środa, 20 października 2021

Hunter S. Thompson "Hell's Angels. Anioły Piekieł" - Rozprawa z mitem

Hunter S. Thompson

Hell's Angels. Anioły Piekieł 

Tytuł oryginału: Hell's Angels
Tłumaczenie: Jarosław Pypno, Radosław Pisula
Wydawnictwo: Niebieska Studnia
Liczba stron: 384
Format: .epub




Pod koniec wspaniałej powieści pt. Oczarowanie Lily Dahl pióra Siri Hustvedt, Boomer, współpracownik tytułowej Lily, dzieli się z nią miejscowymi plotkami, spośród których na pierwsze miejsce wysuwa się informacja, że (...) w miasteczku są Anioły Piekła i tego wieczoru zrobią zadymę na tańcach u Ricka (...) [1]. Lęk przed zamieszkami nie jest bezpodstawny, jako, że rzeczona grupa to cieszący się złą sławą gang motocyklowy, którego członkom przypisuje się szereg wykroczeń i przestępstw, począwszy od nieobyczajności i wulgarności, poprzez kradzieże i handel używkami, a na morderstwach i gwałtach skończywszy. Ile w tych opowieściach jest prawdy, a ile przesady? W jakim stopniu polegać można na plotkach, pogłoskach i tym, co ludzie gadają? W przypadku wątpliwości, co do prawdziwości danego stwierdzenia, najlepszą techniką jest próba weryfikacji, tyle, że Hell's Angels, szczególnie w latach 60-tych XX wieku daleko było do społeczności, która chętnie dzieliłaby się wiedzą na swój temat. Od czego są jednak ludzie pióra, którzy w historii ludzkości mierzyli się z niejednym niebezpieczeństwem, by przyjrzeć mu się z bliska. Podobnie mają się sprawy z Aniołami Piekieł, o których zdecydował się opowiedzieć amerykański reportażysta i pisarz, Hunter S. Thompson (1937 – 2005), autor książki Hell's Angels. Anioły Piekieł.

Cała historia rozpoczyna się w marcu 1965 roku, kiedy to Carey McWilliams, redaktor naczelny The Nation, zleca Thompsonowi napisanie artykułu poświęconego klubowi motocyklowemu Hell's Angels z Kalifornii. Tekst ukazuje się 17 maja 1965 roku i z miejsca cieszy się ogromnym wzięciem. Zainteresowanie jest na tyle duże, że Thompson otrzymuje kilka ofert napisania całej książki dotyczącej Aniołów. W rezultacie pisarz spędza kolejny rok z przedstawicielami Hell's Angels, biorąc udział w zlotach motocyklowych, barowych pogawędkach czy suto zakrapianych alkoholem domówkach. Owocem tych spotkań i rozmów jest ponad 350-stronicowy tekst, który w niemałym stopniu pozwala zrozumieć czym jest i jak funkcjonuje ten motocyklowy klub.

