Bohaterka ŁOWCÓW ATLANTYDY, bestsellera nr 1 w Wielkiej Brytanii wydanego w 18 krajach, w kolejnym najbardziej ekscytującym przygodowym thrillerze lata
ANDY McDERMOTT
TAJEMNICA EKSKALIBURA
(The Secret of Excalibur)
Legendarna broń
Legenda głosi, że ten, kto dzierży Ekskalibur, jest niepokonany w bitwie. Miecz króla Artura zniknął z kart historii ponad tysiąc lat temu. Lecz wciąż jest obiektem pożądania...
Niewiarygodny sekret
Niemiecki historyk wierzy, że wpadł na trop Ekskalibura - klucza do nieprawdopodobnej potęgi. Wie, że ktoś jeszcze szuka bezcennej broni. Zakodowane wyniki swoich badań przesyła doktor Ninie Wilde. I naraża ją na śmiertelne niebezpieczeństwo.
Mordercze polowanie
Od syryjskiej pustyni po austriackie Alpy, od angielskiej prowincji po pustkowia Syberii Nina i jej narzeczony Eddie Chase muszą walczyć o życie. I być szybsi w rozgrywce z bezwzględnym wrogiem, który zamierza wykorzystać potęgę miecza, by pogrążyć świat w wojnie...
Takim właśnie opisem kusi nas okładka Tajemnicy Ekskalibura. Nadmiar reklamy zawsze budzi me podejrzenia, więc po powieść Andy McDermotta sięgnąłem bez wielkiego przekonania. Nie miałem jeszcze dotąd kontaktu z twórczością tego pisarza, ale przeczucie mi mówiło, iż szału nie będzie, choć z drugiej strony miałem nadzieję przynajmniej na przyzwoitego pożeracza czasu w stylu pierwszego Indiany Jonesa. Co z tego wyszło?
Pierwsze minuty lektury były bardzo obiecujące. Styl świetny, wciągający i obrazowy, zapowiadający pochłonięcie książki jednym tchem. Jednak dalej nie było już tak wesoło. A szkoda.
Powieść zaczyna się typowo dla gatunku, czyli od zabójstwa popełnionego przez czarne charaktery w celu zdobycia pierwszego elementu łamigłówki. Od razu wiemy o co chodzi, czyli że chodzi o zdobycie miecza króla Artura. Od razu wiemy, kto będzie nam towarzyszył do końca, bo w tym kanonie dobro zawsze zwycięża, tak czy inaczej, a jego bohaterowie muszą przeżyć i co najmniej zaliczyć gorący sex (szkoła Jamesa Bonda). Niestety Nina Wilde to nie Indiana Jones, a Eddie Chase to nie agent 007, choć wszyscy są równie niezniszczalni.
W konwencji gatunku dopuszczalne są super bronie i nieśmiertelni bohaterowie. Uchodzi też naginanie faktów historycznych i legend. Można nawet przeboleć płytkość sylwetek psychologicznych postaci, schematyzm fabuły i inne prostackie zagrywki. Jednak ewidentnych nielogiczności i totalnych bzdur wybaczyć nie można, podobnie jak wpadek w oczywistych szczegółach, a styl „zabili go i uciekł” to za dużo jak na moje możliwości.
Czytając powieść McDermotta już po pewnym czasie zacząłem nabierać podejrzeń, iż tłumaczem jest kobieta. Niestety. Zajrzałem do informacji redakcyjnych i stoi jak wół – popełnili to do spółki dwaj faceci: Jan Hensel i Miłosz Urban. Jak widać znane imię i znane nazwisko, choć każde z innej strony barykady, niczego nie gwarantują. Mamy więc tekst napisany przez mężczyznę i przez mężczyzn tłumaczony, a znajdujemy tam takie kwiatki jak choćby „pistolet kaliber 50 milimetrów”!* Chyba na kamienne kule mógłby mieć taki kaliber! Nawet jeśli w oryginale było takie faux pas, to rolą tłumacza jest poprawienie tego typu wpadek. Można to od biedy wybaczyć blondynkom, ale żeby faceci takie błędy zaliczali, to wstyd.
Niedoróbki jakie znajdujemy w Tajemnicy Ekskalibura nie ograniczają się tylko to braków w wiedzy wojskowej czy policyjnej, dla tego typu literatury jednak niezbędnej. Idą dalej i przekraczają wszelkie granice, nawet wiedzy na poziomie podstawówki. Typowy kwiatek to choćby taki cytat: „...okręt był przechylony o czterdzieści pięć stopni, ściany stały się podłogami i sufitami...”. O tempora! O mores! To właśnie przykład cywilizacji badziewia której jesteśmy uczestnikami. Kto choć raz widział kątomierz ten wie, że potrzeba circa 90 stopni obrotu by ściana stała się sufitem a podłoga i sufit ścianami. Nie wiedzą tego jednak ani tłumacze, ani korektorzy (Katarzyna Pietruszka i Anna Tenerowicz). Na pewno wszyscy są wykształceni i mają się za ludzi inteligentnych, choć jak widać nie ogarniają nawet wiedzy przewidzianej dla absolwentów wiejskich szkół podstawowych. Totalny brak kompetencji i rzetelności pomimo posiadanych dyplomów i zaświadczeń oraz pochlebnych ocen płatnych krytyków jest coraz częstszym zjawiskiem, podobnie jak rozdźwięk między posiadanym wykształceniem, a wiedzą i inteligencją. To jednak temat na osobne rozważania. Powracając do naszej powieści; z pełną odpowiedzialnością, pierwszy raz w historii użyję tego określenia: muszę stwierdzić, że jest to totalne badziewie. Nie postawiłbym tej książki na swej półce, nawet gdybym ją dostał za darmo. Z żalem Was o tym informuję, ale Tajemnica Ekskalibura jest jedną z niewielu książek, po którą absolutnie nie warto sięgać. Darujcie sobie tego gniota i weźcie się za cokolwiek innego. Nawet M jak Miłość będzie lepszym wyborem
Wasz Andrew
* Oczywiście powinno być kaliber 0,5 (cala). 50mm to klasyczne działko.






