piątek, 30 grudnia 2016

Tomasz Mann "Czarodziejska góra" - Między niebem a ziemią

Czarodziejska góra

Thomas Mann

Tytuł oryginału: Der Zauberberg
Tłumaczenie: Józef Kramsztyk, Władysław J. Tatarkiewicz
Wydawnictwo: MUZA S.A.
Liczba stron: 800
 
 
 
 
Góra bądź szczyt to wyrazy o dość bogatej symbolice. Uosabiają one niedostępność, niezależność oraz izolację – zawieszone pomiędzy niebem a ziemią, górskie szczyty zdają się trwać jako byty same w sobie. Wdrapywanie się na wierzchołek kojarzy się z przeciwnościami losu oraz trudnościami, jakie należy pokonać, by osiągnąć upragniony cel. Stąd góry można łączyć z uporem i determinacją. Z racji sędziwego wieku, skalne masywy utożsamiane są z mądrością i rozwagą. Wierchy to także niewzruszenie, trwałość czy ostoja, na której można oprzeć się, gdy świat u stóp opłukiwany jest z jarzma grzechu. Biorąc pod uwagę wszystkie te przymioty, nietrudno dziwić się, że gdzieś w otoczeniu skalistych turni dochodzi do niezwykłych metamorfoz. O jednym z takich przeobrażeń wspaniale napisał Tomasz Mann, autor Czarodziejskie góry, dzieła zaliczanego do światowego kanonu.

Akcja powieści została osadzona w sanatorium Berghof. Światowej sławy lecznica, do której z całego globu przyjeżdżają cierpiący na wszelakiej maści choroby płuc znajduję się w Davos, miasteczku położonym pośród szwajcarskich Alp. W momencie rozpoczęcia fabuły do ośrodka przybywa młody Niemiec Hans Castorp. Głównym celem wyprawy są odwiedziny kuzyna, Joachima Ziemssena, skierowanego do Davos na leczenie. Zaplanowany na trzy tygodnie pobyt, na skutek postawionej przez miejscowego lekarza diagnozy – gruźlica płuc – przedłuża się do kilku lat. Dzięki temu Hans Castorp zyskuje sposobność, by stać się członkiem osobliwej społeczności – jako pacjent poznaje on specyfikę egzystencji ludzi chorych, a więc osobników wyrzuconych z kolein swojego dotychczasowego żywota, które w większości przypadków miało już ściśle zdefiniowane ramy i treść (a przynajmniej pozory treści).

Książka Tomasza Manna to proza monumentalna, przywodząca na myśl próbę zamknięcia w karbach słów absolutu i wyekstrahowania z niego surogatu dostępnego i zrozumiałego dla zwykłych śmiertelników. Niemiecki noblista przeprowadza wnikliwą wiwisekcję przeróżnych charakterów, zebranych pod jednym dachem sanatorium Berghof. Autor zagłębia się w otchłanie człowieczej duszy, grzebie w odmętach ludzkich umysłów – produktem owej eksploracji są buchające strumienie słów, tętniące niespokojnymi pytaniami, których istotą jest docieczenie sedna naszej egzystencji.

Nośnikiem za sprawą którego Mann porusza szereg interesujących i ważkich zagadnień jest Hans Castorp, pewien zwyczajny sobie młody człowiek [1], który przed odwiedzeniem Davos w tym właśnie był najbardziej sobą, że lubił żyć wygodnie, a nawet, pomimo swego anemicznego i wydelikaconego wyglądu, był mocno i z całej duszy przywiązany do prostych rozkoszy życiowych, jak łakome niemowlę do piersi matczynej [2]. Hans Castorp – wygodnicki elegancik oraz podwójny nowicjusz (jako nowoprzybyły oraz jako człowiek ze stosunkowo krótkim ziemskim stażem), posiadający całą masę starczych nawyków, przyzwyczajeń oraz rytuałów, za którymi skrywają się nijakość, bezosobowość oraz brak wyraźnie nakreślonego celu życiowego – okazuje się idealnym materiałem nie tylko na pacjenta, ale i na ucznia. W małej mieścinie nie brakuje nauczycieli, mentorów oraz pedagogów, dla których Castorp jawi się jako biała kartka wciąż czekająca na zapisanie. Młodzieniec jest tym bardziej podatny na wpływy innych, że jako wcześnie osierocony, odczuwa braki ojcowskiego autorytetu.

