piątek, 20 maja 2016

Impresje z piekła czyli "Hiroshima notes" Kenzaburō Ōe

Hiroshima notes

Kenzaburō Ōe

Tytuł oryginału: Hiroshima nōto
Tłumaczenie: David L. Swain, Toshi Yonezawa
Wydawnictwo: Grove Press
Liczba stron: 192
 
 
 
 
 
Hiroszima i Nagasaki to jak dotąd jedyne miasta, których mieszkańcy na własnej skórze przekonali się o niszczycielskiej potędze bomby atomowej. Dwa ładunki, dwie metropolie, dwa pogodne, sierpniowe dni 1945 roku i ponad 400 tysięcy poszkodowanych, którzy ponieśli śmierć w wyniku eksplozji lub zostali dotknięci skutkami promieniowania. W ten sposób Japonia została zmuszona do kapitulacji, która była jednoznaczna z zakończeniem II Wojny Światowej, a jednocześnie USA zyskało znakomitą sposobność, aby zbadać skutki i efekty działania nowej, śmiercionośnej broni. Co oczywiste, tego typu traumatyczne wydarzenie na stałe wpisało się w ludzką świadomość oraz kulturę. W samej tylko literaturze japońskiej powstało sporo dzieł, opartych na przeżyciach i opowieściach ofiar atomowego piekła. Powieść Czarny deszcz oraz opowiadanie Irys (ze zbioru Irys. Opowiadania japońskie) autorstwa Masujiebo Ibuse czy króciutkie, ale wstrząsające Kwiaty lata Tamikiego Hary (opowiadanie ze zbioru Cień wschodzącego słońca) to dorobek przetłumaczony na język polski, dzięki któremu czytelnik staje się naocznym świadkiem atomowej zagłady. Ważną spuścizną po Hiroszimie oraz Nagasaki są także relacje osób, które przetrwały bezpośrednie uderzenie bomby, i które musiały zmagać się z dalszą egzystencją, osnutą cieniem śmierci, cierpienia i ogromnej krzywdy. Bardzo ciekawą pozycją portretującą byt tych, którym udało się ocaleć z atomowego ataku jest książka Hiroshima notes, autorstwa znakomitego japońskiego pisarza Kenzaburō Ōe, którego kunszt i maestrię miałem okazję podziwiać dzięki takim lekturom jak Sprawa osobista, Futbol ery Man’en, Zerwać pąki, zabić dzieci oraz Zdobycz (opowiadanie do odnalezienia w zbiorze Cień wschodzącego słońca).

Hiroshima notes (tłumaczenie Notatki z Hiroszimy będzie chyba jak najbardziej zasadne) to cykl reportaży, które zostały napisane w latach 1963 – 1965. Kenzaburō Ōe, podówczas młody dziennikarz magazynu Sekai (Świat) otrzymuje propozycję wizyty w Hiroszimie w 18. rocznicę zrzucenia bomby atomowej. Praca Ōe miałaby polegać na zrelacjonowaniu przebiegu 9-tej Światowej Konferencji w sprawie Zakazu Użycia Broni Jądrowej i Wodorowej oraz przeprowadzeniu serii wywiadów z tymi, którzy wprost doświadczyli destrukcyjnych własności bomby atomowej. Szybko jednak przekonujemy się, że w przypadku Kenzaburō Ōe wizyta w Hiroszimie zyskuje wydźwięk bardzo osobisty oraz mocno ekspiacyjny – doznania ludzi, którzy przeszli przez swoiste piekło na ziemi, okazują się bowiem znakomitą szansą, by z zupełnie nowej perspektywy spojrzeć na własne życie oraz zredefiniować kluczowe wartości.

Bardzo ważnym aspektem Notatek z Hiroszimy jest kontekst dzieła. Rok 1963 to przełomowy rok dla dalszej egzystencji oraz twórczości Kenzaburō Ōe. Urodzony w 1935 roku nowelista w wieku 28 lat był już uznanym i cenionym pisarzem z uwagi na wydaną w 1958 roku debiutancką powieść, zatytułowaną Zerwać pąki, zabić dzieci. U progu wielkiej kariery, kiedy cały świat zdaje się stać otworem i wręcz zachęca do tego by go podbić, na Ōe spada ogromny i niespodziewany cios – jego syn rodzi się z krytyczną wadą mózgu (przepuklina mózgowa). Dysfunkcja jest na tyle poważna, że na barki młodego ojca spada ogromna odpowiedzialność – musi on rozstrzygnąć kwestię, czy istota, która właśnie przyszła na świat zasługuje na to, by na nim żyć. Jedyną szansą dla dziecka jest operacja, ale nawet w przypadku, gdyby zabieg zakończył się sukcesem, synek i tak będzie niepełnosprawny, będzie więc wymagał stałej opieki, troski i uwagi. W tym ekstremalnym momencie Ōe, korespondent gazety, zostaje wysłany na tygodniowy reportaż do Hiroszimy.

