Wolna i niezawisła Ukraina jest jedynym prawdziwym gwarantem niepodległości Polski. Jeśli upadnie Ukraina, kwestią czasu będzie upadek Polski.

sobota, 8 września 2018

o odzyskanych wspomnieniach

okładka książki The Time Paradox: The New Psychology of Time That Can Change Your Life Philip Zimbardo, John Boyd


Niektóre z rzeczy, które będą najdłużej tkwiły w mojej pamięci – tak naprawdę nigdy się nie zdarzyły.

Ashleigh Brilliant a propos prawdziwości odzyskiwanych wspomnień bycia wykorzystywanym jako dziecko.

piątek, 7 września 2018

Constantin Cubleşan "Trawa" - Urywki o bólu istnienia

Trawa

Constantin Cubleşan

Tytuł oryginału: Iarba cerului
Tłumaczenie: Janina i Mihai Cotelnic
Wydawnictwo: Iskry
Liczba stron: 136
 
 
 
Fantastyka • Przygoda to literacka seria książek z gatunku science fiction warszawskiego wydawnictwa Iskry, którą polscy czytelnicy mogli cieszyć się od połowy lat 60. do początku lat 90. XX wieku. W jej ramach wydano ponad 120 tytułów autorstwa zarówno polskich jak i zagranicznych pisarzy. Nie brakowało w niej nazwisk głośnych, wielkich i kultowych, takich jak choćby bracia Strugaccy, Stanisław Lem, Ray Bradbury, Isaac Asimov, Arthur C. Clarke, John Wydham, Bohdan Petecki, Robert Silverberg, Ursula K. Le Guin, Frank Herbert, Brian W. Aldiss, Janusz Zajdel, Roger Zelazny, Kirył Bułyczow, itd., itp. Ale polscy redaktorzy nie bali się też stawiana na twórców ówcześnie słabo znanych, czego najlepszym przykładem jest powieść Trawa, pióra Constantina Cubleșana (ur. 1939), rumuńskiego prozaika, dramaturga, poety i krytyka literackiego.

czwartek, 6 września 2018

Wierzę w Boga Ojca Wszechmogącego... a końcówka?









Dziwna rzecz, kiedy jestem w kościele i słyszę, jak ludzie odmawiają Credo, zawsze się zastanawiam, czy naprawdę wierzą, czy choć raz zastanowili się nad tym, co tak wyraźnie, głosem mającym sugerować pełne przekonanie, powtarzają. Szczególnie, że treść naszego, polskiego Wyznania Wiary, w obecnie odmawianej w świątyniach formie, różni się nieco od innych wersji. A diabeł, jak wiadomo, tkwi w szczegółach.

Obecnie nasze Credo kończy się w ten sposób:

(wierzę w) ...ciała zmartwychwstanie, żywot wieczny. Amen

a nie jak w składzie nicejsko-konstantynopolitańskim:

...I oczekuję wskrzeszenia umarłych. I życia wiecznego w przyszłym świecie. Amen

Niby szczegół, ale iście diabelski. Niby wszyscy, których pytałem, twierdzili, że wierzą w to ciała zmartwychwstanie, ale strasznie się obrażali, gdy pytałem dalej.

- Jakiego ciała zmartwychwstanie?

- Tego z ostatnich chwil życia? A kto chciałby na przykład spędzić wieczność w ciele schorowanego, robiącego pod siebie starca?

- Tego z czasów świetności? A jeśli ktoś w ogóle czegoś takiego nie miał, bo na przykład narodził się z fizycznymi mankamentami?

Dlatego też dziwię się tym, którzy bezrefleksyjnie powtarzają tą naszą modlitwę, bo chyba nie można wierzyć w coś, o czym nie potrafi się niczego powiedzieć. Dziwię się, ale to nic w porównaniu z fascynacją, jaką budzi we mnie pytanie:

Jakie umysły wpadły na to, by bezpieczne sformułowanie "I oczekuję wskrzeszenia umarłych" zastąpić frazą "ciała zmartwychwstanie".

Jaki cel przyświecał takiej zmianie?

Mam dwie teorie, ale gdybym je tutaj wyłożył, zaraz jakiś wierny napisałby paszkwil do prokuratury, że czuje się obrażony w swych uczuciach religijnych. Choć przecież ja nie komentuję religii, tylko konkretną redakcję modlitwy. Dociekliwym jednak zdradzę, że jedno wytłumaczenie wywodzi się z dorobku Mistrza Młynarskiego, a drugie z... Wiktora Suworowa.


