Wolna i niezawisła Ukraina jest jedynym prawdziwym gwarantem niepodległości Polski. Jeśli upadnie Ukraina, kwestią czasu będzie upadek Polski.

niedziela, 3 lutego 2013

Debiutant pozywa recenzenta 2

Odsłona druga




Jakiś czas temu, po opublikowaniu pamiętnej recenzji i otrzymaniu groźby pozwania do sądu, dostałem list niniejszej treści:


jpietrasinski@wp.pl
26.01 (8 dni temu)
do mnie

Szanowny Panie,

Nabyłem Asymetrię Gibowskiego, jestem w trakcie lektury. Szukając w internecie recenzji natrafiłem na Pańską. Całkowicie się zgadzam. Też uważam, że Asymetria nie przyczyni się do większej tolerancji ani otwartości naszego społeczeństwa. Wyolbrzymia i utrwala stereotypy dotyczące Rosji. Dla mnie także najważniejszy jest aspekt oddziaływania książki na społeczeństwo. A ta pozycja jest ewidentnie szkodliwa. Apologecie wspólnych idei nie muszę tłumaczyć, co mam na myśli.
Uważam, że niepotrzebnie rozreklamował Pan tę książkę. W tym przypadku należało sprawę przemilczeć. Gdy dano mi znać, że Asymetria próbuje wejść na rynek, zareagowałem błyskawicznie. Tak samo nasi przyjaciele. Na Wikipedii strona Asymetrii została natychmiast skasowana ? jako reklama. W porównywarkach cenowych wpisane są błędne słowa kluczowe oraz brak grafiki. Osobiście zadbałem, aby kanały dystrybucyjne stały się niedostępne dla tej pozycji. Dzięki zbiorowemu wysiłkowi Asymetria nie dotrze do szerokich mas czytelniczych. Bardzo proszę, nie sugerować bibliotekom kupna tej książki.

Co do przyszłego procesu sądowego, proszę się niczym nie martwić. Jeśli nie stać Pana na dobrego adwokata, z przyjemnością załatwię to i pokryję wszelkie koszta.

Z wyrazami szacunku

dr Janusz Pietrasiński   

Przewodniczący Towarzystwa
Przyjaźni Polsko-Rosyjskiej

Na list nie odpowiedziałem oczywiście, gdyż mam wrażenie, iż jest to infantylna prowokacja, tym bardziej, iż TPPR od lat już chyba nie istnieje. Kto mógł się zniżyć do takich zagrywek i w jakim celu, mogę się tylko domyślać. Szkoda tylko, że autor tej epistoły nie wysilił swego mózgu na tyle, by zauważyć, iż nie jestem żadnym wielkim przyjacielem Rosji. Na pewno nie większym niż Niemiec, Francji czy dowolnego innego kraju. Pewno nawet nie czytał żadnej mojej recenzji (ani felietonu) poza tą jedną, która go interesowała.

Najpierw miałem zamiar o sprawie zapomnieć, na zasadzie, by g… nie tykać, ale jednak publikuję liścik ku przestrodze innych recenzentów, by wiedzieli, jakich zagrywek można się spodziewać w przypadku szczerych recenzji. Inna sprawa, że mnie to bawi i umacnia w tym, iż trzeba być bezkompromisowym. No i w końcu wiem, że moje recenzje naprawdę mają dla kogoś jakieś znaczenie ;)

Wasz Andrew

sobota, 2 lutego 2013

Idealna para



Adam i Ewa tworzyli idealną parę:
- On nie musiał wysłuchiwać, za kogo ona mogła wyjść za mąż. 
- Ona nie musiała wysłuchiwać, jak gotowała jego matka.

piątek, 1 lutego 2013

Weź paragon

I puknij się w łeb!  



Znów, jak co roku, niewolnikom, w jakich się zmienia nasze społeczeństwo, władza miesza w głowach przy użyciu mass mediów jej powolnych i setek dziennikarzy zbyt spolegliwych, lub po prostu zbyt głupich, by samodzielnie pomyśleć.