Notatki z Hiroszimy śmiało można określić mianem refleksji i przemyśleń, które wykluły się w obliczu naocznego kontaktu ze świadkami, a więc i swoistymi powiernikami atomowej apokalipsy. Na książkę japońskiego artysty składają się wnikliwe obserwacje dotyczące Światowej Konferencji w sprawie Zakazu Użycia Broni Jądrowej i Wodorowej (Kenzaburō Ōe bardzo silny nacisk kładzie na rozłamy, wewnętrzne tarcia oraz antagonizmy, skutecznie rozsadzające od środka i paraliżujące pacyfistyczne i antynuklearne ruchy i stowarzyszenia), wspomnienia snute przez ocalałych oraz wypowiedzi lekarzy, którzy po niemal dwudziestu latach w dalszym ciągu prowadzą trudną i często daremną walkę z następstwami napromieniowania.

Proza Ōe, do czego zdążyłem się już przyzwyczaić za sprawą poprzednich lektur, jest mocna i bezkompromisowa. Japończyk nie unika tematów niewygodnych i trudnych, nie ma żadnych oporów, by pokazać to, co brzydkie, ohydne, wywołujące odruchy wymiotne. Należy jednak podkreślić, że noblista z Kraju Kwitnącej Wiśni nie epatuje tanimi chwytami – jego intencją jest szczerość a pobudkami niechęć przed ukrywaniem czy też pudrowaniem czegokolwiek. Z tego względu opisywane choroby, zwyrodnienia, traumy, neurozy, psychiczne i fizyczne blizny należy traktować jako świadectwo oraz gorzką lekcję, z której zarówno Japonia jak i cała ludzkość winna wyciągnąć stosowne wnioski – broń atomowa to głównie zagłada, cierpienie i śmierć, a tragiczne wydarzenia, których udziałowcami byli mieszkańcy Nagasaki oraz Hiroszimy nie powinny się powtórzyć. Stąd usilne dążenia do zachowania światowego pokoju, których integralną częścią jest optowanie na rzecz rezygnacji z broni jądrowej oraz wodorowej.

Bardzo ważnym elementem Notatek z Hiroszimy jest także próba ukonstytuowania przekonania, że ofiary z Hiroszimy i Nagasaki to nie tylko przedmioty, ale i podmioty tragedii. Ōe usiłuje udowodnić, że na broń masowego rażenia nie powinno się spoglądać wyłącznie przez pryzmat jej niszczycielskiego potencjału – siła rażenia wywołuje konotacje związane z destrukcją, rozkładem, burzeniem (czyli efektywnym unicestwieniem wroga), które mogą skutecznie przesłonić katusze i udręki, jakich doznaje człowiek oraz marginalizować skutki i następstwa oddziaływania jądrowego arsenału na przyrodę i otoczenie. Tymczasem to właśnie ludzie oraz ich gehenna (a nie narzędzie niosące śmierć) winny być przedmiotem analiz. Z tego względu na dziedzictwo Hiroszimy oraz Nagasaki musi składać się realne wsparcie niesione poszkodowanym oraz usiłowania, mające na celu maksymalną i najskuteczniejszą pomoc medyczną wszelkim ofiarom energii jądrowej.

