piątek, 29 maja 2020

Elif Şafak "Araf" - Obczyzna jako czyściec

Elif Şafak

Araf

Tytuł oryginału: The Saint of Incipient Insanities
Tłumaczenie: Jerzy Kozłowski
Wydawnictwo: Znak
Liczba stron: 416




Chociaż statystyczna ludzka jednostka to istota dbająca przede wszystkim o interes własny i swoich najbliższych, to zdarzają się okoliczności, które powodują iż pomiędzy obcymi sobie ludźmi zawiązuje się całkiem trwała nić porozumienia. Taką sytuacją, za sprawą której osoby bliżej sobie nieznane odczuwają dość silną solidarność jest wspólnie doświadczana emigracja. Zatopienie się w środowisku innej kultury błyskawicznie uświadamia nam, że wspólne braki – słaba znajomość języka czy wrażenie wyalienowania – okazują się niebagatelnymi podwalinami, na których zbudować można mocne relacje. Bardzo umiejętnie pokazuje to Elif Şafak (ur. 1971), turecka pisarka, felietonistka, nauczycielka akademicka i działaczka feministyczna, autorka powieści Araf.

czwartek, 28 maja 2020

wtorek, 26 maja 2020

Stephen King - Ukryte okno, ukryty ogród




Stephen King

Ukryte okno, ukryty ogród

z tomu Cztery po północy
tytuł oryg. Secret Window, Secret Garden
tłumacz: Paweł Korombel
czyta: Wojciech Żołądkowicz
wydawca: Wydawnictwo Albatros
długość: 6 godzin 7 minutAutor: 
ISBN: 978-83-8125-821-0
data wydania: 29 listopada 2019


Audiobook Wiosna nadziei: Skazani na Shawshank w którym w roli lektora wystąpił Zbigniew Zapasiewicz, bardzo mi się spodobał, choć wersję filmową tego opowiadania, dzięki różnorodności programowej oferowanej przez polską telewizję, znam niemal na pamięć. Idąc za ciosem sięgnąłem po kolejne dziełko Stephena Kinga w postaci książki mówionej, a mianowicie opowiadanie Ukryte okno, ukryty ogród pochodzące z tomiku Cztery po północy. Tak jak w przypadku Skazanych na Shawshank i Ukryte okno doczekało się znanej ekranizacji. Wersja filmowa otrzymała tytuł Sekretne okno (Secret Window, 2004) a w roli głównej wystąpił Johnny Depp wspomagany przez Johna Turturro. Film Davida Koeppa ogląda się z przyjemnością głównie dzięki znakomitej grze aktorskiej tego duetu. Johnny Depp wzniósł się na wyżyny swego wielkiego talentu tworząc prawdziwie natchnioną rolę a John Turturro sekunduje mu z nie gorszym efektem. Niestety, sama fabuła nie jest najmocniejszą stroną tego obrazu i jak łatwo się domyślić, przyczyny należy szukać w literackim pierwowzorze.


niedziela, 24 maja 2020

sobota, 23 maja 2020

Pięść - debiut powieściowy Bożeny Walewskiej



Pięść

Bożena Walewska

czyta: Anna Paliga
wydawca: SAGA Egmont
data wydania: 2019-11-20
czas trwania: 11h 58'
ISBN: 9788379954506


Jakiś czas temu odważyłem się na podejście do współczesnej polskiej fantastyki w postaci powieści Distortion Cezarego Zbierzchowskiego. Okazała się ona bardzo pozytywnym zaskoczeniem i na fali czytelniczej odwagi, którą we mnie wzbudziła, sięgnąłem obecnie po powieść Pięść Bożeny Walewskiej. Wybrałem książkę czytaną przez Annę Paligę.



piątek, 22 maja 2020

Ian McDonald "Luna: Wschód" - Tylko przyzwoite zakończenie lunarnej trylogii


Ian McDonald

Luna: Wschód

Tytuł oryginału: Moon Rising
Tłumaczenie: Wojciech Próchniewicz
Wydawnictwo: MAG
Seria: Uczta Wyobraźni
Liczba stron: 400