Hunterowi S. Thompsonowi udaje się nie lada sztuka, bowiem zyskuje dostęp do środowiska bardzo zamkniętego i hermetycznego, nie cieszącego się społeczną estymą. W momencie powstania tekstu, a więc w połowie lat 60-tych XX wieku, Aniołowie Piekieł uchodzą za bandę degeneratów i ćpunów, których życiowym celem zdaje się być drażnienie i gnębienie porządnych i spokojnych obywateli. Tłum dzikich zwierząt na wielkich dwukołowych maszynach, pędzący gdzieś na oczach świata; składający się z hałasu, włosów i drapieżnej żądzy gwałtu... [2]; (...) gang hunów na jednośladach (...) [3], którego reprezentanci (...) byli bandziorami, którzy dopiero co wyleźli z buszu [4] – oto łatki, jakie zostają przypięte Hell's Angels. Thompson nie usiłuje z tym negatywnym obrazem walczyć, ale poprzez rzetelne podejście do sprawy, pokazuje jak bardzo sposób postrzegana Aniołów Piekieł oparty jest na stereotypach i tkwieniu w myślowych schematach. Działanie Thompsona można określić mianem demitologizacji, bowiem autor bierze na warsztat co głośniejsze epizody (czy wręcz legendy miejskie) z udziałem wyjętych spod prawa motocyklistów i rozbiera je na czynniki pierwsze. Analiza odbywa się zarówno poprzez rozmowy z poszczególnymi członkami (tutaj trudno odsunąć zarzuty o stronniczość, choć z drugiej strony dobra praktyka nakazuje, by przebieg danego zdarzenia poznać nie tylko z punktu widzenia ofiar, gapiów i świadków, ale i z perspektywy sprawców czy oskarżonych), jak i studiowanie policyjnych kartotek. Te wypowiedzi samych Aniołów oraz suche statystyki są następnie zestawiane z przekazami prasowymi, które po szybkiej weryfikacji w ogromnej większości zdradzają tendencje do przesady i koloryzowania. Nietrudno o wrażenie, że legendę Hell's Angels stworzyła prasa, zaś motocykliści skrzętnie z darmowej reklamy skorzystali, przystając na wykreowany wizerunek.

Tym samym reportaż o gangu motocyklowym staje się studium poświęconym ówczesnemu amerykańskiemu dziennikarstwu. Hunter S. Thompson bezwzględnie obnaża niski poziom krajowych dzienników, które w pogoni za sensacją uciekają się do takich praktyk jak przeinaczanie faktów, pomijanie fragmentów nie pasujących do ogólnie przyjętej narracji, przekłamania, przemilczenia i wyolbrzymianie. Niejedna dziennikarska relacja na temat Hell's Angels (...) była mglista w detalach, ale brutalnie jednoznaczna i konsekwentna w kreowaniu [negatywnego] obrazu Aniołów Piekieł (...) [5]. W rezultacie portret wyjętych spod prawa motocyklistów, mroczny i demoniczny, to w niemałej mierze ucieleśnienie wyobrażeń i wizji snutych przez pismaków. Osoba posiadająca własny, (...) nieskażony przez angielskojęzyczne mass media układ odniesienia (...) [6], niekoniecznie musi postrzegać rzeczonych motocyklistów jako chodzącą katastrofę naturalną. Kwintesencją stylu pracy amerykańskich gazet jest opis zlotu Aniołów, w którym uczestniczy Thompson: Radio nadawało wściekle o zagładzie kalifornijskiego kurortu wypoczynkowego, mającej niechybnie nastąpić z rąk armii pięciuset małpoludów na morderczych maszynach, a nie było tam nawet jednego reportera, który mógłby zdać relację z pierwszej ręki. Jak się okazało, prasa dowiadywała się wszystkiego przez telefon od policji – co wydawało się zupełnie niedorzeczne w świetle całego tego szumu, jakiego narobili wcześniej [7].

Tym, co stanowi największą zaletę książki jest zabieg, by bohaterów swojego reportażu osadzić w konkretnych warunkach społeczno-socjologicznych. Dzięki temu współczesny czytelnik otrzymuje zapis traktujący o kalifornijskiej codzienności lat 60-tych XX wieku. Pokojowe demonstracje przeciwko wojnie wietnamskiej, eksperymenty z psychotropami na czele z dietyloamidem kwasu lizergowego (LSD), działalność awangardowego literacko-kulturowego ruchu beatników czy pochody na rzecz pełni praw obywatelskich dla kolorowych mniejszości – echa tych wydarzeń w mniejszym bądź większym stopniu pobrzmiewają w Hell's Angels. Anioły Piekieł, dzięki czemu możemy w pełni poczuć klimat tamtych czasów.

