środa, 28 grudnia 2011

Symfonia śmierci



Jakiś czas temu sięgnąłem, w celu złapania oddechu od wszechobecnej w mediach polityki i wiary, po powieść Symfonia śmierci (tytuł oryginału Orchestrated Death), której autorką jest Cynthia Harrod Eagles. Trochę się obawiałem, że znów będzie to jakiś sensacyjny bestseller, w złym znaczeniu tego słowa, które kojarzy mi się ze sztampową, kiczowatą i bezsensowną taśmową produkcją skierowaną do nieuważnego, niewymagającego, ale za to masowego czytelnika, który tak się ma do prawdziwego miłośnika wiedzy, myślenia i książek, jak wielbiciel mp3 do melomana. Nie żebym nie widział zalet formatu mp3, albo z nich nie korzystał, ale muzę wolę w klasycznym audio jeśli mnie tylko na to stać. Podobnie z książkami. Czytuję różne rzeczy niskich lotów, sensację w której nie odróżnia się rewolweru od pistoletu, fantasy, gdzie nie odróżnia się szabli od rapiera, ale tylko dlatego, że za każdym razem mam nadzieję na coś dobrego, a dopiero w trakcie lektury objawia się mierność wiedzy autora.
Symfonia śmierci to typowy kryminał, którego bohaterem jest Bill Slider, stary glina z dochodzeniówki. Akcja może nie jest niesamowicie porywająca, może nie ma takiego napięcia jak u Alexa Kavy, może klimat nie jest tak mroczny jak u Tami Hoag, a ciąg myślowy prowadzący do rozwiązania może nie wymaga takich fajerwerkowych ciekawostek jak u Dana Browna, ale powieść ta ma jedną wielką zaletę, którą dziś naprawdę ciężko spotkać – jest prawdziwa. Nie – nie jest pewnie oparta na faktach. Jest prawdziwa w tym sensie, że wszystko mogło się wydarzyć i dokładnie tak by wyglądało, gdyby się zdarzyło. Prawdziwi bohaterowie, którzy przeszliby nawet konfrontację z cybernetyczną oceną charakteru profesora Mazura, którzy są tak realni, że aż coś człowieka w środku ściska. Prawdziwe realia, gdzie policja łapie tylko głupich, brzydkich albo biednych, bo tych bogatych, ustawionych i mądrych złapać nie może. Nie dlatego nawet, że jest nieudolna, niedouczona, przepracowana i skorumpowana. Po prostu od takich spraw są inni. Główny bohater jest jak stary kumpel z policji, którego myśli znamy od podszewki. Pięknie odmalowana osobowość, jej problemy i jej siła będąca zarazem słabością. Rewelacyjne odmalowane studium rozpadu związku małżeńskiego człowieka kierującego się w życiu własnymi przekonaniami, wartościami i uczciwością z kobietą przeciętną, jakich w świecie jest większość, marzących o majątku i wysokiej pozycji społecznej. Idealnie pokazana katastrofa, jaką kończy się zawsze związek indywidualności, choćby tylko wewnętrznie odmiennej a na zewnątrz utajonej za szarością i brakiem ambicji, z miernotą aspirującą do zewnętrznych oznak indywidualności. Czyta się to świetnie, język ładny i dynamiczny, czujemy się, jakbyśmy byli w skórze głównego bohatera i w jego głowie. Pomimo braku typowych wodotrysków  jak pościgi, strzelaniny, okaleczone w dziwaczny sposób zwłoki czy tajemnicze technologie przyszłości, akcja jest szybka, wciągająca i idealnie się łączy w jedną całość z wewnętrznym życiem detektywa Slidera.
No no no. Ale się rozpędziłem w tych pochwałach. Niestety, jak zwykle, trafiłem i na łyżkę dziegciu. Największa wpadka, nie wiem czy autora, czy tłumaczki (Joanna Grabarek), to następujący cytat:
Slider przypomniał sobie, jak uczono go, że fala dźwiękowa nigdy nie zanika, lecz wędruje w nieskończoność w eterze.
No comments... Mimo jednak tej wpadki jest to książka, którą absolutnie polecam każdemu, kto lubi dobre kryminały, indywidualistów za bohaterów, prawdziwe charaktery, prawdziwe zbrodnie i prawdziwe, czyli realistyczne zakończenia. Tutaj nie ma infantylnego happy endu, choć zakończenie jest szczęśliwe (dla niektórych). To wszystko mogło albo może się zdarzyć, tutaj albo tam, albo nigdzie, albo gdziekolwiek. Czas ani kraj nie ma znaczenia. Zdecydowanie polecam tę lekturę, nie tylko miłośnikom kryminałów ale i kobietom, które nie mogą zrozumieć jak porządny, do bólu uczciwy i całkiem nie rozrywkowy facet może zdradzić. Jak taki ktoś może rzucić i nigdy więcej nie wrócić. Dlaczego mówi, że mu żal, ale to robi. Bye bye...

Wasz Andrew


* cykl Bill Slider:


  1. Orchestrated Death (1991) Symfonia śmierci
  2. Death Watch (1992) Ognisty anioł
  3. Necrochip (1993) aka Death to Go Martwy cel
  4. Dead End (1994) aka Grave Music Ślepy zaułek
  5. Blood Lines (1996)
  6. Killing Time (1996)
  7. Shallow Grave (1998)
  8. Blood Sinister (1999)
  9. Gone Tomorrow (2001)
  10. Dear Departed (2004)
  11. Game Over (2008)
  12. Fell Purpose (2009)
  13. Body Line (2011)
  14. Kill My Darling (2011)
  15. Blood Never Dies (2012)
  16. Hard Going (2013)
  17. Star Fall (2014)
  18. One Under (2015)
  19. Old Bones (2016)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Czytamy wnikliwie każdy komentarz i za wszystkie jesteśmy wdzięczni. Zwłaszcza za te krytyczne. Jeśli chcesz o czymś porozmawiać, zapytać, zwrócić uwagę na błąd, pisz śmiało. Każda wypowiedź, zwłaszcza na temat, jest przez nas mile widziana. Nie odrzucamy komentarzy anonimowych, jeśli tylko nie naruszają prawa. Można zamieszczać linki do swoich blogów i inne, jeśli nie są ewidentnym spamem. KOMENTARZE UKAZUJĄ SIĘ DOPIERO PO ZATWIERDZENIU przez nas :)