piątek, 15 października 2021

Siri Hustvedt "Oczarowanie Lily Dahl" - Metafizyka małomiasteczkowości

Siri Hustvedt

Oczarowanie Lily Dahl

Tytuł oryginału: The Enchantment of Lily Dahl
Tłumaczenie: Magdalena Słysz
Wydawnictwo: Noir sur Blanc
Liczba stron: 274





Och, Lily, piękna Lily. W Twych oczach, głębokich jak tafla oceanu, utonąć można bez pamięci. Tyle, że nie każdemu dane jest dostąpić łaski Twego spojrzenia – skąpisz nam, Twym adoratorom, swojej osoby. Mechanicznie odwzajemniasz nasze uśmiechy, pozostajesz nieczuła na nasze westchnienia, mijasz obojętnie nasze żebracze dłonie, wyciągnięte w Twym kierunku, by choćby przez ulotną chwilę poczuć ciepło Twego ciała. Och, Lily, piękna Lily, kim Ty właściwie jesteś? Dojrzewającą dziewczynką? Młodą kokietką? Czy może niebezpiecznym sukkubem? Jakże odkryć sekrety drzemiące w Twym sercu? Czy lektura książki Oczarowanie Lily Dahl pióra Siri Hustvedt, to wszystko, co nam pozostaje?

W końcu już pierwsze kilka stron daje nam złudne poczucie, że dowiemy się o Tobie całkiem sporo. Jesteś 19-letnią dziewczyną, wielbicielką Marilyn Monroe, która pretenduje do bycia aktorką. Jako, że wywodzisz się z typowej, dla położonego w Minnesocie miasteczka Webster, średniozamożnej rodziny, aby przekuć swe sny i fantazje w rzeczywistość, zmuszona jesteś dorabiać jako kelnerka w barze Ideal Café. Poranki spędzasz odbierając i podając zamówienia, zaś wieczory poświęcasz na próby w amatorskich przedstawieniach wystawianych przez lokalny Klub Artystów (aktualnie przygotowujecie się do premiery Snu nocy letniej Szekspira). Chociaż egzystujesz jak typowa nastolatka wkraczająca w świat ludzi dorosłych – marzysz o studiach w wielkim mieście, umawiasz się z chłopakiem, który pragnie założyć z Tobą rodzinę, i który widzi w Tobie potencjalną strażniczkę domowego ogniska, stajesz się coraz bardziej świadoma własnego ciała – to są w Tobie nieliche pokłady niepokorności i buntu. Nie godzisz się na wtłaczanie w schematy, niechętnie robisz to, czego się od Ciebie oczekuje. Jakby tego mało, jesteś bardzo bystrą, uważną i inteligentną obserwatorką, w efekcie czego co rusz odkrywasz kolejne tajemnice lokalnej społeczności, która na pierwszy rzut oka nie sprawia wrażenie zbyt zajmującej.

Tym samym, piękna Lily, Twoja historia to zarazem portret oryginalnych postaci, z którymi wchodzisz w dość intensywne interakcje. Twoja sąsiadka Mabel Wasley to 78-letnia wdowa, była wykładowczyni w Courtland College, która całymi dniami stuka w maszynę, spisując swoją autobiografię. Jej żywot pełen jest niezwykłych epizodów, które odkrywasz stopniowo, w miarę jak zawiązuje się pomiędzy wami coraz ciaśniejsza nić porozumienia. A ten facet z obskurnego hotelu Stuart stojącego po przeciwnej stronie ulicy? Edward Ed Shapiro. 34-letni malarz z Nowego Jorku, który z trudnych do ustalenia przyczyn wybiera taką dziurę jak Webster i postanawia w niej osiąść. Mówiono, że Edward Shapiro jest biedny, że przegrał oszczędności w zakładach baseballowych w colleg'u. Mówiono równocześnie, że jest bogaty, ale nie chciało mu się szukać jakiegoś przyzwoitego miejsca, gdzie mógłby zamieszkać [1]. Krążą też plotki, że zostawiła go żona. W dodatku do jego hotelowego pokoju schodzą się ludzie o szemranej reputacji – lubująca się w mocnych trunkach i (ponoć) prostytuująca się Dolores Wachobski, regularnie wizytujący miejskie więzienie Howard Tex Grubber czy Stanley Blom, osobnik miły, jednak skrajnie nijaki. Czy obrazy malowane przez artystę korzystającego z usług takich modeli można nazwać prawdziwą sztuką? Do kompletu warto dodać bliźniaków Bodlerów, dwóch podstarzałych jegomości, z których brud zdaje się nigdy nie schodzić. Ci nie dbający o higienę ciała śmieciarze i zbieracze złomu wiążą się z jednym z mroczniejszych zajść, jakie ma do zaoferowania Webster – ich matka, w wieku zaledwie 33 lat została zakopana żywcem przez swojego męża. No i na koniec crème de la crème, czyli 21-letni Martin Petersen. To Twój znajomy z dzieciństwa, który obecnie posiada łatkę dziwaka (Otaczała go jakaś dziwna aura – jakby coś wiedział, albo przeczuwał [2]) – chodzą słuchy, że to homoseksualista albo obojnak. Pewne natomiast jest to, że się jąka, czyta sporo książek, pracuje jako złotka rączka i nie jest mocny w nawiązywaniu relacji z innymi ludźmi.

