Wolna i niezawisła Ukraina jest jedynym prawdziwym gwarantem niepodległości Polski. Jeśli upadnie Ukraina, kwestią czasu będzie upadek Polski.

poniedziałek, 3 marca 2014

O prawdzie


…w naszym niezwykle złożonym świecie nie ma czegoś takiego jak prawda absolutna. Istnieje raczej wiele różnych prawd, niekiedy niespójnych czy wręcz całkiem sprzecznych. Prawda jest w najlepszym razie trudno definiowalna, w najgorszym – zwyczajnie nie istnieje. Każdy z fotografowanych przeze mnie tematów odsłaniał różne oblicza świata, które uznałem za warte komentarza. Nawet jeśli moje zdjęcia nie ukazują „prawdy” jako takiej, to z pewnością stanowią próbę wyrażenia mojego spojrzenia na rzeczywistość. Mogę jedynie mieć nadzieję, że stanowią one inspirację, zachętę do przemyśleń i wartościowy materiał dla innych.

sobota, 1 marca 2014

Sōseki Natsume "Jestem kotem" - W oczekiwaniu na nadejście epoki kotów

Okładka książki Jestem kotem

Jestem kotem


Sōseki Natsume 

Tytuł oryginału: Wagahai-wa neko-de aru
Tłumaczenie: Mikołaj Melanowicz
Wydawnictwo: Książka i Wiedza
Liczba stron: 544





Wiek XX to stulecie pełne kontrowersji, które w takim samym stopniu udowodniło tryumf myśli ludzkiej, co małość serca i potworną nieczułość tego dziwnego gatunku. Obok epokowych odkryć zachodziły wywołane przez człowieka katastrofy na skalę wcześniej niespotykaną. Chłodnemu intelektowi zdaje się zatem towarzyszyć zimna kalkulacja oraz ciągła bezduszność. Wiek XX to także ciekawy i bogaty w znamienne wydarzenia okres w historii Japonii. Na przełom XIX i XX wieku przypada przecież epoka Meiji (lata 1868 – 1912), czyli epoka światłych rządów, w czasie której nastąpiło obalenie shogunatu oraz gwałtowna modernizacja kraju. Japonia skończywszy z doktryną izolacjonizmu oraz na skutek dynamicznych przemian zaczęła przekształcać się w gospodarczą potęgę, za wzór obierając sobie mocarstwa europejskie oraz Stany Zjednoczone. Ale wiek XX to także ogromna tragedia, do jakiej doszło pod koniec II Wojny Światowej, kiedy to na Hiroszimę oraz Nagasaki zostały zrzucone amerykańskie bomby atomowe. Pokaz brutalnej siły, która dosłownie w mgnieniu oka potrafiła zmieść z powierzchni ziemi kilkadziesiąt tysięcy istnień ludzkich, przyczynił się do bezwarunkowej kapitulacji Japonii, ale równocześnie bezsprzecznie udowodnił, że jednym z najbardziej bestialskich zwierząt, jakie zrodziła ziemia jest bez wątpienia człowiek. Chciałoby się rzec ten sam człowiek, który obżera się, sra, bredzi, pieprzy co popadnie, który jeśli tylko spojrzeć na jego postępowanie z odpowiedniej perspektywy, jest osobnikiem na wskroś banalnym, a do tego śmiesznym, a z całym swoim aparatem, mającym udowadniać jego wielkość – żałosnym. Oczywiście nie jest łatwo patrzeć krytycznym okiem na własny rodzaj, dostrzegać absurdalność postępowania innych, ale rozumianych jako przedstawicieli tego samego gatunku, do którego należymy, słowem mało kto przepada za żartowaniem z własnej natury. Można jednak zauważyć pewną tendencję, że im dana jednostka bardziej wybitna, tym bardziej skora do bezlitosnego spoglądania na samego siebie – w ten trend doskonale wpisuje się Sōseki Natsume.

piątek, 28 lutego 2014

O chrześcijanach



Mówię o tym dualizmie Pisma Świętego chrześcijan, który sprawia, że chrześcijanie też są idiotami, chociaż na swój sposób. „Nowy Testament” głosi wszechmiłosierdzie, totalne wybaczenie, właściwie bezwarunkowe, gdy „Stary Testament” lansuje coś dokładnie przeciwnego – zero miłosierdzia, totalną karalność, całkowitą zemstę, niewybaczalność bezwarunkową, bezwzględną. I to przeciwieństwo, zupełnie ekstremalne, jakoś chrześcijanom nie wadzi.