Bardzo mocną stroną utworu jest prezentowany na jej stronach głęboki humanizm. Ōe w swoich notatkach przedstawia bogatą galerię ludzi, którzy bezpośrednio doświadczyli wybuchu bomby atomowej, nie zapomina również o kolejnym pokoleniu, tj. o dzieciach ofiar z Hiroszimy i Nagasaki. Poprzez ukazanie ich sylwetek, japoński autor szkicuje losy ludzi, którzy musieli zmierzyć się z sytuacją ekstremalną, porażającą swym okrucieństwem, ale i całkowicie nieznaną, obcą, a przez to trudną do ogarnięcia umysłem, a więc niewyobrażalną i paraliżującą. Przywołując ich wspomnienia oraz przeżycia, Ōe często odwołuje się do 3 kluczowych słów: wstyd (shame), upokorzenie (humiliation) oraz godność (dignity). To właśnie te 3 wyrazy determinują byt pokrzywdzonych, którym udało się uchować od śmierci, ale którzy musieli stawić czoła życiu po jądrowej eksterminacji. Ōe ogromną uwagę przywiązuje do trudności, z którymi borykali się ocaleni z Hiroszimy oraz Nagasaki – choroby nowotworowe, blizny keloidowe, nerwice oraz egzystowanie w ukryciu, w cieniu okupacyjnej propagandy. Książka, czytana z obecnej perspektywy czasowej, pozwala lepiej zrozumieć czytelnikowi dramat poszkodowanych, którzy do późnych lat 50-tych czuli się osamotnieni, zapomniani i porzuceni – tuż po kapitulacji Japonii, po wkroczeniu wojsk amerykańskich, temat bomby atomowej oraz skutków napromieniowania został wyciszony. Dopiero po zakończeniu okupacji Japonii, tj. w roku 1952, pozostali obywatele Kraju Kwitnącej Wiśni zyskali sposobność, by ujrzeć zdjęcia z Hiroszimy oraz Nagasaki, naocznie przekonując się o sile zniszczeń i spustoszenia, jakie niesie ze sobą broń jądrowa. Wkrótce potem rząd objął opieką medyczną wszystkie ofiary bomby atomowej, rozpoczęto otwarte dyskusje na temat potencjalnych skutków napromieniowania, jak grzyby po deszczu rodziły się stowarzyszenia zrzeszające ocalałych z atomowego piekła, pojawiły się również pierwsze ruchy pacyfistyczne oraz dążące do całkowitego zakazu posiadania i używania arsenału jądrowego i wodorowego.

Czytając Notatki z Hiroszimy, warto zwrócić uwagę na piekielne trudne wyzwanie, z którym zmierzyć musiał się Ōe. Autor bardzo silnie akcentuje (nierzadko sam o to apelując) prawo ofiar do przezwyciężenia i zapomnienia przeżytych traum, do spokoju i ciszy, do nabrania ludzkich rysów i znamion indywidualizmu – z tego względu poruszanie bolesnych kwestii oraz powracanie do przeszłości razem ze swoimi rozmówcami to dla pisarza niełatwe balansowanie pomiędzy delikatnością i wyrozumiałością, a chęcią wydobycia nagiej prawdy. Zadanie Ōe sprowadza się do tego, by ofiar nie traktować wyłącznie jako liczb, suchych danych, bezosobowych argumentów na rzecz pokoju i rezygnacji z broni atomowej. W każdym z interlokutorów należy odnaleźć człowieka, ale często wiąże się to z naruszeniem jego kruchej równowagi psychicznej.

Dodać należy, że wydanie angielskojęzyczne z roku 1994, opatrzone zostało interesującą przedmową japońskiego noblisty, w której zdradza on, że odwiedzenie Hiroszimy oraz poznanie jej mieszkańców, stało się punktem krytycznym w jego życiu. Świadectwo ofiar atomowej apokalipsy spełniło funkcję wskazówki i klucza do uzdrowienia własnej psychiki oraz stając się szlakiem, jakim należało podążać, by zagoić własne rany i wyjść z głębokiego i ciemnego dołu, do którego wpadła dusza Japończyka. W duchowej przemianie ogromny udział odegrały liczne osobistości, wśród których szczególnie wiele miejsca poświęcono osobie doktora Fumio Shigeto. Przyznaję, że postać tego medyka, który mimo odniesionych w trakcie bombardowania ran, bezinteresownie wypełniał przysięgę Hipokratesa, chociaż sam, podobnie jak reszta szpitalnego personelu, którym zarządzał, wymagał hospitalizacji, zainteresowała mnie najbardziej spośród wszystkich przywołanych nazwisk. O niezwykłości tego człowieka świadczy fakt, że pomiędzy głęboką i czasochłonną opieką i troską o pacjentów oraz paleniem przybywających w zastraszającym tempie zwłok, doktor Shigeto potrafił znaleźć jeszcze czas, by rozpocząć badania skutków nieznanej dotąd choroby popromiennej (ponieważ w przeszłości Shigeto zajmował się radiologią, jako jeden z pierwszych Japończyków odkrył naturę zrzuconego ładunku). Jego wytrwałość w ratowaniu życia ludzkiego, upór w starciu z potężnym przeciwnikiem, którym okazała się być białaczka, wywołują niekłamany podziw i szacunek.

