Wolna i niezawisła Ukraina jest jedynym prawdziwym gwarantem niepodległości Polski. Jeśli upadnie Ukraina, kwestią czasu będzie upadek Polski.
środa, 24 lipca 2013
W sex shopie
Jeśli masz skończone 18 lat, możesz czytać dalej na własną odpowiedzialność ;)
Właściciel sex-shopu musiał wyjść na chwilę i zostawił za ladą młodego sprzedawcę. Po chwili wchodzi młoda biała dziewczyna i pyta:
- Ile kosztują wibratory ?
- 35 dolarów za białego i w promocji 35 dolców za czarnego.
- Hm - myśli dziewczyna - białych miałam już wielu, ale czarnego jeszcze nie...
- Poproszę czarnego.
Sprzedawca pakuje zakup do pudełka i wkłada do dyskretnej reklamówki, dziewczyna płaci i wychodzi.
Po pewnym czasie wchodzi Murzynka i pyta:
- Po ile są wibratory?
- 35 dolców za czarnego i dziś w promocji tylko 35 dolarów za białego -mówi sprzedawca.
- Hm - myśli czarnoskóra dziewoja - czarnych miałam już wielu, ale białego jeszcze nie..
- Poproszę białego.
Sprzedawca pakuje zakup do pudełka i wkłada do dyskretnej reklamówki, dziewczyna płaci i wychodzi.
Mija jakiś czas i do sklepu wchodzi blondynka. Pyta:
- Po ile są u Pana wibratory?
- 35 dolarów; czarne i białe do wyboru.
- A ten w czarne i białe paski stojący w drugim rzędzie?
- Ten?... no... to jest bardzo specjalny model, na razie mamy jeden egzemplarz dla wymagających klientów... kosztuje 180 dolarów - odpowiada sprzedawca.
- Hm - myśli blondynka - białych i czarnych już zakosztowałam, ale takiego w paski to raczej nie spotkam...
- To ja poproszę! - mówi zdecydowanym głosem blondynka, płaci, zabiera jedyny egzemplarz i wychodzi.
Po chwili wraca właściciel i pyta:
- No i jak ci poszło?
- Wyśmienicie - odpowiada sprzedawca - sprzedałem po jednym białym i czarnym wibratorze po 35 dolców sztuka, a także pański termos za 180$ !!!
wtorek, 23 lipca 2013
O psychologii społecznej
„Tym, co psychologia społeczna wniosła do rozumienia natury ludzkiej, jest odkrycie, że siły większe niż my sami determinują nasze życie psychiczne i nasze działania – główną z tych sił [jest] przemożny wpływ sytuacji społecznej.”
Mahrzarin Banaji, Ordinary Prejudice, Psychological Science Agenda 8 (2001)
przytoczone w książce Efekt Lucyfera Philip Zimbardo
poniedziałek, 22 lipca 2013
O buntownikach i spolegliwych
„Kiedy myśli się o długiej i ponurej historii ludzkości,
nasuwa się wniosek, że dużo więcej ohydnych zbrodni
popełniono w imię posłuszeństwa niż w imię buntu.”
C.P.Snow, Either – Or (1961)
przytoczone w książce Efekt Lucyfera Philip Zimbardo
sobota, 20 lipca 2013
Leopold
Jan Coen Wijnstok
Leopold 28cm K5(E)
Armor Photogallery #12
Wydawnictwo: Model Centrum Progres, 2005
Jakiś czas temu pisałem o wydawnictwach zagranicznych, które przybliżają miłośnikom historii wiedzę o sprzęcie militarnym używanym w przeszłości. Było o kilku zeszytach znanej serii wydawniczej IN ACTION, było o jednym z serii The Military Book Club i o dwóch (ale dotyczących jednej konstrukcji) ze świetnej serii Танк на поле боя. Aby nie podpaść pod przysłowie o tych, co cudze chwalą, a swego nie znają, dziś polska produkcja, czyli rewelacyjna wręcz publikacja Model Centrum Progres, której autorem jest Jan Coen Wijnstok. Autor jak widać importowany. Szkoda, że nasi rodzimi nie mają ręki do monografii tego typu. Niektórym może przeszkadzać, iż wydanie jest po angielsku, ale skoro jest to łacina naszych czasów, więc nie ma co narzekać; każdy powinien dać sobie radę.
