piątek, 22 lutego 2019

Joanna Bator "Piaskowa Góra" - Dramat bocianiego gniazda

Piaskowa Góra

Joanna Bator

Wydawnictwo: W.A.B.
Liczba stron: 488
 
 
 
 
 
 
 
Słowo normalny używane w kontekście usiłowań opisania danej osoby czy środowiska to wyraz równie zdradziecki, co śliski i niewdzięczny. Z jednej strony intuicyjna definicja wydaje się bardzo prosta – normalny to przecież taki, jaki powinien być. Opis bardziej precyzyjny zawierałby wyrażenie, że normalny to znaczy zawierający wszystkie przypisany sobie cechy, lub krócej – typowy. Ze statystycznego punktu widzenia normalność można utożsamiać z dominantą, czyli wartością występującą najczęściej w danym rozkładzie. Jeśli jednak przejść od teorii do praktyki, nierzadko okazuje się, że wspomniana normalność jest tylko powierzchowna, bowiem pod pokładami tego, co zwyczajne, swojskie, typowe i pospolite skrywamy rzeczy, które w ogólnym mniemaniu uchodzą za nieodpowiednie, niestosowne, niewłaściwie, złe, podłe bądź nieprzyzwoite. Przekonuje nas o tym choćby Joanna Bator (1968), autorka powieści Piaskowa Góra.
 
Centralną postacią tego polifonicznego dzieła jest Jadzia Chmura z domu Maślak. Jej przybycie do Wałbrzycha z Zalesia, niewielkiej skierniewickiej wsi staje się punktem wyjścia do snucia opowieści, której protagonistami są trzy pokolenia kobiet (oprócz losów Jadzi, istotnymi składowymi fabuły są dzieje jej matki i teściowej oraz córki Dominiki), a tłem dolnośląskie miasto począwszy od lat 40-tych, poprzez epokę Gomułki i Gierka, a na narodzinach polskiej demokracji skończywszy.
 
Wałbrzych – rodzinna miejscowość Joanna Bator – pozwala ukazać autorce skomplikowane i niełatwe perypetie państwa polskiego, podnoszącego się po pożodze II wojny światowej ze szczególnym uwzględnieniem Ziem Odzyskanych, czyli terenów, które w okresie 20-lecia międzywojennego należały do III Rzeszy Niemieckiej. W telegraficznych skrócie, na czytelniczych oczach Waldenburg ulega przeobrażeniu wyrażającemu się w zmianie tożsamości z niemieckiej na polską: Pod spodem Wałbrzycha jest węgiel, na wierzchu piasek i ludzie nawiani tu ze świata na miejsce wypędzonych. W domach poniemieckie książki w gotyku idą na rozpałkę, Schneider, który wcale nie przypomina krawca na odstrzał, Wasser po przegotowaniu przemienia się w wodę. Przez Adolf Hitler Strasse, która jest już ulicą Włodzimierza Lenina, pcha się wózki, taszczy walizki, ciągnie dzieci, psy i staruszki w kwiecistych chustkach [1]. Ponadto sporo uwagi poświęcono latom 60-tym i 70-tym, kiedy to Wałbrzych jawi się jako ogromna kotłowanina (jej symbolem staje się dzielnica Piaskowa Góra na czele z osiedlem Babel, złożonym z blokowisk z wielkiej płyty) bądź rodzaj naczynia – co prawda nie napływają już do niego przesiedleńcy ze Wschodnich Kresów czy repatrianci z Zachodu, ale wciąż nie brak poszukiwaczy dostatku i szczęścia (gwarantem tychże jest czarne złoto) oraz wszelakiej maści pechowców, liczących na to, że na Śląsku rozpoczną nową, bardziej fortunną egzystencję (Niektórzy, tak jak Stefan, wychowali się w poniemieckich domach, zajętych przez rodziców rzuconych na ziemie odzyskane z ziem straconych, innych wyorało z wiosek Mazowsza i stoczyli się do kopalń Wałbrzycha jak ziemniaki z pijanego wozu. Jedni mieli w walizkach Ostrobramskie, a drudzy Częstochowskie, po których na wapnem bielonych ścianach zostały jaśniejsze prostokąty. Tam skąd przyjechali jedni i drudzy, musieli zajmować mało miejsca i to ich łączyło we wzajemnej czujności [2]). Bator mocno dba też o miejski folklor – liczne anegdoty oraz ciekawostki pozwalają poczuć atmosferę Wałbrzycha, które jak każde miasto ma swoje intrygujące historie, tajemnicze zakamarki czy nieszablonowe sylwetki lokalnych oryginałów.
 
