piątek, 3 kwietnia 2020

Stefan Hertmans "Wojna i terpentyna" czyli Opowieść o dziadku malarzu i wojaku

Wojna i terpentyna

Stefan Hertmans

Tytuł oryginału: Oorlog en terpentijn
Tłumaczenie: Alicja Oczko
Wydawnictwo: Marginesy
Liczba stron: 416
 
 
 
 
Ludzkie życie to proces skończony – wraz z narodzinami wydany zostaje na nas wyrok, który można jedynie odroczyć, ale nasz kres jest nieuchronny. Świadomość przemijalności, efemeryczności, tego, że na świecie jesteśmy tylko przez kilka chwil, nie przychodzi jednak od razu – wiedzę na temat własnej śmiertelności zbieramy wraz z upływającym czasem, zaś najdobitniejszym uzmysłowieniem tego faktu jest zgon bliskiej nam osoby. Wraz z odejściem krewnych, z reguły zanikają również ich wspomnienia, doświadczenia i przeżycia – rodzinie pozostają okruchy, z których zbudować można jedynie niekompletny portret, pełen białych plam i niejasności. Ale w tym morzu niedopowiedzenia niekiedy udaje się wyłowić prawdziwą perłę, jaką niewątpliwie jest pamiętnik pozostawiony przez któregoś z naszych przodków. Takim właśnie prezentem obdarowany zostaje Stefan Hertmans (ur. 1951), belgijski pisarz, autor książki „Wojna i terpentyna”.
 Urbain Joseph Emile Martien, wspomniany dziadek artysty, będąc na łożu śmierci przekazuje na ręce wnuka swoje dzienniki. Stefan Hertmans obiecuje zapoznanie się z nimi, tyle, że lektura nieustannie odkładana jest na później – jako, że mężczyzna zna niemal na pamięć cały repertuar historii snutych przez dziadka, nieszczególne śpieszno mu do zanurzenia się w odmętach przeszłości. Dopiero zbliżająca się nieuchronnie okrągła, setna rocznica wybuchu Wielkiej Wojny, w której uczestniczył też Urbain Martien mobilizuje Hertmansa do zmierzenia się z dziedzictwem pozostawionym mu przez ojca swojej matki – tym samym pisarz zyskuje sposobność by w zupełnie innym świetle spojrzeć na swojego dziadka, zaś czytelnik raczony jest wielobarwną panoramą pozwalają zaobserwować, jak wyglądała (oraz jak dynamicznie zmieniła się) codzienna egzystencja na przełomie XIX i XX wieku w Belgii. Ponadto zabierani jesteśmy na pola walk, jakie toczą się na belgijskim froncie w trakcie Wielkiej Wojny, gdzie możemy przyjrzeć się cieniom i blaskom człowieczej natury.

Utwór urodzonego we flandryjskiej Gandawie artysty to bardzo ciekawa kompozycja, bowiem składają się na nią przemyślenia i reminiscencje Hertmansa oraz fragmenty dziennika prowadzonego przez Urbaina Martiena. Dzieło podzielone jest na trzy części. W pierwszej z nich Stefan Hertmans przybliża nam postać dziadka przez pryzmat swojego dzieciństwa – z tego względu w tych początkowych fragmentach Urbain Martien jawi się bardzo zwyczajnie, tj. spoglądamy na niego w sposób jaki wnuki na ogół patrzą na swoich dziadków. Jest to istota z innej epoki, nieco odległa, posiadająca szereg niezrozumiałych rytuałów czy dziwactw – dopiero po latach przekonujemy się, że ów osobnik to także człowiek, który może połączyć nas z przeszłością. Tyle, że gdy jesteśmy już na tyle dojrzali, by sformułować wszystkie nurtujące nas pytania dotyczące, tego co minęło, nierzadko jest już za późno by je zadać – wówczas pozostaje nam już tylko przeklinanie samego siebie, że „(…) jako dziecko byłem widzącym ślepcem i słyszącym głuchym (…)” [1].

