piątek, 23 czerwca 2017

Olga Tokarczuk "Prawiek i inne czasy" - O ludziach, ludziach i ludziach

Prawiek i inne czasy

Olga Tokarczuk

Wydawnictwo: W.A.B.
Liczba stron: 272
 
 
 
 
 
 
Prawiek jest miejscem, które leży w środku wszechświata. Gdyby przejść szybkim krokiem Prawiek z północy na południe, zabrałoby to godzinę. I tak samo ze wschodu na zachód. A jeśliby kto chciał obejść Prawiek naokoło, wolnym krokiem, przyglądając się wszystkiemu dokładnie i z namysłem – zajmie to cały dzień. Od rana do wieczora [1]. Wnikliwa lektura Prawieku i innych czasów – powieści Olgi Tokarczuk, z której pochodzi powyższy cytat – zajmie uważnemu czytelnikowi jeszcze więcej czasu, bowiem dzieło, które uhonorowane zostało Nagrodą Fundacji im. Kościelskich, przywodzi na myśl płody południowoamerykańskich pisarzy (Roberto Arlta, Ernesto Sábato, Julio Cortázara), usiłujących stworzyć tzw. literaturę totalną, tj. pozycję zawierającą w sobie chociaż okruch ABSOLUTU.

Akcja Prawieku i innych czasów osadzona jest w niewielkiej kieleckiej wiosce, w której swoją egzystencję prowadzą kolejne pokolenia kilkunastu rodzin. Czytelnik gości w Prawieku od momentu rozpoczęcia I Wojny Światowej aż do późnych lat osiemdziesiątych, śledząc przemiany, jakie zachodzą we wsi na przestrzeni lat. Wraz z następnymi przewracanymi kartami, przekonujemy się, że osada to cały Wszechświat zamknięty w pigułce, bowiem znajdujemy tu wszystko, czego można spodziewać się po rodzaju ludzkim – jest tu więc pycha, chęć posiadania, głupota, narodziny i śmierć (w najróżniejszych odmianach, począwszy od mordów, poprzez poronienia, a na spokojnym zasypianiu skończywszy), wojna i miłość (zarówno ta platoniczna jak i grzeszna, cielesna, fizyczna), pożądanie i szaleństwo, głód i cierpienie oraz krótkie, acz ulotne chwile radości.

Prawiek niewolny jest również od wpływów świata zewnętrznego – jego mieszkańcy doświadczają wielkich historycznych przemian, stając się trybikami takich złożonych mechanizmów jak wojna czy konstytuowanie się nowego ładu. Nie brakuje podszeptów brudnej polityki czy ingerencji społecznych przeobrażeń. Wszystko to spada na barki zwyczajnych i pospolitych ludzi, którzy usiłują przede wszystkim trwać, poszukując swojego prywatnego, małego szczęścia, o które niekiedy tak trudno w odmętach wzburzonych wód życia. Nieoczywiste wybory, decyzje, które należy podjąć, a konsekwencji których nie sposób w pełni przewidzieć, pokusy, jakie niesie ze sobą przyjęcie konformistycznej postawy, to tylko niektóre z rzeczy, z którymi konfrontują się protagoniści.

Warto zaznaczyć, że bohaterowie, zarówno pierwszo- jak i drugoplanowi, zostają nakreśleni zaledwie kilkoma ruchami pędzla – opisy snute przez trzecioosobowego narratora są bardzo oszczędne – ale każdy z portretów psychologicznych tchnie głębią i autentyzmem. Postacie poznajemy głównie za sprawą działań, czynów, postępowania w określonych okolicznościach. Na podstawie tych właśnie interakcji ludzi z otoczeniem, Tokarczuk udaje się przemycić przekonanie, że mimo iż człowiek (…) uczy się od świata, uczy się od zdarzeń, uczy się wiedzy o świecie i o samym sobie [2], to i tak pozostaje zagadką, nawet dla samego siebie – jest niczym (…) mętny, zarośnięty rzęsą staw [3].