Księżyc, jedyny naturalny ziemski satelita, to także jedyne ciało niebieskie, na którym udało się wylądować człowiekowi. Ostatnia tego typu misja – w ramach programu Apollo 17 – miała miejsce 7 grudnia 1972 roku. Od tej pory powierzchnię Srebrnego Globu eksplorują wyłącznie bezzałogowe sondy, chociaż obecnie pojawiają się plany, by po raz kolejny wysłać ludzi na Lunę. Najbliżej realizacji tego kosztownego przedsięwzięcia zdaje się być Program Artemis, amerykański program lotów kosmicznych realizowany przez Narodową Agencję Aeronautyki i Przestrzeni Kosmicznej NASA (ang. National Aeronautics and Space Administration), prywatne spółki kosmiczne oraz partnerów międzynarodowych, którego celem jest wylądowanie na Księżycu w roku 2024. I o ile lot na Srebrny Glob jest rzeczą możliwą do realizacji, o tyle kolonizacja tego ciała niebieskiego jest jak na razie tylko domeną literatury science fiction. Przyznać jednak trzeba, że owe wizje rodzące się w wyobraźni pisarzy potrafią być niezwykle przekonujące, o czym najlepiej świadczy trylogia Luna autorstwa Brytyjczyka Iana McDonalda, której zwieńczeniem jest powieść Luna: Wschód.

Trzeci tom trylogii jest bezpośrednią kontynuacją wydarzeń, jakie opisane zostały w utworach Luna: Nów oraz Luna: Wilcza pełnia. Jeden z Pięciu Smoków, czyli klanów a zarazem korporacji w praktyce sprawujących władzę na Srebrnym Globie, zostaje niemal doszczętnie rozbity. Część jego członków próbuje zredefiniować swoją dalszą egzystencję i odnaleźć się w nowej rzeczywistości, inni zaś nie mogą pogodzić się z tym, co zaszło i szukają okazji do zemsty. Tarcia i zgrzyty trwają też w strukturach pozostałych Czterech Smoków, kiedy młode pokolenia walczą ze sobą o schedę po ojcach i matkach założycielach. Luna pogrąża się w spirali brutalnych spisków i domowych wojen. Tyle, że z punktu widzenia Ziemi, Księżyc postrzegany jest jako kolonia, której celem jest zapewnienie dostaw niezbędnych surowców – wszelkie działania zakłócające ten zaopatrzeniowy cykl są wysoce niepożądane i postrzegane w kategoriach problemów, którymi należy zająć się z najwyższym priorytetem. Tym samym rodzi się pytanie o charakter, jaki przyjmie ludzka bytność na Srebrnym Globie – czy uda się tutaj stworzyć nowy wspaniały świat?

W poprzednich tomach Ian McDonald był niczym pająk cierpliwie tkający swoją misterną sieć – Brytyjczyk postawił na wielowątkową fabułę za sprawą bardzo licznego grona bohaterów, których losy śledzimy, obserwując spektakularne klęski czy niespodziewane zwycięstwa. Tymczasem w Lunie: Wschód autor bardziej kojarzy się z muchą zaplątaną w pułapkę, z której nie potrafi się wydostać. Nadmiar otwartych wątków, które trzeba zamknąć skutkuje tym, że akcja gna na złamanie karku, momentami bardzo chaotycznie. Do tego wiru zdarzeń oraz sytuacji zmieniającej się niczym w kalejdoskopie okraszonych brutalnością i erotyzmem można z czasem przywyknąć, tym bardziej, że McDonald bardzo umiejętnie buduje napięcie oraz sprawnie operuje językiem, ale oznacza to, że czytelnicy, którzy po Lunę: Wschód sięgają po dłuższej przerwie (w Polsce między premierą 2. i 3. tomu upłynęły blisko 3 lata), z pewnością będą musieli przypomnieć sobie najważniejsze wypadki z wcześniejszych części.

O ile nadążanie za kaskadą scen jest momentami nużące, o tyle przebywanie w tworach wyobraźni McDonalda to niezmienne czysta przyjemność. Panorama skolonizowanego Księżyca jest odmalowana tak realistycznie, że ilekroć w trakcie lektury zdarzy nam się spojrzeć w kierunku ziemskiego satelity, prawdopodobnie nie raz zapytamy się, czy faktycznie ludzkość jeszcze nie zdołała się tam osiedlić. Warto przy tym zaznaczyć, że w swoim obrazie Brytyjczyk poświęca wiele uwagi zarówno aspektom technicznym jak i socjologiczno-ekologicznym. W rezultacie otrzymujemy portret księżycowej społeczności skrzący się technicznymi oraz kulturowymi aspektami – windy kosmiczne, elastyczne kombinezony do prac na powierzchni, efektowne konstrukcje do pozyskiwania energii z życiodajnego słonecznego światła, takie jak potężna lustrzana iglica na biegunie czy czarny pierścień przetopionego regolitu na równiku to część pomysłów McDonalda, które przeplatają się z wizjami dotyczącymi międzyludzkich kontaktów opartych na zasadzie, że wszystko jest umowne, czyli z jednej strony stronnicze i nieobiektywne, z drugiej zaś – poddające się negocjacjom i kontraktom. Dzięki temu Luna McDonalda jawi się wręcz jako ostoja swobód, przede wszystkim seksualnych oraz wyznaniowych, ale jednocześnie to miejsce, w którym nie można pozwolić sobie na chwilę słabości czy dekoncentracji, bowiem każda nieostrożność może zakończyć się śmiercią.

