sobota, 30 maja 2020

Lee Know - Mądre mitochondria, czyli jak umrzeć zdrowym

Lee Know 

Mądre mitochondria. Jak opóźnić procesy starzenia i żyć zdrowiej

tytuł oryginału: Mitochondria and the Future of Medicine: The Key to Understanding Disease, Chronic Illness, Aging, and Life Itself
tłumacz: Bartłomiej Kotarski
Wydawnictwo: Wydawnictwo Kobiece 2019-06-05
liczba stron: 336
ISBN: 9788366234819


Książka Mądre mitochondria. Jak opóźnić procesy starzenia i żyć zdrowiej autorstwa Lee Know, kanadyjskiego licencjonowanego naturopaty, była na mojej liście must read od momentu, kiedy się o niej pierwszy raz dowiedziałem. Niestety w tej kategorii jest też sporo innych rzeczy oczekujących na moje zmiłowanie, więc tak sobie i Mitochondria czekały. Gdybym wcześniej spojrzał na tytuł oryginału, który znacząco różni się od polskiej wersji językowej, prawdopodobnie już dawno bym się za tę książkę zabrał. Przy okazji - rozbieżność między treścią polskiego i angielskiego tytułu jest interesującym przyczynkiem do rozważań na temat tego, jak wydawcy i marketingowcy polscy oraz anglosascy postrzegają potencjalnych nabywców swoich książek, a konkretnie jak postrzegają ich poziom umysłowy. Nasza rodzima wersja sugeruje, że mamy raczej do czynienia z kolejnym poradnikiem dla gospodyń wiejskich lub nawiedzonych poszukiwaczy cudownych diet czy też innych odmian panaceum na wszelkie choroby, zaś angielski wskazuje, iż trafiliśmy na książkę przede wszystkim popularnonaukową. Nie muszę dodawać, że choć polski tytuł nie jest formalnie kłamliwy, to oryginalny zdecydowanie bardziej oddaje zasadniczą problematykę dzieła i brzmi dużo poważniej, bardziej naukowo.




Naturopata zasadniczo brzmi dość pejoratywnie, jak coś pomiędzy szamaństwem czy nawet szalbierstwem a zielarstwem oraz inną medycyną naturalną. Nie znam się na niuansach kanadyjskiej medycyny, ale mam wrażenie, iż w Kanadzie do tej specjalizacji podchodzi się nieco inaczej (być może kluczowy jest tu dodatek licencjonowany). Lee Know pracował bowiem również między innymi jako specjalista do spraw oceny badań naukowych, dyrektor działów badawczo-rozwojowych i jest członkiem rady naukowej Alive (najpopularniejszego kandyjskiego czasopisma poświęconego medycynie naturalnej). W momencie rozpoczęcia lektury o autorze oczywiście niczego nie wiedziałem (powyższe wyczytałem z posłowia i krótkiego researchu w necie), więc nie wpływało to na mój krytycyzm i ocenę treści.

Kontynuując dygresję na temat naturopatii postrzeganej częściowo jako pseudonaukę z jednej strony i klasycznej medycyny zachodniej z drugiej, mam wrażenie, że do obu dziedzin należy podchodzić z dużą dozą krytycyzmu.

Nawiedzony naturopata bez odpowiedniej wiedzy medycznej, naukowej, jest pewnie czymś gorszym nawet niż znachor i pewnie takie przypadki się zdarzają. Niestety „nasza” medycyna nie jest wiele lepsza. Wystarczy wspomnieć choćby zbrodniczą wręcz w swym wydźwięku historię lobotomii. W szerszym ujęciu - jak wskazuje coraz więcej sygnałów potwierdzanych przez medycynę społeczną klasyczna medycyna zachodnia wcale nie ma na celu dobra pacjenta. Cała medyczna nadbudowa, od szpitali i przychodni utrzymujących się z leczenia chorych aż po przemysł farmaceutyczny, nie jest w ogóle zainteresowana w stworzeniu prawdziwie skutecznej profilaktyki, gdyż wtedy niemal wszyscy zatrudnieni w starych specjalnościach musieliby poszukać innej pracy. Tendencja ta jest jeszcze wzmacniana przez wspólny dla całego Zachodu kult ciągłego wzrostu PKB. Samo w sobie jest to idiotyczne, gdyż jak wie każdy, kto prowadzi budżet domowy, przychód brutto nic nie znaczy, liczy się dochód netto, i to po odjęciu wszystkich obciążeń, na przykład rat kredytu. Sęk w tym, że im bardziej rozwinięty kraj, tym większy procent PKB jest generowany przez usługi, w tym medyczne. Paradoksalnie – im bardziej schorowane społeczeństwo, im więcej ludzi musi się leczyć, tym lepiej dla PKB, bo jego wzrost jest generowany na każdym etapie leczenia, od diagnostyki, przez kurację, po przemysły wspierające, na przykład farmację, protetykę, itd.

