poniedziałek, 29 czerwca 2020

Carson McCullers "The Haunted Boy" - Niespokojni i osamotnieni

Carson McCullers

The Haunted Boy

Wydawnictwo: Penguin Books
Seria: Penguin Modern
Liczba stron62





Literatura to cudowna sieć naczyń połączonych. Niemało dzieł interferuje ze sobą na najróżniejszych poziomach. Istnieją powieści, w których wspomina się o innych utworach; bywają tytuły napisane pod wpływem innych, jako rodzaj hołdu czy fascynacji; wreszcie nie brak książek polecanych w uprawianej przez danego pisarza bądź pisarkę eseistyce czy diarystyce. Dla przykładu, ja po króciutki zbiór opowiadań The Haunted Boy wydany przez Penguin Books w ramach serii Penguin Modern, sięgnąłem pod wpływem lektury Tak ukochanej Melanii Gai Mazzucco. W tej fabularyzowanej biografii przybliżona zostaje barwna postać Annemarie Schwarzenbach: pisarki, fotografki, dziennikarki, podróżniczki i wreszcie skandalistki, sławnej szczególnie w okresie 20-lecia międzywojennego. Wśród grona przyjaciół i znajomych pozostających w orbicie towarzyskich zainteresowań bohaterki wspomniana zostaje amerykańska pisarka Carson McCullers (1917 – 1967), która miała wręcz obsesję na punkcie Schwarzenbach. Przyznaję, że kilka krótkich wzmianek o McCullers zaintrygowało mnie na tyle, że postanowiłem zapoznać się z twórczością tej artystki i w ten sposób podjąłem się lektury wspomnianego zbioru The Haunted Boy.

Książeczka składa się z 3 utworów. Oprócz tytułowego są to The Sojourner oraz A Domestic Dilemma. Wszystkie pochodzą z tego samego okresu, tj. powstały na przełomie lat 40-tych i 50-tych XX wieku. Ponadto każde z opowiadań porusza zbliżoną tematykę, która oscyluje wokół imponderabiliów, tj. rzeczy nieuchwytnych i niewyrażalnych, na czele z szeroko rozumianymi miłością, smutkiem i zgryzotą.

Zbiór postrzegać można jako kolekcję niezwykle precyzyjnych, a przy tym bardzo oszczędnie nakreślonych portretów psychologicznych postaci, które wytrącone zostają ze stanu równowagi. Hugh Brown, bohater The Haunted Boy czyli Nawiedzanego chłopca, to młody człowiek, który zmaga się z konsekwencjami próby samobójczej matki, w rezultacie czego każda niezapowiedziana aktywność rodzicielki wiąże się z niepokojem i obawą. John Ferris, protagonista Sojornuer, co można tłumaczyć jako Gość albo Przejezdny, to niespełna 40-letni mężczyzna, Amerykanin mieszkający w Paryżu, który wraca do ojczyzny na pogrzeb ojca. Przypadkowe spotkanie z Elizabeth, byłą żoną stanowi bodziec do podsumowań własnego żywota, które okazuje się pasmem niestałości – częste zmiany miejsc zamieszkania, następne małżeństwa i nierzadko epizodyczne związki wyraźnie kontrastują ze szczęściem rodzinnym osiągniętym przez Elizabeth. Z kolei Martin Meadows, główny charakter The Domestic Dilemma (Dylemat wewnętrzny) to osobnik, któremu przychodzi zmierzyć się z krępującym problemem, jakim jest postępujący alkoholizm małżonki, przy czym obserwatorami rozwijającego się dramatu jest dwójka małych dzieci.

Sylwetki bohaterów zostały odmalowane bardzo zwięźle, z użyciem skromnej palety środków – McCullers posiada niezwykłe wyczucie, dzięki któremu za pomocą kilku zdań z opisem gestów, mimiki czy wykonywanych czynności udaje jej się zbudować przekonujący obraz stanu psychologicznego, w jakim aktualnie znajduje się dana osoba. W skromnych objętościowo tekstach, czytelnik niemal z miejsca może zrozumieć położenie protagonisty – który jawi się jako człowiek z krwi i kości – i doświadczyć siły targających nim doznań. Z tego względu wszystkie 3 teksty odznaczają się specyficznym nastrojem, w którym dominują podskórny lęk, podświadoma nerwowość oraz wrażenie, że sprawy coraz bardziej wymykają się spod kontroli. To napięcie – tłumione i trudne do skanalizowania – to efekt mierzenia się z rzeczami, o których niekiedy się słyszy, ale które niemal zawsze zdają się zbyt abstrakcyjne, by mogły przydarzyć się nam bądź naszym najbliższym. Co istotne, autorka jednocześnie przypomina, że ciężkie doświadczenia i przejścia w obrębie rodzinnego grona to z reguły konsekwencja zaniedbań w pielęgnowaniu międzyludzkich interakcji oraz niezdarności w wyrażaniu własnych uczuć. W rezultacie nie potrafimy okazywać miłości, przywiązania czy przyjaźni, co tylko katalizuje złość i frustrację, którą zdarza się nam przelewać na tych, na których nam zależy.