O tak, Lily Dahl, opowieść o Tobie, to jednocześnie galeria całkiem pokaźnego grona nieszablonowych protagonistów. W niemałym stopniu to ich zasługa, że Twoje losy naznaczone są piętnem rzeczy niecodziennych, które niejednokrotnie wymykają się naszemu ludzkiemu pojmowaniu. Stąd poświęcona Ci powieść cechuje się atmosferą przesyconą niepokojem i niesamowitością. Czuje się wręcz, że pod cienką powierzchnią realności skrywa się coś, co przeczy zdrowemu rozsądkowi – osobliwości, które intencjonalnie ignorujemy, by nasz umysł nie zaczął pogrążać się w bagnie szaleństwa.

Musisz przyznać Lily, że poznając Ciebie, zanurzamy się w mrocznych aspektach człowieczej natury. Czytając o Twoich przygodach, dowiadujemy się całkiem sporo o takich zagadnieniach jak szpiegowanie czy podglądanie. Zaczyna się od Ciebie, bowiem jak wyznajesz na początku książki, od trzech tygodni ukradkiem obserwujesz Eda. Ofiarą podpatrywania padasz również Ty – ktoś pod osłoną nocy bacznie przygląda się temu, co robisz w mieszkaniu. Skąd o tym wiesz? Zdradza Ci do Mabel, której kilka razy udaje się wyłowić cień anonimowego inwigilatora – staruszka przygląda mu się z ukrycia, ale nie uda się jej rozpoznać twarzy podejrzanego osobnika. Jest jeszcze Martin Petersen, który przy swoich codziennych, porannych wizytach w Ideal Café, namolnie otaksowuje Cię swoim lepkim spojrzeniem. Jak to jest? Czuć na sobie ciężar cudzego wzorku? Czy wzbudza to dyskomfort? A może raczej rozpala wyobraźnię i działa stymulująco? W końcu, żeby być podziwianym, trzeba być oglądanym.

A może właśnie ta świadomość tego, że inni nieustannie nas widzą i oceniają decyduje o tym, że tak chętnie przywdziewamy wszelakiej maści maski, za którymi możemy bezpiecznie się schować i zasłonić to, co niepożądane, niewygodne i krępujące. Przecież maska to możność porzucenia swojej dotychczasowej, nierzadko niedoskonałej biografii, która obciążona jest naszymi niepowodzeniami i klęskami. Nowe wcielenie to czysta karta, nowe możliwości, szansa na powtórny start. Z drugiej jednak strony, jako miłośniczka Normy Jeane Mortenson, doskonale zdajesz sobie sprawę, że nowa tożsamość może wchłonąć naszą obecną – wykreowana rola bywa toksyczna i zaborcza, i w rezultacie może stać się naszym więzieniem, matnią, z której nie sposób się wyplątać.

Co gorsza, jak przekonujesz się na własnej skórze, takim labiryntem, z którego odnalezienie wyjścia wymaga ogromnych pokładów energii, mogą być nawet rzeczy tak niepozorne jak słowa. Słowa, które powinny ułatwiać komunikację z innym ludźmi. Słowa, za pomocą których wyrażamy siebie oraz swoje emocje. Tymczasem, jak uzmysławia nam Martin: S-słowa to podróbki. To tylko dźwięki, które coś oznaczają, prawda? Obrazy to podróbki, sztuka to podróbka. Ale być może, jeśli nałożysz je na prawdziwą rzecz, otworzą każdą z nich [3] (Czy tylko ja dostrzegam tutaj subtelny mariaż z Nazwami Dona DeLillo?). Zresztą Martin to dowód na to, jak zdradzieckie, zwodnicze i niepokorne potrafią być słowa – ów młody mężczyzna na co dzień z trudem duka zdania, męcząc zarówno siebie jak i swojego rozmówcę. Kiedy jednak Martin wkracza na scenę i wciela się w rolę Pajęczynki, jego język staje się giętki i mówi wszystko, co pomyśli głowa. Dwoistość słownej natury wyraża się także w tym, że słowami można ranić, szykanować, piętnować. Tego ciemnego aspektu mowy doświadczasz zresztą sama, droga Lily, gdy stajesz się obiektem plotek – zostajesz wzięta na języki głównie dlatego, że ośmielasz się wyłamać z wizji stereotypowej dziewczyny z prowincjonalnego miasteczka. Nie jesteś trzpiotką myślącą wyłącznie o dobrej zabawie czy osobniczą poszukującą mężczyzny, u boku którego można by bezpiecznie spędzić resztę swych dni.