Numer 12 serii Armor Photogallery, bo taką nazwę nosi cykl wydawniczy, jest poświęcony niezwykle udanej konstrukcji, jakim było niemieckie działo kolejowe K5 (28 cm Kanone 5 (Eisenbahn)) wyprodukowane w zakładach Kruppa i używane w trakcie II wojny światowej. Właściwie publikację, która składa się z 58 stron wypełnionych tekstem, 224 kolorowymi i 31 czarno-białymi zdjęciami, można podzielić na dwie części. Pierwsza zawiera fotki Leopolda zachowanego w United States Army Ordnance Museum ( Muzeum Uzbrojenia Armii Amerykańskiej) w Aberdeen Proving Ground (w Hrabstwie Harford w stanie Maryland) poczynając od widoczków ogólnych, aż po najbardziej szczegółowe, łącznie z detalami podwozia.
Rzecz bezcenna dla modelarzy, ale interesująca również dla wszystkich innych czytelników, zwłaszcza zainteresowanych techniką, wojskowością i historią. Nie wyobrażam sobie poznawania dziejów epoki bez znajomości ówczesnych realiów materialnych. Nie ma sensu debatować o Wojnie Stuletniej z kimś, kto kuszy od łuku nie odróżnia. Druga część jest jeszcze bardziej historyczna, gdyż pokazuje świetnie dobrane zdjęcia dokumentalne z czasów służby tych dział.
Dodatkowym bonusem jest wkładka z planikami w skali 1:35 i 1:72. O ile wiadomości zawartych w tym numerze od biedy można się doszukać w sieci czy innych źródłach, o tyle zawartość graficzna Leopolda jest bezkonkurencyjna. Szkoda tylko, że z dostępnością wydania na naszym rynku nie jest najlepiej, ale ratunkiem jest na szczęście internet.
Powtórzę się, ale oceniam tę publikację bardzo wysoko w swej klasie. Mam tylko nadzieję, że z czasem dojdziemy do momentu, gdy takie perełki będą dziełem w całości polskim, od autora, przez wydanie, po dystrybucję, a ta ostatnia nie będzie chwilową kometą przelatującą przez rynek i pozostawiającą tylko wspomnienia, ale zapewni wzorem zachodnich sieci sprzedaży ciągłą dostępność. Tego sobie i Wam życzę
Całuj, całuj
Malowany pocałunek
Elizabeth Hickey
Tytuł oryginału: The Painted Kiss
Tłumaczenie: Ewa Gorządek
Wydawnictwo: Świat Książki
Liczba stron: 304
Pocałunek, obraz zdobiący okładkę książki Malowany pocałunek
to jedno z najpopularniejszych dzieł austriackiego artysty Gustava
Klimta. Postać klęczącej kobiety, która z przymkniętymi oczami nerwowo
obejmuje składającego pocałunek na jej policzku mężczyznę, widnieje na
niejednym przedmiocie powszechnego użytku. Pracując w dawnym Klubie
Międzynarodowej Prasy i Książki, czyli aktualnym Empiku, natknąłem się
na całą serię zeszytów, utrzymanych w artystycznej konwencji,
okraszonych kopią Pocałunku właśnie. Jednak dopiero niedawno,
za sprawą Elizabeth Hickey, amerykańskiej autorki i historyczki z
wykształcenia, dowiedziałem się nieco więcej na temat samego Klimty.
Gustav Klimt, żyjący na przełomie XIX i
XX wieku twórca, uważany jest za najznamienitszego przedstawiciela
secesji oraz przywódcę wiedeńskiego modernizmu. Klimt wywodził się z
rodziny o artystycznym zacięciu – ojciec był złotnikiem-grawerem, sztuką
zajmowali się również jego bracia Ernst oraz Georg. Młody Gustav
otrzymał solidne, akademickie wykształcenie w Wiedeńskiej Szkole
Rzemiosł Artystycznych, które pozwoliło mu dostawać zlecenia na
różnorakie prace dekoracyjne publicznych budynków. Klimt wyrobił sobie
bardzo specyficzny, indywidualny, nie zawsze podobający się klientom
styl, jednak dopiero w wieku 35 lat Gustav oficjalnie odrzucił kanony
sztuki akademickiej i razem z innymi artystami założył Stowarzyszenie
Artystów Austriackich – sławetną Secesję, z którą był związany do 1905.