"Do 24 lutego trwa ogólnopolska akcja "Weź paragon". W jej ramach urzędnicy, ale też i mieszkańcy miasta mogą sprawdzić, czy sprzedawcy lub wykonawcy usługi wydają paragony."*

A przez cały rok to nie mogą? Po co utrzymywane z naszych pieniędzy urzędasy wydają pieniądze na reklamowanie i organizowanie takich akcji, skoro tak powinno być przez cały rok? Czyż nie przyznają tym samym, że przez resztę roku nie robią tego, za co biorą pieniądze?

„Weź paragon.” Sam se weź! Idź do księdza i weź paragon. Do adwokata, do lekarza albo nauczyciela ze szkoły publicznej, który nie widzi niczego zdrożnego w udzielaniu płatnych korepetycji uczniom swej własnej klasy, których powinien skutecznie uczyć w trakcie lekcji w szkole. Jak to jest, że organy państwa z uporem maniaka ścigać będą szarego, biednego obywatela za przysłowiowy grosz, ale w ogóle nie są zainteresowane w ściganiu wielkich i bogatych, których dochody pozostają poza wszelką kontrolą?

Pamiętacie historię Ala Capone? Karierę tego chyba najbardziej rozpoznawalnego ze wszystkich mafiosów w historii świata przerwał nie kto inny jak urząd skarbowy. Czy nasza skarbówka pogrążyła choćby jednego polskiego Capona? Z tego, co widzimy, to najchętniej czepia się gospodyń wiejskich organizujących tradycyjne loterie na Święto Strażaka, taksówkarzy i drobnych sklepikarzy. Czemu nie interesują ich nierównie większe przepływy kapitałowe – choćby palestra, kler i lekarze. Nauczyciele to osobna sprawa. To prawdziwe święte krowy, o czym już kiedyś pisałem, ale od upadku komuny całkiem stracili pozory przyzwoitości. Pod okupacją ZSRR w każdej szkole każda złotówka przyjęta od ucznia musiała być kwitowana, niezależnie od tego, na co była przeznaczona. Teraz pokwitowanie jest wyjątkiem, a normą mafia style.

Rozumiem, że ze względów politycznych władza może chcieć zwolnić z podatków pewne grupy społeczne. Nie te biedne, ale te wpływowe. Silne finansowo lub politycznie, choćby przez mocne związki zawodowe. Jestem temu absolutnie przeciwny, ale rozumiem. Nie rozumiem natomiast, dlaczego zwalnia je z ewidencjonowania dochodów. Jeśli władza chce, niech da im stawkę podatkową zero, ale niech ewidencjonują swe dochody tak, jak każdy inny obywatel. Przecież teraz już naprawdę nikt w Polsce nie wie, nawet w przybliżeniu, jaka jest skala tych przywilejów. Jakie byłyby wpływy z podatków, gdyby kasy fiskalne dostali księża, nauczyciele, prawnicy i lekarze. A może o to chodzi. Może społeczeństwo nie przełknęłoby tego? Dlatego nie biorę paragonów. W d… sobie ich przecież nie wsadzę, a na co innego mi się nie przydadzą.


Wasz Andrew


*http://wodzislawslaski.naszemiasto.pl/artykul/1710289,wez-paragon-akcja-ogolnopolska-mamy-prawo-zadac-paragonu-od,id,t.html

Metafizyczny erotyzm

Okładka książki Pornografia 

Pornografia

Witold Gombrowicz

Wydawnictwo: Literackie
Liczba stron: 152
 
 
 
 
 
 
Pornografia to trzecia z kolei powieść Witolda Gombrowicza. Pracę nad nią, przebywający na emigracji Gombrowicz rozpoczął w roku 1955, tuż po porzuceniu pracy w Banco Polaco w Buenos Aires. W momencie jej wydania, polski twórca, mający na koncie Ferdydurke, Trans-Atlantyk, zbiór opowiadań Bakakaj oraz dramaty Iwona, księżniczka Burgunda i Ślub, cieszył się już sporą estymą w literackim światku. Książka, która ukazała w 1960 roku na łamach emigracyjnego Instytutu Literackiego wywołała niemałe kontrowersje.
 