Kim więc jesteś, Lily? Trudno jednoznacznie odpowiedzieć, ale jedno o Tobie wiadomo. Jesteś świetną słuchaczką pozbawioną uprzedzeń, dzięki czemu sporo uczysz się od otaczających Cię ludzi. Nawet od tych, którzy w powszechnej świadomości uchodzą za nie wartych, by zawierać z nimi bliższą znajomość. Choćby od Franka Bodlera, który przypomina Ci, że człowiek to wielka niewiadoma. Że nawet ci, których w naszym mniemaniu dobrze znamy mogą w pewnych okolicznościach zachować się zupełnie inaczej, niż tego się po nich spodziewamy: Prawda jest taka, panno Dahl, że o żadnym człowieku nigdy nie wie się niczego pewnego, nie? Myślę sobie, że ty także mogłabyś zrobić komuś krzywdę w pewnym miejscu i czasie. Tak bywa, dobrze mówię? Nawet swoich najbliższych – ich także nie znasz. Pewnego dnia otwierasz oczy i dowiadujesz się czegoś. Ludzie mówią: "To niemożliwe, takie rzeczy się nie zdarzają". Ale żyjesz dalej i widzisz, że się zdarzają. (...) W ludziach jest wiele niespodzianek [4].

No cóż, Lily. Zbliżamy się do ostatniej strony Twojej opowieści. Trochę się o Tobie wywiedzieliśmy, chociaż nadal okrywa Cię niemały całun niedopowiedzenia. W tym właśnie tkwi Twoja siła. Jesteś silna i niezależna, ujawniasz o sobie tyle, ile sama zechcesz, co działa niesamowicie stymulująco na naszą ciekawość. Ciekawość, którą dodatkowo drażni fantastyczny dualizm, jakim przesycona jest książka o Tobie – twarda, naznaczona racjonalnością i żelazną logiką, małomiasteczkowa rzeczywistość swobodnie przeplata się z dziwacznością i niezwykłością, a na dokładkę całość posypana jest brokatem z nawiązań do szekspirowskiego Snu nocy letniej. Czy to Twoja bogata wyobraźnia sprawia, że światy jawy i Morfeusza ścierają się ze sobą, czy też to nasze oczekiwania i autosugestia każą nam doszukiwać się osobliwości tam, gdzie psikusy płata kapryśna fortuna (lubująca się choćby w niezwykłych seriach)? Och, Lily, naprawdę miło było Cię poznać!

Ambrose

 

------------------------------------
[1] Siri Hustvedt, Oczarowanie Lily Dahl, przeł. Magdalena Słysz, Wydawnictwo Noir sur Blanc, Warszawa 2000, s. 11
[2] Tamże, s. 16
[3] Tamże, s. 70
[4] Tamże, s. 199

4 komentarze:

  1. Bardzo ciekawa forma recenzji książki :)
    Pewnie kiedyś sięgnę po tę lekturę, bo poprzednia powieść tej autorki "Świat w płomieniach" podobała mi się właśnie ze względu na przedstawiony w niej portret głównej bohaterki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki :)

      "Świat w płomieniach" to pierwsza książka Hustvedt, jaką przeczytałem i przyznaję, że ta powieść postawiła poprzeczkę niebotycznie wysoko. "Oczarowanie Lily Dahl" czy "Na oślep" to znakomite pozycje, ale nie tak doskonałe jak właśnie "Świat w płomieniach". W "Oczarowaniu Lily Dahl" najmocniejszym punktem jest postać głównej bohaterki, która, nomen omen, mnie oczarowała :) Ogromnie ciekawią też nawiązania do "Snu nocy letniej" - trochę żałuję, że nie zebrałem się, żeby poznać tę sztukę Szekspira. Podejrzewam, że wtedy "Oczarowanie Lily Dahl" odczytałbym jeszcze inaczej.

      Usuń

Czytamy wnikliwie każdy komentarz i za wszystkie jesteśmy wdzięczni. Zwłaszcza za te krytyczne. Jeśli chcesz o czymś porozmawiać, zapytać, zwrócić uwagę na błąd, pisz śmiało. Każda wypowiedź, zwłaszcza na temat, jest przez nas mile widziana. Nie odrzucamy komentarzy anonimowych, jeśli tylko nie naruszają prawa. Można zamieszczać linki do swoich blogów i inne, jeśli nie są ewidentnym spamem. KOMENTARZE UKAZUJĄ SIĘ DOPIERO PO ZATWIERDZENIU przez nas :)