Uwzględniając te różne konteksty, rys Aniołów Piekieł, jaki wyłania się na podstawie pióra Thompsona jest dość niejednoznaczny. To buntownicy i nonkonformiści, postrzegający się w kategoriach społecznych wyrzutków: Jesteśmy jednoprocentowcami, koleś – jednym procentem, który nigdzie nie pasuje i ma to wszystko gdzieś [8]. Jako gang tworzą silnie zhierarchizowaną strukturę egzystującą wedle zasady jeden za wszystkich, wszyscy za jednego. Kierują się przy tym raczej prymitywnym (nierzadko absurdalnym) poczuciem sprawiedliwości, bazującym na przeświadczeniu, że priorytetem jest obrona własnych interesów i dobrego imienia. Zarazem: To miejscy awanturnicy z prowincjonalną moralnością i dość odkrywczym, improwizowanym sposobem na przetrwanie. Ich mniemanie o sobie wywodzi się głównie z taśm filmowych, westernów i żywiołowych programów telewizyjnych, które nauczyły ich niemal wszystkiego, co wiedzą o społeczeństwie, w którym żyją [9]. Co istotne, Thompson sygnalizuje, że połowa lat 60-tych XX wieku to moment kluczowy dla Piekielnych Aniołów, bowiem liderzy gangu uzmysławiają sobie, że oto zyskują status celebrytów, który można odpowiednio wykorzystać: Berger mówił nieprzerwanie przez niemal godzinę, będąc w pełni świadomym, że jest nagrywany i fotografowany. W tym punkcie wyznaczyć można koniec pewnej ery, gdyż w niedalekiej przyszłości miał zdać sobie sprawę, że mądrości, które przekazał, oraz pozy, które odstawił, można było spieniężyć [10].

Kończąc, warto wspomnieć o realiach drogowych, panujących w ówczesnej Kalifornii, które niespecjalnie różnią się choćby od tych, jakich obecnie możemy doświadczyć w Polsce. Thompson świetnie wyjaśnia, że agresywny styl jazdy Aniołów to w sporym stopniu pochodna tego, jak na jezdni zachowują się pozostali użytkownicy: Autostrady pełne są ludzi, którzy suną po drodze tak, jakby jedynym celem ich jazdy była zemsta za każde zło wyrządzone im przez ludzkość, zwierzęta czy los. Ostatnią rzeczą, która trzyma ich w ryzach, jest strach przed śmiercią, więzieniem i pozwami – które są o wiele mniej prawdopodobne, jeśli zamiast innego ważącego tonę samochodu czy betonowej podpory, wybiorą do przytemperowania jakiś motocykl. Biker musi jeździć tak, jakby każdy na drodze chciał go zabić [11].

Reasumując, mimo iż od publikacji książki minęło ponad 50 lat, to i tak należy przyklasnąć polskiemu wydawcy, iż postanowił przybliżyć tę pozycję polskiemu czytelnikowi. Hell's Angels. Anioły Piekieł to bardzo wartościowy dokument pozwalający poznać wycinek amerykańskiej rzeczywistości z połowy lat 60-tych XX wieku. Thompson precyzyjnie opisuje tło, na jakim rozpostarto wybrane przygody wyjętych spod prawa motocyklistów, dzięki czemu zyskujemy sposobność, by zaobserwować przeobrażenia, jakie dokonują się w amerykańskim społeczeństwie (czemu towarzyszy stawianie intrygujących diagnoz): Aniołowie to prototypy. Brak edukacji nie tylko spowodował, że w technicznie zaawansowanej gospodarce okazali się całkowicie bezużyteczni, ale pozwolił im również na swobodne wykształcenie kolosalnego resentymentu i przemienienie go w kult destrukcji, który mass media uparły się przedstawiać jako rodzaj wyizolowanej osobliwości [12]. Jeśli dodać jeszcze do tego liczne ciekawostki z życia Kena Kesseya, rozważania dotyczące natury i postrzegania gwałtu (porównując ówczesny i obecny stosunek do ofiar i oprawców, widać jak wiele zmieniło się w tej kwestii na przestrzeni lat) oraz lekki i potoczysty język, jakim z gracją operuje Hunter S. Thompson, to przyznać trzeba, że Hell's Angels. Anioły Piekieł to intrygująca lektura, której warto poświęcić swój czytelniczy czas.


