piątek, 7 grudnia 2018

Susan Hill "Wiosną owego roku" - Oswajanie straty

Wiosną owego roku

Susan Hill

Tytuł oryginału: In the springtime of the year
Tłumaczenie: Ryszarda Grzybowska
Wydawnictwo: Czytelnik
Liczba stron: 226
 
 
 
Śmierć to jedna z niewielu rzeczy, której każdy z nas może być absolutnie pewny. Jej nieuchronność nie spędza nam jednak snu z powiek, ba, w przypadku większości ludzi umieranie to temat, który skutecznie spychany jest na margines naszej świadomości. To nieprzypadkowe ignorowanie naszej nietrwałości to w sporej mierze zasługa współczesnej kultury, która zdecydowanie mocniej koncentruje się na witalności, młodości, pięknie, skrzętnie przemilczając to, co niewygodne, trudne i bolesne. Tyle, że od zagadnienia tego kalibru nie można uciec – prędzej czy później los przypomni nam, że człowiek to istota, której bytność na ziemskim padole jest ściśle ograniczona czasowymi ramami. Świadomość tego faktu jest tym bardziej wstrząsająca, kiedy z naszego otoczenia, nieoczekiwanie i bez żadnych ostrzeżeń, zabrana zostanie osoba młoda – z takim właśnie traumatycznym doświadczeniem skonfrontowani zostają bohaterowie powieści Wiosną owego roku, pióra brytyjskiej pisarki Susan Hill (ur. 1942).

W momencie rozpoczęcia powieści w niewielkiej wiejskiej społeczności dochodzi do tragedii. W wyniku fatalnego wypadku przy wycince drzew ginie młody mężczyzna Ben. W takich właśnie okolicznościach, Ruth, 21-letnia bohaterka utworu, po niespełna roku małżeńskiej sielanki, zostaje wdową. Próby pogodzenia się ze stratą, której nic nie zapowiadało, usiłowania, by jakoś poradzić sobie z ziejącą rozpaczą pustką oraz stopniowe kreowanie nowej rzeczywistości, w której na powrót możliwe są chwile szczęścia i beztroski, stanowią fundament, na jakim wzniesiono fabułę dzieła.

Wiosną owego roku jest lekturą równie smutną, co intrygującą, przede wszystkim z uwagi na różnorodne portrety żałoby (Śmierć Bena Bryce’a była jak kamień rzucony w taflę spokojnej wody, powstał wir i wciągnął Ruth w swoją głębię. Jednakże fale rozprzestrzeniały się po całej okolicy, płynęły do wsi i dalej. Wszyscy odczuwali zmianę, jak po wojnie albo trzęsieniu ziemi, albo po pożarze, nawet ci, którzy żyli najbliżej śmierci i znali jej oblicze [1]). Na przykładzie Ruth zaprezentowana zostaje postawa, którą cechuje swoista buta i egoizm – młoda wdowa, która jeszcze przed zgonem Bena nie cieszyła się zbytnią sympatią pośród lokalnych mieszkańców, zanurza się w odmętach zobojętnienia i apatii, jednocześnie podświadomie zakładając, że to jej przypada największe prawo, by cierpieć (Nie chciała być z nikim spośród nich wszystkich. Odpychała żal innych, choć wiedziała, że to szczery żal, bo wszyscy kochali Bena, wszyscy odczuwali jego stratę. Ona jednakże chciała być sama w swojej rozpaczy, chciała być jedyną osobą pogrążoną w smutku [2]). Oprócz tego odtrącane są wszelkie przejawy współczucia czy troski, co tylko pogłębia wcześniejsze animozje i niesnaski, skazując Ruth na ostracyzm i niezrozumienie.

Susan Hill sporo miejsca poświęca także opisom reakcji okolicznych mieszkańców, którzy na różny sposób przeżywają odejście Bena. Niektórzy z najbliższych grzęzną w bagnie goryczy i samoudręki, u innych pojawiają się wyrzuty sumienia czy pytania o sens człowieczej egzystencji, która nie wiadomo dokąd właściwie prowadzi. Nie brakuje też oszołomienia i poruszenia, wynikających z trudności pogodzenia się z faktem, że ludzki byt jest tak kruchy, że można go tak łatwo uciąć i bezpardonowo przerwać.

Co ciekawe, brytyjska autorka zdaje się podkreślać, że taka gwałtowna śmierć może być również czynnikiem, który dzieli czy wpędza w samotność. Zbyt intensywne zatopienie się w rozpaczy prowadzi do zupełnego odcięcia od bodźców zewnętrznych i zobojętnienia, co z kolei skutkuje utratą więzi z tymi, którzy wciąż żyją. Samotność, przynajmniej pozornie, okazuje się najlepszym rozwiązaniem, bowiem wyklucza nieporozumienia czy przypominanie o na zawsze utraconych momentach radości. Susan Hill umiejętnie pokazuje jak trudno jest przezwyciężyć tego typu toksyczne przeświadczenia.

