czwartek, 13 stycznia 2022

"Kraj bez kapelusza" Dany Laferrière - O śmiechu przez łzy

Dany Laferrière

Kraj bez kapelusza

Tytuł oryginału: Pays sans chapeau
Tłumaczenie: Tomasz Surdykowski
Wydawnictwo: Karakter
Seria: Literacka Karakteru
Liczba stron: 288
 


 

Humor to domena zrozpaczonych (…) [1] twierdzi jeden z protagonistów Kraju bez kapelusza, powieści autorstwa haitańskiego pisarza Dany’ego Laferrière (ur. 1953). I trudno nie przyznać mu racji, bo czyż nie jest tak, że kiedy złośliwy los do spółki z kapryśną fortuną doprowadzą nas do ostateczności i postawią pod ścianą, gdy życie zdaje się już tylko sumą kolejnych niepowodzeń oraz złych wieści, czyż właśnie w takich momentach walącego się świata, w obliczu narastającego bólu, żalu i rozgoryczenia, umysł nasz – ta potężna, a zarazem nieprzewidywalna machina – udręczony ciągłym napięciem i frustracją, szuka wytchnienia w próbie niezwykłej transmutacji, jaką jest zamiana płaczu w śmiech? Bo cóż po ronieniu gorzkich łez, skoro w swej bezsilności równie dobrze możemy się zaśmiać, kwitując parsknięciem otaczające nas spiętrzenie absurdu?

A okazji do zgorzknienia czy też ironicznego uśmiechu nie brak, gdy znajdujemy się w Port-au-Prince, stolicy Haity, które obserwujemy i poznajemy razem ze Starym Gnatem, pierwszoosobowym narratorem, a zarazem głównym bohaterem Kraju bez kapelusza. Ów 42-letni mężczyzna w chwili rozpoczęcia utworu powraca do ojczyzny po 20-letnim pobycie w Kanadzie (emigracja to ruch wymuszony przez reżim Jeana-Claudea Duvaliera nie przepadający za młodymi, wyszczekanymi dziennikarzami), by spełnić swoje odwieczne marzenie, tj. aby (…) mówić o Haiti na Haiti [2]. Stary Gnat zamierza napisać książkę o ziemi swoich przodków, usiłując zawrzeć w niej istotę tego karaibskiego państwa, które od samych narodzin (1804 r.) zmaga się z ogromem wszelakiej maści problemów, zarówno natury ekonomicznej, ekologicznej jak i socjalnej.

Zamiar wnikliwej analizy sytuacji panującej na Haiti jest o tyle intrygujący, że Stary Gnat raczy swój matecznik spojrzeniem, na które nałożony zostaje filtr w postaci lat przeżytych na obczyźnie. W rezultacie protagoniście bliżej jest do człowieka z zewnątrz, któremu łatwiej jest zachować choćby znamiona obiektywizmu – to bystry i ciekawski obserwator, który bacznie śledzi otoczenie, odnotowując zmiany, jakie w nim zaszły na przestrzeni minionych 20 lat. Co ważne, uwagi na temat ojczyzny nie są skażone sentymentalizmem – Stary Gnat jest bezwzględny w swoich ocenach i spostrzeżeniach, nie kryjąc się z krytyką zastanych patologii: Jestem u siebie, niedaleko równika, na tym zalanym słońcem kamyku, którego czepia się siedem milionów wygłodzonych mężczyzn, kobiet i dzieci, wciśniętych między karaibskie morze i Republikę Dominikany (odwiecznego wroga) [3]. Narrator sygnalizuje, że praktycznie żadna z bolączek znanych mu jeszcze za młodu nie została rozwiązana, ba, wiele z nich się pogłębiło – korupcja, przemoc, wysoka przestępczość, przeludnienie, kłopoty mieszkaniowe, rozwarstwienie społeczne. Haiti to prowizorka ((…) tutaj nikt nie ma poczucia trwałości… [4]), to kraj nieustannie znajdujący się na granicy katastrofy humanitarnej i regularnie tę granicę przekraczający.