Innym problemem klasycznej „naukowej” medycyny zachodniej jest nadmierna specjalizacja powodująca leczenie chorób, nie pacjentów i zbliżająca się do wiedzenia wszystkiego o niczym oraz zamknięcie umysłu na inne prądy umysłowe niż schematy wyniesione ze studiów. Przykładem pierwszego wypaczenia jest choćby śp. prof. Zbigniew Religa. Genialny kardiochirurg, człowiek o wielkiej wiedzy w ramach swej specjalizacji, ale jego wiara w to, że człowiek kiedyś będzie nieśmiertelny śmieszyć musi nawet bez odwoływania się do nauki powyżej programu szkoły średniej i świadczy dobitnie o tym, że autorytet w jednej dziedzinie potrafi coraz częściej wykazywać elementarne braki w wiedzy ogólnej, interdyscyplinarnej. Przykładem drugiego jest przypadek znany mi osobiście – gdy rozmowa zeszła na tematy ziołolecznictwa młody obiecujący lekarz zaczął narzekać, że teraz na studiach w ogóle się o tym nie mówi. Wtedy padła propozycja pożyczenia mu opracowań tej tematyki pióra autorów wspartych autorytetem poważnych tytułów naukowych medycyny akademickiej, na co reakcją były wykręty wyraźnie dające do zrozumienia, że tak naprawdę lekarz w ogóle nie jest taką lekturą zainteresowany.

No, ale dość tych dygresji. Wracajmy do Mądrych mitochondriów. Od pierwszych chwil lektura wciągnęła mnie tak, że trudno mi się było od niej oderwać. Musiałem się jednak do tego systematycznie zmuszać, by utrwalić nowe pojęcia i nowe porcje wiedzy oraz dać sobie czas na refleksje. Choć czyta się to bardzo łatwo, ze względu na klarowny, przejrzysty i łatwy w odbiorze styl, to muszę przestrzec przed zbyt szybkim podążaniem naprzód. Ilość wiedzy, która będzie nową dla każdego, kto nie siedzi w biochemii, jest w tym dziele wprost ogromna i jeśli nie chcecie się pogubić, jeśli chcecie nadążać za autorem nie tracąc krytycznej kontroli i śledząc uważnie całość wywodu, musicie w każdej chwili zachować pełną koncentrację i nie dopuszczać do przeskoków, do pozostawiana fragmentów bez pełnego zrozumienia. Jeśli tego dokonacie, Mądre mitochondria odsłonią Wam prawdziwe piękno najnowszych osiągnięć nauki w tej dziedzinie, najnowszych trendów i koncepcji. Myślę, że nawet czytelnik, który nigdy nie otarł się o tę tematykę jest w stanie w pełni zrozumieć wszystko, gdyż jest to jedna z najlepiej napisanych książek popularnonaukowych jakie kiedykolwiek czytałem, ale musicie mieć też świadomość, że będzie to wówczas wymagać dużo więcej wysiłku, niż w przypadku odbiorcy obytego w temacie.

Gdybym nie dowiedział się tego po zakończeniu lektury, z samej treści nigdy nie domyśliłbym się, że autorem jest naturopata. Fakty, teorie, logiczne wywody, wnioski i hipotezy – wszystko na swoim miejscu i z przyłożoną odpowiednią do przedmiotu wagą kojarzą styl autora raczej z jakimś uczonym z zakresu medycyny czy biochemii niż specjalistą medycyny naturalnej. Niejeden autor zajmujący się nie tylko medycyną, ale i naukami podstawowymi, mógłby brać przykład z Lee Know.