Pierwszym, który pod skrzydła swojej mądrości, pragnie wziąć Hansa Castorpa jest Włoch Settembrini. To kwieciście i plastycznie formułujący swoje myśli humanista, który odznacza się ogromną charyzmą oraz niepoślednim intelektem. Protagonista oddaje się wpływom Settembriniego, chociaż w relacji obu panów nie brakuje zgrzytów i tarć. Włoski filozof to człowiek oświecenia, zwolennik i szerzyciel idei rozwoju duchowego, szeroko rozumianego postępu, racjonalizmu, równości i demokracji. Wszystkie te hasła stoją w wyraźnej opozycji do postawy dziadka Hansa Castorpa – konserwatywnego Niemca, który do tej pory odgrywał najważniejszą rolę dla sfery intelektualnej młodzieńca. Efektem licznych punktów zapalnych jest pobudzenie Hansa Castorpa do wzmożonej pracy umysłu, dzięki czemu uczeń rozszerza swoje horyzonty myślowe, usiłując nawet wydeptywać własne ścieżki na filozoficznym szlaku. Przeciwieństwem Settembriniego jest niedoszły jezuita Leon Naphta, stanowiący uosobienie średniowiecznej wizji pojmowania rzeczywistości. Ów cherlawy starszy pan lubuje się w dualizmie, którego oznaki dostrzega w każdym aspekcie otoczenia. Prowadzone przez niego tyrady są silnie nacechowane chrześcijańską eschatologią, zajmującą się rzeczami ostatecznymi takimi jak koniec świata czy śmierć. Równie mocne przekonanie o niechybnej paruzji (ponownym przyjściu Jezusa u schyłku dziejów) skłania Naphtę do rozważań nad staraniami dotyczącymi ustanowienia Królestwa Bożego na ziemi jeszcze przed powtórnym zjawieniem się Chrystusa, których rezultatem jest przeświadczenie, że tylko proletariat może zgotować Synowi Bożemu godny powrót. Domeną Naphty jest także pogarda dla wszelkich uciech, ale i dla jednostki, indywidualizmu czy rozwoju. Efektownym dopełnieniem Czarodziejskiej góry są dysputy, w jaki wchodzą Settembrini oraz Naphta. Dzięki obu interlokutorom, przejawiającym tendencje do długich, ale i jałowych, bezproduktywnych polemik, Tomasz Mann prezentuje szereg poglądów, spostrzeżeń oraz refleksji dotyczących ludzkiej natury, cywilizacji, społeczności, itd.

Warto podkreślić, że sama atmosfera uzdrowiska sprzyja kontemplacji i filozofowaniu. Davos to wioska otoczona koroną gór, odcięta od cywilizacji znajdującej się u jej podnóża. Separacja kuracjuszy jest więc podwójna – są oni zmarginalizowani z racji geograficznego położenia, jak również ze względu na chorobę, która zawsze jest formą piętna, stygmatu, brzemienia, która w dodatku często uprzedmiatawia, degraduje człowieka do roli ofiary, obiektu źle maskowanej litości i lęku, strachu. Odosobnienie wyraża się także w tym, że człowiek, który wstępuje w szeregi pacjentów zostaje oderwany od swojej rutyny – obowiązki, kłopoty, bolączki, oczekiwania, widoki na przyszłość, interesy zostają zepchnięte na dalszy plan, by stopniowo i sukcesywnie zblaknąć, zaniknąć, rozpuścić się w strumieniu upływającego czasu. Czasu, będącego bardzo ważnym składnikiem powieści, który jest równocześnie fundamentem i rusztowaniem. Kolejne minuty i godziny są przedmiotem rozważań Hansa Castorpa, który stara się zgłębić ich naturę. Młodzieniec konstatuje, że mijający czas jest niestały i zdradza tendencje do nieregularności (stąd określenie, że jest to tajemnica, nierealna i wszechpotężna) – chwile nudy i monotonii, kiedy paraliżuje nas bezczynność i stagnacja, wleką się niemiłosiernie, ale przeżyte w ten sposób dni (jałowe i puste, a ponadto bliźniaczo do siebie podobne), kiedy spojrzeć na nie retrospektywnie, jawią się jako jedno mgnienie, które, nie wiedzieć kiedy, uciekło bezpowrotnie. Zupełnie odwrotne własności przejawia czas, który wypełniony jest działaniem, nowymi doświadczeniami, a więc wigorem i ikrą dynamizmu – z punktu widzenia tu i teraz minuty uciekają niedostrzegalnie i prędko, ale ponieważ rzeczywistość nieustannie odkrywana jest na nowo, ciągle ożywia nas ona swoją świeżością, dając nam poczucia wysycenia oraz bytowania gdzieś poza głównym korytem pędzącego nurtu czasu, którego wartki prąd niszczy i unicestwia. Te czasowe anomalie zostały świetnie uwypuklone poprzez pory roku nawiedzające Davos, które w żadnej mierze nie trzymają się kalendarzowych terminów – śnieg często zaskakuje mieszkańców w sezonie letnim, w przeciągu zimowego okresu nierzadkie są słoneczne i pełne ciepła dni, wiosna lubi zjawiać się dopiero w lecie, itd.

