wtorek, 15 maja 2012

Mężczyzna, który się uśmiechał





Mężczyzna, który się uśmiechał (oryg. Mannen som log), bodajże czwarta w kolejności powieść o przygodach szwedzkiego policjanta Kurta Wallandera, której autorem jest Henning Mankell, znany i uznany mistrz szwedzkiej szkoły kryminału społecznego, przyciągnęła mnie nie tylko znanym mi już nazwiskiem pisarza, ale również, a może przede wszystkim, intrygującą szatą graficzną okładki, która od razu zwraca uwagę. Po raz drugi doceniamy ją po zakończeniu lektury, gdy możemy docenić jej perfekcyjną celność i przewrotność.


No dobrze. Okładka jest świetna. A co z powieścią?

Ile razy podchodzę do kolejnej książki z jakiejkolwiek serii, zastanawiam się, czy będzie lepsza, czy gorsza niż dotychczasowe. Różnie to bywa u różnych autorów. Pierwsze strony przeczytałem więc z pewną dozą obawy, tym bardziej, że konstrukcja kryminału, w której już od początku nasza wiedza jest większa niż dane, którymi dysponuje próbujący rozwiązać zagadkę główny bohater, jest w moim zdaniem trudniejsza od tej, w której ścigamy się z nim poznając świat jego oczami i na podstawie dokonanych przez niego obserwacji. Konwencja, w której czytelnik od początku wie, niesie w sobie groźbę spalenia tematu, utraty napięcia, w krańcowym przypadku nudy. W dodatku z dotychczas przeczytanych powieści Mankella najbardziej doceniłem rewelacyjną Comedia Infantil, która wyraźnie odbiega od serii o Wallanderze. Zacząłem więc lekturę zarówno z nadzieją, jak i obawą.

Tym razem Kurt Wallander, przebywający na długim zwolnieniu lekarskim w związku z załamaniem, którego powodem było zastrzelenie przez niego przestępcy w poprzedniej powieści, spotyka podczas spaceru po skańskim wybrzeżu znajomego adwokata Stena Torstenssona, którego ojciec, również adwokat, zginął niedawno w wypadku samochodowym. Sten uważa, że to nie był wypadek. Kurt nie jest przekonany i zapomina o całej sprawie aż do momentu, gdy dowiaduje się, iż nieco później, po ich rozmowie, Torstensson został zastrzelony przez nieznanych sprawców w swej cichej, kameralnej kancelarii.

Jak wspomniałem, w przeciwieństwie do Wallandera, który postanawia powrócić do pracy i zmierzyć się z tą podwójną zagadką, czytelnik, w zależności od wyobraźni, oczytania i intuicji, wie wszystko albo też prawie wszystko już po przeczytaniu pierwszych stron. Mimo tego, książka jest bardzo dobrą rozrywką. Tutaj jedna zasadnicza uwaga: nie jest to książka dla wszystkich.

Jest to świetna lektura, ale tylko dla tych, którzy są skłonni do autorefleksji. Dla tych, co bez wahania prą przez życie niczym zwierzę napędzane instynktem głodu, prokreacji lub wiary, bez żadnych wątpliwości i rozterek, wyda się nudna. Nie będą w stanie zrozumieć dylematów i rozważań głównego bohatera. Powinni od razu dać sobie spokój z Wallanderem i sięgnąć choćby po pięćdziesiątą siódmą odsłonę Roberta Ludluma lub Alistaira MacLeana. Pozostali znajdą w Mężczyźnie, który się uśmiecha codzienny, rzeczywisty obraz pracy policji; bardziej żmudnej i zniechęcającej, niż porywającej i niebezpiecznej. Mimo to, jak już wspomniałem, powieść jest wciągająca i jest świetną rozrywką. Z zaciekawieniem śledzimy drogi, jakimi zmierza proces wykrywczy. Widzimy jak wpływają nań indywidualne ograniczenia bohaterów i zmiany w nich zachodzące pod wpływem wydarzeń. Niecierpliwie czekamy końca, choć znamy prawie pełne odpowiedzi na pytania kto, jak, kiedy i dlaczego.

Jak przystało na kryminał społeczny, Mankell w tle wciągającej akcji i w miarę skomplikowanej fabuły, wkleja gorące pytania i własne refleksje. Pokazuje nam się jako bystry obserwator, piętnując zwłaszcza konsekwencje, jakbyśmy po polsku powiedzieli, falandyzacji prawa i przesuwania formalnej, a zwłaszcza praktycznej, granicy penalizjacji w kierunku czynów coraz bardziej nagannych, brutalnych i niemoralnych. Zbiega się to z niesamowicie negatywnymi konsekwencjami przemiany policjantów w urzędników. W konsekwencji za czyny, które jeszcze wczoraj powodowały nieuchronną karę, dziś już nikt nawet nie napiętnuje, a proces ten wciąż się pogłębia.

