wtorek, 29 sierpnia 2017

Uroki brytyjskiej aury, czyli Frost i Boże Narodzenie







R.D. Wingfield


Frost i Boże Narodzenie

tytuł oryginału: Frost At Chistmas
tłumaczenie: Krzysztof Masłowski
cykl: Jack Frost (tom 1)
wydawnictwo: Przedsiębiorstwo Wydawnicze „Rzeczpospolita” S.A. 2007
429 stron


Prozę Rodneya Davida Wingfielda, nieżyjącego już niestety angielskiego pisarza*, polubiłem od pierwszej lektury, którą była wybrana na chybił trafił z półki z kryminałami powieść Frost i sroga zima, piąta i przedostatnia z cyklu** o perypetiach inspektora brytyjskiej policji kryminalnej Jacka Frosta. W ramach mojej prywatnej akcji, polegającej na kontynuowaniu poznawania dorobku autorów, którzy już kiedyś się sprawdzili w trakcie moich spotkań z książkami, postanowiłem wrócić do Wingfielda i poznać tom otwierający serię z Jackiem Frostem.





W środku nocy na numer alarmowy policji dzwoni roztrzęsiony starszy mężczyzna i informuje, że właśnie w swoim domu, w samoobronie, zastrzelił włamywacza, który dostał się do wnętrza przez okno. Przybyli na miejsce policjanci ze zdumieniem stwierdzają, że dogorywający na podłodze włamywacz to... Jack Frost, inspektor detektyw z posterunku policji w Denton, w Wielkiej Brytanii. Po takim nietypowym wstępie, który jak rozumiemy jest właściwie epilogiem, akcja cofa się i zaczyna „od początku” czyli na dziesięć dni przez Bożym Narodzeniem, gdy policja w Denton przyjmuje zgłoszenie o zaginięciu ośmioletniej Tracey Uphill, która zaginęła w drodze ze szkoły do domu. Ze względu na warunki atmosferyczne, które nie rokują na przeżycie dłuższego czasu na otwartej przestrzeni nawet dorosłemu, a co dopiero dziecku bez specjalnej odzieży, sprawa od początku staje się priorytetową.

Jack Frost, bohaterski policjant, odznaczony najwyższym brytyjskim odznaczeniem za męstwo***, nie jest ulubieńcem komendanta posterunku, więc choć jest bardzo ceniony przez szefa okręgu, pewnie nie poprowadziłby poszukiwań Tracey, gdyby nie przypadek - pupilek komendanta, inspektor Allen, z powodu nagłej niedyspozycji zdrowotnej trafia do szpitala. Czy Frost zdąży z odnalezieniem dziecka, zanim będzie za późno? Tego oczywiście nie zdradzę, by nie psuć wam niewątpliwej przyjemności, jaką jest i sama lektura tej książki, i próby odgadnięcia, co dalej.

Konstrukcja fabuły, bardzo oryginalna i prawdopodobna, co dla mnie jest wielką zaletą, może być, a potwierdzają to liczne recenzje w internecie, wielkim dysonansem poznawczym dla czytelników, których mózgi zostały uwarunkowane przez kryminalną serialową masówkę telewizyjną i podobnie sztampowe powieści. W pierwszym Froście, poza przestawieniem epilogu na sam przód powieści, mamy jeszcze ciekawsze zagranie, które jest przyczyną kłopotów, jakie wielu czytelnikom sprawia ta lektura – główny wątek zostaje w pewnym momencie odsunięty na bok i choć co pewien czas sprawa zaginionej dziewczynki wypływa, to co chwilę inne tematy są stawiane na pierwszym miejscu. A czyż właśnie nie tak jest w rzeczywistości? Czy którykolwiek śledczy ma ten komfort, by zajmować się tylko jedną sprawą od jej początku do końca? Chyba tylko w produkcjach na poziomie Ojca Mateusza, które jak widać dla wielu są głównym źródłem wiedzy o sprawach kryminalnych. A gdzie zaległa papierologia? A inne postępowania, które trzeba prowadzić równolegle? A sprawy osobiste? To zagubienie się początkowego głównego wątku, te zmiany priorytetów, jako jak najbardziej odpowiadające rzeczywistości, są dla mnie wielką zaletą Bożego Narodzenia i szkoda, że niewielu pisarzy potrafi w podobny sposób skonstruować fabułę.