Część druga, na którą w całości składają się notatki Urbaina Martiena, to opis jego doświadczeń z okresu Wielkiej Wojny. Bezpośredni udział w brutalnych walkach na froncie zachodnim skutkuje zetknięciem się z najmroczniejszymi odcieniami zbrojnych konfliktów, chociaż z racji faktu, że Martien wstępuje do armii jako człowiek młody, a więc nieświadomy i naiwny to groza sączy się z kart dzieła w sposób stopniowy. Lato 1914 roku to wciąż okres niewinny i piękny, mimo wyczuwalnej nerwowości i napięcia, nie zapowiadający wszystkich tragedii, które dopiero się rozegrają („Nic nie pozwala domyślać się tego, o czym tu nieustannie słyszymy: że trwa wojna. Jest tylko pokój przepięknego sierpnia, miesiąc żniw, żółtych gruszek i os, bardziej ospałych much i bardziej rześkich poranków, delikatnego, spokojnego kołysania się jaśniejących plam w listowiu [2]”). Dopiero zetknięcie się z wrogiem twarzą w twarz i zanurkowanie w „(…) piekle śmierci i błota (…)” [3] sprawia, że wszelkie podniecenie czy ekscytacja wynikające z wizji bohaterskich starć, błyskawicznie wyparowują. W ich miejsc wykluwają się lęk, przerażenie, beznadzieja czy zwątpienie – ludzie przypominają „(…) rodzaj ludzkich insektów, które jęcząc, łkając, wymiotując i płacząc, załamane wycofywały się w narastający mrok, mijając pachnące jeszcze dymem z prochu doły, półżywe” [4]. Postępuje też moralna degrengolada – młodzi wojacy postawieni zostają w sytuacji ekstremalnej, do której w żadnej mierze nie są przygotowani: „To, co tutaj zobaczyliśmy, należało do innego porządku. Wywróciło do góry nogami nasze myśli i uczucia, ze strachem w sercu czuliśmy, że staliśmy się innymi ludźmi, gotowymi do wszystkiego, od czego wcześniej stroniliśmy” [5]. Ta wiwisekcja wojennych przeżyć nadaje książce charakter mocno pacyfistyczny – wojna kojarzy się z absurdalną, koszmarną, pozbawioną celu i sensu działalnością, wykonywaną mechanicznie i apatycznie, której kres ginie gdzieś za horyzontem („Czas zostawił nas samych sobie, znaleźliśmy się w jakiejś nierzeczywistej, mrocznej fałdzie, gdzie nie można już znaleźć początku ani końca” [6]).

W części trzeciej do głosu ponownie dochodzi Stefan Hertmans i w płynny sposób zamyka cały utwór, przybliżając powojenne losy dziadka, które naznaczone są wegetowaniem w „(…) mentalnym mauzoleum swojej utraconej ukochanej” [7] oraz swoistym rozdarciem („(…) miotał się między tożsamością wojskowego, którym był z konieczności, a artysty, którym chciał być. Wojna i terpentyna” [8]). Wnuk na podstawie otrzymanych zapisków odtwarza postać dziadka, który jest człowiekiem z krwi i kości, zmuszonym do zmagania się z codziennymi dramatami – śmierć wybranki serca i ślub z poczucia obowiązku, wojenne demony kanalizujące się w postępującej paranoi czy chwile ukojenia odnajdowanego w amatorskim malarstwie wyznaczają rytm, jakim płynie egzystencja Urbaina Martiena.

Biografia Martiena, której wybrane rozdziały poznajemy za sprawą wnuka oraz samego zainteresowanego, umożliwia nam zrozumieć jak mocno zmienił się świat w przeciągu raptem kilku pokoleń („Ten sam wiek, inna planeta” [9]). Symbolem ulotności jest sam Urbain Martien – człowiek niezwykle sumienny, rzetelny, honorowy i bardzo rygorystycznie podchodzący do wszelkich zasad, nakazów czy zobowiązań, a przy tym naiwny i prostoduszny. Jest on wcieleniem błędnego rycerza przez to zdaje się reprezentować Europę arystokracji i królów z przełomu XIX i XX wieku, która bezpowrotnie odeszła.