Czarodziejska góra to także interesujące studium choroby, która przedstawiona zostaje jako bezwymiarowa teraźniejszość, nieustanne tkwienie w chwili obecnej z racji wspomnianego wcześniej wyrwania się z kręgu dotychczasowej egzystencji. Ciekawy jest również pogląd, że choroba to swoiste usamodzielnienie się ciała, wyjście materii na pierwszy plan i jej chwilowa dominacja nad duchem, którego aktywność zostaje ograniczona, zmniejszona, osłabiona. Należy przy tym zauważyć, że samo Davos i jego klimat malują się jako wyzwalacz, katalizator, przyśpieszacz które doprowadzają do wybuchu schorzenia, tak by objawiło się ono w pełnej krasie, co umożliwia pełne i skuteczne wyleczenie.

Czas oraz choroba to niejedyne tematy zahaczające o absolut. Na łamach swojej powieści Tomasz Mann postanowił zmierzyć się też z fenomenem trwania, bytu, któremu poświęconych jest kilka trafnych obserwacji. Intrygująca jest już sama definicja życia ukuta na kartach powieści: Nie jest materialne, i nie jest z ducha. Jest czymś pośrednim, jest zjawiskiem uwarunkowanym przez materię, niby tęcza na wodospadzie, niby płomień. Ale choć niematerialne, jest zmysłowe, aż do rozkoszy i do obrzydzenia, jest bezwstydem materii, która uzyskała wrażliwość na samą siebie i bodźce z zewnątrz, jest wyuzdaną formą istnienia [3]. I dalej: A życie ze swojej strony? Czyż może jest tylko zakaźną chorobą materii – podobnie jak to, co wolno nazwać pranarodzinami materii, było może tylko chorobą pierwiastka niematerialnego, jego wybujaniem pod wpływem jakieś podniety? [4]. Niemiecki autor nie boi się sięgać po kwestie ostateczne, podniosłe, monumentalne, które często przywołuje w swojej opowieści, wykorzystując w tym celu zacięcie Hansa Castorpa do teoretyzowania i mędrkowania. Wydaje się, że właśnie w tym tkwi siła Czarodziejskiej góry – dywagacje protagonisty oraz samego narratora (przypominającego momentami podmiot liryczny) otaczają czytelnika szczelnym kokonem, stając się impulsem do własnych rozmyślań. Godny nadmienienia jest fakt, że to zaglądanie do własnej duszy, które staje się udziałem Hansa Castorpa jest owocem pewnego rodzaju paradoksu – impulsem do samorozwoju i do przyjrzenia się samemu sobie są bowiem marazm, bezruch, inercja i przymusowa bezczynność. Zatem z fizycznej apatii rodzi się psychiczna operatywność – czyny, zapał, ruchliwość, wszystko to zostaje przeniesione na płaszczyznę duchową.

Czarodziejska góra ma oczywiście jeszcze wiele innych wykładni, na których można ją rozpatrywać. Mnogość potencjalnych odczytać sprawia, że powieść słusznie uważana jest za literackie arcydzieło. Niemiecki autor umiejętnie uświadamia nam jak wielką i skomplikowaną machiną jest świat oraz zamieszkujący go człowiek. Pisarz szczególnie chętnie udowadnia nam, że żadne przedmioty, wydarzenia czy osoby nie są płaskie i jednowymiarowe – Niemiec ujawnia drugie oblicza poszczególnych rzeczy, pokazując jednocześnie, że rzeczywistość to system naczyń połączonych. Dane składniki oddziałują na siebie, wobec czego nawet niewielka zmiana jednego członu może przekładać się na diametralne różnice w funkcjonowaniu całego układu.