Równie interesujące przemyślenia dotyczą czasu i jego natury – można wręcz pokusić się o stwierdzenie, że Prawiek i inne czasy to powieść w ogromnej mierze poświęcona czasowi i jego niszczącej działalności, czasowi, z którym człowiek mierzy się przez całe swoje życie. Zmagania te kończą się jednak permanentną klęską, ponoszoną na niemal wszystkich płaszczyznach, bowiem ludzie w końcu umierają, prędzej czy później ginie także pamięć o nich, a finalnie również efekty naszej działalności zostają skruszone zębem czasu. Proza Tokarczuk uczy więc pokory, pozwala z dystansem spojrzeć na naszą ziemską wędrówkę oraz na rolę człowieka w otaczającej go rzeczywistości. Świetnie wyraża to fragment: Ludzie myślą, że żyją bardziej intensywnie niż zwierzęta, niż rośliny, a tym bardziej – niż rzeczy. Zwierzęta przeczuwają, że żyją bardziej intensywnie niż rośliny i rzeczy. Rośliny śnią, że żyją bardziej intensywnie niż rzeczy. A rzeczy trwają, i to trwanie jest bardziej życiem niż cokolwiek innego [4], bowiem (…) taką ma bowiem zdolność wszelka materia – zatrzymywać to, co ulotne i przemijalne [5].

Książka Tokarczuk wyróżnia się z uwagi na styl, w jakim jest utrzymana. O losach osobników z Prawieku czyta się z perspektywy jednostki, ale w ujęciu całej społeczności – poszczególne rozdziały o znamiennych tytułach (Czas Misi, Czas Michała, Czas Kłoski, Czas Izydora, itd.) koncentrują się na doznaniach, przejściach, przygodach jednego bohatera (do kilku kluczowych postaci autorka wraca parokrotnie), które pozostają w ścisłym związku z bytem pozostałych. Całość składa się na barwną mozaikę – okruchy pojedynczych historii zostają zebrane i zgrabnie tkane jest z nich kolorowe płótno dziejów Prawieku. Ponadto utwór to wesoło skrzący się melanż twardej rzeczywistości (niekiedy mocno ponurej i przygnębiającej) oraz ułudy, mirażu, fantazji. Świat realny, racjonalny, uporządkowany i logiczny swobodnie miesza się z czymś, co przywodzi na myśl senne majaki, których fundamentem są zabobony, przesądy i gusła oraz religia katolicka, wykoślawiona i zdeformowana przez pogańskie wierzenia – w rezultacie powstaje wdzięczny materiał, z którego Tokarczuk szyje niezwykle bogaty świat przedstawiony, ocierający się o iberoamerykański realizm magiczny. 

Prawiek i inne czasy to z pewnością pozycja, która zasługuje na miano arcydzieła. Podobnie jak w przypadku Anny In w grobowcach świata, Tokarczuk prezentuje czytelnikowi uwspółcześniony mit, w którym zawarte są uniwersalne prawdy, i za pomocą którego objaśniony zostaje spłodzony mikroświat i rządzące nim prawa oraz zależności.


[1] Olga Tokarczuk, Prawiek i inne czasy, Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 1997, s. 5
[2] Tamże, s.13
[3] Tamże, s. 14
[4] Tamże, s. 43
[5] Tamże, s. 44
 

Prawiek i inne czasy [Olga Tokarczuk]  - KLIKAJ I SłUCHAJ ONLINE
O książce napisali także:

20 komentarzy:

  1. Pamiętam, że na podstawie fragmentu (opisującego życie na wsi) tej książki omawialiśmy w liceum realizm magiczny. Z nie całkiem jasnych dla mnie przyczyn nie przepadam za motywem wsi w literaturze (z wyjątkiem wsi u Mo Yana), dlatego, mimo że lubię realizm magiczny, podchodziłam do tej książki trochę jak pies do jeża. Po Twojej recenzji jestem jednak przekonana, że mi się spodoba (w końcu jest motyw czasu, bardzo podoba mi się także poświęcenie osobnych rozdziałów poszczególnym bohaterom), niemniej to nadal nie będzie mój pierwszy wybór, gdy ponownie sięgnę po prozę Tokarczuk. ;) Szczerze powiedziawszy, z dwóch recenzowanych przez Ciebie pozycji bardziej pasuje mi "Anna In w grobowcach świata". :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aj, ten motyw wsi może być trochę śliski i zdradziecki, bowiem na dobrą sprawę można go ująć z wielu, wielu perspektyw. Najprostsza, która od razu przychodzi do głowy to wieś reymontowska, ew. prusowska i faktycznie, pejzaż pióra tych pisarzy jest ciut siermiężny (chociaż dla mnie posiada nieodparty urok). Ale nie zapominajmy, że wieś portretował choćby Gombro ("Ferdydurke"), Kosiński ("Malowany ptak") czy Myśliwski. Może warto poznać te inne obrazy (zaczęłaś b. dobrze, bo od Mo Yana) i w ten sposób przezwyciężysz swoją awersję :)