Bowiem Pornografia to nie tylko prowokacyjny tytuł. To głównie negacja wartości, tradycji, kultury, utartych wzorców zachowań. Cytując jeden z listów Konstantego Jeleńskiego do Gombrowicza: Jest to – trudno o bardziej entuzjastyczne zdanie – książka najbardziej skandaliczna, jaka kiedykolwiek została napisana w języku polskim. Skandaliczna po prostu dlatego, że odsłania pewne pokłady prawdy i rzeczywistości, które wymykają się najodważniejszym, najbardziej obiektywnym i najgłębszym podejściom „psychologicznym”.
 
Akcja powieści rozgrywa się w okupowanej przez hitlerowców Polsce w roku 1943. Już w tym momencie należy się zatrzymać i zaznaczyć, że czas oraz miejsce wydarzeń to kwestia bardzo ciekawa i istotna. Rok 1943, Polska w środku zawieruchy wojennej. Tymczasem, od 1939, Gombrowicz przebywa na emigracji, w dalekiej Argentynie, więc wszystkie opisywane wydarzenia, jak również całe tło, to projekcja wyobraźni autora. Jak zaznacza w bardzo krótkim wstępie Gombrowicz przedstawiona Polska to Polska imaginacyjna, czasem pewnie pomylona, a czasem fantastyczna.

czwartek, 31 stycznia 2013

Książki i świat



"Książki to także świat, i to świat, który człowiek sobie wybiera, a nie na który przychodzi."

Wiesław Myśliwski Traktat o łuskaniu fasoli

środa, 30 stycznia 2013

Skąd się brali SS-mani?



Jest oczywistym, iż spośród ludzi różnego autoramentu, wśród których nie brakowało fanatyków, opętanych żądzą władzy i zwykłych sadystów. Łatwo wierzyć w to, że to były potwory. Jest to jednak z gruntu rzeczy fałszywy obraz, choć dobrze działający na naszą psychikę. Prawda, iż byli to w większości normalni ludzie, tacy jak większość z nas, jest trudna do ścierpienia. Natomiast pełna prawda - mówiąca, iż nie jest nawet potrzebna żadna ideologia, poczucie narodowej wspólnoty i wyższości rasowej czy nienawiść do dawnych wrogów, wystarczy tylko praca w odpowiednich warunkach i odrobina władzy, by z ludzi zrobić zwierzęta, wręcz boli nasze umysły. Niestety liczne badania naukowe i eksperymenty* potwierdzają, że wszyscy, za wyjątkiem nielicznych, wyjątkową prawością obdarzonych, możemy stać się SS-manami. Nie musimy nawet przytaczać owych kontrolowanych środowisk, w których do takich właśnie przemian doprowadzano, by zobaczyć, jak zwykli ludzie skazują innych na śmierć, cierpienie, upodlenie. Choć mają możliwość, by ratować, nie czynią tego i nie mają nawet sobie niczego do zarzucenia. Możemy to na co dzień zobaczyć w naszym społeczeństwie. Zajmijmy się Narodowym Funduszem Zdrowia i Zakładem Ubezpieczeń Społecznych.