Skala beznadziei jest na tyle porażająca, że wielu obywateli załamuje się pod jej natłokiem, co skutkuje tym, że: Wszyscy ci, których pan widzi na ulicach, jak chodzą i gadają, w większości są martwi już od dawna i tego nie wiedzą [5]. Bezwład, apatia, przygnębienie i absolutny brak perspektyw na poprawę fatalnego położenia prowadzą do tego, że wielu Haitańczyków zamienia się w zombie (termin ten, oznaczający ożywione zwłoki, wywodzi się z religii voodoo, religii szeroko rozpowszechnionej na Karaibach, która do Ameryki Środkowej trafiła razem z afrykańskimi niewolnikami). Co interesujące, na tę sprawę można spojrzeć z jeszcze jednej perspektywy. Otóż założenie, że nie mamy do czynienia z istotami ludzkimi, a powstałymi z grobów umarłymi, jako jedyne pozwala wyjaśnić fakt, że Haitańczycy egzystują i trwają, mimo potopu nieszczęść, jakie ich dotykają. Ponadto śmierć za życia może odnosić się do tak wysokiej skali ubóstwa, że dla młodych niemal niemożliwym jest wyrwanie się z zaklętego kręgu biedy – brak (pieniędzy, nadziei, perspektyw) staje się piętnem, które czyni jałowymi wszelkie starania i skazuje je na niepowodzenie, co jest metaforycznym pogrzebaniem żywcem.

Do śmierci nawiązuje zresztą sam tytuł, bowiem: Kraj bez kapelusza, tak na Haiti nazywa się tamten świat, bo nikt nigdy nie został pochowany razem z kapeluszem [6]. To krótkie zdanie dobrze oddaje styl, w jakim utrzymane jest dzieło Dany’ego Laferrière. Sam Stary Gnat określa się mianem pisarza prymitywisty, nawiązując tym samym do swojego warsztatu naznaczonego prostotą, która  okazuje się tylko pozorna. Dodać do tego należy lakoniczność oraz dyskretną ironię, które w sumie dają interesujące połączenie – poszczególne rozdziały są krótkie, a zarazem nasycone treścią, której pełnia staje się uchwytna dopiero po krótkim namyśle i refleksji. Laferrière chętnie operuje też niedopowiedzeniem, groteską oraz odwołaniami do folkloru Haiti ze szczególnym uwzględnieniem religii voodoo, co owocuje dodatkowymi płaszczyznami interpretacyjnymi. Najważniejszym akcentem prozy Haitańczyka pozostaje dualizm, którym cechuje się cała powieść – dzień i noc, życie i śmierć, rozpacz i śmiech, wszystko to ściera się na kartach utworu, nadając mu silnie polarny charakter.

Kraj bez kapelusza przykuwa czytelniczą uwagę także z racji bogatej galerii postaci, które w pewnym stopniu definiują postawy Haitańczyków, jaki ci przyjmują wobec swojej ojczyzny. Profesor J.-B. Romain z Wydziału Etnologii Uniwersytetu Państwowego Haiti to przykład tak głębokiego zanurzenia się w przeszłości, że efektem jest zupełnie oderwania od wydarzeń bieżących: Jestem naukowcem, nawykłym do pracy nad wiekowymi przedmiotami (…) i oto teraz pyta się mnie o opinię na temat rzeczy, które dzieją się na naszych oczach. Mnie potrzeba czasu. W mojej analizie Haiti nie wyszedłem poza Afrykę, więc sam pan rozumie. Trzeba dotrzeć do korzenia rzeczy [7]. Philippe, jeden z najbliższych przyjaciół Starego Gnata wyraża bezmyślny gniew, który rodzi się na myśl o haitańskich realiach, ale który nie jest podparty żadnymi działaniami – spala się on poprzez obarczanie winą innych oraz jałowe kłótnie (Jeśli mnie coś tutaj wkurwia, to właśnie ta mania ujadania. Słuchamy swojego wycia. Nikt nie słucha nikogo. Tu się ujada. Każdy próbuje przekrzyczeć drugiego i w końcu… [8]). Manu, drugi z wiernych druhów to chyba najpozytywniejsza figura, która całą swoją energię skupia na pomaganiu ludziom z najbliższego otoczenia w jednej z biedniejszych dzielnic Port-au-Prince. Tyle, że ogrom poświęcenia odbija się negatywnie na zdrowiu fizycznym, co celnie pokazuje jak żmudnych i trudnym, a nierzadko wyniszczającym zajęciem jest budowanie czegoś od samych podstaw.