Bardzo ciekawe jest także zwrócenie uwagi na dwoistość i dualizm wielu elementów, z których zbudowana jest nasza rzeczywistość – góry i niziny, duch i ciało, zdrowie i choroba, liberalizm i konserwatyzm, analiza i synteza. Tomasz Mann często zestawia pozornie sprzeczne komponenty, które przeglądając się we własnych różnicach wyjawiają nieznane dotąd właściwości. Czarodziejska góra to również galeria nietuzinkowych postaci o symbolicznym wydźwięku. Dr Krokowski zdradzający zainteresowania podświadomością, spirytualizmem czy telekinezą może uchodzić za spadkobiercę psychoanalizy Freuda, Mynheer Peeperkorn to niemal ziemskie wcielenie Bachusa, poczciwy Joachim reprezentuje grupę prostych wojaków, gotowych złożyć swe życie na ołtarzu nawet najbardziej abstrakcyjnej idei, w imię karności, dyscypliny i posłuszeństwa, a Kławdia Chauchat, Rosjanka o francuskim nazwisku, to personifikacja femme fatale. Całość uzupełniają takie pojemne znaczeniowo komponenty jak muzyka (harmonia, wyciszenie, spokój), alchemia (wiedza tajemna, poszukiwania nieśmiertelności, etc.), zdjęcia rentgenowskie (ukazujące wnętrze człowieka, na którym to obrazie nie można jednak uchwycić duszy) czy migająca w tle (na nizinach), zarysowująca się wojna (którą wielu traktuje jako rzecz konieczną, nieuniknioną, wręcz pożądaną i niezbędną dla moralnego odrodzenia Europy).

Reasumując, Czarodziejska góra to proza najwyższych lotów, której istota wymyka się czytelniczej percepcji przy jednorazowej lekturze. Mnogość odwołań i potencjalnych interpretacji idealnie wpisują się w prawidła postulowanego przez Umberto Eco Dzieła otwartego. Chociaż zdecydowanie nie przepadam za tego typu sformułowaniami, to jednak w przypadku płodu Manna wydaje się ono jak najbardziej zasadne – to książka, którą powinien znać każdy miłośnik słowa pisanego.


[1] Tomasz Mann, Czarodziejska góra, przeł. Józef Kramsztyk, Władysław J. Tatarkiewicz, Wydawnictwo Literackie MUZA S.A., Warszawa 2016, s. 9
[2] Tamże, s. 41
[3] Tamże, s. 316
[4] Tamże, s. 326
 

33 komentarze:

  1. Czekałam z niecierpliwością na Twój tekst o tej powieści. To, że jest ona arcydziełem i swoistym mustreadem, potwierdza fakt, że choć czytałam ją już kilka lat temu, to ciągle we mnie tkwi. Może ona odstraszać grubością i powolną narracją, mnogością rozważań, można się przestraszyć pewną obietnicą nudy w niej zawartą, ale to co lektura jej zrobiła z moimi myślami, jak wytężyła pracę mojego umysłu dostarczyło mi więcej emocji niż jakakolwiek powieść akcji.

    Polecam Tobie obejrzenie Młodości Paolo Sorrentino, które dla mnie jest pewnego rodzaju możliwością powrotu na łamy tej powieści. Dopełnieniem, choć stworzonym w XXI wieku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Książka jest kolosalna, a treść w niej zawarta to istny ocean. Wydaje mi się, że jedno przeczytanie to zdecydowanie za mało, żeby wyłowić z tej powieści wszystko, co wartościowe. No i zdecydowanie jest to ten typ literatury, który zmusza umysłową maszynerię do pracy na pełnych obrotach.