Ambrose

 

------------------------------------
[1] Siri Hustvedt, Oczarowanie Lily Dahl, przeł. Magdalena Słysz, Wydawnictwo Noir sur Blanc, Warszawa 2000, s. 246
[2] Hunter S. Thompson, Hell's Angels. Anioły Piekieł. Niezwykła i szokująca opowieść o wyjętych spod prawa motocyklistach, przeł. Jarosław Pypno i Radosław Pisula, Wydawnictwo Niebieska Studnia, Warszawa 2016, s. 18
[3] Tamże, s. 33
[4] Tamże, s. 47
[5] Tamże, s. 43
[6] Tamże, s. 63
[7] Tamże, s. 148
[8] Tamże, s. 9
[9] Tamże, s. 327
[10] Tamże, s. 256
[11] Tamże, s. 87
[12] Tamże, s. 319 – 320

4 komentarze:

  1. Ciekawa jestem, czy autor tej książki podczas roku spędzonego z motocyklistami polubił ich styl życia i szybką jazdę na motorze. I czy nie wpadł w alkoholizm? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rzekłbym, że relacja miała charakter sinusoidalny. Początkowa nieufność przeradza się w chwilową fascynację, która pod koniec przechodzi w dość chłodną i wyważone ocenę :)

      Motor faktycznie został zakupiony. A co do alkoholu, to z tego co wyczytałem, to autor nigdy nie wylewał za kołnierz, czyli % już na początek stanowiły żyzne podłoże, na którym można było rozwinąć relację.

      Usuń
  2. Przeczytałem sobie z ciekawości angielską notkę wikipedystyczną na temat książki i dowiedziałem się, że pod koniec "znajomości" Thompson został pobity/skopany przez część członków za nieprzychylną uwagę rzuconą w stronę gościa, który bił żonę. W książce też to jest ujęte?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakże by mogło zabraknąć takiego ważnego epizodu, który de facto stanowił gwóźdź do trumny, w jakiej ostatecznie spoczęła znajomość z Aniołami :) Chociaż Thompson nie wyjaśnia, o co dokładnie poszło: "W Święto Pracy 1966 roku trochę przesadziłem w igraniu z losem i dostałem ciężkie manto od czterech albo pięciu Aniołów, którym wydawało się chyba, że ich wyzyskuję. Drobna różnica zdań przerodziła się nagle w coś bardzo poważnego" [1]. I trochę dalej: "Atak zakończył się z taką samą niewytłumaczalną raptownością, z jaką się wcześniej zaczął. Nie było żadnego wyjaśniania spraw ani wtedy, ani później. Nie oczekiwałem tego - nie bardziej, niż oczekiwałbym od sfory rekinów, żeby wyjaśniały, czemu rozszarpują swą ofiarę" [2].


      -----------------
      [1] Tamże, s. 343
      [2] Tamże, s. 344

      Usuń

Czytamy wnikliwie każdy komentarz i za wszystkie jesteśmy wdzięczni. Zwłaszcza za te krytyczne. Jeśli chcesz o czymś porozmawiać, zapytać, zwrócić uwagę na błąd, pisz śmiało. Każda wypowiedź, zwłaszcza na temat, jest przez nas mile widziana. Nie odrzucamy komentarzy anonimowych, jeśli tylko nie naruszają prawa. Można zamieszczać linki do swoich blogów i inne, jeśli nie są ewidentnym spamem. KOMENTARZE UKAZUJĄ SIĘ DOPIERO PO ZATWIERDZENIU przez nas :)