Drugim – obok Wałbrzycha – fundamentem, na którym Bator wznosi swoją literacką konstrukcję jest panorama ludzkich jednostek. Składają się na nią osobniczki bądź osobnicy pozornie przeciętni i tuzinkowi, których pragnieniem pozostaje tkwienie w współtworzonej, szarej masie anonimowych postaci. Ich marzeniem (a może celem?) jest niewyróżnianie się, spokojne i ciche trwanie, uporczywe zmaganie się ze złośliwościami nie szczędzonymi przez kapryśny los. Wyznacznikiem tego niewymyślnego, ale prowadzonego zgodnie z wymogami tradycji życia jest (…) normalna rodzina, co to składa się z ojca, matki i dzieci połączonych sakramentem i uczuciem plus babcia do opieki, póki ich śmierć nie rozłączy [3]. Natomiast budzącym zgrozę zaprzeczeniem – fiksum-dyrdum, czyli wszystko to, co nie mieści się w przyjętych standardach: choroba psychiczna czy niepełnosprawność, nieślubne dziecko, głośne i otwarte poruszanie kwestii związanych z seksualnością, współżycie z płcią przeciwną pomimo braku małżeńskich więzów albo homoseksualność. Są to sprawy, które zależnie od okoliczności należy okrywać całunem przemilczenia, świadomie ignorować, wyszydzać bądź głośno potępiać.
 
Ważną składową książki są przemyślenia i refleksje orbitujące wokół najróżniejszej tematyki. Bator z nutką nostalgii podlaną sosem przaśności przywołuje szaro-bure lata PRL-u, przedstawiając zarówno krótkotrwały okres dobrobytu jak i późniejsze załamania gospodarcze, całość przyozdabiając pogodną ironią. Nie brakuje też wstawek feministycznych – autorka sygnalizuje m.in. powszechność aborcji, dokonywanych w okresie komunizmu, ale zdecydowanie ciekawiej prezentują się anty-patriarchalne fragmenty, ubrane w rozważania Jadzi dotyczące natury Boga Ojca, który tak miłuje swego Syna, że pozwala mu zginąć męczeńską śmiercią (Religia ojca, który skazał na ukrzyżowanie własnego syna, nie dawała Jadzi niczego, co mogłoby się jej przydać w życiu, bo żadna matka nie wymyśliłaby podobnej głupoty i raczej sama dałaby się ukrzyżować, nawet jak ją dziecko od czasu do czasu denerwuje [4]). Przy okazji zaznaczony jest ogromny rozdźwięk panujący pomiędzy wiarą codzienną a religią i jej dogmatami. Z kolei wątek Dominiki służy do nakreślenia problemu Obcego – dziewczyna boleśnie doświadcza tego, że ci, których uznano za odmiennych, wyróżniających się czy nie przystających do reszty, padają ofiarą ostracyzmu. Przypięcie łatki Inna skutkuje nie tylko towarzyskim wykluczeniem, ale i złośliwością, pogardą, a nawet słowną agresją. Wisienką na torcie jest przywołanie klimatu pstrokacizny wczesnych lat 90-tych, kiedy zachłyśnięci demokracją i wolnością Polacy starają się na wszelkie możliwe sposoby naśladować mieszkańców krajów Europy Zachodniej.
 