Wiosną owego roku to nastrojowa i odrobinę melancholijna książka, którą można postrzegać jako studium żałoby. Brytyjska pisarka ukazuje różne podejścia do tematu śmierci, nie ferując przy tym żadnych wyroków, powstrzymując się od wydawania osądów. Zamiast tego Susan Hill sygnalizuje, że godzenie się ze zgonem najbliższych to proces, który może przebiegać bardzo wolno, a o jego sukcesie nierzadko decydują empatia oraz wyrozumiałość ze strony otoczenia.


[1] Susan Hill, Wiosną owego roku, przeł. Ryszarda Grzybowska, Wydawnictwo Czytelnik, Warszawa 1979, s. 76
[2] Tamże, s. 54

10 komentarzy:

  1. Bardzo lubię Susan Hill i zachęcam do przeczytania „Dziwnego spotkania”, „Ptaka nocy”, „Jestem królem zamku”. :) Zgadzam się, że ta książka jest poruszającym studium żałoby. Przejmujące są losy bohaterki, która wkrótce po wyjściu za mąż straciła ukochanego męża. Nie odniosłam wrażenia, by w jej zachowaniu widoczna była buta. Odpychała innych, bo potrzebowała samotności i chciała uniknąć przykrości, a niektóre osoby z rodziny Bena, szczególnie Alice, mocno ją raniły. Kiedyś w swojej recenzji napisałam tak:

    „Ruth ukrywała swój ból, toteż niektórzy uważali, że zachowuje się niewłaściwie. Według nich właściwe zachowanie osoby przeżywającej żałobę to wylewanie hektolitrów łez, rozpacz głośna, widowiskowa, taka jak u Dory Bryce, matki zmarłego. A przecież uważny obserwator dostrzegłby, że Ruth bardzo się zmieniła: przestała prawie jeść, sprzątać, wciąż milczała, pragnęła samotności”.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja dopiero rozpocząłem znajomość z prozą Susan Hill, ale pewnie sięgnę po kolejne jej dzieła. A pisząc "buta" miałem na myśli to, że w pewnym sensie Ruth zarezerwowała sobie prawo do cierpienia i żałoby, nieco ignorując fakt, że dla innych zgon Bena także był traumą.

      A Twoją recenzję czytałem ;)

      Usuń
  2. O ile pamiętam prozę Susan Hill, to jest ona mistrzynią psychologicznych portretów. Dobrze, że przypomniałeś nam tę pisarkę. Szkoda, że jest zapomniana i nie wznawiana. Chętnie przeczytałabym ponownie np. Ptaka nocy", ale w innym wydaniu, bo seria Nike męczy ze względu na format i małe litery...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja akurat serię "Nike" bardzo lubię z uwagi na poręczny format, ale pewnie gdy wzrok mi się pogorszy, to także nie będę już na nią patrzeć z taką sympatią ;)

      A o Susan Hill ostatnio niewiele się słyszy - przydałaby się ekranizacja bądź adaptacja któregoś z jej dzieł, to wtedy czytelniczy światek od razu przypomniałby sobie o istnieniu takowej pisarki.

      Usuń
  3. Bardzo dobra książka, z rodzaju tych, które pamięta się latami.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Akcja zredukowana jest do przeżyć związanych z poszczególnymi fazami żałoby i godzenia się ze śmiercią bliskiej osoby, ale naszkicowany portret psychologiczny jest niezwykle zajmujący i faktycznie zapada w pamięć.

      Usuń
  4. Kiedyś sięgnęłam po "Panią de Winter" i nie jestem fanką tej kontynuacji... Szkoda, że jednak na tym poprzestałam i nie poznałam innych książek autorki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ha, to chyba najgorsze co może być - rozpocząć znajomość z artystką/artystą od dzieła, które nie przypadnie nam do gustu, a które niekoniecznie jest reprezentatywne dla całej twórczości :)

      Usuń
  5. Ciekaw jestem, czy to odsuwanie śmierci (a szerzej i starości) poza margines postrzegania społecznego to cecha cywilizacji zachodniej, globalnej. Pewnie w zamkniętych, nieco od świata odciętych społecznościach nie da się tego tak łatwo zrobić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zaryzykowałbym stwierdzenie, że to domena naszej zachodniej cywilizacji, w której panuje kult ciała, kult młodości, kult sprawności, a śmierć, szczególnie taka, które wiąże się z długotrwałym cierpieniem pozostaje tematem tabu.

      Usuń

Czytamy wnikliwie każdy komentarz i za wszystkie jesteśmy wdzięczni. Zwłaszcza za te krytyczne. Jeśli chcesz o czymś porozmawiać, zapytać, zwrócić uwagę na błąd, pisz śmiało. Każda wypowiedź, zwłaszcza na temat, jest przez nas mile widziana. Nie odrzucamy komentarzy anonimowych, jeśli tylko nie naruszają prawa. Można zamieszczać linki do swoich blogów i inne, jeśli nie są ewidentnym spamem. KOMENTARZE UKAZUJĄ SIĘ DOPIERO PO ZATWIERDZENIU przez nas :)