Krótko reasumując, lektura książki Hiroshima notes to solidny kawał prozy reporterskiej. Ōe bardzo zgrabnie portretuje ludzi, którzy zetknęli się ze skutkami zrzucenia bomby atomowej na japońskie miasta. Pozycja to także bardzo bogaty zbiór refleksji samego autora na temat konsekwencji użycia broni jądrowej – tego typu przemyślenia pociągają za sobą bardziej ogólnikową analizę ludzkiej natury. W efekcie Ōe raczy czytelnika obrazem osobnika, który znalazł się w sytuacji ekstremalnej, na krawędzi swojego człowieczeństwa. Polskiemu czytelnikowi pozostaje żałować, że jak do tej pory Hiroshima notes nie doczekała się przekładu na rodzimy język, albo sięgnąć po jedno z licznych tłumaczeń zagranicznych (m.in. angielskie czy francuskie). Serdecznie polecam!

Wasz Ambrose

13 komentarzy:

  1. Ambrose, płyniesz pod literacki prąd i dzięki temu trafiasz na same perełki! A ja daję się skusić modnym nowościom, czego skutkiem jest sporo czytelniczych rozczarowań.
    "Hiroshima notes" to z pewnością obowiązkowa pozycja dla kogoś, kogo interesuje Japonia, jej historia i kultura. Ciekawie byłoby porównać azjatyckie i europejskie reakcje na wielką katastrofę, czytając "Notatki z Hiroszimy" i, na przykład, "Czarnobylską modlitwę" Aleksijewicz. Chociaż podejrzewam, że relacje ocalałych z "końca świata", niezależnie od miejsca i czasu, są podobne, bo dotyczą uniwersalnych - i ekstremalnych - przeżyć i emocji...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hehe, na ogół bardziej ufam doświadczeniu i wiedzy redaktorów, którzy pracowali za czasów PRL-u (piję tu przede wszystkim do wspaniałych serii wydawniczych takich jak "Proza Współczesna", "Współczesna Proza Światowa", "Koliber", "Nike", itd.) niż blurbom zdobiącym okładki współczesnych książek. Chociaż akurat "Hiroshima notes" to rezultat mojego zainteresowania prozą Kenzaburō Ōe - z dostępnych w języku polskim dłuższych form przeczytałem już wszystkie i stąd, w akcie desperacji, zaczynam nieśmiałą eksplorację dzieł dostępnych w języku Szekspira :) Jeśli jeszcze nie znasz tego autora, to serdecznie Ci go polecam.

      Co do prozy Aleksijewicz, to jeszcze nie miałem okazji się z nią zetknąć, ale czuję, że jeśli to nastąpi, to znajomością z pisarką rozpocznę właśnie od "Czarnobylskiej modlitwy". Co prawda skala tragedii na Ukrainie była nieporównywalnie mniejsza, ale i tak ogromnie jestem ciekaw spostrzeżeń laureatki Nagrody Nobla, jakie zawarła w swoich reportażu :)

      Usuń
    2. Autora znam jedynie ze słyszenia, no i z Twojego bloga. Mam go na liście "do przeczytania".
      Tak, skale tych tragedii są nieporównywalne, ale chyba głównie ze względu na ich rozmiar /zasięg. Podejrzewam, że skutki psychologiczne to zupełnie inna sprawa.
      A współczesne blurby i ich "pomysłowość" to temat-rzeka... I zarazem całkiem wdzięczny temat na osobny post ;-)

      Usuń
    3. Taak - zwłaszcza te, z których jasno wynika, że ich autor nie zna dzieła, które „opisuje”.

      Co do porównań z obu stron, to polecam filmy Listy z Iwo Jimy (2006) i Sztandar Chwały (Gwiaździsty Sztanda, Sztandar naszych ojców). Ciekawe, czy znacie inne dzieła (filmowe lub literackiej), gdzie ten sam autor opowiada dokładnie tę samą rzeczywistą historię patrząc raz z jednej, raz z drugiej strony barykady. Ja dotąd poza wspomnianą parę kojarzę tylko podobne pary z literatury pięknej (głównie sf)...

      Usuń
    4. Na "Listy z Iwo Jimy" natknąłem się kiedyś przypadkiem i film mnie wciągnął. Nie jestem fanem ruchomych obrazków, ale ten wyjątkowo przypadł mi do gustu. O drugiej pozycji nie słyszałem.