Wiedza to gmach, w którym wszystkie poszczególne cegiełki są z sobą powiązane. Nie wszystkie jednakowo mocno, niektórych powiązań nie widzimy, ale poznajemy nie tylko coraz więcej nowych cegiełek, lecz i widzimy coraz więcej powiązań nawet między tymi od dawna znanymi elementami. Z tego właśnie powodu dobra książka popularnonaukowa musi zahaczać o inne, nierzadko z pozoru odległe od głównych rozważań tematy. Mądre mitochondria traktujące o tytułowych organellach i najnowszych osiągnięciach nauki w badaniach nad nimi, płynnie przechodzą w rozważania nad z pozoru odległymi od siebie dziedzinami - zdrowiem i chorobami, starzeniem się, medycyną, samym życiem, dziedziczeniem, religią, polityką społeczną i gospodarczą, eugeniką, epigenetyką, postami i głodówkami, sportem, toksycznością leków i pestycydów, chorobami nowotworowymi, sercu sportowca, genem długowieczności, zaletami czekolady i konopi indyjskich, i wielu, wielu innych, jak m.in. przyczynami powszechności i łatwości nabywania lekooporności. Przy tej ostatniej okazji szkoda tylko, że informacja o tym, iż w Kanadzie i USA jest obowiązek przedstawiania dowodów, iż określony probiotyk stosowany w suplemencie diety nie wykazuje odporności na antybiotyki nie została przez naszego wydawcę uzupełniona o objaśnienie sytuacji w Polsce. 

Na uwagę zasługuje pokora autora; zrozumienie własnych ograniczeń, ograniczeń posiadanej wiedzy oraz ogromu niewiedzy. Nie wypowiada on prawd ostatecznych, a jedynie wskazuje co już wiemy, co przypuszczamy, a o czym kompletnie niczego nie wiemy. Nie przeszkadza to jednak w opisaniu trendów, z których najważniejszy dla głównego tematu jest ten, iż coraz więcej chorób dotąd uważanych za spowodowane innymi przyczynami (jak na przykład cukrzyca) ma swe pierwotne źródło w wadliwej pracy mitochondriów a to, co dotychczas było uznawane za przyczynę, jest tylko bezpośrednim efektem takiej dysfunkcji. Bardzo też doceniam zdroworozsądkowe rozumowanie Lee Knowa, nawołujące do umiaru we wszystkim, co niestety nie jest zbyt powszechne wśród propagatorów nowych idei. Podkreśla też, że medycyna mitochondrialna to jedna z najbardziej dynamicznych dziedzin nauki, więc w każdej chwili możemy się spodziewać kolejnych rewolucji i jak sam pisze:

Obserwujemy gwałtowny rozwój tej dziedziny medycyny, a kiedy piszę tę książkę, co tydzień publikowanych jest około 200–300 nowych wyników badań. Ten trend utrzymuje się od ostatnich 5–6 lat, w trakcie których gromadziłem materiały naukowe na potrzeby swojej publikacji!

Problem polega na tym, że im dokładniej badamy tę dziedzinę, tym bardziej staje się ona zagmatwana. Najnowsze badania dotyczą interakcji między mitochondriami a innymi organellami, takimi jak peroksysomy i retikulum endoplazmatyczne. Oba mają istotny wpływ na zdrowie mitochondriów. W biologii nigdy nic nie funkcjonuje w izolacji. Od każdej zasady znajdujemy mnóstwo wyjątków, a od nich kolejne wyjątki. Im głębiej docieramy, tym wszystko staje się bardziej skomplikowane.

Trzeba również docenić wskazówki autora kierujące do innych źródeł, jak również sugestię, że w internecie można znaleźć wiele informacji uzupełniających książkę. Niezapomnianym wrażeniem jest na przykład obejrzenie po raz pierwszy animacji 3D z fosforylacji oksydacyjnej (tworzenia ATP).