W utworach stosowana jest oszczędna symbolika, która pointuje bądź podkreśla ich wymowę. Najlepiej wypada ona w opowiadaniu Sojourner. Już sam tytuł, który nie posiada bezpośredniego przełożenia na język polski, oznaczający człowieka przebywającego tymczasowo w danym miejscu (nie jestem pewien czy zaproponowany wyraz przejezdny jest tutaj w pełni adekwatny) można dwuznacznie odczytać, bowiem John Ferris jest takim właśnie przejezdnym w sensie zarówno dosłownym jak i metaforycznym. Mężczyzna regularnie zmienia miasta, w których mieszka, ale równie łatwo kończy i rozpoczyna nowe relacje, na skutek czego jego egzystencja naznaczona jest epizodycznością i nietrwałością. Ta krótkotrwałość i ulotność to w dużej mierze zasługa samego Johna, bowiem jego wkład w pielęgnację związku jest bardzo skromny, a działania, jeśli już jakieś podejmuje, są spóźnione i niewystarczające – istotna jest tutaj ostatnia scena, w której mężczyzna proponuje synowi swojej aktualnej partnerki wizytę w teatrzyku kukiełkowym, zapominając, że jest już po sezonie i teatr jest zamknięty. Bardzo ciekawie prezentuje się też cisza, która wyściela początkowe strony The Haunted Boy. O ile brak dźwięku może kojarzyć się ze spokojem i harmonią, o tyle w przypadku Hugh Browna jest on złowrogi i złowieszczy, bowiem zwiastuje potencjalne zagrożenie.

Wszystkie składowe, których Carson McCullers używa do tkania swojej prozy powodują, że jej opowiadania to mikroskopijne perełki, a obcowanie z nimi do niemała przyjemność. Co interesujące, wydaje się, że w wielu momentach, autorka korzysta z własnych, niełatwych przeżyć – samobójcza śmierć męża (1953), z którym Carson związała się w 1937 roku, a następnie rozstała się na kilka lat (1941 – 1945), by ponownie wziąć z nim ślub (1945); nałóg alkoholowy; aura skandalistki z racji bardzo rozwiązłego stylu życia czy bliskich kontaktów z czarnoskórą mniejszością w dobie raczkujących ruchów na rzecz równouprawnienia Afroamerykanów; wreszcie poważne kłopoty zdrowotne; wszystkie te rzeczy pobrzmiewają delikatnym echem w literackich miniaturkach McCullers i być może to właśnie dzięki nim teksty są tak mocno nasycone autentyzmem. Warto sięgnąć.

7 komentarzy:

  1. Widzę, że poznawanie twórczości autorki zacząłeś od jej mniej znanej (w Polsce chyba w ogóle nieznanej) książki. Najbardziej znana to oczywiście „Serce to samotny myśliwy”. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pozycja, od której rozpocząłem znajomość z McCullers to skromniutki zbiór opowiadań - wydaje mi się, że właśnie krótkie teksty to taki papierek lakmusowy, dzięki któremu szybko można przekonać się czy dany styl nam podejdzie czy też nie. W przypadku McCullers zaiskrzyło, więc pewnie sięgnę po wspomnianą przez Ciebie pozycję, bo podejrzewam, że znajdę ją bez problemu w bibliotece :)

      Usuń
  2. Widzę, że znalazłeś kolejną perełkę:) Zaintrygowałeś mnie. Mam nadzieję, że przynajmniej ta bardziej znana pozycja autorki będzie łatwo dostępna:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To dopiero mój początek znajomości z McCullers, ale faktycznie zapowiada się interesująco :)

      Usuń
  3. Mam wrażenie, że McCullers to jedna z autorek, które w USA są rozpoznawane i cenione, ale u nas raczej nielicznym.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale kogo winić za taką sytuację :) ? A swoją drogą to piekielnie ciekawe, że niektórzy artyści i artystki mogą doczekać się przekładu niemal wszystkich dzieł a inni pozostają na krawędzi niebytu. Tu chyba sporo zależy od tłumaczy i badań literackich. Może McCullers nikt dotąd się w Polsce na poważnie nie zainteresował.

      Usuń
    2. Och - mam wrażenie, że to kolejny aspekt polskiej specyfiki - irracjonalność i nieprzewidywalność naszego rynku wydawniczego. Przestały mnie już dziwić serie wydawnicze wydawane od środka, z pominięciem pewnych tomów ze środka czy też urwane bez kontynuacji. Ostatnio trafiam na coraz ciekawsze kwiatki jak na przykład powieść (tłumaczenie) wydana w tym samym roku przez to samo wydawnictwo pod dwoma różnymi tytułami albo powieści wydane z podaniem błędnego tytułu oryginału (ten sam tytuł oryginału w dwóch różnych tomach cyklu - oczywiście z różnymi polskimi tytułami). Nieraz jest to ze szkodą dla autora, powiedzmy na przykład, gdy raz figuruje on na okładce jako Kowalski Jan, potem jako Kowalski Jan M., a jeszcze kiedy indziej jako Kowalski Jan Mateusz. Skąd czytelnik zagraniczny ma wiedzieć, że to ta sama osoba. Nie wspomnę o problemach z wyszukiwaniem książek takiego autora dla nabywcy zagranicznego.

      Usuń

Czytamy wnikliwie każdy komentarz i za wszystkie jesteśmy wdzięczni. Zwłaszcza za te krytyczne. Jeśli chcesz o czymś porozmawiać, zapytać, zwrócić uwagę na błąd, pisz śmiało. Każda wypowiedź, zwłaszcza na temat, jest przez nas mile widziana. Nie odrzucamy komentarzy anonimowych, jeśli tylko nie naruszają prawa. Można zamieszczać linki do swoich blogów i inne, jeśli nie są ewidentnym spamem. KOMENTARZE UKAZUJĄ SIĘ DOPIERO PO ZATWIERDZENIU przez nas :)