Ciekawie prezentują się również dywagacje autora dotyczące szeroko rozumianej ekologii. W jego ujęciu człowiek przywodzi na myśl pasożyta, który niestrudzenie dewastuje każde środowisko, w jakim przyjdzie mu bytować, po to, by zaspokoić nie tylko podstawowe potrzeby, ale i ambicje. Stąd księżycowy krajobraz przedstawiony w powieści naznaczony jest ludzką obecnością nierzadko sprowadzającą się do bezmyślnego niszczenia oraz śmiecenia: Ani śladu nowych pasażerów, tylko tory, skarpy, nasypy i labirynty z przeoranego spychaczami regolitu. Rozwalone maszyny, porzucone habitaty, przestarzałe stacje przekaźnikowe. Rozbite, zezłomowane, zepsute i roztrzaskane. Siedemdziesiąt lat kopania w poszukiwaniu cennych metali zadało Księżycowi głębokie rany. Rany po ciężkim sprzęcie mogą się nigdy nie zagoić [1]. Tym samym wydaje się, że pisarz pozostaje pesymistą w kwestii naszej zbiorowej odpowiedzialności i świadomości za otoczenie, w jakim przyszło nam egzystować – naturę postrzegamy bardzo instrumentalnie i na ogół nie czujemy się jej integralną częścią, czego podkreśleniem są zmiany, jakie zachodzą na Ziemi. Błękitna Planeta z Luny: Wschód to świat coraz mniej przyjazny człowiekowi – topienie się lodowców i związany z tym podnoszący się poziom mórz i oceanów, długotrwałe susze, kolejne szczepy śmiercionośnych bakterii to część z niedogodności, za sprawą których coraz większe grupy ludzi decydują się szukać szczęścia na Srebrnym Globie. Jeśli jednak nie zmienimy swojego podejścia, to wciąż będziemy jedynie szarańczą, przemieszczającą się i niosącą destrukcję następnym i następnym światom.

Reasumując, Luna: Wschód, mimo iż nie utrzymała poziomu poprzedniczek, to pozostaje solidną książką, która dostarcza zarówno rozrywki jak i intelektualnych bodźców do samodzielnych rozważań. Ian McDonald po raz trzeci zaprasza nas na Srebrny Glob i gości nas w wytworach swojej wyobraźni, przybliżając dzieje księżycowej społeczności, która czuje się coraz bardziej odrębna i niezależna od Ziemi. Byłoby cudownie, gdybyśmy doczekali się czasów, w których będziemy mogli zweryfikować, na ile wizja McDonalda sprawdziła się, a na ile rozminęła z rzeczywistością, która zawsze lubi podążać swoimi nieprzewidywalnymi drogami.



[1] Ian McDonald, Luna: Wschód, przeł. Wojciech M. Próchniewicz, Wydawnictwo MAG, Warszawa 2020, s. 80

czwartek, 21 maja 2020

póki nie jest za późno


...najgorsze, co może kogoś spotkać, to przegapienie swojego życia. Niewykorzystanie szansy na zrealizowanie swoich pragnień, na odnalezienie sensu i wreszcie – na poznanie i pokochanie samego siebie. Najgorsze dla człowieka to obejrzeć się wstecz, gdy jest już za późno, spojrzeć na swoje życie i uświadomić sobie, że – z głupoty, lenistwa czy tchórzostwa – nie poszło się drogami, którymi chciało się iść.

Marcin Szczygielski Berek

wtorek, 19 maja 2020

Ładowarka solarna za grosze – krótki test





Brak prądu jest problemem, ku któremu zwracają się wszyscy zapobiegliwi pragnący przygotować się na „złe czasy”. Niezależnie od tego, czy będzie on przyczyną, czy skutkiem, jego brak odczujemy bardzo dotkliwe. Najtrudniej będzie pokoleniu smartfono sapiens, gdyż ich drugie połówki padną już po kilku godzinach – w końcu postęp polega (nie tylko) w tej branży nie na wydłużaniu czasu między ładowaniami, a na jego skracaniu. Co poradzić?