W książce nie zabrakło perełek, wśród których każdy znajdzie takie, które go zaszokują, zaciekawią i zadziwią. Mnie na przykład zaskoczyło, że w Wielkiej Brytanii od 2015 dozwolona jest metoda sztucznego zapłodnienia w wyniku której rodzą się dzieci, które mają trójkę rodziców biologicznych. Szkoda, że nie ma informacji, jak się ma do tego Kościół, który uważa, że dziecko może mieć tylko dwóch rodziców. Nie mniej zadziwiająca jest informacja, iż są bakterie bardziej wydajne w produkcji energii niż gwiazdy. 

Jak już wspomniałem nie jest to opracowanie cudownym przepisem na zdrowie i do niczego takiego nie aspiruje. Zawiera jednak kilka cennych wskazówek dotyczących suplementacji i diety przeciwdziałającej patologicznym objawom starości. Uważny czytelnik sam sobie jednak wyciągnie wnioski co do ogólnego postępowania, gdyż same się nasuwają.

Na zakończenie wspomnę o kolejnej przesłance potwierdzającej wniosek, iż Lee Know choć jest zafascynowany dziedziną, która go pochłania, to zarazem pozostaje umysłem otwartym i krytycznym. Pisząc, że zdrowe mitochondria pozwalają umrzeć zdrowym wspomina, iż niestety wiąże się to również z ryzykiem wzrostu długości życia. Niestety, gdyż tak naprawdę rządy, wbrew deklaracjom, wcale się nie ucieszą, gdyby coś takiego stało się realne. Wystarczy wspomnieć efekty społeczne i ekonomiczne podobnego trendu. Każdy kij ma dwa końce.

Tutaj może się komuś skojarzyć, że Mądre mitochondria są sprzeczne z Bzdietami Traci Mann, o których swego czasu pisałem, gdyż ta ostatnia neguje wszelkie diety z wyjątkiem leczniczych, a Lee Know pozytywnie wyraża się o restrykcjach kalorycznych i diecie ketogenicznej. Jest to jednak sprzeczność pozorna. Traci Mann wykazuje bezsens diet, których celem jest osiągnięcie „idealnej wagi”, natomiast Lee Know z przekonaniem mówi o suplementacji promitochondrialnej, co dietą nie jest i prowadzi rozważania o dietach restrykcyjnych ze względu na mitochondria, nie na wagę, słowo to zresztą niemal w książce nie występuje. Pozostałe rozważania dietetyczne mają charakter wyraźnie leczniczy a poza tym pełne są podkreśleń, iż badania wciąż trwają.

Reasumując muszę stwierdzić, że Mądre mitochondria zaskoczyły mnie jak rzadko która książka. Potężna dawka fascynującej wiedzy podanej w najbardziej przystępny sposób została uzupełniona przez formę w jakie została podana – formę, która wymusza samodzielne myślenie, stawianie pytań i szukanie na nie dalszych, nowszych odpowiedzi. Absolutnie i zdecydowanie polecam


Wasz Andrew


  • nie podobała mi się
  • była w porządku
  • podobała mi się
  • naprawdę mi się podobała
  • była niesamowita

2 komentarze:

  1. Ha, faktycznie, różnica między oryginalnym tytułem, a polskim jest porażająca. I bardzo ciekawe wnioski wyciągnąłeś z tej różnicy. A sama lektura sprawia wrażenie bardzo ciekawej. Rozejrzę się za nią w bibliotece.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To samo było z tytułem wspomnianej książki Traci Mann Bzdiety.

      Usuń

Czytamy wnikliwie każdy komentarz i za wszystkie jesteśmy wdzięczni. Zwłaszcza za te krytyczne. Jeśli chcesz o czymś porozmawiać, zapytać, zwrócić uwagę na błąd, pisz śmiało. Każda wypowiedź, zwłaszcza na temat, jest przez nas mile widziana. Nie odrzucamy komentarzy anonimowych, jeśli tylko nie naruszają prawa. Można zamieszczać linki do swoich blogów i inne, jeśli nie są ewidentnym spamem. KOMENTARZE UKAZUJĄ SIĘ DOPIERO PO ZATWIERDZENIU przez nas :)