NFZ ma 1,8 oszczędności!** Swoją drogą, to chyba jakaś liczba dla jednych przeklęta, a przez drugich ulubiona, gdyż w 2009 roku tyle właśnie wydano na pensje pracowników ZUS, które tylko w tamtym roku wzrosły średnio o 338 złotych***! Ciekawe ilu rodaków miało takie podwyżki? Co rok to lepiej. Teraz dowiadujemy się, iż na premie dla 280 urzędników z warszawskiej centrali NFZ przeznaczono 1 milion 800 tysięcy złotych (znowu magiczna liczba 1,8). Średnia premia wyniosła więc 6428,57 zł. Urzędnicy z NFZ, poza premiami, otrzymali też nagrody, w 2012 r. średnio w wysokości 3000 zł.****. Jak to jest, że instytucje, które choćby chorym na SM nie są w stanie zapewnić refundacji leków na poziomie nawet najbiedniejszych krajów Europy, które nie są w stanie rencistom i emerytom zapewnić godziwego życia, mają oszczędności i pieniądze na premie? Czy mają sumienie ludzie, którzy zasłaniając się brakiem pieniędzy odmawiają pomocy chorym, skazując ich na cierpienia, kalectwo, a nierzadko i śmierć, sami jednocześnie obdarowując się nawzajem premiami i nagrodami? Czy naprawdę kula karabinowa, Cyklon B albo szubienica jest gorsza od kartki papieru, z której chory dowiaduje się, iż nie dostanie leku, gdyż ktoś inny musi robić oszczędności, którymi zapracuje sobie na premię? SS-mańskie metody przynajmniej były szybkie, a ludzie umierali w środku piekła zwanego wojną, a nie w środku demokratycznego społeczeństwa, którego władze przyklaskują społecznym zbiórkom na chorych, a same dzielą się pieniędzmi, które mogłyby przeznaczyć na ratowanie ich zdrowia i życia, na oszczędzenie bólu, na poprawienie bytu biedoty w kraju, w którym renciści niejednokrotnie dosłownie przymierają głodem. Dlaczego nie znajdzie się w szeregach ZUS-u i NFZ ani jeden odważny, który ratowałby ludzi, do opieki nad którymi instytucje te są powołane i przeciwstawił się takim praktykom? Który potępiłby te wyroki śmierci w białych rękawiczkach? Przecież za bunt nie grozi im ani obóz koncentracyjny, ani szubienica czy zesłanie na front wschodni. ZUS powie, że dba o rencistów i emerytów, a NFZ, iż ratuje życie. Nieprawda. To my ratujemy. To my, podatnicy, dajemy na ZUS, NFZ, na chorych i emerytów. Oni mieli tylko dzielić, a nie robić oszczędności i obrzucać się nawzajem nagrodami. Zanim więc użyjecie słowa SS-man jako synonimu zła absolutnego zastanówcie się, tym bardziej, iż choć w ZUS-ie ani w NFZ nie objawił się publicznie żaden sprawiedliwy, to wśród gwardzistów Hitlera byli tacy, którzy postawili swe życie na szalę dla ratowania przedstawicieli niższej rasy, jak choćby oficer SS Leichner, który do dziś ma ufundowaną przez miejscowych Polaków kapliczkę we wsi Biała w Puszczy Noteckiej. Marzy mi się, bym usłyszał, że ktoś w ZUS lub NFZ się zbuntował i uratował życie jakiemuś rodakowi stawiając je wyżej niż prywatę i ciepłą posadkę. I nie wstydził się publicznie pokazać, ż tak można, że inni czynią źle. To chyba jednak tylko marzenia.

Dlaczego o tym piszę? Z przebiegu Eksperymentu Stanfordzkiego* wynika, że ludzie będący częścią systemu nie mają możliwości wyrwać się ze swych ról katów i ofiar, za wyjątkiem obdarzonych osobowością herosów, ale takich jest niewielu. Jedynie osoby z zewnątrz mogą próbować wpłynąć na zmianę sytuacji. Czynię to więc na miarę moich możliwości i piętnuję, i wołam. Może ktoś to usłyszy i kogoś, kto ma większe możliwości, też sumienie ruszy i uruchomią się, niczym kawałki domina, resztki przyzwoitości we władzach naszego kraju. Choć nadziei nie mam