Wasz Andrew

środa, 5 września 2018

jak fajnie być symulantem



Wczoraj w mediach ukazała się informacja, iż Śląski Uniwersytet Medyczny prowadzi nabór na symulantów, którzy będą w trakcie zajęć ze studentami udawać chorych, by ci mogli się uczyć diagnozowania i kontaktu z pacjentami. Przewidywana płaca - 37 zł brutto za godzinę(!).

Chyba nie jest z tą służbą zdrowia i szkolnictwem wyższym tak źle, skoro symulant ma taką stawkę godzinową, o jakiej większość społeczeństwa może tylko pomarzyć.

Inna sprawa, to jak takie cudactwa wpłyną na tych przyszłych nowych lekarzy. Młode pokolenie już i tak jest spaczone, nie do końca wierzy, iż są rzeczy, które trzeba brać na poważnie i których się nie da odsejwować. Stwierdzenie, że lekarze i tak coraz częściej traktują pacjentów przedmiotowo, to eufemizm. Mam wrażenie, że zajęcia z prawdziwymi chorymi bardziej by nauczyły studentów medycyny kontaktu z pacjentem niż zabawa w doktora z przebierańcem. Jestem przekonany, że bardziej by im się przydał kontakt z prawdziwymi przypadkami, które poza samą zagadką diagnostyczną mogą brzydko pachnieć, robić pod siebie, gadać od rzeczy lub być niegrzecznymi, albo i agresywnymi, choćby z powodu bólu. A mimo tego powinni być obsłużeni tak samo jak przyjemni, pachnący symulanci.

A Wy co o tym sądzicie?

Wasz Andrew

Ps. Zapomniałem dodać, że tak się zbiegło w czasie, iż w Przemyślu pielęgniarki głodują i żądają pensji 6 tys. złotych brutto. Ilu znacie szeregowych pracowników innych zawodów, którzy tyle zarabiają? W mojej okolicy urzędnik starostwa, mianowany, dyplomowany, kilka lat pracy na stanowisku, mgr itd. zarabia najniższą krajową. Chyba mają rację ci, którzy twierdzą, że służba zdrowia jest chora. 


poniedziałek, 3 września 2018

Tank007 TK-737

Latarka TK-737 Tank007 zoom
latarka Tank TK-737
Nadchodzi jesień i wielu z Was, zwłaszcza lubiących szwędać się wieczorem, będzie pewnie miało dylemat, jakie światełko kupić w związku z coraz krótszym dniem. Opisywana ostatnio latarka MacTronic Camp Pro Mini nie za bardzo spełniała moje oczekiwania w kwestii spacerów z psem. Owszem drogę oświetlała, ale nie sięgała zbyt daleko. Ponieważ nie miałem ochoty dowiedzieć się, iż wpadłem na watahę dzików dopiero wtedy, gdy poczuję ich zapach, postanowiłem poszukać czegoś, czym można poszperać po okolicy, a zarazem szeroko oświetlić sobie drogę. Miała ta nowa zabawka być też uzupełnieniem MacTronica, gdyby w jakimś bunkrze lub innej dziurze trzeba było zajrzeć dalej.

Wpadłem na pomysł nabycia latarki z zoomem. Chciałem, by była mała i aby zasilanie opierało się na ogniwkach AAA (LR03), tym bardziej, iż miałem już dla celów fotograficznych „najlepszą” ładowarkę dla AA i AAA właśnie. Po dłuższych rozpatrywaniach na rynku padło na

Tank007 TK-737


Sercem latarki jest dioda Cree XP-G R5 LED z soczewką o zmiennym skupieniu. Daje niezły strumień świetlny, ale przy 300 lumenach żre baterie jak głupia. Na szczęście używałem akumulatorków, a do dyspozycji były i mniej energozachłanne tryby:

  1. moc 300 Lumenów (3 godz.)
  2. moc 70 Lumenów (9 godz.)
  3. moc 12 Lumenów (97 godz.)
  4. stroboskop
  5. SOS