Konsekwencją tych stylistycznych zabiegów, raczej prostej fabuły oraz interesujących spostrzeżeń jest lektura intrygująca, która pozwala spojrzeć na Haiti z punktu widzenia nieco innego, niż przyzwyczaja nas do tego choćby prasa (widząca to wyspiarskie państwo głównie jako jeden z najbiedniejszych krajów świata, co rusz targany przewrotami politycznymi bądź kataklizmami naturalnymi). Dany Laferrière z przymrużeniem oka przygląda się własnej ojczyźnie, punktując przywary, ale nie zapominając o pozytywach, uzmysławiając nam, że ziemia, na której się rodzimy i wychowujemy odciska na nas niezatarte piętno.



Ambrose

 ------------------------------------

[1] Dany Laferrière, Kraj bez kapelusza, przeł. Tomasz Surdykowski, Wydawnictwo Karakter, Kraków 2011, s. 231
[2] Tamże, s. 13
[3] Tamże, s. 13
[4] Tamże, s. 188
[5] Tamże, s. 61
[6] Tamże, s. 7
[7] Tamże, s. 161 162
[8] Tamże, s. 219

12 komentarzy:

  1. Ta książka często mi się wyświetla w reklamach googla.;)
    Czytałeś może haitański numer Lit. na świecie? Tyle dobra w środku.;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To chyba jeszcze jeden znak, że warto dać jej szansę ;)

      Swego czasu na LC trochę porządkowałem wydania LnŚ i nawet mignął mi rzeczony numer, ale jakoś kompletnie o nim zapomniałem. Dlatego dzięki za przypomnienie, tym bardziej, że w tym numerze znalazło się miejsce i dla Dany'ego Lagerriére, i dla Lyonela Trouillota.

      Usuń
    2. "Stary Gnat raczy swój matecznik spojrzeniem, na które nałożony zostaje filtr w postaci lat przeżytych na obczyźnie." - cudne. Perełka i bynajmniej niejedyna w tej głębokiej recenzji :) Pędzę rozglądać się za książką. Widać iż skończyłeś filologię Polską, lub kursy kreatywnego pisania. Z książek tamtego regionu polecam książki Carpentiera, Losy, Borgesa. Piękna, inspirująca, prawdziwie wartościowa literatura.

      Usuń
    3. Bardzo dziękuję za miłe słowa oraz za polecenie bardzo ciekawych nazwisk. Co interesujące, Carpentiera oraz Llosę czytałem całkiem niedawno, i w najbliższym czasie pojawią się wrażenia z lektury "Królestwa z tego świata" oraz "Gawędziarza". Za przypomnienie o Borgesie piękne dzięki - jak na razie zetknąłem się tylko z jego dziełami pisanymi w duecie z Adolfo Bioyem Casaresem. Muszę też poznać jego solowe utwory.

      Usuń
  2. Wygląda na ciekawą rzecz. Szkoda, że nie jest lekturą obowiązkową dla naszych rodaków, którzy nie potrafią docenić naszych realiów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Heh, generalnie ta książka mogłaby dać do myślenia niejednemu Europejczykowi i uświadomić mu, że na świecie istnieje cała rzesza ludzi, która może tylko pomarzyć o warunkach, w jakich przyszło nam egzystować.

