Piękno jest w różnorodności. W tym, że każdy człowiek jest inny, że w co innego może wierzyć i co innego jeść. Nawoływanie do jakiejkolwiek urawniłowki, zwłaszcza poprzez atakowanie innych, zamiast przez promowanie swoich wartości, kojarzy mi się bardziej z komuną albo religijnym zaślepieniem, niż z demokracją i poszanowaniem odmienności. Powinniśmy się tego wystrzegać, bo przecież wolność to właśnie wielość możliwości i możliwość wyboru pomiędzy nimi. Gdzie jest tylko jedna opcja tam umiera wolność. Szkoda, że nie pamiętają o tym nasi rodacy, którzy deklarują umiłowanie wolności i demokracji.

IPN - PiS


IPN - PiS (Posłuszny i Spolegliwy)
     "Życie Warszawy" postanowiło sprawdzić, czy, podobniejak poseł Arkadiusz Mularczyk, dostanie z IPN oświadczenia lustracyjneosób publicznych w ciągu niecałej doby. Okazało się, że gazeta musi czekać na materiały co najmniej miesiąc.
     Źródło: wiadomości.onet.pl za IAR/PAP, MFi

   Podobne próby poczynili też inni dziennikarze, choćby z RMF FM. Raczej nie dostaną zamówionych teczek wcześniej niż po miesiącu. Trochę to kontrastuje z kilkugodzinnym załatwieniem takiego samego zamówienia złożonego przez PiS ;-)
    Nie jest to w sumie dziwne. Historycy z tytułami bardzo często są ulegli wobec władzy. Wszak nie są zawodem produkcyjnym i skoro władza ich utrzymuje, to nie mogą być zbyt uczciwi, odważni ani prawdomówni, jeśli nie chcą stracić papu. Matematycy, fizycy, czy inżynierowie posługują się tą samą nauką, niezależnie od wyznania, przynależności państwowej, czy innych zobowiązań. Historycy (ci na etatach), to taki ludek, który mówi co im władza każe. Dlatego co innego mówi historyk rosyjski, co innego żydowski czy brytyjski, a jeszcze co innego polski.
    Oczywiście są uczciwi historycy, odważni i niepokorni, ale łatwiej ich spotkać w podstawówce albo liceum, niż wśród profesorów lub doktorów.
    Jeśli ktoś nadal wierzy, że IPN nie chodzi na pasku PiS-u, to jego sprawa. Ja złudzeń nie mam już od dawna i sprawa ekspresowego obsłużenia Mularczyka wcale mnie nie zdziwiła. To co zarzucano "komuchom", czyli wywieranie wpływu na wszystko i wszystkich, PiS jak widać przyswoił i jeszcze rozwinął. PiS uważa, że wzrost poparcia dla niego po różnych, moralnie nagannych jego poczynaniach, rozgrzesza go z jego działań. Nie ma już czegoś takiego jak uczciwość czy moralność, a sumienie i honor zostały zastąpione przez wskaźniki badań poparcia. Zapomina tylko, że komuna póki rządziła, podobnie jak faszyści i wszelcy inni populiści, też miała wysokie poparcie w sondażach. Głupota tłumu jest wielka. Można go wodzić na pasku, a on poprze wszelkie niegodziwości, a nawet ewidentne podłości. Do czasu...