Światełko można napędzać również jednym ogniwem 18650 (Li-ion), ale nie skusiłem się na inwestycję w takowe, bo i ładowarkę musiałbym zakupić. Wymiary latarki są bardzo kompaktowe: długość 11,3 cm, średnica 3,25 cm a waga 103,7 g bez baterii. Producent podaje, że żywotność diody to 80 000 godzin, a wstrząso- i wodoodporna obudowa z aluminium lotniczego z twardą zewnętrzną czarną powłoka tlenkową typu HAIII sprawia, że produkt użytkuje się bardzo przyjemnie i ma się poczucie, iż można na nim polegać. Powłoka na korpusie faktycznie nie odpryskuje i nie ściera się jak farba. Włączanie i przełączanie dokonuje się za pomocą przycisku z tyłu obudowy (reverse-clicky), a regulacji skupienia dokonuje się poprzez obracanie głowicy, co skutecznie ogranicza możliwość samoistnej zmiany np. z powodu wstrząsów. Uzyskuje się w ten sposób płynne przejście od świecenia szeroką jednolicie nasyconą wiązką (światło typu „moon” - okrąg 2m z odległości 2m) do bardzo skupionego, pozbawionego wiązki wtórnej promienia światła o niezłej mocy. Elektronika latarki posiada pamięć ostatniego wybranego trybu świecenia.

Światełka używałem przez kilka lat, od jesieni do wiosny dwa razy dziennie (spacery z piesikiem) i wydawało się, że wszystko jest OK. TK-737 spełniła wszystkie moje oczekiwania i poleciłbym ją bez zastrzeżeń, gdyby nie to, że coś mnie podkusiło i ostatniej jesieni zainwestowałem w inny patent, przy którym o Tanku zapomniałem. To coś, co nadało słowu latarka nowe znaczenie. Ale o tym następnym razem.


Wasz Andrew

porównanie rozmiarów - od prawej: latarka MacTronic Camp Pro Mini, latarka Tank007 TK-737, latarka Nitecore EA41 Pioneer
porównanie rozmiarów - od prawej: latarka MacTronic Camp Pro Mini, latarka Tank007 TK-737, latarka Nitecore EA41 Pioneer

niedziela, 2 września 2018

1 września w tym roku mnie wkurzył!




Być może niektórzy z Was spodziewali się, że coś spłodzę w związku z wczorajszą rocznicą wybuchu II Wojny Światowej. Nie opublikowałem, gdyż wkurza mnie to wszystko, co się z tym wiąże - ci politycy, którzy nigdy nie chodzą na wojnę ani sami swych dzieci na nią nie wysyłają, wykorzystujący owe dawne wydarzenia do budowania słupków własnej popularności bez oglądania się na skutki uboczne, zakłamanie w komentarzach dotyczących tego kto zaczął, jaki był stosunek sił, dlaczego w ogóle walczyliśmy i dlaczego przegraliśmy, wybielanie naszych i demonizowanie innych, pomijanie naszego udziału w ułatwieniu Hitlerowi drogi do wojny, i tak dalej, i tak dalej.

Dla tych, którym niektóre z powyższych haseł wydają się nowe, krótko przybliżę każde z nich - resztę możecie sobie doczytać sami.

Kto - zaczął? My uważamy, że Niemcy atakiem na Polskę, ale dla większości Europejczyków 1 września był zaskoczeniem większym niż dla nas. Dlaczego? Oni uważali, że Polska ma tajny sojusz z Hitlerem - wszak Polska razem z Niemcami zajęła przed chwilą Czechosłowację.

Niemcy mieli nad Polską druzgocącą przewagę. Bzdura! Mieli przewagę, ale na przykład według doktryny Armii Czerwonej za małą, by w ogóle atakować! Biorąc pod uwagę fory jakie ma broniący się, w dodatku jeśli ma czas na przygotowanie, przewaga Wehrmachtu nad Armią Polską wydaje się mocno iluzoryczna.

Dlaczego w ogóle walczyliśmy, dlaczego przegraliśmy? Najkrócej mówiąc, nasi decydenci byli pewni, że w połowie września będziemy mieli defiladę zwycięstwa w Berlinie. Dlaczego przegraliśmy? Bo Francja i Anglia nas zawiodły? Bzdura! Mieliśmy realne szanse dać Niemcom takiego łupnia, że sprawy mogły przyjąć całkiem inny obrót. Tylko że do ostatniej chwili, zaślepieni własną propagandą, podobną do dzisiejszej, kreującej Polskę na drugą po USA potęgę świata, nie pokusiliśmy się o użycie rzeczy najtańszej, która jest zmorą każdego atakującego i każdemu dowódcy spędza sen z powiek - min. A czasu było aż nadto, podobnie jak na wprowadzenie karabinów Ur (kb wz.35), które przewagę Niemców w broni pancernej mogły znieść niemal całkowicie. Ale kto kładzie miny, kiedy tak naprawdę myśli o łatwym zwycięstwie?