Wasz Andrew

Ps. Wczoraj wieczorem w Ekspresie Reporterów (TVP2) oglądałem reportaże z dwóch spraw, o których już wcześniej słyszałem. Jedna to historia eksmisji człowieka w stanie agonalnym przeprowadzona wbrew stanowisku obecnego na miejscu lekarza i komornika (!sic) przez Wojskową Agencję Mieszkaniową. Nieszczęśnik ten zmarł kilka godzin później. Urzędnicy WAM, którzy pewnie co niedzielę, o ile nie częściej, biegają do kościółka, nie mogli poczekać i przesunąć eksmisji nawet o jeden dzień! Druga to historia młodego chłopaka, który za kradzież węgla z PKP poszedł siedzieć i zmarł, gdyż nikt nie chciał słuchać ani jego, ani matki. Nikt nie przyjmował do wiadomości, że jest poważnie chory, a lekarze więzienni tak go leczyli, aż zszedł w szpitalu, choć gdyby od razu rozpoczęto prawidłowe leczenie, nie byłoby problemów. W obu wypadkach uderzająca jest postawa urzędników. Jeśli nie popełniono przestępstwa, właściwie, jeśli im go nie udowodniono, to nic się nie stało. Dla takich ludzi nie ma czegoś takiego jak współczucie, godność, bycie porządnym człowiekiem. Takie kryteria oceny dla nich nie istnieją, a słowa "szkoda", "przepraszam" czy "żałuję" nie przechodzą im przez usta. Jeśli nie ma odpowiedzialności, nie ma problemu. Na pytanie o poczucie przyzwoitości, jedna z osób odpowiedziała: „Jestem urzędnikiem, kieruję się przepisami prawa.” Szkoda, że tylko wybiórczo i trzymając się jednych przepisów narusza inne, w dodatku nadrzędne, jak ustawy i Konstytucję. Jakoś kojarzy mi się to z usprawiedliwieniem typu „Taki miałem rozkaz”.

 I Jeszcze jedno. W tym kraju prawie wszyscy deklarują się jako katolicy i mają poczucie wyższości w stosunku do niewierzących, wierzących w innego boga, a zwłaszcza wobec wyznań mniej licznych, jak choćby Świadków Jehowy. Może przyjrzyjmy się tym ostatnim, o których już kiedyś pisałem. Oni nad prawa ludzkie przekładają Prawa Boskie i kto o tym zapomina, jest wykluczony ze wspólnoty wierzących. U nas kiedyś latało się do spowiedzi, by uspokoić sumienie. Teraz już nawet tego nie ma. Może już sumień nie ma. I to niech będzie ostateczny komentarz.


* Wspomnę choćby Stanfordzki Eksperyment Więzienny (Stanford Prison Experiment – SPE) z 1971 roku (można sobie wygooglować – warto)
** http://www.se.pl/wydarzenia/kraj/18-miliarda-oszczednosci-w-nfz-arukowicz-wydaj-te-pieniadze-na-leczenie-mojego-synka_299930.html 
*** http://nczas.com/wiadomosci/oblicza-socjalizmu/raport-nik-zus-rozdaje-miliony-na-premie/ 
**** http://www.se.pl/wydarzenia/kraj/gigantyczne-premie-dla-urzednikow-z-nfz-otrzymali-prawie-2-miliony-zlotych_303598.html

wtorek, 29 stycznia 2013

Me gusta



"Z gustami literackimi jest po trosze jak z miłością: zdumiewa nas, co też inni wybierają"