      Dzięki za polecenie filmu. Jak widać dzieło Manna rezonuje, co skutkuje całą paletą tworów pochodnych. Ja całkiem niedawno przeczytałem "Castorpa" Pawła Huelle :)

      Usuń
  2. Z "Czarodziejską górą" zmierzyłam się za młodu i pamiętam, że lektura była dla mnie wówczas rodzajem wspinaczki na szczyt. Góra Davos nie była łatwym wyzwaniem. W tym roku odświeżyłam sobie "Buddenbrooków". W nowym roku postanowiłam sobie zmierzyć się powtórnie z tą górą. Mam nadzieję, że uda mi się nie tylko wspiąć (jak ostatnio) na szczyt, ale może tym razem uda mi się przeżyć, jak należy:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wspinaczka to zdecydowanie trafne określenie. Ja na przyszły rok zostawiłem sobie "Doktora Faustusa", który już od ładnych paru lat czeka sobie w kolejce na przeczytanie :)

      Usuń
  3. Nie mogę się już doczekać, kiedy w końcu zasiądę do lektury "Czarodziejskiej góry". Leży już na stosie, ale mam wrażenie, że taka książka musi mieć swoją podniosłą chwilę czytelniczą. Czekam więc na odpowiedni nastrój do niej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, zdecydowanie jest to książka wymagająca odpowiedniego nastroju. Do jej lektury również zbierałem się dość długo. Ale zdecydowanie warto poświęcić jej swój czytelniczy czas.

      Usuń
  4. Chyba każdy książkolub zna ten tytuł i wie, że wypada go przeczytać. Sęk w tym, że nie za bardzo lubię robić to, co wypada ;) A serio - po tej recenzji może kiedyś się jednak zmierzę z tą górą...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wydaje mi się, że zdecydowana większość ludzi poprzestaje na samej znajomości tytułu. Czytanie w końcu nie jest zajęciem zbyt popularnym w naszym kraju, a co dopiero czytanie długich książek, które zmuszają czytelnika do wysiłku intelektualnego :)

      A książka, wg mnie, mogłaby wzbudzić w Tobie żywe emocje - Mann postawił w niej tak wiele tez, że z pewnością z wieloma z nich byś polemizował. Wydaje mi się, że niektóre stwierdzenia Niemca są bardzo interesujące :)

      Usuń
  5. Ja w końcu zapoznałam się z tą książką. Były 3 podejścia, ale w końcu słuchałam jako audiobook. Pamiętam, że w tym czasie umarł jeden taki pan od nas i kopałam odwonienie wokół domu. To z tym mi się 'Czarodziejska góra' kojarzy....
    Nie sposób pojąć od razu całą złożoność tego dzieła, ale we mnie, tak czytając po raz pierwszy, zdumiewało to, że wszystko to rozgrywa się w głowie Castorpa, całe to bogactwo myśli. Wydaje mi się, że w dzisiejszych czasach myśli nikogo nie obchodzą.... Jeśli ktoś by opowiadał o przeżyciach miłosnych polegających na rozmowach, to byłby wyśmiany... Rozmyślania intelektualne też nikogo nie obchodzą, chyba że są to rozmyślania jakiegoś polityka o realnych wpływach.... Tu jego szaleństwo ma wpływ na 'oblicze tej ziemi'....
    A tak to jesteśmy trybikami w maszynie.
    Ale Castorp sobie rozmyślał całymi dniami, miłość przeżywał platoniczną i brał to na serio. Czy był rozsądny, czy głupi?
    Z tej perspektywy książka dała mi do myślenia. Bo czy nasze bogactwo myśli ma jakieś znaczenie?
    Siedzę sobie co rano i wypisuję. I czy to ma jakiś sens?

    Castorp w końcu stał się przecież i tak mięsem armatnim....

    No to takie moje przemyślenia.
    ps. Słuchając 'Czarodziejskiej góry' i kopiąc to odwodnienie uratowałam życie kretowi. A ten drań w zamian zrył mi cały ogródek i wywalił pół piasku z nowego odwodnienia.... Drań jeden. Więc Mann to kret drań, dla mnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ha, wychodzi na to, że wzięłaś Manna sposobem. A skojarzenia z lekturą bardzo ciekawe - ale w końcu Mann także okazuje się takim właśnie kretem, który ryje w świadomości czytelnika, trochę go mierząc, trochę denerwując :)

      A co do przeżyć wewnętrznych to faktycznie, w dzisiejszych czasach takie duchowe obnażanie się uchodzi wręcz za coś wstydliwego. Takie zachowanie jest najbardziej akceptowalne u psychologa czy też innego terapeuty. W gronie znajomych głębokie przemyślenia najczęściej kojarzą się przynudzaniem, w pracy - ze spadkiem wydajności, a w miejscy publicznym - z wariactwem :) Dobrze, że jest jeszcze blogosfera, gdzie swoje myśli można przelać na "papier" - w odmętach Internetu zawsze znajdzie się bratania dusza, która nie ucieknie po pierwszych zdaniach naszych wynurzeń :)