Demonizowanie hitlerowców, pisanie o nich, że nic gorszego w dziejach nie było, to bzdury. Belgia pod światłym władztwem Leopolda II, którego pomnik stoi przed Europarlamentem, wymordowała w Afryce od kilku do kilkunastu milionów ludzi, i to bez komór gazowych, czołgów i stukasów. Ale nie nas, więc pomnik Leopolda nikomu z naszych polityków nie przeszkadza. O głodowym ludobójstwie Stalina na Ukrainie, które działo się przy milczeniu Polski, też nie lubimy wspominać nawet dzisiaj*, choć niby Moskwy nie kochamy. Zamiast tego wyciąga się upiory z szaf, wraca do reparacji wojennych, itd. Zamiast przyjaciół, znów zaczynamy się otaczać wrogami, a wsparcia i wspólnych interesów szukamy już nawet nie we Francji i Anglii, jak w 39, a w Stanach.

Jak piszą Elliot Aronson i Carol Tavris w fascynującej książce Błądzą wszyscy (ale nie ja). Dlaczego usprawiedliwiamy głupie poglądy, złe decyzje i szkodliwe działania?:

Kiedy jednak tworzymy opowieści, które „mają sens”, robimy to w taki sposób, aby zachować pozytywny obraz własnej osoby. Sprawcy dążą do umniejszenia swojej winy, a ofiary mają silną motywację do maksymalizowania swojej niewinności. W zależności od tego, po której stronie muru się znajdujemy, systematycznie zniekształcamy swoje wspomnienia i opisy danego zdarzenia, żeby osiągnąć jak największą zgodność między tym, co się wydarzyło, a tym, jak spostrzegamy siebie. Poprzez rozpoznanie tych systematycznych zniekształceń badacze wykazali, że obie strony – ofiara i sprawca – błędnie spostrzegają oraz interpretują zachowania przeciwnika.

A wszystko to dotyczy zarówno pojedynczych osób, jak grup społecznych oraz narodów. To dlatego demonizujemy innych i wybielamy siebie. Nic nowego pod słońcem. Ale dla mnie najważniejsze jest ostatnie zdanie cytatu, które dotyczy nie tylko przeszłości, ale również teraźniejszości i przyszłości. To nieustające zakłamywanie rzeczywistości powoduje, że tracimy możliwość prawidłowego interpretowania zachowania drugiej strony (nie użyłbym tutaj, po fakcie, słowa przeciwnik). A skoro zachowania, to tym bardziej zamiarów. A przecież kluczowe dla Polski powinno być, aby znać zamiary Niemiec i Rosji.


Wasz Andrew

* polecam film The Soviet Story 2008


piątek, 31 sierpnia 2018

Aya Goda "Tao" - Przez Chiny, wzdłuż i wszerz

Tao. Tułaczka wyjętych spod prawa uciekinierów po Chinach

Aya Goda

Tytuł oryginału: TAO
Tłumaczenie (z j. ang.): Tomasz Bieroń
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Liczba stron: 304
 
 
Istnieje cały szereg haseł afirmujących wolność, które jednak w warunkach, kiedy przez dłuższy czas nie jest ona zagrożona, stopniowo zatracają swoje pierwotne znaczenie, z wolna przedzierzgając się w wyświechtane slogany, nie znajdujące pokrycia w otaczającej nas rzeczywistości. Ale, kiedy owa szara i nudna, lecz jednocześnie spokojna i bezpieczna codzienność ulega diametralnym przeobrażeniom, a w rezultacie nasze najbardziej podstawowe prawa zostają bezpardonowo ograniczone, dopiero wówczas dociera do nas sedno słowa wolność. O tym, że zmieniające się okoliczności w znaczącym stopniu wpływają na nasze postrzeganie tego typu fundamentalnych pojęć przekonuje się Aya Goda, japońska pisarka i artystka, autorka książki Tao. Tułaczka wyjętych spod prawa uciekinierów po Chinach.