UCZULENIE NA ŚWIĘTEGO


Dlaczego wkurza mnie trąbienie o przemożnym wpływie Jana Pawła II i jego świętości na nasz naród?
    Bo po pierwsze zakłada, że nasz naród składa się tylko z katolików. Świadkowie Jehowy, ateiści i cała masa innych z definicji nie wierzy w świętych, a więc i w świętość JPII. Każdy kto powtarza, że świętość JPII jest faktem dla całego narodu, albo jest głupi, bo nie wie co mówi, albo uważa, że ludzie nie wyznający kultu świętych nie mogą być Polakami. Każdy ma prawo być głupkiem, ale czy osoby wypowiadające się publicznie mają prawo okazywać pogardę ludziom o innym światopoglądzie?
    Druga sprawa jest zdecydowanie poważniejsza. Do znudzenia trąbi się w środkach masowego przekazu, że JPII wywarł nieodparty wpływ moralny na nasz naród? Czyli na kogo? W czym się ten wpływ przejawia? Czy może spadła ilość kradzieży, gwałtów czy zabójstw? Może mniej jest pedofili albo aktów agresji w szkołach? Może desperaci z wieżyczek strażniczych rzadziej strzelają do niewinnych? Nie widać zmniejszenia pijaństwa pod jego wpływem, dziwki nie wstępują do zakonów, a alfonsi nie idą do uczciwej, ciężkiej pracy. Języki, myśli i działania polityków powodują coraz większe obiekcje w społeczeństwie. Młodzi księża wołają o zniesienie celibatu. Lekarze mordują pacjentów. Kierowcy jeżdżą po pijaku, a nawet po trzeźwemu jeżdżą jak po pijaku. Co więc się zmieniło? Czy młodzież jest mniej zdemoralizowana? Czy za komuny wprowadzono ochroniarzy w szkołach i program „Zero tolernacji”? Czy przed pontyfikatem JPII były w szkołach nagminne sceny molestowania, samobójstwa i narkomania? Dziwne, że statystyki nie odzwierciedlają ŻADNEGO wpływu moralnego JPII na polski naród.
    Wpływ JPII widać za to aż nadto w polityce. Zasłaniają się nim politycy, którzy bez wsparcia jego autorytetu uznani by zostali za co najmniej mocno oszołomionych. Nie bez kozery o nieodpartym wpływie moralnym JPII słyszymy głównie w powiązaniu z aborcją, nienarodzonymi dziećmi, teorią ewolucji i innymi podobnymi problemami. Jakoś nie słychać o nim, gdy mowa o zabijaniu bliźniego swego, o kradzieżach, o gwałtach i kłamstwach. Nie widać pokory u polityków, którzy najczęściej przywołują jego imię. Czy JPII powiedziałby do kogoś „Spieprzaj dziadu!”? Niektórzy już widzą początek naszej europejskiej cywilizacji w chrześcijaństwie, zapominając o takich drobiazgach, jak choćby starożytna Grecja. Nie wspomnę już nawet o tym, że Europa nie jest pępkiem świata a chrześcijaństwo nie jest największą religią na świecie.
    Kopernik, największy syn naszej ziemi, do końca życia bał się opublikować swe dzieło, bo obawiał się gniewu nieomylnego bądź co bądź papieża. Papieża, który swą interpretację Pisma przedkładał ponad rozum. Teraz rozumni ludzie, nierzadko gorliwi katolicy, coraz częściej odkładają rozum na półkę, bo kłóci się ze świętymi myślami JPII. Oby JPII nie stał się legitymizacją do działań, które potomni ocenią tak, jak dziś się ocenia wytępienie Indian, stosy inkwizycji czy inne podobne wyczyny naszej cywilizacji dokonywane w imieniu Jezusa. Oby, bo mam coraz większe obawy, że tak właśnie będzie. Jesteśmy na najlepszej drodze do państwa wyznaniowego. Jeszcze czas, by z tej drogi zawrócić, ale czasu jest coraz mniej, bo daleko już nią zaszliśmy. Mamy już religię w szkołach. Jutro oceny z religii będą wliczane do średniej. Już grzebiemy przy prawie i konstytucji pod kątem zgodności z doktryną religijną, nie chrześcijańską, nie katolicką nawet, a PiSowsko-LPRowską. Nawet gdyby ta opcja miała większość w narodzie, co jest mocno dyskusyjne, nawet gdyby tak było, to czy to daje prawo do takich działań? Muzułmańskie państwa wyznaniowe oceniamy negatywnie. a przecież tam prawo jest zgodne z wiarą, przekonaniami i systemem wartości większości ich społeczeństwa. Zastanówmy się póki czas, czy chcemy czegoś takiego u siebie. Czy miejscem do wielbienia Boga jest ława sejmowa, ławka szkolna, czy może raczej kościół, kaplica i własny dom.