Niestety, ten ostatni temat budzi w świadomym i myślącym polskim czytelniku graniczące z depresją przemyślenia. Skoro autorzy szwedzcy, niemieccy czy nawet czescy uważają, iż w ich krajach źle się dzieje, to co by powiedzieli, co by napisali, gdyby pomieszkali w naszym kraju wiecznej szczęśliwości; gdyby zobaczyli walające się wszędzie śmieci i ciała upojonych alkoholem do nieprzytomności, którzy od zwierząt różnią się tym chyba tylko, że w przeciwieństwie do nich nie mają żądnych hamulców? Co by powiedzieli na klechów stojących ponad prawem i wtrącających się do wszystkiego, na przystanki i fasady wysmarowane hasłami propagującymi dyscyplinę sportową, w której nigdy nie sięgnięto po złoto? Jak by skomentowali blokowiska bardziej zagrożone przestępczością niż ichnie dzielnice obcokrajowców, nieudolność policji i oszołomstwo sądów?

W Mężczyźnie znajdziemy również i inne smaczki polskie, czyli krótkie wstawki, które pokazują nam, jak naprawdę nas widzą za granicą i zapewniam, że jest to ocena bardzo odległa od tej, którą się prezentuje w mediach.

Są też dygresje, których wagę zrozumie tylko niewielu. Jak choćby sprawa min*. To jednak temat bardzo odległy od meritum, więc nie będę go tutaj rozwijał.

Najważniejszym chyba problemem do przemyślenia, jaki tkwi w tle tej powieści, jest kwestia imperiów finansowych. Coraz więcej z nich ma obroty przewyższające te, które osiągają nawet duże i bogate państwa, przy czym mogą do walki o swe cele rzucać potężne środki nie obawiając się tak szczegółowej kontroli jak rządy. Nie ma w nich z reguły opozycji ani innych systemów wewnętrznego nadzoru. Póki są moralne i praworządne, nie ma problemu. Pytanie jednak, czy są? Wiele na pewno nie jest. Kto jest w stanie z nimi walczyć, skoro mają wpływy na rządy nawet największych państw, skoro zapewniając sobie korzystne ustawodawstwo faktycznie stawiają się ponad prawem? Czy mniejsze państwa mogą im się skutecznie przeciwstawić, a jeśli tak, to jak długo jeszcze?

Jak już zdążyliście się zorientować, Mankellowi znów się udało. Udało mu się napisać powieść dającą i zabawę, i do myślenia. Znajdziemy tu nawet kilka cytatów, które z pewnością warto zanotować. Mimo tego wszystkiego, mimo dobrej fabuły i wciągającej akcji, mimo zagadki i ważkiego tła społecznego, nie jest tak świeża i poruszająca, jak choćby wspomniana już Comedia infantil tego samego autora, że nie wspomnę o tchnieniu geniuszu, który objawił się w Millennium Larsona. Pomimo doświadczonego życiem głównego bohatera nie jest również tak obezwładniająca jak choćby Strażnicy bezprawia Kena Bruena. Zakończenie też pozostawia co nieco do życzenia; dla mnie jest niekonsekwentne, zwłaszcza wobec charakterystyki głównego czarnego charakteru. Pomimo więc tego, iż ze szczerym przekonaniem polecam Mężczyznę, który się uśmiechał wszystkim obdarzonym wyobraźnią i zdolnością do refleksji, nie zachęcam do zakupu tej książki. Lektura będzie na pewno przyjemna i wciągająca, na pewno poruszy Wasz umysł i absolutnie warto ją poznać, ale czy po jej zakończeniu będziecie jeszcze kiedyś chcieli do niej wrócić? To już będziecie musieli sami ocenić


Wasz Andrew



* Miny to bron z definicji defensywna, tania i skuteczna. Produkowana przez wszystkich i przez wszystkich stosowana. Jest rozwiązaniem przede wszystkim dla tych, którzy prowadzą walki obronne z silniejszym przeciwnikiem. Polska od wieków naciskana z dwóch stron, nie zastosowała ich nawet w II Wojnie Światowej. Do ostatniej chwili budowano kosztowne fortyfikacje, szukano nowych rodzajów uzbrojenia, choć wiadomo było, iż nie zostaną ukończone, ale pól minowych nie tworzono. Dlaczego? Temat na osobny felieton lub nawet książkę. Albo do samodzielnego przemyślenia.

Mężczyzna, który się uśmiechał [Henning Mankell]  - KLIKAJ I SłUCHAJ ONLINE

Mężczyzna, który się uśmiechał [Henning Mankell]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

Mężczyzna, który się uśmiechał [Henning Mankell]  - KLIKAJ I SłUCHAJ ONLINE


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Czytamy wnikliwie każdy komentarz i za wszystkie jesteśmy wdzięczni. Zwłaszcza za te krytyczne. Jeśli chcesz o czymś porozmawiać, zapytać, zwrócić uwagę na błąd, pisz śmiało. Każda wypowiedź, zwłaszcza na temat, jest przez nas mile widziana. Nie odrzucamy komentarzy anonimowych, jeśli tylko nie naruszają prawa. Można zamieszczać linki do swoich blogów i inne, jeśli nie są ewidentnym spamem. KOMENTARZE UKAZUJĄ SIĘ DOPIERO PO ZATWIERDZENIU przez nas :)