Powieść Joanny Bator jest słodko-gorzką lekturą, która wywołuje zarówno uśmiech jak i głęboki smutek. Autorka bez zbędnych upiększeń czy ozdobników pokazuje małość człowieczej natury, nie zapominając przy tym, że ludzie zdolni są także do wielkich wyrzeczeń, miłości bądź poświęcenia. Dzięki wprowadzeniu omnipotentnego, trzecioosobowego narratora (zabieg znany z innych polskich powieści, jak choćby Prawiek i inne czasy Olgi Tokarczuk czy Drach Szczepana Twardocha) możliwe jest przybliżenie przygód całej rzeszy protagonistów – na ogół są to zwykli ludzie zmagający się z trudami dnia powszedniego, walczący o swoje małe szczęście. Bator podkreśla, że te próby często skazane są na niepowodzenie z racji własnych wad i słabostek – skupianie się na tym, czego nie posiadamy my, a czym mogą pochwalić się inni, doszukiwanie się najgorszych intencji w działaniach bliźnich czy realizowanie swoich rojeń za sprawą bliskich (przeważnie dzieci i nie rzadko bez poszanowania ich woli), to wszystko skutecznie zaślepia, uniemożliwiając dostrzeżenie przytrafiających się pomyślnych momentów.
 
Reasumując, Piaskowa Góra to napisana z dystansem i ironią książka nawiązująca formą do wielopokoleniowej sagi. Pisarce bardzo ciekawie udało się odmalować Polskę jako kraj, którego obywatele poszukują własnej tożsamości, jednocześnie pragnąc za wszelką cenę być traktowanym jako ktoś swój, komu można zaufać, kto nie jest narażony na napiętnowanie i wykluczenie. Ale największą wartością książki jest zawoalowane przesłanie – przypomnienie, że nie warto być osobą, której brakuje odwagi do tego, by dążyć do realizacji swoich planów czy fantazji. Porzucenie świata marzeń może sprawić, że pewnego dnia ockniemy się na bocianim gnieździe – osamotnieni, z nieprzyjemnym wrażeniem, że życie i wszystko, co w nim dobre i wartościowe przeszły nam koło nosa.


[1] Joanna Bator, Piaskowa Góra, Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2013, s. 12
[2] Tamże, s. 31
[3] Tamże, s. 11
[4] Tamże, s. 192
 

Piaskowa Góra [Joanna Bator]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE
Piaskowa Góra [Joanna Bator]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE
Piaskowa Góra [Joanna Bator]  - KLIKAJ I SłUCHAJ ONLINE

5 komentarzy:

  1. Joanna Bator znakomicie sportretowała pozornie nieciekawe śląskie miasto. Okazało się, że jest w nim magia i ludzie, którzy chcą więcej niż zwyczajnego życia. Mnie również ta powieść ujęła. Chciałabym więcej poczytać o "magicznym Śląsku", czy coś może polecasz?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z tego co widziałem na LC, to przymierzasz się do "Dracha" Twardocha. Wydaje mi się, że to bardzo ciekawa książka, ukazująca jakim historyczno-kulturowym konglomeratem jest Śląsk.

      Usuń
    2. Na poziomie naprawdę mistrzowskim jest Czarny ogród Małgorzaty Szejnert. Co prawda nie ma w niej "magii", ale jest napisana tak, iż magia przy tym wysiada. A może i jest magia? Magia życia...

      Usuń
  2. Dystans i ironia? Jestem na tak. Jeśli dorzuci się trochę humoru, to już w ogóle.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dystans i ironia, chociaż pewnie znajdą się tacy, co odczytają to jako pogardę czy wywyższanie się ;)

      Usuń

Czytamy wnikliwie każdy komentarz i za wszystkie jesteśmy wdzięczni. Zwłaszcza za te krytyczne. Jeśli chcesz o czymś porozmawiać, zapytać, zwrócić uwagę na błąd, pisz śmiało. Każda wypowiedź, zwłaszcza na temat, jest przez nas mile widziana. Nie odrzucamy komentarzy anonimowych, jeśli tylko nie naruszają prawa. Można zamieszczać linki do swoich blogów i inne, jeśli nie są ewidentnym spamem. KOMENTARZE UKAZUJĄ SIĘ DOPIERO PO ZATWIERDZENIU przez nas :)