      Usuń
  3. Chciałabym przeczytać tę książkę. Kraj bez kapelusza – ciekawe określenie tamtego świata. Ten, kto je wymyślił, miał poczucie humoru.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Książka jest krótka, ale całkiem treściwa i dostarcza wielu informacji na temat haitańskich realiów. No i każdy rozdział rozpoczyna się od haitańskiego powiedzenia, z których niejedno jest utrzymane w stylu tytułu powieści :)

      Usuń
  4. Nie zainteresowałabym się tą książką, gdybym nie dowiedziała się o niej od Ciebie :-). Ta okładka kojarzy mi się z lekką, francuską prozą, jest bardzo ładna, ale przywodzi na myśl inny typ literatury. Nigdy nie skojarzyłabym, że jest o Haiti. Wiem, że autor pisze po francusku; ma też francuskie nazwisko, ale jego spojrzenie na Haiti jest ostre jak brzytwa, bezlitosne. Karaibskie wierzenia i mity wydają się być bardzo interesujące, ale też i przerażające (te o zombi). Postać Starego Gnata na pewno zostaje w pamięci, ja już będę o nim myślała, o jego absurdalnym poczuciu humoru! Nic nie pozostaje, jak tylko jak najszybciej sięgnąć po tę książkę :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ta wszechobecna francuskość w języku to pokłosie faktu, że Haiti przed uzyskaniem niepodległości było kolonią francuską. Stąd też językiem urzędowym, oprócz haitańskiej odmiany kreolskiego, jest francuski :)

      A książkę szczerze polecam (trudno nie polubić Starego Gnata), jeśli wybierzesz się w literacką podróż po Karaibach, które z punktu widzenia kulturowego są bardzo ciekawym regionem, bowiem nakładanie się różnorakich wypływów (ludności rdzennej, niewolników i kolonizatorów) owocuje synkretyzmem.

      Usuń
  5. Książka wydaje się bardzo wartościową pozycją. O literaturze z tego regionu nie wiem nic, o samym Haiti i jego historii też niewiele. Wydaję mi się, że ten naukowiec z powieści nie jest tak bardzo oderwany od rzeczywistości, jakby się zdawało na pierwszy rzut oka, bo czy sytuacja na Haiti nie jest, miedzy innymi, długotrwałą konsekwencją istniejącego tam kiedyś niewolnictwa?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Punkt dla Ciebie :) To oderwanie w moim tekście nie jest aż tak widoczne, jak w książce, bowiem trochę skróciłem cytowany fragment. W powieści, w dalszej części rozmowy pomiędzy Starym Gnatem a profesorem J.-B. Romainem, dowiadujemy się, że badacz nie wyszedł jeszcze poza okres... afrykański :)

      A dzisiejsza, fatalna sytuacja Haiti, to z pewnością w ogromnym stopniu pokłosie tragicznej historii, której składową jest m.in. wspomniane przez Ciebie niewolnictwo. Ale nie mniej brzemienne w skutkach były żądania Francuzów, by spłacić wywłaszczonych kolonistów, bowiem Haiti tuż po uzyskaniu niepodległości zaczęło borykać się z potężnymi problemami gospodarczymi.

      Heh, generalnie wychodzi na to, że czytasz w moich myślach, bowiem kolejny mój wpis poświęcony będzie "Królestwu z tego świata" autorstwa Kubańczyka Alejo Carpentiera. Powieść traktuje o krwawych narodzinach Haiti, a cytatem otwierającym mój tekst są słowa J.-B. Romaina :)

      Usuń

Czytamy wnikliwie każdy komentarz i za wszystkie jesteśmy wdzięczni. Zwłaszcza za te krytyczne. Jeśli chcesz o czymś porozmawiać, zapytać, zwrócić uwagę na błąd, pisz śmiało. Każda wypowiedź, zwłaszcza na temat, jest przez nas mile widziana. Nie odrzucamy komentarzy anonimowych, jeśli tylko nie naruszają prawa. Można zamieszczać linki do swoich blogów i inne, jeśli nie są ewidentnym spamem. KOMENTARZE UKAZUJĄ SIĘ DOPIERO PO ZATWIERDZENIU przez nas :)