      A co do pani Tokarczuk, to widzę, że słusznie doczekała się ona miana jednej z ciekawszej, współczesnej polskiej pisarki. Moim celem jest poznanie całego jej dorobku. A co do tych dwóch dotychczas przeze mnie przeczytanych książek, to może rzeczywiście odrobinę lepsza jest "Anna In w grobowcach świata" (powaliła mnie futurystyczna wizja miasta), ale Prawiekowi również nie brakuje niczego, co nie pozwoliłoby nazwać książki arcydziełem :)

      Usuń
    2. Własnie, Reymont! "Chłopi" to jedna z bardzo niewielu książek, których nie dałam rady skończyć, niemniej planuję do niej wrócić, gdy już przeczytam całą inną polską klasykę literatury. ;) Nie wiem natomiast, którą prusowską wieś masz na myśli - czy tę z "Lalki", czy jakąś inną (czytałam tylko "Lalkę"), ale jeśli z niej, to w tym obrazie akurat nie ma niczego, co by mi się nie podobało, z tym że "Lalka" to jedna z moich wielkich licealnych miłości. "Ferdydurke" jest kolejną. ;D Niestety obie powieści nie zmniejszyły mojej awersji do wsi, a "Traktat o łuskaniu fasoli" w ogóle mi nie podszedł - powoli się zbieram do przeczytania kolejnej książki Myśliwskiego, ale nadal nie w najbliższym czasie. Muszę natomiast pamiętać o "Malowanym ptaku". :) Myślę, że też Tokarczuk może zmniejszyć tę awersję - jeśli nie ona, to już nie wiem kto. ;)

      Usuń
    3. Co do Prusa, to miałem na myśli nowelę "Antek".

      A jeśli chodzi o wieś - to taki masz do niej stosunek w ogóle? Może tu leży problem :)

      Usuń
    4. A widzisz, to tego nie czytałam, choć kojarzę tytuł. ;)

      A to jest bardzo ciekawe spostrzeżenie, bowiem teraz mam stosunek neutralny, aczkolwiek nadal wolałabym mieszkać w mieście. Kiedyś jednak nie tyle nie lubiłam wsi, co nie chciałam na niej mieszkać, bojąc się, że zostałabym tematem plotek z uwagi na orientację seksualną (wtedy chodziło tylko o to, teraz jeszcze doszłaby kwestia mojej płci). W mieście jednak o wiele łatwiej wtopić się w tłum. Teraz jeśli mam żyć jako ja niczego (w miarę) nie ukrywając, to przecież i tak sąsiedzi by się dowiedzieli, więc równie dobrze mogłabym być tematem plotek w bloku albo mogłabym trafić na bardzo tolerancyjną wieś, których jest w Polsce coraz więcej, mimo że nadal gdzieś w ludziach tkwi przekonanie, że wsie są nietolerancyjne (czy są - nie wiem, nie mieszkałam). Kiedyś jednak myślałam o tym o wiele bardziej stereotypowo, że jak miasto, to na pewno będzie dobrze, a jak wieś, to z pewnością źle. Znaczy jakby nie patrzeć w małych miejscowościach zna się o wiele więcej ludzi i plotki się rozchodzą szeroko, a ja lubię taką ogólną anonimowość dużego miasta, niemniej nie uważam już, że na wsi byłabym na świeczniku w tym bardzo negatywnym znaczeniu - choć może ten strach nadal gdzieś we mnie tkwi i rzeczywiście to dlatego nie przepadam też za wsią literacką? Tak w ogóle to dziękuję, dałeś mi spory powód do rozmyślań. :)

      Usuń
    5. Ha, właśnie widzę, że otwarłem w Twojej duszy jakąś skrytkę, bo komentarz popłynął gęstym potokiem słów. Z tym stosunkiem do wsi to ciekawa sprawa. Ja także zdecydowanie bardziej preferuję miasta, przy czym największe wrażenie wywierają na mnie ogromne metropolie, w których człowiek staje się nic nie znaczącą częścią szarego tłumu (chociaż aktualnie w takim molochu nie mieszkam). Czyli podejście mamy dość zbliżone. Moja sympatia do wielkich ludzkich skupisk również podyktowana jest "umiłowaniem" anonimowości - jako osoba nieśmiała z natury nie przepadam za towarzystwem i bardzo cenię sobie święty spokój :)

      Usuń
  2. Kiedyś czytałam. „Prawiek” trzeba poznawać powoli, z namysłem. Ciekawa jestem, po którą z książek tej autorki sięgniesz w następnej kolejności. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak, wody czasu płyną w tej książce leniwie i do tego rytmu winien dostosować się czytelnik - wtedy satysfakcja sącząca się z lektury będzie najpełniejsza. Ha, ja również jestem ciekaw, na co tym razem padnie. Przekonam się przy okazji najbliższej wizyty w bibliotece :)