      Usuń
    2. Myślę sobie, że pierwsze wrażenie tej książki to właśnie zdumienie sferą myśli bohaterów, ich ego. To, co teraz, tak jak piszesz, jest uważane za dziwactwo. Tak sobie też myślałam, że ta jego miłość, gdyby opowiedział o niech kumplom w dzisiejszych czasach, to by go wyśmiali. A przecież on miał rację, Castorp, w tym, że wszystko się zaczyna w naszych głowach....
      Trzeba będzie wrócić do tej książki... Każdemu mówię, że jest ciekawa i nie nudna. Bo czasami pytają...

      Usuń
  6. Kiedyś czytałam. Miałam wrażenie, że trzeba to przeczytać raz jeszcze, a może i kilka razy, by w pełni docenić i zrozumieć.
    Prawda, że Klaus Mann pisał zupełnie innym stylem niż Tomasz Mann? Widać, że syn w ogóle nie wzorował się na sławnym ojcu. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, wydaje mi się, że bardzo ciekawym doświadczeniem byłoby zapisywać refleksje, jakie nasunęły się po każdorazowej lekturze tej powieści i na ich podstawie obserwować jak się zmieniamy, jak przeżyte przez nas wydarzenia wpływają na odbiór tego dzieła :)

      A co do młodego Manna, to na podstawie "Mefista" i "Czarodziejskiej góry", to rzeczywiście trudno dopatrzyć się podobieństw w prozie obu panów. Ale to chyba dobrze - gdyby syn próbował naśladować styl ojca prawdopodobnie nic by z tego nie wyszło.

      Usuń
    2. Tomasz i Klaus Mann - tak, zupełne przeciwieństwa. Zarówno w twórczości jak i w życiu. Nowe światło na relację sławnego ojca i mniej sławnego syna tutaj: https://www.theguardian.com/books/2016/mar/06/cursed-legacy-frederic-spotts-review-tragic-life-of-klaus-mann-son-thomas-nazism-communism-suicide

      Usuń
    3. Bardzo dziękuję za link do niezwykle interesującego artykułu!

      Usuń
  7. Książka, z którą byłam bardzo mocno związana, potrafiłam wielokrotnie do niej zaglądać, w zasadzie przez pewien okres się z nią nie rozstawałam. Za wcześnie do niej zajrzałam, wiele rzeczy nie rozumiałam, dopiero kolejne odsłony czytania pozwalały mi wiele rzeczy zrozumieć. Dzięki niej kolekcjonowałam nawet książki Thomasa Manna buszując w antykwariatach. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie jak na razie jeszcze nie udało się tak mocno przywiązać do żadnej z przeczytanych książek, ale kto wie - może gdzieś w przestrzeni bibliotecznych półek czeka na mnie tego typu okaz :) ?

      Czy inne dzieła Manna są równie dobre?

      Usuń
  8. Widzę, że udało Ci się w końcu sięgnąć po tę tak często cytowaną książkę. Sama mam tę lekturę za sobą, ale wciąż na mnie czeka na półce "Doktor Faustus" Thomasa Manna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trochę się do tej lektury przymierzałem, ale w końcu udało mi się z nią zmierzyć. Odczuwam z tego powodu całkiem sporą satysfakcję, bowiem widzę jak ta książka oddziałuje także na kolejnych twórców (niedawno czytałem "Castorpa" Pawła Huelle, a obecnie przerabia "Kryjówkę" Manei, gdzie pojawia się sporo odwołań i cytatów z książki T. Manna).

      Ha, na mnie także czeka "Doktor Faustus" - może warto uczynić z tego postanowienie na rok 2017 :)

      Usuń
  9. Ja tu się wpiszę na razie symbolicznie tylko - nie czytam bowiem recenzji póki sam nie przeczytam powieści tej i nie napiszę wtedy swojej recenzji.