Jak każdy wielki twórca, nie mieszczący się w ciasnych horyzontach
myślowych ludzi ze swojej epoki, Klimt płodził dzieła wykraczające poza
proste schematy akademickich koncepcji, które do dzisiaj cieszą się
ogromną popularnością.
Wydaje się, że w tym momencie należy
uprzedzić potencjalnego czytelnika, że wielu z przytoczonych faktów, nie
dowiemy się na podstawie lektury książki Malowany pocałunek.
Bowiem książka w żadnym wypadku nie jest biografią Gustava Klimty.
Powieść jest historią skomplikowanego związku pomiędzy artystą a Emilie
Louise Flöge, austriacką projektantką mody i businesswoman w pełnym tego
słowa znaczeniu, która uważana jest za życiową towarzyszkę Klimty.
Ponadto Malowany pocałunek to powieść historyczna, która nie
zawsze bazuje na prawdziwych wydarzeniach, o czym wspomina sama autorka –
w posłowiu przyznaje ona, że niektóre postacie, nie wnoszące nic
interesującego do fabuły zostały pominięte (nie zatem mowy o Georgu
Klimcie, czy bracie Emilie), a część znanych faktów została
zmodyfikowana, tak by lepiej odpowiadały one kreowanemu przez autorkę
portretowi psychologicznemu Emilie. Pani Flöge to do dzisiaj postać
dosyć tajemnicza, jej biografia nie jest dokładnie znana i wszystkie te
luki, białe plamy występuje w życiu Emilie, Elizabeth Hickey próbowała
zapełnić własną wyobraźnią. W rezultacie otrzymaliśmy dziełko, które
zdaje się być przejawem fascynacji osobą Emilie Louise Flöge, w którym
niestety prym wiedzie często domysł i fantazja.
Postać Gustava Klimty poznajemy z
perspektywy Emilie Flöge, która jest pierwszoosobową narratorką
powieści. Historia rozpoczyna się, gdy Emilie, najmłodsza spośród trzech
siostrzyczek Flöge, jest jeszcze dojrzewającą dziewczynką. Rodzice ufni
w talent swojej latorośli posyłają ją na lekcje rysunku do uznanego już
malarza, znajomego ojca, Gustava Klimta. Młoda Emilie już od pierwszego
spotkania z Gustavem, który gościł u państwa Flöge w celu
sportretowania dziewczynek, odczuwa niewytłumaczalny pociąg oraz
ciekawość wobec dość tajemniczego jegomościa. Gustav, brodaty, niedbale
ubrany mężczyzna odznacza się bardzo nieszablonowym sposobem myślenia,
ponadto potrafi słuchać z uwagą oraz powagą słów nastoletniej uczennicy,
na której natychmiast wywiera spore wrażenie. Z biegiem czasu Emilie
odwiedza Klimta nie tylko podczas lekcji rysunku, a ich relacja
uczeń-mistrz zaczyna zmierzać w zdecydowanie innym kierunku niż
zaplanowali rodzice (w rzeczywistości Gustav oraz Emilie poznali się
znacznie później niż ma to miejsce w powieści, podczas ślubu Helene
Flöge, siostry Emilie oraz Ernsta Klimta, brata Gustava).
Gustav Klimt był typowym kobieciarzem.
Niektórzy biografowie wspominają nawet o dość imponującej liczbie 14
nieślubnych dzieci. Klimt często sypiał ze swoimi modelkami, które
portretował w różnych, niezwykle przesyconych erotyzmem pozach. Co
ciekawe, artysta nie ograniczał się wyłącznie do współpracy z młodymi
przedstawicielkami płci pięknej. Klimt malował również kobiety ciężarne,
których uroda nierzadko zdołała już wyblaknąć z uwagi na trudy
prowadzonej na skraju ubóstwa egzystencji. Powieściowy Klimta nie jest
zatem do cna zepsutym rozpustnikiem – potrafi on czuć chociaż odrobinę
odpowiedzialności za swoje seksualne ekscesy. Z tego względu daje on
pracę ciężarnym modelkom, które w stanie błogosławionym nie mogłyby
liczyć na zarobek u innych artystów. Niby to niewiele, ale zawsze więcej
niż porzucenie i zostawienie delikwentki na pastwę mało litościwego
losu.