      Usuń
  3. Zastanawia mnie jak sprawdzić czy literatura zawiera w sobie okruch ABSOLUTU i czy nie jest to rodzajem megalomanii ze strony autorów, że zakładają, iż jest to w ogóle możliwe :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wyczuwam subtelną nutkę ironii, ale jestem właśnie w trakcie lektury książki, której współautorem jest Pratchett i może to przewrażliwienie :) Z tym ABSOLUTEM to absolutnie moje subiektywne doznania - czytając szczególnie prozę południowoamerykańską doszedłem do przekonania, że tamtejsi autorzy tworząc literaturę, nie ograniczają się wyłącznie do opowieści. W swoich historiach próbują zawrzeć tak ogromną siłę przekazu, że na myśl przychodzą mi wyłącznie próby pochwycenia w karby słów ABSOLUTU (oczywiście nie jest to możliwe, stąd tylko próby, usiłowania, starania, zmagania, itd.). Podobne wrażenie odniosłem przy okazji kontaktu z Prawiekiem. Ale przyznam szczerze, że cieszy mnie ogromnie, że są tacy zuchwalcy, którzy próbują dokonać tej niewykonalnej sztuki.

      P.S. Serdecznie polecam mrożkowe opowiadanie "Ad acta".

      Usuń
    2. Ja pozwolę sobie zasiać ferment i napiszę, że mamy tu do czynienia z ambrose'owską interpretacją, a możliwe, że sami autorzy i autorki do absolutu nie aspirowali. Jednak samo dostrzeżenie przez Ambrose'a choćby cząstki tegoż absolutu zbliża ich do niego, chcąc nie chcąc.

      Usuń
    3. Ha, bardzo ładnie to ująłeś (zawsze np. mógł się przytrafić przedrostek "nad-", albo takie słowo jak "bredzenie"). A tak jeszcze wracając do południowców, to sztandarowymi przykładami tytułów, które pchnęły mnie do podobnych refleksji są "Abaddon - Anioł Zagłady (powieść będąca właściwie namiastką wszystkiego - rozprawka filozoficzna, esej z elementami autotematyzmu, mistycyzmu, itd.) oraz "Książka dla Manuela" (coś na wzór skarbca mądrości, przykazań, ale i ostrzeżeń czy historii popełnionych błędów dla przyszłego pokolenia).

      Usuń
    4. Tak, rzeczywiście samo autorzy nie deklarowali sukcesu w tej dziedzinie, o ile wiemy.
      Mam wrażenie, że odezwało się moje zaleczone uczulenie na wielkie słowa, to raz. A po drugie, siedzę ostatnio z głową w Kosmosie i astrofizyce, z tej perspektywy ludzkie wysiłki w jakikolwiek kierunku absolutu, Boga, nieskończoności wywołują uśmiech pobłażania.
      Być może również brakuje mi wrażliwości na wyżej wymienione koncepty. Bardzo prawdopodobne.

      Usuń
    5. Ha, m.in. o tej właśnie ludzkiej małości i naiwności (związanej z przekonaniem o własnej wielkości) traktuje powieść Tokarczuk :)

      Usuń
  4. Pamiętam, że ta książka tak mnie oczarowała, że po jej lekturze przez długi czas nie mogłam wrócić do siebie. I to za jej sprawą Olga Tokarczuk znalazła się na moim literackim piedestale. Cieszę się, że po nią sięgnąłeś:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sięgnąłem, bo mi ją poleciłaś i zgodnie z tym czego się spodziewałem, lektura i mnie przypadła do gustu. Generalnie bardzo się cieszę, że udało mi się poznać dorobek pani Tokarczuk - teraz wiem, że to naprawdę wspaniała pisarka, której dzieła będę czytać sukcesywnie :)

      Usuń
  5. O proszę, kiedyś sobie obiecałam, że sięgnę po tę powieść, ale jeszcze mi się nie udało. A to już dwadzieścia lat minęło, jeśli chodzi o czas, kiedy książka otrzymała nagrodę Nike. Właśnie ta kwestia ludzkiej wędrówki po ziemskim padole w połączeniu z szerszą, społeczną perspektywą, wydaje mi się bardzo interesująca.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ha, ja z kolei od dawna obiecałem sobie poznanie prozy Tokarczuk i w tym roku wreszcie mi się to udało. Przygodę rozpocząłem od "Anny In w grobowcach świata". Teraz przyszła pora na "Prawiek i inne czasy", ale już wiem, że na tych 2 tytułach moja znajomość z twórczością Tokarczuk się nie zakończy.