André Maurois, właśc. Émile Salomon Wilhelm Herzog

poniedziałek, 28 stycznia 2013

Sieć Wołoszańskiego



Sieć

Ostatni bastion SS

Bogusław Wołoszański

Wydawnictwo Wołoszański 2006

Powiem szczerze, iż po Sieci obiecywałem sobie dużo. Dla Bogusława Wołoszańskiego mam bardzo wiele szacunku i odnoszę wrażenie, że więcej zrobił dla tożsamości narodowej i upowszechniana prawidłowego pojmowania historii oraz zainteresowania społeczeństwa historią jako taką, niż całe rzesze polskich historyków, którzy mogą się pochwalić różnymi literkami przed nazwiskami, lecz absolutnie nie potrafią dotrzeć do szerokich rzesz odbiorców, o wpływie na rzeczywistość i ich spolegliwości wobec władzy nie wspominając. Sensacje XX Wieku to tytuł znany chyba każdemu w Polsce, a pewnie nieobcy dla wielu również za granicą. Produkcja na poziomie naprawdę światowym, tym bardziej iż raczej niskobudżetowa. Biorąc więc pod uwagę dorobek pana Wołoszańskiego, trzeba jasno powiedzieć , że na książkę się napaliłem. Co z tego wynikło?

Od razu napiszę, iż się okrutnie zawiodłem. Mamy bowiem oto powieść szpiegowską opartą na faktach, której akcja rozgrywa się pod koniec II Wojny Światowej. Głównym tematem jest walka wywiadów byłych aliantów o naukową i techniczną spuściznę po III Rzeszy. Wiąże się z tym sprawa ogromnych zasobów finansowych niemieckich koncernów oraz bogactw pochodzących z grabieży krajów podbitych, które zniknęły z hitlerowskich Niemiec przed upadkiem Hitlera oraz historia masowej ucieczki faszystowskich zbrodniarzy do Ameryki Południowej i USA. Tematyka fascynująca, ale niestety pióro nie to. Styl i maniera pisarska, przynajmniej taka, jaką widzimy w Sieci, nie porywa i w mojej ocenie zdecydowanie plasuje się poniżej określenia dobre rzemiosło. Wielka szkoda.

Kiedy myślę Wołoszański, zawsze kojarzę – Suworow. Ten drugi jako pierwszy skutecznie rozpoczął popularyzację na świecie swej wizji historii, według której za wybuch II Wojny Światowej odpowiedzialny był sowiecki komunizm, a swe wywody podpierał rzeczową argumentacją, wywodzeniem wniosków od faktów, szukaniem mechanizmów rządzących czasami, o których opowiadał. Jego dorobek pisarski obejmuje książki historyczne, powieści oparte na faktach oraz opowieści całkowicie fikcyjnie. Wołoszański prezentuje w swych programach telewizyjnych podobny styl dociekania, argumentowania i patrzenia na historię co Suworow, wzorem którego i on za spiritus movens II Wojny uznaje państwo radzieckie. Wołoszańskiego równie świetnie się ogląda, jak Suworowa czyta. Miałem więc nadzieję, iż i powieści Wołoszańskiego będą na podobnym poziomie, co w przypadku Suworowa. Niestety tak nie jest. Choć są równie interesujące, dają się we znaki braki warsztatu literackiego. Przynajmniej tak jest w przypadku tej książki. Mam nadzieję, iż inne są lepsze.

Czy nie najlepszy styl to duża wada? Nie. Gdyby chodziło tylko o wartości ściśle artystyczne, nie byłoby powodu, by po Sieć sięgać. Jednak wyznacznikiem tej książki jest treść. Opowieść o faktach wypełniona fikcją tam, gdzie faktów brakuje. Tego przecież czytelnicy u Wołoszańskiego szukają, a on im to zapewnia. Powieść przy tym nadaje się do poczytania, nawet do dobrego poczytania. Ze spokojnym sumieniem mogę więc ją polecić wszystkim, których interesuje ten intrygujący moment nie tak przecież dawnej historii. Nie tak dawnej, gdyż wciąż wszystkie mocarstwa wiele dokumentów trzymają w ukryciu klauzuli tajności uważając, iż mają one nadal moc wpływania na teraźniejszość


Wasz Andrew

Sieć. Ostatni bastion SS [Bogusław Wołoszański]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

Sieć: Ostatni bastion SS [Bogusław Wołoszański]  - KLIKAJ I SłUCHAJ ONLINE