Wlademar Łysiak Satynowy Magik

czwartek, 27 lutego 2014

O prośbach do Boga



– O co modliłeś się, gdy byłeś małym dzieckiem? (…)
– O rower. (…)
– Błąd. Nikt ci nie powiedział, że to nie funkcjonuje w ten sposób?... Bóg nie jest od załatwiania rowerów, tylko od wybaczania. Trzeba było ukraść rower i prosić Boga o wybaczenie.

Satynowy magik Waldemar Łysiak

poniedziałek, 24 lutego 2014

Satynowy magik


Satynowy magik

Waldemar Łysiak

wydawnictwo: Nobilis, Warszawa 2011

Satynowy magik” był moim pierwszym spotkaniem z twórczością Waldemara Łysiaka, znanego i uznanego polskiego pisarza i publicysty, z wykształcenia architekta, z zamiłowania napoleonisty i bibliofila. Nie można czytać wszystkiego, co modne i znane, więc muszę od razu przyznać, że ta książka nie była moim wyborem, a po prostu nie miałem innego wyjścia, gdy stała się lekturą lutego w naszym oddziale DKK*. Nie żebym miał coś do autora, ale po prostu mam inne priorytety i z reguły z własnego wyboru sięgam po odmienne działy literatury.

Rzecz cała dzieje się w ostatnich latach przed wybuchem II Wojny Światowej. Młody Polak przybywa do fikcyjnego kurortu niemieckiego Germanshaven, który poszczycić się może nie tylko atrakcjami prozdrowotnymi, ale i elitarnym uniwersytetem. Na studia może pozwolić sobie tylko dzięki wsparciu finansowemu bogatego wuja, który jednak ma wobec niego sekretne, nieujawnione plany. Wśród braci studenckiej wyróżnia się Satin Retea – bardzo majętny, choć niepewnego pochodzenia i postać wielce tajemnicza. Inteligentny, przebiegły, prowokator i… więcej nie będę zdradzał. Fabuła, choć bardzo skromna, wiele by jednak straciła na przedwczesnym ujawnieniu, podobnie jak rozszyfrowanie Satina, które pozostawiam czytelnikom.

Satynowy magik” jest powieścią dygresyjną, w dodatku w wielu wymiarach. Fabuła to tylko podstawa do ukazania poglądów autora, bowiem subiektywne zaangażowanie pisarza jest wyraźnie widoczne, zwłaszcza w przemyśleniach na temat moralności, dobra i zła, seksu, płci i historii. Choć kuszenie przez złego i konsekwencje wchodzenia w układy ze złem oraz sprzedawania duszy za doraźne korzyści są zaakcentowane jako temat wiodący, książka aż roi się od wycieczek na pola sztuki, historii, polityki i krytyki katolicyzmu. Gęsto w niej od celnych sformułowań wprost nadających się na błyskotliwe cytaty i od przytoczonych cytatów z dorobku innych bardziej i mniej znanych osób. Znajdziemy też wiele ciekawostek z różnych dziedzin historii. Pod tym względem „Satynowy magik” przypomina mi mój ulubiony choć niestety zapoznany i zapomniany „Lamus ciekawostek” ubrany w powieściową formę. Do tego pisarz pokazuje się nam jako prawdziwy erudyta w pełnym i najlepszym znaczeniu tego słowa. Już samo to sprawia, iż książkę czyta się świetnie, choć nie da się jej czytać szybko. Zmusza do refleksji, zastanowienia i, nie ma co ukrywać, sprawdzania, czy autor się nie poślizgnął. Jednym słowem, powinno być świetnie, a jednak...