Wypadkową tych wszystkich składowych jest interesująca książka, która z jednej strony unaocznia nam zawrotną szybkość przeobrażeń, jakim ulega otaczająca nas rzeczywistość, z drugiej zaś boleśnie uświadamia nam, że jako ludzie bardzo często mamy ogromne problemy z komunikowaniem się ze swoimi bliźnimi, nawet tymi najbliższymi. W przypadku rodziny nierzadko zadowalamy się poznaniem wyłącznie jednego aspektu życia jej członków i to tego nam najbliższego, tj. zdeterminowanego przez więzy krwi, ograniczającego się do odgrywania wyznaczonej przez społeczeństwo roli. Hertmans, dzięki dziadkowi, który obdarza pisarza swoimi dziennikami, wychodzi z tego przeklętego kręgu i spogląda na ojca swojej matki wzrokiem bezstronnego obserwatora – to zdystansowane spojrzenie, dość paradoksalnie, pozwala wyjaśnić niejedno zagadkowe zachowanie dziadka, jednocześnie podkreślając, że wiele innych sekretów pozostanie nierozwiązanych („(…) musiałem uczyć się żyć ze świadomością swojej niewiedzy [10]”). Ta bardzo emocjonalna, a zarazem starannie wyważona i delikatna lektura z pewnością zasługuje na uwagę – to piękna opowieść o poznawaniu własnej rodziny, a przez to i samego siebie, która jest także wstrząsającym antywojennym manifestem.

[1] Stefan Hertmans, Wojna i terpentyna, przeł. Alicja Oczko, Wydawnictwo Marginesy, Warszawa 2015, s. 156
[2] Tamże, s. 203
[3] Tamże, s. 256
[4] Tamże, s. 213
[5] Tamże, s. 255
[6] Tamże, s. 319
[7] Tamże, s. 370
[8] Tamże, s. 413
[9] Tamże, s. 399
[10] Tamże, s. 382



Wojna i terpentyna [Stefan Hertmans]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE


P.S. Miło mi poinformować, że powyższy tekst został wyróżniony na portalu Lubimy Czytać jako jedna z trzech najciekawszych recenzji napisana w ramach marcowego wyzwania czytelniczego. Bardzo dziękuję za to wyróżnienie.


logo lubimy czytac


 

8 komentarzy:

  1. O! Ciekawa rzecz Ci w ręce wpadła!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecam, bo to naprawdę ciekawa lektura. Największe wrażenie wywarła na mnie relacja z frontu, bo sporo w niej obserwacji poświęconych ludzkiej naturze.

      Usuń
  2. Hertmans cudownie, z wielką pieczołowitością i miłością, wykreował postać dziadka, utkał ze wspomnień, dzienników, wyobraźni. Wstrząsające obrazy I wojny zapadły mi w pamięć, jak niewiele innych w literaturze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ha, przyznam Ci się, że sam styl Hertmansa nie wywarł na mnie aż takiego wrażenia. Zdecydowanie lepiej czytało mi się wspomnienia dziadka, który wg mnie spokojnie mógłby myśleć o karierze pisarza - bardzo dobre pióro oraz zmysł obserwacji skutkują tym, że w mojej ocenie w pisarskim fachu dziadek przewyższa wnuka :)

      Usuń
  3. Czyli wnuk uważał, że zna wszystkie przeżycia dziadka, a po przeczytaniu pamiętnika doszedł do wniosku, że jednak o wielu rzeczach nie wiedział? Chciałabym przeczytać tę książkę – i żałuję, że moi przodkowie nie zostawili żadnych zapisków ze wspomnieniami. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie! To tak jakby znał tylko tytuły rozdziałów wielkiej księgi życia swojego dziadka - dopiero po lekturze pamiętników uświadomił sobie o jak wielu sprawach nie zadawał sobie sprawy. Ha, co do zapisków naszych przodków to aż chciałoby się, żeby było obowiązkiem, by przynajmniej jedno z naszych dziadków/babć takowe prowadziło ;)

      Usuń
  4. Rzeczywiście ciekawa konstrukcja... Ciekawe, czy można np. przeczytać całość dzienników dziadka, by zobaczyć, co autor pominął.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety nie znalazłem takowej informacji, a przyznaję, że mnie również bardzo ciekawią te dzienniki. Styl dziadka jakoś bardziej przypadł mi do gustu ;)

      Usuń

Czytamy wnikliwie każdy komentarz i za wszystkie jesteśmy wdzięczni. Zwłaszcza za te krytyczne. Jeśli chcesz o czymś porozmawiać, zapytać, zwrócić uwagę na błąd, pisz śmiało. Każda wypowiedź, zwłaszcza na temat, jest przez nas mile widziana. Nie odrzucamy komentarzy anonimowych, jeśli tylko nie naruszają prawa. Można zamieszczać linki do swoich blogów i inne, jeśli nie są ewidentnym spamem. KOMENTARZE UKAZUJĄ SIĘ DOPIERO PO ZATWIERDZENIU przez nas :)