Elizabeth Hickey starała się odmalować
niełatwe relacje, jakie łączyły Klimtę z Emilie Flöge. Autorka opisuje
najgłośniejsze romanse malarza, przybliża postacie najsłynniejszych
kochanek, Adeli Bloch-Bauer oraz Almy Schindler, ale wyraźnie zaznacza,
że za każdym razem Klimt niczym pies z podkulonym ogonem wracał do
Emilie, którą traktował jako powierniczkę, przyjaciela,
pełnowartościowego oraz równorzędnego partnera w dyskusji. Wydaje się,
że Hickey próbuje tłumaczyć Klimtę, że ten celowo nie związał się z
Emilie Flöge, będąc świadom własnych słabostek, wad i niedoskonałości,
nie chcąc krzywdzić najbliższej mu osoby. Z kolei panna Flöge
wyłaniająca się z kart powieści jawi się jako osoba niezbyt pewna
własnej atrakcyjności, dosyć słaba, która potrafi jedynie biernie
oczekiwać na powrót najdroższego mężczyzny, któremu potrafi niemal
wszystko wybaczyć. Ta bezwolność i apatyczność Emilie, wyraźnie koliduje
z jej samodzielnością i niezależnością, przejawiającą się w prowadzeniu
do spółki z siostrami domu mody. Emilie Flöge, projektantka i
wizjonerka, śmiało tworzy kreacje, które nijak mają się do tradycyjnych
kanonów. Na pozór jest to zatem feministka pełną gębą – niezależna
finansowo, posiadająca własny biznes, żyjąca w wolnym związku kobieta o
niezłomnej woli i własnym zdaniu. Przyznam, że książka wzbudziła we mnie
spore zainteresowanie, jak naprawdę układały się stosunki pomiędzy
Klimtem a panną Flöge. Szkoda, że Elizabeth Hickey postawiła na własną
wyobraźnię, a nie wnikliwsze zbadanie problemu.
Zbyt duża dawka fikcji oraz modyfikacje
faktów to nie jedyne zarzuty, które można skierować pod adresem autorki.
Elizabeth Hickey, z wykształcenia historyk, zaskakująco mało uwagi
poświęca Wiedniowi, który szczególnie na przełomie XIX oraz XX wieku
wydaje się być bardzo wdzięcznym tematem. Nie ma co liczyć na
wskrzeszenie atmosfery artystycznej bohemy, czy żywe i plastyczne opisy
zaułków tego wyjątkowego miasta. Sam klimat epoki, przełom wieków, który
charakteryzował się przecież ogromnymi nadziejami oraz oczekiwaniami,
również jest ledwie odczuwalny.
Reasumując krótko, Malowany pocałunek
nie jest pozycją wybitną. To z pewnością książka aspirująca do miana
ciekawego dzieła o niebanalnym artyście, która jednak w znacznym stopniu
z tymi oczekiwaniami się rozmija. Postacie, która autorka postanowiła
wpleść w snutą przez siebie opowieść odmalowane zostały całkiem
starannie, ale efekt zdecydowanie psują rażące sztucznością oraz
nienaturalnością dialogi. Ponadto akcja powieści toczy się dosyć leniwie
i momentami książka po prostu wieje nudą. Przyznając szczerze, nie
rozumiem również tendencji autorki do częstego ingerowania w biografie
Klimta oraz Emilie Flöge. Wyszło tak, jakby Elizabeth Hickey próbowała
stworzyć alternatywną historię tych obojga, a to chyba nie było jej
pierwotnym zamiarem. W rezultacie działania pisarski przypominają mi
postępowanie producentów tych wszystkich zeszytów, kubków, filiżanek z
dziełami Klimty, które najczęściej niewiele wspólnego mają z
artystycznym zacięciem, a mają po prostu zagwarantować sprzedaż towaru
na przyzwoitym poziomie.
piątek, 19 lipca 2013
Umrzeć jak ostatni debil
Chyba prawie każdy słyszał o Nagrodzie Darwina. Najkrócej mówiąc, jest to wyróżnienie przyznawane tym, którzy okaleczyli się w sposób uniemożliwiający posiadania potomstwa lub rozstali się z tym światem w sposób szczególnie idiotyczny z powodu swej niezwyczajnej tępoty. Nagroda nosi imię Darwina, gdyż taka śmierć lub kalectwo uniemożliwia tym wyjątkowym debilom przekazanie swych genów następcom, czyli oczyszcza pulę genową ludzkości, co pośrednio, zgodnie z teorią ewolucji, zwiększa szanse ludzkości na dalsze trwanie.