Zrobiliśmy w klubie głosowanie i znacząca większość cenzurek w starej skali ocen (2 do 5) krążyła wokół czwórki. Była tylko jedna naciągana trójka – koleżanka biegła w języku włoskim stwierdziła, iż we wstawkach obcojęzycznych rodem ze słonecznej Italii aż roi się od byków. Pozostali zarzucali autorowi między innymi wtórność w stosunku do wcześniejszych powieści. Ja tego ostatniego problemu nie miałem – w końcu była to moja pierwsza lektura spod pióra Łysiaka. Zawiódł mnie jednak pewien rodzaj mizoginizmu, który wyraźnie wyziera z kart książki i który na kilometr pachnie jakimiś kompleksami. Oczywiście może to być zabieg celowy; prowokacja obliczona na wywołanie sprzeciwu czytelnika, ale inne aspekty każą w to wątpić. Kuszenie przez zło ukazane w „Satynowym magiku”, przerabianie dobrych ludzi na złych, tylko z pozoru wydaje się perfidne. Temat chyba najważniejszy z tych, jakie stoją przed ludzkością, ale ewidentnie spłycony. W porównaniu do wyników eksperymentów psychologii społecznej „wyrafinowanie” Satynowego magika wygląda niczym cios widłami zadany przez pijanego chłopa przy opóźnionym o tydzień skutku działania kompetentnego truciciela. Podobnie jest z przemyśleniami politycznymi i innymi, które w jednych aspektach wydają się głębokie, a w innych wręcz infantylne. Owszem, jest to książka zmuszająca do myślenia, ale na pewno nie daje jasnego przekazu, pod którym mógłbym się podpisać.

Nie pozostaje mi więc nic innego, jak stwierdzić, iż jest to pozycja warta przeczytania, mogąca dać wiele czytelnikowi poszukującemu rozrywki, pokazu wielkiej erudycji albo impulsów do nowych refleksji, ale zarazem absolutnie nieprzeznaczona dla niewyrobionego albo niezbyt dociekliwego odbiorcy. W przypadku osób nie potrafiących budować własnych koncepcji niezależnie od stanowiska autorytetów, osób, które potrafią tylko popierać albo odrzucać, też „Satynowy magik” dobrym wyborem chyba nie będzie. Jedni razem z rzetelnymi prawdami połkną sporo bardzo szkodliwych stereotypów, a inni odrzucą ważkie prawdy tylko dlatego, że w innym miejscu trafią na coś, z czym się nie zgadzają lub co obrazi ich uczucia. Jednak wszyscy, którzy myślą samodzielnie, znajdą sporo zadowolenia w tej lekturze, niezależnie od stopnia jej zgodności z ich własnymi przekonaniami.

No i jeszcze jedno – cieszę się, że dzięki tej książce poznałem Alesandro Magnasco vel il Lissandrino i zainteresowałem się jego twórczością. Już choćby dlatego nie żałuję, iż ją przeczytałem. Co za klimaty!


Wasz Andrew


* Dyskusyjny Klub Książki

piątek, 21 lutego 2014

O terrorystach



…nienawidzę tych sukinsyńskich zamachowców jak każdy, ale jednocześnie zaczynam się zastanawiać, jaką cenę przychodzi nam płacić za zwalczanie przemocy podobnymi metodami.

Trujący ogród Val McDermid

Hisako Matsubara "Szelest złotolitego brokatu" - Ostatnie promienie słońca, skrywające się za taflą oceanu

Okładka książki Szelest złotolitego brokatu

Szelest złotolitego brokatu

Hisako Matsubara


Tytuł oryginału: Brokatrausch
Tłumaczenie: Krzysztof Radziwiłł
Wydawnictwo: Państwowy Instytut Wydawniczy
Seria: Klub Interesującej Książki
Liczba stron: 206




Emigracja, czyli opuszczenie granic własnej ojczyzny to z pewnością krok, który nie łatwo wykonać. W końcu człowiek nie na darmo porównywany jest do drzewa, które w miarę jak zapuszcza coraz dłuższe korzenie jest tym trudniejsze do przesadzenia. Przeprowadzka to jedna z bardziej stresujących sytuacji w życiu ludzkim, a cóż dopiero mówić o przypadku, gdy człowiek diametralnie zmienia swoje otoczenie, przenosząc się do zupełnie obcego kraju z jego nieznaną kulturą oraz równie tajemniczymi mieszkańcami. Nie jest łatwo rozpocząć zupełnie nowe życie budując je niemal od podstaw, bez fundamentów, jakie z pewnością stanowią więzy rodzinne, znajomość panujących realiów czy język, którym płynnie władamy. Trudy i problemy towarzyszące emigracyjnej egzystencji z pewnością zna z autopsji autorka Hisako Matsubara.

czwartek, 20 lutego 2014

O wadze psycholgii



Psychologia staje się istotna tylko wtedy, gdy dostarcza diagnozy ważnej dla potrzeb państwa.

Max Simoneit, dyrektor naukowy Wydziału Psychologii Wehrmachtu, 1938 r.

 – przytoczone w motto powieści Val McDermid Ostatnie kuszenie