      Usuń
  2. Zdecydowanie i szybko dodane do listy "do przeczytania". Zbiór ten zapowiada się fascynująco tak ze względu na samą tematykę, ale także optykę autora. A i recenzja świetna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Książka jest naprawdę warta przeczytania. Jedynym problemem jest jej zdobycie. Nowe egzemplarze na Allegro chodzą po około 100 zł. Mnie udało się nabyć pozycję używaną za dwadzieścia parę zł - dobrze wyposażone antykwariaty to prawdziwy skarb :)

      Usuń
  3. Nie dziwi mnie, że Ōe poruszył tak trudną tematykę, bo i w powieściach nie stronił od pisania o sprawach mrocznych, bolesnych, uchodzących za tabu, takich jak bestialstwo wobec dzieci z poprawczaka, obrzydliwe traktowanie kalekich niemowląt itd. Ważny autor, umiejący pisać w sposób "głęboki". Z chęcią bym przeczytała jego reportaże, ale poczekam na polskie wydanie. Ciekawe, czy któryś z tłumaczy próbował zainteresować wydawnictwa tą książką :)

    Fumio Shigeto to rzeczywiście niezwykły człowiek. Sam ucierpiał podczas nalotów, ale nie rozczulał się nad sobą, starał się pomagać innym, choć jako lekarz miał świadomość, że niewiele może pomóc.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ha, bardzo dobrze znasz pióro Ōe, więc chyba się ze mną zgodzić, że nie ma pisarza, którego styl bardziej odpowiadałby temu, co wydarzyło się w Hiroszimie i Nagasaki.

      Niestety, ale nie słyszałem o próbach tłumaczenia tej pozycji, co nie oznacza oczywiście, że takie próby nie miały miejsca. Trochę szkoda, że Ōe dostał Nobla w 1994 roku - niedługo po transformacji, kiedy to wydawnictwa dopiero przyswajały bolesną lekcję na tematów zysków i strat. W Polsce jedynym echem osiągnięcia Ōe było wznowienie powieści "Futbol ery Man'en" (Wilga, 1995), którą wcześniej (1979 r.) wydano w ramach serii "Współczesna Proza Światowa" na łamach PIWu.

      Usuń
  4. bookiemonster23 maja 2016 22:06

    Ciężki, mocny temat. Jedyne, co mnie w tej pozycji przeraża to, że brak tłumaczenia polskiego. Nie tylko to, że jestem leniem nie pozwala mi sięgać po pozycje w języku angielskim, ale przede wszystkim to, że polski lepiej do mnie przemawia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A mnie szkoda czasu. Jeśli mam poświęcić na jedną książkę w obcym języku kilka razy tyle czasu, co na podobne po polsku, to wolę jednak polski. Oczywiście, jeśli nie ma wyjścia, to się wysilę, ale to raczej teksty naukowe lub techniczne - na tym polu niestety wybór krajowy bywa mocno ograniczony. Tym bardziej jestem więc wdzięczny Ambrose za przybliżenie książki, po którą w tej wersji językowej na pewno nie sięgnę.

      Temat ciężki, ale jaki ciekawy! Choćby w aspekcie obecnej degradacji środowiska, które miejscami zaczyna być w gorszym stanie, niż po Czernobylu. Byłaby to świetna pozycja na rozmowę w DKK :)

      Usuń
    2. Ha, mnie też przeraża czas, jaki muszę spędzić na czytanie pozycji angielskojęzycznych, dlatego sięgam po nie sporadycznie. Na "Hiroshima notes" zdecydowałem się z tego względu, że prozę Ōe znam całkiem dobrze, a przeczytałem już wszystkie "dłuższe" pozycje dostępne na rynku.

      Usuń

Czytamy wnikliwie każdy komentarz i za wszystkie jesteśmy wdzięczni. Zwłaszcza za te krytyczne. Jeśli chcesz o czymś porozmawiać, zapytać, zwrócić uwagę na błąd, pisz śmiało. Każda wypowiedź, zwłaszcza na temat, jest przez nas mile widziana. Nie odrzucamy komentarzy anonimowych, jeśli tylko nie naruszają prawa. Można zamieszczać linki do swoich blogów i inne, jeśli nie są ewidentnym spamem. KOMENTARZE UKAZUJĄ SIĘ DOPIERO PO ZATWIERDZENIU przez nas :)