      Wątek wędrówki jest faktycznie b. interesujący (szerzej poruszono go w powieści "Bieguni"). Bardzo ciekawie o tym wątki napisała Ewa Wasik na łamach portalu "Statek Głupców" w swoim tekście "Cząsteczkowa teoria ludzkości – Heraklit, Tokarczuk i ja o ruchu sensotwórczym".

      Usuń
  6. Bardzo miło widzieć u Ciebie Olgę Tokarczuk! Przegapiłam tę wcześniejszą recenzję „Anny In”, ale już też nadrobiłam :). Czytałam dokładnie w tej samej kolejności – zaczęłam od „Anny In”, do której mam dziś duży sentyment, ale to „Prawiek” mnie na dobre oczarował. W następnej kolejności, jeśli tylko będziesz mieć możliwość, weź „Biegunów”. Te trzy książki to moje ulubione trio, jeśli chodzi o twórczość Tokarczuk. Z najmniejszym entuzjazmem polecam za to „Prowadź swój pług przez kości umarłych”, na podstawie którego Agnieszka Holland nakręciła „Pokot”. Moim zdaniem kryminał / thriller to nie jest za bardzo gatunek dla Tokarczuk.

    U mnie to był w ogóle przypadek, nikt mi jej nie polecał, czasy to były jeszcze przedblogowe, końcówka liceum, mama przyniosła „Annę In” z biblioteki, a ja kojarzyłam nazwisko autorki z podręcznika do polskiego, więc przeczytałam, i byłam zachwycona tą interpretacją. Potem przyszły kolejne książki i moja miłość się pogłębiała. Żadna inna współczesna polska pisarka do mnie tak silnie nie przemawia, raz, tym co robi z językiem, jaki jest u niej plastyczny, i jak pięknie się ją dzięki temu czyta, a dwa, takim połączeniem wnikliwości naukowca z subtelnością poetki, takim sposobem patrzenia na rzeczy, który nigdy nie przyszedłby mi do głowy.

    Dzięki za ten post też dlatego, że jest dla mnie kolejną motywacją, by odświeżyć sobie „Prawiek”. Czytałam go tylko raz, wtedy, z 10 lat temu, i od dawna planuję do niego wrócić, żeby zobaczyć, jak go odbieram dziś. Planuję taką powtórkę z „Prawieku”, „Biegunów”, „Anny In”, może „Domu dziennego, domu nocnego” i „Ostatnich historii”, zanim się zabiorę wreszcie za „Księgi Jakubowe”. Chciałabym też, żeby te książki znalazły się u mnie na blogu, bo w pewien sposób mnie ukształtowały i są dla mnie ważne. Znaleźć tylko czas na te powtórki! ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ha, a mnie miło ponownie gościć Cię na blogu :) W tym roku postanowiłem nieco częściej sięgać po książki napisane przez kobiety i stąd odkrycie Tokarczuk czy Atwood. "Annę In" wybrałem pod wpływem impulsu bibliotecznego, z kolei "Prawiek i inne czasy" to zasługi Nostoi z bloga bookiemonster. Obie książki bardzo mocno przypadły mi do gustu, chociaż odrobinę większe wrażenie wywarła chyba na mnie Inanna.

      Dziękuję za polecenie "Biegunów". Mam tę pozycję na oko po lekturze interesującego eseju "Cząsteczkowa teoria ludzkości – Heraklit, Tokarczuk i ja o ruchu sensotwórczym". Rozejrzę się za tą pozycją przy okazji kolejnej wizyty w bibliotece.

      A co do powrotów to jest to sztuka dość trudna. Natłok następnych tytułów, które ciągle leżakują na półce jest ogromny, człowiek cały czas wertuje w głowie tytuły, które jeszcze przed nim, a które warto by poznać, itd., itd. Ja podobną sytuację mam ze Staszkiem Lemem - swego czasu zachłysnąłem się jego prozą, przeczytałem niemal wszystko, ale zrobiłem to tak łapczywie, że teraz marzy mi się ponowna lektura praktycznie każdej pozycji.

      Usuń

Czytamy wnikliwie każdy komentarz i za wszystkie jesteśmy wdzięczni. Zwłaszcza za te krytyczne. Jeśli chcesz o czymś porozmawiać, zapytać, zwrócić uwagę na błąd, pisz śmiało. Każda wypowiedź, zwłaszcza na temat, jest przez nas mile widziana. Nie odrzucamy komentarzy anonimowych, jeśli tylko nie naruszają prawa. Można zamieszczać linki do swoich blogów i inne, jeśli nie są ewidentnym spamem. KOMENTARZE UKAZUJĄ SIĘ DOPIERO PO ZATWIERDZENIU przez nas :)