    OdpowiedzUsuń
  10. Czytam właśnie felietony Lema (Lema - zauważ!), i utkwiła mi przytoczona tam opinia Amerykanów o "Czarodziejskiej górze" - że to dzieło pompatyczne i ciężkawe (pompous and ponderous). I że wiele podobnych klasycznych "cegiełek" staje się trudnych do przyswojenia przez współczesnego czytelnika (bo brak czasu, bo tempo życia, bo brak ochoty do przyswajania trudnych treści, wiadomo).
    Ale ja lubię wyzwania i z pewnością kiedyś i na tę górę wejdę. Pozdrawiam w Nowym Roku! :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ślę zatem wyrazy szacunku i uznania, że zdecydowałaś się sięgnąć po twórczość pana Lema, która jest bardzo, bardzo różnorodna i interesująca, i w żadnym wypadku nie sprowadza się wyłącznie do science fiction.

      A ta tendencja to unikania książek trudnych, długich, które wymagają intelektualnego wysiłku jest już chyba zauważalna wszędzie (nie tylko w USA). Mnie osobiście niezbyt się ona podoba i staram się nie podążać tą ścieżką :)

      Dziękuję i nawzajem - samych ciekawych lektur!

      Usuń
  11. Książka ikona, onieśmielająca do tego stopnia, że bardzo trudno zabrać się za jej lekturę, czeka się na "odpowiedni" moment. U mnie jeszcze nie nadszedł, choć pierwszy tom czeka na półce od lat. Mój brat zaliczył "Czarodziejską górę" do kategorii literatury szpitalnej - pobyt w szpitalu jest doskonałą okazją, by w końcu się przełamać, bo w końcu coś tam trzeba robić.

    A jeśli chodzi o Manna, to dzięki przedmowie do "Opowieści łotrzykowskich" dowiedziałem się o jego powieści "Wyznania hochsztaplera Feliksa Krulla", nawiązującej podobno do gatunku powieści łotrzykowskiej. Takie klimaty lubię, więc ciekaw jestem, jak podszedł do nich klasyk literatury.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadza się w pełni - mój egzemplarz także trochę przeleżał na półce zanim poczułem się odpowiednio silny, by zmierzyć się z tą powieścią. A co do literatury szpitalnej, to w moim przypadku całkiem dobrą rozgrzewką przed "Czarodziejską górą" okazała się powieść Maxa Blechera Zabliźnione serca.

      Z innych książek Tomasza to przymierzam się do "Doktora Faustusa", ale polecam jeszcze twórczość Klausa Manna (syna). "Mefisto" to bardzo ciekawa książka ukazująca flirt sztuki z nazizmem.

      Usuń
  12. Lektura tej książki ciągle przede mną, więc wybacz, ale nie będę czytać twojej opinii. Chociaż barrrrrrdzo mnie korci, by to zrobić, bo zawsze jestem zachwycona twoimi wpisami.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak jak w przypadku Qbusia, będę cierpliwie czekać na Twoją relację z wyprawy na Zauberberg :)

      Usuń
    2. Nie chcę się wtrącać, ale 'Czarodziejska góra' to tak 'zakręcona lektura, w pozytywnym znaczeniu, że nawet przeczytanie 10 recenzji nie odbierze przyjemności czytania książki.

      Usuń
  13. Podoba mi się wasze tło bloga. Kocham Tove Jansson. Wiele tu autografów wspaniałych ludzi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tło to typowe "zrób to sam", ale efekt końcowy i mnie zadowala :)

      Usuń
  14. Czrodziejska Góra to dla mnie książka tak zaczarowana, że nie jestem w stanie nic na jej temat powiedzieć. Co innego zobaczyć i dotknąć =>
    https://ewamaria2013texts.wordpress.com/2015/02/02/13587/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ha, racja! Patrząc na te zdjęcia człowiek uświadamia sobie boleśnie ubóstwo języka, który nigdy nie jest w stanie w pełni oddać bogactwa i piękna przyrody.

      Usuń

Czytamy wnikliwie każdy komentarz i za wszystkie jesteśmy wdzięczni. Zwłaszcza za te krytyczne. Jeśli chcesz o czymś porozmawiać, zapytać, zwrócić uwagę na błąd, pisz śmiało. Każda wypowiedź, zwłaszcza na temat, jest przez nas mile widziana. Nie odrzucamy komentarzy anonimowych, jeśli tylko nie naruszają prawa. Można zamieszczać linki do swoich blogów i inne, jeśli nie są ewidentnym spamem. KOMENTARZE UKAZUJĄ SIĘ DOPIERO PO ZATWIERDZENIU przez nas :)