Kiedy czytamy listę osiągnięć, które zostały uhonorowane tą nagrodą, mamy wrażenie, iż sami znamy przypadki o wiele głupszych sposobów rozstania się z tym światem, jak choćby wyczyny naszych pijanych kierowców. Dziś jednak Polska ma szansę na mocne wejście i zgarnięcie pierwszego miejsca, tym bardziej, że jednocześnie w kategorii indywidualnej i, co dużo rzadsze, gdyż ciężko zebrać dwóch prawdziwych debili do pary, drużynowej.
Jak podają media w miejscowości Seelow w Niemczech, około 20 kilometrów do polskiej granicy, zginęło dwoje Polaków. Kobieta i mężczyzna, którym nie chciało się na piechotę wracać do kraju, położyli się na drodze, by zatrzymać "na stopa" jadący samochód. Kierowca ich nie zauważył i przejechał po nich busem. Genialni autostopowicze zginęli na miejscu.
Każdy naród ma swoje przypadki godne Nagrody Darwina. Niewiele może się jednak pochwalić zbiorówkami, gdy dwie osoby zgodnie postanawiają ubiegać się o to wyróżnienie. Jeszcze mniej odstawia takie występy za granicą, gdzie, jak łatwo się domyślić, stanie się to wizytówką całego narodu. O wielu nacjach krążą po świecie stereotypy i kąśliwe dowcipy. Inna spraw, że nie o wszystkich, co też jest ciekawym tematem, na kiedy indziej jednak. Ci kradną, tamci piją, i tak dalej. Czy nie mają racji ci wszyscy, którzy mają o Polakach takie zdanie, jakie mają, a któremu oficjalne polskie media usilnie starają się zaprzeczać?
Jest oczywiste, że obiegowe pejoratywne opinie o narodach czy innych grupach ludzi zawsze są krzywdzące. Zbiorowości ludzkie nie składają się z klonów. Jednak, z drugiej strony, stereotypy przekazują ostrzeżenia. Są wizytówką mówiącą: - może nie wszyscy z nich kradną czy piją, ale chyba statystycznie robią to częściej niż inni, więc lepiej z nimi uważać. Na pewno nasi autostopowicze dopisali na polskich wizytówkach mocny akcent. Nie zgłaszam tego przypadku na stronie Nagrody Darwina, i mam nadzieję, iż nikt nie zgłosi, ale obawiam się, że i bez tego w Niemczech i Europie wizerunek Polaka otrzymał nowy element. W końcu, co raz weszło do netu, nigdy w nim nie ginie. Może nie zawsze jest to zdanie prawdziwe, ale w przypadku głupot sprawdza się idealnie, więc...
czwartek, 18 lipca 2013
O małych ustępstwach
„Motywy i potrzeby, które zwykle służą nam dobrze, mogą prowadzić nas na manowce, kiedy wzbudzają je, wzmacniają je lub manipulują nimi czynniki zewnętrzne, z których siły nie zdajemy sobie sprawy. To właśnie dlatego zło jest tak wszechobecne. Jego pokusy to po prostu małe przeoczenie, niewielkie zboczenie z drogi życia, plamka na naszym bocznym lusterku, prowadząca do katastrofy.”
Efekt Lucyfera Philip Zimbardo
środa, 17 lipca 2013
O Wewnętrznym Kręgu
Pomnik C.S. Lewisa zaglądającego do szafy i zatytułowany "Poszukiwacz" autorstwa Rossa Wilsona znajdujący się w Belfaście. Foto: "klndonnelly". Ten plik udostępniony jest na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 2.0.
C.S. Lewis, The Inner Ring (1944)
Efekt Lucyfera Philip Zimbardo
Subskrybuj:
Posty (Atom)