Trzeba od razu zaznaczyć, że te nowe wątki będą nie mniej interesujące niż sprawa zaginionej Tracey. Sprawia, to, iż lektura jest wciągająca, mimo iż akcja czasami zwalnia, stosownie do wyczerpania prowadzących śledztwo, którzy są przemęczeni, momentami półprzytomni z niedospania, rozpraszani wielością problemów, zarówno służbowych, jak osobistych. Frost jest mistrzem również w odmalowaniu walorów angielskiego klimatu, którego symbolem jest dla mnie... grzejnik. To urządzenie staje się tak często marzeniem wielu postaci nie tylko w powieściach Wingfielda, ale i innych autorów brytyjskich, że przestałem marzyć, by kiedykolwiek na stałe zamieszkać na Wyspach.

Znaczącym elementem podnoszącym atrakcyjność powieści jest spora dawka bardzo specyficznego, przekonującego, czarnego humoru. Tak, przekonującego! – takiego, który mógłby się trafić w towarzystwie podobnych ludzi w podobnych okolicznościach, a nie takiego, który aż pachnie podręcznikiem pisania bestellera czy prowadzenia ciekawego wykładu – przynajmniej raz na ... wstaw jakiś dowcip.

Zarówna spora ilość szczegółów, podobnie jak wiernie oddana atmosfera prowincjonalnej jednostki policji, mogłaby sugerować, iż autor ma coś wspólnego ze służbami. W jego życiorysie niczego takiego jednak nie znalazłem, więc tym bardziej należy ów profesjonalizm docenić.

Frost nie jest żadnym antybohaterem. To z gruntu porządny facet, którego okoliczności uczyniły takim, jakim jest. Stał się flejtuchowaty, niezorganizowany, ale pozostał bystry, uczciwy, koleżeński, no i nie boi się słuchać intuicji. Postać, którą trudno do końca polubić, ale której nie lubić tym bardziej się nie da. Co innego niektórzy jego koledzy. Wingfield zaludnił otoczenie swego bohatera pięknie odmalowanymi typami charakterystycznymi dla policyjnych struktur chyba na całym świecie, których zbiorczy obraz można krótko scharakteryzować zwięzłym stwierdzeniem, że im wyżej, tym gorzej.

Ten rozciągnięty na nietypowe aspekty realizm, który przenosi się nawet na samą strukturę fabuły, okazał się trudnostrawny nie tylko dla niektórych polskich czytelników. Autor miał problemy z opublikowaniem powieści w Wielkiej Brytanii, mimo iż była pisana na zamówienie. Dopiero, gdy została doceniona w Kanadzie, otworzyła się dla książki, i całego cyklu, droga do sukcesu. Doczekał się nawet ekranizacji, i choć Wingfield narzekał, iż filmowy Frost niewiele ma wspólnego z jego bohaterem, to zamierzam w przyszłości serial obejrzeć.

Polecam Frosta i Boże Narodzenie z pełnym przekonaniem, choć może nie tym, którzy akurat są w depresyjnym nastroju, a sam tymczasem ostrzę już sobie ząbki na następną powieść z cyklu.


Wasz Andrew

* Rodney David Wingfield zapewnił sobie poczesne miejsce w dorobku literatury kryminalnej rodem z Wysp, choć niestety niczego więcej już nie napisze. Urodzony w 1928 i zmarły w 2007 roku scenarzysta radiowy i telewizyjny oraz autor tekstów satyrycznych (pisywał m. in. dla Kennetha Williamsa, twórcy znanego cyklu angielskich komedii Carry on) pozostawił nam w spadku, poza słuchowiskami radiowymi i innymi pracami, sześciopowieściowy cykl o perypetiach inspektora brytyjskiej policji kryminalnej Jacka Frosta.
** cykl: Jack Frost
  1. Frost i Boże Narodzenie - Frost at Christmas (1984) 
  2. A Touch of Frost (1987) 
  3. Night Frost (1992) 
  4. Hard Frost (1995) 
  5. Frost i sroga zima - Winter Frost (1999) 
  6. A Killing Frost (2008)
*** Krzyż Jerzego (ang. George Cross, w skrócie GC) – najwyższe cywilne odznaczenie państwowe Zjednoczonego Królestwa, nadawane za czyny najwybitniejszej odwagi. Drugie odznaczenie w hierarchii odznaczeń brytyjskich, bezpośrednio po Krzyżu Wiktorii, którego jest cywilnym odpowiednikiem. (za Wiki)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Czytamy wnikliwie każdy komentarz i za wszystkie jesteśmy wdzięczni. Zwłaszcza za te krytyczne. Jeśli chcesz o czymś porozmawiać, zapytać, zwrócić uwagę na błąd, pisz śmiało. Każda wypowiedź, zwłaszcza na temat, jest przez nas mile widziana. Nie odrzucamy komentarzy anonimowych, jeśli tylko nie naruszają prawa. Można zamieszczać linki do swoich blogów i inne, jeśli nie są ewidentnym spamem. KOMENTARZE UKAZUJĄ SIĘ DOPIERO PO ZATWIERDZENIU przez nas :)